Naruto nie należy do mnie.
Konoha, cztery lata i kilka miesięcy po wojnie
Naruto miał sen. Na błękitnym niebie nie było ani jednej chmurki, jedynie w oddali mógł dostrzec klucz dzikich gęsi.
Jednak w powietrzu coś wisiało. Kurama wewnątrz niego był zaniepokojony. Już nie spał w zimnej piwnicy pełnej wody. Nowe mieszkanie dla Kyuubiego w podświadomości Naruto wyglądało zupełnie inaczej. Drewniana chata, wystarczająco duża aby pomieścić w środku kogoś tak znacznych rozmiarów. W środku była tylko jedna izba, z miękkimi dywanami i poduszkami. Na ścianach wisiały scenki rodzajowe z czterech pór roku. Oczywiście wydawał swemu Jinchuuriki wyraźne polecenia co do wyposażenia wnętrz. Kiedy Naruto pokazał mu swoje dzieło, mruknął z zadowoleniem. Od razu przyszykował sobie legowisko na środku i tam zasnął.
- Pozostałe Bijuu też odbierają takie sygnały. Mówią, że od ziemi ciągnie zło i zimno.
- Uchiha?
Lis zaprzeczył. Podsunął sobie pod głowę poduszkę i przymknął oczy.
- Wygląda na potężne, okrutne bóstwo które wędruje po nurcie w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca. Masa nienawiści i negatywnych uczuć mogła przyciągnąć coś z innego wymiaru.
Wtedy go zobaczył. Był jak cień zakrywający słońce, pozbawiający całego kontynentu światła. Jednak od razu nie zaprowadził ciemności. Wzrastał powoli, niezauważony. Ta masa zła stępiała mu zmysły. Pozostali Wąchacze także skarżyli się na trudności w wyczuwaniu. Wyglądał jak psowaty drapieżnik, może wilk może kojot. Reszta pozostawała niewidoczna. Wrażenie zaraz zniknęło, a błękitne niebo było czyste. Naruto wiedział, że nic nie jest takie jak dawniej. Coś się zmieniło, coś czego nie mógł uchwycić.
Działali pod nazwą Suko-mu-Kaiten. Nie była ona do końca poprawna, lecz nie miało to najmniejszego znaczenia. Liczyło się to, że są bardzo niebezpieczni i dość kłopotliwi.
Obudził się. Przez okno do pokoju wpadało światło księżyca. Hinata spała obok, a jej długie włosy rozlewały się falami po poduszce. Znów skopał prześcieradło we śnie. Rzucił okiem na dziewczynkę w ramionach żony. Były do siebie tak podobne. Zaczął liczyć oddechy córce. Przez chwilę patrzył na wzór jaki tworzyło światło księżyca na podłodze. Zadrżał z zimna, choć noc była ciepła. Niechętnie stwierdził, że zostało mu parę godzin snu. Następny dzień zapowiadał się długi i męczący, przysunął się więc bliżej nich. Czując ich bliskość zapomniał o swoim koszmarze i pogrążył się we śnie pozbawionym marzeń.
*.*.*
Kakashi spóźnił się. Wrócił z misji i pędem pobiegł do księgarni na rogu, pierwszej za bramami wioski. Zaczął się rozpychać wśród ludzi, byle dotrzeć do celu. Niestety, półki z nowościami były puste.
- Nie! – Kakashiego krzyk pełen rozpaczy było słychać w całej Konohagakure. – Wszystko wyprzedane?
Patrzyli się na niego dość dziwnie.
W ostatniej z księgarni też nie mieli najnowszych „Przygód Udona". Oparł się o jej ścianę i westchnął. Przesunął ręką po włosach i ubraniu. Tak. Zdecydowanie potrzebował ciepłej kąpieli, a potem chwili relaksu. Miał nadzieję, że uda mu się dopaść książkę. Czy to jakaś plaga? Czekał na kolejną część tak długo, a tu nic...
Zaczął się zastanawiać, od kogo może pożyczyć książkę. Kiedy tak myślał, ujrzał Pakkuna. Ninken w zębach trzymał pakunek.
- Była w twojej skrzynce na listy – powiedział ze znudzonym wyrazem pyska. – Nie musisz tak rozpaczać.
On złapał małego mopsika i uściskał go.
- Ozłocę cie, Pakkun!
Pies miał wrażenie, że zaraz wyzionie ducha. Oczy mu wyszły na wierzch. Czy Kakashi nie może być bardziej powściągliwy?
