Rozdział zamieniony został na ten zbetowany przez 100-ki. Yakou. no. Ou.

Wiecie, jak bardzo cieszę się z waszych komentarzy, prawda? Jaką sprawiają mi one radość? Dziękuję za nie. Koma, tak, wspomniałam to już kiedyś – być może nawet kilkakrotnie – i pewnie wspomnę jeszcze kilka razy. Po prostu autorka bardzo zwracała na to uwagę, a przez to sama czuję się zobowiązana do zaznaczenia tego co jakiś czas. Coś w twoich przemyśleniach jest, zresztą wszystko zostanie dzisiaj ładnie wytłumaczone – rozdział będzie spokojny, ale będzie tłumaczył zachowanie Toma. A przynajmniej gdybał, dlaczego takie jest. A co do twojego pytania, to zdradzę, że nie. Harry i Tom nie będą braćmi i z całą pewnością nie będą też wykonywać żadnego innego rytuału związanego z ich relacją. I relacja od początku do końca będzie prawdziwa, naturalna. Zubatek (chciałam twój nick odmienić, ale nie byłam pewna, czy sobie tego życzysz, tak więc zostawiłam go w formie naturalnej), mam nadzieję, że z czasem bardziej się do tego wszystkiego przekonasz. O ile to cokolwiek pomoże, to dodam, że rzeczy, które działy się w kanonie przed piątym rokiem Harry'ego pozostają w całości takie, jakie są. Także te rzeczy, o których dowiadujemy się w czasie późniejszych lat, a których istnienie „rozpoczęło się" przed piątym rokiem. A te rzeczy nie zostały jeszcze tutaj wspomniane. Nie chcę mówić nic konkretniejszego, aby niczego nie zdradzać, ale wierzę, że zrozumiesz, o co mi chodzi. I rozumiem, jak to wszystko może być irytujące. Chociaż – znów podpowiem – że prawdopodobny koniec – a właściwie końce - został już w jednym ze wcześniejszych rozdziałów zaproponowany. Poza tym cieszę się, że nie masz zastrzeżeń do tłumaczenia, bo – jak mówiłam na samym początku – jest ono moim pierwszym i jestem niesamowicie zestresowana tym, jakie ludzie będą mieli o nim zdanie. :) Ariano, mam nadzieję, że dzisiejszy rozdział nieco ci to wszystko rozjaśni. I pytasz, czy Potter czuje coś do Toma – oczywiście! Coś czuje. Tylko co to coś jest, to sama się z czasem przekonasz – i sama ocenisz. I jasne, że mogłabym wytłumaczyć, wybacz za jego kulawość! Chodzi o to, że myśli Toma cały czas kierują się na to, że Voldemort był w głowie Pottera, zamiast na osobie samego Toma – nie zapominajmy, że Tom jest psychopatą. Jego myśli zawsze skierowane były wyłącznie na siebie własnego – na to co chce, czego pragnie, co jest dla niego najlepsze. Myślę, że w dzisiejszym rozdziale zostanie to lepiej wytłumaczone. Cookies. Alice, oczywiście, że wybaczę! Naprawdę mi szkoda, że nie będziesz mogła w tym opowiadaniu zachwycić się romantyczną relacja między Harrym a Tomem, ale mam wielką nadzieję, że wystarczy ci ta ich własna, spokojna relacja. Zresztą przy tym rozdziale nie było innego wyjścia, jak tylko czekać na to, jak Tom pocałuje Harry'ego – co się, niestety, nie stało. Veniti, bo tutaj wszystko jest podejrzane, wszystko może coś znaczyć ;). Motywacje Toma będą… później. Ale nie zapominajmy, że Tom nie jest do końca zły – tak samo jak nie jest do końca dobry. Zresztą tutaj chyba nikt taki nie jest. No, może oprócz Lestrange'a. Chociaż i jego motywacje mamy możliwość poznać… Co do sugestywności, to… to będzie sugestywne. Cały czas. Do końca. I do końca nie będzie to slashem. Co jest strasznie wnerwiające. :) I, cóż, tak, z całą pewnością warto czytać to drugi raz, by zobaczyć, co się opuściło – nie masz pojęcia, jak często mam okazje wykrzyczeć wam „hej! Jak nikt nie mógł tego zauważyć!? Przecież to oczywiste!". Ale cóż – nie mogę :).

Znów się rozpisałam, a was moje słowa przecież i tak mało co obchodzą – wybaczcie. A teraz zapraszam na to, co właściwie jest tu najważniejsze, czyli rozdział – dzisiaj nieco spokojniejszy. :)


Ulubieniec Losu

Rozdział czterdziesty pierwszy

- Wszystko w porządku, Harry? – zapytała z niepokojem Hermiona, kiedy opadł na znajdujące się obok niej wolne miejsce. – Wyglądasz na lekko poruszonego.

