Wasze komentarze są absolutnie wspaniałe i z całego serca wam za nie dziękuję. Nie potrafię znaleźć słów, które mogłoby wyrazić wdzięczność za to, że wciąż jesteście, czytacie, komentujecie... :)
Cookies. Alice, ja muszę przyznać, że także parsknęłam śmiechem, kiedy wyobraziłam sobie to, co tak pięknie napisałaś. Poprawiłaś mój okropny nastrój! :) I chyba tak, wiara w cuda Harry'ego jest strasznie zaraźliwa... chociaż o sercu Toma i jego braku nic a nic nie powiem. Koma, masz rację, Harry sam tego wszystkiego chce. Tylko pytanie, czy mógłby inaczej? Czy mógłby to wszystko olać i patrzeć z uśmiechem na umierających ludzi? A co do twojego przemyślenia, to... cóż, czy Tom miał jakiś interes w tym, aby nauczyć Harry'ego blokowania jego umysłu? Przecież dzięki temu, że Potter tego nie potrafi, ma do niego całkowity dostęp. O nie... Ale tak, to uzależnienie jest przerażające. Mahakao, uważam tak samo, Harry powinien wiedzieć lepiej i nie dać się tak strącić z tematu. A co do opiekuńczości Toma, to powiem tylko tyle, że czytać kolejne rozdziały, czytać, czytać i jeszcze raz czytać do końca. Bo tego będzie. Dużo. NigrumLotus, błędy poprawione, ukłony za ich wyłapanie. Albo kremowe piwo, jak wolisz ;). A co do Halloween, to... cóż, to HALLOWEEN. Ono nie mogło być dobre. I hmm... też lubię jak Tom ukazuje uczucia - na swój Tomowaty sposób. A co do lekcji oklumencji... to tak, wyjdzie z tego coś ciekawego. I nie, nic więcej na ten temat nie powiem :). Ariana, cieszę się, że tak się cieszysz na nowe rozdziały. Może, aby ci troszeczkę ułatwić życie to dodam, że pojawiają się one codziennie - przynajmniej do końca wakacji - około 18. Niestety, ekhm, wyjeżdżam i w najbliższym czasie żadnego nie będzie, ale... od 20 sierpnia, obiecuję, będą pojawiać się do końca wakacji codziennie, właśnie około godziny 18. A co do tego, że nie lubisz pisać komentarzy, to tylko powiem, że tym bardziej cieszę się, kiedy jakiś twój komentarz widzę :). Tsukiaisuishou, oczywiście :). Halloween to w końcu taka ładna okazja, aby zrobić coś złego ;). A no właśnie. Harry i oklumencja. Jeszcze więcej powiem, Harry, oklumencja i Tom. Czy tylko ja myślę, że to mieszanka wybuchowa?
Ekhm... *nieśmiało wychyla nos zza krzesła, trzymając mocno w rękach Wenę i zasłaniając się nią, mając nadzieję, że ludzie zlitują się nad strzelanie w nią* kolejny rozdział pojawi się w nocy, tak więc jutro rano na pewno będziecie mogli go przeczytać. Dodam jeszcze, że właśnie nadchodzi druga z zapowiadanych przeze mnie przerw (i na szczęście ostatnia, o ile nie zdarzy się jakiś nieszczęsny wypadek). Ta będzie dłuższa i... powiem tylko, że kiedy wrócę 20 sierpnia, to obiecuje, że pierwsze co zrobię, to wam wrzucę rozdział.
Rozdział niebetowany, wybaczcie i jeszcze raz wybaczcie. Jeżeli tylko moja kochana beta będzie miała czas na sprawdzenie go, to zamienię rozdziały na zbetowane. A teraz... miłego czytania.
Ulubieniec Losu
Rozdział trzydziesty czwarty
Harry był tego ranka w fatalnym nastroju.
Jego głowa pulsowała bólem jak nigdy dotąd, paraliżując go bolesnymi falami, przez co miał poczucie, jakby jego czaszka bezwzględnie była w kółko miażdżona. Ostatecznie stworzył sobie parę okularów przeciwsłonecznych, bo światło bardzo pogarszało jego stan. Chociaż i tak niewiele to pomogło.
