Za betowanie dziękuję cheroine :).
Cookies. Alice, ach, chyba się juz tego nigdy nie oduczę! :) Mogę się postarać, ale niczego nie obiecuję... I, cóż, zgodzę się, po Ronie można było się tego spodziewać, chociaż przyznam, że bliźniaki mnie zaskoczyły - może nie to, że Pottera nie potępiały, a raczej to, że sami wyszli z inicjatywą... Tom nigdy się nie przyzna, że troszczy się o Harry'ego, nie bezpośrednio - a przynajmniej nie na razie :). Co dalej, to dowiesz się dzisiaj - chociaż, przyznam szczerze, że rozdział nie należy do najlepszych. Ariano, to dobrze, że się nie gniewasz :). Bardzo się z tego powodu cieszę. Ostatni tydzień naprawdę miałam bardzo zapracowany - ten powinien być spokojniejszy :). Miyuki, tak, powinnaś się bać tego rozdziału - ale następny będzie już lepszy, głównie z powodu czegoś, co wydarzy się pod jego koniec. Później wątek śmierci pana Weasleya będzie się jeszcze pojawiał, ale nie będzie już tak intensywny i z całą pewnością będzie do zniesienia. :) Mam nadzieję, że i w dzisiejszym rozdziale akcencik pod koniec polepszy ci nastrój... :) Mahakao, cieszę się, że ci się to zdanie spodobało :). Takie jest to strasznie Tomowate... I tak, prawie zgadłaś ;). W każdym razie, byłaś blisko...
Dziękuję za wasze komentarze, bo komentujecie tak wytrwale, tak niesamowicie miłymi słowami, że podziwiam to, iż wciąż macie na to siły :).
Dzisiejszego rozdziału nie lubię. I się z tym nie ukrywam. Jednak nie mamy innego wyjścia, jak go przetrwać, kolejne są już lepsze i myślę, że powinny wam się spodobać. :)
Słowniczek: wężomowa, tekst czytanej książki
Ulubieniec Losu
Rozdział siedemdziesiąty trzeci
Minął tydzień i chociaż Harry czuł się strasznie, przyznając się do tego (albo raczej nie potrafiąc przyznać tego przed samym sobą, jak właściwie mogło się zdarzyć), to jedynym, czego teraz pragnął, były ucieczka od przygnębiającej aury domu Blacków i powrót do Hogwartu.
Chciał napisać do Toma, ale Tom powiedział „jeśli miałbyś jakiekolwiek kłopoty", a nie wpakował się w kłopoty. A to sprawiało, że wydał się sobie beznadziejnie, przesadnie zależny i odrażający.
Tom także nie nawiązał z nim żadnego kontaktu. Nie żeby tego potrzebował. Powiedział, że wróci za kilka dni, a minął ledwie tydzień.
Salazarze.
Był żałosny.
To nie tak, że potrzebował zobaczyć się z Tomem albo coś… po prostu czuł się nieco dziwnie nie widząc go. Albo rozmawiając z nim, cokolwiek. Czuł się lekko zagubiony, gdy zastanawiał się nad tym, co ze sobą zrobić, i to było złe.
Przynajmniej znalazł ciekawy medalion podczas czyszczenia jednego z pomieszczeń. Był złoty, z wygrawerowanym „S". Wyczuwał pulsującą w nim jak serce magię. To mogłoby zainteresować Toma – być odpowiednim prezentem świątecznym.
Technicznie rzecz biorąc, to nie była kradzież… Syriusz praktycznie cisnął nim w jego ręce, kiedy tylko udało mu się wyrwać go Stworkowi… Nie obchodziło go to, co mówiła Hermiona: ten skrzat był po prostu dziwny.
Przesiadywał teraz w Bibliotece Blacków, unikając Rona.
Był świadomy tego, że jego najlepszy przyjaciel jest w żałobie i jest zdenerwowany, ale reszcie Weasleyów (za wyjątkiem Ginny) jakoś udawało się powstrzymać przed nastroszeniem jak kogut i szeptaniem zajadliwych komentarzy za każdym razem, kiedy wszedł do pokoju.
Nie, to było niesprawiedliwe. Ron wyglądał na całkowicie wyczerpanego, blady, z ciemnymi cieniami pod oczami, które cały czas zachowywały czerwony odcień z powodu nieustającego płaczu.
To zdecydowanie nie był dobry moment na to, aby być zdenerwowanym albo, tak jak on, rzucać złośliwe uwagi. Przynajmniej Hermiona zdawała się pomagać; często widział dwoje swoich najlepszych przyjaciół razem. Nie kłócili się tak wiele jak kiedyś. Podejrzewał, że spędzili razem wiele czasu bez niego jako zabezpieczenia… co naturalnie sprawiło, że musieli się przystosować.
