Rozdział zbetowała cheroine - dziękuję!

Cookies. Alice, ojć, nie wiem, czy to dobrze, chociaż z całą pewnością się zgodzę, że poprzedni rozdział mógł taki nastrój wywoływać - jeżeli, oczywiście, nie ma się nic przeciwko takiemu zachowaniu postaci ;). Chociaż na pewno tak, Harry dużo myślał w poprzednim rozdziale i twoje odczucia są jak najbardziej uzasadnione :). Mnie także się wydaje, że Tom właściwie dość chętnie udał się na Grimmauld Place. Niestety masz rację i zawsze w końcu trafia się jakiś mniej wspaniały rozdział - przedwczorajszy należał do jednych z moich najmniej ulubionych w tym ficku, ale - cóż zrobić? ;) Ariano, cieszę się, że jesteś tak entuzjastycznie nastawiona do przyjazdu Toma :). Współczuję ci zbitej kości piszczelowej i łączę się w bólu - mam nadzieję, że rozdział trochę ci go zmniejszy ;). Mam nadzieję, że nie zawiedziesz się rozmową między Tomem a Harrym - chociaż osobiście nawet ją lubię, w każdym razie ją wcześniej zapamiętałam :). Gościu, miło mi, że poprawiłam humor :). A wielka jak najbardziej nie jestem - i pod względem umysłu, i umiejętności, i wzrostu :). Cieszę się, że rozdział się podobał, bardzo przyjemnie mi to słyszeć - od razu ściska mnie za serce :). Keti, ależ nie ma za co, tłumaczenie tego to dla mnie wielka przyjemność i po prostu cieszę się, że i innym się ono podoba :). Bardzo miło mi słyszeć, że podoba ci się to opowiadanie, że mile się nim zaskoczyłaś. Ja pochłaniam wszystko, co tylko ma w sobie TMR albo LV mając nadzieję, że w końcu trafię na coś dobrego - cieszę się, że znalazłaś coś dla siebie w tym ficku :). Mam nadzieję, że się nie rozczarujesz dalszym rozwojem wydarzeń i że do końca będzie ci się to wszystko podobać :). Kate86, wybacz. Za to robię wszystko, by rozdziały pojawiały się jak najczęściej - winy zostaną mi wybaczone? ;) Cieszę się, że fick ci się podoba - a wena zawsze się przyda, dziękuję :). Milka, bardzo miło mi cię poznać! :) Niesamowicie cieszę się, że pomimo swoich wątpliwości, postanowiłaś to wszystko przeczytać (wciąż nie potrafię uwierzyć, że to już 74 rozdział...) - a jeszcze bardziej się cieszę z tego powodu, że tego nie żałujesz. Osobiście uwielbiam wszystkie długie ficki, więc pożeram je jednym tchem, ale wiem, że nie wszyscy za takimi przepadają - tym bardziej podziwiam to, że postanowiłaś się wziąć za Ulubieńca... :) Tak jak zgadłaś, zgadzam się, że autorce należy się naprawdę duży szacunek - czy mnie, nie wiem i nie mnie jest to oceniać. Ja tylko tłumaczę :). Myślę, że nie powinnaś się zawieść resztą rozdziałów i też taką mam nadzieję... :) Miyuki, tak, z całą pewnością nie jesteś odosobniona :). Ale, jak mówiłam, będzie lepiej i już niedługo w ogóle nie będzie w ficku widać po tym rozdziale śladów... Mahakao, tak, to było do przewidzenia - chociaż przyznam, że kiedy pierwszy raz to czytałam, to się tego nie spodziewałam :). A z tym porozmawianiem - to nie jest takie proste. Sprawa między tymi chłopakami nigdy nie była i nie będzie prosta - chociaż, owszem, w końcu Harry nie wytrzyma i trochę o tym porozmawiają. Ale to dopiero przed nami :). Jak skończy Tom nie zdradzę, nawet nie podpowiem - sama zobaczysz... :) Och, i cieszę się, że rozdział ci się podobał :). CaffeLatte, nie ma sprawy, sama cierpię na brak czasu i właściwie nie mam na nic czasu... A co do twojego pytania - tak, autorka musi urywać w takich momentach, nie masz pojęcia, jakie to miłe uczucie trzymać czytelnika w niepewności ;).

