Za zbetowanie rozdziału z całego serca dziękuję cheroine.

Dziękuję także wam, za komentarze, jakie pojawiły się pod ostatnim rozdziałem - wciąż niesamowicie dziwi mnie to, jak wiele ludzi to czyta i po prostu dziękuję wam za to, że pokazujecie mi, że warto to wszystko dla was tłumaczyć.

Cookies. Alice, wcale ci się nie dziwie. Szczególnie Tom ma niesamowicie dominujący charakter, który przyćmiewa wszystkie inne - wszystko właściwie toczy się pomiędzy tą dwójką a reszta jest jakby... dodatkiem, tłem. Jeszcze dużo czasu, nie ma co się martwić na zapas - nawet do setnego rozdziału jeszcze nie dotarliśmy ;). Jeżeli pytania ci się przypomną, to możesz je zadać - być może będę mogła na nie odpowiedzieć? ;) A wspomniany przez ciebie czas staram się znaleźć - chociaż czasami jest z nim naprawdę ciężko. Ariano, także i mnie niesamowicie rozbawiłaś swoim obrazem, masz rację, Harry i Tom wyglądaliby w takich szatach przekomicznie. Oczywiście wybaczam ci to, cieszę się, że już wróciłaś i mam nadzieję, że udało ci się cały materiał nadrobić, a problemy rozwiązać :). Cieszę się, że udało mi się poprawić ci humor, to niesamowite, że kogoś tak bardzo cieszą te rozdziały :). Mahakao, widzę, że od razu zauważyłaś "kochanie". :) Evolution, ani trochę nie biorę cię za głupią, przeciwnie, dołączam się do ciebie w uwielbianiu tej postaci. Chociaż przyznam, że jestem ciekawa, w jaki sposób rozwiną się twoje emocje do niego z biegiem czasu... O świętach i ewentualnych prezentach nie będę nic mówiła, ponieważ myślę, że najlepiej będzie, jeżeli sama się o tym niedługo przekonasz. Przy okazji muszę zaznaczyć, że Tom nigdy wcześniej nie dawał niczego Harry'emu - jak to Harry ładnie wytłumaczył w rozdziale, w którym zapytał Toma o to, co sam chce dostać na święta. I masz rację, dla Pottera ważne są przejawy uczuć, ale trzeba się przy okazji zastanowić, czy Harry oczekuje takich przejawów od (psychopaty) Toma? - zostawiam to pytanie bez odpowiedzi, po prostu się zastanów :). Zapał i energia się przyda - jakoś listopad zupełnie mnie wykańcza... CaffeLatte, och, biedna, rozumiem. Także zawsze mam problem z napisaniem komentarza, bo zastanawiam się, co powinnam w nim zawrzeć... Ale cieszę się, że ci się dalej podoba i mimo kłopotów z wymyśleniem komentarza nie masz kłopotów z tym, aby przeczytać rozdział :). mad, czuję się winna odciągania cię od ciekawych i wartościowych książek - ale tak jak ty, także jakoś wolę czytać o Tomie i Harrym :). Tak więc ani trochę się nie dziwię. Rozdziały są naprawdę różne, niektóre są świetne, niektóre nieco słabsze, ale tak jest chyba w każdym opowiadaniu, nie mam na to wpływu. Chociażby dla przykładu - nie za bardzo lubię rozdział dzisiejszy, ale na przykład następny wspominam z sentymentem :). To zależy wszystko od punktu widzenia... Zgadzam się z tobą w tym, że nieźle by do siebie pasowali, bo wydają się doskonale siebie dopełniać, ale... no cóż, to nie jest slash i mimo jakichkolwiek chęci nie mogę tego zmienić - zresztą, tak jak jest teraz też jest dobrze, nigdy nie wiadomo, jak potoczyłoby się to całe opowiadanie, gdyby jednak autorka się na ten slash zdecydowała... Czy zakończenie będzie dobre... cóż, ja uważam je za interesujące oraz zaskakujące. Nic więcej nie zdradzę. :) Fire, bardzo się cieszę, że rozdział ci się spodobał i jestem bardzo ciekawa, co będziesz sądzić o kolejnych - czy się nimi zawiedziesz, czy może przeciwnie, również ci się spodobają? ;) Rozumiem twoją fascynację Tomem, ponieważ również uwielbiam jego postać i cieszę się, że temu opowiadaniu udało się sprostać twoim oczekiwaniom względem niego.

