Rozdział betowała cheroine – za co należą jej się wielkie podziękowania :).

Veniti, tak, prawie. Ale cieszę się, że wybaczasz. :) Taak, quidditch i ogólnie sport – jak ja tego nie rozumiem! :) Na Dursleyów możemy się wybrać wszyscy razem, na pewno by się im nieźle to wszystko należało ;). Cookies. Alice, ale wstawiłam w sobotę, prawda? ;) Naprawdę przepraszam, że tak późno, obiecuje, że postaram się zrobić wszystko co w mojej mocy, by coś takiego się już więcej nie powtórzyło :). I mówisz, że opowiadanie idzie bardzo szybko, masz rację, ale… po prostu pamiętaj, że jeszcze dużo przed nami. Nie jesteśmy jeszcze nawet w połowie! A później znajdzie się coś innego do przetłumaczenia ;). Są jeszcze sequel i prequel… miniaturki… nie będzie tak źle ;). W każdym razie cieszę się, że i tak będziesz czekała :). Koma, taak, będzie się dziać ;). I dobre słowa z tą pułapką, tak, to wszystko tak jakby do tego właśnie zmierza – tylko nie wiadomo do końca, kto tak dokładnie jest ofiarą. Zimnokrwista, och, ale późna godzina była, wybaczam ;). Ja natomiast uważam, że jak a tak zupełnie różne od siebie osoby, to Harry i Tom całkiem nieźle sobie ze sobą radzą. Jasne, nieźle się kłócą, ale… mogło być gorzej :). A co do twojego pytania – powiem, że jak na razie na większą rolę Dumbledore'a będziemy musieli jeszcze trochę poczekać, chociaż na pewno ona będzie. :) Niezrwnowaona, cóż, jest tłumaczenie, to można korzystać ;). Przynajmniej o tyle lepiej… W każdym razie naprawdę niesamowicie cieszę się, że ci się to wszystko podoba :). Taak, ćwiczenie jest najważniejsze – chociaż sama nie potrafię zbyt wiele powiedzieć o tworzeniu jakiegoś opowiadania, bo tylko tłumaczę, a nie piszę własnych, to i tak myślę, że to wszystko działa podobnie :). I nie ma sprawy, osobiście także niezbyt lubię całkowicie radosne zakończenia – chociaż miło jest wiedzieć, że wszystko dobrze się skończyło. W każdym razie myślę, że – skoro lubisz nieszczęśliwe wypadki – powinno ci się spodobać to, co będzie dalej. :) Myślę, że się nie zawiedziesz pod tym względem. A co do długości rozdziałów, to niestety takie już one są: jest ich dużo, ale ich wielkość nie jest oszałamiająca :). Wena się przyda. :)

Dziękuję za komentarze, szczególnie, że zadziwiają mnie godziny, w jakich zostały one zapisane – jesteście naprawdę niesamowici! Mam nadzieję, że nie zmusiłam was ostatnio do zbyt długiego czekania, a jeżeli tak było, to bardzo przepraszam.

Podejrzewam, że część z was mogła jeszcze nie przeczytać wcześniejszego rozdziału, ale już teraz wrzucam kolejny, aby nie było tak, jak wczoraj. Mam nadzieję, że się wam spodoba, chociaż jest nieco spokojniejszy niż poprzednie (i kolejne). W każdym razie – smacznego! :)


Ulubieniec Losu

Rozdział pięćdziesiąty ósmy

Harry w końcu został uwolniony ze Skrzydła Szpitalnego kilka dni później, po tym, jak niemal zadusiła go na śmierć pani Pomfrey. Oraz Ron i Hermiona, jeśli chodzi o szczegóły.

Wyglądało na to, że do serca wzięli sobie instrukcje Toma na temat sporządzenia mu wykładu – teraz jego najlepsi przyjaciele wykorzystywali każdą okazję, żeby wbić mu do głowy, jak bardzo jest wartościowy.

Chociaż było coś miłego i pocieszającego w ich słowach, zaczynały one być odrobinę denerwujące. Zrozumiał ich argumenty za pierwszym razem, powtarzanie nie czyniło ich bardziej przekonującymi. Jasne, pojmował, że byliby poruszeni… nie, nie poruszeni, właściwie zrozpaczeni… gdyby umarł, ale Harry nie wiedział, jak właściwie chcieli zmienić cokolwiek swoją postawą. Okej, zależało im na jego życiu, ponieważ byli jego przyjaciółmi i zależało im na nim, ale… to nie zmieniało faktu, że nadal z radością przyjąłby na siebie przeznaczone dla nich Mordercze Zaklęcie. I nie było tak z powodu szlachetności czy braku poczucia własnej wartości, było to czysto egoistyczne postępowanie, ponieważ nie był pewien, czy mógłby poradzić sobie z tym, że ktoś, kogo kocha, umarł za niego.

