Rozdział nie jest betowany - wybaczcie. I błagam, darujcie błędy, chociaż jeżeli jakieś zauważycie, to jak najbardziej mi je wskażcie.

Wróciłam! Wyjazd minął mi bardzo miło i mam nadzieję, że i wy również równie przyjemnie spędziliście ostatni tydzień. Ariana, dziękuję, bawiłam się bardzo dobrze. A co do reakcji Toma, to myślę, że najlepiej, jak sama ocenisz. Mam nadzieję, że czekanie nie było takie okropne. :) Cookies. Alice, ależ nie ma za co ;). A co do Draco, to chyba nikt się tego nie spodziewał... I, cóż, mam nadzieję, że czekanie nie było takie okropne... Mahakao, i dobrze! Naprawdę bardzo miło czyta się komentarze, są niezwykle motywujące. I dodam, że wiem o czym mówisz, bo sama, przyznaję się bez bicia, rzadko komentuję... Koma, tak, Draco był bardzo zaskakujący, zgadzam się. I masz rację, Harry po prostu taki już jest... Cieszę się, że coraz bardziej cię to wszystko wciąga :).

Dziękuję serdecznie za komentarze. Chociaż zapewne o tym już doskonale wiecie. :)

Od jutra do końca wakacji wracam ze wcześniejszym sposobem wstawiania rozdziałów - codziennie będzie pojawiał się jeden, gdzieś około godziny 17 a 19. Co będzie później, jeszcze nie wiem. Chociaż na pewno nie zostawię was na lodzie. Mam już koncepcję jak się za to wszystko zabrać po rozpoczęciu roku szkolnego, ale w jej sprawie... cóż, przedstawię wam ją, kiedy będę już jej pewna.

Miłego czytania! :)


Ulubieniec Losu

Rozdział trzydziesty szósty

Do jego lekcji oklumencji zostało zaledwie dziesięć minut i Harry wiedział, że szybko musi podjąć jakąś decyzję. Miał do wyboru pójście na nią i stanięcie oko w oko z Tomem albo stwierdzenie, że dziwnym przypadkiem wypadła mu ona z głowy. To ostatnie brzmiało znacznie bardziej atrakcyjnie, ale miało jeden słaby punkt – i to nie tylko ten, że Tom z całą pewnością nie uwierzyłby w jego tymczasową utratę pamięci.

Jeśli nie poszedłby i sam nie znalazł młodego Czarnego Pana, z doświadczenia wiedział, że to dziedzic Slytherina po prostu wyśledziłby jego. Cholera. Dobra, nieważne. Mógł to zrobić, nawet jeśli Tom wyraźnie dał mu do zrozumienia, że nie chce, by nastawiał się jakoś do tych lekcji. Nastawiał się… Co to w ogóle miało znaczyć? Harry był niemal pewny, że on i Tom mieli różne definicje tego wyrażenia.

To było po prostu trudne. Pozostali Ślizgoni zapewniali go, że normalnie miał niepokojąco różnorodne nastawienie na Toma i Salazar jeden wiedział, że było ono jeszcze gorsze, kiedy był wkurzony. A teraz był bardzo, bardzo wkurzony. Nie był w stanie uznać Toma i Voldemorta za jedną osobę, ale nie znaczyło to, że nie mógł pogodzić Toma z kradnącym wspomnienia sukinsynem.

Wziął głęboki oddech, zaciskając szczękę i zamykając oczy, starając się uspokoić. Musiał wyglądać normalnie, Tom nie mógł wiedzieć, kto wysłał przypominajkę. Do diabła, sam mógł bez problemu poradzić sobie z huśtawkami nastroju Toma, ale nie chciał nastawiać na ryzyko Draco Malfoya. Kto by pomyślał, że kiedykolwiek zrobić cokolwiek, aby chronić fretkę? Jego życie było pokręcone.

To wszystko wina Toma. Dobra, czas na oklumencję. Pokój Życzeń znów okazał się użyteczny.

