Rozdział betowała cheroine. :)

Dzisiaj szybko, ponieważ nie mam zbyt wiele czasu, a naprawdę dużo roboty. W każdym razie możecie być pewni, że przynajmniej kilkakrotnie przeczytałam każdy komentarz i bardzo dziękuję wszystkim, którzy skomentowali ostatni rozdział – a zarazem przepraszam, że ten pojawia tak późno. Jesteście wspaniali :).

Cookies. Alice, spokojnie, na razie nie doszliśmy nawet jeszcze do połowy tego ficka. :) Zapewniam, ze to wszystko tak szybko się nie skończy. ;) I zgadzam się, Tom ma jakieś wyjątkowe, zgryźliwe poczucie humoru – które niezwykle często ujawnia się przed Harrym :). Niestety na całą sytuację jeszcze przez jakiś czas nie będziemy patrzeć z punktu widzenia Toma, tak więc nie jesteśmy na chwilę obecną w stanie poznać jego myśli – chociaż możemy się ich domyślać, och, możemy się domyślać… CaffeLatte, cieszę się, że sprawiłam przyjemność :). Pomiędzy rozdziałem w sobotę a niedzielę zazwyczaj nie ma zbyt dużej przerwy. I taak, Tom by cię zabił, gdyby to usłyszał, ale zawsze mogłabyś schować się z Harrym i mieć nadzieję na to, że ta żywa tarcza zadziała :). Toka, dziękuję ci bardzo, bardzo mocno za miłe słowa. I tak, zgadzam się, poprzedni rozdział był nietypowy, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż przedstawiony był z punktu widzenia ogarniętego agonią umysłu Harry'ego… :) Co do twojego pytania – tak, fick został zakończony na ilości 149 rozdziałów (wiem, przerażająca liczba ^^), a ja jak najbardziej mam zamiar przetłumaczyć je wszystkie – ponadto, jeżeli tylko znajdą się zainteresowani, również prequel oraz sequel, chociaż oba są jak na tą chwilę niezakończone. :) Koma, taak, z całą pewnością jest teraz mniej czasu, nie przejmuj się, rozumiem :). I, cóż, bardzo trafnie opisałaś relację Toma i Pottera. A przynajmniej jak na razie – bo tego, jak potoczy się ona dalej, to nie zdradzę :)… Sefid, żałuję, że nie mogę odpowiedzieć ci za pomocą prywatnej wiadomości, ale mam nadzieję, że mimo wszystko przeczytasz odpowiedź, jaką tutaj na twoje pytanie zamieszczę :). Odpowiadając na pytanie – cóż, właściwie to nie, nie zaczynasz od drugiego tomu. „Ulubieniec Losu" został napisany jako pierwszy. Wprawdzie istnieje prequel (wydarzenia, które działy się przed tymi opisanymi w Ulubieńcu) oraz sequel (wydarzenia, które działy się po tych opisanych w Ulubieńcu) tego opowiadania, ale jako, że zostały one napisane po wstawieniu ostatniego rozdziału „Fate's Favourite" („Ulubieńca Losu"), to i ja postanowiłam zająć się nimi dopiero po przetłumaczeniu tego ficka. Tak więc „Ulubieniec Losu" jest częścią pierwszą, chociaż posiada zarazem część tak jakby zerową – mam nadzieję, że rozumiesz, o co mi chodzi :). Niezrównoważona, nie ma sprawy, chociaż nie, nie pisałaś ;). I, tak jak wcześniej mówiłam, wiedziałam, że któryś z najbliższych rozdziałów ci się spodoba – chodziło mi właśnie o ten, ponieważ biedny Harry przeżywa prawdziwą agonię. I naprawdę jest znane? Nie wiedziałam. Chociaż, cóż, miło mi jest to słyszeć. Po prostu cieszę się, że podoba się innym :). Poza tym, gdybyś mogła, to proszę, podaj mi link do tego, co sama piszesz, bo jestem niesamowicie ciekawa, a poza tym nie wierzę temu, jak mówisz, że nie mas talentu – na pewno masz! :) Ake107, cieszę się, że opowiadanie ci się spodobało i bardzo miło mi słyszeć, że… tak bardzo cię wciągnęło :). Sama pamiętam, jak czytałam je z zapartym tchem właściwie bez przerwy przez całe dni (a później czekałam, bo nie pojawiły się jeszcze nowe rozdziały ^^) i wiem, jak bardzo może być pasjonujące :). Cieszę się, że ktoś czuje chociaż cząstkę tego, co ja :).