Prychnął. Poruszonego. Racja.

- Hermiona, jeśli kiedykolwiek wykażę chęć okazania Tomowi swojej troski, po prostu przypomnij mi o tym dniu – jęknął, pozwalając na to, aby jego głowa uderzyła o oparcie krzesła.

Byli w pustej klasie niedaleko wieży Gryffindoru – w której wciąż nie był jeszcze mile widziany, co powodowało, że sypiał w akademikach Ślizgonów. Ron prawdopodobnie gdzieś się włóczył. W każdym razie, nie był w Pokoju Wspólnym.

- Dlaczego? Co się stało? – domagała się odpowiedzi. Zacisnął zęby, spoglądając na nią, chociaż lekki rumieniec wkradł się na jego policzki. Jego najlepsza przyjaciółka wyglądała teraz na poważnie zaintrygowaną. – Harry?

- On… um… zaczął się do mnie przystawiać.

- CO? – zapiszczała Hermiona.

- Nie na serio – dodał pośpiesznie. – Jestem całkowicie pewny, że jest hetero i robił to tylko po to, abym sobie poszedł. Po prostu… nigdy więcej. – Hermiona gapiła się na niego. – Próbowałem się dowiedzieć, co się z nim stało – wyjaśnił. – Przez cały dzień dziwnie się dzisiaj zachowywał. Nie wiem dlaczego. Powiedział… – Harry zawahał się ponownie, marszcząc nos. – Próbował mnie przekonać, że to z powodu jego uczuć do mnie i… fuj. – Wzdrygnął się.

- Jesteś absolutnie… - zaczęła Hermiona.

- Tak! Cholera. On nie jest gejem, ja nie jestem gejem i nie jesteśmy pieprzoną parą – warknął. Hermiona w cichej kapitulacji podniosła ręce do góry.

- Dobra, dobra. Wierzę ci. Mam na myśli: zachowujecie się trochę jak stare dobre małżeństwo, ale wierzę ci.

Harry spiorunował ją spojrzeniem.

- Po czyjej ty stronie stoisz? – zirytował się. Hermiona przewróciła oczami.

- Twojej oczywiście, nie bądź śmieszny.

Milczeli przez chwilę.

- Harry – zaczęła ponownie. Jeszcze raz zwrócił na nią swoją uwagę. – Czy kiedykolwiek pomyślałeś o tym, że mógł być szczery…

- On naprawdę na mnie nie leci – zaprotestował automatycznie Harry. – Jest heteroseksualny; i na dodatek psychopatą, nie ma uczuć…

- Wysłuchaj mnie – przerwała mu Hermiona. – Nie powiedziałam, że czuje jakieś romantyczne uczucia, i tak, jest psychopatą, ale to nie znaczy, że nie może… troszczyć się o coś, jasne? – Harry milczał. Hermiona kontynuowała, trochę nerwowo: – Mógł tak zareagować, bo nie jest przyzwyczajony do troszczenia się… posiadania uczuć, które mogłyby wyjaśnić wahania nastroju, które powiedziałeś mi, że ma. Wiesz, bycie spokojnym i żartowanie w jednej chwili, a atakowanie w drugiej. Pomocny… - urwała, wzruszając ramionami. – Czy był ostatnio szczególnie, errr, miły?

Jego umysł natychmiast przypomniał sobie ostatnią noc. Hermiona musiała zauważyć coś w wyrazie jego twarzy, ponieważ kiedy ponowie się odezwała, mówiła z większą pewnością.

- Dokładnie. Jeśli nie zachowuje się tak normalnie, to teraz może po prostu nie wiedzieć, dlaczego tak robi.

- To możliwe – przyznał, po czym wysłał jej spojrzenie, kiedy otworzyła usta, aby znów coś powiedzieć. – Nie. Nie mów mi, żebym z nim o tym porozmawiał. Do cholery jasnej, nie. Nie było cię tam, to było straszne i byłem naprawdę przerażony, że on nie będzie miał zamiaru przestać i po prostu mnie przeleci.

Hermiona zbladła nieco, a jej twarz zabarwiła się swoistym odcieniem zieleni.

- Taak – przyznała ponuro. – Tak właśnie myślałam.

Spojrzał na zegarek. Była już prawie godzina policyjna. Z wielką niechęcią podniósł się.

- Powinienem już iść. – Mimo to nie poruszył się. Hermiona również wstała.

- Możesz zostać na noc w wieży Gryffindoru – zasugerowała. Potrząsnął głową.