Oni po prostu tego nie rozumieli. Był piekielnie przerażony tym, że może ich utracić. Jego życie nie było bezwartościowe, ale było mniej warte niż ich, przynajmniej dla niego. Nie byli zadowoleni z tego powodu i Harry nie mógł nic na to poradzić, ale czuł rosnące w nim rozdrażnienie na to, że tego nie rozumieją.

Tom nie odwiedził go już więcej, ale teoria Zeviego mówiła o tym, że było tak bardziej dlatego, że Tom nie widział ku temu powodu albo uważał, że odwiedziny nie były konieczne, skoro nie miały wpływu na jego powrót do zdrowia, niż z powodu braku zainteresowania. Wolał raczej robić coś pożytecznego. Harry niechętnie przyznał, że ta teoria miała jakiś sens, jeśli twój umysł pracował w tak pokręcony sposób jak młodego Czarnego Pana. Nie winił również nikogo za chęć omijania tego białego więzienia.

Tak czy inaczej teraz, kiedy się z niego wydostał, miał kilka pytań, które chciał zadać Tomowi, a które dręczyły go, kiedy nie mógł zasnąć ostatniej nocy (wizje powoli wracały, a Harry podejrzewał, że miało to coś wspólnego z paradoksem, choć nie wiedział co dokładnie, a poza tym i tak nie był do końca pewny tej teorii). W każdym razie, był ciekawy tej rozmowy.

Musiał wiedzieć, dlaczego Tom nie powiedział Voldemortowi o horkruksach, jeśli, jak twierdził, zaklęcie wyciszające straciło swoją moc, kiedy Harry stracił przytomność.

Wspólną lekcję z dziedzicem Slytherina miał dopiero po obiedzie, kiedy obaj mieli Obronę przed Czarną Magią.

Salazarze, czuł się tak paranoicznie, irracjonalnie zirytowany, a to wszystko przez tą rosnącą paranoję, która sprawiała, że mimowolnie panikował, zachodząc w głowę, czy panujące w nim emocje były jego, czy też nie. Nie mógł także nic poradzić na pojawiającą się obawę, że połączenie w jakiś sposób będzie się powiększało, aż nie będzie mógł rozróżnić, gdzie kończył się on, a zaczyna Voldemort albo nawet i Tom.

Rozgorączkowane szepty i wytykanie palcami towarzyszyły mu na każdym kroku, w żaden sposób nie polepszając jego humoru… wszyscy byli uszczypliwi, co w ogóle stało się pierwszą przyczyną jego irytacji.

Wydawało się, że uczniowie stali się, jeśli to możliwe, jeszcze gorsi w czasie jego pobytu w Skrzydle Szpitalnym. Najgorsze było to, że nie było wśród nich nikogo, kto zmierzyłby się z nim i wypowiedział na głos ich podejrzenia i pytania… wszyscy cichli, przyglądając mu się podejrzliwie, kiedy znajdywał się w zasięgu słuchu. Nie były to nawet jedynie pojedyncze grupy, wszystko się bez przerwy powtarzało, niczym w błędnym kole. Chociaż właściwie nie spodziewał się niczego lepszego od tej wygłodniałej publiczności.

Przynajmniej Hermiona pozbyła się Skeeter.

Niemniej jednak, kiedy przyszła pora obiadu Harry nie był pewien, czy będzie mógł znieść przebywanie w Wielkiej Sali.

Zwolnił, kiedy on, Ron i Hermiona zbliżyli się do niej, stając się bardziej niespokojnym. Oboje zatrzymali się, patrząc na niego.

- Po prostu pójdę do kuchni – wymamrotał.

Czuł się głupio unikając szeptów za plecami, ale po prostu nie miał siły na to, aby stawić im czoła, jeszcze nie. Mieli trzy tygodnie na pozbieranie się po śmierci poległych w rajdzie w Hogsmeade, on miał na to kilka dni. Utrata tych żyć wciąż była dla niego jak otwarta rana, ropiejąca i nieprzewidywalna, a jego temperament był już od samego rana naruszony zadzierającymi głowę ludźmi, którzy próbowali na niego spojrzeć i albo gapili się, albo udawali niewiniątka. Koszmar.

- Pójdziemy z tobą – zaoferowała natychmiast Hermiona, uśmiechając się ze zrozumieniem.

- Nie ma takiej potrzeby – odezwał się inny głos, Toma. Ręka ścisnęła spokojnie jego ramię. – Dotrzymam mu towarzystwa.

