Betowała cheroine - za co należą jej się naprawdę wielkie podziękowania.

Podziękowania należą się również tym wszystkim, którzy komentują - i do tego komentują tak wytrwale, tak wspaniałymi słowami, tak przyjemnymi, że serducho bije przez nie szybciej. Dziękuję wam za wszystkie wasze komentarze, z całego serca.

Mahakao, taka scena nie do pomyślenia, co? Chociaż, z drugiej strony - Tom przecież jest szalenie samowystarczalną osobą, w życiu nie pozwoliłby sobie na to, aby być od kogoś zależnym. Dlaczego więc ta scena tak bardzo musi dziwić ;)? Chociaż osobiście rozumiem, według mnie także jest zupełnie kosmiczna :). "Nie spali zbyt głośno i intensywnie" - boże, zabiłaś mnie tym. Dosłownie. Slash, slash i jeszcze raz slash - wszędzie się on wylewa! :) Co do twojego pytania o dodatkowe łóżko w akademikach, to myślę, że mogę trochę na nie odpowiedzieć - nie, nie ma żadnej magicznej blokady. Sytuacja jest bardzo prosta - Riddle nie zwrócił wcześniej uwagi na to, że Harry nie ma własnego łóżka. Po prostu jakoś mu to... nie przeszkadzało. W Slytherinie zarysowana jest dość wyraźna hierarchia, na której szycie stoi Tom. Ślizgoni w pewnym sensie nie mieli odwagi do tego, by zwrócić mu uwagę na ten problem - tak samo jak sługa nie powinien zwracać królowi uwagi na to, jak rządzi swoim królestwem. Mam nadzieję, że dobrze wytłumaczyłam, a nic przy okazji nie zdradziłam :). Cookies. Alice, może i masz rację, uparty to nie jest dobry dobór słowa. Tyle, że... no właśnie, co innego wybrać? Tom obrał sobie Harry'ego za cel i nie zamierza się poddać. A przynajmniej nie łatwo. :) Tom nie jest normalny, racja... ale zwrócę też uwagę na to, że wychował się w sierocińcu. W czasie wakacji nie miał możliwości czarowania. Budynek nie wydawał się być zbyt przyjazny i śmiem podejrzewać, że jego pracownicy nie za bardzo zawracali sobie głowę swoimi wychowankami. A co za tym idzie - Tom był zdany jedynie na siebie. W końcu nie miał przyjaciół. Jeżeli jednak wyobrazić sobie Toma starszego - tak jak go opisałaś, Czarnego Pana (bo w końcu już nim niemal jest, w każdym razie na pewno buduje swoje imperium) - to sytuacja jest jak najbardziej absurdalna :). I, och, tak, będzie jeszcze dużo - przed nami wiele rozdziałów, zobaczysz, ile rzeczy będzie się w ich czasie działo. Ile rozmów! :) Ariano, taak, tyle, że twój brat nie jest przyszłym Mrocznym Lordem ;). A Tom, cóż... :) Keti, cieszę się, że tak skutecznie odpędzam cię od rutyny - i zgadzam się, każdemu przydaje się coś, co go trochę pofrustruje, zainteresuje, wywoła jakieś silne emocje :). I tak, wiem, że są tacy, którzy rzadko wstawiają rozdziały - chociaż według mnie tekst tylko na tym traci. Czytelnicy przestają być absolutnie wciągnięci w fabułę, żyć nią. Przestają tak bardzo utożsamiać się z postaciami. To nie jest dobre... Cieszę się, że rozdział ci się podobał. Masz rację, miał w sobie dużo takich... niecodziennych scen, dlatego też trochę bałam się tego, jak zostanie odebrany. Ale wygląda na to, że niepotrzebnie :). A co do Łapy - niestety nie jest on jedną z głównych postaci ficka i chociaż będzie się co jakiś czas pojawiał, to nie liczyłabym na zbyt wiele... Cóż, nie można mieć wszystkiego ;). Wen złapany i zamknięty bezpiecznie w klatce, na pewno się przyda :). CaffeLatte, oczywiście, że tęskniłam, miło mi cię znów widzieć :). I widzisz, mówiłam, że z czasem rozdziały będą kończyły się w coraz bardziej normalnych i znośnych momentach :). Wirtualnie Merci złapane i przytulone do serca - dziękuję! :) Evolution, ach tam, niesamowita od razu, po prostu sama nienawidzę długo czekać na rozdziały czegoś, co czytam :). Zgadzam się co do "nierealności" rozdziału - jak najbardziej był on dziwny, taki... niecodzienny :). Co do wyjaśnień Riddle'a w sprawie jego zachowania - nie wiem, czy będziesz nimi usatysfakcjonowana, ale jakieś tam z całą pewnością będą :). Cieszę się, że rozdział przetłumaczony został płynnie i nie było w nim żadnych zgrzytów - jest to ważne, bo chyba przy tłumaczeniach właśnie osiągnięcie takiej płynności jest najtrudniejszą rzeczą... W każdym razie dziękuję za wszystkie życzenia. No i mam nadzieję, że dzisiejszy rozdział się spodoba :). Miyuki, dziękuję za wytknięcie błędu, już jest poprawiony i mam nadzieję, że nikogo innego nie ukuł on boleśnie w oczy :). Wspomniane przez ciebie bawienie się w psychologa z całą pewnością nie miałoby dobrych skutków - chociaż myślę, że gdyby nie obecność Toma, to byłoby ono o wiele bardziej rozbudowane i bezpośrednie. Tosia, ojej, aż dwa! Jestem pod wrażeniem :). I bardzo, bardzo mile zaskoczona. Zakończenie, zdradzę - i pewnie podsycę ciekawość, a niech mnie! - będzie absolutnie wspaniałe. Przynajmniej według mnie. :) Ale sama w końcu kiedyś ocenisz - nawet nie tak długo, z moich wyliczeń ostatni rozdział powinien pojawić się jeszcze przed wakacjami ;). Cieszę się, że podobała ci się rozmowa Syriusza i Harry'ego, chociaż osobiście przyznam, że nie należy ona do moich ulubionych :). Aczkolwiek na pewno jest bardzo urocza i cieszę się, że podoba się innym :). Karasu-mae, miło mi poznać, wcześniejsze nieskomentowanie ficka jak najbardziej wybaczam - cieszę sie, że robisz to teraz ;). Gatunek bliźniaków, jak to pięknie ujęłaś, myślę, że cię jeszcze zaskoczy - nie mają oni w ficku jakieś ogromnej roli, ale i tak w czasie swojego pojawiania się w nim zaskakują. Zresztą, ach, co będę mówić - sama niedługo zobaczysz :). Zdradzę - coś za dużo dzisiaj zdradzam! - że sceny w ich wspólnym pokoju będą dość ciekawe i... szczere. I pełne kłamstw. I myślę, że powinny się spodobać :).

