Dzisiaj krótko, wybaczcie mi za to, ale jest zdecydowanie zbyt wcześnie, abym mogła napisać coś składnego. Powiem tylko, że oczywiście przeczytałam wasze komentarze, bardzo mnie one ucieszyły (rozbudziły z rana...) i dziękuję za nie Komie, Cookies. Alice, Mahakao i Arianie.
Kolejny rozdział pojawi się za nieco ponad tydzień - 20 sierpnia. Ten, uważam, że dużo wyjaśnia i mam nadzieję, że docenicie to, że specjalnie wstałam chwilę wcześniej, aby wam go wrzucić :). No i, oczywiście, miłego czytania.
Och i rozdział ponownie niebetowany.
Ulubieniec Losu
Rozdział trzydziesty piąty
Dopiero znacznie później tego dnia udało mu się znaleźć chwilę samotności.
Natarczywe pulsowanie i uderzanie w jego głowie osłabiło się nieco, ale wciąż mógł poczuć ból zakradający się niczym pantera w zakamarkach jego umysłu; czekający tylko na odpowiedni moment, aby zaatakować.
Blokując za sobą drzwi opuszczonej klasy, wyciągnął ze swojej kieszeni zadymioną na czerwono kulę. Przypominajka wydawała się zimna i solidna w jego dłoni, a szkło idealnie do niej pasowało. Wahając się nieznacznie, nie do końca pewny, czy robi dobrze albo czy naprawdę chce poznać wiedzę z nią związaną, rzucił kulkę na podłogę.
Rozbiła się natychmiast, sycząc, kiedy wylatywał z niej dym, który ostatecznie uderzył w niego. Wirująca pamięć wróciła do jego głowy i upadł na ziemię, jedną ręką chwytając się za głowę, a drugą się wspierając. Tom. Różdżka. Obliviate. Plany. Sen. Przepraszam. Nie mógł uwierzyć, że ten łajdak wymazał mu pamięć. Dupek.
Kilka minut później nagle wszystko się zakończyło, a jego wizja zniknęła wraz z dymem. Wszystko, co z niej pozostało było porozrzucanymi po podłodze odłamkami raniącymi jego skórę, dopóki nie pokryły się szkarłatem, tak podobnym do uwięzionego w nich kiedyś dymu. Podniósł rękę, klnąc cicho, a jego różdżka poruszyła się, by uleczyć rany.
Kiedy skończył zaklęcie, mały kawałek papieru znajdujący się wśród kawałków szkła przykuł jego uwagę. Marszcząc nieznacznie brwi, podniósł go, opadając do pozycji siedzącej. Łał, odzyskiwanie pamięci było bardzo męczące. Czy większość ludzi o tym wiedziała? Jego energia była całkowicie wyczerpana z powodu odzyskiwania wspomnień. Cóż, lubił wmawiać sobie, że to odzyskiwanie wspomnień było tak bardzo męczące, a nie ogarniająca go lodowata ciemność. Tom. Do diabła. Z obawą ostrożnie rozwinął papier, bojąc się, że kruchy pergamin mógłby rozpaść mu się w dłoniach. Był napisami wielkimi literami, tak jak wcześniejsza notatka.
Harry, czuję, że muszę przeprosić. Chociaż wspomnienia należały do ciebie i bezprawnie cię z nich okradziono, mogę tylko domyślać się, jak niepokojące musi być to uczucie. Tak łatwo można zapomnieć, prawda? Niemniej, teraz wiesz. Prawdę. Od pierwszego momentu, w którym się spotkaliśmy niespecjalnie cię lubiłem, ale obserwowanie czemu musisz stawić czoła każdej nocy w pewnym sensie skorygowało niektóre z moich nieporozumień związanych z twoją osobą. Nie jesteśmy już ludźmi, którymi kiedyś byliśmy. Wszyscy się zmieniają.
Jestem święcie przekonany, że człowiek zawsze powinien wiedzieć w co się pakuje. Dla wielu z nas jest już za późno – nie mamy wyboru i każda cząstka mojej moralności błaga mnie, bym nie pozwolił mu tego wyboru odbierać tobie. Nie powinieneś być na niego ślepym, wystarczająco trudnym jest radzić sobie z nim w 20/20 wizjach, a przynajmniej tak to zrozumiałem. Chodzi o to, Potter, że społeczeństwo zabrało mi możliwość podjęcia decyzji w sprawie tej wojny, moich szans i przeszłości, ale ty wciąż ją masz. Nie będę patrzeć na to, jak ślepo podążasz za decyzjami i ostrożną charyzmą pewnego Toma Riddle'a. Więc, do tego zmierzam. Witam na ścieżce pamięci. Wybierz mądrze. Ta notatka automatycznie spali się, kiedy skończysz ją czytać – nie mogę ryzykować, że kiedykolwiek zostanie odkryta, bo moje życie byłoby wtedy w wielkim niebezpieczeństwie.
Z poważaniem,
Draco Malfoy.