Harry nie protestował, i tak musiał porozmawiać z Riddle'em. Ron westchnął ciężko w odpowiedzi, obracając się i wchodząc w ciszy do Wielkiej Sali. Bezradna, rozdarta wewnętrznie Hermiona przez chwilę wahała się z udręką.

- Idź z nim – polecił lekko Harry. – Zobaczymy się później.

Granger skinęła głową, patrząc podejrzliwie na Toma, który w odpowiedzi uśmiechnął się do niej z czystą niewinnością.

Z powodu powtarzających się uwag Ślizgona, dziewczyna wciąż nie wierzyła, że związek jego i Toma był czysto platoniczny, bez względu na to, jak dobrze to argumentował.

- Zobaczymy się po obiedzie – stwierdziła dobitnie. Harry skinął głową, zgadzając się, nie mając czasu na to, by obserwować jak odchodzi, kiedy Tom jasno oświadczył: „Fantastycznie" i bezzwłocznie zaczął ciągnąć go w odwrotnym kierunku, ku kuchni.

- Wiesz – zaczął Harry – tak naprawdę nie jestem głodny.

- Co nie oznacza, że nie będziesz jeść – odpowiedział Tom. – Miałeś dzisiaj w ustach cokolwiek poza kofeiną?

Harry zmarszczył nos.

- Oczywiście, że miałem – powiedział. – Byłem z Nią, stała nade mną tak długo, aż coś zjadłem. – Tom wyglądał na rozbawionego. – Więc, zakładam, że chcesz ze mną porozmawiać? – Riddle nie zrobił tego bez powodu.

- Co sprawia, że myślisz, iż nie chciałem po prostu sprawdzić, czy wszystko z tobą w porządku? – zripostował Tom.

- Bo mogłeś zrobić to przychodząc do Skrzydła Szpitalnego w każdym momencie w ciągu ostatnich trzech dni – odparował. Tom machnął lekceważąco ręką.

- Dlaczego miałbym to robić? Miałeś rudzielca i Wiem-To-Wszystko, którzy mogli ściskać cię za rączkę, poza tym Zevi nalegał na to, by mówić mi wszystko o twoim powrocie do zdrowia, nie pomijając przy tym żadnych szczegółów.

Harry poczuł nutkę irytacji, co rozkojarzyło go na chwilę.

- Mógłbyś przynajmniej spróbować się z nimi dogadać, wiesz? – zauważył. Tom uniósł brwi.

- Z rudzielcem i Wiem-To-Wszystko? Dlaczego miałbym to zrobić?

- Przypuszczam, że słowa „ponieważ byłby to miły gest" na ciebie nie zadziałają? – spróbował.

- Jak dobrze mnie znasz. – Na twarzy Toma pojawił się uśmieszek. Harry nie odwzajemnił go.

- Mówię poważnie – warknął. – Bardzo ułatwiłoby mi to życie, gdybym nie czuł się bezustannie jak jakiś kawałek liny przeciągany na zawodach przez dwie drużyny.

Tom zatrzymał się przed drzwiami do kuchni.

- A dlaczego miałbym zainteresować się ułatwianiem ci różnych rzeczy? – zapytał. Harry uśmiechnął się szyderczo, po czym, ignorując Toma, połaskotał gruszkę.

Sekundę po tym, jak drzwi otwarły się, mała siła uderzyła go w nogę. Co…? Zgredek.

- Pan Harry Potter, sir! Co pan tu robi? – piszczał radośnie mały skrzat. Harry natychmiast poczuł ukłucie winy za to, że wcześniej go tu nie odwiedził.

- Cześć, Zgredku, jak się masz? Jak Mróżka? Ja… my… zastanawiamy się, czy moglibyśmy dostać coś do jedzenia. Naprawdę nie chciałbym być dzisiaj w Wielkiej Sali. I mów mi Harry… - dodał bezsensownie, wiedząc, że prawdopodobnie skrzat i tak nie będzie zwracał na to uwagi.

- Oczywiście, cokolwiek zechcesz, sir! – zawołało z entuzjazmem stworzenie.

Chwilę później zostało przed nimi postawionych kilka talerzy i Zgredek zrobił krok do tyłu, gaworząc o swoich skarpetkach i ogólnie życiu w Hogwarcie. Następnie skrzat spojrzał na tego, kto był „przyjacielem Harry'ego Pottera". Zmiana jego zachowania była natychmiastowa, radość stworzenia wyparowała, jego oczy rozszerzyły się, a dolna warga drżała.