Czy możliwe było rzucenie na siebie chwilowego Obliviate?


Wszedł bez pukania, upuszczając torbę na stół. Tom spojrzał na niego, a w jego oczach pojawiła się przebiegłość.

- Dobra, miejmy to już za sobą – stwierdził Harry.

- Brzmisz, jakbyś się gdzieś śpieszył. Istnieje jakieś inne miejsce, w którym musisz być? – zauważył chłodno Tom. Harry zatrzymał się, przeczesując ręką włosy.

- Nie, nie… po prostu… zmęczenie – skończył kulawo.

Głowa Toma przechyliła się na bok. Harry całym sobą próbował zachować swoją twarz bez wyrazu.

- Mogę sobie wyobrazić. Usiądź, proszę.

Po chwili wahania opadł na miejsce naprzeciwko Ślizgona. Pomimo powszechnego przekonania, umyślnie nie śpieszył i nie robił czegoś tylko dlatego, że Tom kazał mu tego nie robić. Oczywiście, rzadko kiedy stosował się do rozkazów, ale w końcu wszystko sprowadzało się do tego, kto bardziej dbał o dany temat. Zajęcie miejsca nie było dla niego żadnym problemem, więc zrobił to, dzięki czemu miał większe pole manewru w innych sprawach, o które bardziej dbał. Tak samo działał Tom i to, co chciał, aby Tom zrobił. Był to pokręcony system, ale w ich przypadku wydawał się działać wystarczająco dobrze.

- Na początek, jaki jest twój zakres wiedzy w sprawie oklumencji? – zapytał Tom.

- Wiem, że to sztuka umysłu, wykorzystywana w celu chronienia swojego umysłu przed inwazją lub zagrożeniem, a jej przeciwieństwem jest legilimencja – spojrzał na Riddle'a. – Wiem również, że w obu jesteś dobry.

Wargi Toma drgnęły nieznacznie.

- Więcej niż dobry, Harry – poprawił go.

- A także zadziwiająco skromny. – Wyszczerzył się do niego w uśmiechu, mając nadzieję, że nie wygląda on na tak wymuszony, jaki był. Jego głowa za bardzo wirowała. Powinien obliviateować lekcję ze swojej świadomości, zanim będzie za późno.

Jedyną wskazówką był grymas na twarzy starszego Ślizgona.

- Co? – dopytywał się, a jego serce waliło zdradliwie w klatce piersiowej, rozpaczliwie jak skrzydełka pochwyconego znicza.

- Wyglądasz na rozkojarzonego – zauważył Tom.

- Zamierzasz mnie uczyć, czy nie? – odpowiedział twardo.

- Chodzi o rajd? Czy to on zawraca ci głowę? – kontynuował natarczywie Riddle.

- To nic takiego, możemy teraz przejść do lekcji oklumencji? Bo, wiesz, właśnie po to tutaj przyszedłem.

- Może masz kolejny ból głowy?

Coś w nim pękło.

- Możesz się, do kurwy nędzy, odpieprzyć? – warknął. – Wbrew temu, jak błędnie wydajesz się sądzić, nie wszystko, co dzieje się w moim życiu, jest twoją sprawą!

Brwi Toma podniosły się w zdziwieniu, jego wzrok pociemniał.

- Słucham? – domagał się niebezpiecznie. Harry wstał gniewnie, zawieszając torbę o ramię.

- Poważnie, Tom, czego do cholery ode mnie chcesz?

- Czego od ciebie chcę? – powtórzył dziedzic Slytherina. – Czy nie mieliśmy już tej rozmowy?

- Nie chcesz mnie tylko nawrócić – powiedział z uporem. Tom zamrugał, leniwy uśmieszek pojawił się na jego twarzy.

- Co sprawiło, że tak myślisz? – Pomimo uśmieszku na ustach, Harry wiedział, że Riddle'owi daleko było do zadowolenia lub wręcz rozbawienia. Jego spojrzenie stało się zimne i twarde jak diament. Do momentu, w którym zamieniło się na lekceważące.