Pierwsza myśl, jaka pojawiła się w głowie Harry'ego, szeptała mu, że to musi być jakiś chory żart. Draco Malfoy wysłał mu przypominajkę. Draco Szydzący Malfoy, który nienawidził go od pierwszego roku. Niesamowicie skoczna fretka, Draco Malfoy. Nie wydawało mu się to możliwe, ale wiadomość mówiła prawdę i sprawiła, że jego serce zatrzymało się w miejscu. Czy w takim razie Malfoy był śmierciożercą? Nie mógł być. Chociaż Lucjusz… boże. Życie Draco był już praktycznie połączone z Wewnętrznym Kręgiem, czy tego chciał, czy nie. Zawsze wydawał się mu takim napuszonym, skupionym wyłącznie na sobie bogatym dzieciakiem.
Z drugiej strony, Harry zawsze był uosobieniem Złotego Chłopca Gryffindoru. Draco miał rację, ludzie się zmieniają. Obserwował jak notatka w jego ręce kurczy się, a następnie zamienia w popiół, tak samo jak szkło.
Chciał przyłożyć do swojej głowy różdżkę i ponownie rzucić na siebie Obliviate. Tom, jak Tom mógł mu to zrobić?! Głupie pytanie. Tom powoli zamieniał się w Voldemorta, dziwacznego, masowo mordującego Mrocznego Lorda. Tom, wśród swojego zupełnego braku moralności, był zaskakująco miłosierny. Mógłby bez problemu wymusić względem siebie lojalność, milczenie – Harry miał na ramieniu jego znak, czyż nie? Nagle uderzyła w niego myśl. Tom. To Tom był tym, który powiedział mu co robią przypominajki, jak przechowują wspomnienia. Tom ostrzegał go, aby nie marnował swojej nadziei na to, że kiedykolwiek zmieni się w kogoś dobrego. Teraz był zdezorientowany. Do jasnej cholery.
To było jakby Ślizgon zrobił to celowo, tylko po to, by namieszać mu w głowie. Okropne w tym wszystkim było to, że chociażby się starał ze wszystkich sił, to i tak wciąż nie był w stanie myśleć o Tomie jako o Voldemorcie. Nie mógł. Nie chciał móc. Jego umysł skulił się, napiął i cofnął od tego pomysłu, jakby ten parzył go jak kominek albo był bombą tylko czekającą na to, by wybuchnąć. Dlaczego Tom w ogóle próbował go ostrzec? To nie miało sensu. Poczucie, jakby pociągano nim za sznurki jak szmacianą marionetką rosło, wprawiając go w coraz bardziej wyraźne oburzenie.
Najgorsze było to, że nie mógł wymyśleć żadnego sposobu, aby to wszystko powstrzymać. Ani jednego. Nie był pewien czy mógłby to zrobić, nie wiedział nawet czy tego chciał. Tom miał rację mówiąc, że obaj starają się zmienić siebie nawzajem i to łączyło ich ze sobą mocniej niż łańcuchy. Nie mógł pozwolić sobie na to, aby odejść, nie gdy jego dusza uczepiła się już pomysłu zmiany Toma i zapobiegnięciu Voldemortowi w ogóle się narodzić. I Tom zdawał sobie z tego sprawę, wiedział o tym od samego początku.
To było niesamowicie pokręcone.
Schował swoją różdżkę z powrotem do pokrowca, prostując się i wygładzając z roztargnieniem swoje szaty. Jego głowa pulsowała, wirując z powodu wydarzeń układających się w jej wnętrzu jak kostki domina. Kurwa.
Spróbował znaleźć w tym dobre strony. Tom nie miał zamiaru go zostawić, zbyt wiele już stracił próbując przekabacić Harry'ego na swoją stronę. Nie był do końca pewny, czy był to jasny punkt tej sytuacji. Jednak musiały jakieś w niej być, co nie? Ta sytuacja nie mogła być zupełnie tak bardzo dobrze wyszukaną taktyką, pozbawioną wszelkich nadziei na odkupienie i zbawienie. Mogła? Coś w tym wszystkim musiało być prawdziwe. Zbyt niepokojąca była myśl, że każda chwila, jaką spędził z Tomem, każdy żart, który sobie zrobili był niczym więcej jak złudzeniem, które miało mu pokazać dokładnie to, co chciał zobaczyć.
To miało drugie dno, z całą pewnością. Musiał jednak coś zmienić, po prostu musiał – bo już dawno minął miejsce, po którym nie było już odwrotu. Westchnął. Poczuł powracający ból głowy.
Może poprosi Toma o przełożenie lekcji oklumencji do jutra, kiedy jego głowa będzie w nieco mniej opłakanym stanie. Mimo wszystko musiał się jej nauczyć – jeśli tego nie zrobi, będzie to dla niego oznaczało tylko więcej śmierci i mniej snu. Oklumencja. Poczuł nadchodzącą falę grozy.
Oklumencja oznaczała, że Tom będzie czytał w jego umyśle. Teraz. Dzisiaj.
Cholera.
