Na rozdział okiem bety spojrzała 100-ki. Yakou. no. Ou.

Koma, tak, ja też nigdy wcześniej nie widziałam w żadnym ficku takiego motywu. Cieszę się, że i tobie się to spodobało. I że doceniłaś pomysł autorki :). uczucia Toma, masz rację, są nowe, ale szalenie ciekawe. To bardzo interesująca postać i poznawanie jej sprawia wielką przyjemność :). No i dziękuję za miłe słowa... Okey, ich podobieństwa zostaną jeszcze - według mnie - doskonale pokazane w późniejszych rozdziałach, przy pewnej sytuacji... której nie będę teraz opisywać. Myślę, że z czasem zrozumiesz, o co mi chodzi :). Na twoje pytania, myślę, że dzisiaj pojawi się odpowiedź, chociaż na przypominajkę będziesz musiała jeszcze trochę poczekać. Dziękuję za miłe słowa, aż mi się ciepło na sercu zrobiło :). Tsukiaisuishou, hmmm. Strasznie nie pasuje do tego miejsca, co nie? Cookies. Alice, ja też się z tego cieszę :). Niestety niedługo znów pojawi się przerwa, tym razem nieco dłuższa... ale o tym później :). Mam nadzieję, że sugerowane przez ciebie przymiotniki, byłyby jak najbardziej przyjemne ;). Mam nadzieję, że twoja ciekawość się nie zmniejszy, a jedynie ewentualnie stanie się bardziej przyjemna :). NigrumLotus, Woodstock niestety pewnie dopiero za rok, tym razem OFF. Chociaż słyszałam, że było świetnie... na to, kto wysłał przypominajkę ci nie odpowiem, nawet nie zasugeruję, czy masz rację czy nie. Sama się w końcu przekonasz :). I tak, Tom jest zagadką - co zresztą doskonale pasuje do jego nazwiska. Teraz już trudno mi jest sobie wyobrazić go chociaż trochę bardziej... oczywistego. Literówka zaraz zostanie poprawiona, dzięki za wyłapanie. Miłego spania :). Mahakao, już ci to pięknie wytłumaczę: Tom poszedł z Harrym do Doliny Godryka i pierwsze, co odwiedzili, to cmentarz. Tom zrobił krok w rozwoju i okazał Potterowi trochę emocji. Nawiązała się między nimi rozmowa o zmarłych rodzicach Pottera. :D Chociaż twoje wytłumaczenie też było bardzo ciekawe (i chyba bardziej dosłowne :)). Ariana, obiecuję, że zrobię wszystko co w mojej mocy, aby dokończyć to tłumaczenie. I - przy okazji - cieszę się, że ci się podoba i że jesteś tak entuzjastycznie do tego opowiadania nastawiona :).

Och, cóż mogę powiedzieć? Z całego serca dziękuję wam za wasze komentarze. Wszystkie były niesamowite i przypominają mi, że mam się wziąć do roboty :). Smacznego rozdziału.


Ulubieniec Losu

Rozdział trzydziesty pierwszy

(Punkt widzenia Toma)

Dom był w stanie rozpadającej się ruiny, poczerniały od wieku i ognia. Mały dreszcz przebiegł niezbyt przyjemnie wzdłuż jego kręgosłupa.

Czuł ciągle żywą magię tego miejsca napierającą na niego, wściekle i rozpaczliwie. Była zbyt słaba, by coś zrobić i Harry wydawał się w ogóle jej nie dostrzegać. Mimo to nieco go niepokoiła. Bariery, złamane i sponiewierane, znały go. Rozpoznały w nim tego, kim naprawdę był, bez względu na to, co Harry sobie wmawiał.

Kątem oka bez przerwy patrzył na drugiego chłopca. Był przygaszony, smutny i powietrze między nimi drgało od ciszy, niewypełnione szybkimi ripostami lub sarkastycznymi uwagami. Było to właściwie nieprzyjemne, ale nie było też normalnego, zaskakująco prostego uczucia zrozumienia. Podtrzymywał ciszę, nie wiedząc, jak zwrócić się do chłopca – co było śmieszne, nie był typem człowieka oszczędzającym Harry'emu uczuć i chłopak o tym wiedział.

Były tam zdjęcia i wciąż widoczne resztki długiego, straconego życia. Filiżanka herbaty, lodowato zimnej po tylu latach. Czuł jak coś dziwnego ściska jego wnętrzności. To nie był żal czy współczucie, to było coś… obcego. To było poczucie winy, ale i nie było. Była to również trwoga i mściwe poczucie triumfu.

Harry nie patrzył na niego, badając otoczenie z większym skupieniem niż to było konieczne. A więc nie był sam. Również i Harry'emu nie odpowiadało to miejsce, ten spokój między nimi. Wiele z tego miejsca było wrakiem, nic poza tym, a budynek rozpadał się na kawałki. Tylko z powodu magii drewno jeszcze nie zgniło.

Weszli po schodach.