- Co, żeby pomyślał, że wygrał? Nie ma mowy! Nigdy nie pozwolę, aby tak to się skończyło. – Ruszył zdecydowanie w kierunku drzwi.

- Harry – zatrzymał go rozpaczliwy głos Hermiony. – Uważaj. Proszę. Powiedziałeś, że jest psychopatą… w takim razie może nie docenić tej… zmiany. – Pozwolił, by jej słowa do niego dotarły i stłumił dreszcz.

- Dobranoc, Hermiono.


Wszedł do Pokoju Wspólnego Ślizgonów, zastając Zeviego, Alpharda i… prawie każdą osobę będącą w pomieszczeniu na ostrożnym obserwowaniu dziedzica Slytherina. Tom, ze swojej strony, po prostu siedział i czytał, ignorując wszystkich.

Co nie było takie niezwykłe.

Większość ludzi zauważyła z radością, że nie istniała żadna wyraźna oznaka świadcząca o tym, aby młody Czarny Pan w ogóle zdawał sobie sprawę z tego, że w jakiś sposób się do niego zwracali. Szybki ruch oczu, spojrzenie, zostało uznane za dobrą reakcję. Brak pełnej uwagi przypisywali temu, że Tom był geniuszem i w życiu codziennym nigdy nie musiał poświęcać czemuś całej swojej uwagi.

Harry przypisywał to temu, że Tom był dupkiem.

Nie, nie był gorzki. Widząc, że nastawienie drugiego chłopaka w żaden sposób nie poprawiło się od ich ostatniego spotkania, zdecydował, że nie powinien niepokoić się czymkolwiek innym prócz snu. Jutro będzie nowy dzień. Lepszy, miał nadzieję – ponieważ ostatnie dwa były wykańczające.

- Śpieszysz się – zauważył Tom. Osoby znajdujące się w pokoju wyraźnie wstrzymały oddech. – Biorąc po uwagę to, jak długo dzisiaj spałeś, nie możesz być zmęczony. Normalnie funkcjonowałeś ze znacznie mniejszą dawką snu. Dalej, usiądź. – Fioletowe oczy nie podniosły się od stron, które uważnie czytały. Harry nie pozwolił na to, aby jego twarz w jakikolwiek sposób oddała jego emocje, kontynuując przemierzanie pokoju, nie oglądając się za siebie.

- Dzięki, ale nie, podziękuję – powiedział spokojnie. – Wolałbym nie. Branoc. – Zostawił za sobą Pokój Wspólny. To było dziecinne, ale chciał, by Tom wiedział, że nie był zadowolony z niego i jego pokręconych, umysłowych gierek. Zamykając na chwilę oczy, udał się pod prysznic, a następnie do łóżka.

Siedział, odrabiając swoje zadania domowe w łóżku. Sam. Boże, to przypominało mu czasy, kiedy po raz pierwszy został przydzielony do Slytherinu pięćdziesiąt lat temu. Czuł się tak odosobniony, jak był wówczas. Zevi przyszedł, kiedy prawie skończył.

- Harry? – zaczął niepewnie. Potter mruknął w potwierdzeniu, ale wciąż koncentrował się uważnie na swoim eseju. – Wszystko w porządku?

- Najlepszym. – Spojrzał w górę, uśmiechając się. – Opowiedziałem na to pytanie tobie, czy twojemu Panu?

Zevi wzdrygnął się lekko i Harry przewrócił oczami. Cóż, to była odpowiedź na jego pytanie.

- Jestem twoim przyjacielem – zauważył ostrożnie Zevi.

- Nie wątpię w to. – Westchnął. – Ale twoja lojalność należy i zawsze należeć będzie do Toma. Więc wybacz mi, ale nie… ach… chcę rozmawiać o swoich uczuciach – skończył stanowczo.

Panowała cisza, kiedy Prince szukał czegoś, co mógłby powiedzieć.

- Pa, Zevi. I tak, możesz mnie w tym zacytować.

Dormitorium ponownie stało się puste.

Opadł na łóżko, postanawiając udawać, że śpi, kiedy następnym razem przyjdzie tu jeden z popleczników Toma, aby zapytać go o jego samopoczucie. Wiedział, że Tom będzie wkurzony za bycie tak bezpośrednim, ale Harry ze zdziwieniem odkrył, że nie bardzo go to obchodzi. Prawdopodobnie dobrze zrobi dziedzicowi Slytherina bycie ignorowanym, już zbyt długo pozostawał w centrum uwagi.

Nie wspominając, że nie zdecydował jeszcze jak da Tomowi popalić za wymazanie swojego wspomnienia.

Drzwi ponownie otworzyły się.

- Harry?