Cóż, wybraliście rozdział wrzucony wcześniej, ale niezbetowany, tak więc taki właśnie dostajecie - proszę, wybaczcie mi wszelkie błędy i zwróćcie uwagę, jeżeli jakieś dostrzeżecie. :)

Czytając wasze komentarze zawsze mam na twarzy wielki uśmiech, a kiedy widzę, że jakiś - choćby taki najmniejszy - komentarz znów pojawił się pod tym tekstem, zawsze tak ciepło robi mi się na duszy - dziękuję wam za to!

Cookies. Alice, tak, łyżeczki to bardzo złe, przerażające stwory, jak mogłaś nie bać się ich wcześniej!? ;) Mam nadzieję, że czekanie nie było takie złe, jak przewidywałaś :). Veniti, dzięki za wypowiedzenie się, dzięki temu macie rozdział dzisiaj troszeczkę wcześniej - o godzinkę, bo wcześniej wrzucałam o 19 mając nadzieję, że dotrze do mnie jeszcze zbetowany rozdział. Ja mam może nieco inne spojrzenie na wrzucanie rozdziałów bo, cóż, sama bez przerwy coś czytam. I też obgryzam paznokcie, kiedy rozdział długo się nie pojawia, a później tracę zapał i powoli zapominam o co chodziło, muszę sobie wszystko przypominać i... i to wszystko jest po prostu denerwujące. A co do twoich przypuszczeń to... dobrze, nie wypowiadaj ich na głos, ale jeżeli się jakieś spełni, to nie zapomnij dać o tym znać, dobrze? :) A co do kłótni Harry'ego z Tomem, to Harry może i obrażałby się nie wiadomo ile, ale Tom w życiu nie pozwoliłby mu się tak od siebie oddalić więc... cóż, takie zachowanie Harry'ego nie mogło trwać długo :). I tak, bardzo cieszę się z twoich komentarzy, a na pocieszenie mogę dodać, że staram się wrzucać rozdziały szybko, tak więc nie musisz długo czekać na ciąg dalszy i możesz czuć się "prawie" jakbyś czytała fick zakończony. :) Teoretycznie. Och, i zdradzę, że na rozwiązanie sytuacji Draco będziesz musiała - o ile dobrze pamiętam - jeszcze trochę poczekać. Na ile z "ugięciem się Harry'ego" i "grożeniem Toma" miałaś rację, dowiesz się dzisiaj. :) I jak to mówisz, że nie potrafisz komentować? Twoje komentarze są wspaniałe! Niech ci taki pomysł już nigdy więcej do głowy nie przychodzi! :) Koma, dzięki za opinie, jak widzisz zastosowałam się i dzisiaj rozdział (dość) wcześnie, niebetowany. A bez względu na to, czy potrafisz postawić siebie na miejscu Toma, to odgadywanie i rozumienie jego zachowania i tak jest trudne :). Na ile twoje przypuszczenia tego, jak to się dalej potoczy, dzisiaj się dowiesz i jestem ciekawa twojego komentarza na temat tego. :) Ariana, ale pamiętaj, że Harry upiera się, że żadnego kompleksu bohatera nie ma :). To niesłychane, nie sądzisz? :) Cieszę się, że rozdział ci się tak spodobał, mam nadzieję, że z tym będzie podobnie. Mahakao, tak myślałam, że twój, ale nie chciałam popełnić błędu, by potem nie okazało się, że źle oceniłam - bo to by było dość żenujące :). Co do ignorowania Toma przez Harry'ego - wątpię by to było takie proste. Zresztą sama dzisiaj ocenisz. :)

Miłego rozdziału! :)


Słowniczek: wężomowa


Ulubieniec Losu

Rozdział czterdziesty trzeci

Harry był wyraźnie rozbawiony.

Tom, mimo tego, że mocno owijał rękę wokół jego ramion (lub talii), także wydawał się teraz zdeterminowany, aby go ignorować. Cóż, a przynajmniej do czasu, aż starał się odejść, wtedy wydawał się nagle przypominać sobie o obecności Harry'ego, besztając drwiąco jego próby i szarpiąc go z powrotem do wcześniejszej pozycji.

