Rozdział znów nie jest betowany, chociaż udało mi się skontaktować z betą. Okazało się, że wszystkiemu winna jest awaria komputera i fakt, że nie ma przez to dostępu do internetu. Sprawa jest w trakcie rozwiązywania, dlatego wciąż proszę was o cierpliwość, wytykanie znalezionych błędów i dużo, dużo życzliwości. Wybaczcie te błędy.
Cieszę się, że komentujecie, bo, wiecie, wasze komentarze są niezwykle motywujące. Dziękuję za nie. Veniti, cieszę się, że ci się fragment podobał, też go bardzo lubię. I tak, jestem pewna, że ich docinki są bardziej wredne - żadna z was, nie zwichnęłaby specjalnie drugiej nogi, prawda? :) Myślę, że sprawa Crucio powinna się dzisiaj rozwiązać, więc i na twoje pytania powinna znaleźć się odpowiedź. Co do zakończenia, to... cóż, myślę, że zobaczyłabyś, jak potoczyła się sprawa nawracania Toma/Harry'ego. Po prostu nie jestem pewna, czy byłabyś w stanie w aktualnym momencie historii zrozumieć, o co tak dokładnie chodzi, właściwie, to w to wątpię i... nie, po prostu nie wyobrażam sobie przeczytania końcówki bez znajomości całej treści. To byłby tak wielki spoiler, że nawet nie masz pojęcia... Oczywiście zrobisz, jak będziesz chciała, zawsze możesz podyskutować ze mną o pewnych aspektach przez PW, jeżeli będziesz miała taką ochotę. :) Koma, myślę, że masz trochę racji. A jeżeli jesteś zawiedziona zwichnięciem nogi to... myślę, że podpowiem tylko, byś poczekała parę rozdziałów. A co do Harry'ego, to... tak, wieczny buntownik! Mahakao, rosołu może nie będzie, ale... :D Ariana, wszystko w tym rozdziale, na szczęście ten wątek wyjaśnia się dość szybko :). Cookies. Alice, ależ oczywiście, że wybaczę! Ja się po prostu cieszę, że skomentowałaś, bez względu na to, o której zrobisz to godzinie :). I rozumiem o czym mówisz o zebraniu myśli, bo pamiętam, jak moje myśli były poplątane po czytaniu Fate's Favourite - bo, tak, zaczęłam czytać je, kiedy rozdziały były jeszcze dodawane i musiałam na nie czekać. Może nie od samego początku, ale wystarczająco późno, by mieć przed sobą przynajmniej połowę jego aktualnej długości. I pamiętam, jak czasami zagryzałam paznokcie. Tak więc doskonale rozumiem, co masz na myśli :). I pytasz się, czy mnie to irytuje... ani trochę! Komentarze są po to, by powiedziały mi, co uważacie, co myślicie o rozdziale bądź całym ficku. By podniosły mnie na duchu. Cieszę się, że mimo tego, że mamy już 39 (!) rozdział, twoje nastawienie do tego opowiadania nie zmieniło się. :)
Dzisiejszy rozdział myślę, że najlepiej będzie, jak sami ocenicie. Za to wręcz pewna jestem, że jutrzejszy się wam spodoba (wybaczcie, po prostu musiałam to powiedzieć).
Czytajcie, czytajcie i niech przynosi wam to jak największą przyjemność!
Słowniczek: wężomowa
Ulubieniec Losu
Rozdział trzydziesty dziewiąty
Harry zamarł, czując spojrzenie Toma kierujące się niepokojąco intensywnie na jego osobę. Pani Pomfrey spojrzała podejrzliwie na Riddle'a.
- Bariery, Madame – przypomniał Tom, nie poświęcając jej ani jednego spojrzenia. Podejrzenia pielęgniarki zmniejszyły się nieznacznie – Riddle miał rację, nie mógł rzucać w szkole niewybaczalnych w taki sposób, aby bariery ją otaczające tego nie wykryły. – Harry?
- Hmm? – mruknął niewinnie.
- Dlaczego to właśnie twoje ciało wykazuje ślady pozostałości po Klątwie Cruciatus? – Głos dziedzica Slytherina był wyraźnie przygaszony. Harry zadrwił.
