Rozdział w postaci takiej jak ta zawdzięczacie cheroine, która podjęła się zbetowania go - dziękuję!
Gościu, mam nadzieję, że sobie mimo wszystko z obiadem poradziłaś :). Nie odpowiem ci na pytanie, za co Lestrange chce zabić Pottera, bo będzie to w dzisiejszym rozdziale. Jeżeli i po nim będziesz miała pod tym względem pytania, to nie zawahaj się ich zadać. Cieszę się, że rozdział poprawił humor :). Keti, nie ma sprawy, każdemu zdarza się zapomnieć podpisać ;). Cieszę się, że rozdział ci się podobał. Tak, z całą pewnością Tom ma zły wpływ na Harry'ego (a Harry dobry na Toma :)). Komentarz jak najbardziej mi się podobał, tak więc nie masz za co przepraszać. :). Evolution, tak, zupełnie nie miałam głowy i bardzo się cieszę, że to rozumiesz - robię wszystko, co w mojej mocy, ale czasem nawet i to nie wystarczy... Miło, że rozdział pozytywnie cię zaskoczył. Co do insynuacji związku między Tomem a Harrym, to powiem tylko, że będzie ich zdecydowanie więcej (i będą o wiele bardziej bezpośrednie, przez co brak tego związku będzie niezwykle frustrujący). I tak, Dumbledore całkowicie wyolbrzymił całą sytuację - i zrobił o jak najbardziej celowo. W pomieszczeniu znajdował się Tom, a więc dyrektor postanowił zagrać z nim w "potyczkę o władzę". A o co mogą się kłócić, jak nie o Harry'ego? ;) Shanica, dokładnie, właśnie o Gellerta chodziło. Ja także nie przepadam zbytnio za Dumbledore'em, postać niestety niesamowicie straciła u mnie po tym, jak wysłała biednego Harry'ego prosto na śmierć. Zresztą, sądząc po fanfickach, wiele osób właśnie tak go teraz postrzega. Mam nadzieję, że czekanie na rozdział było przyjemne i wcale nie takie długie ;). Tosia, miło słyszeć, że rozdział ci się podobał - ba! że należy do jednych z najlepszych. Harry i Tom wkręcający kogoś są świetni, szkoda, że zazwyczaj wkręcają siebie nawzajem ;). Co do twojego pytania - "Rating" to z angielskiego ocena, kategoria, wskaźnik. Ogólnie jest to wskaźnik tego, dla jakiego wieku jest dany fanfick odpowiedni i co mniej więcej może się w nim pojawić (a zarazem co nie może). Ulubieniec Losu posiada rating "T", co znaczy, że (tutaj tłumaczę to, co jest napisane w regulaminie ): 13+, zawiera treści nieodpowiednie dla dzieci, odpowiedni dla nastolatków (13 lat i starszych), zawiera trochę przemocy, drobne wulgaryzmy i nieznaczne sugestie związane z tematami dla dorosłych. A tak ogólnie, to jest to najbardziej neutralny rating, najbardziej popularny. Mam nadzieję, że teraz rozumiesz :). Cookies. Alice, spokojnie, w końcu wszystkiego z całą pewnością się dowiesz - a wtedy będziesz miała przy tym o wiele większą satysfakcję :). Co do słów Toma na temat zabicia Harry'ego przez Lestrange'a, to zostaną one wyjaśnione w tym rozdziale, tak więc nie będę ich na razie tłumaczyła. Opinia na temat Dumbledore'a jest jak najbardziej trafna, on denerwuje, i to chyba jest najlepsze określenie tej postaci. Bo trudno powiedzieć (na razie) czy jest pozytywna, czy negatywna. A co do Remusa i Syriusza - pragnę jedynie zwrócić uwagę na to, że to pierwsza taka ich rozmowa. Harry znał Remusa wcześniej jedynie jako nauczyciela, trudno jest mu się przestawić na spoglądanie na niego jako mentora. Syriusz... Syriusz jest wielkim dzieckiem. Jest impulsywny. I też nie zna dobrze Harry'ego. Nie mieli okazji - cały czas musiał się ukrywać przez Ministerstwem. I, spokojna głowa, nikomu nie powiem, co sądzisz o Tomie :). Miyuki, biedny Dumbledore, już jest na straconej pozycji, chociażby z powodu czytelników :). Ale zgadzam się, też uwielbiam tą scenę. Trzymam kciuki za pisanie pracy semestralnej :). mad, po pierwsze, to miło mi cię poznać. :) Nic nie szkodzi, że nie komentowałaś wcześniej, bardzo się cieszę, że zrobiłaś to tym razem - chociaż, wierz mi, czytam każdy komentarz i naprawdę wszystkie przyjmuję z niezwykłą radością, tak więc cieszę się z każdego, nawet najmniejszego, bez względu na to, ile komentarzy już jest. Poza tym niezwykle miło jest mi słyszeć, że tłumaczenie (i w ogóle cały fick) ci się podoba, to niezwykłe, że istnieje tyle osób, których to odpowiadanie zaciekawiło :).