To było wkurzające i jedyne, czego teraz pragnął to pobić go lub przekląć w zapomnienie. Jedynym, co go powstrzymywało była wiedza, że taka reakcja jedynie zachwyciłaby Toma. A nie chciał, aby tak się stało.

Musiał grać podstępnie, pozwolić przejąć nad sobą kontrolę ślizgońskiej części swojej osobowości, pokonać drania jego własnymi sposobami.

Pozostali Ślizgoni obserwowali ich ostrożnie, przezornie, niektórzy z malusieńką nutką sympatii w oczach.

Nadszedł czas, by rozpoczął swoją grę.

Zrezygnowanie z milczenia spowodowało, że wzrok Toma natychmiast skupił się na nim przez chwilę, ale Potter w żaden sposób nie okazał po sobie, że zdaje sobie z tego sprawę, ochoczo rozpoczynając konwersację z Zevim i Draco. Upewnił się, żeby się uśmiechać, śmiać, pochylać do przodu i używać rąk, ale nie zwracać żadnej uwagi na dziedzica Slytherina. W odpowiedzi uchwyt Riddle'a zacisnął się minimalnie, chociaż Tom kontynuował spokojnie swoją rozmowę, nie zmieniając wyrazu swojej twarzy.

Harry stłumił uśmieszek. Och, naprawdę musiał nieźle zdenerwować młodego Czarnego Pana, mógł stwierdzić to bez najmniejszego problemu.

Sukces.

Wciąż miał jednak ochotę pójść do łóżka. To było po prostu najlepsze, co mógłby zrobić w tak beznadziejnej sytuacji, naprawdę nie miał ochoty tutaj być. Ale był, więc miał zamiar dawać z siebie wszystko i do diabła z konsekwencjami. Nieszczęścia chodzą parami i Tom NIE wygra tej bitwy!

Noc nadchodziła wielkimi krokami i niektórzy Ślizgoni, w tym młodsze roczniki, udali się do łóżek. Był to, mimo wszystko, środek tygodnia. Zevi i Draco wydawali się czuć coraz bardziej nieswojo z powodu lodowatego sposobu, w jaki Tom się do nich odnosił, kiedy nieświadomie pomagali Harry'emu w jego zabiegach.

Być może mógłby nawet zignorować Toma do tego stopnia, aby udało mu się zasnąć… chciał to zrobić, naprawdę chciał, ale wizje i koszmary nauczyły go nienawiści do spania i z całą pewnością nie ufał Tomowi będącemu w takim nastroju na tyle, aby naprawdę móc zrelaksować się w jego obecności wystarczająco, by pozwolić sobie chociażby na drzemkę.

Wkrótce tylko on, Tom, Zevi, Abraxas, Lestrange i Alphard pozostali w Pokoju Wspólnym. Draco porzucił go, korzystając z okazji stworzonej przez Blaise Zambiniego, Teodora Notta i resztę jego wężowych przyjaciół, kiedy, wychodząc, stworzyli mu drogę ucieczki. Głupia fretka.

Harry był coraz bardziej zdesperowany, aby odnieść zwycięstwo i to Lestrange'a wybrał na swoją ofiarę. Rozpoczął z nim rozmowę, dyskusję, przekomarzanie się – wszystko to, co robiłby z Tomem. Po kilkunastu ripostach uśmiechnął się, wychylając, aby szyderczo poklepać ramię Cygnusa, tylko po to, aby jego palce zostały pociągnięte do tyłu i ściśnięte. Miał chwilę, aby rozkoszować się swoim triumfem spowodowanym przez fakt, że Tom porzucił swoją powściągliwość i zareagował, podczas gdy on sam tego nie zrobił, po czym poczuł, jak jego palce łamią się. Ała.

- Wynoście się – rozkazał Tom lodowatym głosem.