Ach, zabrakło mi teraz słów. Tak więc życzę wam wszystkim już tylko miłego rozdziału i dobrze spędzonych najbliższych dni.


Słowniczek: wężomowa


Ulubieniec Losu

Rozdział siedemdziesiąty szósty

Harry skierował się do dzielonego z Riddle'em pokoju.

Kiedy wszedł, Tom podniósł na chwilę wzrok, ale zaraz ponownie spojrzał na okno, przyglądając się otaczającym budynek uliczkom Londynu.

Okno było otwarte, wlatywał przez nie chłodny wietrzyk.

Harry zbliżył się, dołączając do niego, opierając plecami o małą framugę okienną, na której Tom wspierał swoje złożone ręce. Młody Czarny Pan ponownie na niego spojrzał. Harry podniósł brwi.

- Co? – zapytał Tom niewinnie, mimo że jego oczy błyszczały.

- Syriusz rozmawiał ze mną o tym, jak to powinienem na ciebie uważać. Nie sądzę, byś zrobił dobre wrażenie.

Riddle przyglądał mu się, rozbawiony, chociaż ton jego głosu był niemal idealnie skruszony i zmartwiony, kiedy wydał z siebie westchnienie.

- Och nie, naprawdę? Może powinienem dać mu jakieś kwiaty?

Harry roześmiał się, kiedy to sobie wyobraził, po czym spoważniał.

- Dlaczego się tak zachowujesz? – zapytał. – Nie zabiłoby cię to, gdybyś dał im szansę.