Miłego czytania.


Słowniczek: wężomowa


Ulubieniec Losu

Rozdział osiemdziesiąty drugi

Znajdował się w Malfoy Manor… w każdym razie tak przypuszczał… Wyszukane ozdoby w pomieszczeniu pasowały do domu, który odwiedził pewnego razu w przeszłości.

Państwo Malfoy natychmiast spróbowali mu narzucić pozycję odpowiednią dla „brudnego czarodzieja półkrwi", ale ustąpili pod wpływem próśb swojego syna. To były zabawne czasy.

Otoczenie przypominało Malfoy Manor, ale nie był całkowicie pewien. Tam było naprawdę wiele pokoi, a podczas pobytu w tym miejscu miał okazję wejść jedynie do niektórych z nich.

Pomieszczenie, w którym obecnie się znajdował, było absolutnie wspaniałe, gustownie udekorowane głębokimi odcieniami błękitu, zieleni i srebra. Było bardzo duże, ale niemal zbyt piękne i formalne, aby mógł się w nim zrelaksować.

Dlaczego znowu był w Malfoy Manor? Dziwne uczucie zaciskające jego żołądek mówiło mu, że coś jest nie tak, ale było raczej odległe, jakby obce. Z ostrożnym zainteresowaniem rozejrzał się po pokoju, po czym skierował się do drzwi i spróbował nacisnąć klamkę.

Były zamknięte. Jego brwi zmarszczyły się nieznacznie, a napięcie w brzuchu zwiększyło się.

- Witaj, Harry – przywitał cicho głos.

Harry odwrócił się na pięcie, jego serce załomotało, po czym zwolniło ponownie do tempa właściwego niespokojnej ostrożności.

- Tom – wydyszał, przyglądając się mu. Poczucie, że coś jest nie tak jedynie się nasiliło. Czy zaledwie chwilę temu nie był przypadkiem na Grimmauld Place? A może to było tydzień temu? Czuł się zbyt odlegle, surrealistycznie, jakoś nierzeczywiście.

Czas tutaj nie istniał i tak szybko, jak o tym pomyślał, Harry zdał sobie sprawę, że nie wiedział, w jaki dokładnie sposób udało mu się wpaść na tak trudny do ustalenia wniosek.

Dziedzic Slytherina wszedł do pokoju przez drugie drzwi, które zamknęły się za nim, a następnie opadł na wyglądający jak tron fotel, przyglądając mu się chłodno.

Fotel ten miał barwę ciemnej zieleni, po której wiły się srebrne fale.

- Co tutaj robimy? – zapytał Harry z przedziwnym wrażeniem déjà vu, nie rozumiejąc, dlaczego nie był w stanie skupić się na swoim dziwacznym przeczuciu, że coś tu nie gra wystarczająco, aby je przeanalizować. Wszystko było rozmazane, jak we śnie… - Czy to sen? – zapytał nagle.

Tom uśmiechnął się do niego, okrutnie wykrzywiając wargi, które wyglądały zarazem doskonale, jak i całkowicie obco na jego twarzy.

- To się dzieje w twojej głowie, tak – zgodził się niedbale jego towarzysz. W jego głowie, ale nie określił tego mianem snu.

Złowrogie uczucie rosło, po czym uderzyło w niego zrozumienie tak ostre i jasne jak błyskawica.

- Voldemort… - mruknął przerażony, odchodząc od fotela w kilku chwiejnych krokach, sięgając po różdżkę tylko po to, by stwierdzić, że nie ma jej ze sobą.