- Chrupki o smaku żabich udek – wydusił z siebie.
Ciemnoszare oko Kakashiego wyrażało dezaprobatę. Nienawidził tego zapachu i naciągało go na wymioty. Jednak mopsik kochał je.
- Niech będzie – postawił przyduszonego mopsika na ziemi. Pies zaczął dyszeć, po czym zniknął w obłoczku białego dymu. Miał swego pana z głowy na dłuższy czas.
Oczywiście, że Kakashi zapomniał o psich chrupkach. Zniknął z książką na drzewie, ucieszony jak małe dziecko.
W wilczym brzuchu
- Zawsze byłem cierpliwy, Kazemaku. Zaczekam - odpowiedział głos człowieka. Odnosił wrażenie, że jego dusza jest zamknięta w małej kuli. Pływała po powierzchni wody. Co jakiś czas słyszał bulgotanie jakby woda się gotowała. Czuł, że ściany worka kurczyły się rytmicznie. Tak, był jeszcze w większym worku. Mała kula była przyczepiona do ściany worka jak młode do swej matki. Zajmował swoją niszę, a zewsząd otaczała go moc, ciemne ściany worka i przepływająca tam treść. Wolał nie wiedzieć, co to za substancja. Dla niego pozostawała wodą.
Głębokie warczenie oznaczało, że okrutne bóstwo się z nim zgadza.
Tym razem swój mentalny przekaz skierował do swego sługi, Hidana. Aktualnie przebywał on w Sanastoit i przeczesywał miasto w poszukiwaniu pewnego przedmiotu.
- Hidanie, szmaragdowa szkatułka. Musisz ją odnaleźć. W niej znajduje się klucz do pieczęci Hokage.
Czy usłyszał? Z całą pewnością. Zadowolony Kazemaku popatrzył z góry na wyspiarski kraj znany jako Kraj Wody. Każda wyspa miała swoje tradycje, dumę i tajemnice. Wkrótce jego cień padnie i tutaj. Był cierpliwy. Przebywał tu już parę dobrych lat. Podróżował po nurcie przyciągany przez zło, ból i nienawiść, aż trafił tutaj. Nie był sam. W jego brzuchu mieszkała bardzo podła dusza. Przyjął ją, ponieważ byli do siebie podobni. Jedyną niedogodnością była pieczęć. Kiedy zostanie uwolniona, zapanuje nad tym uroczym światem.
Hoshigakure
Biuro Kage wyglądało ascetycznie poza wielkim, dębowym biurkiem. Stosy dokumentów równo ułożone i podpisane. Za biurkiem wisiała wielka płachta z symbolem wioski. Parę szaf na dokumenty i rodzinne zdjęcie na jednej z nich - poza tym żadnych ozdób. Obito czuł się tutaj jak ptak w klatce, ale musiał wytrzymać. Nie było na czym zawiesić oczu, aż do czasu przybycia wysokiego mężczyzny w jasnofioletowym stroju Hoshikage. Pokłonił się swemu szefowi. Sumaru w ręce trzymał papiery. Drugą zdjął kapelusz i postawił go na biurku. To dziwne, ale młody zawsze znajdował kawałek miejsca wśród papierów. Wyglądał ostatnio nie za dobrze. Zmęczony wyraz twarzy i sińce pod oczami. Przez atak na Kraj Miodu nie zmrużył pewnie oka. Przypomniał sobie, że zaledwie kilka miesięcy wcześniej osiągnął pełnoletność.
- Naszym problemem jest nadmierna aktywność tejże sekty – Sumaru rozłożył papiery. – Ostatnie ataki na oazę i Kraj Miodu mówią za siebie. Misosazai, oni się nas nie boją.
- Dlaczego więc nie przypuszczają ataków na wioski ninja, Sumaru-sama? - zapytał. Taki panował między nimi układ. Dopóki pracował dla Hoshigakure miał gwarancję bezpieczeństwa. Inne wioski potajemnie współpracowały z nukeninami. Braki kadrowe z jednej strony - głosik z tyłu głowy przypomniał mu, czyja to wina. Z drugiej Kaiten im zagrażała. Nie wnikał w motywy Sumaru, dlaczego zgodził się na podobny układ. Pogrywali w niebezpieczną grę. - Czyżby czegoś im brakowało?
Mężczyzna skinął głową i zamknął oczy, namyślając się.