- Tom, kiedy zaczęło ci zależeć? Wielokrotnie wyraziłeś przecież chęć rzucenia we mnie Crucio. – Pomfrey zbladła.
- Tak – odparł Riddle. – Ale mi nie wolno. – Harry poczuł parsknięcie wymykające się z jego ust, niedowierzające i sceptyczne.
- Więc torturowanie mnie jest jak najbardziej w porządku, o ile to ty będziesz tym, który będzie to robił?
- Tak – powiedział Tom. – A tak się złożyło, że nie mogę… więc co się stało?
- Jeśli mam na swoim ciele ślady Crucio, to jak myślisz, co się do cholery stało? Myślałem, że to ty miałeś być geniuszem.
- Wywnioskowałem ten kawałek – wybuchł Tom. – Miałem na myśli kto i kiedy.
Harry miał zamiar odpowiedzieć lekceważąco, ale powstrzymał go przed tym niecierpliwy ton głosu Ślizgona. Jego głowa przechyliła się na bok.
- Do diabła, to brzmi prawie jak troska – zauważył.
- Oczywiście, że to troska. – Szczęka Toma zacisnęła się. – Ktoś rzucił na ciebie Crucio, a ja nic o tym nie wiedziałem!
- Poważne zagrożenie bezpieczeństwa – skomentował po chwili lekko. Tom zmarszczył brwi.
- Panie Potter, jeśli mógłby mi pan po prostu odpowiedzieć na pytanie… - próbowała z niego wyciągnąć pani Pomfrey. Harry westchnął, zrywając kontakt wzrokowy z Tomem. Następnie otworzył usta, by przemówić.
- Jeśli powiesz, że „to nic takiego", albo „nic mi nie jest", przysięgam, że będziesz tego żałował – ostrzegł niebezpiecznie młody Czarny Pan.
- Co, bo rzucisz na mnie Crucio? – wyśmiał go.
- Nie. – Tom uśmiechnął się. – Ale przez przypadek wspomnę Zeviemu o tym, że możesz cierpieć na bezsenność, stres pourazowy albo cokolwiek innego, co jakimś cudem spowodowałoby, iż zacząłby cię strasznie rozpieszczać… dziwnym trafem w zasięgu słuchu matki Weasleya.
Harry zamrugał, czując grozę ściskającą jego żołądek. Kochał panią Weasley, naprawdę, ale ona tak strasznie by go przydusiła, że nie znalazłby ani chwili spokoju. A wtedy dowiedziałby się Syriusz i wszyscy by zbzikowali… i byłby to całkowity koszmar.
- Nie zrobiłbyś tego… - Zmrużył oczy. Tom tylko wyzywająco podniósł brwi. Harry skrzyżował ręce i milczał przez chwilę. Pani Pomfrey wpatrywała się w dziedzica Slytherina z czymś niemal podobnym do zachwytu. – Czuję to, kiedy on torturuje ludzi – mruknął w końcu szybko.
- Przepraszam? – powiedziała pani Pomfrey. – Nie zrozumiałam cię, mój drogi. – To był spisek. Czuł wzrastającą irytację.
- Powiedziałem, że czuję to, kiedy on torturuje ludzi – powtórzył, jego głos był głośniejszy niż początkowo zamierzał.
- On… - Oczy pani Pomfrey rozszerzyły się, wypełnione litością i przerażeniem. Mógł stwierdzić, że wywnioskowała, kim „on" był.
- Voldemort – potwierdził cicho Tom, nie zwracając uwagi na wzdrygnięcie się pielęgniarki. Harry skinął głową. – Każde przekleństwo? – zażądał młody Czarny Pan. – Każda wizja?
- Ano.
- Dlaczego, u diaska, czegoś nie powiedziałeś?! – wykrzyknęła pani Pomfrey, brzmiąc na zgorszoną.
- Czy to cokolwiek by zmieniło? – Wzruszył ramionami, poruszając się, aby wstać z łóżka. Tom milczał, oceniająco przyglądając mu się z nieczytelnym wyrazem twarzy. – Dziękuję za eliksir – powiedział, uśmiechając się lekko. Uciekł, zanim zdążyłaby zaprotestować.