Voldemort roześmiał się chłodno, ale nie tak wysokim tonem, jaki Harry przywykł słyszeć u mężczyzny o twarzy węża. Zresztą wężowa twarz zniknęła, zastąpiona przez oblicze Toma. Był niesamowicie zdezorientowany. Jak mógł od razu nie zauważyć subtelnej zmiany w osobowości?

- Jesteś pewny, że możesz zauważyć różnicę między nami, Harry? – zakwestionował Voldemort z błyskiem w swoich diamentowotwardych oczach. – Jesteś tak pewny, ręczyłbyś za to własnym życiem?

- To nie jest prawdziwe – powiedział uparcie Potter, kurczowo się tego trzymając, nie zastanawiając się zbyt intensywnie nad tym, jak brzmiałaby szczera odpowiedź… nie potrafił, nie miał odwagi tego zrobić.

- Rozumiem – zaczął delikatnie Tom… Voldemort. – Czy to znaczy, że twoje wizje nie są prawdziwe? Bo są w twojej głowie? Cały świat jest w twojej głowie, Harry, stworzony z połączenia maleńkich cząstek wrażeń zmysłowych, które odbierasz… co w ogóle sprawiło, że myślisz, iż twoje sny są chociaż trochę mniej prawdziwe niż tak zwana rzeczywistość?

Harry miał mdłości.

- Tak czy inaczej, znikniesz, kiedy się obudzę – warknął.

- I będę czekać na ciebie zawsze, kiedy zaśniesz – zripostował bez wahania Voldemort, wciąż uśmiechając się przerażająco.

Harry wziął drżący oddech, odwracając wzrok od mężczyzny. To było zbyt bolesne, ponieważ wszystko, co mógł zobaczyć było TOMEM. To nie było prawdziwe. To był tylko koszmar. Tylko…

- Co dokładnie próbujesz przez to osiągnąć? – zapytał ostro, na moment odwracając się w stronę jego twarzy. – Nawet jeśli to jest… wizja albo sen, albo spotkanie umysłów, albo cokolwiek tam innego, to i tak nic mi nie możesz zrobić. To się dzieje tylko w twoim… moim… naszych umysłach.

- I to umysł sprawia, że czujemy ból – odpowiedział spokojnie Voldemort, trzymając w rękach kryształowy kieliszek bourbona*.

- W takim razie zacznij go zadawać – warknął Harry. – Zamiast zachowywać się, jakby to było jakieś zupełnie pokręcone spotkanie na herbatce.

Voldemort… Tom… Voldemort tylko uśmiechnął się do niego przez szkło, biorąc łyk. Nastąpiła długa chwila przytłaczającej ciszy, która sprawiła, że Harry stał się jeszcze bardziej nerwowy.

- Czy to ci przeszkadza? – zapytał w końcu Voldemort, przyglądając mu się intensywnie i przechylając głowę dokładnie w taki sposób, jak zrobiłby to Tom, wyglądając dokładnie tak jak Tom ze słowami Voldemorta na ustach.

- Co ma mi przeszkadzać? – zażądał Harry przez zaciśnięte zęby, w jego głowie wirowało.

- To, że potrzebujesz przystojnej, młodej twarzy, aby mieć jakiekolwiek pojęcie, z którym z nas dokładnie rozmawiasz?

- To nie jest prawda! – warknął Harry. – Uwierz mi, potrafię bez problemu wykazać różnicę między wami dwoma bez… skąd w ogóle ta nagła zmiana twarzy? Znudziło ci się wyglądanie tak cholernie obrzydliwie?

- Kryzys wieku średniego – odpowiedział z całkowitym spokojem Voldemort, choć ton jego głosu nieco się wyostrzył, a ręka powędrowała w stronę różdżki. Tej samej różdżki… - Jesteś pewien, że możesz ją wykazać? Po prostu wyglądało na to, że dłużej niż można by się tego spodziewać zajęło ci zauważenie, że nie jestem nim… może nie jesteśmy tak różni, jak próbujesz sobie wmówić.

