Rozdział sprawdziła cheroine - dziękuję :).

NigrumLotus, bardzo się cieszę, że rozdział ci się podobał, także go absolutnie uwielbiam, może nie jest moim ulubionym, ale na pewno należy do tych bardziej lubianych i zapamiętanych :). I nie dziwię się, że uwielbiasz Toma - trudno go nie uwielbiać... Zdradzę, że w związku z Little Hangleton jeszcze to nie wszystko, na razie już dzisiejszy rozdział tą wyprawę zakończy, ale jeszcze kiedyś ktoś do niego wróci :). Cookies. Alice, bardzo się z tego powodu cieszę, nie muszę martwić się o swoją głowę ;). I cóż, trzymam kciuki, byś dała radę i nie złamała się po tych 68 rozdziałach ;). Chociaż rozumiem tą chęć przeczytania oryginału, bo przyznam, że nie wiem, czy sama potrafiłabym się przed tym powstrzymać... :) Co do punktu widzenia Toma - właściwie, co mi szkodzi, zdradzę, że w 70. Czyli jeszcze w tym tygodniu :). Później, o ile dobrze pamiętam, będzie znów chwila przerwy i od rozdziału 100 zmiana punktów widzenia stanie się o wiele częstsza :). I taak, Riddle jest jedną wielką (kochaną) wredotą ;). Zresztą zaskakujące jest to, że w ogóle chciał, by Harry poszedł z nim o miejsca, z którym wiążą się dla Riddle'a tak wielkie emocje... CaffeLatte, och, a pamiętasz jeszcze Umbridge z pierwszych rozdziałów? ;) Co do kawy, to nic nie mówię, bo będzie o niej dzisiaj, tak więc nie chcę nic zdradzać ;). A Voldemort... bądź cierpliwa, a się nie zawiedziesz ;). Ariana, zgadzam się, boskie ;). A jakie skuteczne! Oto jak działa logika Harry'ego Pottera... Cieszę się, że rozdział ci się spodobał i mam nadzieję, że i z tym będzie podobnie ;).. Miyuki, miło mi poznać! :) I nie mam zamiaru bić, co to to nie, przeciwnie, bardzo się cieszę, że napisałaś ten komentarz :). Za tłumaczenie nie ma co dziękować, po prostu nie mogłam znieść tego, że tekst ten nie jest jeszcze przetłumaczony ;). W każdym razie bardzo wiele znaczy dla mnie to, że nie masz zastrzeżeń do tłumaczenia, ba! podoba ci się ono - bardzo bałam sie tego, jak mi ono pójdzie... Wena i czas się przyda, dziękuję, ostatnio odczuwam wielki brak szczególnie tego drugiego...

Dziękuję za wasze komentarze. Naprawdę chciałam opublikować wam rozdział wcześniej i przez to, jak miłe słowa piszecie mam niesamowite wyzuty sumienia, że tego nie zrobiłam, jednak tydzień był absolutnie zabiegany i naprawdę nie miałam czasu, aby zrobić cokolwiek, co nie było nauką...

W każdym razie mam nadzieję, że nie macie do mnie za to żalu i że dzisiejszy rozdział przypadnie wam do gustu. :) Miłego czytania.


Ulubieniec Losu

Rozdział sześćdziesiąty ósmy

Harry siedział już jakiś czas w dziwnej, małej kawiarni znajdującej się w wiosce, popijając mocną, czarną kawę, kiedy Tom do niego dołączył.

Na twarzy chłopca widniała lekka irytacja, gdy podszedł do stołu, przy którym siedział Harry.

- Myślałem, że powiedziałem ci, abyś wrócił. Wszędzie cię szukałem – oświadczył Tom, opadając na miejsce naprzeciwko niego. – A ty nawet nie przyniosłeś mi kawy – dodał dziedzic Slytherina, przypatrując się parującej filiżance, z której pił Harry.

Potter podniósł brwi.

- Właściwie to powiedziałeś mi, abym trzymał się z dala od cmentarza i zrobił coś pożytecznego – zauważył od niechcenia, potrząsając głową. – Naprawdę powinieneś popracować nad swoją pamięcią. – Tom przez chwilę patrzył na niego karcąco. Harry uśmiechnął się. – I nigdy nie obiecywałem, że przyniosę ci kawę… sam ją sobie zamów.

- Taki z ciebie przyjaciel – zadrwił Tom. Uśmiech Harry'ego jedynie się na to rozszerzył. W wiosce, która mogłaby znajdować się w każdym innym miejscu na świecie, czuł się dużo lepiej niż na cmentarzu ze swoich najgorszych koszmarów.

- I jak, znalazłeś to, po co tu przyszedłeś? – zapytał po chwili. Tom przyglądał mu się przez chwilę.

- Być może – odparł. Harry czekał rozwinięcie tematu, ale chłopak nie powiedział nic więcej.

- Po co w ogóle chciałeś tutaj przyjść? – dodał, starając się powiedzieć to jakby od niechcenia. Uśmieszek Toma doskonale mówił mu, jak dobrze mu się to udało.

