Betowała cheroine – wielkie pokłony dla niej! :)
Dziękuję wam za wszystkie komentarze - ostatnio złapało mnie całkowite lenistwo tłumaczeniowe i trochę mnie z niego podnieśliście. :)
Niezrwnowaona, ach ty zła! :) Ale wybaczam, każdemu się zdarza - a skomentowałaś ten, więc za bardzo się z tego powodu cieszę, by mieć do ciebie żal :). I rozumiem to, że nie zawsze będziesz komentowała - to jest chyba po prostu niemożliwe :). A wracając do fabuły - to dlatego Harry jest taki wyjątkowy. Bo nie boi się Toma. :) To, czy Tom na serio troszczy się o Pottera czy nie, tego się dowiesz - ja, w każdym razie, nic nie będę zdradzała :). Tom po prostu... jest Ślizgonem. Przyszłym Czarnym Panem. Psychopatą. Jego emocje nie są tak proste do określenia jak emocje Harry'ego :). CaffeLatte, tłumaczę :). A przynajmniej staram się - na ile tylko pozwala mi czas. :) W każdym razie cieszę się, że ci się podoba. :) Ariano, oto więcej :). Mam nadzieję, że na równie ciekawe... Cookies. Alice, zgodzę się z tobą. Na pewno nie jest takim psychopatą, jak przed spotkaniem z Harrym :). Cieszę się, że nie zawiodłaś się tym, co stało sie w czasie, kiedy Harry stracił przytomność (umarł?). Na pewno jest to coś, co jeszcze bardziej poplątało fabułę... :) Koma, i to strasznie zaborczy :). Zgadzam się, że styl The Fictionist jest łatwy i przyjemny - i osobiście polecę ci kilka pierwszych rozdziałów książki, którą kilka dni temu wydała, a które są dostępne na jej "Writers Network" (link na jej profilu). Osobiście ich jeszcze nie czytałam, nie miałam czasu, ale może ci się spodobają :). Na temat twoich przemyśleń na temat relacji Harry/Tom nic nie będę mówiła, by nic nie zradzać - wybacz mi za to. Zimnokrwista, Tom jest bardzo egoistycznym człowiekiem. Należy o tym pamiętać, chociaż przyznam, że zgadzam się z twoim komentarzem. Hermiona będzie w tym rozdziale, chociaż bardzo krótko :).
Mam nadzieję, że dzisiejszy rozdział wam się spodoba. Życzę wam wszystkim miłego dnia. :)
Słowniczek: wężomowa
Ulubieniec Losu
Rozdział sześćdziesiąty pierwszy
Tom wyciągnął różdżkę, chcąc obudzić Hermionę, ale Harry pokręcił głową, łapiąc jego ramię i powstrzymując go. Następnie Potter przemienił jedną z ławek w łóżko i zaklęciem przeniósł na nie swoją najlepszą przyjaciółkę. Riddle uniósł pytająco brwi.
- Nie chcę, żeby ze mną poszła – wyjaśnił spokojnie. – Sprawiłoby to tylko, że znalazłaby się w niebezpieczeństwie.
- Tak, jest tylko kłopotem – zgodził się Tom, powodując, że oczy Harry'ego zwęziły się.
- Nie to miałem na myśli – warknął. – I nie jest. Jest genialna.
Tom machnął lekceważąco ręką.
- Ja jestem genialny – odparł przyszły Czarny Pan zarówno bez choćby odrobiny skromności, jak i bez zarozumialstwa. – Ona jest po prostu mądra i dobra w zapamiętywaniu regułek na testy. To dwie różne rzeczy.
- Ma w sobie o wiele więcej niż to – kłócił się Harry, kiedy wychodzili z opuszczonej klasy. – Wiedziałbyś o tym, gdybyś naprawdę dał sobie szansę poznania jej i Rona.
- A gdybym to zrobił, sprawiłoby ci to przyjemność? – zapytał Tom.
