Rozdział betowany przez wspaniałą cheroine.

Za wszystkie komentarze oczywiście bardzo, bardzo wam dziękuję, bo, chociaż samej kiedyś wydawało mi się to niemożliwe, to one naprawdę niesamowicie motywują do tego, by nie przerywać swojej pracy :). Rozdział, z ich powodu, tak jak obiecałam, wstawiam wcześniej.

Cookies. Alice, ależ, jak tak możesz, przecież Tom by go w życiu nie przytulił! ;) A mówiąc na poważnie, to zgadzam się, Tom czasami tak bardzo żyje w zaprzeczeniu ze swoimi uczuciami… Niestety braku literki także znaleźć nie potrafię, może później, kiedy będę miała więcej czasu, zajmę się tym :). I przypomnę tylko jeszcze, że również Tom był pijany – tak więc jego myśli mogły być trochę zmienione ;). Sprawa z łączeniem ich w parę jest dość ciekawa i jeszcze się nieco później rozwinie… :) Mahakao, rozumiem i zgadzam się – oni są niemal stworzeni do tego, by być parą ;). Mówisz, że pijany Tom jest uroczy… dla mnie, to on zawsze jest uroczy, po prostu trzeba przymknąć oko na wiele spraw ;). Twoje rozwiązanie byłoby niesamowicie zabawne, ale, och… zobaczysz :). Noir, staram się, staram, skoro już się za to wzięłam, to grzechem byłoby pozostawić to w postaci nieskończonej – po prostu nie mogłabym tego zrobić :). Ale i tak dziękuję za miłe słowa, bo dodają mojej pracy sensu. Cieszę się też, że podoba ci się wybór opowiadania, bo naprawdę uważam, że należy mu się zwrócenie na nie uwagi – jeżeli nie w tym tłumaczeniu, to chociażby w oryginale. Niemniej jednak bardzo się cieszę, że i tłumaczenie ci się podoba, że nie masz do niego zastrzeżeń i jak najbardziej je popierasz :). Zwróciłaś uwagę na wiele ciekawych spraw, spraw, które trudno zauważyć – chociażby właśnie te intrygi ukryte pod lekkimi wydarzeniami. Harry i Tom są niesamowici, i o ile powinnam zachować jako tłumaczka swoje zdanie dla siebie, to naprawdę nie potrafię nie zgodzić się z tym głośno. Cieszę się, że podoba ci się styl, bo jest to coś, co niesamowicie trudno osiągnąć i co jest bardzo trudno wyćwiczyć – miło słyszeć, że tutaj zupełnie on nie umarł ;). Twoje porównanie do Toma absolutnie mnie rozbawiło, niestety muszę przyznać, że nim nie jestem – jego geniusz bardzo, ale to bardzo wykracza poza moje umiejętności :). Po prostu lubię to, co robię, a kiedy już coś robię, to robię to dokładnie – nawet nie masz pojęcia jak długo zastanawiałam się, czy aby na pewno chcę podjąć się tego tłumaczenia, bo po prostu wiedziałam, że jeżeli już to zrobię, to będę musiała doprowadzić je do końca. Jak na razie nie żałuję swojego wyboru, przeciwnie, cieszę się, że wyszło tak, jak wyszło. :) I powiem, abyś się nie martwiła, bo pozostawiłaś po sobie jak najbardziej miłe wrażenie – poza tym podziwiam porę, w jaką wstawiłaś komentarz, przez kilka dobrych sekund wpatrywałam się w nią z komicznie otwartymi ustami :). Miyuki, to, jak się skończy sytuacja z różnymi Stronami, po których siedzą Harry i Tom, tego ani trochę nie zdradzę. Nawet słowa o tym nie powiem – wybacz, ale po prostu jestem niesamowicie ciekawa tego, jak będziecie reagować na to wraz z tym, jak będzie się ta sytuacja (w którąś stronę) zmieniać :). Ariano, taak, to mogę obiecać – na pewno będzie się działo :). Gościu, oto i więcej! :) Mam nadzieję, że się cieszycie :). I, oczywiście, dziękuję za miłe słowa. Niezrównoważona, nie ma sprawy, od nikogo nie oczekuję, że będzie każdy rozdział komentował, bo wiem, jakie to niesamowicie trudne :). Miło, że żaden błąd się nam nie ukrył, robimy co możemy, by było ich jak najmniej :) Weasleyów, zdradzę, będzie nieco więcej w następnych rozdziałach, tak więc, chcąc nie chcąc, poznasz ich reakcje… A, jak mówiłam, przeczytam, oczywiście, że przeczytam twoje opowiadanie – po prostu teraz tak całkowicie nie mam czasu, że to się w głowie nie mieści… Kiedy będzie jakieś wolne, jakieś dłuższe wolne, wtedy wezmę się za to…

Rozpisałam się – jak zawsze zresztą, chyba się już do tego przyzwyczailiście :). Wybaczcie mi za to… W każdym razie, abym znów się niepotrzebnie nie rozgadała, to po prostu serdecznie zapraszam was na kolejny rozdział i… do zobaczenia :).


