Rozdział betowała cheroine :).

Ariano, cóż, wiedzieć nie mogę, ale mogę mieć nadzieję :). Niestety nie udało i się dodać rozdziału w tygodniu, wybacz mi, ale pocieszające powinno być, że teraz będziesz prze kolejne trzy dni po jednym… :) Niestety i mnie, i moją betę dopadają teraz wszystkie możliwe obowiązki – w tym związane z nauką – i robimy wszystko, co tylko się da, aby rozdział był gotowy jak najwcześniej. Niestety nie zawsze się to, jak widać, udaje… Mahakao, na początku chciałam powiedzieć, że masz uroczy avatar :). Cieszę się, że bardziej na plus niż na minus odbierasz brak slashu, chociaż ja także się cieszę, że mimo wszystko go tutaj nie ma – myślę, że straciłby wtedy na swoim uroku :). Gdybać zawsze można, chociaż nie zawsze da się wymyśleć coś, co będzie miało jakieś odniesienie do rzeczywistości. Niestety. Mam nadzieję, że ciąg dalszy cię zadowoli :). Tosiu, wieki, być może masz rację, chociaż pomyśl ile jeszcze przed nami – naprawdę wiele się jeszcze wydarzy :). Niestety na moment, w którym rozdział jest przerywany nie mam wpływu (chociaż, gdybym sama pisała, pewnie także kończyłabym mniej więcej w takich momentach ^^). Przez twój opis Toma w garniturze także zebrało mi się na śmiech. Masz rację, Tom i bukiet róż to nie jest dobre powiązanie :). Miyuki, ach, przeciwnie, z wielką przyjemnością dowiedziałam się czegoś nowego i poczułam dumna ze swojego kraju :). I już tłumaczę tą sytuację ze snem – w czasie koszmarów Harry wierci się i poci, i… ogólnie zachowuje w sposób, który sugerować mógłby atak. Horkruks nie może wiedzieć wszystkiego, po prostu w pewnym sensie czuje emocje Harry'ego, czuje, że jego istnienie może być zagrożone, tak więc robi wszystko, aby pomóc – na swój indywidualny sposób. Niestety jestem zbyt zmęczona w chwili obecnej, by spróbować ci to dokładniej wytłumaczyć, ale jeżeli jesteś zainteresowana, to mogę ci jutro coś więcej o tym napisać – kiedy tylko się wyśpię :). Dobra Dusza chyba nie jest taka dobra i czuje się winna tak późnemu wrzuceniu rozdziału… CaffeLatte, były przepyszne :). Autorka nigdy nie wyleczy się z takiego zakończania do końca, ale… zacznie stosować tego mniej. Daj jej czas, dopiero zaczyna :). Co do twojego pytania – istnieje sequel, prequel i zbiór miniaturek. Zbiór miniaturek przetłumaczę na pewno, ponieważ już na samym początku obiecałam wam miniaturki związane ze slashem, poza tym sądzę, że kilka miniaturek jest naprawdę wartych uwagi. Co do sequelu i prequelu – wszystko zależy wyłącznie od czytelników. Jeżeli znajdą się chętni, to i za nie się wezmę :). Milka, tak to jest, że jak się trafia na coś przypadkiem, to często to najbardziej nas w siebie wciąga :). I oczywiście cieszę się, że to opowiadanie ci się podoba. Tak samo jak ty sądzę, że Syriusz naprawdę troszczy się o Harry'ego, chociaż jego działania są bardzo ograniczane przez Toma. Niestety trudno jest z nim zwyciężyć, jeżeli chodzi o kontakty z Harrym :). Jeżeli chodzi o zbliżenie… cóż, oczywiście, że mam takie odczucia, naprawdę trudno jest ich nie mieć, kiedy się to wszystko czyta. Zdradzę, że relacja między Tomem a Harrym będzie się w pewien sposób zmieniać (stanie się słabsza lub mocniejsza) i pojawi się coraz więcej ciekawych sytuacji między nimi. :) Evolution, nie tylko tobie, nie martw się. Myślę, że dzieje się tak dlatego, że Tom nie przywykł do okazywania jakichkolwiek emocji – dlatego to, jak postępuje z Harrym jest tak niesamowicie sprzeczne (a zarazem zgodne) z jego naturą, że po prostu nie da się odbierać tego wszystkiego w sposób inny niż słodki :). Zdradzę, że sprawa Horkruksa będzie bardziej skomplikowana, niż to by się mogło wydawać i, że to zagadnienie zostanie wykorzystane w dość ciekawy i różny od kanonu sposób. :) Chociaż, kiedy się tak teraz nad tym zastanowiłam, to może nie będzie to takie sprzeczne z kanonem… Trudno powiedzieć. Cookies. Alice, o wszystkim i o niczym :). Zobaczysz :). Keti, tak, teraz seria rozdziałów trochę krótszych, ale spokojnie, niedługo nieco się one wydłużą – tak około setnego ;). Wszystkie sceny, które będą działy się na Grimmauld będą trochę… dziwne i przyznam, że nie należą do moich ulubionych, chociaż na pewno mają swoje dobre chwile :). Wena i czas się przyda – i to jak!

