Rozdział betowała cheroine – dziękuję!

Bardzo, z całego serca dziękuję za wszystkie komentarze – dodają mi one otuchy i świadomość, że ktoś czyta i docenia moją pracę, a co za tym idzie powodują, że rośnie we mnie motywacja do dalszego tłumaczenia :).

Cookies. Alice, och, naprawdę nie trzeba posuwać się do tak drastycznych kroków, nic takiego się nie stało, każdemu zdarza się zapomnieć wrzucić komentarza ;). A Tom byłby naprawdę wściekły, gdybyś tak zrobiła i nie jestem do końca pewna, czy skończyłoby się tylko na Avadzie ;). I oczywiście, że chce mi się to wszystko czytać! Miło słyszeć, że tak uważasz, bo wiesz, to naprawdę, naprawdę niesamowicie motywujące – poza tym zdarzają się, jak we wszystkim, rozdziały lepsze, gorsze, bardziej zaskakujące, mniej, posiadające uroczego i przerażającego Toma :). Wasze zdanie zawsze mnie interesuje :). I taak, Boże Narodzenie… a ja wiem, że o czymś związanym właśnie z Bożym Narodzeniem zapomnieliście. I wam nie powiem o czym! :) W każdy razie Boże Narodzenie na pewno będzie warte uwagi… Mystics14, po pierwsze, to bardzo miło mi poznać :). I dziękuję za komentarz. A Tom jest wredny, w życiu nie pomógłby Harry'emu w czymś takim jak zadanie domowe ;). CaffeLatte, nie ma za co :). Och, niemiecki… cóż, powiem tylko, że osobiście uczę się także francuskiego, tak więc niemiecki jest dla mnie całkowitą czarną magią :)… I, och, na pewno przetłumaczyłaś dobrze, na pewno zrozumiałaś. Tekst nie jest napisany trudnym językiem, po kilkunastu rozdziałach czyta się go już naprawdę bez żadnych problemów. :) Wolny czas się na szczęście znalazł, z czego zresztą bardzo cię cieszę… Jayseen, taak, kiedyś nie rozumiałam potęgi komentarzy, a teraz… cóż, tego chyba po prostu trzeba dowiedzieć się na własnej skórze :). Niesamowicie cieszę się, że tłumaczenie wychodzi zgrabnie i na jakimś poziomie, bo było to coś, czego bardzo, ale to bardzo się bałam – jako, że, jak już kiedyś wspominałam, to pierwszy tekst, jaki tłumaczę. Szybkość dodawania rozdziałów nie powinna się zmienić, w każdym razie nie mam tego w planach. :) I cieszę się, że w końcu znalazła się osoba, której spodobał się Ron :).

Życzę wam wszystkim miłego czytania – i na marginesie dodam, że jestem niemal stuprocentowo pewna, iż kolejny rozdział wam się spodoba :). Chociaż będzie (według mnie) trochę… dziwny. :)


Ulubieniec Losu

Rozdział sześćdziesiąty trzeci

Najbliższe wycieczki do Hogsmeade zostały odwołane z powodu ataku, co nie pozostawiło Harry'emu innej możliwości, jak tylko gorączkowo kartkować zamówione przez sowy katalogi w celu znalezienia czegoś, co mógłby podarować na święta swoim przyjaciołom.

Prezenty dla części z nich były proste do wymyślenia; da Zeviemu jakieś supernowoczesne składniki do mikstur, aby mógł się nimi pobawić, Lestrange'owi psie herbatniki, Ronowi nową miotłę, ponieważ rudzielec też był teraz w drużynie quidditcha (i ponieważ była ona tym, czego naprawdę pragnął, przez co istniało większe prawdopodobieństwo, że ją zaakceptuje).

Abraxasowi podaruje szalik (poprosił Dracona, aby wybrał kolor, bo nie był dobry w rzeczach, które Malfoyom wydawały się ważne) z ochronnym i ogrzewającym urokiem.

Były to rzeczy droższe, niż zwykle dostawał nawet od swoich najbliższych przyjaciół (od mniej bliskich mu ludzi dostawał normalne prezenty, takie jak czekoladki albo, w przypadku Neville'a, dziwaczne magiczne rośliny doniczkowe), ale była to kolejna rzecz, którą przejął od Ślizgonów. Daj komuś co dobrego, co mu się spodoba albo będzie miało dla niego jakieś specjalne znaczenie… albo nie dawaj mu niczego.

Nagiął nieznacznie tę zasadę dla Lestrange'a, ale chłopak zaczął być irytujący bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Harry po prostu miał przeczucie, że coś się święci – jak gdyby nie miał już wystarczająco wiele do roboty z powodu ludzi mających do niego żal za tą całą sprawę z Ginny!

Gniew Lestrange'a tylko się jeszcze zwiększył po jego udawanej walce z Tomem i nie mógł nic poradzić na to, że zastanawiał się dlaczego.

Oczywiście mały sługus miał prawdopodobnie nadzieję, że byłby „nowym ulubieńcem" Toma albo coś równie śmierciożercowatego i kiepskiego, ale serio. To było irytujące i, trzeba przyznać, nieco niepokojące w swojej intensywności.

