Po pierwsze – niesamowicie, z całego serca i z wielką radością dziękuję wam za komentarze, których tym razem było naprawdę niesamowicie dużo. Jestem – oczywiście pozytywnie – zaskoczona ich ilością i mam nieodpartą chęć uściskania was wszystkich z radości.
Veniti, nie ma za co, zawsze do usług :). Tak, oporne rozdziały są straszne i człowiek ma przy nich naprawdę wielką chęć rzucenia tego wszystkiego… cóż, ale nie można się poddawać, prawda? Mówisz, że głupi pomysł z tym rozbiciem? Z tym, by Harry poznał jak potoczyły się ich losy? Co sprawiło, że Voldemort zapomniał? Mogę cię uspokoić – długo na te pytania odpowiedzi nie poznamy ;). Rozdział chyba, masz rację, był trochę nieogarnięty – ale pracę nad nim trwają! :) I cóż, też się cieszę, że Tom nie skrzywdził jakoś Draco wiedząc, co ten zrobił :). A wena złapana i zamknięta gdzieś, gdzie nie ma szans uciec ;). Koma, tak, to pytanie – dlaczego Tom zapomniał, skoro nie może? Musiał sam wymazać sobie pamięć – tylko dlaczego? :) Na wszystkie pytania odpowiedź się pojawi – z czasem. I… z czymś masz rację, ale nie do końca. Raczej rację w czymś, co będzie rozwiązywało coś innego. Nieważne :)… Jayseen, bardzo ci dziękuję i cieszę się, że tekst ci się spodobał. Mogę też dodać, że na przyszłość raczej nigdy nie będę tłumaczyła miniaturek, albo tekstów krótkich, tak więc przynajmniej pod tym względem może moje tłumaczenia chociaż się przydadzą :). I… cóż, zgadzam się, fabuła jest bardzo interesująca i nowa – dlatego też ją wybrałam :). Już wysłałam ci prywatną wiadomość, tylko czekam na odpowiedź. :) A Wena, oczywiście, się przyda… Ariano, na pewno będzie się działo, obiecuję! :) I cieszę się, że znów ci się podobało :). cheroine, cieszę się, że rozdział ci się podobał – pod wszystkimi wymienionymi przez ciebie względami :). Za wytknięcie błędów, oczywiście, dziękuję, chociaż – z powodów betowych – jeszcze ich nie poprawiam. I tak, wiem, wiem, że jest sequel. I prequel. I zbiór miniaturek. I przynajmniej dwa pierwsze, jeżeli będą chętni, mam zamiar przetłumaczyć. :) Co do miniaturek, o których mówisz, to te slashowe (slash-owe? slash'owe?) napisane zostały na wielką prośbę fanów i… chyba raczej The Fictionist nie ma zamiaru takiego wątku (niestety) wprowadzić. Chociaż, może, może… jak się ją ładnie przekona… Cookies. Alice, nic nie szkodzi, wiem, że czasami trudno znaleźć słowa, które opisałby to, co chce się powiedzieć. A czasami nawet nie wie się, co powiedzieć :). Ważne, że ci się podoba. Mahakao, tak, takie rozwiązanie byłoby dla Harry'ego świetne – przynajmniej w końcu skończyłby rozmowę (i nam więcej wyjawił ;)). Chociaż, nie tylko Tom potrafi wymigiwać się od tematu ;). Elly, ojć, aż mi się zrobiło niezręcznie :). W każdym razie cieszę się, że wybór ci się podoba i, że podchodzisz do opowiadania tak… entuzjastycznie :D. A do końca mam zamiar dobrnąć, nie obiecuję, ale zamiar jest mocny, tak więc można na to liczyć :). Na odpowiedzi na pytania niestety będziesz musiała jeszcze chwilę poczekać, więc… przynajmniej cieszę się, że jest to przyjemne uczucie :).
Po drugie – bardzo, bardzo, bardzo dziękuję dwóm osobom, które zgłosiły się skłonne, by betować Ulubieńca. Na razie jeszcze nie będę zdradzać, kim one są – chociaż pewnie się już tego domyśliliście – i mogę powiedzieć, że prawie na pewno jutro już będzie rozdział zbetowany. A to, że nie jest tak dzisiaj jest po prostu spowodowane całym zamieszaniem i faktem, że jedna ze zgłoszonych osób jeszcze mi nie odpisała.
W każdym razie – jest dobrze! Tak więc z wielką radością zapraszam na kolejny rozdział.
