Rozdział betowała 100-ki. Yakou. no. Ou.

Wybaczcie, że dzisiaj tak późno, ale dosłownie w tej chwili wróciłam.

Koma, opowiadanie to ma rozdziałów równo 149. Do tego dochodzi sequel, prequel i zbiór miniaturek. A co się stanie z Harrym to... ekhm. Zobaczysz. W żaden sposób tego nie skomentuję :). NigrumLotus, Zevi to prawdziwy przyjaciel. Przekonasz się jeszcze, że wielokrotnie stanie po stronie Harry'ego. A zaborczy Tom, to coś, co tygryski lubią najbardziej :). Tsukiaisuishou, taak, Potter wykazał się niezwykłą inteligencją. Cookies. Alice, klątw ani pomidorów nie rzucam, za to witam z szerokim uśmiechem. Tak, Dursleyowie i Ginni byli niespodziewani i w sumie stało się wiele. Ostatnie rozdziały były emocjonalne i pięknie ukazywały relację Tom/Harry. Za to następny rozdział będzie... zobaczysz :). Mahakao, Zevi to mocny facet :). Tak łatwo go nie złamią ;),

I naprawdę przepraszam, że rozdział tak późno. Proszę niczym we mnie nie rzucać, ale jutro zapewne też będzie mniej więcej o tej godzinie. W każdym razie niesamowicie dziękuję za wasze komentarze i... cóż, życzę miłego czytania.


Słowniczek: wężomowa


Ulubieniec Losu

Rozdział dwudziesty szósty

(Punkt widzenia Lestrange'a)

Skulił się nieznacznie, czując wzrastające mdłości spowodowane twardym nadzorem tych starych, niebieskich oczu.

- Miałeś go zniechęcić do przyłączenia się do Ciemnej Strony, Cygnusie – stwierdził chłodno starzec.

- O-on nie jest po Ciemnej Stronie, proszę pana – zauważył szybko.

- Nie jest też po Jasnej, czyż nie? – Dumbledore brzmiał na zasmuconego. – Zawiodłeś mnie. Na pewno rozumiesz, że to dla Większego Dobra? Chcesz, by Tom po prostu… zaniedbywał cię? Bo to właśnie robi!

- Nie – powiedział. – J-ja tylko… Nie myślę, aby to był dobry pomysł! Wycofuję się! Tom mnie zabije, jeśli się o tym dowie!

- W takim razie to byłaby wielka szkoda, gdyby otrzymał anonimową wskazówkę, nie uważasz? Jeśli Voldemort wygra, świat jaki znamy przestanie istnieć… twoje przywileje jako czystokrwistego znikną. Potrzebuję Harry'ego, by to zakończył, jest jedynym, który może. Musi zabić Voldemorta.

Chciało mu się wymiotować, strach ścisnął jego serce.

- Zrobię co w mojej mocy, profesorze! Oni po prostu… są ze sobą bliżej niż myślałem.

- Co dokładnie robisz, Cygnusie, mój chłopcze? Bo najwyraźniej to nie działa…

- Ja… wylałem na niego kawę.

- Wylałeś na niego kawę? Co dokładnie ma to wspólnego z naszym planem? Myślałem, że mogę ci zaufać… - Starzec obracał różdżkę w palcach, niemal bezczynnie.

- Możesz mi zaufać! – wpadł w panikę. – Oczywiście, że możesz! Zrobię to! Harry powróci do Jasnej Strony… a wtedy… wtedy nas odeślesz i pozwolisz toczyć się historii własnym torem?

- Oczywiście. Niebezpiecznym jest mieszać się w sprawy czasu. – Tak, tak było. Harry nigdy nie powinien się u nich pojawić! Robił to dla Większego Dobra! Chronił Toma przed jego własną słabością… a następnie, kiedy chłopiec zniknie, on, Cygnus Lestrange, będzie znów ulubieńcem swojego Pana. Harrison Evans, Potter… po prostu przewrócił wszystko do góry nogami! On tylko próbował przywrócić historii jej naturalny bieg wydarzeń. Został wybrany.

- Teraz, kiedy skończyliśmy mówić o biznesach… chciałbyś może cytrynowego dropsa? Wciąż musisz się wiele nauczyć, więc równie dobrze możesz się rozgościć.

Wiedza była mocą… a on pragnął mocy. A skoro Tom Riddle nie chciał zrobić wszystkiego jak należy... no cóż, wkrótce się okaże kto będzie kogo nazywał swoim Panem, czyż nie?