Bywały momenty, w których Harry myślał, że Lestrange zaatakuje go, kiedy tylko nie będzie miał żadnych świadków, którzy by go zatrzymali albo gdyby był na tyle odważny, albo na tyle pewny siebie, aby pomyśleć, że mu się to uda. Lestrange wydawał się raczej osobą, która wbijała ci nóż w plecy, kiedy tylko się odwróciłeś. A Harry zadbał o to, aby nie odwracać się do niego plecami.

Wciąż nie miał jednak pomysłu na to, co dać Hermionie i Tomowi.

Co do Hermiony, to jego pierwszą myślą była książka, ale wtedy zaczął zastanawiać się, czy Hermiona kiedykolwiek dostała coś innego niż książki. Bawił się pomysłem dania jej naszyjnika lub perfum, albo czegoś podobnie kobiecego, a następnie dodania do tego ochronnych uroków.

Byłoby to przydatne i trochę mniej zwyczajne.

Jednak martwił się, że mogłaby pomyśleć, iż próbował traktować ją protekcjonalnie albo… był ostrożny z oceną tej sytuacji. Hermiona nienawidziła dziewczyńskich dziewczyn (nie żeby Hermiona nie była dziewczyną!) takich jak Lavender czy Parvati: chichoczących przy chłopcach i mówiących bez przerwy o sprawach takich jak makijaż.

I jeszcze… pamiętał z Privet Drive, jak niektóre ze starszych dziewczyn narzekały, że chłopcy, z którymi się przyjaźniły, traktowały je tylko jako „jedną z chłopaków". Nie rozumiał tego wtedy, ale…

Tom był jeszcze trudniejszy, kiedy przychodziło do bożonarodzeniowych zakupów; bynajmniej nie dlatego, że był całkowicie zdolny do zdobycia samemu tego, czego chciał, jeśli tego chciał – a w przypadku, kiedy nie był w stanie zdobyć tego, czego chciał (jak, err, panowanie nad światem albo Harry'ego chętnego do przyłączenia się do niego, albo czegokolwiek, co obejmowała jego intryga) wtedy nie było to coś, co Harry mógł lub chciał mu kiedykolwiek dać.

Z tego powodu, było to zupełnie niesprawiedliwe, że Boże Narodzenie i urodziny Toma dzieliło zaledwie sześć dni przerwy. Nie wiedział, co mu dać.

Wiedział, że reszta da Ślizgonowi różnego rodzaju fantazyjne, drogie rzeczy, takie jak książki ukazujące wszystkie informacje, o które poprosiłeś, prosty wąż, mała kulę, która błyszczała wokół obiektów o największej mocy i kilka starych, zabytkowych, czystokrwistych rzeczy… Lestrange nie miał gustu i na szesnaste urodziny Toma dał mu Rodzinny Pierścień Lestrange'ów.

Nie był pewny, jak Tom mógł to przyjąć, zwłaszcza, że przyniosło to korzyść Lestrange'owi, a nie odwrotnie.

W końcu uznał, że po prostu się go zapyta.


Zdecydował się poruszyć ten temat podczas lekcji oklumencji.

Szczerze mówiąc, jego entuzjazm związany z nauką tej sztuki umysłu szybko zniknął – był w niej straszny, do tej pory nie dokonał w ani jednego kroku naprzód, przez co zaczynał się zastanawiać, czy blokowanie połączenia było w ogóle dobrym pomysłem. Nie lubił bólu, ale przez to nie wiedział nawet o przełamaniu murów Azkabanu.

Nikt z dorosłych, z którymi miał kontakt, a którzy znajdowali się po Jasnej Stronie, nie mówił mu nigdy, co się dzieje, więc, no serio, połączenie z Voldemortem było jedynym powodem tego, że miał jakiekolwiek pojęcie o tym, co naprawdę dzieje się w czasie tej wojny.

Także Tom wydawał się mieć dość z powodu braku postępów, ale, jak dotąd, nie skomentował tego. Już wkrótce jedna z ich lekcji powinna być przełomowa, ale do tego czasu jego tarcze związane z paradoksem (a tym samym blokada, którą umieścił Tom) rozpadną się.

Wcześniej wprawdzie budził się z zamierającym mu w gardle krzykiem, ale teraz ponownie mu się pogarszało. Cholerne sztuki umysłu.

- Tom? – zagadnął podczas przerwy, trzymając się za pulsującą z bólu głowę.

- Tak? – odpowiedział chłopak, może odrobinę za mocno.

- Co chciałbyś dostać na Boże Narodzenie albo urodziny?

Tom zamarł, spoglądając na niego. Potter podniósł brwi, kiedy nie otrzymał odpowiedzi.

- Nie wiedziałem, że przejmujesz się takimi rzeczami – stwierdził w końcu Tom. Harry wzruszył ramionami.

W przeszłości nie dawał niczego Tomowi, bo nigdy nie czuł, że jest wystarczająco bisko Riddle'a, aby być do tego zobowiązanym, zwłaszcza, że był świadomy, iż Tom nie lubił tej części roku z powodów, których jeszcze nie znał.