Na widok waszych wspaniałych komentarzy - i ich ilości! - tak bardzo ścisnęło mi się serce, że postanowiłam wrzucić wam kolejny rozdział już dzisiaj - chociaż miałam zamiar zrobić to dopiero w Halloween, jako, że to taki niesamowicie związany z Potterem dzień. Ale, cóż, zasłużyliście - mam nadzieję, że was mile zaskoczyłam :).

Pozostaje mi już tylko życzyć wam miłego czytania!


Słowniczek: wężomowa


Ulubieniec Losu

Rozdział siedemdziesiąty czwarty

Harry wpatrywał się drzwi zupełnie zaskoczony, niezdolny do tego, aby się poruszyć.

- W tej chwili – warknął Tom. – Chyba że chcesz płacić swojemu ojcu chrzestnemu za drzwi, które doszczętnie zniszczę.

To sprawiło, że w końcu ruszył się i stanął na nogi, bezwładnie kołysząc ściskanym przez siebie medalionem. Zdjął urok, z trzaskiem otwierając drzwi.

Tom wyglądał na niewzruszonego, przyglądając mu się uważnie. Zauważył kątem oka, że wszyscy inni spoglądają na nich z głębi korytarza. Nie odsunął się, mrugając, zastanawiając się, czy odizolowanie nie sprawiło, że zaczął mieć halucynacje.

- Co tu, do cholery, robisz? – zapytał bezbarwnie. Riddle podniósł brwi, ze słowami „musisz pytać?" wypisanymi na twarzy, podnosząc jedną rękę i z roztargnieniem pchając go za drzwi tak, aby mógł przez nie wejść. Harry zachwiał się nieznacznie do tyłu, a Tom zamknął za sobą drzwi, blokując je i wyciszając, kiedy na zewnątrz rozległ się odgłos zbliżających ku nim stóp. Następnie dziedzic Slytherina jeszcze raz odwrócił się do niego, opierając o drzwi i leniwie krzyżując ramiona.

- Co się stało z „napisz do mnie, jeśli miałbyś jakiekolwiek kłopoty"? – odwzajemnił się Tom. Harry zignorował to – nie wpadł w żadne kłopoty – i nie dał za wygraną:

- Tom, to Kwatera Główna Zakonu… Jakim cudem się tutaj dostałeś?

Riddle z zainteresowaniem rozejrzał się wokół siebie.

- Naprawdę? Powiedzieli mi jedynie, że to dom twojego ojca chrzestnego… Dzięki za wskazówkę, możesz być pewny, że przejrzę wszystkie szafki w poszukiwaniu tajnych planów i dokumentów. Co się stało z „napisz do mnie, jeśli miałbyś jakiekolwiek kłopoty"? – powtórzył Tom.

- Nie mam kłopotów – oznajmił Harry, patrząc na swojego towarzysza. Tom spojrzał na niego niebezpiecznie.

- Och, więc tak tylko dla zabawy zabarykadowałeś się w pokoju i nie chciałeś z nikim rozmawiać… Rozumiem… bawi cię to? Tak przy okazji, wyglądasz okropnie.

Harry ścisnął mocniej trzymany w dłoni medalion.

- Oni cię tu sprowadzili? – zapytał z niedowierzaniem. Jasna Strona, Dumbledore, dobrowolnie zaprosili Toma na Grimmauld Place? Nie mieściło mu się to w głowie.

- Zawsze mówiłem, że nie jesteś głupi – oznajmił oschle Riddle – Ale tak, mógłbym przecież wyłącznie z własnej woli przedostać się przez Zaklęcie Fideliusa. Twoje emocje przyprawiają mnie o ból głowy.

Harry nie był w stanie myśleć. Ponowne ujrzenie Toma, zwłaszcza tu, ze wszystkich miejsc, było dla niego po prostu ogromnym szokiem. Głowa dziedzica Slytherina przechyliła się na bok.