Głowa Toma przechyliła się, kiedy przyglądał mu się uważnie, chociaż na jego ustach widniał pseudo-przypadkowy uśmiech.

- Pewnie nie, ale wysiłek włożony w to całe bycie miłym mógłby boleć, a ty jesteś wystarczająco masochistyczny za nas dwóch – odparł.

- Nie jestem… - zaczął rozwścieczony Harry, ale po chwili pokręcił tylko głową, krzyżując ręce i przyglądając się Riddle'owi, starając się ignorować słowa o „orbitowaniu" ponownie rozbrzmiewające w jego głowie. – Chcesz wiedzieć, co myślę? – zapytał zamiast tego.

- Nieszczególnie – oznajmił sucho Tom – ale nigdy wcześniej cię to nie powstrzymało.

- Myślę, że ich testujesz – uparcie nie dawał za wygraną Harry. – Obserwujesz ich, ale zmieniasz swoją osobowość, przez co nie mogą zrobić tego samego. Nie można zrozumieć czegoś, co ciągle się zmienia.

W odpowiedzi Tom odwrócił się jedynie do okna, nie zaprzeczając ani nie potwierdzając jego oświadczenia, chociaż tym razem Harry był pewny, że ma rację i uśmiechnął się w duchu z cichym triumfem.

Ponownie odsunął się od okna, wsadzając ręce głęboko w kieszenie, a jego pewność siebie i śmiałość sprawiły, że Tom odwrócił się, obserwując z ciekawością jego ruchy.

Harry wyciągnął gwałtownie rękę z kieszeni, wyczuwając coś gładkiego i zimnego… medalion.

Leżał on niewinnie w jego ręce, a zielone „S" migotało w jego kierunku.

Jego pewność siebie ponownie zniknęła, rozpadając się na milion kawałków niepewności.

- Co oznacza to „S"? - zapytał, raczej po to, by wypełnić ciszę niż z prawdziwego zainteresowania.

- Slytherin – wyjaśnił Tom. – Należał do mojej matki.

Głowa Harry'ego podniosła się, gdy to usłyszał, po czym chłopak ponownie spojrzał na medalion, z dwoma kolejnymi określeniami, jednym posiadającym dla niego większe znaczenie od drugiego, których używać mógł zamiast słowa „horkurks".

- Nie chcesz go? – zapytał, nie wierząc, że Tom mógłby tego nie pragnąć – nienawidził swojej rodziny, nie krył się z zamiarem wymordowania jej (a jako Voldemort na swojej osi czasu zrobił to), ale był również przywiązany do swojego pochodzenia.

Harry mógł to zrozumieć, w końcu jako dziecko godzinami siedział przygnębiony w komórce pod schodami i wyobrażał sobie swoją rodzinę.

- Oczywiście, że chcę – stwierdził Tom, jego głos był nietypowo pozbawiony energii.

Harry natychmiast wyciągnął dłoń, oferując mu go.

- Więc masz, jest twój – powiedział. – I tak miałem zamiar dać ci go jako prezent świąteczny, chociaż wtedy myślałem jeszcze, że to zwykły medalion. – Tom nie wykonał żadnego ruchu, jedynie patrząc na niego. – Tom, jest twój, weź go – ponaglił zdezorientowany Harry.

Tom uśmiechnął się nieznacznie, gorzko.

- Nie mogę – wyjaśnił. – Jest horkruksem, co oznacza, że zawiera część albo inną odmianę mojej duszy. – Starszy Ślizgon zaśmiał się cicho, bez rozbawienia. – Paradoks jeszcze całkowicie nie zniknął, Harry. Nie mogę dotknąć tej rzeczy.

Harry przygryzł wargę, coś ścisnęło jego klatkę piersiową, po czym pod pływem impulsu podjął decyzję i natychmiast zaczął zastanawiać się, czy będzie jej żałować, chociaż w tym momencie nie mógł się do tego zmusić.

Zawiesił medalion na swojej szyi, ciężkie złoto usadowiło się tuż nad jego sercem.

- W takim razie przetrzymam go dla ciebie do czasu, kiedy będziesz mógł – oznajmił z przyrzeczeniem w głosie.

Słowo „mógł" dźwięczało w przestrzeni między nimi.