Tom nie powiedział nic przez całą drogę do Pokoju Wspólnego, chociaż Harry czuł niemal fizyczny ciężar jego spojrzenia. Zostali zostawieni sami sobie – Pokój Wspólny był teraz w połowie pusty. Rzucił się na jedną z kanap, nie zważając na wysyłane mu z każdej strony zaciekawione spojrzenia, które ukradkiem śledziły każdy jego ruch. Usłyszał jak Tom opada obok niego, wciąż bacznie go obserwując.
- To niegrzeczne, gapić się na kogoś – zauważył z irytacją.
- Jak długo? – zadał pytanie Tom.
- Jak długo co? – zapytał, chociaż czuł, że wie, co Riddle ma na myśli.
- Jak długo byłeś ostatnim razem torturowany?
- Uczymy się na błędach, co? – odparł. Wyciągnął z torby rolkę pergaminu i pióro, zatrzymując się, kiedy jedna z rąk Toma podniosła się, powstrzymując jego ruch.
- Harry – syknął. Oczy Pottera podniosły się.
- To mniej odczuwalne, nie tak źle jak rzeczywiste klątwy – odparł w końcu. – W końcu tak naprawdę ich na mnie nie rzuca.
- To nie jest odpowiedź na pytanie – powiedział spokojnie Tom. Stłumił w sobie pragnienie ponownego wzdychania.
- Nie dłużej niż godzinę. Większość jego więźniów łamie się przed trzydziestoma minutami. – Tom ponownie zamilkł.
- Chodź – powiedział nagle, wstając i wyrywając Harry'emu torbę z rąk. Potter warknął pod nosem z niezadowolenia, sięgając po swoje rzeczy. Tom uśmiechnął się, przesuwając i kierując do dormitorium.
- Na litość boską – wymamrotał, wstając, aby podążyć za dziedzicem Slytherina. Kiedy byli w sypialni, Tom rzucił jego torbę na podłogę i, ignorując spojrzenia, zaciągnął do łazienki w celu zdobycia odrobiny prywatności. Harry skrzyżował niecierpliwie ręce. – Co tym razem? – marudził.
- Pokaż swoje ramię – poinstruował Tom, wyciągając rękę. Harry zatrzymał się.
- Dlaczego? – zakwestionował. Tom wydawał się walczyć z chęcią przewrócenia oczami, wskazując gwałtownym gestem, by wypełnił polecenie.
- Mam zamiar zobaczyć, czy mogę zrobić coś z twoimi nocnymi sesjami tortur. – Harry zamrugał. To nie było coś, czego się spodziewał. Kiedy nie drgnął, Tom sam to za niego zrobił, podwijając rękaw i umieszczając dłoń na znaku. Półksiężycowate wgłębienia zamieniły się w węża i skóra Harry'ego zamrowiła. Druga ręka skierowała się w stronę jego głowy.
- Hola! – Harry cofnął się niespokojnie. – Co dokładnie masz zamiar zrobić?
Tom westchnął, modląc się o cierpliwość.
- Mam zamiar przejąć kontrolę nad twoją magią i, jeśli się to uda, nałożyć tymczasową, mentalną blokadę między tobą a Voldemortem.
- Możesz kontrolować moją magię? – Harry z przerażeniem spojrzał na znak. Usta Toma wygięły się w lekkim uśmieszku.
- Tylko jeśli mi na to pozwolisz – powiedział. – Zrobisz to?
Harry zawahał się. Tom cierpliwie się na niego patrzył.
- Jeśli przysięgniesz, że zrobisz tylko to, co powiedziałeś, że zrobisz – odpowiedział w końcu, po rozważeniu w głowie wszystkich za i przeciw.
- Oczywiście – wycedził Tom. – Nie spodziewałem się od ciebie niczego innego. Twoje zaufanie do mnie jest naprawdę inspirujące.
- Tak, bo to nie tak, żebyś był kombinującym, manipulacyjnym draniem – zripostował. Tom uśmiechnął się, po czym ponownie spoważniał.
