Rozdział niebetowany, postaram się coś w końcu w tej sprawie załatwić, obiecuję.

Wiecie, że ilość komentarzy przekroczyła już 200? To zupełnie niesamowite, w życiu nie podejrzewałam, że stanie się coś takiego i dziękuję każdemu, kto w choć najmniejszym stopniu się do tego przyczynił - wiem, że powtarzałam to już wiele razy, ale komentarze naprawdę są niesamowicie motywujące do dalszego tłumaczenia, co naprawdę szczególnie przydaje się przy tak obszernym opowiadaniu. Dlatego bardzo wam za to wszystkim dziękuję z całego serca.

Mahakao, i nawet nie wiesz, jak jest to niesamowicie miłe dla mnie - móc czytać twoje komentarze! A co do psychicznego efektu Harry'ego - i, oczywiście, Tom toleruje Pottera wyłącznie z tego powodu, co nie? ;) O tym, co będzie skrywał znak - i czy w ogóle będzie coś skrywał - i gdzie znajdzie o tym Harry informacje - i czy w ogóle uda mu się to zrobić - nic ci nie powiem. Dowiesz się :). Veniti, specjalnie dla ciebie dzisiaj rozdział bliżej 17 niż 19 :). Twój radosny nastrój mi oczywiście nie przeszkadza, bardzo się z niego cieszę. A co do kupionych książek, to mam nadzieję (i właściwie pewność), że są ciekawe :). Cóż, taki geniusz jak ma Tom musi być wspaniały, chociaż zarazem strasznie wyczerpujący - pomyśl, być w otoczeniu ludzi, którzy bez względu na to jak bardzo się starają i tak są od ciebie głupsi. Przez to nie możesz znaleźć z nimi wspólnego języka. To trudne. A co do punktu widzenia Toma to.. erm... jeżeli dobrze sprawdziłam, to najbliższy będzie dopiero w rozdziale 70 (nie bić!) - chociaż na pocieszenie dodam, że będzie on cały z punktu widzenia Riddle'a. Zerknęłam też jak ma się sprawa dalej i, o ile niczego nie przegapiłam, to później będzie dopiero w rozdziale 99. Chociaż dodam jeszcze, że następnie pojawia się on także w rozdziale 100 i 104 i... i dalej zdradzać nie będę. Ale ogólnie po rozdziale 100 będzie go trochę częściej. To wszystko dlatego, że Tom... planuje. Kombinuje. A my nie znamy jego zamiarów. Rozdziały z punktu jego widzenia pojawią się, kiedy bardziej jasne staną się dla nas jego motywacje i to, co chce osiągnąć. Na razie proszę o cierpliwość. :) Tak, rozdział był niesamowicie krótki, ale nic na to - niestety - nie poradzę. Dzisiaj też nie jest zbyt długi, a jutro będzie jeszcze krótszy... ale one po prostu takie już są. Dlatego wrzucam je tak często. Gdyby były dłuższe, publikowałabym je rzadziej, ale że są takie jakie są... Tylko tyle mogę zrobić. :) I, mogę obiecać, Harry się jeszcze bardzo pomęczy - w różnych sprawach. Cieszę się, że podobała ci się teoria Książkowych, ponieważ strasznie trudno było ją przenieść na język polski - szczególnie te okropne nazwy ;). Koma, poprzedni rozdział też nie należał do moich ulubionych - zresztą był podobny do jednego z pierwszych, w którym akcja także działa się przy stole i który także dotyczył droczenia się Harry'ego i Toma. Dzisiejszy rozdział, mam nadzieję, bardziej ci się spodoba. Oczywiście niecierpliwie czekam na to, co o nim sądzisz :). I, cóż... cieszę się, że przynajmniej do stylu nie masz zastrzeżeń :). Cookies. Alice, ojej, aż ciśnie mi się na usta, aby coś zdradzić. Ale nie mogę. To okropne! W każdym razie myślę, że skoro tak podoba ci się "kochanie" to będziesz zadowolona z czegoś... Wybacz, ale naprawdę nie mogę powiedzieć nic więcej. Cóż, wcześniej kiedyś pisałam, że betom powinna być przydzielona z góry opieka lekarska, czy teraz powinnam zastanowić się nad tym samym względem czytelników? ;) I mówisz, że Tom jest słodki? Cóż, sama nie mogę się z tym nie zgodzić, ale zaavadowałby cię, gdyby to usłyszał ;). Miło mi, że będziesz czekać, naprawdę :). Ariana, cieszę się, że rozdział ci się spodobał :). cheroine, po pierwsze bardzo cieszę się, że skomentowałaś i bardzo ci za twój komentarz dziękuję. Doskonale rozumiem, co masz na myśli mówiąc o zakochaniu się w "Fate's Favourite", bo ja miałam dokładnie to samo - dosłownie połykałam jego rozdziały. Aż ciśnie mi się na usta pytanie, co najbardziej z tego wszystkiego co wymieniłaś pokochałaś, ale sama nie potrafiłabym na nie odpowiedzieć, w takim razie nie będę i ciebie o to pytała :). Zauważone przez ciebie błędy poprawiłam i bardzo ci dziękuję za ich wytknięcie. Poza tym bardzo cieszę się, że podoba ci się moje tłumaczenie. Jak już kiedyś mówiłam jest moim pierwszym i niesamowicie bałam się tego, czy uda mi się mu podołać. Cieszę się też, że twierdzisz, że coraz lepiej idzie mi z oddaniem atmosfery, ponieważ jest to niesamowicie trudna rzecz do zrobienia i miło wiedzieć, że nie jest pod tym względem tragicznie :). Mam nadzieję, że z czasem będzie ci się to wszystko czytało jeszcze lepiej i płynniej. No i oczywiście zawsze otwarta jestem na jakiekolwiek rady, wytknięcie błędów czy cokolwiek. W końcu człowiek uczy się na błędach, prawda? ;) Wena się przyda, dziękuję.