Tom zignorował go, biorąc z ukłonem jedzenie od innych skrzatów i ponownie wychodząc. Harry zawahał się.

- Długa historia – wyjaśnił, nie zważając na ponaglający krzyk Toma. – Dziękuję za jedzenie.

Zgredek przyglądał się mu z nietypowo poważnym wyrazem swojej pomarszczonej, niewielkiej twarzy. Było na niej zrozumienie, zbawienne zrozumienie, którego ani Ron, ani Hermiona nigdy mu nie okazali w stosunku do powodu, dla którego spędzał czas z Tomem.

- Mam nadzieję, że wiesz, co robisz – szepnął skrzat.

Harry wziął to jako zachętę do wyjścia, opuszczając kuchnię, zapamiętując sobie, aby wkrótce ją odwiedzić. Tom wyglądał na nieco zniecierpliwionego, kiedy Potter wyszedł, chociaż po prostu ofiarował mu bułkę.

Harry wziął ją i odmaszerowali w milczeniu, rozkładając się w opuszczonej klasie.

Nie było to najwspanialsze miejsce na piknik, ale Harry podejrzewał, że Tom był świadomy tego, iż Potter był tu, ponieważ chciał o czymś porozmawiać, tak samo jak Harry był tego, że Riddle był tu, ponieważ także czegoś od niego chciał.

- Co to za skrzat? – zapytał w końcu Harry'ego.

- To Zgredek, jest moim przyjacielem – oznajmił Potter, podnosząc wyzywająco brodę. Usta Toma wykrzywiły się w coś, co przypominało uśmiech, choć pozbawiony był on prawdziwego ciepła.

- Rozumiem. – Było wszystkim, co powiedział.

Harry ostrożnie ugryzł swoją bułkę, przyglądając się drugiemu chłopcu. W odpowiedzi Tom ze skupieniem spojrzał na niego. Maski, którymi raczyli społeczeństwo zniknęły, zapomniane i odrzucone jak śmieci.

- Wyglądasz na zmęczonego – zauważył Wybraniec.

- Tak samo jak ty – odgryzł się Tom. – Koszmary?

- Wizje – odpowiedział, zauważając, że zęby Toma zacisnęły się nieznacznie. – Nie powiedziałeś mu – dodał po chwili. – O… - urwał. Horkruksach. – Dlaczego?

- Co sprawia, że myślisz, iż tego nie zrobiłem? – zapytał wyzywająco Tom, opierając głowę na rękach, oceniając go. – Byłeś nieprzytomny. – Harry zamarł, zastanawiając się nad tym.

- Nie zrobiłeś tego – powtórzył stanowczo, chociaż nie był już taki tego pewien. – Zrobiłeś? – wyprostował się nagle, patrząc na dziedzica Slytherina.

Leniwy uśmiech wykrzywił usta Toma, kiedy ten też pochylił się do przodu.

- Co byś zrobił, jeśli tak? – wypytywał znajdujący się niezwykle blisko niego młody Czarny Pan.

- Umieścił cię w szpitalu – odparł bez wahania Harry. – Nie chcę, aby wiedział.

- Doskonale domyśliłem się tego po tym zaklęciu wyciszającym – stwierdził oschle Tom. – Dlaczego nie? Dlaczego nie chcesz, aby wiedział? Wstydzisz się? Możliwość posiadania kawałka mojej duszy tak bardzo cię odpycha?

Harry poczuł się nagle, jak gdyby był w pułapce.

- Powiedziałeś mu, czy nie? – domagał się. Tom roześmiał się, nie do końca przyjemnie.

- Nie, więc możesz się uspokoić, Złoty Chłopcze. – Harry poczuł, jak jego mięśnie nieznacznie się rozluźniają.

- Więc dlaczego sprawiłeś, że myślałem, iż to zrobiłeś? – zapytał zirytowany. Riddle wzruszył ramionami.

- Zabawnie się ciebie drażni.

Harry skrzywił się.

- Więc dlaczego mu nie powiedziałeś? – po raz kolejny zażądał odpowiedzi, zaczynając tracić cierpliwość.

- Ciekawy?

- Tak! – eksplodował Potter. – Więc, do cholery jasnej, możesz mi już powiedzieć, ty zadowolony z siebie dupku.

- Elokwentne – skomentował Tom. Harry zmrużył oczy, poruszając się, aby spakować swoje rzeczy. Wielka Sala wydawała się lepsza niż to. – Och, nie dąsaj się, skarbie, powiem ci – przerwał mu Tom, przewracając oczami.

Harry zatrzymał się, odwracając, by ponownie stawić mu czoła.

