O to, by rozdział nadawał się do użytku zadbała cheroine :).
Cookies. Alice, zresztą zawsze można było czekać dłużej, prawda? ;) I mówisz, że przydałaby się jednak opieka lekarska? Pomówię z agentem i dam znać ;). Koma, wiesz, w swoim komentarzu poruszyłaś bardzo ciekawy temat - ograniczenie nieśmiertelności Toma z powodu Harry'ego. Jak to dokładnie z tą nieśmiertelnością Riddle'a jest, to dowiesz się dzisiaj, chociaż jej związek z Harrym może być... ciekawy :). I ja także uważam, że pomysł funkcji znaku jest ciekawy. I można go nieźle wykorzystać :). Komplikacje, o których mówiłaś, są wspaniałe, chociaż wiele mieszają w relacji Harry'ego z Tomem... Ciesz się, że masz jeszcze ten miesiąc wolnego, niezwykle ci z tego powodu zazdroszczę. I masz racje, za rok to samo, ale za rok również są też wakacje :). Veniti, rozumiem cię i wspieram w próbach pozostania dobrej myśli :). I masz rację, ten tekst Dumbledore'a był wredny. Chociaż bardzo trafny. Tym razem nie było w nim kłamstwa - był całkowitą prawdą. I... tak, Harry zawsze się w coś wpakuje - i, chcąc nie chcąc, pociąga za sobą biednego Toma :). Sprawa Rona i Hermiony, o którą pytasz, będzie troszeczkę wyjaśniona w ciągu kilku rozdziałów. :) Więc musisz uzbroić się w cierpliwość. I niewolnikiem, mówisz? Cóż, w pewnym sensie masz rację. Jest skazany na Toma - ten już nie pozwoli mu odejść. Harry ma jak najbardziej wolną wolę, o ile ta wolna wola zakłada, że pozostaje przy Tomie. :) A motywatory są konieczne :). I masz rację, determinacja się przyda - jak najbardziej będzie mi jej bardzo wiele potrzeba :). Ariano, przepraszam :). Mam nadzieję, że uda ci się wejść, a jak nie, to zawsze możesz się pocieszać faktem, że będziesz miała więcej rozdziałów na raz do przeczytania :). Mahakao, nic nie szkodzi, ważne, że już przeczytałaś i że komentujesz :). Zgadzam się, że Hermiona była świetna - a Lestrange'owi się należało. Tak, byłam pewna, że sprawa horkruksów cię zainteresuje. W ogóle jest ona ciekawa - i ważna. Pierwsze zdanie twojego komentarza do rozdziału 49 mnie rozwaliło :). Co do twojego zwrócenia uwagi na półksiężyce - tak, wcześniej w taki sposób opisane zostały ślady paznokci na ramieniu Harry'ego, które ukrywały znak, ale tym razem autorka opisała je właśnie mniej więcej jako kropki. Zdanie autora rzecz święta, nie mam się co z tym sprzeczać - zresztą kropki nie zawsze muszą być idealnie okrągłe, prawda? ;) Pytasz się, co by było, gdyby Harry nazwał Toma Tommym - po prostu jako, że jest to zdrobnienie typowo angielskie i z tych fandomów pochodzi, zdecydowałam się na spolszczenie go - u mnie widnieje ono po prostu jako "Tomuś". Pierwsza zmianka, jaka się o nim pojawiła, była w rozdziale 8. :) A co do tekstów, które ci się podobają, to mam nadzieję, że będzie ich jeszcze bardzo, bardzo dużo :) I nie przepraszaj za rozpisanie się - mnie to jak najbardziej odpowiada :).
Za komentarze bardzo wam dziękuję, szczególnie teraz, kiedy zaczął się rok szkolny i większość z was będzie miała o wiele mniej czasu, aby komentować... :)
Pierwszy tydzień nowego roku szkolnego za nami - jak wrażenia? Na pocieszenie wrzucam wam rozdział, mam nadzieję, że wam się spodoba :). Wybaczcie, że tak późno, ale… dużo spraw – rozmaitych – się złożyło, które uniemożliwiły mi wrzucenie go wcześniej. W każdym razie na możecie pocieszyć się faktem, że – jako, że jest piątek – kolejne rozdziały pojawią się jutro i pojutrze :). Czyli nie trzeba będzie długo czekać.