- Aby zobaczyć grób mojego ojca. – Nadeszła odpowiedź. Harry milczał, zauważając zamyślenie dziedzica Slytherina. – Przeszkadza ci to, prawda? – rzucił Tom, pochylając się nieco nad stołem.

- Co? Cmentarz? I tu znów schodzimy na temat pamięci, bo już o tym mówiliśmy – odparł z wymuszoną lekkością.

- Nie, moje słowa – uściślił Tom, a z jego głosu zniknęły wszelkie ślady rozbawienia. – Moje pragnienie zamordowania…

- Mów ciszej – syknął Harry. – Są tu ludzie, którzy mogą cię usłyszeć i źle to zrozumieć…

- Źle to zrozumieć? – Usta Riddle'a nieznacznie się wygięły. – Co, że zabiłem ludzi? Zabijam ludzi? Cieszy mnie zabijanie ludzi? Zdradzę ci mały sekret, skarbie, nie ma tu czego źle zrozumieć.

Harry chciał odwrócić wzrok, uniknąć tych intensywnych, uważnie wpatrujących się w niego oczu przeszywających samą duszę, ale nie był w stanie tego zrobić.

- Ale proszę bardzo – kontynuował Tom – możemy skończyć to na zewnątrz, jeśli sprawi to, że poczujesz się lepiej. Na końcu ulicy znajduje się restauracja, jeśli jesteś zainteresowany.

- Zabierasz mnie na kolację, aby porozmawiać o swoich psychopatycznych skłonnościach? – Harry był całkowicie pewien, że jego głos był nieco stłumiony, a przynajmniej bardzo niedowierzający.

- Nie – oznajmił Tom. – Zabieram cię na kolację, ponieważ jestem głodny i raczej korzystam z tego, że nie jesteśmy pod ciągłą obserwacją całego stada uczniów. Ta rozmowa i tak się kiedyś odbędzie, bez względu na to, jak bardzo będziesz przed nią uciekał.

Potter poczuł, że w odpowiedzi na jego twarzy pojawia się niechętny uśmiech.

To po prostu było takie typowe… co nie zmieniało faktu, że ta rozmowa i tak się nie odbędzie.

Tom wyciągnął szyderczo dłoń, aby ją uchwycił.

- Daj spokój – prychnął. – Jesteśmy przyjaciółmi, czy nie?

Cholera.


Jakimś cudem Harry skończył siedząc z Tomem w restauracji. Na szczęście bez świec, czy czegoś równie… romantycznego.

- Zdajesz sobie sprawę, że płacisz, prawda? – zauważył Gryfon. – Bo nie zabrałem z sobą żadnych pieniędzy. – Nie czuł takiej potrzeby; za bardzo przejmował się tym, że wybierają się na cmentarz.

Tom machnął lekceważąco ręką.

- Zawsze mogę rzucić na właściciela Imperio, aby dał nam zjeść za darmo.

Harry spojrzał na niego, od razu zaczynając wstawać ze swojego miejsca, kiedy jego lewe ramię szarpnęło go z powrotem na krzesło.

- Och, uspokój się Złoty Chłopcze – wycedził młody Czarny Pan. – Zapłacę. Zamów, co tylko chcesz i nie bądź tak moralnie spięty.

- Wiesz, naprawdę powinieneś przestać robić to coś z ramieniem – poinformował Harry. Tom uniósł tylko brwi, wyglądając na rozbawionego.

- Myślisz, że do jakich celów powinienem tego używać? Może partnera do rozmowy, kiedy się dąsasz?

- Przyjaciele nie starają się kontrolować siebie nawzajem dla swoich nikczemnych celów – wytknął mu Harry.

- Cóż, tego nie było w definicji – zauważył Tom, brzmiąc na lekko zaniepokojonego.

- Spróbuj użyć innego słownika – zasugerował Harry.

- Albo może po prostu spalmy słowniki na popiół – odpowiedział Riddle. – To o wiele zabawniejsze. Poza tym, nigdy nie powiedziałem, że będę dobrym przyjacielem… co zamawiasz? Zbliża się kelnerka.

Harry zerknął szybko na menu, pośpiesznie starając się znaleźć w nim najtańszy posiłek.

- Errr, zupę rybną – jąknął, panikując, nie wiedząc, dlaczego powiedział Tomowi akurat to.

To było chore, ale nigdy tak naprawdę nie był w restauracji… nie miał takiej potrzeby, a Dursleyowie z całą pewnością nigdy go do żadnej nie zabrali. Jaki był tutaj rodzaj ryby… och boże… halibut. Fuj.

Zmarszczył nieznacznie nos. Powinien był to sprawdzić.

- Co sobie życzycie, chłopaki? – zapytała wesoło mugolka, przerzucając przez ramie swoje brązowe włosy, przyglądając im się, kiedy dotarła do stołu. – Mogę przyjąć zamówienie? – Oczy Toma rozszerzyły się nieznacznie ze wstrętu, ale kiedy odpowiadał, był absolutnie czarujący.

- Dwa warzywne lasagne i wino – powiedział pewnie Tom. Głowa Harry'ego podniosła się, aby na niego spojrzeć.