Po raz pierwszy (pierwszy, prawda?) zachęcę was bezpośrednio do skomentowania - uwierzcie mi, komentarze nie muszą być nie wiadomo jak długie po to, by pokazały mi co sądzicie o ficku. Wszystko, co piszecie, sprawia mi ogromną radość i służy tylko i wyłącznie temu, by kolejne rozdziały były lepsze i łatwiej się je wam czytało. Wiedząc, co o nich sądzicie pomagacie mi w ulepszeniu całego tłumaczenia. :) Jeżeli tylko macie chwilę czasu - pod rozdziałem znajduje się pole, w którym możecie napisać komentarz.

No i, tradycyjnie, miłego czytania.


Ulubieniec Losu

Rozdział czterdziesty piąty

Szansa na rozpoczęcie rozmowy o przypominajkach pojawiła się dopiero po kolacji, kiedy obaj znaleźli się w Pokoju Życzeń na kolejnej lekcji oklumencji.

- Tom? – zaczął, słowa wymknęły się z jego ust tuż przed tym, jak Riddle miał po raz kolejny wtargnąć do jego umysłu. Ślizgon zatrzymał się.

- Wycofujesz się, Harry? – zapytał. Potter potrząsnął głową, marszcząc nieznacznie brwi.

- Nie, tylko… przypominajka. Co w niej jest? Z pewnością masz jakiś pomysł? – Tom milczał, patrząc na niego beznamiętnie. – Uch, no wiesz, ta z Doliny Godryka? – sprecyzował.

- Tak – powiedział Tom. – Wiem, którą masz na myśli.

Harry czekał, aż chłopak kontynuuje, ale kiedy nic nie wskazywało na to, że uzyska jakąś odpowiedź, uniósł brwi.

- Więc? – pośpieszył go.

- Legilimens.

W mgnieniu oka ponownie znalazł się na kolanach, starając się zablokować przypływ wspomnień, jaki spowodował Tom swoim wtargnięciem. Troll, maczuga lecąca w dół, na głowę Hermiony… Śmianie się z Ronem i Hermioną w Pokoju Wspólnym… Siedzenie na lekcji Wróżbiarstwa na trzecim roku, tworząc przepowiednie dotyczące swojej śmierci. Po chwili, tak jak zwykle, obecność ponownie odeszła, pozostawiając go próbującego z trudem złapać oddech.

- Tom…

Wspomnienia ponownie przeleciały przez jego głowę. Wizje rajdów śmierciożerców i zdobywanie Pucharu Domów, latanie na Hardodziobie i bycie ściganym ulicami przez gang Dudleya. Po chwili ogarnęło go uczucie wolności, kiedy Tom wpatrywał się w niego z zamyśleniem.

- Myślałeś, że skutecznym byłoby rzucenie zaklęcia żądlącego? – zapytał dziedzic Slytherina.