Ulubieniec Losu
Rozdział czterdziesty siódmy
Kiedy Harry obudził się następnego poranka, Toma już nie było.
Co za niespodzianka. Oczywiście, chłopak mógłby się upierać, że nie starał się uniknąć pytań dotyczących przypominajki, ale byłoby to jawne kłamstwo.
Czy Tom naprawdę wierzył, że jest mu przeznaczone stać się Voldemortem? Salazarze.
Nie, to działo się zbyt szybko. Nie chciał zastanawiać się nad tym przed śniadaniem, przyprawiało go to o mdłości. Cóż, a przynajmniej większe niż odczuwał zazwyczaj. Lubił wypić sobie na śniadanie dobrą, mocną kawę, dziękuję bardzo.
Z trudem stoczył się z łóżka. Sypiał dużo lepiej, odkąd Tom umieścił blokadę w jego umyśle. Co przypomniało mu, że wciąż musi znaleźć te przeklęte informacje o Poziomach Mocy. Znając Toma, był on prawdopodobnie całkowicie świadomy faktu, że odpowiedni fragment tekstu, który będzie odpowiadał na jego pytanie, będzie również dla niego całkowicie niemożliwy do zrozumienia. Toma po prostu śmieszyło oglądanie, jak haruje i godzinami buszuje wśród książek, uradowany wiedzą, że mógłby naprawdę bez żadnego problemu sam z niesamowitą łatwością po prostu odpowiedzieć na jego pytanie. I Tom nazywał go leniwym? No szczerze…
Ruszył w kierunku Wielkiej Sali, rozmawiając z Abraxasem o quidditchu. Malfoy nieugięcie twierdził, że Slytherin zmiażdży Gryffindor w nadchodzącym meczu. Harry nie zgodził się. Nie miało znaczenia, że dopiero niedługo będą mieli przesłuchania na stanowisko Obrońcy, i tak będą mogli z łatwością pokonać węży.
Kiedy wszedł do Wielkiej Sali, zauważył, że Tom siedział już przy stole Ślizgonów. Oczy młodego Czarnego Pana podniosły się, kiedy podeszli, nadal kłócąc się pogodnie na temat najlepszego sportu na świecie. Uśmiechnął się na chwilę, nie wystarczająco obudzony, aby odpowiedzieć na powitanie (dobrze wypoczęty, czy nie, nigdy nie będzie rannym ptaszkiem), po czym zerknął na Rona i Hermionę, a następnie poszedł usiąść przy stole Gryfonów.
Niektórzy z nich, szczególnie Ginny, gapili się na niego, ale ich ignorował – aczkolwiek, jeśli chodzi o najmłodszą Weasley, był tym szczerze zaciekawiony. Coś było z nią zdecydowanie nie w porządku. Kiedy zbliżał się, dziewczyna wydawała się osuszona i zmęczona… tak jak na swoim pierwszym roku. Dreszcz przeszedł po jego kręgosłupie. Zignorował również i to podobieństwo.
Na razie.
Ron ukrył duże ziewnięcie w swoich dłoniach.
- Długa noc? – zagadał. Z jakiegoś dziwnego powodu Ron zaczerwienił się, a następnie pośpiesznie pokiwał głową.
- Taak… nie mogłem… errr… spać.
Kłamstwo. Och, dobry boże, nawet jego myśli zaczynały BRZMIEĆ jak Tom… Musiał zaplanować sobie co jakiś czas przerwę od dziedzica Slytherina. Spędzał niemal dwadzieścia cztery godziny z psychopatą, albo, w każdym razie, w jego bliskim sąsiedztwie, co było prawdopodobnie psychologicznie szkodliwe. Nawet jeśli psychopata, o którym mowa, był czymś w rodzaju twojego najlepszego przyjaciela i utalentowanym aktorem. Szczególnie wtedy.
- Och? – zakwestionowała z niepokojem Hermiona. – Czujesz się dobrze? Nie jesteś chory albo coś?
Ron mocniej się zaczerwienił. Hermiona obserwowała przez chwilę rudzielca i wymieniła spojrzenia z Potterem.
- Nie, wszystko dobrze. – Ron znowu ziewnął, niezwłocznie rzucając się z apetytem na jedzenie.
Podejrzane. Bardzo podejrzane.
Usiadł do śniadania, nie zwracając uwagi na zwyczajową chmarę sów, która oznaczała poranną pocztę.