- Ja, Tom Marvolo Riddle, niniejszym przysięgam na moje życie, że w tym wypadku będę używać magii Harry'ego Jamesa Pottera jedynie do spróbowania zbudowania tymczasowego mentalnego bloku w jego głowie, aż do czasu, kiedy będzie mógł on zrobić to dla siebie sam. – Nastąpił błysk magii, po czym zniknęła ona pod skórą drugiego chłopca. – Zadowolony?
Harry skinął głową, powoli, pozwalając rękom Toma dotknąć swojej głowy. Nastąpiła chwila ciszy i… i nic się nie stało. Tom spojrzał na niego z niewielkim błyskiem rozbawienia.
- Co? – zapytał.
- Przestań mnie blokować i zrelaksuj się. Nie mam zamiaru cię skrzywdzić. Możesz to zrobić? Weź głęboki oddech.
- Więc potrzebujesz zgody na przejęcie magii? – upewnił się ponownie, czując ulgę. Tom na chwilę spotkał jego wzrok.
- Potrzebuję zgody na przejęcie twojej magii – skorygował. Głowa Harry'ego przechyliła się. Zamilkli znowu.
- Ale nie innych? Dlaczego? – Nie dawał za wygraną. Jego ciekawość wzrosła.
- Potter – oświadczył stanowczo Tom. – Próbuję się tutaj skoncentrować. Poszukasz o tym później.
- Nie możesz po prostu mi powiedzieć?
- Nie – odpalił Tom. – Nie bądź leniwy. Praca badawcza dobrze ci zrobi.
- Możesz dać mi przynajmniej wskazówki, jakie książki będą mi potrzebne?
- Aury. Poziomy mocy. A teraz się zamknij.
Harry zagryzł wargę, ponowne się uspokajając. Wziął głęboki oddech i poczuł, że jego magia przemieszcza się. Jego mięśnie napięły się, a uchwyt Toma wzmocnił, kiedy ten zaklął pod nosem.
- Spokojnie – uspokajająco mruknął dziedzic Slytherina. – Walczysz ze mną.
- Nic nie mogę na to poradzić – warknął.
- W takim razie będzie to dla ciebie bolesne – odparł Tom.
Wzdrygnął się, kiedy poczuł magię Toma napierającą na jego, owijającą się szczelnie wokół niej i szarpiącą. To było dziwne i, cholera, było męką. Zacisnął zęby. Tom cicho do niego mówił, ale słowa szumiały mu nad głową, a następnie ból zniknął, a on dryfował… mógł wyczuć magię, ale nie mógł nic zrobić.
Drżał, czując uczucie słabości i bezsilności, które pojawiło się w jego ciele z powodu braku magii. Skupił się na braniu głębokich oddechów. Poczuł intensywne uczucie przerażenia. Jego głowa pulsowała, a następnie poczuł, jak coś kliknęło. Sekundę później jego magia wróciła i gwałtownie odskoczył od Toma, starając się nie zwymiotować. Głęboki ból, taki, jakiego jeszcze nigdy nie czuł, wydawał się go opuścić. Po chwili rozejrzał się, zauważając Toma opierającego się o zlew, bladego na twarzy, z zamkniętymi oczami.
- Tom… wszystko w porządku? – zapytał z niepokojem, prostując się. Przyszły Czarny Pan nie otworzył oczu.
- Tak, nie martw się, bohaterze.
Harry uważnie mu się przyjrzał, po czym uderzyło w niego uświadomienie. Tom był zmęczony, wycieńczony z powodu wykonania czegoś, co było niezwykle trudną magią. Poczuł przypływ poczucia winy i wdzięczności.
- Dzięki – powiedział. Oczy Toma otworzyły się, a usta zwinęły w coś podobnego do uśmiechu.
- Nie bądź taką dziewczyną, Harry.
Potter uśmiechnął się. Po kilku sekundach Tom wyprostował się, z powrotem zakładając maskę na swoje miejsce. Zniknęły wszelkie oznaki zmęczenia, chociaż Harry nadal wyczuwał, że tam były.
- Jeśli mnie obudzisz, mam zamiar cię zabić – wymamrotał Tom, opuszczając łazienkę. Harry uśmiechnął się do siebie.
Może Tom nie był taki zły jak zwykł pokazywać.
Chociaż wciąż usunął mu pamięć. Manipulacyjny gnojek.
Cholera. Był zdezorientowany.