- Och… - szepnęła kelnerka. – Mogę zobaczyć twój dowód? Zgodnie z prawem muszę to sprawdzić.

Ku zdumieniu Harry'ego, Tom po prostu podał jej kartę, spokojnie napotykając wzrok kobiety.

- Taka piękna kobieta jak ty, powinienem być urażony czy zaszczycony tym, że uważasz, iż nie mam jeszcze osiemnastki? – zapytał Tom, uśmiechając się. Kelnerka zarumieniła się lekko, wyglądając na oszołomioną.

- Nie wiem – odpowiedziała, oddając mu dowód. – A jak myślisz? Dwa warzywne lasagne i wino będą za chwilę.

Nieśmiało oglądając się za siebie, kelnerka znów się oddaliła. Tom z pogardą schował kartę.

Harry spojrzał na niego, żądając wyjaśnień.

- Nienawidzisz halibuta – wyjaśnił spokojnie Riddle. – Na czym skończyliśmy?

- Masz fałszywy dowód? – Potter gapił się na niego. Tom spojrzał na niego z litością.

- Nie, to był pusty kawałek kartki. Użyłem niewerbalnego zaklęcia przymusu.

Harry zamrugał.

- Przymu… Zmusiłeś ją? – krzyknął.

- Mów ciszej – rozkazał Tom, uśmiechając się – są tu ludzie, którzy mogliby to źle zrozumieć.

- Nie możesz tak po prostu sobie tego robić! – syknął Harry.

- Po prostu tak robię – oświadczył Tom. – Potrzebujesz nowych okularów? W każdym razie mówiłem, abyś przestał być tak moralnie spięty. To się robi denerwujące. Zrelaksuj się i baw. Niszczysz mój dobry nastrój. – Ciało Harry'ego pozostało napięte. Tom przewrócił oczami. – Nie skrzywdziłem jej. Przejdź na zaprzeczenia i udawaj, że to fałszywy dowód, jeśli to w mniejszym stopniu przeszkadza twoim delikatnym uczuciom. Serio…

Harry zmrużył oczy, ale kiedy Tom tylko spojrzał na niego stanowczo, zupełnie bezlitośnie, postanowił po prostu trochę sobie odpuścić. Myślał, że było to wystarczająco niewinne.

Odwrócił wzrok, całkowicie pewny, że powinien teraz zacząć prowadzić z nim rozmowę o niczym albo coś w tym stylu.

Nienawidził takich gadek-szmatek. Zwłaszcza z Tomem, bo wiedział, że on także uważa to za całkowicie nudne.

Czując się, jakby był obserwowany, ponownie spojrzał w kierunku Toma, ani trochę nie będąc zaskoczonym, kiedy napotkał to przeszywające spojrzenie, sprawiające wrażenie, jak gdyby szukało sposobu na skrupulatne przeanalizowanie go. Gdyby się głębiej tym zainteresował, pewnie okazałoby się, że nie jest ono akceptowane społecznie. Ale kto by się tym przejmował.

Skończyli rozmawiając, a Harry uważał, aby utrzymywać rozmowę z dala od czegokolwiek, co przypominałoby rozmowę, podczas gdy Tom obserwował jego starania z irytująco wszystkowiedzącym wyrazem twarzy.

Dziedzic Slytherina nie wymuszał jednak tematu, co go zaskoczyło. Harry zrozumiał, że wciąż nie jest w stanie całkowicie przewidzieć reakcji Toma na każdy możliwy scenariusz i prawdopodobnie nigdy nie będzie… Co sprawiało, że ten ich cały związek przyjaźni robił się nieco ekscytujący.

Salazarze.

Co jeśli był masochistą?

Był zadowolony, kiedy przyszło zamówienie, dając mu pretekst do zamknięcia się.

Tom z zadowolonym uśmieszkiem nalał im wina, po czym podniósł je i pochylił w kierunku Harry'ego. Nie był pewien, czy było to szydercze, czy nie, tak samo jak ręka.

- Za stare i nowe wspomnienia – powiedział Tom.

Impulsywnie Harry odpowiedział na toast swoim własnym, z roztargnieniem zastanawiając się, czy będzie tego żałował, ale nie obchodziło go to.

- Za spalenie słownika.

Tom uśmiechnął się.


Dopiero znacznie później wrócili do Hogwartu, co prawda tylko troszeczkę, malusieńko, odrobinę nietrzeźwi.

No dobra, może trochę więcej niż troszeczkę malusieńko odrobinę, ale nie dużo.

Mógł iść prosto i myśleć stosunkowo spójnie. Wszystko było po prostu dość przyjemnie szumiące i zamroczone.

Nauczyciele wyszli im naprzeciw.

- Gdzieście się, do diabła, podziewali? – domagał się Snape z wykrzywioną szyderczo twarzą, wyglądając na gotowego do złapania Harry'ego za kołnierz i uduszenia.

Wybiegła Hermiona, rzucając się w jego ramiona mimo tego, że nauczyciele starali się ją przed tym powstrzymać.

- To pan Weasley… został zaatakowany przez gigantycznego węża!

Kurwa.