Och, miało być krótko… W każdym razie pozostaje mi życzyć wam miłego czytania. :)


Ulubieniec Losu

Rozdział sześćdziesiąty piąty

Znowu Skrzydło Szpitalne. To robiło się nudne. Tak jak biel. Przynajmniej ból zniknął wraz z Voldemortem. Ron i Hermiona siedzieli przy jego łóżku i oboje wyprostowali się od razu, kiedy zauważyli, że się obudził.

- Naprawdę powinniśmy przestać się tutaj spotykać – słabo zażartował Harry, jego głos był łamliwy i szorstki.

- Dzięki bogu nic ni nie jest – zaczęła Hermiona. – Zamartwialiśmy się. Potrzebujesz czegoś? Eliksiru przeciwbólowego? Wody…?

- Nie, wszystko dobrze. – Roześmiał się lekko. – Nic mi nie jest, naprawdę. Jak długo byłem nieprzytomny?

- Tym razem tylko kilka godzin – oświadczył Ron. – To wielka poprawa. Riddle odpieprzył się jak norm… - Ron zatrzymał się w pół słowa, kiedy wszedł dziedzic Slytherina. – O wilku mowa – wymamrotał rudowłosy. – Idę po Pomfrey.

Ron wymknął się, posyłając Tomowi nieprzyjemne spojrzenie, które przyszły Czarny Pan odwzajemnił ze słodkim uśmiechem i przeganiającym gestem.

- Jak ty to robisz? – z niedowierzaniem dopytywała się Hermiona. – Jak to możliwe, że zawsze wiesz, kiedy Harry się obudził i wchodzisz zaledwie minutę później, podczas gdy reszta z nas musi czekać?

Harry zmarszczył brwi; nie zmuszał ich do siedzenia przy jego łóżku. Hermiona zauważyła wyraz jego twarzy i złagodniała.

- Och, nie o to chodzi, nie myślimy tak! – Machnęła lekceważąco ręką, wciąż brzmiąc na trochę rozdrażnioną, po czym ponownie spojrzała na Toma. – Więc?

- Jesteśmy bratnimi duszami – odpowiedział spokojnie Riddle, kierując się do jego łóżka. Harry złapał ciężką książkę rzuconą w kierunku jego głowy i odwrócił ją. Przewodnik dla Empatów.

- Wiesz – zaczął spokojnie – zaczynam myśleć, że rozumiem, dlaczego ludzie sądzą, iż jesteśmy parą, jeśli zawsze odpowiadasz im w taki sposób…

Tom uniósł brwi.

- Jakkolwiek to bystre z twojej strony, dojście do tego zabrało ci około, ile, roku? – odpowiedział oschle Tom, powodując, że Harry spojrzał na niego ostro. – Ale – kontynuował Tom – to wszystko niewystarczająco i za późno, według ogólnego przekonania populacji uczniowskiej nie jesteśmy już parą.

Harry nie był pewien, czy powinien czuć ulgę, czy coś zupełnie innego.

- Och? – zapytał.

- Tak, dzięki bogu. – Tom uśmiechnął się. – W każdym razie, para była zbyt bezpieczna i domowa. Podobno teraz mówi się o… wiele większej pikanterii i ekscytacji.

Harry mrugał przez chwilę tępo, opierając się nagłej ochocie na potarcie twarzy dłonią.

- Cóż, nie chcemy być nudni – odpowiedział w końcu.

- Istotnie, nie chcemy – zgodził się Tom. – Fala plotek może napędzać się niczym albo też możemy jej w tym pomóc. – Oczy chłopca zaświeciły sadystycznie. – Myślę, że powinniśmy znaleźć ci do ubrania parę kajdanek. Zobaczymy, co wtedy zrobią.

Hermiona wydała dziwny pisk, krzątająca się wokół nich Pomfrey posłała mu dziwne spojrzenie, a Ron wyglądał na wytrąconego z równowagi. Teraz Harry naprawdę potarł twarz dłonią.

- Masz pokręcone poczucie humoru – wymamrotał.

