Rozdział betowała cheroine - dziękuję!
Koma, nie, żyję, żyję. Chociaż masz rację, studenci z całą pewnością mają na początku lepiej :). Kłamstwa Harry'emu na dobre nie wyjdą, ale wyobrażasz sobie, by on nie kłamał? To wręcz w jego naturze ;). Masz rację, gdyby nie była cała sytuacja tak ważna, Harry na pewno zachowywałby się inaczej. Chociaż to pokazuje, jak doskonale ta dwójka zna swoje reakcje na różne sytuacje... :) Mahakao, masz rację, studenci nie mają, jednak ja zmuszona jestem już wysilać swój umysł nad chemią i biologią :). W każdym razie mogę trzymać kciuki za studentów, jeżeli chcesz ;). I mówisz, że Harry'emu uda się opierać, co? :) Cookies. Alice, ważne, że komentarz się pojawił, bardzo się z tego powodu cieszę, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, jak długa była to przerwa. Mam nadzieję, że ten brak opowiadania będzie pocieszający faktem, że rozdziałów będzie trzy na tydzień :). Tak więc jeżeli przez cały tydzień żadnego nie było, to możesz być pewna, że pojawi się jakiś w piątek. :) Veniti, och tak, niesamowicie się to wszystko dłuży... Twoje porównanie śmiechu mnie rozłożyło. :) Co będzie dalej, dowiesz się. I dodam jeszcze, że niedługo pojawi się też bardziej bezpośrednio wcześniej już nieco wspomniana postać... co będzie związane z tym, jak potoczy się to wszystko. Zobaczysz :).
Dziękuje za komentarze z całego serca - i naprawdę przepraszam was, że tak późno. Nie wiem, jak będzie jutro, ale postaram się wcześniej.
Mam nadzieję, że rozdział się wam spodoba. Do jutra! :)
Słowniczek: wężomowa
Ulubieniec Losu
Rozdział pięćdziesiąty pierwszy
Znając umiejętności oklumencyjne Toma, oczekiwał niemal natychmiast napotkać ścianę, która z impetem wysłałaby go z powrotem do jego umysłu, aby wypił piwo, którego sam sobie naważył.
Zamiast tego, to było… dziwne. Był w umyśle Toma, tyle wiedział, ale nie było tam żadnych jego wspomnień, żadnych myśli. Był niejasno świadomy tego, że jego ciało upadło na podłogę, zanim stracił z nim połączenie w momencie, w którym ściany zamknęły się za nim. O bogowie. Oklumencja Toma była naprawdę fenomenalna. Zastosował ją, kiedy Harry był już w jego umyśle, zatrzymując go w nim, ale nie pozwalając niczego zobaczyć… i cholera.
Jeśli jego umysł był w umyśle Toma, z całą pewnością oznaczało to, że młody Czarny Pan mógł czytać jego myśli i wspomnienia jak swoje własne? Był czymś w rodzaju nowego „przedziału Harry'ego", albo coś w tym stylu, otwartego i w każdej chwili dostępnego do wglądu.
Gwałtownie próbował wymusić na tarczach Toma stworzenie mu drogi powrotnej. To także było dziwne. Nie miał ciała, więc ruch był… nazwał to ruchem, ale… używanie jedynie umysłu było dezorientujące. Chwilę później poczuł to, dziwne i straszne wrażenie obecności kogoś przeglądającego w pośpiechu jego myśli.
Jak Tom mógł być w stanie to zrobić? To nie było normalne. Legilimencja i oklumencja nie mogły tak działać… chyba że… było tak, ponieważ był horkruksem? CHOLERA! Dlaczego musiał o tym pomyśleć? Kiedy był praktycznie nadajnikiem swoich myśli? To tak, jakby ktoś powiedział ci, abyś nie myślał o białych myszkach. Po prostu samoczynnie nie mógłbyś powstrzymać swoich myśli krążących akurat właśnie wokół tego tematu.
Czuł jak Tom zamiera w swojej lekturze i prawie jęknął. Och taak, chłopak z całą pewnością słuchał wszystkich jego myśli. Zrobił kolejne gorączkowe pchnięcie; ale nie wiedział jak funkcjonuje jego umysł w sztuce umysłu. Nie mógł go kontrolować, to był tylko niezdarny, bezskuteczny, pchający ruch. Tom popchnął go jakby nigdy nic, niemal rozrywając mu teraz głowę.