- Odpocznij trochę – cicho polecił mu po chwili Tom. – Wyglądasz na wyczerpanego… i nie nakładaj zaklęcia wyciszającego.


Harry obudził się z potwornie znajomym bolesnym szarpnięciem, świadczącym o wybudzeniu się z koszmaru.

Coś było na jego klatce piersiowej, coś paląco gorącego i piekącego, i… to zniknęło, jego krzyk zamarł w gardle, łzawiące oczy nieprzytomnie rozejrzały się po pokoju, po czym zatrzymały na Tomie.

Dziedzic Slytherina siedział obok niego, lewitując horkruksa kilka cali nad dłonią. Harry wziął głęboki oddech, przymykając oczy.

- Myślałem, że mówiłem ci, że nie masz nakładać zaklęcia uciszającego – warknął surowo Riddle.

Harry usiadł z trudem, mrugając, automatycznie kierując rękę w stronę dziwnego uczucia na swojej klatce piersiowej, po chwili szybko zerkając w dół.

Jego koszulka została przepalona, ukazując ohydną, szeroko otwartą dziurę naprzeciwko jego serca.

Jego wzrok ponownie skierował się na Toma i horkruksa, jego ciało trzęsło się.

- Mówiłeś, że mnie nie skrzywdzi – powiedział, na wpół oskarżająco, nie wiedząc, dlaczego czuł się tak… zdradzony.

- Mówiłem ci także, abyś nie używał zaklęcia wyciszającego – wypluł Tom, po czym jego ton złagodniał. – Musiałem odciąć medalion z twojej klatki piersiowej… masz, możesz go teraz z powrotem na siebie nałożyć. – Tom upuścił go na jego kolana, a Harry złapał go automatycznie, chociaż nieufnie.

- Co… errr… się stało? – zapytał, jego oddech ponownie wrócił do normy, a gardło bolało od krzyku.

- Zaklęcia wyciszające sprawiają, że nikt nie może usłyszeć jak krzyczysz – powiedział beztrosko Tom, zbyt beztrosko – co oznacza, że nikt nie może cię obudzić, a to sprawia, że twoja magia szarżuje oszalała, dopóki nie rozerwie wyciszającego uroku, starając ci się pomóc i w ogóle wysyła wzywające pomocy sygnały przez ból, który odczuwasz… a kiedy nosisz horkruksa, który ma tę samą duszę, a co za tym idzie te same myśli co ja, przypuszczalnie w zasadzie przyczepia się on do ciebie, aby cię obudzić, zanim doznałbyś jakiś obrażeń… medalion jest medalionem i nie może tak jak ja fizycznie tobą wstrząsnąć, abyś się obudził… - Tom machnął ręką w kierunku jego klatki piersiowej, zakańczając swoje wyjaśnienia. – Więc nie nakładaj zaklęcia wyciszającego. Mówiłem ci to tysiąc cholernych razy.

- Używam zaklęć wyciszających od lat – powiedział posępnie Harry. – To nie miało takich skutków, o jakich mówisz przed… cóż, przed czasami w Slytherinie. Było dobrze, kiedy nie znajdowałem się w dormitoriach Slytherinu, więc… - Wzruszył defensywnie ramionami. – Poza tym nie powiedziałeś mi jak może zareagować horkruks!

Był wyczerpany. Ciągle widział teraz w swojej głowie atak węża, do tego śnił w tym samym czasie o horkruksach i tym co zazwyczaj. Spojrzał na Złoty Medalion, który wciąż leżał na jego dłoni, niewinnie i spokojnie, jakby był zwykłym, bezwładnym kawałkiem biżuterii.

- Dlaczego go to w ogóle obchodzi? Dziennikowi, który, jak zakładam, był twoim pierwszym horkruksem, nie zależało… a przecież z czasem stawałeś się coraz bardziej voldemortowski i coraz bardziej chętny do tego, by mnie zabić.

Tom skrzywił się nieznacznie, po raz pierwszy szukając odpowiedzi w temacie dotyczącym horkruksów, po czym jego oczy zabłyszczały.

- Nie wiem… - powiedział Riddle. - Dlaczego go o to nie zapytamy?

- Co? Tom… - zaczął Harry, nagle panikując, a także będąc w duchu wdzięcznym za to, że nie obudził całego domu.

- Otwórz się.