- Taak, sprawiłoby – powiedział, ale Tom nie wydawał się uznać, że warto na to odpowiadać. Szli w ciszy, kiedy nagle uderzyła w niego pewna myśl. Zły uśmiech wykręcił jego usta i Tom zauważył to, spoglądając na niego z ciekawością. – Myślę, że wpadłem na pewien pomysł…
Harry wpadł na błonia, ściskając mocno w dłoniach swoją różdżkę.
- Harry! – Tom biegł za nim, wyglądając na spanikowanego. Zarówno Voldemort, jak i Dumbledore spojrzeli na nich, kiedy pojawili się w zasięgu ich wzroku.
Kątem oka był w stanie zobaczyć, że zdecydowana większość szkolnej populacji przycisnęła twarze do szyb, obserwując wszystko, co się działo. Harry nie byłby zaskoczony, gdyby część z nich wyciągnęła starą parę omnikularów.
- Harry, mój chłopcze – zaczął Dumbledore, brzmiąc na zmartwionego. Potter zignorował go, zbliżając się do Voldemorta, nie zwracając uwagi na Toma, który chwycił jego ramię, próbując go zatrzymać.
- Nie rób tego… - powiedział niemal błagalnie młodszy dziedzic Slytherina, a Harry odtrącił go ze wściekłością.
Usta Voldemorta wykręciły się w uśmiechu.
- Ach, to wygląda na kłótnię kochanków, Albusie – zauważył lekko i okrutnie Voldemort. – Mam nadzieję, że to nie przeze mnie?
Harry zacisnął pięści, patrząc na niego.
- Powiedział ci? – zażądał.
- Harry – ponownie spróbował Tom, milknąc, kiedy tylko Potter odwrócił się ku niemu, warcząc jadowite „zamknij się", po czym odwrócił ponownie w stronę Voldemorta. Wężowa twarz mężczyzny pozostała niewzruszona.
- Tak – oznajmił Voldemort z dziwnym błyskiem w oczach. – Ja… rozumiesz, jak wiele to zmienia, Harry. – Potter zamarł na chwilę, jego serce waliło, dezorientacja zawisła w kątach jego umysłu, po czym spojrzał na Lorda.
- To nie zmienia niczego – syknął. – Bo ja nie cofnę się przed niczym, by zobaczyć ciebie martwego i wracającego do z powrotem piekła, do diabła, który dał ci początek. – Wysłał Tomowi nienawistne spojrzenie. – A ty możesz pójść do domu i trzymać się cholernie daleko ode mnie, ty zdradziecki sukinsynu.
- Musiałem mu powiedzieć… - zaczął Riddle, ale Potter tylko uśmiechnął się ironicznie.
- Och, musiałeś mu powiedzieć, tak? A ja myślałem, że nikt nie mógł powiedzieć wielkiemu Tomowi Riddle'owi, aby zrobił coś, czego nie chciał. Jesteś takim dupkiem. – Harry poczuł, jak oczy pieką go od łez. – Myślałem, że mogę ci zaufać. Mój błąd.
Tom wydawał się stracić nad sobą panowanie.
- A ja myślałem, że znam cię lepiej. – Głos nastoletniego Czarnego Pana stał się zimny, lodowaty. – Mój błąd. Ale cóż… czego innego powinienem się spodziewać od słynnego Chłopca, Który Przeżył…?
- Pieprz się – warknął Harry, jego oczy się zwęziły.
- Jesteś żałosny – odparował Tom, po czym odwrócił się do Voldemorta, a rysy jego twarzy pozostały twarde i nieustępliwe. – Zamierzasz teraz powiedzieć "a nie mówiłem"?
Dumbledore bardzo uważnie obserwował przebieg wydarzeń.
Czuł, jak szkarłatne oczy Voldemorta spoczywają na nim i poczuł niesmak oraz obrzydzenie pomimo łagodności, z jaką odezwał się Lord:
- Jeśli kiedykolwiek chciałbyś porozmawiać o tym… wydarzeniu, wiesz, gdzie mnie znaleźć. W imię starych czasów.
Harry spojrzał tylko przez ramię, z trudem utrzymując maskę na swojej twarzy, krew pędziła przez jego żyły z prędkością światła.