- Pilnuj swojej strony granicy, Misosazai. Niech twoje ptaki znajdą cokolwiek. – patrzył jak jego rozmówca zmienia się w stadko brązowych, drobnych ptaków. Tyle było po nim widać.
*.*.*
Znalazł ją na polanie, ćwiczącą wymyślne pozy ze swoją khakkharą. Nie widział jej dobre kilka miesięcy. Była obrażona? Miała gorsze dni po śmierci brata? Joachim. Tak się nazywał. Dziwne imię, nie kojarzyło mu się z nikim szczególnym. Sprawa Suko-mu-Kaiten nie dawała mu spokoju. Dlaczego? Nie potrafił tego wyjaśnić.
- Dzień dobry, Ougonchou – więc zmieniła strój na bardziej wygodny, zwykły komplet do ćwiczeń. – Przyszłaś mi poprzeszkadzać.
Popatrzyła na niego z poważnym wyrazem twarzy, ale jej oczy się śmiały. Czyli wiedziała, że kłamie. Zawsze tak robiła.
- Dzień dobry, ojisan – beztrosko machnęła khakkharą. – Nie było ci smutno samemu?
Brakowało mu jej towarzystwa. Rzadko wpadała z wizytą, łamiąc jego codzienną rutynę.
- Lubię kiedy przychodzisz – stał oparty o drzewo i sprawiał wrażenie zawstydzonego tym, co właśnie powiedział. Po tym szybko założył ręce na piersi.
- Poćwiczyłbyś? – wróciła do swojej gimnastyki. Obito zaprzeczył ruchem głowy. Mocniejszy podmuch wiatru przyniósł silny, koci zapach. – Masz coś wspólnego z kotami?
- Nie sugeruj się nosem – zapalił papierosa. – Dlaczego pytasz?
Uśmiechnęła się, mógł przysiąc.
- Ukrywasz swoją obecność na koci sposób. W dodatku ten mały kot, który pojawił się znikąd ostatnim razem.
- Jesteś wścibska – spojrzał w inną stronę. – Mam silne powiązania z kotami, podobnie jak mój klan i wiele im zawdzięczam.
- Tak jak myślałam - powiedziała po chwili. Zdążył dokończyć papierosa. - Chcę się przekonać jakie zrobiłam ostatnio postępy, a poza tym samotna gimnastyka nie sprawia mi przyjemności.
Dalej opierał się o drzewo, udając że nie słucha. Brzęknęły pierścienie khakkhary, kiedy go zaatakowała.
Zdążył sparować dzięki wyuczonemu refleksowi. Po chwili byli już zupełnie pochłonięci wymianą ciosów.
Samotnia Naigubu
Kłęby gęstego dymu zasnuwały całe pomieszczenie. W ustach pustelnika była fajka, a on sam poszukiwał zawzięcie słoika. Obito pojawił się niepostrzeżenie jak zwykle, więc nawet nie zdążył znaleźć tego, po co przyszedł.
Już chciał się usprawiedliwić, ale przerwał mu huk i brzęk spadającej broni. Misternie ułożony stos mieczy i zakurzone gunbai leżało na ziemi w nieładzie. Dopiero co posprzątał! Przypomniał sobie, że Uchiha miał słabość do wachlarzy wojennych. Czarnowłosy zaczął przegrzebywać się przez kolejne egzemplarze. Uniosły się przy tym kłęby kurzu, a Naigubu zakaszlał.
- Karotousen? – Obito kichnął przy odczytywaniu napisu na rękojeści. Wyjął ostrze na szerokość palca i przyjrzał się mu. Ze starociami trzeba było postępować ostrożnie. Specjalistą nie był, ale coś mówiło mu, że trafił na perełkę. – Zarobiłbyś majątek na tej broni. Pozwolisz, że wezmę to i to – potrząsnął rękojeśia gunbai z ozdobnymi księżycami na szerszym końcu. Przypominał on wachlarz Madary, był jednak nieco mniejszy i lżejszy. Nie wybierał się na wojnę, ale bardzo mu się spodobał. Czy to możliwe, że Gengetsu był jednym ze starych rodzinnych wachlarzy? Pozbierał swoje zabawki i spoczął. Wskazał pytająco na stolik.
- To nie ten – obok zakurzonego słoika z dwoma Sharinganami stały słoiki z ususzonymi fragmentami mumii.