Ulubieniec Losu
Rozdział pięćdziesiąty
Drzwi opuszczonej klasy zamknęły się za nim z kliknięciem.
Harry skrzyżował ręce, opierając się o jedną z ławek, czekając, aż Tom zacznie mówić. Nie trwało to długo.
- Czego chciał Dumbledore? – zażądał Tom. Wpatrywał się w niego w ciszy. – Zacznij mówić!
Harry zrobił niepewną minę, zanim w końcu odpowiedział mu konspiracyjnym tonem.
- Wiesz, że jestem Chłopcem, Który Przeżył i tak dalej? – zaczął. Tom skinął głową, najprawdopodobniej zachęcająco. – Cóż, chciał, abym udzielił oficjalnego poparcia nowej marce cytrynowych dropsów. – Wyraz twarzy drugiego chłopca zmienił się w lodowaty. Harry uśmiechnął się radośnie, kontynuując. – Aby mógł dostać pięćdziesięcioprocentową zniżkę. Oczywiście otrzymam połowę…
Końcówka różdżki Toma przycisnęła się do jego szyi, a dłoń Harry'ego zamknęła się w tym samym momencie wokół jego własnej, z ostrokrzewu i z piórem feniksa. Nieznacznie przełknął ślinę, a jego ciało naprężyło się w napięciu.
Nie miał czasu na to, aby wyciągnąć własną różdżkę. Jasne, mógłby przekląć Toma, ale z tak małej odległości nie byłby w stanie zrobić tego, zanim zaklęcie Riddle'a uderzyłoby w niego – a Tom znał naprawdę paskudne klątwy. Jego instynkt był całkiem dobry, musiał przyznać, więc w przeciwieństwie do większości ludzi był w stanie trafić nawet znajdując się w tak kłopotliwej pozycji jak teraz, jeśli tylko było to konieczne. Niestety, po prostu nie był w stanie zrobić tego tak, aby samemu przy okazji nie zostać trafionym.
- Nie jestem rozbawiony, Harry. Postaraj się więc powstrzymać tę dowcipną stronę swojej natury, zanim zrobię to za ciebie, dobrze? – zasugerował niebezpiecznie Tom. Harry przechylił głowę, przyglądając się mu (dlaczego Tom musiał być od niego wyższy?!), nieprzyjemnie świadom końcówki różdżki wbijającej mu się w szyję.
- Och, wybacz. Oczekiwałeś, że się tego przestraszę? – zapytał po chwili. – Po prostu nie było to za bardzo przerażające, ale mogę spróbować, chcesz? Kulić się ze strachu w swoich butach… errr, cóż, właściwie nie mam butów, no ale mam te ze smoczej skóry z ostatniego roku Opieki nad Magicznymi Stworzeniami, chociaż nie mam ich teraz na sobie…
Ręka Toma wystrzeliła do przodu, mocno szarpiąc jego gryfoński krawat, ściskając, przyduszając go. Urwał swój trajkot w połowie i zaczął zastanawiać się z roztargnieniem, jak wyglądałby z niebieskimi ustami.
- Zamknij się – syknął Tom.
- Ale myślałem, że chciałeś, abym mówił – zakpił, chociaż zbyt głęboko wciągał przy tym powietrze. Jakby się nad tym dobrze zastanowić, to czuł też zawroty głowy. Tom zacisnął szczękę. – Wiesz, niesamowicie szybko zmieniasz zdanie – zauważył. Wydawało się, że modląc się o cierpliwość, Riddle rozluźnił czerwono-złoty materiał. – To naprawdę nie działa, nie? – zapytał z politowaniem.
- Mógłbym po prostu rzucić na ciebie Legilimens – stwierdził Tom. Harry poczuł, jak jego serce nieznacznie przyśpiesza w niepokoju, odrzucając na bok beztroskie, zastraszające techniki Toma.
Starał się wymyśleć sposób na wyciągnięcie różdżki w taki sposób, by nie zwrócić tym uwagi Riddle'a.