- Więc – stwierdził stanowczo Tom – dlaczego zamykasz się w pokoju… Co to jest? – Spojrzenie Riddle'a spoczęło na ręce Pottera, na medalionie i natychmiast ruszył on do przodu, zaciskając wokół Harry'ego pace i kierując medalion w wolną przestrzeń między nimi, chociaż tak naprawdę nawet nie dotykał złotej biżuterii. Harry zamrugał.

- To medalion – powiedział. – Oczywiście.

- Meda… - Spojrzenie Toma powędrowało na ozdobne „S" i druga ręka z błyskawiczną szybkością chwyciła kołnierz Harry'ego. – Od kiedy go masz? Otworzyłeś go, skąd go masz?

Harry nieznacznie szarpnął się do tyłu, jego zdezorientowany umysł wirował, ale Tom nie puszczał go, zamiast tego wzmacniając uścisk, w jasnym dla Harry'ego rozkazie „nie ruszaj się i odpowiedz na moje pytanie".

- To tylko medalion – zaczął defensywnie, próbując ochronnie zbliżyć go do własnej piersi. – Dlaczego…

- Jest horkruksem – oznajmił Tom. Harry odrzucił trzymany przez siebie przedmiot, jakby ten go oparzył, a magia Riddle'a złapała go, zanim mógłby upaść na podłogę, lewitując go pomiędzy nich. – Nie wiedziałeś o tym, co więcej, nie zauważyłeś tego – stwierdził Ślizgon, przypatrując się mu. – A to była dość gwałtowna reakcja, nawet jak na ciebie. Nawet nie próbuj mówić mi, że nic ci nie jest.

Harry przełknął ślinę, nie odwracając wzroku od złotego medalionu. Horkruksa.

- Chodzi o coś związanego z horkruskami – domyślił się Tom, uważnie się mu przypatrując, szukając jakichkolwiek znaków świadczących o tym, czy był na dobrej drodze, czy nie. Harry'emu zaschło w ustach.

- Trzymaj to coś z dala ode mnie – mruknął skrzeczącym głosem. Palce Toma nieznacznie poruszyły się, ręce wyciągnęły w stronę medalionu, chociaż wciąż go jeszcze nie dotykały. Fascynacja błyszczała w jego oczach.

- Wydaje się cię rozpoznawać – stwierdził cicho Tom. Harry zrobił chwiejny krok do tyłu. Był przerażony. Oczy Riddle'a skierowały się na niego ostrożnie, po czym chłopak dziwnie się uśmiechnął. – On cię brzydzi, przeraża, bardziej niż poprzednio, a już wcześniej nie za bardzo wydawałeś się popierać pomysł rozszczepienia duszy – kontynuował dziedzic Slytherina, za każdym razem, kiedy Harry się cofał bardziej od horkruksa niż od Toma, robiąc krok w jego kierunku. – Z czego wnioskuję, że coś zwiększyło twój strach przed horkruksami. Może spotkanie z tym? Tyle że nie… Nie miałeś pojęcia, czym tak naprawdę był, wydawałeś się go raczej lubić… – Oczy Riddle'a zabłyszczały. Harry zacisnął szczękę.

Tom zatrzymał się kilka cali przed nim, a Harry zadrżał, wpatrzony w medalion zamiast w twarz młodego Czarnego Pana. A to było tchórzliwe, nie przystało Gryfonowi, to… smukłe palce zmusiły go do podniesienia wzroku.

- Więc – mruknął Tom – czego się dowiedziałeś?

Harry nie odezwał się, napinając mięśnie, nie będąc w stanie odwrócić wzroku. Cisza stała się przytłaczająca.

- Wiesz – powiedział jakby od niechcenia Riddle – mogę zapytać medalion, jeśli zamierzasz tak po prostu siedzieć i nie odpowiadać na moje pytania… co, nawiasem mówiąc, jest dość niegrzeczne.

Czy Tom mógł to zrobić? Czy horkruks odpowiedziałby mu? Nie chciał się dowiedzieć.