Skrzyżował nogi i wyjął jakiś zwój. Mężczyzna przerwał na chwilę poszukiwania. Miał wrażenie, że nukenin nie przyszedł tylko po puszkę Kabuchimaru.
- Nie podoba mi się moja połowa Senju – powiedział, kiedy skończył pieczętować bronie w zwoju. Naigubu nic nie poczuł. Może dlatego, że miał niewyczulone zmysły. Obito po chwili zdjął koszulę. Na jego ciele pojawiło się kilka nowych blizn. Ougonchou także miała pamiątki po ich sparingach. Bledsza połowa ciała, połowa Senju zaczęła się starzeć. Szarlatan twierdził, że odnalazł pozostałości Kabuchimaru i okazały się być one dość interesujące.
- Podobno dogłębnie przeszukali moją kryjówkę w Górskim Cmentarzysku i zabrali Śpiącą Królewnę – machnął zwojem, żeby odgonić się od wszechobecnego dymu. Wiedział, że niewiele to da, ale dzięki temu czuł się lepiej. Zwój z bronią mógł się przydać. Tak na wszelki wypadek. Szarlatanowi nie były one potrzebne, pewnie nawet nie pamiętał skąd je miał. Nic dziwnego. W takiej rupieciarni sam by się pogubił.
Naigubu wiedział, skąd tamten zdobywa informacje. Podobno był w stanie stać się oczami i uszami pewnych strzyżyków. Wcielanie się w skórę zwierząt to stare, zakazane techniki klanu Senju. Nie wykorzystywały one czakry, lecz naturalną energię człowieka. Podejrzewał, że wiedza ta pochodziła od ptaków. Skoro Uchiha był tak związany ze strzyżykami, specjalnie go nie dziwiła ta umiejętność.
- To prawda – przerzucił stos serwetek za siebie, jakby spodziewał się znaleźć pod nim słoiki. – Mogłem przysiąc, że gdzieś tutaj były. Auć! – fajka wypadła mu z ust. Uderzył małym palcem u nogi z całej siły w metalowe pudło stojące na podłodze.
- Jaką masz pewność, że to pozostałości Kabuchimaru zawierające kekkei genkai? – zmienił pozycję. W jego głosie było słychać zniecierpliwienie.
- Całkowitą – odkrzyknął, przekopując się przez zagracony pokój. Obito dostał parę razy w głowę rozrzucanymi przedmiotami. Wśród nich była puszka z rysunkiem węża i symbolem Otogakure. Podniósł ją i potrząsnął mocno. Zawartość zachlupotała.
- Jeden razy wąż – puszka poleciała w stronę Naigubu, po raz kolejny wytrącając mu fajkę z ust.
- Skąd to wziąłeś? – zajrzał do środka i powąchał. Środek konserwujący strasznie śmierdział, ale przynajmniej nie miał wpływu na właściwości tkanek. Przynajmniej takie wrażenie sprawiał na pierwszy rzut oka.
- Posprzątałbyś tu czasem, Naigubu. Jak ty znajdujesz cokolwiek w takim syfie?
Ten wyjął szczypczyki i zignorował docinki Uchihy. Pchnął go na ścianę. Skupił się i zaczął używać medycznego ninjutsu, żeby zbadać pacjenta. Obito normalnie zająłby się tym sam gdyby nie ograniczenia w używaniu czakry. Ten typ całe życie uciekał przed swoimi demonami.
- Głodzisz swoją połowę Senju – oświadczył. – Poza tym nadmiernie je eksploatujesz.
Na dowód złapał szczypczykami odchodzący od reszty płat. Był on pokryty gęstą, białawą substancją przypominającą żywicę.
Mógł się zrelaksować. Cała procedura przypominała mu masaże, nawet jeśli wyglądała strasznie. Zetsu zawsze mógł mu coś wsadzić do komórek Hashiramy. Stary szarlatan nie miał takich środków.
Na koniec zapieczętował w zwoju makabryczną puszkę i słoik z Sharinganami. Nigdy nie wiadomo, kiedy się przyda. Sumienia nie musiał uciszać. Pięć Narodów miało teraz większe problemy niż hieny cmentarne. Suko-mu-Kaiten zniszczyły kilka wiosek w Miodowej Krainie.
Kraj Wody
- Samebito-tan! – mężczyzna wciągający łódkę na brzeg ujrzał trójkę dzieci biegnących w jego stronę. Zapowiadało się na sztorm. Chmury wyglądały niepokojąco. – Złowiliśmy ryby! – pokazały sieć, w której trzepotały się srebrzyste stworzenia.