Przestał teraz grać. Przegrał z bólem. Zevi i Alphard skoczyli na nogi, bardziej niż szczęśliwi z pretekstu do ucieczki przed nadchodzącą burzą. Abraxas wykonał rozkaz w bardziej spokojny sposób, jego wargi wykrzywiły się, wskazując na to, że był pod niechętnym wrażeniem. Nieczęsto ktoś pokonywał Toma, a Harry zamierzał pielęgnować to uczucie. Wzrok Cygnusa kierował się od jednego do drugiego.

- Tom? – zapytał, nie ruszając się. Oczy Riddle'a zatrzymały się na brunecie, błyszcząc dziko.

- To był rozkaz – splunął. Lestrange, wydawało się, że zaskoczony, przerażony samą niepohamowaną wściekłością pochodzącą od swojego Pana, uciekł.

Wszyscy świadkowie odeszli.


Harry już tylko dla zabawy zachował swoją fasadę, zatrzymując wzrok utkwiony w podłodze. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale pieprzyć to, był niesamowicie ciekawy, co zrobi Tom. Kochał przekraczać granicę Riddle'a, tak samo jak Tom uwielbiał w odpowiedzi grać w te swoje pokręcone gry na jego uczuciach. Tom po prostu nie lubił przegrywać. Ha!

- Co dokładnie próbujesz przez to osiągnąć? – domagał się Tom.

Boże, jego palce… Tom potrząsnął nimi, kiedy nie odpowiedział, na tyle brutalnie, aby sprawić, że jego zęby uderzyły o siebie.

- Harry.

- Nie wiem, co masz na myśli – odpowiedział po tym, jak doprowadził Toma do momentu, w którym naprawdę był on w stanie zamordować kogoś tylko po to, aby wyciągnąć słowa z jego ust. Mimo tego nie podniósł jeszcze wzroku z podłogi. – Po prostu daję ci przestrzeń, którą chciałeś. „Spadaj", czyż nie?

- Och, więc postanowiłeś nagle słuchać się moich sugestii. Jak wygodnie. – Tom uśmiechnął się ironicznie. Harry wzruszył ramionami.

- Nie o to prosiłeś, mój Panie?

- Jesteś wkurzający.

Został gwałtownie odepchnięty o kilka kroków, dzięki czemu między nimi zrobiło się trochę miejsca. Jego oczy obejrzały dłoń, kiedy ta została oswobodzona – palce zostały pogięte karykaturalnie, bez kształtu, zaczynając barwić się na obrzydliwy fioletowo-żółtawy kolor. Nie mógł nimi ruszyć, chociaż nie były złamane tak jak myślał: były zwichnięte. Boleśnie. Pozwolił swojej ręce opaść, udając, że mu to nie przeszkadza. Uleczy swoje palce, kiedy będzie sam; na całe szczęście nie była to ręka, w której trzymał różdżkę.

Słyszał bicie serca Toma i po raz pierwszy od kilku godzin spojrzał na niego. Było to jak obserwowanie burzy uwięzionej w ludzkim ciele. Wbrew sobie wziął głęboki oddech, kiedy Tom obrócił się ponownie w jego kierunku.

- Od kiedy nazywasz mnie „moim Panem"? – zadał pytanie.

- Nie podoba ci się to? – wypytywał subtelnie. – Czy to nie tego chciałeś? Dowiodłeś już, że nie za bardzo obchodzą cię moje czyny, kiedy opieram je na przyjaźni. – Wyraz twarzy Toma spochmurniał. Kontynuował, zanim młody Czarny Pan mógłby się odezwać. – Ale, wiesz, w porządku. Pomyślnie wyleczyłeś mnie ze starania się o twoją, gratuluję.

Tom patrzył na niego, zaciskając szczękę. W odpowiedzi uśmiechnął się słodko.

- A ja myślałem, że to tylko twój bunt przeciwko rozkazaniu ci zejścia na dół.