- Nie… Tom…

- Tak myślałem. – Chłopak jeszcze raz skierował różdżkę w jego kierunku. - Legilimens.

- Protego! – warknął.

W następnej sekundzie pędził między wspomnieniami… Pojedynek, nauka wężomowy… Dolina Godryka… Ściana wydawała się zatrzasnąć wszystko, mocno i szybko, i Harry został z powrotem odrzucony, rozbijając sobie tył głowy o nogi kanapy, którą wcześniej wyczarował sobie po to, aby się o nią oprzeć.

Nastąpił moment całkowitej ciszy.

- Cóż, była to nieznaczna poprawa, chociaż technicznie rzecz biorąc oszustwo – oznajmił Tom. – Na lekcji sztuki umysłu powinieneś bronić się umysłem, nie magią… chociaż muszę przyznać, że będąc tak wścibskim jak jesteś, będziesz niezwykłym legilimentą, jestem pod wrażeniem. Nawet jeśli nasze połączenie pomogło ci w tym zabiegu. – Jego ton był nieco bardziej lodowaty. – W każdym razie, nie uczę cię jak rzucać tarcze… Legi…

Harry rzucił kolejne zaklęcie tarczy, a jego oczy rozbłysły.

- Przestań – rozkazał. – Staram się tutaj przeprowadzić z tobą rozmowę. Uchylasz się od pytania!

- Właściwie, to staram się nauczyć cię oklumencji – wycedził leniwie Riddle.

- Tom. – Spojrzał na dziedzica Slytherina, nie opuszczając różdżki. – Jakie wspomnienie jest w przypominajce, wiesz, prawda? Powiedz mi.

Wyraz twarzy Toma był nieczytelny, ale różdżka poruszyła się, przestając wskazywać bezpośrednio w jego stronę. Harry uznał to za zachętę, by w końcu kontynuować temat.

- Proszę – poprosił, przesuwając swoją różdżkę do mniej wrogiej pozycji.

- Nie chcesz wiedzieć – przemówił w końcu młody Czarny Pan.

- Mimo to mi powiedz – nalegał, robiąc krok do przodu. Oczy Toma sondowały go, oceniając, i jeśli Harry nie wiedziałby, w jaki sposób funkcjonuje umysł Toma i jak funkcjonuje legilimencja, mógłby przysiąść na wszystko, że Tom tu i teraz czytał jego umysł. A jednak tego nie robił.

- Nie zrozum mnie źle. Naprawdę nie chcesz wiedzieć – oznajmił Tom.

- Pytam – odparł po prostu. Tom odwrócił się na moment, zaciskając mocno zęby, po czym ponownie na niego spojrzał.

- Nie ufasz mi? – zapytał. Harry milczał, nie chcąc poruszyć tego delikatnego tematu, tylko czekając niecierpliwie. Dźwięk wydobył się z tylnej części gardła Toma. – Tak uparty – mruknął. – Zawsze tak cholernie uparty.

Harry nawet nie drgnął z powodu intensywnego, oceniającego spojrzenia, pod jakim ponownie się znalazł i został nagrodzony, kiedy Tom, nie przerywając ich spojrzenia, bez słowa wyciągnął z kieszeni przypominajkę.

Sięgnął, aby ją wziąć, ale Tom nie był skłonny do puszczenia jej – prawdopodobnie dlatego, że rozbicie jej uwolniłoby przechowywane wewnątrz wspomnienia. Nieznacznie szarpnął nią, jakby zachęcając palce Toma do tego, by rozluźniły swój uchwyt wokół zadymionej kuli. Ten nie poddał się, ani też nie odwrócił wzroku od jego twarzy.

- Spójrz na nią – zasugerował Tom. Harry natychmiast zrobił to. Była pęknięta. Przypominajka miała na sobie dziesiątki maleńkich pęknięć bezczeszczących jej czystą powierzchnię. Spojrzał ponownie w górę, badawczo.

Przypominajka z całą pewnością pękała i przywracana była za pomocą zaklęcia Reparo niezliczoną ilość razy, setki razy, ale zaklęcie powoli zaczynało słabnąć i ukazywało coś, co niegdyś zostało roztrzaskane, zamiast płynnie formować kształt szklistej kuli.