Niebieskoskóry otarł pot z czoła. Ubrany był w znoszone spodnie rybackie i za dużą koszulę zrobioną ze starego żagla. Popatrzył na szereg wciągniętych łodzi. Na szczęście zdążył przed sztormem.
- Wy łobuziaki – zwrócił się w stronę dzieci. Miały na sobie podobne ubrania jak on. Jedynie dziewczynka miała na sobie lnianą sukienkę i naszyjnik z białych muszelek. W porównaniu do nich wydawał się być olbrzymem. – Ukradliście ryby Wani-sama?
Najstarsza z nich, Okiku odwróciła się gwałtownie do braci.
- To śledzie Jiichan – złapała ich za uszy. – Jesteście nieznośni!
- Samebito-chama, ratunku – chłopaki wykręcały się na wszystkie strony. Jednak ten roześmiał się głośno. Okiku puściła ich w końcu.
Była cała czerwona ze złości.
- Chcecie łatać sieci przez cały wieczór, otouto-chan? – wskazała na nich palcem. – Precz mi z oczu mali złodzieje, inaczej powiem 'Kaasan!
- Okiku-neesan – próbowali zaprotestować. Jednak rudowłosa była nieugięta. Pobiegli plażą do chatki starego Wani, żeby oddać mu ukradzione śledzie.
- Samebito-san, przepraszam za nich – zaczęła szukać czegoś po kieszeniach. – Ponieważ posłaniec cię nie zastał, dał mi list.
Wyciągnęła wilgotną kopertę z dwoma pieczęciami – jedna należała do Mizukage a druga do Daiymo Wody.
- Dziękuję, Okiku – dokładnie ją obejrzał.
- Samebito-tan, czy to znaczy że znów znikniesz? – dziewczynka posmutniała.
W zamyśleniu popatrzył na ciemne chmury.
- Zapowiada się sztorm. Poczekam na poprawę pogody.
Twarz Okiku się rozjaśniła.
- Nauczysz mnie Suiton? – poprosiła. Więc wiedziała, że jest byłym ninja. Tak, miała zdolności do używana żywiołu wody.
- Nie jesteś na to za młoda? – zaczął się z nią droczyć.
- Chcę zostać kunoichi i wyrwać się z tej ponurej dziury – przyznała, kopiąc wyrzucony na piasek kawałek drewna. – To moja życiowa szansa, Samebito-san.
*,*,*
Zaczął ją uczyć. Młoda była naprawdę zdolna i powinna popłynąć z nim do Kirigakure. Jej rodzice najpewniej by się nie zgodzili. Po wojnie dużo cywilów odmówiło posyłania swoich dzieci na naukę ninja.
Nie powinien tego był robić. Ich naród potrzebował shinobich do walki z wyznawcami Jashina. Przypomniał sobie Hidana. Nie miał prawa decydować o przyszłości Okiku. Bycie ninja nie było łatwe.
- Jesteś pewna Okiku? – założył ręce na piersi. Obserwował jak próbuje stworzyć wodne pociski.
- Samebito-taaan….
Sposób w jaki na niego patrzyła.
Niech będzie, westchnął. Szepnie coś na ucho Mizukage.
- Niezbyt imponujące – zniszczył je wodne pociski swoimi. – Spróbuj jeszcze raz.
- Samebito-taaan!
Konohagakure
- Ino – zwrócił się do dziewczyny robiącej zakupy. Dziś przypadała jej kolej na robienie obiadu i sprawunków. On zaś musiał kupić mopsikowi całe pudło psich chrupek, które wcześniej mu obiecał. Inne psiaki też zaczęły się domagać przysmaków. Każdy z nich lubił coś innego, a Kakashi miał wrażenie, że wszystkie psie chrupki mu śmierdzą.
- Kakashi-san – uśmiechnęła się i ukłoniła się mu. W nosidełku przysypiało jej dziecko. Mieszkali naprzeciwko siebie, ale rzadko się widywali. - Abumi koniecznie chciała pójść ze mną, więc musiałam ją zabrać.
- Pozwól, że ci pomogę. Sai utknął na naradzie u Hokage? - zapytał. Obok niego pojawił się Shiba, chcąc mu przypomnieć o psich chrupkach. Jasnoszary pies z czarną grzywką na głowie zamrugał do Ino.