Czuł się winny z tego powodu, ale… nie wiedział. To wszystko było pochrzanione.
To ten dom.
Słyszał Syriusza, krzyczącego z powodu koszmarów niemal każdej nocy, ale zawsze udawał, że śpi i jest spokojnie pochłonięty swoim twardym snem. To nie było kłamstwo! To było… Syriusz i Remus tak bardzo starali się zrobić wszystko, aby go nie obudzić lub mu nie przeszkadzać. Nie mógł zniszczyć ich szczęśliwej nieświadomości, a Syriusz miał już dość na głowie, przy tych swoich zjawach z Azkabanu, nie potrzebował, by dokładać mu jeszcze problemów Harry'ego… a nie mógł o niczym porozmawiać z Weasleyami, mimo tego że w pewnym momencie większość z nich mu to zaproponowała.
Boże… Kiedy zaczął czuć się bardziej komfortowo w cieniu niż w jasności? Kiedy to się w ogóle stało? I dlaczego cały czas czuł się tak cholernie zaniepokojony?
Pogrzeb miał odbyć się już niedługo.
Z roztargnieniem kręcił palcami po łańcuchu złotego medalionu znajdującego się w jego dłoniach, obserwując, jak zielone „S" błyszczy w świetle.
Było tuż po obiedzie i nikt nie sprzątał już domu. Pani Weasley nalegała, aby to robili, ale Harry wiedział, że to ze względu na to, iż czynność tak bezrefleksyjna jak sprzątanie była w stanie złagodzić panikę, uspokoić myśli.
Westchnął, przechadzając się między regałami pełnymi zbutwiałych książek, spoglądając na półki z pozbawioną zainteresowania ostrożnością. Były tam naprawdę paskudne rzeczy… Paskudne rzeczy.
To była Biblioteka Blacków! Być może znajdowało się w niej coś na temat horkruksów?
Dumbledore nic więcej mu o nich nie powiedział, a Tom oczywiście nie chciał poruszać z nim szczegółów tego zagadnienia.
Przez piętnaście minut z zapałem przeszukiwał stosunkowo niewielką bibliotekę; do tej pory przemierzył ją już jakieś dziesięć razy, z nowoodzyskanym zapałem zwracając uwagę na tytuły.
Czystość Krwi; Historia Blacków… Dlaczego „Jasność" nie ma racji… Ofensywne zaklęcia dla Mrocznego i Szarego Czarodzieja… Najpotężniejsze eliksiry… Szczegółowy przewodnik po Magicznych Stworzeniach… Tysiąc run i rytuałów… Sekrety Najmroczniejszych Sztuk… Cienie, które leczą i skrywają tajemnice… Czekaj! Co?
Wrócił z powrotem do „Sekretów Najmroczniejszych Sztuk"… Horkruksy były Mroczne, więc mogłyby tam być, prawda?
Z nieufnością wyciągnął książkę, modląc się, aby nie była straszliwie przeklęta albo nie mogła wypalić mu oczu… Nic. Rozejrzał się wokół siebie, po czym opadł na miejsce niewidoczne od strony drzwi, otwierając książkę na spisie treści.
Magia krwi, magia kości, rytuały, nekromancja, magia dusz… przewrócił kartki, aby otworzyć na magii dusz, wykrzywiając z obrzydzeniem usta. To było straszne.
Czarna Magia może nie była zła, ale te rzeczy BYŁY, musiały być.
Były tam zaklęcia torturujące duszę, sposoby na to, by uwięzić duszę albo umowy, za pomocą których można było przywiązać duszę do innej osoby, albo opisujące jak przywołać duszę kogoś, kto już nie żył, jak wykorzystać moc duszy, aby powiększyć swoją własna magię i… horkruksy.
Połowa niego nie była pewna tego, czy chce, czy nie chce tego zobaczyć. Przekartkował na odpowiednią stronę, patrząc na nią i nie będąc w stanie pojąć wypisanych wąskim pismem linijek, okręgów, gwiazd i… ta magia była zaawansowana, uniemożliwiając mu zrozumienie czegoś więcej niż tylko podstaw.
To nie było po prostu zaklęcie, czy choćby normalny czar albo eliksir… to były zawiłe runy i przygotowania, i później specjalne czynności, które miały na celu zapewnienie tego, że reszta twojej duszy zostanie połączona z twoim ciałem… to było skomplikowane.
Nawiązywało to do niewybaczalnych czynów, mających sprawić, że dusza się rozerwie… jak w ogóle Tom mógł się nad tym zastanawiać?
Nawet książka mówiła, że to najbardziej podła ze wszystkich magii.
Żółć podniosła mu się do gardła, nieugięta, jego żołądek zacisnął się.
Horkruks jest drogocenną własnością (to wszystko, czym był?), która musi być chroniona.