Wyszedł, zanim obudził się jakikolwiek inny Ślizgon. Tak wiele rzeczy zmieniło się w tak krótkim czasie – opuszczenie Jasnej Strony, dziwaczna reakcja Ginny (nie była taka w zeszłym roku? Poprosi Rona, aby się temu przyjrzał, ponieważ to nie było normalne i mogła być przeklęta albo coś w tym stylu. Albo to zobaczenie Toma przywołało u niej wspomnienia traumatycznych przeżyć z pierwszego roku i nie mogła tego wytrzymać. Albo cokolwiek...), Dolina Godryka i te dziwne bzdury związane z przypominajką oraz zapomnianą przez Boga listą śmierci, którą wciąż miał Tom, jak tak się nad tym zastanowić.
Miał wrażenie, że Riddle wie o tym wszystkim więcej niż po sobie okazywał, z tym całym wyjaśnieniem o przetrzymywaniu przez przypominajki wspomnień i z tym swoim intensywnym, zażartym spojrzeniem. To było tak, jakby w jakiś sposób go testował, co było naprawdę niepokojące. A potem zdarzyła się ta cała masa rzeczy związanych z rajdem śmierciożerców i publicznym wypowiedzeniem wojny. Naprawdę nic wielkiego. Och, i ten zdradliwy, mały wężowy znak na jego ramieniu. Mrowił czasami, głównie z powodu Toma.
Co było przerażające, ponieważ Tom nie był typem człowieka, który nie wyciągnąłby z tej sytuacji korzyści, a znak był niezaprzeczalnie korzystny, ponieważ był cholernie podobny do Mrocznego Znaku. Salazarze. Czasami nienawidził swojego życia. Westchnął ciężko, pocierając głowę. To wszystko brzmiało tak surrealistycznie, kiedy się to wszystko razem złożyło. Było zbyt wiele smyczków, za które pociągnął… albo nad którymi raczej nie potrafił zapanować. Znając Toma, w ogóle się z nich nie uwolni, zawijając się w nie cicho z zatraceniem, a one będą tylko gotowe na to, by nagle się wokół niego zacisnąć jak sznurki marionetki. Zatrzymał się na korytarzu, drżąc z powodu obrazu, jaki sobie wyobraził. Groźny. Bardzo groźny.
Los go nienawidził.
Kiedy wszedł do Wielkiej Sali na śniadanie, nastała martwa cisza. Ślizgoni byli już przy stole, ich oczy intensywnie skierowały się na niego i oceniały go. Świetnie, więcej zażartości. Czyż nie był chłopcem szczęścia? Nie był pewien, czy był zdenerwowany, czy poczuł ulgę, kiedy zabójcza migrena pulsująca w jego głowie zmniejszyła się nieznacznie – zakładał, że z powodu bliskości Toma.
Cholera, to było tak obrzydliwe uzależniające. Miał zamiar porozmawiać o tych lekcjach oklumencji.
- Panie Potter! – Urzędnik Ministerstwa natychmiast poczłapał do niego, ochoczo trzymając w rękach podkładkę i długopis, gotowy do spisania protokołu. – Potrzebujemy pańskiej pomocy. – Zacisnął zęby.
- Potrzebujecie mojej pomocy? – powtórzył chłodno, podnosząc brwi. – W końcu zdecydowaliście, że nie jestem kłamliwą, obłąkaną, schizofreniczną, zwracającą na siebie uwagę kurwą? Jak wygodnie.
Urzędnik prychnął, po czym dołożył wszelkich, pompatycznych starań, aby się z powrotem poskładać.
- Minister pragnie omówić z tobą wydarzenia z ubiegłego roku. Wierzy, że możesz posiadać kilka cennych informacji dotyczących możliwych sposobów pokonania Sam-Wiesz-Kogo, zanim zdołałby odzyskać pełnie swojej mocy. – Wyraz twarzy urzędnika sugerował, że powinien czuć się zaszczycony i Harry natychmiast odczuł, że rośnie w nim silna irytacja.
Dzień stawał się coraz lepszy.
- W takim razie może skontaktować się ze mną za pomocą zwykłych metod, prosząc o poświęcenie dla niego czasu.
Urzędnik gapił się na niego.
- Jesteś Harrym Potterem, czyż nie?
Wyłupiaste oczy zerknęły podejrzliwie na jego czoło.
- Niestety – odrzekł. – Teraz, jeśli możesz mi wybaczyć… - Minął mężczyznę i skierował się do zielonego stołu.