- Mogłabyś lepiej pilnować swoje koty, Ino? – Shiba zaczął robić miny do niemowlaka. Ciemnowłosa wyciągnęła rączki i zaśmiała się, kiedy pociągnęła ninkena za długą grzywę.
- Bądź milszy – ofuknął go Kakashi. Pies popatrzył na niego przepraszająco i dalej dał się ciągnąć dziewczynce za uszy i włosy. Ino westchnęła. - Dostaniecie swoją nagrodę.
- Sai bardzo lubi koty – przystanęli na boku. Małej wkrótce znudziło się męczenie psa i zainteresowała się kamizelką Kakashiego. – Wypuszczamy je ze względu na małą, ponieważ strasznie hałasują w domu. Trudno ją położyć spać. Przepraszam, jeśli sprawiają ci tyle problemu.
- Mi kocie zapachy nie przeszkadzają – mała pociągnęła go mocno za kamizelkę i z trudem utrzymał równowagę. Uśmiechała się szeroko, pokazując jedyny wyrżnięty ząbek. – Moje chłopaki mają fioła na punkcie kotów. Gdybym ich nie pilnował, rozniosłyby całe mieszkanie. Shiba, dostaniecie swoje chrupki.
Ninken wydawał się być zadowolony z odpowiedzi mężczyzny. Zniknął zaraz potem w obłoczku białego dymu.
- Rozumiem - zatrzymała się przy piekarni. - Kawauso i Kibę odwiedzamy w ich domu. Akamaru uwielbia gonić wszystkie koty w okolicy, a Sai nie lubi kiedy koty się denerwują.
- Jak ich niesforne rodzeństwo? – zapytał, kiedy Ino robiła kolejne sprawunki. Był coraz bardziej obładowany torbami.
- Wczoraj porwali Akamaru na krótką przejażdżkę, a potem chcieli zrobić z niego lwa. Kto by pomyślał, że trzyletnie brzdące mają taką inwencję twórczą.
W ich stronę zbliżała się Sakura z Chojim i dwójką chłopców.
Dein i Sein byli pełnymi życia bliźniętami.
Charakterek mieli po matce, wygląd po ojcu. Jasnobrązowe, nieco szpiczaste włosy odstawały im na wszystkie strony. Kakashi mógł ich odróżnić tylko po oczach. Dein miał szarozielone oczy, a Sein dużo ciemniejsze. Poza tym byli bardzo podobni i lubili udawać jeden drugiego. Jak na dzieci w ich wieku mieli zadziwiająco nietypowe pomysły. Dwa tygodnie temu próbowali wypić wodę ze wszystkich kałuż w wiosce. Bólowe sensacje były jednak niczym w porównaniu z gniewem matki.
Ubrani byli w czerwone koszulki z kwiatem wiśni na rękawie, krótkie szare spodenki i sandały ninja. Z pewnością jeszcze rankiem spodenki były białe. Na łokciach i kolanach mieli otarcia. Gonili dookoła rodziców, wskazywali palcami na kolorowe słodycze na straganie i prosili ich, żeby kupili im wszystko. Kakashi wiedział, że przedwczesne rodzicielstwo zawdzięczają wojnie. Otoczeni śmiercią ze wszystkich stron szukali spokoju w swoich ramionach. Mógł ich za to winić? Absolutnie nie. Sam chętnie tak by zrobił. Nie byli nawet pełnoletni w świetle prawa! Czy mieli problemy z dziećmi? Z całą pewnością. Przez chwilę pomyślał o Obito. Czasem miał ochotę się do niego przytulić. Mimo, że był otoczony przyjaciółmi, niekiedy czuł się samotny. Swój ból, tak jak dawniej, zepchnął na samo dno. Uchiha był jednak martwy. Dlaczego to wiedział? Zabił go osobiście. Nie było mowy o tym, żeby przeżył. Naruto nie mógł go znaleźć, podobnie jak Wąchacze. Minęło już pięć lat. Zacisnął ręce na torbach z zakupami.
- 'Kaasan! Dein znów mnie bije! – krzyki dzieci przywróciły go do rzeczywistości. Chłopcy ciągnęli się za włosy i okładali pięściami. Pokłócili się o znalezione na ulicy pieniądze.
- Skąd to macie? – zapytała Sakura. W jej oczach pojawiły się niebezpieczne ogniki. Oni od razu rozdzielili się, po czym obdarzyli matkę najbardziej niewinnym spojrzeniem.
