Z przyjemnością pragnę wam ogłosić, że od dzisiaj rozdziały okiem bety sprawdzać będzie cheroine - należą jej się wielkie podziękowania. Dziękuję także Jayseen, która również była gotowa stawić czoła temu zadaniu.
Wasze komentarze ponownie niezwykle mile mnie zaskoczyły. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy znaleźli trochę czasu na to, aby napisać komentarz - to wiele dla mnie znaczy.
Koma, no przepraszam :). Po prostu tak wiele rzeczy chcę powiedzieć, a tak mało mogę. Czasami wręcz nie można się powstrzymać... I wszyscy tutaj coś knują. Niektórzy o tym mówią wprost, inni to ukrywają. Ale wszyscy bez względu na to co twierdzą, to i tak knują. :) Ariano, nigdy wcześniej tak na to pierwsze zdanie nie patrzałam, ale teraz, iedy już o tym wspomniałaś, to masz rację, jest ono trochę dwuznaczne :). Ale ten fick pełen jest dwuznaczności... Czego chce dyrektor, to się dzisiaj dowiesz. A reakcja Toma... też będzie :). Biedny Harry, wszyscy cieszą się z tego, że Tom będzie wściekły :D. Miło mi, że tak ci się to wszystko podoba i mam nadzieję, że będzie tylko coraz lepiej :). Cookies. Alice, słusznie drżysz z niecierpliwości, bo Dumbledore knuje coś niezwykle ważnego dla całości... I masz rację, leci to niezwykle szybko - chociaż teraz będzie nieco wolniej. Z powodu rozpoczynającego się roku szkolnego nadchodzi nowy sposób publikowania rozdziałów - wszystko wytłumaczyłam w dalszej części tej notki. Chociaż jestem ciekawa, czy wyrobimy się do następnych wakacji... :) elly, tak, akcji było mało, ale również takie spokojne rozdziały są potrzebne - choćby po to, by zebrać myśli :). Nie wiem, czy spodoba ci się sposób, w jaki potoczy się relacja Harry'ego z Dumbledore'em. Chociaż mogę dodać, że wraz z rozwojem ficka będzie się jej temat pojawiał jeszcze wiele razy. Na różny sposób. I tak, też się cieszę, że beta została znaleziona :). Kiki32254, miło słyszeć, że ci się podoba :). Veniti, doskonale rozumiem twój mechanizm ochronny - kiedy sobie pomyślę, że dziś 1 września, to mam ochotę zaszyć się w jakiejś norze i przeczekać tam do kolejnych wakacji... Naprawdę tak wnerwia cię Dumbledore? Cóż, nie dziwię ci się. Chociaż jestem ciekawa, jak będziesz go odbierać wraz z (jeszcze dalszym) rozwojem opowiadania. Nie jesteśmy jeszcze nawet w połowie! Co do sprawy Ginny, to musisz jeszcze trochę poczekać, tylko tyle podpowiem. Mahakao, taak, Potter zmienił się pod wpływem Toma - musiał. W końcu to geniusz. A co do tego, co Dumbledore stwierdzi - jestem ciekawa, co o tym powiesz. I oczywiście w życiu nikt by nie wpadł, że to hasło ^^.
Wraz z rozpoczynającym się rokiem szkolnym muszę zmienić nieco system dodawania rozdziałów - niestety. Tak więc, po skonsultowaniu się z betą, w końcu wyszło na to, że od poniedziałku pojawiać się będą trzy rozdziały na tydzień. Dni ich pojawienia się nie będą podane z góry, a raczej zależały będą od tego, kiedy znajdę czas, aby je wstawić - po prostu są dni, kiedy nie mam czasu na to, aby cokolwiek zjeść, a co dopiero wejść na internet. W każdym razie możecie być pewni, że w ciągu tygodnia pojawiać się będą trzy rozdziały. Och, i wasze komentarze będą bardzo istotne, bo jeżeli będzie ich - powiedzmy - tylko dwa, to wtedy będę czekała ze wstawieniem rozdziału w nadziei, że ktoś coś jeszcze o poprzednim napisze. Niemniej jednak - wiem, że się powtarzam - trzy rozdziały na tydzień. Mam nadzieję, że wymyślony przez nas sposób nie będziecie uważali za jakiś wyjątkowo zły i, że go zaakceptujecie.
Miłego rozdziału. :)
Ulubieniec Losu
Rozdział czterdziesty ósmy
Miał właśnie zamiar pożegnać się z Ronem i Hermioną, a następnie udać do gabinetu Dumbledore'a, kiedy dłoń zacisnęła się na jego ramieniu.