(Punkt widzenia Harry'ego)

Wyprostował się nagle, mroczne myśli o ciemnym korytarzu wpadły do jego umysłu. Voldemort szukał czegoś… czegoś za tymi drzwiami? Ale co to było?

Oczy Toma zerknęły na niego. Musiał przysnąć w Pokoju Wspólnym. Był bardziej zmęczony niż przypuszczał… musiał być. Albo tak było, albo wzrastało połączenie.

Zatrzymywał się obecnie w Pokoju Wspólnym Ślizgonów. Nie oficjalne, ale… było po prostu nieco prawdy w deklaracji Ginny, nie był już dłużej mile widziany w Gryffindorze. Oczywiście nie przez wszystkich. Hermiona, Weasleyowie (nie licząc Ginny), Neville, Dean, drużyna quidditcha… oni wciąż go wspierali.

Reszta jednak, pod wodzą Ginny i McLaggena, zdecydowanie była innego zdania. Niemniej jednak, łatwo było mówić, że nie chciał tam pójść i zostać przeklętym. To nie tak, że spędzał w Pokoju Wspólnym węży każdą godzinę w czasie dnia… chociaż tam spał… po tym, jak Tom zagroził mu uszkodzeniem ciała, jeśli się nie dostosuje. Wtedy też Tom dowiedział się o jego koszmarach i o tym, że wciąż trwały… co nie było zbyt przyjemne. Sprawy między nimi wciąż były nieco napięte, ale ogólnie w porządku.

- Wszystko dobrze? – zadał pytanie dziedzic Slytherina. Pokręcił głową.

- Nic mi nie jest – powiedział automatycznie, rzucając mu uspokajający uśmiech. Tom zmrużył oczy.

- Wizja czy koszmar? – zapytał po prostu. Harry zamarł, nie będąc pewnym, czy kocha Toma za dostrzeganie łez, które skrywał za uśmiechami, czy też nienawidzi. Przez chwilę na siebie patrzyli. Jego głowa pulsowała okropnie, jakby ktoś uderzał o nią młotem.

- Myślę, że wizja – odparł w końcu. Głowa Toma pochyliła się w zamyśleniu.

- Korytarz zakończony drzwiami?

Harry lekko się na niego gapił, marszcząc czoło.

- To jedna z…?

- Pułapek. – Tom uśmiechnął się ponuro. – To musi być jakaś wizja, skoro również ja dostaję ją przez połączenie.

Harry mruknął z potwierdzeniem, odwracając wzrok od Toma.

- Co to za książka? – zapytał zamiast tego. Naprawdę nie chciał o tym rozmawiać, to prawdopodobnie nie było nic ważnego… nawet dla niego brzmiało to kulawo. Tyle że nie był ani po Jasnej, ani też po Ciemnej Stronie, więc dyskutowanie o tym nie było raczej zbyt właściwie.

- Wzrost i Upadek Mrocznych Sztuk.

- Serio? – Podniósł brwi. Tom przewrócił oczami.

- Tylko dlatego, że ty radośnie biegałeś sobie po innym okresie czasowym, posiadając jedynie naprawdę znikomą wiedzę o tym, co się w nim obecnie działo i żadnej oprawy historycznej, nie znaczy, że ja zrobię to samo.

Sprawiedliwie… Harry wzruszył ramionami, pocierając ze znużeniem oczy. Nie mógł jednak nie zauważyć, że mimo wszystko Tom nie wrócił do książki, co mogło oznaczać tylko jedno:

- Okej, czego chcesz? – westchnął.

- Co? – zapytał Tom, najwyraźniej wyrwany z zamyślenia. – Co sprawia, że myślisz, że czegoś od ciebie chcę? Ranisz mnie.

- Twoje drugie imię to Chcę i Pragnę… i masz ten szczególny wyraz twarzy.

- Mam na drugie Marvolo – nie powinieneś tego wiedzieć, Harry? – Tom uśmiechnął się.

- To była przenośnia – oburzył się. Riddle patrzył na niego lekko rozbawionym, nieczytelnym spojrzeniem.

- Chodź tutaj.

- Ja… co? – zdziwił się. Czegokolwiek by nie oczekiwał, z całą pewnością nie było to tym.

- Chodź tutaj – powtórzył spokojnie Tom, wskazują na wolne obok siebie miejsce na kanapie.

- Dlaczego?

- Zawsze kwestionujesz każdy rozkaz i instrukcję, jaką dostajesz, czy robisz tak po prostu tylko w moim wypadku?