Dziękuję za wszystkie komentarze, mam niesamowitą ochotę przytulić was wszstkich całym swoim sercem, bo te wszystkie komentarze są tak niesamowicie dla mnie ważne, że nie potraficie sobie tego wyobrazić. Po prostu... dziękuję.
Miłego czytania.
Słowniczek: wężomowa
Ulubieniec Losu
Rozdział osiemdziesiąty pierwszy
- Lestrange? Znasz Lestrange? – dopytywał się Syriusz, wpatrując się w niego. – Dlaczego ona zamierza cię zabić?
- Ona? – zakwestionował Harry, z rozbawieniem wyobrażając sobie twarz Cygnusa, gdyby usłyszał, jak ktoś mówi na niego „ona". – Jakiego Lestrange'a znasz? Tom mówił o… cóż, jak przypuszczam… mówił o Cygnusie Lestrange… wspominałem już o nim? Sykofantyczna ciota, która szczerze mnie nienawidzi?
Remus wydawał się zdusić parsknięcie. Twarz Syriusza nieznacznie się rozluźniła.
- Bellatriks Lestrange, moją kuzynkę, niedawno uciekła z Azkabanu. Absolutna suka. Trzymaj się od niej z daleka – odpowiedział Syriusz, machając lekceważąco ręką. – Dlaczego ten Cygnus zamierza cię zabić?
Napięcie wróciło przy słowach „cię" i „zabić". Harry roześmiał się.
- To przenośnia – on durzy się w Tomie. Więc, rozumiecie, gdyby się dowiedział, że powiedziałem, iż Tom jest moich chłopakiem… przypuszczam, że Tom trochę żartował z tym zabiciem mnie… chociaż nigdy nie wiadomo, on jest naprawdę pokręcony. Nie przejmujcie się tym.
Syriusz przez chwilę przyglądał mu się groźnym wzrokiem i Harry'emu nagle niewytłumaczalnie przypomniał się Alphard, który był sporo mroczniejszy niż Gryfon stojący przed nim.
- Chciałbym zobaczyć, jak choćby próbuje. – Było wszystkim, co powiedział jego ojciec chrzestny, po czym uśmiechnął się oszałamiająco. – Więc, dzieciaku, gdzie nauczyłeś się gotować?
Reszta dnia przebiegła stosunkowo dobrze – Tom nawet raczył spędzić trochę czasu z jego „Jasnymi" przyjaciółmi, och, no cóż, przynajmniej niektórymi (Hermioną, Syriuszem, Remusem i bliźniakami) – ale Harry wciąż mógł wyczuć starannie kontrolowany gniew po drugiej stronie urokliwej fasady Riddle'a.
Kiedy wieczorem skierował się w stronę ich wspólnego pokoju, trzymał różdżkę w pogotowiu, wiedząc, że właśnie nadszedł czas, gdy Tom będzie wyduszał z niego informacje. Ostrożnie miał go na oku, kiedy przeszedł przez pomieszczenie, szykując się do snu.
W domu panowała cisza, tylko szmery głosów dochodziły z różnych pokojów, przerywane od czasu do czasu okrzykami, kiedy Fred i George coś zrobili.
- Jakie lekcje będziesz miał z Dumbledore'em? – zapytał Tom nagle, chociaż może nie aż tak niespodziewanie.
- Włókiennictwa – odparł niezwłocznie Harry, nie podnosząc wzroku. – Widziałeś jego szaty? Są oszałamiające.
Jego lewa ręka nagle zapiekła, brutalnie zatrzymując go w połowie drogi do łazienki, gdzie miał zamiar umyć zęby.
Oczy Harry'ego automatycznie skierowały się w stronę dziedzica Slytherina.
Wyraz twarzy chłopca był lodowaty i Harry natychmiast uświadomił sobie z obrzydliwą jasnością, że Tom przełączył się z Toma na… cóż, Czarnego Pana.
W jakiś dziwny sposób Harry mógł go niemal zrozumieć. Jeśli „powróciłby na Jasną Stronę", nie miałoby to wpływu jedynie na Toma, miałoby to wpływ na plany, Ciemną Stronę i wszystko, do czego dążył Tom… tak więc chłopak przełączył się, ponieważ tak właśnie Tom zachowywał się podczas swoich „oficjalnych" działań, nie jako przyjaciel Harry'ego… powiernik… kimkolwiek tam Tom dla niego był. Ślizgon nienawidził niewiedzy.