- Ale najpierw chciałbym, abyś spróbował zgadnąć. – Harry rozpoznał w tym wyzwanie i ostrożnie ocenił swojego towarzysza. – I myślał na głos – dodał.

- Dlaczego? – zapytał.

- Ponieważ słuchanie ciebie jest ciekawe – oznajmił Tom. Harry przewrócił oczami, ale zgodził się na to, wiedząc, że bez tego mało prawdopodobne byłoby uzyskanie odpowiedzi, której naprawdę potrzebował.

- Okej, um… cóż, na początku nie powiedziałeś mu dlatego, że cię wyciszyłem, ale zamierzałeś to zrobić, więc oczywiście coś musiało zmienić twoje nastawienie. – Harry myślał gorączkowo. – Chciał mnie zabić… grałeś na zwłokę, ale wtedy Voldemort zdecydował, że chce zabijać mnie długo i boleśnie, a nie natychmiast, więc straciłeś motywację, aby mu o tym powiedzieć? – zaproponował. – Zamierzasz powiedzieć mi, jeśli będę miał rację? – Tom zachęcił ruchem ręki, aby mówił dalej. Harry w zamyśleniu przygryzł wargę. – Mam pustkę w głowie, możesz mi powiedzieć – oznajmił.

- Znasz odpowiedź – odpowiedział Riddle, skupiając na nim swoje spojrzenie. Harry zmarszczył brwi. To był kolejny test, prawda? Jedzenie leżało zapomniane na stoliku.

Ostrożnie, och, tak niesamowicie ostrożnie skoncentrował się na ich połączeniu, które zazwyczaj z taką determinacją starał się powstrzymać. Zauważył nieznaczny uśmieszek Toma.

- Oszukujesz, mój drogi? Jak niesportowo z twojej strony – stwierdził młody Czarny Pan, chociaż nie brzmiał… albo czuł… na szczególnie złego, bardziej na szyderczo rozbawionego.

Harry nie odpowiedział, koncentrując się na słabych emocjach: palącej ciekawości, fascynacji, zadowolenia i… zaborczości. Było tam wiele czegoś, co można by uznać za zaborczość.

Wtedy zrozumiał. I nie był zadowolony z odpowiedzi.

- Nie lubisz się dzielić – zdał sobie z niedowierzaniem sprawę. – Nawet z nim… zapamiętaj, co mówię jeszcze raz, jestem człowiekiem, nie przedmiotem. – Harry umilkł. – To jest powód, dla którego nie lubisz Rona i Hermiony, wiesz, że byli pierwsi, prawda? – Nie mógł całkowicie pozbyć się szoku.

- Mój horkruks. – Tom uśmiechnął się, jakby to wszystko wyjaśniało. – Wydałeś się przyjąć to nadzwyczajnie dobrze.

- Nie bierz tego jako znak poddania się, tylko z powodu przytłaczającej ulgi, że Voldemort o tym nie wie, nie krzyczę teraz na ciebie. Po prostu nie wiem, dlaczego podoba ci się pomysł życia przez całą wieczność. Szczególnie, kiedy wiąże się ona z wieczną władzą i torturami.

- Cóż, jeśli nie podoba ci się to, co ode mnie słyszysz, najlepiej byłoby, gdybyś powstrzymał swoją ciekawość – skomentował pogodnie Tom.

- Och, i po prostu zostawił cię samego z tymi wszystkimi twoimi złymi planami, których najwyraźniej nie chciałbym zostawić w spokoju? Społeczeństwo by tego nie przeżyło.

Tom zachichotał.

- Jak zawsze cyniczny, nie wierzysz, że mógłbym być dobrym światowym przywódcą?

- Czy to jest to, co planujesz? Przejąć władzę nad światem? – zapytał ostrożnie. Tom nie odpowiedział i Harry wiedział, że nie może wziąć tego jako potwierdzenie albo zaprzeczenie, skoro oba były tak bardzo prawdopodobne. – Myślę, że mógłbyś być znakomitym światowym przywódcą – stwierdził w końcu. – Po prostu nie uważam, że stworzyłbyś taki świat, w którym ja albo 90% populacji mogło żyć.

- Ała. – Tom położył rękę na sercu. – To bolało. Tutaj.

- Tak, puste przestrzenia mają zwyczaj bolenia, kiedy coś w nich powinno być. Wiesz, ludzie czują także urojone części ciała. – Harry uśmiechnął się.

Tom rzucił w jego kierunku zaklęcie, od którego szybko odskoczył, wciąż uśmiechnięty. Uśmiech zniknął po chwili.

- Więc o czym chciałeś ze mną porozmawiać? Za dziesięć minut mamy Obronę Przed Czarną Magią.