- Wybrałeś zapomnienie – stwierdził. Niepokój ścisnął jego serce. Zaczynał myśleć, że Tom miał rację i naprawdę nie chciał tego wiedzieć. Chociaż z drugiej strony nie chciał wiedzieć także dogłębnie, jak dokładnie pracuje umysł Voldemorta… - Ale masz teorię – zgadł, przyglądając się twarzy Toma, szukając jakiegokolwiek znaku, który pokazywałby, czy ma rację, czy nie. Postać Riddle'a była maską, kamieniem; nie okazywała nawet najmniejszego śladu emocji. – Tom?

- Tak. – Tom gwałtownie cofnął rękę, ponownie chowając przypominajkę. – Możemy teraz przejść do oklumencji bez zaklęcia tarczy?

Nie czekając na odpowiedź, dziedzic Slytherina podniósł różdżkę, kierując ją wprost na jego klatkę piersiową. Harry chwycił beztrosko uchwyt różdżki Toma tuż nad palcami jej właściciela, przesuwając ją tak, by nie wskazywała w jego kierunku.

- Jaka jest twoja teoria? – zapytał cicho. Dziedzic Slytherina próbował szarpnąć swoją rękę, jakby dłoń Pottera go parzyła.

- Obiecałeś nie nastawiać się – stwierdził stanowczo Tom. – Chyba że chcesz, by te lekcje się skończyły, z twoją fatalną kontrolą oklumencji, jeśli mógłbym dodać. Wypróbowujesz moją cierpliwość.

- A ty wypróbowujesz moją – odparł. – To tylko teoria, prawda?

Tom nie ruszył się, a jego wzrok wciąż nie opuszczał jego twarzy. Harry przypomniał sobie niewygodnie, że mówi się, iż każdy, kto patrzy ci prosto w oczy dłużej niż przez sześć sekund, chce cię zabić.

- Wiesz, że i tak się tego dowiem. Równie dobrze możesz mi powiedzieć.

Tom patrzył na niego o wiele dłużej niż sześć sekund. Chociaż to może chodziło o Toma. W końcu nie miał on nic wspólnego ze przyjętymi społecznie normami, tak więc zdecydował się to po prostu zignorować.

- Daj. Spokój. – rozkaz młodego Czarnego Pana był teraz dosadny, zimny. Harry czuł frustrację rosnącą w jego klatce piersiowej.

- Obiecałem ci się nie nastawiać, a ty obiecałeś mi nie być względem mnie dwubiegunowy. Dalej, jestem twoim przyjacielem! Powiedz mi.

Tom zamarł, zaprzestając swoich prób cofnięcia się. Harry oparł się pokusie zamarcia w odpowiedzi, wstrzymania oddechu. Nigdy do tej pory nie przyznał się do tego słowa. Lub, tak naprawdę, jakiegokolwiek słowa opisującego ich dość zawiłą relację.

Pozwolił swojej ręce opaść, wytrącony z równowagi, zastanawiając się, czy nie posunął się za daleko. Tom natychmiast odszedł od niego, chodząc wzdłuż pokoju jak tygrys w klatce… lub uwięziony w pułapce wąż. Pomimo swoich starań, Harry złapał się na tym, że wstrzymuje oddech.

- Spędziłeś dużo czasu w głowie Voldemorta – stwierdził Tom. Skinął głową, kiedy Riddle spojrzał na niego ostro. – Wiesz z reakcji, jakie często otrzymujemy, na przykład od aurorów, że istniałeś w tej osi czasu i że ludzie wiedzą, kim jest Harrison Evans. Nasz czas miał w przeszłości miejsce.

Harry czuł, że napina się z powodu niewiedzy, dokąd zmierza drugi chłopak, ale podejrzewając ze śmiertelnie poważnego wyrazu na jego pozbawionej podrażnienia twarzy, że było to Złe, pisane z dużej litery Z. Ponownie skinął głową.

- Wiesz, że w takim razie Voldemort wie, kim jesteś, Harrisonem Evansem i Harrym Potterem.

Strach zaczynał ściskać gorzko jego żołądek.

- Tak… - Lista. Kolejny problem.

- W takim razie nigdy nie zastanawiałeś się, dlaczego podczas tych wszystkich momentów, w których byłeś w głowie Voldemorta, nigdy nie widziałeś tych moich wspomnień? Z tej rozmowy. Z teraz. – Tom odwrócił się do niego, krzyżując ręce, z ciemnymi oczyma. – Wierzę, że wspomnienia uwięzione w przypominajce zawierają czas, który tutaj spędziłem.

Krew Harry'ego zamarzła.