- Czego chce starzec? – zażądał Tom. Nie wyglądał na zadowolonego. Ron natychmiast wzburzył się w reakcji na jego ton i przyprawiający o siniaki uchwyt.
- Nie musi ci tego mówić, to nie twoja sprawa! – warknął rudowłosy. Tom rzucił Weasleyowi zniecierpliwione spojrzenie.
- Harry? – zapytał chłodno. Potter wzruszył ramionami, z wyćwiczoną nonszalancją wyplątując swoje ramię z uścisku.
- Nie mam pojęcia – odparł. – Możliwe, że skontaktuję się z tobą, kiedy się tego dowiem.
Wzrok młodego Czarnego Pana pociemniał, a jego… CI Ślizgoni podeszli do nich z niepokojem, zatrzymując się przed wejściem do Wielkiej Sali.
- Tom… - zaczął niepewnie Zevi, nagle milknąc z powodu chłodnego wyrazu twarzy Riddle'a.
- Zobaczymy się później… Hermiona, notatki.
Odwrócił się, aby odejść.
- Jest manipulacyjnym głupcem, Złoty Chłopcze – przypomniał kwaśno Tom. Hermiona zmarszczyła brwi.
- A ty jesteś znacznie lepszy, co? – zasugerowała uprzejmym tonem. Uśmieszek rozświetlił twarz Harry'ego. Wzrok Toma przeniósł się na jego najlepszą przyjaciółkę. Jego uśmieszek zniknął. O nie.
- Jak śmiesz do niego mówić – syknął Lestrange, robiąc duży krok do przodu – ty mała, brudna szlamo.
Harry, słysząc te słowa, natychmiast odwrócił się z różdżką w dłoni i klątwą, która sprawiłaby, że Cygnus wymiotowałby brudem i szlamem przez następny tydzień, na ustach. Ron również wyciągnął swoją różdżkę, a jego twarz poczerwieniała do koloru jego włosów. Rozległ się dźwięk gwałtownego uderzenia i szczęka Harry'ego niemal opadła na ziemię.
Cygnus zatoczył się do tyłu, a jego policzek poczerwieniał. Hermiona go uderzyła…!
Jego rozbawienie zniknęło natychmiast, kiedy Abraxas, Alphard i Zevi przyłączyli się do Lestrange'a, przyjmując wrogą postawę, gotowi do ataku. Przyjazne nastawienie Ślizgonów zniknęło, rozwiewając się jak zasłona dymna, w odpowiedzi na atak na jednego z nich. Przez chwilę jedynym słowem, które krzyczał jego instynkt, było: śmierciożercy.
Warknął, podnosząc swoją różdżkę, wkraczając między obie grupy. Nastąpił moment absolutnej ciszy.
Tom był jedynym, który nie wyciągnął różdżki, stojąc tylko w tym samym miejscu, gdzie wcześniej, z nieznacznie przechyloną głową i wzrokiem utkwionym w postaci Harry'ego z leniwym, rozbawionym blaskiem. Czekając. Sprawdzając, co zrobi, jak zareaguje.
Pieprzyć to. Ślizgoni spojrzeli na niego ostrożnie. Zevi wyglądał na rozczarowanego.
Następnie wszyscy, nie licząc Lestrange'a, powoli z powrotem schowali różdżki i odeszli, czekając na Toma przy końcu korytarza. Riddle zacisnął szczękę.
Najwyraźniej właśnie nie zdał jakiegoś egzaminu albo coś w tym stylu…
- Cygnusie – przywołał go dziedzic Slytherina. Lestrange spojrzał na Pottera ze wściekłością, po czym opuścił różdżkę i odszedł wraz z Tomem. Także Ron i Hermiona schowali swoje różdżki, podczas gdy on odwrócił się i ruszył w kierunku gabinetu Dumbledore'a.
Miał straszne przeczucie, że niezaliczenie tego testu jeszcze się w jakiś sposób na nim odbije, kiedy ponownie spotka Toma.
Wchodzenie do gabinetu Dumbledore'a było jak cofanie się w czasie do czwartego albo nawet i drugiego roku. Nic się nie zmieniło. Fawkes świergotał ze swojej żerdzi, delikatne srebrne instrumenty ozdabiały zagracone biurko i rzędy książek. Portrety zerkały na niego z zainteresowaniem. Sam dyrektor siedział spokojnie za biurkiem, a jego palce splecione były tuż pod brodą.
- Har… - zaczął Dumbledore, zanim, widząc wyraz twarzy Harry'ego, płynnie poprawił zwrot na: – Panie Potter.