- Wiesz – powiedział niebezpiecznie – właściwie nie jestem teraz po Ciemnej Stronie, bez względu na to, jak wiele czasu z tobą spędzam. Powinieneś to wiedzieć. Nie masz żadnego powodu, byś traktował mnie w taki sposób.
Tom podszedł do niego powoli, ciesząc się świadomością, że Harry nie mógł ruszyć się z miejsca.
Harry czuł nieodpartą pokusę, aby skrzyżować ramiona i przekląć znak.
Oczywiście, cieszył się, że Syriusz przeżył i gdyby mógł cofnąć się w czasie, jeszcze raz nawiązałby z Tomem tę umowę, ale to nie znaczyło, że nie było to niezwykle frustrujące i potwornie ograniczające. Podniósł brwi.
- Ponieważ cię lubię, zapytam się jeszcze raz: o czym będą twoje lekcje z Dumbledore'em? – nie dawał za wygraną Tom.
Harry przechylił głowę z zamyśleniem, pozwalając rozmowie zamrzeć do niezręcznej ciszy, zanim wzruszył ramionami.
- Jakimś bełkocie – oświadczył zdecydowanie, całkowicie świadomy, że granice jego stosunków z Ciemną Stroną były zdecydowanie mniej przebadane i określone niż jego związek z Tomem jako osobą. – Dzięki temu będę mógł się zakładać z Goblinami o losy Jasnej Strony – dodał z nutką lekkiej kpiny w głosie.
To był zły tydzień. Nie mógł nic na to poradzić, nie bardziej niż opierać się antagonizującemu Dumbledore'owi, ale Tom był przez to nawet bardziej zafascynowany pogrywaniem z nim.
Różdżka młodego Czarnego Pana od razu pojawiła się w jego ręce, płynnym ruchem podnosząc się i naciskając na skronie Harry'ego, z zaklęciem legilimencji formującym się na jego ustach.
Zanim zaklęcie zostałoby zakończone, Harry użył swojej wolnej dłoni do odsunięcia różdżki, tym razem bardziej łagodnie, a jego palce zacisnęły się wokół nadgarstka Toma w mocnym uścisku, tak często stosowanym przez samego Ślizgona.
- Moja postawa nie uległa zmianie, Tom – nie jestem po Jasnej Stronie, ale nie jestem też po Ciemnej, chcę, aby Voldemort umarł… i myślę, że biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, dyskutowanie z tobą o tej wojnie bądź jakichkolwiek innych sprawach z nią związanych, byłoby z mojej strony strasznie niepraktyczne.
Harry urwał, przyglądając się uważnie nieczytelnej twarzy dziedzica Slytherina.
- Jestem pewien, że możesz to zrozumieć – kontynuował. – Uwolnij moje ramię, nic nie zyskasz trzymając mnie w tym miejscu.
Ponownie puścił nadgarstek Toma, pozwalając opaść swojej ręce tuż przy spoczywającej w kieszeni różdżce. Tom przyglądał mu się uważnie.
- Dlaczego po prostu tego wcześniej nie powiedziałeś? – domagał się chłopiec, z nieokreśloną nutką w głosie.
Wargi Harry'ego zwinęły się w lekki uśmieszek.
- Bo lubię cię podpuszczać – odpowiedział. – A co, zdenerwowałem cię?
Czuł, jak wąż zwija się w miejscu, w którym jego ramię piekło, ale zanim mógłby w jakikolwiek sposób zareagować na pojawiający się ból, odszedł on, a jego ręka ponownie była całkowicie wolna.
Automatycznie szarpnął ją ochronnie do swojej klatki piersiowej, chwilę dłużej przypatrując się Tomowi. Chłopiec także nie odwrócił swojego wzroku, a następnie Harry odwrócił się i udał do znajdującej na końcu korytarza łazienki.
Kiedy wrócił, Tom wydawał się już dość wyraźnie uspokoić i siedział przy kaloryferze z książką w ręce… książką o horkruksach.
Harry zmarszczył brwi, ale Tom już odłożył ją na bok, pochylając głowę i wskazując mu, żeby usiadł obok niego. Było blisko północy i firanki zakrywały szczelnie okno, przy którym zazwyczaj siedział Tom.
Potter zawahał się, a Tom uniósł brwi, jakby chciał powiedzieć: „mogę cię tutaj po prostu przyciągnąć". Przewracając w odpowiedzi oczami, podszedł do niego, po czym oparł się o ciepły kaloryfer.
Nie wiedział dlaczego, ale jeśli w pokoju było jakieś źródło ciepła, to zawsze lgnął do niego, bez względu na to, czy było mu zimno, czy nie. Może to dlatego, że ciepło było dla niego luksusem po tym, jak poznał, co to znaczy marznąć.
Podniósł książkę o horkruksach, aby zobaczyć, co Tom czytał. Wyglądało na to, że Riddle zainteresował się rozdziałem o magii krwi.