- Tylko w twoim wypadku. Nie dopuszczam do tego, aby twoje wielkie ego jeszcze bardziej się powiększyło – odpowiedział natychmiast, nawet się nad tym nie zastanawiając. – Powinieneś już o tym wiedzieć. – Mógł przysiąść, że Tom prawie się uśmiechnął. W końcu jednak tylko skinął głową na wskazane wcześniej miejsce.

Ostrożnie, Harry podszedł do niego i usiadł.

- Mam nadzieję, że nie zamierzasz przeprowadzić tutaj jakiejś głębokiej, bzdurnej rozmowy… jesteś pod wielosokowym? – zapytał nagle. Tym razem Tom posunął się o krok dalej niż uśmiech i prawie zaczął się śmiać.

- Nie jestem tego świadom – odezwał się sucho. Ręka przeniosła się, spoczywając na jego ramieniu, powodując, że wykonał gwałtowny ruch. Tom zamarł, ale zatrzymał rękę tam, gdzie była.

- Co ty… - zaczął, po czym zamilkł, kiedy poczuł jak ból głowy zaczyna całkowicie znikać. – Co robisz?

- Paradoks, Potter – oznajmił krótko Tom, ponownie patrząc na swoją książkę. Czekał na dalsze wyjaśnienia, ale przyszły Czarny Pan po prostu spokojnie kontynuował swoją lekturę.

- Możesz to rozwinąć? – domagał się odpowiedzi. Tom westchnął z cierpieniem.

- Jestem, powiedzmy... oryginalną duszą spośród nas dwóch (mnie i mojego przyszłego ja), więc można powiedzieć, że mam z tego powodu pewne korzyści. Jako że mamy tą samą duszę, tworzy się paradoks, a ponieważ jestem „dominującą duszą", Voldemort nie może przebywać w żadnym miejscu, w którym jestem ja.

- Jesteś w mojej głowie? – zapytał, zaniepokojony.

- Tylko to do ciebie dotarło? – odpowiedział Tom, nieco rozdrażniony. Potrząsnął głową, milcząc przez chwilę.

- Dlaczego?

- Potrzebujesz snu… bez koszmarów albo wizji.

- Dlaczego cię to obchodzi? – uściślił.

- Ponieważ twoja magia pada z wycieńczenia, a kiedy nie jest w stanie odpocząć, staje się skłonna do rzucania na wszystkich. Siedzenie obok niej jest irytujące.

Dobrze… do diabła, nigdy nie zaglądaj darowanemu koniowi w zęby*.

- Mam nadzieję, że w takim razie ucieszy cię bycie poduszką – stwierdził sprytnie, nagle odsuwając się od jego ręki i zamiast tego kładąc swoją głowę wygodnie na kolanach Toma. Riddle całkowicie znieruchomiał.

Uśmiechnął się szeroko.

- Nonszalancki dureń.

- A ja myślałem, że mnie kochasz…

- Po prostu zamknij się i idź spać.


(Punkt widzenia Toma)

W ogłupieniu przyglądał się śpiącemu chłopcu.

Nie spodziewał się, że Harry rzeczywiście się na to zgodzi. Och, no cóż, mu to pasowało. Ponadto, im większe zyska sobie zaufanie Harry'ego, tym łatwiejsze stanie się dla niego to wszystko. Nie wspominając już o tym, że… połączenie było otwarte. To nie było wykorzystywanie, Harry nie pytał, jakie będą efekty celowego wywoływania paradoksu, czyż nie? Poza tym, jego magia naprawdę była irytująca. Płoszyło go i denerwowało to, w jaki sposób reagowała na nią jego własna aura. Poza tym, Harry będzie spał jeszcze przez jakiś czas, a naprawdę musiał przeprowadzić prywatną rozmowę ze swoimi zwolennikami. A Harry potrzebował snu, więc nie robił niczego złego, prawda? Idiota nie pytał nawet o to, co powiedział o duszach. Uśmiechnął się, zaginając róg jednej ze stron swojej książki. Powiedział, że jest o wzlotach i upadkach czarnej magii, ale tak naprawdę dotyczyła czegoś zupełnie innego. Była prawdziwą rzadkością – Sekrety Najmroczniejszych Sztuk.

Mimo wszystko, przez całą tą rozmowę o podróży w czasie jego własny czas zupełnie wyleciał mu z głowy.

A następnie odkrył horkruksy.

Drzwi otworzyły się i weszło przez nie kilka postaci.


* powiedzenie, znaczące ni mniej, ni więcej, jak nie kwestionuj wartości tego, co otrzymałeś.