W milczeniu podwinął rękaw koszuli, ujawniając swoje lewe przedramię. Był doskonale świadomy, że wąż prawdopodobnie ukrył się za kołnierzem na jego szyi.

- Och, tak, prawie o tym zapomniałem. – Harry zacisnął szczękę. Nadęty dupek. Nie było mowy, by zapomniał o tym znaku i obaj doskonale o tym wiedzieli.

- Jasne – zadrwił. Palce Toma zgięły się, jakby swędziły go z chęci sięgnięcia po różdżkę. Harry uśmiechnął się, częścią swojego umysłu wzdychając nad tym, że teraz to już zaczął drażnić Ślizgona celowo.

- Wiesz co – powiedział nagle Tom, chłodno. – Może lepiej przenieśmy to na czas, kiedy zapanujesz już nad swoim małym napadem złości.

- Nie, nie – odparł beztrosko. – Nie chcę tracić twojego czasu. Mogę kontynuować, naprawdę. Naucz mnie, o mędrcze, wiesz przecież wszystko, czyż nie?

Tym razem dłonie Toma zacisnęły się mocno w pięści.

- Co do diabła się dzisiaj z tobą dzieje? – upomniał, podchodząc o krok bliżej, oceniając go z nieczytelnym wyrazem twarzy. Mogło być to coś podobnego do niepokoju, ale Harry wiedział, że to nie było to uczucie.

- Nic – uśmiechnął się. – Dlaczego coś miałoby być ze mną nie tak? Cieszy mnie obserwowanie każdego wieczoru ludzi, którzy są torturowani i zabijani, to zabawne, prawda? Z drugiej strony, bardzo możliwym jest, że nie dożyję siedemnastki, ponieważ psychopatyczny masowy morderca pragnie obecnie mojej krwi. Albo, do diabła, może, tylko może, to dlatego, że ludzie nieustannie próbują mną manipulować, wykorzystywać mnie i oszukiwać. Nie wiem. Zapomniałem.

Tom zamarł w absolutnym bezruchu.

- A więc to rozpracowałeś – zauważył cicho. – Harry…

- Czego ode mnie chcesz? – przerwał mu Potter, jego głos był lodowaty, zmęczony, stanowczy. – A może po prostu jeszcze raz rzucisz na mnie Obliviate? Ponieważ, wiesz, prawdopodobnie lepiej byłoby, gdybyś mnie po prostu zabił, bo inaczej ten cykl będzie się ciągle w kółko powtarzać.

- Nie zabiję cię – odpowiedział Tom.

- W takim razie twoje IQ musiało znacznie spaść, ponieważ nie zamierzam dobrowolnie pójść za czymkolwiek, co planujesz. Najwyraźniej mi się to nie spodoba – nie żeby w ogóle cię to obchodziło, co nie?

Drugi chłopiec spoglądał na niego w milczeniu, z nieczytelnym wyrazem twarzy.

- Więc? – domagał się.

- Harry – zaczął ostrożnie. – Wiesz, to ja jestem tym, który powiedział ci o mniej znanej funkcji przypominajek. Gdyby nie ja, nawet nie miałbyś z powrotem tego wspomnienia.

- Taak, bo przecież jestem zbyt tępy, aby zrobić coś na własną rękę, prawda?

Oczy Toma błysnęły.

- Tego nie powiedziałem.

- Nie – burknął. – Tylko to zasugerowałeś.

Potrząsnął głową, lekceważąco.

- Cokolwiek, Riddle, wychodzę.

Ręka, jak imadło, zacisnęła się na jego ramieniu i obrócił się, z różdżką w dłoni, naciskając nią mocno na szyję Toma. Był zaskoczony zauważając, że młody Czarny Pan nie wyciągnął własnej, cisowej z piórem feniksa.