Wybaczcie, jeżeli naplotłam wam dzisiaj jakieś bzdury – jestem naprawdę zmęczona, a chciałam wam wrzucić ten rozdział. Naprawdę przepraszam, że robię to dopiero teraz, w piątek, ale zarówno ja, jak i beta naprawdę nie miałyśmy zbyt wiele czasu na cokolwiek, tak więc siła wyższa sprawiła, że wyszło, jak wyszło. Naprawdę was za to przepraszam. I dziękuję za wszystkie komentarze, ponieważ niesamowicie motywowały one do znalezienia czasu i zmobilizowania się – a to także jest szalenie potrzebne :).

Miłego czytania, moi drodzy.


Słowniczek: wężomowa


Ulubieniec Losu

Rozdział siedemdziesiąty siódmy

Harry gwałtownie odsunął się od medalionu, kiedy ten błyskawicznie otworzył się z głośnym pstryknięciem, a czarny dym jak żywy cień rozprzestrzenił się po pokoju.

Tom podniósł się, niezręcznie szarpiąc go w swoim kierunku, podczas gdy z ciemności uformowała się postać.

Był w stanie zobaczyć, że miała niesamowicie ciemną formę człowieka, ale te krwiste oczy, którymi na nich patrzyła, musiały być częścią horkruksa.

Usłyszał, jak Tom wciąga głośno powietrze, wpatrując się w postać… cień… znajdujący się przed nimi.

Którym z kolei musiał być on horkruksem, skoro wyglądał w taki sposób? Był obrzydliwy.

Miał to stworzenie zawieszone wokół szyi… to był Tom… Z trudem patrzył na to coś, ale nie pozwolił sobie na odwrócenie wzroku.

To coś przez chwilę wydawało się przyglądać im obu, po czym odezwało się słabym głosem, podczas gdy połyskujące oczy były zimne z nienawiści.

- Otworzyłeś moje więzienie, aby mnie uwolnić? Jeżeli tak, to pośpiesz się, bracie, chyba że wolisz po prostu gapć się na mnie jak niewykształcona szlama? – zapytał tonem neutralnym, ale nasyconym chłodem, który spowodował, że dreszcz przebiegł po kręgosłupie Harry'ego.

- Bracie? – Pytanie wymknęło się mimowolnie z ust Harry'ego.

To coś spojrzało na niego wzrokiem chirurga-seryjnego mordercy, skanując go analizująco, ale nie udzielając odpowiedzi.

- Odpowiadaj na jego pytania, tak jak musisz na moje – rozkazał spokojnie Tom, przyglądając się podobnej do cienia postaci stopniowo formującej się przed nimi w ludzki kształt.