- Leżały na ulicy, 'kaasan – Sein uśmiechnął się słodko. – Ktoś je musiał zgubić.
Kakashi rozpoznał banknoty. Były one naddarte na brzegu, tak samo jak reszta którą dostała Ino przy straganie z warzywami.
Tymczasem Ino gorączkowo przeczesywała kieszenie w poszukiwaniu reszty. Mała wydawała z siebie gulgoczące dźwięki, wskazując paluszkiem na drobnego brązowego ptaka siedzącego w zasięgu jej ręki.
- Sein znalazł twoje drobniaki, Ino – srebrnowłosy zatrzymał się przy niej i małej, ciągle wskazującej paluszkiem na ptaka. Zaczęła wiercić się zniecierpliwiona brakiem uwagi.
- Ti, Ti, Ti - wychyliła się mocno.
- Abumi? - domyśliła się, że chodzi o ptaka. - Tori, Tori - powtórzyła kilka razy.
- Ti! - wyglądała na ucieszoną. Przestała się wiercić i wielkimi oczami poparzyła na Chojiego. - Ti, Ti!
Choji oddał przyjaciółce drobniaki. W zamian obiecał chłopakom po porcji dango. Dein i Sein znów zaczęli się ganiać pomimo głośnego sprzeciwu matki. Wyciągnął palec, na końcu którego pojawił się motyl.
- Ti, Ti! - przemówił czule do dziecka.
Mała Abumi zaśmiała się. Miała śliczne dołeczki w policzkach. Motylek z czakry wylądował na jej nosie.
- Żadnego dango – powiedziała kategorycznie Sakura. – Byliście niegrzeczni. Zasługujecie na lanie.
- 'kaasan – zaprotestowała cała trójka. Zanim się oddalili, ujrzał ich błagalne spojrzenia. Uśmiechnął się lekko pod maską. Brązowy ptak odleciał.
- Widzimy się wieczorem, Ino! - krzyknęła za nią Haruno. W sprawie dango nie złożyła broni. Ino skinęła głową i pomachała im na pożegnanie.
Seshi, 'kaasan/okaasan to "matka", 'tousan/otousan to "ojciec" a imouto to "mała siostrzyczka/młodsza siostra". Jak znajdę więcej czasu (staaaże kliniczne), wrzucę wyjaśnienia wszędzie tam, gdzie trzeba ;) Ah, zajęte nicki. Można się trochę wkurzyć, przynajmniej ja tak mam.
Pairingi mogą być nieco nielogiczne. Ponieważ cała historia powstaje na bieżąco - co mi w danej chwili wpadnie do głowy, tak potem zostaje. W kwestii pairingów nie mam specjalnych wymagań - może oprócz KakaObi. Mam jeszcze jeden pairing za którym średnio przepadam, ale to zupełnie inna bajka.
Jiichan - staruszek, dziadek lub starszy pan
Otouto - młodszy brat. Otouto-chan nie jest używane, chyba że chcemy potraktować rodzeństwo z góry.
Samebito - imię stwora rekinopodobnego z japońskiej mitologii
tan - dziecinna forma san, oznaczająca "pan, pani"
chama - dziecinna forma sama, oznacza prawie to samo co san, jednak darzymy osobę do której się zwracamy większym szacunkiem
Gengetsu - księżyc w kształcie sierpa
Karotousen - nieprzydatna rzecz lub "Ogień w lecie, wachlarz w zimie"
Neesan - starsza siostra
Update: Zmieniłam trochę, bo mi się średnio podobało.
Seshi - czemu mówisz mi to tak późno? Chyba, że wspominałeś wcześniej, ale ja nie ogarnęłam. Do mnie trzeba czasem dużymi literami. Mam dwa pytania:
Primo - Od początku czy któryś chapter jest pogmatwany?
Secundo - Za mało opisów. W całości? W którymś chapterze? Ponieważ majówka tuż tuż - niby trochę więcej wolnego czasu - zrobię (zamierzone, haha!) porządki z projektem. Dlatego zależy mi na tym, żebyś mówił konkretnie co ci się nie podoba - wtedy wiem, czego oczekujesz i łatwiej jest mi zaspokoić oczekiwania ;)
Mała prośba - chcę też wiedzieć, czy moje porządki idą w dobrą stronę. Proszę więc o opinie;)
Nie, nigdy nie miałam bety. Jacyś chętni? Nie?