- Znalazłem książkę o horkruksach – wyjaśnił krótko Harry. – Wszystko szczegółowo opisywała… Tom, jak w ogóle mogłeś to rozważać? One są wstrętne, złe… - Ręka Riddle'a zacisnęła się niebezpiecznie na jego ustach.

- Uważaj, kochanie, w tej chwili mam co do opinii na ten temat liczebną przewagę: dwa do jednego – wymruczał dziedzic Slytherina. Dwa do jednego? Medalion. Miał na myśli medalion, jego uczucia. – Moja dusza? Wstrętna? Naprawdę tak myślisz? – kontynuował Tom z nutką czegoś, czego nie potrafił nazwać.

- Nie twoja – wyjaśnił gorączkowo Harry, kiedy Riddle pozwolił mu mówić. – Voldemorta.

- Słyszałeś o tym małym anagramie? – przerwał mu Tom, nie uśmiechając się. – Zapisany został w czasie teraźniejszym: „I am Lord Voldemort", nie ma tam „byłem" albo „będę", albo „może będę", albo „nie będę, jeśli Harry nie chce, aby tak było" – „jestem"!

Harry nie pozwolił sobie na to, aby drgnąć czy odwrócić wzrok.

Tom przyglądał mu się przez chwilę, a jego głos stał się bardziej miękki.

- Nie uważasz, że trochę, chociaż troszeczkę z tym przesadzasz? No bo, szczerze, przecież to cię nie ugryzie.

- Skąd możesz to wiedzieć? – odwarknął Harry. – Dziennik Toma Riddl… twój… TEN dziennik próbował mnie zabić i opętał Ginny.

- Cóż, usiłowałeś zakończyć jego istnienie, po prostu działał w samoobronie. Ja także zaatakowałbym cię, gdybyś zagrażał źródłu mojego życia, a co do Weasleyówny… nie oczekuj, że przejmę się tą małą dziewuchą – powiedział z niesmakiem Tom. – Do tego, to moja dusza, bez względu na to, która jest to jej odmiana, więc to oczywiste, że wiem co zrobi, a czego nie. Nie zrani cię, jesteś śmieszny. Masz… – Tom przelewitował horkruksa bliżej niego. – …weź go. Pasuje ci.

Harry pozwolił medalionowi zawisnąć na nadgarstku, na który zawiesiła go magia Toma, przypatrując mu się ostrożnie, nie wykonując żadnego ruchu ku temu, aby wzmocnić wokół niego uścisk, ale także nie ściągając go. Horkruks zabrzęczał uspokajająco. Spojrzał na niego podejrzliwie.

- Chodź tutaj – rozkazał Tom, ściskając skronie Pottera. Harry mimowolnie szarpnął się, będąc raczej nerwowym, jeśli chodziło o pozwalanie młodemu Czarnemu Panu na dostanie się do każdego, najmniejszego drobiazgu, jaki go nurtował… bo jeżeli nie po to, aby użyć legilimencji, to dla jakiego innego powodu miałby on sięgać do umysłu Harry'ego?

Tom nie zatrzymał się, tylko mocniej ścisnął dłońmi jego głowę. Palce Harry'ego automatycznie zacisnęły się wokół medalionu, kiedy zaczął on wyślizgiwać się z jego uścisku.

- Co robisz? – zapytał odrętwiale. Boże, był zmęczony.

- Sprawdzam, czy medalion miał na ciebie jakikolwiek negatywny wpływ albo w jakiś sposób wywołał twój nagły niepokój, bo to było zbyt depresyjne, nawet jak na ciebie – odpowiedział lekceważąco Tom.

- Myślisz, że mnie opętał? – Harry zbladł, zaniepokojony. Tom przewrócił oczami.

- Nie… ale wiesz, czasami zdarzają się ludzie, którzy nie mają cech kretyńskiego, lekkomyślnego Gryfona, tak, takie istoty istnieją, niespodzianka! To, co robię, nazywa się „sprawdzeniem" i och, wiesz co? To może cię zadziwić, ale czasami się to robi, i wtedy nazywa się to „środkami ostrożności". Czy to nie jest trochę radykalne?