- Puść mnie – rozkazał cicho przez zaciśnięte zęby.

- Zamierzasz mnie przekląć? – Tom skrzywił się, kiedy jego oczy powędrowały do skierowanej ku niemu różdżki.

- A będę musiał? – zapytał. – Chyba że wycofasz się, zanim zacznę kroić cię na kawałeczki; może zaczniemy, ale nie skończymy, od twoich palców?

Uchwyt Toma palił jego skórę i czuł aktywujący się pod wpływem dotyku znak. Poczuł, jak dziedzic Slytherina ocenia, na ile jego słowa były poważne, po czym puszcza swoje palce. Natychmiast zrobił krok do tyłu, kierując się do drzwi.

- Nie chcę siłą wymusić na tobie posłuszeństwa – słowa były ciche, ale zatrzymały jego ucieczkę. Jeszcze raz się odwrócił, powoli. – Nie, jeśli istnieje jakikolwiek inny sposób, oprócz zabicia cię.

- Czy na to właśnie czekasz? – zapytał, przełykając ostre poczucie uświadomienia, uderzające w niego jak niesamowicie rozpędzona ciężarówka. – Czekasz na to, aż z chęcią się do ciebie przyłączę?

- Tak – stwierdził cicho Tom.

- Wiesz, rzucenie na mnie Obliviate nie jest najlepszym sposobem na osiągnięcie tego celu – odpowiedział mocno.

- To krzywa uczenia się* - poinformował Tom. – Na wypadek, gdybyś nie zauważył, zazwyczaj nie działam w taki sposób.

- Byłbym nieco zmartwiony, gdybyś poświęcał czas na prześladowanie kogoś przede mną – powiedział bez żadnych emocji. Usta Toma wykrzywiły się w coś, co mogło być początkiem uśmiechu.

- Rzeczywiście – zgodził się.

- Nie wybaczyłem ci – oznajmił Harry. – Więc przestań się uśmiechać. – Twarz Toma spoważniała, ale jego oczy wciąż błyszczały.

- Nie oczekiwałem tego od ciebie – odparł. – Wciąż jesteśmy umówieni w sprawie oklumencji?

Harry zawahał się. Naprawdę musiał nauczyć się tej sztuki umysłu, a Tom był niezwykle dobrym wyborem na nauczyciela, ale…

- Zamierzasz spróbować wszystkiego?

- Nie. Nawet ja nie jestem tak podstępny. – Harry uniósł brwi. – Dobrze, jestem tak podstępny, ale nie. Masz moje słowo.

- Jeśli powiem ci, byś jak najszybciej wyszedł z mojej głowy i przestał w niej szperać, zrobisz to?

Tom milczał przez chwilę. Harry prawie odwrócił się i wyszedł, ale znał… albo myślał, że znał… Toma na tyle dobrze, aby zobaczyć, że po prostu logicznie analizuje konsekwencje zgody i nie zgody na to.

- Dobrze – powiedział w końcu Tom. Harry prawie się uśmiechnął, czuł się wspaniale przynajmniej raz mając przed sobą poddającego się Riddle'a.

- Dobrze – zgodził się. Głowa Toma przechyliła się, powoli i wyraźnie przyjaźnie. Harry zaczynał czuć pierwsze oznaki rozbawienia; Tom zachowywał się, jakby próbował uspokoić wyjątkowo gwałtownego i wrogiego węża. Z jakiegoś powodu był niemal ostrożny.

- Chociaż mam jedno pytanie… - Tom spojrzał na niego.

- Dajesz – powiedział. Riddle podniósł brwi. – To znaczy, zadaj je – wyjaśnił. Ślizgon skinął głową.

- Dlaczego uważasz, że myślę, iż jesteś tępy?

Okej. To nie było coś, czego się spodziewał.


* z tego, co udało mi się wyszperać, to wyrażenie pochodzące z marketingu, które, najprościej mówiąc, znaczy wykres pokazujący tempo uczenia się.