Słowniczek: wężomowa


Ulubieniec Losu

Rozdział siedemdziesiąty pierwszy

Harry uczepił się resztek uchodzącego snu, z roztargnieniem świadomy, że jego głowa przyciśnięta była do czyjegoś ramienia, a jego nogi plątały się z nogami towarzysza.

Jego głowa pulsowała, usta były suche.

Dzięki Bogu, lochy nie przepuszczały dużo światła. Dlaczego, do diabła, był tak bardzo pijany zeszłej nocy?

Nie był w stanie wykrzesać w mózgu energii potrzebnej do rozważenia odpowiedzi na to pytanie, po prostu rozpłynął się w wygodnym, ciepłym stanie między snem a jawą.

Zevi był całkiem wygodny… jego wymęczone przemyślenia przerwane zostały, kiedy w pokoju nagle pojawiło się światło i drzwi dormitorium otwarły się z głośnym hukiem, powodując, że natychmiast poderwał się do góry, chwytając różdżkę.

Och. Snape.

Dlaczego Snape tak dziwnie mu się przypat… Kurwa.

Nie był w łóżku Zeviego, prawda?

Tom zmrużył nieznacznie oczy na pojawiającego się tak wcześnie rano intruza, a na jego twarzy widoczne były jedynie nieznaczne ślady ich wczorajszego pijaństwa.

Wszystko nagle wróciło do niego.

Pan Weasley. Boże. Pan Weasley był martwy. Za sprawą spojrzenia Toma myśl ta uderzyła w niego pełną parą.

On był… Zaczął szlochać w ramiona Toma… Merlinie… To było złe. To było tak żenujące…

A co się stało potem? Dlaczego był w łóżku Toma? Prawdę mówiąc, wszystko było trochę zamglone. Kurwa.

Reszta Ślizgonów właśnie odzyskiwała świadomość, podczas gdy Snape wpatrywał się w ich dwójkę, zmrożony, z nieczytelnym wyrazem twarzy.

Harry spojrzał w dół; nie był nagi albo coś w tym stylu, prawda? Nie, tak jak zawsze miał na sobie swoje bokserki, nawet jeśli nie był ubrany w swoją normalną koszulkę… tyle że Snape nie mógł tego widzieć, prawda?

- To nie to, co myślisz – wykrztusił z zakłopotaniem.

Tom uniósł się na łokciu, przypatrując mu się z niewielkim rozbawieniem. Harry zerknął w bok. Byli bardzo blisko. Miał nadzieję, że nie jest zarumieniony albo coś w tym rodzaju, bo naprawdę nie miał ku temu powodów, no, może za wyjątkiem tego faktu, że wiedział, jakie krążą o ich dwojgu nieporozumienia i przypuszczenia. Spojrzał z powrotem na Snape'a, kiedy ten ruszył w ich kierunku.

Miał w ręce dwie butelki, a na twarzy wyraz ledwie powstrzymywanego obrzydzenia, przerażenia i dezaprobaty.

- Lek na kaca – poinformował ich krótko Mistrz Eliksirów, po czym odsunął się od nich, jak gdyby przenosili jakąś nieuleczalną, zaraźliwą chorobę. – Ubieraj się, panie Potter. Zanim wyjedziesz, dyrektor chciałby się z tobą zobaczyć. Jak zakładam, byłeś zbyt zajęty, aby się spakować?

Wyjedziesz? Gdzie… Grimmauld Place. O bogowie. Będzie musiał stawić czoła Weasleyom… Ostatniej nocy, kiedy to powiedział, był pijany, z całą pewnością nie brali na serio jego prośby, prawda?

Salazarze.

To nie tak, że nie chciał sprawdzić, czy z Ronem i całą resztą było wszystko w porządku, ale… pan Weasley był przez niego martwy, czy na pewno chcieli się z nim zobaczyć?

Zanim mógłby cokolwiek z tego wypowiedzieć na głos, Snape wymaszerował, powiewając za sobą szatami, jak gdyby były skrzydłami nietoperza.

- Ciężka noc? – zapytał Lestrange, nadąsany, patrząc to na jednego, to na drugiego. Coś w Harrym pękło. Miał serdecznie dość sposobu, w jaki zachowywał się chłopiec.