Harry mimowolnie prychnął z rozbawienia. Było w Tomie coś, co sprawiało, że trudno się było tak naprawdę jego obecności „niepokoić".

- Wiem, co to są środki ostrożności – odparł.

- Poza tym – kontynuował Tom, spoglądając na niego ze sceptycznym wyrazem twarzy, spowodowanym prawdopodobnie jego reakcją. – Kiedy jesteś pozostawiony z własnymi wątpliwościami, masz w zwyczaju sam się jeszcze bardziej nakręcać, aż w końcu dostajesz atak paniki, dlatego też powinieneś do mnie napisać.

Harry nie miał czasu, aby mu odpowiedzieć, ponieważ poczuł potwornie znajome uczucie, które świadczyło o przeglądaniu przez Toma z błyskawiczną prędkością jego wspomnień z kilku ostatnich dni. Po niecałej minucie Tom skończył „sprawdzać" go i uwolnił go, potwierdzając, że horkruks nie zrobił mu niczego złego, wręcz przeciwnie, właściwie był jedną z rzeczy, która zatrzymała go przed zrobieniem czegoś „absolutnie głupiego".

Harry nie wiedział, jak się dokładnie czuje z tego powodu. Wiedział, że Tom natknął się również na wspomnienie związane z książką o horkruksach… ba, prawdopodobnie celowo je wyszukał, aby uniknąć „czasochłonnej" rozmowy, podczas której Harry musiałby wyjaśniać, czego się dowiedział.

Nastąpiła chwila ciszy, którą przerwał Tom, mając na twarzy wyraz zrozumienia i uświadomienia, po raz pierwszy od czasu, kiedy horkruksy stały się tematem/problemem między nimi.

- Jak myślisz, czym jest „dusza"? – zapytał Tom. Harry zawahał się, niepewny, namyślając się.

- To, er, cóż, to coś, co czyni nas „nami", prawda? Jak nasza siła życiowa? Nasza esencja… coś w stylu nieśmiertelnej osobowości? – zaproponował niepewnie, kulawo definiując słowo, którego nigdy wcześniej nie musiał wyjaśniać.

- A jak myślisz, co się dzieje po śmierci? – kontynuował Riddle. Harry zmarszczył brwi.

- Cóż, przypuszczam, że musi istnieć jakiś rodzaj życia pozagrobowego… w końcu mamy duchy, nekromantów… ale nie wiem, nie jestem szczególnie religijny, tak naprawdę nigdy nie chodziłem do kościoła z Dursleyami… więc tak naprawdę nie wierzę w Niebo albo Piekło. My po prostu… nie wiem, gdzieś idziemy. Gdzieś dalej. A co z tobą? - Tom przez chwilę wyglądał na zdziwionego. – Co to o tym sądzisz? – uściślił Harry.

- Nie wpadło ci nigdy do głowy, aby zabezpieczyć się przed nieznaną nieprzyjemnością? – zapytał Riddle, nie odpowiadając mu, wyglądając na głęboko zamyślonego. Harry wzruszył tylko ramionami.

- Wszyscy boją się nieznanego – powiedział ostrożnie - ale pytasz o to, czy boję się śmierci? Nie, nie boję się. W pewnym sensie widzę w niej swego rodzaju ulgę.

Tom wyglądał, jakby pełną parą chciał wypluć, że Harry się myli.

- Więc… skoro nie wierzysz w Niebo albo Piekło, skąd dokładnie wzięła się twoja nienawiść do horkruksów? Tylko nie mów, że to „nie jest ludzkie", wydajesz się mieć dobre stosunki ze znajdującym się w tym domu wilkiem.

- Sprzeciw moralny – oznajmił Harry, nawet przez chwilę się nad tym nie zastanawiając. – Dusza nie powinna być rozdarta…

- Dlaczego? – naciskał Tom. Potter zmarszczył brwi.

- Bo to twoja dusza! Nie możesz, no nie wiem, pójść dalej bez niej…

- Co jest nieistotnie, jeżeli w ogóle nie planujesz iść dalej – przerwał mu z przekonaniem Tom.