Sekundę później wpadł na wspomnienia, sceny migotały mu przed oczami.
W następnej chwili Harry był z powrotem w swoim ciele, gapiąc się na sufit.
Cóż, jego plan nie działał.
Przypuszczał, że Tom odgadł, co zamierzał zrobić i nie planował do tego dopuścić. Jego różdżka z brzękiem odtoczyła się od niego po podłodze, kiedy jego uścisk zelżał i teraz rzucił się w jej kierunku. Tom poruszył się w tym samym czasie, stawiając swoją stopę na kawałku drewna w momencie, w którym jego ręka owinęła się wokół jej rączki.
Obaj zamarli na chwilę. A następnie Tom przykucnął, wciąż trzymając stopą ostrokrzew, sprawiając, że ich oczy znajdowały się teraz na tym samym poziomie. Ciało Harry'ego napięło się.
- Horkruks? – zapytał Tom, jego oczy lśniły z zapałem i podnieceniem. – Jesteś jednym z moich… naszych… moich horkurksów? To znaczy, miałem swoje podejrzenia, ale…
- Miałeś swoje podejrzenia? – powtórzył niebezpiecznie. – Wiedziałeś? Łał, to wiele wyjaśnia! – warknął, czując falę obrzydzenia do tego, czego się dowiedział.
Tom zdawał przypomnieć sobie dzięki jego odpowiedzi o tym, że jest żywą, świadomą osobą.
- Wiedziałem, że było… coś w tobie, jesteś wężousty… ale do niedawna nawet nie pomyślałem, że może być to spowodowane… Salazarze. – Głowa Toma przechyliła się nagle, a jego spojrzenie wyostrzyło się. – Co masz na myśli „to wiele wyjaśnia"? – dopytywał się.
- Cóż, to jest powód, dla którego tu jesteś, czyż nie? Horkruks… ja będący jednym… po to właśnie było to wszystko.
Prawdopodobnie nie powinien czuć się tak obrażony. To nie było tak, że jakikolwiek inny powód byłby bardziej logiczny. Próbował wyszarpać swoją różdżkę, ale nie za bardzo to działało, jako że za bardzo uważał, aby nie odniosła przy tym jakiś przypadkowych uszkodzeń.
- Harry, właśnie powiedziałem, że nie wiedziałem, że jesteś horkurksem, nie do niedawna, a i wtedy były to jedynie podejrzenia – powiedział Tom, brzmiąc na zirytowanego. – A nawet, gdybym wiedział, gdyby horkruks był jedynym, co mnie interesuje, to dlaczego miałbym zawracać sobie głowę tym… wszystkim? Mogłem po prostu upozorować twoją śmierć i zamknąć cię w ochronnej komorze w moim kufrze, tak byś nie mógł się uszkodzić, a tym samym uszkodzić horkruksa.
Oczy Harry'ego rozszerzyły się nieznacznie z przerażeniem. Tom uśmiechnął się lekko. Nastąpiła krótka chwila ciszy. Nie mógł przełknąć śliny.
Mnóstwo pytań walczyło o pierwszeństwo w drodze do jego ust. Dlaczego w ogóle chcesz być nieśmiertelny? Jak się dowiedziałeś? Co zamierzasz teraz zrobić? Nie widzisz, jak złe są horkruksy? Najpilniejsze wymknęło się pierwsze.
- Możesz się go pozbyć?
- Słucham? – Tom zacisnął szczękę. – Pozbyć się go? Nie zniszczę swojej własnej duszy.
- Już to zrobiłeś, zrobisz, cokolwiek – splunął. – Oderwałeś ją od siebie.
- Nie oczekuję, że to zrozumiesz – warknął Tom. – Tak czy inaczej, to nie ma znaczenia. Nie zamierzam się go pozbyć, dlaczego miałbym? I ty także tego nie zrobisz. – Potężne przekonanie w głosie dziedzica Slytherina sprawiło, że dreszcze przebiegły mu przez kręgosłup.