- Wiesz, ludzie mi mówili, że Chłopiec, Który Przeżył przeszedł na Ciemną Stronę, ale powiedziałem im, że zwariowali… chociaż teraz przypuszczam, że mimo wszystko musiało być w tym ziarnko prawdy – obłudnie skomentował urzędnik. Harry zatrzymał się, czując jak temperament wymyka mu się spod kontroli.
- I to – powiedział konwersacyjnym tonem – jest powód, dla którego nienawidzę Ministerstwa. – Odwrócił się na pięcie, a jego magia zapłonęła. – Ty i twój Minister jesteście bandą skorumpowanych, żałosnych owieczek, które nie mają nic lepszego do roboty, niż przeciąganie potencjalnych sojuszników na swoją stronę i wysuwają śmiesznie fałszywe oskarżenia, aby sprawić, że będą lepiej wyglądać w oczach społeczeństwa. Nieco drobnostkowe, nie sądzisz? A ty masz do tego czelność rozmawiać ze mną o ziarnkach prawdy! Możesz powiedzieć Ministrowi i każdemu ze swoich dupkowatych kolegów, że jeżeli chcą ode mnie jakiejkolwiek pomocy, muszą to wszystko zmienić. Na wasz widok robi mi się niedobrze. – Wziął głęboki oddech, próbując uspokoić swój temperament. – W tej chwili mam niesamowicie mocny ból głowy, w której tłuką się w tej chwili nocny rajd śmierciożerców i sesja tortur – wrócił konwersacyjny ton, szyderczy i kpiący. – Więc, proszę, trzymaj się, do diabła, z dala ode mnie, zanim postanowię wypróbować je i sprawdzić, czy są wystarczającą motywacją, abyście rzeczywiście zaczęli wreszcie walczyć w tej wojnie, zanim zamieni się w większą krwawą rzeź niż jest obecnie. Merlinie, nie moim zadaniem jest mówić wam jak macie rządzić tym krajem.
Urzędnik bardzo szybko się po tym ulotnił.
Kiedy usiadł, Tom spojrzał na niego przenikliwie.
- Niesamowicie mocny ból głowy? – zacytował pytająco. Harry pokręcił głową, pozwalając jej opaść na stół.
- W związku z tymi lekcjami oklumencji… - zaczął. Dziedzic Slytherina skinął głową.
- Tego wieczoru, jeśli chcesz.
- Cena? – zapytał ze znużeniem. Tom przyglądał się mu z małym uśmieszkiem na twarzy.
- Hmm, tym razem naprawdę wiesz, w co się pakujesz. Znaczna poprawa.
Harry spojrzał na niego. Uśmieszek Toma powiększył się, po czym zbladł.
- Myślę, że wystarczającą zapłatą dla nas wszystkich będzie twoja całkowicie przespana noc – stwierdził. – Po prostu nie nastawiaj się w żaden sposób do tych lekcji. – Harry spoglądał na niego przez chwilę.
- Okej – zgodził się.
- Dobrze – potwierdził Tom, wracając do swojego śniadania. Widok jedzenia spowodował, że nudności zaczęły przewracać się w jego żołądku.
- Jak możesz teraz nawet myśleć o jedzeniu? – mruknął. Tom nie podniósł wzroku.
- Bo jestem głodny. A teraz zamknij się i jedz – no chyba że zaraz potem planujesz wyrzucić to ze swojego żołądka.
- Nie – warknął, ale nie zrobił żadnego ruchu, aby dotknąć zawartości któregokolwiek z znajdujących się przed nim różnorodnych talerzy i półmisków. Łał, naprawdę potrafił sprawić, że ktoś poczuł się niewygodnie z powodu tego, że rzeczywiście posiadał wystarczającą moralność, aby nie mieć apetytu po tym, jak był świadkiem rzezi...
- Jak chcesz – uciął Tom, ale Harry zauważył, że jego spojrzenie podniosło się na krótką chwilę, po czym powróciło do książki, którą czytał. Książki o pamięci.
Reszta śniadania minęła spokojnie, z Lestrangem, Zevim i Draco, którzy rozpoczęli dyskusję o tym, co stanie się z tożsamością, jeśli osoba cierpi na utratę pamięci, tak jak ocalali z rajdu śmierciożerców, którzy potraktowani zostali Obliviate.
Potem nagle coś w niego uderzyło. Wspomnienie.
Jego ręka zacisnęła się na przypominajce schowanej w kieszeni.