Widział myśli biegnące miliony mil na minutę za tymi znajomymi, mądrymi oczyma.

- To też – odparł, ale uśmiech zniknął, kiedy spoważniał. – Nie doceniam psychotycznych huśtawek nastroju, Riddle. Nie możesz skakać sobie tak pomiędzy traktowaniem mnie, jakbym był niczym więcej niż twoją zabawką, ostatnim z twoich eksperymentów, a następnie oczekiwać ode mnie, że będę rozradowany twoim towarzystwem. Nie przystanę na to. Nie jestem jakimś bumerangiem, który możesz od siebie odrzucić, aby zobaczyć, że zawsze będzie wracał, ponieważ ja już teraz mogę cię zapewnić, że nie będę tego robić. Mam serdecznie dość tego, że nie wiem, na czym z tobą stoję!

- Na czym ze mną stoisz? Och, nie bądź dziś taki potrzebujący. – Tom roześmiał się okrutnie. – Brzmisz jak rozhisteryzowana dziewczyna, mam nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę. To żałosne.

Na wielkie nieba!

- Myślę, że w takim razie była to odpowiedź na moje pytanie – odparł cicho. – Do zobaczenia.

Dlaczego czuł się tak rozczarowany? To śmieszne.

Odwrócił się bez słowa jedynie po to, by skrzywić się, kiedy jego nadgarstek złapany został w mocnym uścisku. To się zaczynało robić monotonne.

- Czekaj. Nie waż się ode mnie odejść.

- I kto teraz brzmi na potrzebującego? – mruknął złośliwie Harry. Tom zignorował jego słowa, odwracając go ponownie, aby jeszcze raz stanął z nim twarzą w twarz. Milczał przez chwilę, beznamiętnie, po czym odezwał się doskonale opanowanym tonem.

- Jestem psychopatą, Harry. Klinicznym. Wiesz o tym. Nie możesz oczekiwać, że będę… milusi… jak twoje lwy. Nie dbam o ludzi. Stawiam siebie ponad wszystkich innych i zawsze będę. Za bardzo cię szanuję, by powiedzieć ci coś innego, nie będę wabić cię do siebie jakąś zwykłą, fałszywą opieką. To nie byłoby nic innego jak udawanie…

- Proszę cię – zadrwił, nawet kiedy Tom skrzywił się na przerwanie jego „ważnego przemówienia". – Nigdy nie oczekiwałem od ciebie, abyś był milusi. Wręcz byłoby to poważnie niepokojące. Wszystko, czego kiedykolwiek od ciebie oczekiwałem, to odpuszczenie sobie tych cholernych, podwójnych zachowań i poczucia, jakby wszyscy wokół należeli tylko do ciebie. Nie mam żadnych zobowiązań wobec ciebie i pakuję się w to gówno z własnego wyboru. Mógłbyś pamiętać o tym raz na jakiś czas.

Tom ucichł, rozmyślając nad tym.

Szarpnął swój nadgarstek, marząc bardziej niż o czymkolwiek innym o pójściu w tej chwili do łóżka. Był zmęczony. Nie zamierzał zawracać sobie tym głowy. Tom ścisnął swoją dłoń, w reprymendzie, chcąc by jeszcze poczekał, po czym ponownie rozluźnił swój uścisk. Harry ukrył westchnienie. Mógłby walnąć go zaklęciem, ale Tom trzymał jego jedyną zdolną do ruchu rękę. Harry podejrzewał, że zrobił to celowo, przewidując jego ruch.

Pokój Wspólny szumiał od ciszy. Hermiona dałaby wszystko, aby ich teraz usłyszeć. W końcu, mimo jego prób, skończył na dyskutowaniu o uczuciach.

- Przypuszczam, że mogę spróbować. Pod jednym warunkiem – oznajmił w końcu Tom.

- Jakim? – zapytał ostrożnie.

- Nigdy ponownie nie nazywaj mnie „moim Panem". Nie ty. To nienaturalne. Tylko Tom.