- Tylko dlatego, że ty planujesz zanudzić się w nieśmiertelności nie znaczy, że ja zamierzam tak zrobić… Co horkruks we mnie może?

- Chronić cię, kiedy jesteś żywy, skoro potrzebuje cię do przeżycia i prawdopodobnie przejąć twoje ciało, kiedy będziesz martwy… czy nieśmiertelność nie brzmi teraz bardziej atrakcyjnie, chłopcze-horkruksie?

Harry spojrzał na Toma przerażony, nie wierząc, że chłopiec właśnie to powiedział albo nazwał go w taki sposób.

- Nie! – zawołał. – Wciąż brzmi okropnie! Chociaż to nie tak, że moje ciało będzie miało znaczenie dla mojej duszy, kiedy pójdę dalej.

Tom, słysząc to, uniósł tylko brwi, a coś złowieszczego lśniło w jego spojrzeniu, kiedy odpowiedział:

- A przez twoje reakcje wydawało mi się, że to twoje położenie jako horkruksa zamieniło cię w pustelnika, który nie śpi… i kiedy ostatni raz coś jadłeś? Jesteś zdecydowanie zbyt chudy, a już wcześniej byłeś szczupły.

- Być może – powiedział wyzywająco Harry. – Była tam mowa, że to niebezpieczne być za bardzo emocjonalnie przywiązanym do horkruksa, a ja nie zamierzam stawiać w zagrożeniu ludzi, na których mi zależy tylko dlatego, że jestem… - urwał.

- Wstrętny? – zaproponował bezdusznie Tom. Harry skrzywił się.

- Nie sądzę, że twoja dusza jest wstrętna – powiedział, czując się, jakby wkładał kij w mrowisko. – Ja po prostu… - znowu urwał.

- Sądzę, że jest wstrętna – dokończył Tom.

- Nie! – warknął rozdrażniony Harry. – Przestań tak mówić! Doskonale wiesz, że nie uważam, że twoja dusza jest wstrętna. Gdybym tak myślał, nie spędzałbym z tobą czasu. Salazarze…

- Ale myślisz, że horkruksy są – oznajmił Tom, przyglądając mu się.

- Tak – powiedział, nie zaprzeczając. – Dusza nie powinna być okaleczana.

- Technicznie rzecz biorąc, jest tylko przenoszona do innego miejsca… To jak przeżycie stanu przebywania poza ciałem – odparł Tom.

Wargi Harry'ego zadrżały, chociaż był on boleśnie świadomy faktu, że prawdopodobnie nie uda mu się sprawić, by Tom zauważył w horkruksach zło moralne. Obejmowały one morderstwo, na litość boską! Tak, zabił kogoś wcześniej i mógłby prawdopodobnie zabić ponownie, aby chronić tych, których kochał, ale nie sprawiało to, że było to chociaż odrobinę mniej niemoralne.

Westchnął, z roztargnieniem zastanawiając się, w którym momencie tej rozmowy zniknął jego samo-wstręt.

Pomimo swojego statusu psychopaty, Tom był bardzo dobry w uspokajaniu go… chociaż to prawdopodobnie właśnie dlatego, że Tom był psychopatą, dzięki czemu cała ta jego potrzeba moralności w dużym stopniu wyparowywała przy tej jego niezachwianej logice.

- Nigdy nie dojdziemy z tym do porozumienia, prawda? – zapytał Harry, rozdarty pomiędzy rozpaczą a histerią.

- Pewnie nie – zgodził się łagodnie Tom. – Poziom twojej moralności jest obrzydliwy… przez co, szczerze mówiąc, gdybyś umarł, nawet mając horkruksa, prawdopodobnie popłynąłbyś prosto do miejsca, w którym wylegują się aniołki.

Harry poczuł się trochę nieswojo.

- Wierzysz w Niebo, Tom? – zapytał, zastanawiając się, czy tym razem Tom naprawdę mu odpowie.

- Nie. Tylko w Piekło.