Tom poczuł oczekiwanie, głód i żądzę rosnące w jego żołądku. Jego magia zaczęła trzeszczeć. Byli blisko, już prawie na miejscu. Był mgliście świadomy, że jego starsze, przyszłe ja musiało przemierzać te same kroki, tej samej nocy… ale w niezwykle odmiennych okolicznościach. Wiedział, że w żaden sposób nie powinno go to obchodzić, ale nie mógł nic poradzić na to, że zastanawiał się, czy nie powinien czuć więcej emocji niż tylko apatię… obojętność. Ręka Harry'ego drżała nieco, kiedy zatrzymał się przed drzwiami. Wahał się, bezradnie.

- To ten pokój – stwierdził. Tom obserwował go uważnie.

- Pamiętasz to? – zapytał. Głowa Harry'ego pochyliła się lekko w potwierdzeniu i coś ponownie ścisnęło jego żołądek, gryząc jak jakaś wygłodniała bestia. Zrobił krok do przodu, nie przegapiając tego, że Harry wzdrygnął się. Poczuł małe ukłucie… czegoś, kiedy ta zielonooka zagadka mimo wszystko za nim nie ruszyła. Widząc, jak nogi Harry'ego wydawały się wrosnąć w ziemię, wahając się, nie będąc w stanie poruszyć, sam podjął inicjatywę posunięcia znajdujących się przed nim opuszczonych drzwi. Kiedyś, mimo wszystko, był to ładny dom. – Możesz zostać na zewnątrz, jeśli chcesz – powiedział cicho. Harry spojrzał na niego, po raz pierwszy, jego oczy świeciły w ciemności szmaragdami.

- Idę tam… Ja… Ja muszę to zobaczyć – mruknął. Obaj czuli to samo – po prostu musieli to zobaczyć.

Weszli.


(Punkt widzenia Harry'ego)

Wszedł za Tomem, ostrożnie, czując mdłości i żal, a nawet nutkę strachu zaciskającego się mocno wokół jego serca. Był skrępowany. Nie był pewien, czego oczekiwał, ale na pewno nie był to zniszczony pokój.

Czerwona i złota farba oderwała się od ściany. Łóżeczko dla dziecka było absolutnie zniszczone, z odłamkami drewna porozrzucanymi po całym pokoju. Pół pomieszczenia zniknęło, odsłaniając ulice i znajdujące się za nią pola. Pół dachu było oderwane, jakby rozdarte przez gigantyczne, okrutne ręce. Wyglądał, jakby wybuchła w nim bomba. Albo, wyszeptał jego umysł nieproszony, odbite Mordercze Zaklęcie.

Zielone światło błysnęło mu za powiekami. Krzyki zabrzmiały w jego głowie. Był ledwie świadomy duszącego dźwięku, który pochodził najwyraźniej od niego, kiedy Tom, zaledwie parę kroków przed nim, spojrzał na niego ostro.

- Mógłbym poprawić trochę wygląd tego wnętrza… - stwierdził nastoletni Czarny Pan. Harry nie wiedział, czy chce przekląć Toma za ten komentarz, czy uściskać go za złamanie tej okropnej ciszy.

- Twoja twarz mogłaby trochę poprawić swój wygląd – burknął. Tom podniósł brwi, ale na szczęście nie skomentował jego marnej odzywki. Harry zrobił kilka kroków, stając tuż obok Toma. Niemal spodziewał się czegoś doniosłego, jak gwałtownego nadejścia wspomnień albo… czegoś. Nic się nie stało i to było niesamowite. Zadrżał lekko. Słyszał ich głosy, słyszał swoją mamę błagającą o litość. Nie, po prostu ich pamiętał… pamiętał dementorów. Dlaczego nie mógł mieć kilku szczęśliwych członków rodziny, do jasnej cholery, dlaczego?!

- Wszystko dobrze? – zapytał Tom.

- Dobrze – powiedział automatycznie, po czym przerwał. – Czuję, jakby powinno być tutaj coś więcej – przyznał.

- Nieco rozczarowujące, czyż nie? – zauważył Riddle. Spojrzał w zaskoczeniu na drugiego chłopca; w takim razie nie tylko on tak myślał? Wzrok Toma bezlitośnie przesunął się po pokoju, a następnie zatrzymał, zamrożony.

Harry podążył za jego spojrzeniem i jego palce ścisnęły się nieznacznie. Płaszcz, czarny – Voldemorta, bez wątpienia. Zgnieciony, przy łóżeczku. Tom w ciągu kilku sekund znalazł się przy nim, przeszukując kieszenie ręką. Harry poczuł, jakby coś go mocno uderzyło i odwrócił się, czując targające nim mdłości. Mimowolnie zauważył, że jego oczy kierują się ponownie na dziedzica Slytherina, kiedy ten faktycznie znalazł coś w kieszeni.

- Co to? – zapytał wbrew sobie. Tom wyciągnął rękę, pokazując mu, po czym jego wzrok powędrował do oczu Riddle'a. – To jest… - zaczął, po czym urwał. Czuł się wyraźnie nieswojo.

- Przypominajka – potwierdził cicho Tom. Nawet kiedy mówił, dym w kulce wirował w krwawej czerwieni.

Co im, do cholery, umykało?