Horkruks skłonił się szyderczo, jego gest ociekał drwiną, po czym przemówił tonem jednoznacznie wskazującym na jego wyższość nad rozmówcą.

- Jesteśmy tacy sami – nasze dusze są ze sobą związane, ale nie jesteśmy bliźniakami, on jest cały i ciągle się zmienia, dlatego też nazywam go swoim bratem, tak samo jak mógłbym mówić na ciebie, gdybym się do ciebie zwracał – wyjaśnił.

- Nie lubisz mnie – zauważył spokojnie Harry.

- Jesteś niżej ode mnie – warknęła postać. Potter uniósł na to brwi, coraz mniej lubiąc to coś. Jak Tom w ogóle mógł pomyśleć, że stworzenie czegoś takiego to dobry pomysł?

- A mimo to, nie wydajesz się pragnąć jego krzywdy – stwierdził Tom, zanim Potter mógłby ostro odpowiedzieć stworzeniu, przyglądając się Horkruksowi z taką samą zjadliwą, nieustępliwą intensywnością, z jaką ten przyglądał się im. – Dlaczego?

- Ponieważ zniszczyłbyś mnie, gdybym to zrobił – splunął. – Twoje życie nie jest związane z moim, a jego jest.

Harry przełknął nieznacznie ślinę. Nie uważał, że jest to najbardziej pocieszający czy też stabilny powód dla jego dalszego istnienia.

Wyraz twarzy Toma był nieczytelny, nawet kiedy szkarłatne oczy spojrzały ostro w jego kierunku.

Tymczasem Harry myślał gorączkowo nad tym, co to coś powiedziało; skoro życie Toma nie było związane z horkruksami (mimo wszystko miał on kompletną duszę, a horkruksy należały do Voldemorta) dlaczego więc stał się on nagle tak bardzo zaborczy? I dlaczego tak bardzo obchodziło go to, że Harry był horkruksem?

Tom także wydawał się zamyślony, chociaż Harry założyłby się o swoje konto w Gringottcie, że z zupełnie innych powodów. Horkruks spojrzał na nich obu z obrzydzeniem, po czym zaczął spacerować po pokoju. Harry wezwał do siebie klatkę Hedwigi, kiedy to coś zbyt się do niej zbliżyło. Horkruks obrócił się na pięcie, aby ponownie na niego spojrzeć i Harry uśmiechnął się chłodno.

Postać zwróciła się gwałtownie do Toma, udając, że nie może patrzeć na Harry'ego dłużej niż niecałe kilka sekund.

- On ma na imię Harry – oznajmił Tom, ostrożnie obserwując Horkruksa, z jakimś nieokreślonym błyskiem w oczach.

- Wiem, kim on jest – odparł równie cicho Horkruks. – Znam waszą historię, waszą tragedię, w końcu też to przeżyłem.

Harry zmrużył oczy.

- Co masz na myśli, mówiąc „tragedię"? – zapytał, a złe przeczucie zaświerzbiło w jego wnętrznościach, pragnął móc zobaczyć więcej cech cienia, niż tylko te płonące oczy. Horkruks nie odpowiedział.

- Mów – nakazał Tom, powtarzając pytanie Harry'ego: - Co masz na myśli, mówiąc „tragedię"?

- Jeśli znasz odpowiedź, nie muszę ci jej mówić, jeżeli jej nie znasz, wtedy nie mogę – oznajmił, wzmagając irytację Chłopca, Który Przeżył. Harry oczekiwał, że Tom znów zacznie się jej domagać, ale dziedzic Slytherina jedynie przyglądał się cieniowi z mrokiem w oczach.

- To znaczy, że znasz odpowiedź? – zapytał go Harry, jednocześnie bojąc się odpowiedzi. Tom spojrzał na niego z nietypowym dla siebie wyrazem twarzy.