Jedynym sposobem na odwrócenie tego są wyrzuty sumienia, głęboko zakorzenione, prawdziwe wyrzuty sumienia z powodu swoich czynów (Voldemort był popieprzony).
Zniszczone mogą zostać jedynie poprzez najbardziej destrukcyjne substancje… Szatańską Pożogę i jad bazyliszka. Co to do cholery była Szatańska Pożoga?
I… czy nie musisz być horkruksem, aby móc zniszczyć horkruksa? Dumbledore powiedział… To musi być prawda, w końcu Tom w żaden sposób tego nie zakwestionował… Jaki miałby być inny powód tego, by był jedynym zdolnym zniszczyć Voldemorta?
Właściciel horkruksa nie mógł zginąć, dopóki nie znikną wszystkie jego horkruksy, ale to już przecież wiedział… powodowały niestabilność emocjonalną… niebezpiecznie jest być zbyt emocjonalnie zależnym lub bliskim horkr… kurwa.
Co to dokładnie miało znaczyć, jeśli ktoś był żywym horkruksem? Czy horkruks w nim…
Ginny.
To nie horkruks w nim mógł mieć na nią taki wpływ, inaczej zaczęłoby się to zanim Tom przybyłby ze swoich czasów… prawda? Nie mógł jej powiedzieć.
Części tekstu, rzadkiego i ciasno zapisanego, nie mógł nawet zrozumieć.
Do diabła! Część z niego nie było nawet pieprzoną angielszczyzną!
Zatrzasnął mocno książkę, wpychając ją z powrotem na półkę i patrząc na nią.
Powinien ją spalić. Spalić tak, aby nikt nigdy nie był w stanie jej znaleźć… Kurwa.
Osunął się na podłogę do pozycji siedzącej, chowając głowę w dłoniach. Oto właśnie czym był. Nie był nawet człowiekiem, był czymś innym, czymś okropnym i złym, i… czy część horkruksa mogła mieć na niego wpływ? Wpływ na jego życie? Czy mogła atakować tych, na których mu zależało? Albo tych, którym za bardzo zależało na nim?
Nie nadawał się do tego, by żyć w społeczeństwie.
Minęło kolejnych parę dni.
Ron nie rzucał już złośliwych komentarzy, nie miał ku temu możliwości. Harry nie wychodził z nałożonej na samego siebie izolacji na tyle długo, by rudzielec miał na to szansę.
Wiedział, że się o niego martwili, wszyscy próbowali zmusić go do wyjścia i spotkania się z ludźmi… ale nie mógł tego zrobić. Potrzebował odpowiedzi.
Potrzebował… była to jego potrzeba, czy potrzeba horkruksa?
Mógł mówić wężomową, więc był powiązany z Czarną Magią… Co jeszcze posiadał, co nie należało tak naprawdę do niego?
Nie spał. Bał się. Co jeśli horkruks mógł go opętać, kiedy spał? Kiedy był słaby? Kiedy pozwoliłby opaść swojej czujności?
Zdawał sobie sprawę, że wszyscy zostawili go teraz w spokoju, w większości przestając mieć nadzieję na to, że uzyskają od niego jakąkolwiek odpowiedź.
Ron wrzeszczał, że był „egoistycznym, szukającym uwagi dupkiem" i tym podobne. To tylko odbijało się od niego, nie miało żadnego wpływu.
To był największy przejaw życia, jaki zobaczył w Ronie od śmierci jego ojca.
Czy to z powodu braku obecności horkruksa? Czy horkruks miał swoją własną osobowość?
Wzdrygnął się, zaciskając palce na głowie.
Na parterze rozległy się mamroczące głosy, odgłos kroków… Nie mogli po prostu zostawić go w spokoju?
Zamknął drzwi i zaczarował je zaklęciem w wężomowie, aby uchronić swoich najbliższych od wejścia i zainfekowania nim.
Próbował także unikać jedzenia… W końcu po co utrzymywać przy życiu coś, co pomagało Voldemortowi?
Wpatrywał się ponuro w podłogę, ciągle bawiąc się palcami medalionem. Przyglądał mu się uważnie.
Był to dziwnie uspokajający przedmiot, gładki w dłoniach… może po prostu powinien go sobie zachować? Tom naprawdę go nie potrzebował, prawda?
Pięści walnęły w drzwi, ale zignorował to, po czym jego głowa wystrzeliła w górę, kiedy usłyszał niebezpieczny głos wydobywający się z dziurki od klucza.
- W tej chwili otwórz drzwi, bohaterze, ludzie zastanawiają się, czy tam przypadkiem nie umarłeś! A ja nie pozwoliłem przywlec się tutaj po to, aby rozmawiać z kawałkiem drewna.
Serce Harry'ego zatrzymało się.