- Jasne, mógłbyś – odparł radośnie, po czym jego głos stwardniał. – Ale, szczerze mówiąc, to naprawdę nie jest twoja sprawa!
- Powiedziałeś, że mi powiesz.
- Nie, powiedziałem, że możliwe, że ci to powiem… - Nie miał zamiaru tego zrobić. Nie, jeśli chodziło o horkruksy. – Ale teraz, cóż, nie za bardzo podoba mi się pomysł wyciągnięcia tego z mojej głowy bez mojej zgody. To niezbyt miłe. Ani to, że wbijasz mi swoją różdżkę w gardło – skończył dobitnie.
Jak gdyby na złość, w odpowiedzi Tom mocniej przycisnął do niego cisową różdżkę. Ałć. Następnie, odgadując jaka będzie kolejna odpowiedź młodego Czarnego Pana, odwrócił głowę z dala od jego spojrzenia. Kontakt wzrokowy był ważny w legilimencji, oczywiście można było użyć jej bez niego, ale była wtedy o wiele trudniejsza. Zacisnął także swoje oczy. Nastąpiła minuta była absolutnie wymuszona i napięta, kiedy czekał na to, jak Tom siłą wedrze się do jego umysłu. Do diabła z jego nonszalancką postawą, jego oklumencja była jednym wielkim gównem, tak więc jeśli Tom rozpaczliwie potrzebował informacji, mógł je bez problemu z niego wyciągnąć. I będzie musiał, wkrótce skończy się przerwa. Lekcje ponownie rozpoczynały się za pięć minut.
Na dźwięk znajomego, jednak w tej chwili niespodziewanego śmiechu, jego oczy prawie otwarły się nerwowo. Dlaczego Tom się śmiał? I to z taką nutką sadystycznej rozkoszy?
- Wiesz, ten śmiech jest przerażający – skomentował bezceremonialnie.
A następnie zdał sobie sprawę, co jest jego przyczyną i niemal jęknął. Był tak skoncentrowany na tym, że Tom napędzany jest swoim nieustannym pragnieniem wiedzy i władzy (i tym, jak zapobiec temu, aby Tom znalazł swoje horkruksy), że zapomniał o innym, ważnym elemencie: absolutnej, prawdziwej miłości Toma do bawienia się ludźmi, w szczególności nim. Młody Czarny Pan kochał wszystko, co było dla niego wyzwaniem na dłużej niż pół godziny… a on nieumyślnie go przed takim postawił.
Cholernie fantastycznie.
Nie szczędząc starań, aby przemilczeć wcześniejszą rozmowę, jedynie sprawił, że zainteresowanie nią Toma całkowicie się rozbudziło. W jaki sposób miał znaleźć w umyśle miejsce na ogarnięcie tych wszystkich konwersacyjnych zawiłości, jeśli horkrurksy i masa innych rzeczy szalały teraz w jego głowie? Może wciąż mógłby zmniejszyć jego zainteresowanie?
Biorąc pod uwagę, że Tom mógł wybrać nafaszerowaną wyzwaniami trasę (dopóki nie zabraknie mu cierpliwości), a nie czytanie jego umysłu, ostrożnie otworzył oczy. Tom przyglądał się mu uważnie, wciąż przyciskając różdżkę do jego gardła.
- Nie zamierzasz już teraz odpuścić, prawda? – zapytał z rezygnacją. Oczy Toma przyszpiliły go, wypełnione ciekawością. – Dobrze, powiem ci. Bez wątpienia i tak się tego dowiesz, ale opuść najpierw różdżkę, nie jest mi z nią teraz zbyt wygodnie.
Tom nawet nie drgnął. No tak. Oczywiście, że nie, miał raczej w zwyczaju „uchylanie się od odpowiedzi" albo „uciekanie".
- Cóż, możesz przynajmniej zabrać ją z mojego gardła – zaproponował. – Trudno mówić, kiedy nie mogę wziąć nawet pełnego oddechu… i do diabła, wielkie dzięki, prawdopodobnie będę miał przez ciebie siniaki.
Tom poruszył swoją różdżką, zamiast tego kierując ją na jego serce. Jakby to było o wiele lepsze. Chociaż, prawdopodobnie, nie miało być.