Zmarszczył brwi, rzucając młodemu Czarnemu Panu spojrzenie.
Przyszły Mroczny Lord odwzajemnił mu się z nieznacznie rozbawionym wyrazem twarzy.
- Chyba już wiem, co dać ci na Święta – mruknął Harry.
- Już dałeś mi prezent świąteczny – zauważył Tom.
- W takim razie na urodziny – oznajmił Potter. Usta Toma wykręciły się w najmniejszy z uśmiechów.
- A ja miałem nadzieję, że jeszcze raz zapytasz mnie o to, co bym chciał dostać, to by było o wiele bardziej interesujące niż książka… a ta książka jest raczej fascynująca – dodał Tom. Harry roześmiał się mimowolnie.
- Jesteś takim Krukonem.
- A ty jesteś takim Gryfonem – odparł Tom, jakby bycie lwem było czymś obraźliwym.
- Dzięki – Harry uśmiechnął się szeroko. – Dobrze wiedzieć, że nie zmieniłem jeszcze tak całkowicie swojego gatunku. – Tom usiadł prościej, a jego przyglądanie się mu nabrało chyba jakiegoś znaczenia.
- Wciąż sądzisz, że jesteś z gatunku Gryfonem? A co ze Ślizgonami?
Harry zdał sobie sprawę, w jaką wdał się właśnie rozmowę i niemal ukrył twarz w dłoniach, ale w końcu zmusił się do wzruszenia ramionami, zerkając na zegarek. Było kilka minut do północy, do Wigilii.
Powiedział o tym Tomowi, sprawiając, że wyraz jego twarzy nieznacznie się złagodził.
- Jesteś w takim razie fanem Świąt? – zapytał Tom, szukając jakiejkolwiek zmiany na jego twarzy.
- No, chyba tak – powiedział Harry, właściwie przyzwyczajony już do tego przyglądania się, chociaż wciąż powodowało, że tak jak wszyscy inni miał ochotę schować głowę w piasek. – Są zabawne, jeśli świętujesz je z odpowiednimi ludźmi… - urwał, uważnie obserwując Toma. – Wydajesz się nie za bardzo lubić tę uroczystość.
- Uważam, że jest ona nieco bezcelowa i rozrzutna – odpowiedział cicho Tom. Harry zmarszczył brwi.
- Nie cieszysz się z otrzymywania prezentów? – zapytał zaskoczony. To pytanie z jakiegoś powodu wywołało śmiech u dziedzica Slytherina i Harry uśmiechnął się do siebie nieznacznie, pomimo zdezorientowania co do tego, dlaczego Tom uznał je za zabawne.
Był zaciekawiony możliwością zdobycia większej ilości informacji, podanych chętnie i bezpośrednio, zamiast zdobytych z drugiej ręki, chociaż nie spodziewał się, żeby Tom odpowiedział na jego pytanie. Za zasłonami braku szacunku doceniał te rzadkie momenty, w których Tom mówił o swojej przeszłości lub nawet osobistych myślach.
Harry był po prostu absolutnie zafascynowany… i prawdopodobnie nie było to coś, do czego powinien się przyznawać, nawet jeśli robił to we względnie bezpiecznym wnętrzu własnej głowy… za bardzo śmierciożerczy się stawał w tej swojej obsesji.
- To zależy od tego, co jest tym prezentem i jaka była jego intencja – oznajmił Tom. – A co z tobą? Nigdy nie brałem cię za kogoś materialistycznego.
- Kiedy dorastasz nie mając zbyt wiele, uczysz się cenić nowe rzeczy – przyznał Harry, po czym natychmiast wycofał się delikatnie, z uśmiechem, kiedy ich rozmowa zaszła nieco zbyt blisko tematu „znęcania się" nad nim w dzieciństwie. – To trochę zabawny - dorzucił lekceważąco - i miły sposób na pokazanie przyjaciołom, że ci na nich zależy.
- Może po prostu nigdy jeszcze nie znalazłem odpowiednich ludzi – powiedział cicho Tom z nieczytelnym spojrzeniem.
- Cóż… - odpowiedział Harry, równie miękkim tonem. - Daj mi znać, jeśli coś się w tym temacie poprawi.
Skierował wzrok na zegarek, po czym ponownie przeniósł go na Toma, uśmiechając się.
- Jest Wigilia… Cóż, dzień… no… - Jego głos zamarł, kiedy Tom zaczął się śmiać. Spojrzał na niego gniewnie. – Ucisz się! Ludzie próbują zasnąć! – syknął, z niepokojem rozglądając się po ścianach.
Tom uśmiechnął się do niego.
- Jak zawsze elokwentny, kochanie… też ci życzę „Wigilia, cóż, dzień, no".
- Myślisz, że jesteś taki zabawny… - warknął oskarżająco Harry.
Ale nadal się uśmiechał.