- Bo co, zabijesz mnie? – zapytał, tylko pół żartem.
- I jeszcze raz pytam cię, Harry, dlaczego miałbym zniszczyć swojego własnego horkruksa?
Głos drugiego chłopca miał w sobie alarmującą nutkę szacunku. Tom był zdecydowanie zbyt entuzjastyczny i zachwycony tym pomysłem – nim, będącym horkruksem. Nie wróżyło to niczego dobrego.
- Nie chcę go – warknął.
- Nie obchodzi mnie to – oznajmił złowrogo Tom.
- Zamierzasz w takim razie rzucić na mnie Obliviate? – zapytał chłodno. Tom patrzył na niego przez chwilę.
- Nie – powiedział w końcu.
- Taak, strasznie spaprałoby mi to umysł, teraz, kiedy jestem horkruksem, czyż nie?
- Harry. – Słowo było łagodnym, syczącym ostrzeżeniem. – Cholera! – Harry wziął głęboki, uspakajający oddech.
- Zejdź z mojej różdżki – rozkazał przez zaciśnięte zęby.
- Nie będzie ci ona potrzebna – oznajmił Tom. Harry prawie się wzdrygnął. To było jak pokręcony powrót do jego drugiego roku… Tom Riddle w Komnacie. Horkruks Toma. Kieł bazyliszka…
- Muszę się ich pozbyć – stwierdził Riddle. Spojrzał w górę, zauważając, że chłopiec uważnie go obserwuje. – Kłów bazyliszka. – Gdyby nie wiedział jak to jest, kiedy ktoś stosuje na nim legilimencję…
- To naprawdę przerażające, kiedy to robisz – oświadczył zirytowany.
- Jesteś łatwy do odczytania – odpowiedział lekceważąco Tom, chociaż wyraz jego twarzy był twardy. – To znaczy, nie pozbędziesz się go. Nie pozwolę ci.
- Chciałbym zobaczyć, jak mnie powstrzymujesz – warknął. Tom podniósł brwi.
- Chciałbyś? – zapytał z powagą. – Naprawdę?
Cisza zdawała się ciągnąć w niepewności.
- Dlaczego w ogóle chcesz być nieśmiertelny? – zapytał zamiast odpowiedzieć.
- Dlaczego miałbym nie chcieć? – zripostował przyszły Czarny Pan.
- T…
- Nie chcę umrzeć – cicho kontynuował Tom. Te przeszywające oczy spotkały się z jego. – Co mnie tam czeka? Piekło? Wieczne potępienie? Nie, dziękuję. – Harry otworzył usta, aby mu przerwać. – I alternatywa? Mogę stwierdzić, co miałeś zamiar mi powiedzieć, więc nie mów mi, że to może się tak nie skończyć. Jakby alternatywa była lepsza – ciemność. Wieczna nicość, prawdopodobnie ze świadomością, ale bez możliwości zrobienia czegokolwiek! W każdym razie i tak byłoby to piekło. – Jego głos ponownie ucichł. – Nie wspominając o tym, że mam jeszcze tyle do zrobienia. Jedno życie jest zbyt krótkie.
Coś w nim ścisnęło się na słowa młodego Czarnego Pana.
- Przemyślałeś to – mruknął.
- Mieszkałem w Londynie podczas bombardowań. Miałem zarówno czas i motywację do myślenia o takich sprawach.
- Ale horkruksy? – Nutka niedowierzania w jego głosie. Grozy i strachu. – Podzielenie swojej duszy? Nie wspominając, że życie nie zawsze jest takie świetne… i nieśmiertelność? Wyobraź sobie obserwowanie śmierci każdego, na kim ci zależy raz za razem, podczas gdy ty pozostaniesz taki sam… zamrożony w zmieniającym się świecie. To także brzmi jak piekło.
- Wykorzystam swoją szansę – stwierdził Tom ostatecznym tonem. Zamknął temat, kończąc rozmowę. – Chodź. Dostarczmy cię na zajęcia, mój drogi horkruksie.
- Nie nazywaj mnie tak… Merlinie, myślę, że już bardziej wolałem „Złotego Chłopca".
To był koszmar.