- Kłamiesz – powiedział gwałtownie do Horkruksa. Krwiste oczy zalśniły okrutnie w odpowiedzi.

- Może tak, może nie, nie będziesz wiedział, dopóki nie będzie odwrotu, a opowieść o Ślizgońskim Duecie nie dobiegnie końca – odpowiedział wesoło, niemal śpiewającym tonem, którego Tom używał przy członkach Zakonu.

Twarz Toma skręciła się w coś na kształt szyderstwa, jego różdżka podniosła się ze świstem, ale zanim zacząłby wymawiać zaklęcie, Horkruks z krzykiem wrócił z powrotem do medalionu, a pokrywa ze szczękiem się zatrzasnęła. Teraz leżał niewinnie na podłodze między nimi. Harry wziął głęboki oddech, wytrącony z równowagi wszystkim, co stało się w tym krótkim czasie.

- Tom… - zaczął. Dłoń młodego Czarnego Pana zacisnęła się na jego ramieniu, bez słów, ale mimo to kontynuował. – Odpowiedź… nawiązywał do przypominajki, prawda? Otworzyłeś ją…

- Zostaw to, Harry. On kłamie, robimy tak czasami.

- Skoro on kłamie – drążył uparcie Potter – to dlaczego ty reagujesz tak…

- Harry, proszę.

Harry umilkł na to, na to słowo. Tom nie patrzył już na niego dłużej, uwalniając jego ramię i kierując się w stronę okna, otwierając je, ponownie wpatrując się w ulice Londynu.

Harry stanął obok niego ostrożnie, uważnie mu się przyglądając.

Chciał kontynuować tę rozmowę, sugerując, że mogliby jeszcze raz przyjrzeć się przypominajce, ale to „proszę" dźwięczało mu w uszach – to ciche, zdesperowane, niewypowiadane nigdy wcześniej przez Toma słowo. Tom nie powiedział tego słowa, nigdy! Zawsze nakazywał zakończenie rozmowy i po prostu stanowczo nie odpowiadał, jeśli Harry bez względu na to nie zaprzestawał prób.

Szukał sposobu, aby przerwać ciszę, aby wygładzić napięte linie, które pojawiły się na szczęce i szyi młodego Czarnego Pana.

- Cóż, zawsze wiedziałem, że nie będziesz w stanie wytrzymać z samym sobą – powiedział w końcu. – Teraz już wiesz, jak się czuje reszta z nas.

Tom nie uśmiechnął się, ale część jego napięcia zmalała, kiedy odwrócił się twarzą do niego.

- Co dokładnie próbujesz insynuować na temat cech mojej osobowości, Złoty Chłopcze? – zapytał Tom.

Harry uśmiechnął się, wkładając w to wszystkie swoje siły i wzruszył niedbale ramionami, pozwalając Tomowi samemu wywnioskować sobie odpowiedź. Riddle przewrócił oczami. Po chwili uśmiech Pottera zniknął.

- Tom… - zaczął, i choć było to prawie niezauważalne, zwrócił uwagę na to, że napięcie w ciągu kilku sekund powróciło do jego towarzysza.

- Harry?

- Jeśli horkruksy nic ci nie robią, dlaczego ty… – zawahał się. – Wiesz, kiedy dowiedziałeś się, że jestem jednym… ty… - Napięcie jeszcze raz opuściło Toma, tak samo nagle, jak się pojawiło, kiedy Riddle podniósł brwi na jego niezręczne próby dobrania odpowiednich słów, chociaż jego emocje wciąż były nieczytelne.

- Jeśli znasz odpowiedź, nie muszę ci mówić - powiedział Tom, przyglądając mu się bez radości, zanim mały uśmieszek wykrzywił jego usta - jeśli jej nie znasz… wtedy jesteś idiotą.

- Sukinsyn – oskarżył delikatnie Harry.

Tom uśmiechnął się.