- Myślisz, że żartuję? – zapytał niewinnie Tom. Harry uśmiechnął się drwiąco.

- Nie ubiorę kajdanek. Albo obroży. Albo czegokolwiek innego, co wymyśli sobie twój pochrzaniony umysł. Albo w ogóle czegokolwiek.

- Mój pochrzaniony umysł? – Tom brzmiał na rozbawionego. – Wspomniałem tylko o kajdankach, to ty wpadłeś na obrożę. Ach, masochista.

- Nie jestem masochistą! – zaprotestował Harry. – Przestań tak mówić. A nawet gdybym był, wciąż bym się z tobą nie umówił.

- Oczywiście, że byś się umówił – odparł niby od niechcenia Riddle. – Jestem prawdopodobnie całkowicie w twoim typie. To dlatego te plotki tak szaleńczo się rozprzestrzeniają. Gdyby któryś z nas był gejem, jestem pewien, że już dawno byśmy ze sobą spali.

- Nie, nawet gdybym był gejem, to by się nie stało – kłócił się Harry, chociaż nie mógł nic poradzić na to, że zauważył, iż Tom wydawał się okropnie pewny tego, co mówił i sam nie był już tak co do tego przekonany przez to, że to samo mówili wszyscy inni.

Kątem oka przyglądał się różdżce Pomfrey, kiedy kobieta rzucała cały szereg czarów leczących i innych. Ze względu na brak jej okrzyków zakładał, że było dobrze.

- Próbujesz przekonać mnie czy siebie? – Tom uśmiechnął się, zadowolony z siebie.

- Co się stało z Voldemortem? – zapytał głośno zamiast odpowiedzieć, spoglądając na Rona i Hermionę.

Twarz Hermiony była jasnoczerwona, wydawała się raczej speszona ich rozmową. Jego najlepszy przyjaciel patrzył na Toma pytająco, niepewnie, co skłoniło do odpowiedzi dziedzica Slytherina i zmusiło Harry'ego do ponownego spojrzenia w jego kierunku.

Tom nadal wyglądał na zbyt rozbawionego.

- Zajęło ci to trochę czasu, ale w końcu udało ci się zoklumentować – oświadczył leniwie przyszły Czarny Pan. – I było dużo krzyku, ale przypuszczam, że tę część pamiętasz. Pewnie cię to podniecało. Nie jesteś też zoofilem, prawda, w szczególności co do węży?

Harry ostentacyjnie ignorował dwa ostatnie zdania, odczuwając mdłości. Wiedział, że Tom go tylko denerwuje, ale jednak!

- Oklumentowałem się? – zapytał, decydując skupić się właśnie na tym.

Ron wydawał się kompletnie zdezorientowany, a Hermiona skoncentrowana na ignorowaniu uwag Toma, czerwień pojawiła się na jej policzkach. Nawet Pomfrey wyglądała na przejętą.

- Oklumentował? – Hermiona zadała pytanie równocześnie z nim, wyglądając, jakby chciała biec do biblioteki, aby natychmiast zbadać nowe słowo.

- Tak. – Tom skinął głową. – To właśnie powiedziałem dwie sekundy temu.

- Jak? – dopytywał się Harry, lekko niezadowolony drugą połową potwierdzenia. – Mam na myśli… będę w stanie zrobić to ponownie?

Tom spojrzał na niego wzrokiem, który sugerował, że właśnie zadał naprawdę głupie pytanie. W zamian rzucił mu ostre spojrzenie, mówiące: „po prostu odpowiedź".

- Tak, prawdopodobnie – stwierdził młody Czarny Pan. – I tak, powinno być to od teraz łatwiejsze. Przypomnij mi, abym wysłał dziadzinie podziękowania, twój brak postępów zaczynał być irytujący.

- Dziadzinie? – powtórzył chrapliwie Ron, domyślając się, że Tom mówił o Voldemorcie. Riddle zignorował rudzielca.

- Marne pocieszenie – oświadczył Harry, spoglądając na Pomfrey, kiedy ta chowała swoją różdżkę. – Więc mogę iść? – zapytał.

- Tym razem staraj się trzymać z dala od tego miejsca. Jak tak dalej pójdzie, wkrótce przydzielę ci tutaj własne łóżko.

Harry zbladł z przerażenia. Nigdy w życiu!

Za kilka dni mieli iść do Little Hangleton.