- Jeśli kłamiesz… - z niewypowiedzianą groźbą urwał Tom.
Oparł się pokusie skrzywienia. Och, taak, miał zamiar kłamać, kiedy tylko zacznie mówić. Milczał przez minutę dla efektu.
- Próbował wywołać u mnie poczucie winy za to, że opuściłem Jasną Stronę i ponownie mnie do niej zaciągnąć – zaczął gorzko. – No wiesz, mówiąc w jaki to sposób rozczarowałem tych, którzy się o mnie troszczyli, jaki to ty jesteś niebezpieczny i nie można ci ufać. – Harry przewrócił oczami. – Jakbym miał zamiar wrócić do bycia jego „małą owieczką Jasnej Strony", jak to ująłeś. – Spojrzał w górę, aby ocenić wyraz twarzy drugiego chłopca. – Nie chciałem ci tego mówić, ponieważ mogłeś, jak to ty, całkowicie zbzikować i rzucić się na dyrektora w morderczym szale.
I sądząc po cieniach na twarzy Toma, było to obecnie bardzo prawdopodobne.
- I cóż, chociaż Dumbledore to dupek, nie chcę go martwego. I, naprawdę, nie powinieneś się tym przejmować, bo ostatecznie nic się nie stało i niczego nie próbował, no chyba że jesteś zazdrosny, że spędziłem czas z nim, a nie z tobą. – Zaśmiał się krótko. – Co byłoby śmieszne. To nic. Przeszłość. Finito… no tak. To dzwonek. Mam Transmutację.
Wyprostował się, odpychając od stolika tylko po to, by znów poczuć różdżkę mocniej przyciśniętą do jego klatki piersiowej, wskazującą, że ponownie powinien oprzeć się o stolik i rozluźnić. Jakby było to możliwe, kiedy dziedzic Slytherina celował w niego różdżką! Cholera.
- Err, Tom… Muszę iść na Transmutację. Już opuściłem dzisiaj jedną lekcję.
- W takim razie nie zrobi ci to różnicy, jeśli opuścisz jeszcze jedną. I tak zdałeś już swoje SUM-y.
- Pod innym nazwiskiem jako ktoś, kto jeszcze niedawno był powszechnie uważany za martwego – zauważył.
- Siadaj.
- Na miłość boską, Tom, mam lekcję. Powiedziałem ci już, co się stało, czego jeszcze chcesz?
- Wszystko w porządku? – Zamrugał na to nieoczekiwane pytanie. Och.
- Taak, nic mi nie jest – powiedział, czując, że nie jest to do końca zgodne z prawdą.
- Jestem w stanie stwierdzić, kiedy ludzie mnie okłamują. Nie przestałeś kłamać, odkąd weszliśmy do tej sali – odpowiedział stanowczo Riddle. Ostrzegawcza lampka zapaliła się w jego głowie, kiedy usłyszał głos chłopaka. Był pewien, że Dumbledore zrozumie…
- Okej, być może kłamałem o tym, że niczego nie próbował… Zamknął mnie, kiedy początkowo nie chciałem słuchać tego, co miał mi do powiedzenia. – Uchwyt Toma zacisnął się na jego różdżce, a kostki chłopaka zbielały. – Ale powinieneś widzieć wyraz swojej twarzy, wyglądałeś jakbyś w szale był gotowy pójść go zabić! Nie chciałem jeszcze bardziej cię nakręcać.
- Zasłużył sobie na to – odpowiedział Tom, przyglądając mu się. – Chciałbym móc ci zaufać, Harry – powiedział po chwili.
- Możesz mi zaufać – odparł ostrożnie. Usta Toma skręciły się w okrutną imitację uśmiechu.
- W takim razie pokaż mi wspomnienie swojego spotkania z Dumbledore'em. – Kurwa. – Nie? – zapytał Tom, kiedy nie odezwał się. – Tak myślałem.
- Zaufanie działa w obie strony – oznajmił cicho Harry, w oczekiwaniu przygotowując swoją magię.
- Cóż – odpowiedział cicho Tom. – Nadejdzie dzień, kiedy będziemy w stanie zaufać sobie nawzajem. Legilimens.
- Protego!