- Och, jasne. – Uśmiechnął się sugestywnie, całkowicie udawanie. – A tak między nami mówiąc, odkrywam swoje ukryte skłonności sadystyczne. Dobra zabawa…

Lestrange zbladł, podczas gdy Zevi wybuchnął śmiechem. Draco patrzył na niego ostrożnie, jak gdyby nie był pewny, czy żartował, czy nie. Tom przewrócił oczami, beztrosko opadając z powrotem na łóżko, obserwując, jak Potter wtoczył się pod prześcieradło, walcząc z parą jeansów.

Ślizgoni również się temu przyglądali. Próbował nie zdawać sobie z tego sprawy, ale zbyt wiele to nie pomogło.

- Przestańcie się na mnie gapić - warknął, ledwo panując nad swoimi emocjami. Większość Ślizgonów natychmiast odwróciła wzrok; Tom po prostu uniósł na niego brew. Potter zignorował go, cierpko.

Podniósł jedną z fiolek, które Snape zostawił na nocnym stoliku, przełykając na raz jej zawartość, krzywiąc się z powodu obrzydliwego smaku, po czym pospieszył do łazienki, aby umyć zęby oraz zmyć wstrętny smak leku, kiedy tylko zauważył, że jego umysł się rozjaśnił.

Kiedy niechętnie podniósł wzrok na lustro, czując na sobie czyjeś spojrzenie, zobaczył, że Tom wszedł i oparł się o drzwi, obserwując go. Pochylił się, aby wypluć pastę do zębów i wypłukać usta, nic nie mówiąc. Boże.

- Co do ostatniej nocy… - zaczął niezręcznie, podczas gdy Tom w tym samym momencie powiedział:

- Kiedy wrócisz?

Ucichli, przez chwilę przyglądając się sobie.

- Ty pierwszy – mruknął Harry, zadowolony, że ma wymówkę. Tom tylko spojrzał na niego, od niechcenia krzyżując ręce na piersi. Harry nie miał siły, aby pokonać swoje zniechęcenie, które raczej nie pomogłoby mu znieść walki.

- Co do ostatniej nocy – zaczął ponownie. – Przepraszam za to… no wiesz… er… płakanie ci w ramię i wszystko inne… no tak. I za, um, uderzenie cię… ale to ty mnie podpuściłeś! I cóż… ech… powinienem pójść, nadal muszę się spakować i Dumbledore chciał się ze mną zobaczyć.

- Tak, słyszałem – stwierdził Tom, nie odchodząc od drzwi. Harry stanął przed nim, starając się zatrzymać na tak wielu tematach między „ostatnią nocą i ZAŻENOWANIEM", jak tylko mógł.

- Prawdopodobnie wrócę w ciągu kilku dni – oznajmił. – Nie wiem. To zależy od Weasleyów.

Z oczekiwaniem, Harry przełknął nieznacznie ślinę. Przynajmniej zobaczy Syriusza i Remusa. To było malutkie, jasne światełko w tym całym mrocznym tunelu, ale mimo wszystko światełko.

Czuł mdłości i przypuszczał, że to nie dlatego, że Snape go otruł. Tom skinął głową ze zrozumieniem.

- Trzymam cię za słowo – powiedział dziedzic Slytherina – i znajdę cię, jeśli nie pojawisz się na Boże Narodzenie.

Harry uśmiechnął się ze zmęczeniem.

- Zanotowano – mruknął. – Lepiej miej dla mnie prezent bożonarodzeniowy – dodał, starając się odnaleźć cząstki normalności w rozpaczliwej nadziei na to, że świat poza dormitorium Slytherinu nie zatrzymał się.

To było dziwne, nigdy tak naprawdę nie poznał pana Weasleya i być może sprawiało to, że czuł się jeszcze gorzej. Teraz po prostu pozostał z niepewnością, uczuciem, że powinien być lepszy, uczuciem, że nie miał absolutnie żadnego prawa opłakiwać człowieka, który sprawiał, że Harry zastanawiał się, jak by to było mieć ojca.

Weasleyowie będą nim gardzić.

- Przepraszam – powiedział cicho, mając nadzieję, że skłoni to Ślizgona do usunięcia mu się z drogi. Tom zrobił to, wciąż mu się przypatrując, jego słowa sprawiły, że Harry na chwilę się zatrzymał.

- Napisz do mnie, jeśli miałbyś jakiekolwiek kłopoty – syknął przyszły Czarny Pan.

Harry nie wiedział, jakiego rodzaju kłopoty mógłby mieć na myśli Tom albo czy naprawdę oczekiwał, że zgodzi się na to, ale w potwierdzeniu skinął głową.

- Ty tak samo – mruknął.


Dumbledore siedział za biurkiem w pozycji bardzo podobnej do tej, którą zajmował ostatnim razem, gdy Harry go odwiedził. Jego dłonie były splecione pod brodą, ale niebieskie oczy lśniły powagą.