- Profesorze Dumbledore – przywitał się neutralnie. – Chciał mnie pan widzieć.
Dumbledore skinął głową, wskazując, aby zajął miejsce. Nieufnie wykonał nieme polecenie starca. Harry miał nadzieję, że dyrektor będzie miał dostatecznie dobrą intuicję, aby pominąć swoje zwyczajowe uprzejmości. Miał już dość zastanawiania się nad każdym swoim krokiem, wystarczająco dużo zgadywanek i pozorów przy Ślizgonach. Byłoby miłą odmianą, gdyby Dumbledore mógł, chociaż raz, po prostu przejść do rzeczy i postawić sprawę jasno. Na szczęście starzec wydawał się zrozumieć ten komunikat… albo może to jego postawa tak promieniowała desperacją, czy coś w tym stylu.
- Po pierwsze, czuję, że muszę cię przeprosić – zaczął Dumbledore ze smutkiem w oczach. – Zarówno za traktowanie, jakie musiałeś znosić ze strony swoich krewnych, jak i z powodu mojego zachowania wobec ciebie.
Harry skinął nieznacznie głową, przyjmując przeprosiny, nawet jeśli, jak na razie, był niechętny do przebaczenia. Kilka ładnie sformułowanych słów nie było w stanie wyciąć tego czasu z jego życia. Czekał na wyjaśnienia. Dumbledore przyglądał się mu uważnie. Przez chwilę Harry czuł, jak gdyby był bliski czegoś, ale wtedy dyrektor zapytał:
- Czy kiedykolwiek starałeś się dowiedzieć, co stało się z twoimi towarzyszami w ich przyszłości? – Przez moment Harry cicho zastanawiał się nad tym.
- Nie – odpowiedział niepewnie. – Ale przypuszczam, że ma pan zamiar mi powiedzieć. – Dumbledore wydawał się skwapliwie korzystać z nadarzającej się okazji.
- Abraxas Malfoy zmarł młodo, tuż po trzydziestce, przypuszczalnie na „smoczą ospę". Alphard Black został zamordowany w godzinę po przepisaniu swojej posiadłości Syriuszowi, twojemu ojcu chrzestnemu. Cygnus Lestrange odszedł w blasku mrocznej chwały podczas pierwszego panowania Voldemorta, jako prawa ręka Toma, a zarazem jako stary człowiek. Zevi Prince został zamordowany dzień po tym, jak jego żona urodziła.
Harry walczył z mdłościami. Nie chciał tego wiedzieć. Dlaczego niemal zachęcił dyrektora, aby mu o tym powiedział? Jakaś część jego umysłu brała to wcześniej za ustępstwo… teraz uznał to za skażenie wiedzą. Jak miał teraz spojrzeć im w twarz i… twojemu ojcu chrzestnemu. Nie, żaden z nich nie powinien zginąć z powodu powiązania z nim. Nie mogą. Po prostu… zginęli tak MŁODO.
- Rozumiesz powód, dla którego nie powinni się wychylać, Harry? – kontynuował uprzejmie Dumbledore. – Nikt nie zna przeszłości Voldemorta. On sam nigdy o niej nie mówił i nie pozostawił przy życiu nikogo, kto mógłby ją ujawnić. Jedynie w najgłębszych otchłaniach Ciemnej Strony podszeptują jeszcze imię, które zwykł używać.
Harry wstał gwałtownie. Złym pomysłem było przystać na to spotkanie. Dyrektor również się podniósł, z błagalnym wyrazem twarzy.
- On jest niebezpieczny, Harry. Może nie być Voldemortem, ale nie jest niewinny, nie jest dobrym człowiekiem. Jest, jednakże, niezwykle utalentowanym, przekonującym aktorem.
Harry odszedł bez słowa, tylko po to, by stanąć twarzą w twarz z zatrzaśniętymi nagle drzwiami. Zacisnął zęby, jego magia zawrzała, kilkanaście różnych emocji łomotało pod jego skórą.
- Otwórz drzwi – rozkazał chłodno.
- Błagam cię, byś zobaczył powód… potrzebujemy cię. Bez ciebie Jasna Strona tego świata jest skazana na porażkę.
Nigdy nie słyszał, aby Dumbledore brzmiał tak… na tak zdesperowanego, praktycznie żebrzącego. Jego kompleks bohatera drgnął, chociaż jego wściekłość była niepohamowana.
- Dlaczego ja? – warknął, odwracając się ponownie. – Dlaczego to muszę być ja?! Powiedz mi!
- Czy kiedykolwiek słyszałeś o horkruksach?