- Mam nadzieję, że wasza dwójka się udławi i będzie ze sobą bardzo szczęśliwa – odpowiedział w końcu, po czym odwrócił się i skierował z powrotem do zamku, ignorując krzyki Toma. – Bo ja z tym skończyłem.
Kiedy doszedł na miejsce, natychmiast obrzucony został pytaniami przez Rona i Ślizgonów.
- Wszystko w porządku, stary? Gdzie jest Hermiona? Szukała cię… Czy Riddle coś zrobił? – Wyrzucił z siebie serię pytań jego najlepszy przyjaciel, ale Harry nie miał szansy, aby mu odpowiedzieć, zanim Abraxas i Zevi nie zwlekając zaciągnęli go na stronę, z dala od rudzielca.
- Co ty sobie myślisz? – domagał się Abraxas, niezwykle szybko zyskując utracone panowanie nad sobą. – Czy ty i Tom zerwaliście? – Znów sugerował, że są parą… Harry westchnął.
- Kłóciliście się wcześniej – zauważył rozpaczliwie Zevi. – Nie mówisz poważnie, że teraz to wszystko tak po prostu rzucasz, prawda? Evans, on…
- …przysięgam na boga, jeśli go zraniłeś… – Lestrange torował sobie drogę w ich kierunku, groźnie wskazując różdżką na twarz Harry'ego. - …sprawię, że zapłacisz, ty głupi…
- Łapska precz – powiedział leniwie Tom, kierując się w ich stronę. – Wszystko w porządku. – Wszyscy Ślizgoni zamarli, ale usłuchali bez zadawania pytań.
- Tom… - zaczął Lestrange.
- „Mam nadzieję, że wasza dwójka będzie ze sobą bardzo szczęśliwa"? – zacytował Tom, podnosząc brwi. Harry uśmiechnął się.
- Szczególnie spodobała mi się ta linijka… i „słynnego Chłopca, Który Przeżył". Serio? – Tom uśmiechnął się na jego odpowiedź.
- Pomyślałem, że to miłe, oburzające i trafia w samo sedno. Tak czy inaczej, kupił to.
- Kupił to? – powtórzył Alphard, brzmiąc na kompletnie zdezorientowanego. – W takim razie, wy tak naprawdę nie kłóciliście się?
Harry zauważył, że wszyscy Ślizgoni odetchnęli z ulgą – nie licząc Lestrange'a, który wyglądał, jakby połknął cytrynę.
- Nie – Harry pokręcił głową. – Kupowaliśmy czas.
Ślizgoni wciąż próbowali się w tym połapać.
- Czy Sam-Wiesz-Kto próbował obrócić was przeciwko sobie? – zapytał przebiegle Ron. Wszyscy Ślizgoni, tym razem wliczając Lestrange'a, gapili się na Gryfona w tak oczywisty sposób, jak tylko Ślizgoni potrafili się gapić.
- Jak ty… - Abraxas obserwował rudzielca, jakby pierwszy raz zobaczył go na oczy. Ron przesunął się niezręcznie. Harry przechylił głowę, także zaciekawiony, podczas gdy jego przyjaciel skrzywił się na niego.
- Cholera jasna, miej we mnie trochę wiary, Harry, może nie jestem wężem, ale byłem twoim najlepszym przyjacielem przez pięć lat. Wiem, jak reagujesz na pewne sprawy.
Harry poczuł jak uśmieszek niemiłosiernie drga mu w kącikach ust, a wielki napływ uczuć do jego dwóch ulubionych Gryfonów piecze w piersi, po czym wysłał Tomowi zadowolony z siebie, wyzywający „widzisz, moi przyjaciele są niesamowici" wyraz twarzy, na którego widok drugi chłopak uśmiechnął się szyderczo.
- Taak – potwierdził Potter. – Próbował. Dupek.
Ron roześmiał się, brzmiąc na nieco zaskoczonego faktem, że to robił. W następnej sekundzie wpadła Hermiona.
- Och… widziałeś może… Harry! Dzięki bogu, że nic ci nie jest! – wykrzyknęła, patrząc na Toma i chwilę zajęło jej ocenienie sytuacji. Zmarszczyła czoło. – Co mnie ominęło?