- Harry – przywitał cicho. – Zajmij miejsce.

Ostrożnie, Harry zrobił to, rozglądając się po pokoju. Fawkes ćwierknął uspokajająco.

- Twoja kara za opuszczenie szkoły zostanie ogłoszona po powrocie. Musisz zrozumieć, że nie możesz ot tak po prostu przychodzić i odchodzić, kiedy tylko masz taką ochotę, zwłaszcza w tak mrocznych czasach jak te.

- Istnieje zasada zabraniająca tego? – zripostował Harry, czując złość gotującą się w jego żyłach. Co w ogóle robił pan Weasley, kiedy został zaatakowany przez Nagini? Spojrzenie dyrektora wyostrzyło się z chłodną powagą.

- Po prostu dbam o twoje bezpieczeństwo… Gdzie udałeś się z panem Riddle'em?

Harry roześmiał się pusto. Oczywiście, to przecież o to w tym wszystkim chodziło.

- To, gdzie ja i pan Riddle się udaliśmy i co robiliśmy, jest w znacznym stopniu naszą własną sprawą – podkreślił mocno. – Gdzie pan Weasley został zaatakowany przez węża?

- Nie widziałeś tego? – zakwestionował Dumbledore, przyglądając mu się przenikliwie. – Nie masz już dłużej przebłysków z umysłu Lorda Voldemorta?

- Nie wiedziałem tego – poinformował go Harry, nie odpowiadając na ostatnie pytanie. – Naprawdę myśli pan, że mógłbym zignorować to i pana Weasleya, gdybym to widział? – dopytywał się.

- Czasami – odparł cicho Dumbledore – nie jestem pewien, co o tobie myśleć i co mógłbyś zrobić, panie Potter.

Harry odwrócił się, irracjonalnie rozdrażniony, z mieszaniną skrajnych emocji pędzących z nurtem jego krwi. Dumbledore westchnął, pochylając się do przodu, błagalnie.

- Wracaj do Światła, Harry. Tak nie powinno być, nie powinniśmy znajdować się po przeciwnych stronach.

- Nie znajdujemy się po przeciwnych stronach – splunął Harry, jego wzrok ponownie spoczął na starcu. – Równie mocno co pan chcę załatwić Voldemorta, to pan stawia nas po przeciwnych stronach z tą swoją grindewaldowską czarno-białą mentalnością! – Dyrektor prawie niezauważalnie wzdrygnął się na wzmiankę o poprzednim Mrocznym Lordzie. Czoło Harry'ego zmarszczyło się, kiedy zastanowił się, dlaczego tak się stało, ale mimo to kontynuował. – Moje metody są po prostu inne od pana – ja jestem po prostu inny od pana, a pan nie zawsze ma rację.

Dumbledore przez chwilę patrzył na niego obojętnie.

- Brzmisz zadziwiająco podobnie do młodego Toma, wygląda na to, że ma on na ciebie pewien wpływ.

Harry oparł się ochocie, żeby warknąć w odpowiedzi, zaciskając zęby.

- Mogę iść? – zapytał. - Ta rozmowa nie zaprowadzi nas do nikąd.

Dumbledore westchnął ciężko, po raz kolejny odchylając się do tyłu na krześle, w każdym calu wyglądając na swój wiek.

- Kiedy wrócisz, chciałbym rozpocząć z tobą prywatne lekcje. Wybacz, że wymuszam to na tobie w czasie żałoby, ale ta wojna na nikogo nie będzie czekać, jakkolwiek byłby kochany. Bez względu na to, jak wielka jest twoja niechęć do mnie, chciałbym, byś spróbował odłożyć ją na bok.

- Mam już nauczyciela oklumencji – oświadczył Harry.

W oczach Dumbledore pojawiło się prawdziwe zaskoczenie i coś jeszcze, po czym dyrektor uśmiechnął się słabo.

- Nie mówię o Magii Umysłu, mój chłopcze. A teraz, wierzę, że Weasleyowie czekają na ciebie.

Harry wstał z fotela, uznając to za oddalenie, ale nie kłopotał się upewnianiem co do tego, pozostawiając mężczyznę z sam na sam własnymi myślami.

- I, Harry – odezwał się Dumbledore, kiedy dotarł do drzwi. Wybraniec nie odwrócił się, całkowicie się kontrolując.

- Tak? – zapytał.

- Ludzkim jest odczuwanie bólu czy miłości, nie pozwól panu Riddle'owi odwieść cię od tego.

Harry milczał przez chwilę, po czym wyszedł, nie mówiąc nic.

Jakieś pięć minut później przybył na próg Grimmauld Place.