- Zamierzasz dać mi jakąś sugestię, czy nie? Bo, szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co ci dać.

- Czasami jesteś takim Gryfonem… - powiedział Tom nieszczególnie złośliwie.

Harry czekał w ciszy, wiedząc, że chłopak w końcu coś powie.

- Może przyłączysz się do Ciemnej Strony? – zaproponował Tom, uśmiechając się złośliwie.

- Naprawdę nie chciałbyś dostać tego jako prezent gwiazdkowy – zaszydził Harry z dość dużą pewnością siebie. Głowa Toma przechyliła się, a wzrok wyostrzył, kiedy chłopak także zauważył jego pewność i zaczął obracać różdżkę pomiędzy palcami.

- A co sprawia, że tak myślisz? – zapytał.

- To, że nudziłbyś się – odparł szczerze Harry. – Czerpiesz przyjemność z tego, że możesz plamić moją „niewinność"…

- Wiesz, teraz brzmi to niezwykle sugestywnie – zauważył Riddle, a jego uśmieszek powiększył się. – Zaczynam rozumieć, dlaczego Lestrange upiera się przy tym, że się we mnie durzysz.

Harry parsknął.

- Nie durzę się w tobie! – palnął. – Ja… Co… - Tym razem Tom roześmiał się. – Lestrange tak powiedział? – dopytywał się wściekle. – Kiedy? On kłamie! On…

- Stara się oziębić mój stosunek do ciebie do niezręczności i pogardy, którymi zazwyczaj reaguję, kiedy jakaś suka zaczyna się do mnie ślinić? – zasugerował Tom. – Tak, jestem tego świadom. – Rozbawienie Pottera znikło nieco, kiedy chłopak usłyszał ton tego oświadczenia, ale na jego twarzy wciąż pozostały jego ślady. – Ale to dlatego, że to on się we mnie durzy i jest zazdrosny.

Harry zamarł, młody Czarny Pan powiedział to tak nonszalanckim, obojętnym tonem, że nie był pewien, czy dobrze usłyszał. Tom wysłał mu spojrzenie, lekko rozbawione i na wpół upominające.

- Salazarze, jesteś tak nieświadomy. – Tom pokręcił głową. – Nie wiedziałeś o tym? Myślałem, że do tej pory próbował cię zniszczyć.

Harry nie był w stanie otrząsnąć się z szoku, coraz więcej pytań pojawiało się w jego głowie.

- Lestrange jest gejem? Jest… w tobie? Skąd wiesz?

- Bo mi powiedział – oświadczył Tom, tym razem pogardliwie. – Mniej więcej w tym czasie, kiedy cię poznałem.

- Dlatego tak cholernie mnie nienawidzi? – zapytał Harry, jego oczy rozszerzyły się. – Cholera jasna! A ty… - Harry przeczesał rękoma włosy. – Naprawdę ci powiedział? Czy on oszalał? Salazarze, już mi go szkoda. – Tom uniósł na to brwi, co Potter ostentacyjnie zignorował. Nastąpiła chwila ciszy. – Naprawdę ci powiedział… - ponownie zaczął Harry.

- Tak. – Teraz już Tom z całą pewnością wyglądał na rozbawionego. – Co, przeszkadza ci to? – mrugnął.

Harry zaczerwienił się, wysyłając w kierunku dziedzica Slytherina klątwę, przed którą ten szybko się uchylił.

- Nie, więc się zamknij, bo doskonale wiesz, że się w tobie nie durzę, musisz to jakoś przeboleć.

Ta rozmowa bardzo szybko poszła w złym kierunku. Chciał wrócić do tematu prezentów świątecznych. Po chwili Tom w potwierdzeniu skinął głową.

- Oczywiście, że o tym wiem, uspokój się. Jakby nie było, prawdopodobnie znam zawartość twoich myśli równie dobrze jak ty – odpalił dziedzic Slytherina.

- Dobrze – zgodził się Harry. Nastąpiła kolejna przerwa. – Hermiona myśli, że jest odwrotnie – dodał mściwie. – Że to ty durzysz się we mnie.

- Naiwny dzieciak – zauważył zajadliwie Tom, po czym dodał: – Choć wydaje mi się, że wiem, skąd mogło jej się to wziąć.

- Skąd mogłoby się jej to wziąć! – Harry rzucił mu nieprzyjazne spojrzenie. – Obaj jesteśmy hetero!

- Myślę, że to się nazywa podtekst – zauważył Tom. Harry wydał z siebie dźwięk obrzydzenia.

- Ale to Hermiona! Ona powinna być mądra!

- Słowa „powinna być" są w tym zdaniu kluczowe – odpowiedział Tom, wykrzywiając usta. Harry spiorunował go spojrzeniem. Hermiona była mądra. Po prostu nie zawsze miała rację. Odwrócił wzrok, czując się nieswojo.

- Więc co chcesz dostać na święta? – zapytał, zaciskając zęby. Tom ucichł, zamyślony.

- Pójdź ze mną do Little Hangleton.