- Harry. – Hermiona szturchnęła go po chwili, jej głos był niepewny, a należące do niej ręce wymachiwały mu przed nosem Prorokiem Codziennym.
Wyglądało na to, że Prorok Codzienny w końcu otwarcie mówił o wojnie.
Artykuł o rajdzie śmierciożerców obejmował całą pierwszą stronę i ciągnął się przez trzy kolejne. Jakby wszyscy nie byli już tego świadomi. Mimo tego coś w rodzaju potwierdzenia sprawiło, że poczuł się zmęczony. Pomimo nienawiści, jaką darzył prasę, wszystko stało się teraz przez nią bardziej oficjalne. Zostało już teraz potwierdzone i wszystko będzie tylko coraz gorsze.
Stracił swój niewielki apetyt.
- Strona piąta – szepnęła Hermiona. Ron pochylił się, prawie wyrywając swoim zapałem gazetę z rąk dziewczyny. Jeśli sytuacja nie byłaby tak tragiczna, jak wszystkie sytuacje okazały się być dla niego w tych czasach, pęknąłby ze śmiechu z faktu, że Ron jest bardziej entuzjastycznie nastawiony do tego, aby coś przeczytać niż Hermiona, niemal Krukonka. Ale że było jak było, nie miał teraz do tego serca. Ron zaklął.
- To zaszło za daleko, stary – krzyknął wzburzony. Zaciekawiony Harry spojrzał na stronę czwartą: Mroczny „Zbawca" Jasnej Strony.
To wszystko było o nim i jego wywodzie o śmierciożercach i Ciemnej Stronie. Zaśmiałby się z tego, gdyby nie był tak tym oburzony. Spojrzał na stół Ślizgonów. Tom patrzył na niego, podnosząc brwi, jakby szyderczo mówiąc „naprawdę, powinieneś powiedzieć mi, jeśli czułeś się w taki sposób".
Cała sala huczała od szeptów i czuł spojrzenia wbijające się w niego jak miliony maleńkich igieł. Na miłość boską. Wszyscy uczestniczyli w tej scenie z Dursleyami (i co się, do cholery, tak w ogóle stało z Dursleyami? Nie żeby o nich dbał, ale nie było to zbyt planowane… inną rzeczą był fakt, że nie potrafił patrzeć na to, nie okazując przy tym rozbawienia). Przewrócił oczami.
Podleciała do niego inna sowa, upuszczając list na jego kolana. Westchnął, czując oczy wpatrujące się w niego ze stołu nauczycielskiego i rozpoznając pełne zawijasów pismo. Dumbledore.
Harry, proszę, przyjdź po śniadaniu do mojego gabinetu. Napiszę ci przepustkę na czas lekcji, które stracisz. Mam zamiłowanie do Musów-Świrusów. AD.
Był krótki, ale rzeczowy. Harry zastanawiał się cicho, czy w ogóle zawracać sobie tym głowę, ale w końcu zdecydował się pójść i zobaczyć, czego chciał starzec. Mimo wszystko nie czuł do Dumbledore'a nienawiści, po prostu surowo nie zgadzał się z jego manipulacyjnymi metodami… ale znowu, jeśli gotów był współpracować z Tomem po incydencie ze zmianą pamięci, przypuszczał, że jedynym uczciwym wyjściem było dać dyrektorowi możliwość wysłuchania go.
Zawsze mógł ponownie wyjść.
Nie wspominając o tym, że prywatne spotkanie z Dumbledore'em sprawi, że Tom będzie wił się z ciekawości… dobrze tak będzie temu tajemniczemu sukinsynowi. Nie, nie był dziecinny… i irytujący, Tom NIE był jedynym powodem. Podniósł wzrok na stół nauczycielski, spotykając przypatrujące się jego postaci niebieskie oczy. Skinął raz głową, podpalając pergamin.
- Od kogo to? – zapytał Ron.
- Dumbledore'a – oznajmił szczerze. Jego spojrzenie przeniosło się na stół Slytherinu, przy którym siedział patrzący na przywódcę Jasnej Strony z odrazą Tom. Wyglądało na to, że chłopak zauważył tą wymianę wiadomości; nie żeby myślał, że Tom tego nie zrobi.
- Dasz mi notatki, prawda, Hermiono? – poprosił. Jego najlepsza przyjaciółka skinęła z niepokojem głową.
Śniadanie zakończyło się.