Harry spojrzał na niego stanowczo, odmawiając ustąpienia niepewności, która zaczęła kiełkować w jego klatce piersiowej.

Znał różnicę… Tom i Voldemort różnili się nie tylko wyglądem… na początku był po prostu zaskoczony i trochę nieświadomy. A i tak miał przecież wrażenie, że coś jest nie tak… chociaż wciąż tak niesamowicie trudno było patrzeć na tę złą replikę swojego… przyjaciela.

Podobieństwo było alarmujące, denerwujące i oczywiście było tam tylko w celu jeszcze większego namieszania mu w głowie.

Mroczny Lord opróżnił szklankę, po czym podniósł się, patrząc na Harry'ego oceniająco.

Harry nie uległ pokusie, by po prostu uciec, coś było w tych oczach… tych oczach o kolorze tak podobnym do Toma, ale wyrazie tak nieprawdopodobnie różnym.

Tom miał zimne, oceniające, bystre spojrzenie, ale te oczy, które miał teraz przed sobą, nie mówiły o niczym poza śmiercią.

Voldemort zatrzymał się przed nim, bezwiednie obracając w palcach różdżkę. Harry nie mógłby teraz odwrócić wzroku, nawet gdyby chciał.

- Przyznaję, twoja wiara w niego jest imponująca – powiedział cicho Voldemort, w końcu naciskając różdżką na jego skroń.

Harry nie drgnął ani też nie odszedł, w końcu każda magia w tym… śnie… była tymczasowa i trwała jedynie tak długo, jak spał… prawda? W żaden sposób także nie odpowiedział.

- Ale każdy w końcu musi się obudzić… jak długo będziesz w stanie wytrzymać, zanim zatrą ci się granice? Serce nie idzie w parze z rozumem.

Chory uśmieszek zniekształcił twarz Toma, twarz Voldemorta, kiedy kontynuował:

- Pora się obudzić, Harry. Crucio.

Ból, nieustający ból i niesamowicie mocny uścisk na jego ramionach, który potrząsał nim gwałtownie, a także kłucie promieniujące od przedramienia.

Oczy Harry'ego otworzyły się szeroko, wpatrując się w twarz tego, który dopiero co go torturował, z trudem łapiąc powietrze. Co się właśnie stało? Co to było? Sen? Coś więcej?

Instynktowe rzucił się do tyłu, ale dłonie Toma tylko mocniej się na nim zacisnęły, zmuszając go do pozostania nieruchomo.

- Harry… spokojnie… przestań… Harry! – syknął Tom z mieszaniną zdecydowania i ukojenia, stanowczości i delikatności.

Paradoks na wielka skalę, naprawdę.

Serce wiedziało, że ten Tom jest inny, był w stanie zobaczyć to dzięki dobrze zamaskowanej trosce i różnorodności emocji na jego twarzy.

Natomiast jego głowa była w stanie tylko wysyłać mu pourazowe błyski tego, co się właśnie wydarzyło, oślepiając go, złośliwie odtwarzając agonię za jego powiekami.

Trzasnęły otwierane drzwi, kiedy Syriusz i kilkoro Weasleyów wpadli zobaczyć, co spowodowało to całe zamieszanie i krzyki.

Harry mógł się na nich jedynie gapić. Na nich i na Toma.

Był bożonarodzeniowy poranek.

Cholera.


* nie wiem, czy to tylko ja jestem tak mało zaznajomiona z nazwami różnych trunków, czy może wy także nie znacie tej nazwy, ale jeżeli znajdzie się ktoś, kto nie wie co to jest, to wyjaśniając: bourbon to amerykańska whiskey produkowana z kukurydzy z dodatkiem słodu żytniego i jęczmienia, która ma ponoć charakterystyczny smak.