Rozdział betowała cheroine - za co serdecznie jej dziękuję.

Po raz kolejny bardzo pozytywnie zaskoczyliście mnie swoimi komentarzami - jesteście wspaniali! :)

Mangha, co do rzucenia Obliviate to... nie wypowiem się na ten temat. Powiem tylko, że będzie o tym więcej nieco później, tak więc w końcu pojawi się odpowiedź na twoje pytanie. Chociaż twoje myśli biegną w bardzo ciekawym i nawet w pewnym stopniu prawidłowym torem :). To dobrze, że osobiście posiadasz inna wizję Toma, a jeżeli chce się dobrze tą postać przedstawić, to jest to konieczne ;). Cieszę się, że podoba ci się to moje "dodawanie" czegoś od siebie - jestem świadoma tego, że niektórych może to denerwować, ale osobiście po prostu chcę utrzymywać kontakt z czytelnikami - wymieniać z nimi opinię :). Co do kultury komentujących, to masz całkowitą rację. Na pewno są też wyjątki, ale jest ich zdecydowanie mniej niż na innych forach czy stronach. :) Cookies. Alice, polecam dołączyć do statystyk jeszcze Toma - myślę, iż istnieje szansa, że później będziesz bardzo zirytowana jego zachowaniem. :) Mam nadzieję, że twoje Potterowskie myślenie już się w najbliższym czasie nie wyłączy - w każdym razie mam zamiar nie robić już więcej takich okropnych przerw ;). Co do uroku Toma i Harry'ego - polecam prowadzić również statystyki na temat tego, który więcej razy zachwyci ;). Niezrównoważona, o ujawnieniu Syriusza nic nie będę mówiła, szczególnie, że w najbliższej przyszłości dowiesz się, jak się ta sprawa skończy :). I mówisz, że lubisz, jak Harry'ego torturują? Myślę, że będzie jeszcze kilka rozdziałów, które spełni twoje oczekiwania :). Dziękuję ci za życzenia weny i wszystkiego innego - wszelkie wsparcie jest na wagę złota :). Mahakao, mnie osobiście zawsze przy tej scenie rozczulała reakcja Toma - ta jego pełna rezerwy postawa, przepełniona zarazem tak wielkim zdezorientowaniem :). Cieszę się, że przypadł ci do gustu fragment z "jego" Tomem :). I masz rację, słabość bardzo łatwo wykorzystać, tylko trzeba wziąć jeszcze pod uwagę, że nie jedynie Voldemort potrafi walczyć o to, co pragnie - również Tom jest w tym całkiem dobry... Evolution, taak, ja także nie mogę się doczekać Świąt. Co do Harry'ego i jego problemów - powiem, że jest się czym martwić, ale pojawią się jeszcze o wiele, wiele większe problemy, tak więc właściwie nie jest źle :). Czy podda się manipulacjom Voldemorta - zamiast odpowiedzieć, to po prostu stwierdzę, że najbardziej będzie to chyba zależeć od tego, jak długo będą one trwały (czego się dopiero dowiecie). Tosia, w takim razie już teraz życzę wszystkiego najlepszego, bo później niestety bardzo możliwe, że o tym zapomnę, bądź nie będę miała o tym pojęcia :). Praca bez angielskiego, przyznam, kiepsko, ale masz jeszcze zapewne czas, tak więc nie ma co się załamywać :). Oryginał napisany jest prostym i przyjemnym językiem, tak więc naprawdę nie powinien nikomu sprawiać zbyt wielkich problemów :). Alishacet, po pierwsze miło mi poznać :). Moje sumienie ubolewa nad twoją nieprzespaną nocą, ale z radością kontynuuje tłumaczenie :). Mam jednak mimo wszystko nadzieję, że twoje uczucia chylą się bardziej ku miłości niż nienawiści, chociaż ponoć między nimi jest bardzo cienka granica ;). Co do twojej... teorii. Cóż, zarazem masz rację, jak i jej nie masz. Jednym z głównych powodów, przez których błędna jest część twojego rozumowania, jest fakt, że Voldemort tak naprawdę nie pamięta niczego z tego, co teraz robi Tom. Niemniej jednak wydaje się, że tak właśnie ma zamiar skończyć się ta historia - zresztą nie będę wdawała się teraz w szczegóły, bo mniej więcej zrozumiesz o co mi chodzi, kiedy dojdziesz do dzisiejszego rozdziału i będziesz miała przed sobą większą ilość faktów. Jeżeli i wtedy będziesz myślała tak samo, to z chęcią z tobą o tym podyskutuję, bądź wypowiem się na temat twojej teorii :). Masz rację co do faktu, iż musi istnieć Voldemort, by istniał Harry - gdyż tworzy on jego teraźniejszość. Tom, można powiedzieć, stoi na straconej pozycji - co nie zmienia faktu, że nikt nie podda się tak łatwo... A ponieważ widzę, iż w kolejnym komentarzu zmieniłaś zdanie co do teorii, to jeszcze tą krótko skomentuję – na pewno w przypominajce znajdują się wspomnienia. Co do reszty, to postąpię tak jak mówiłam wcześniej – poczekam, aż dojdziesz do dzisiejszego rozdziału ;). Chociaż nie mogę nie zgodzić się z tym, iż Autorka wiedziała, w co się pakuje…

Rozdział już dzisiaj, ponieważ w ostatnim tygodniu pojawiło się bardzo, bardzo mało... Kolejny rozdział mam zamiar wstawić jeszcze przed piątkiem, chociaż dokładny termin zależeć będzie od liczby komentarzy.


Ulubieniec Losu

Rozdział osiemdziesiąty piąty

Wkrótce nadszedł czas na to, by wszyscy powrócili do Hogwartu.

Proces Pettigrew miał się odbyć na początku stycznia, tuż po Nowym Roku, bo Wizenamagot składał się ze starych, wyniosłych czarodziejów czystej krwi, którzy już dawno określili swoją przynależność do Jasnej bądź Ciemnej Strony, a tym samym całe przedsięwzięcie napotkało pewien opór z ich strony.

Chociaż to i tak musiało się w końcu wydarzyć… w taki czy inny sposób.

Przynajmniej nie mogli zaprzeczać temu, że Syriusz nie zamordował tego szczura.

Syriusz… jego ojciec chrzestny wygłosił dosyć stanowczą „mowę" o tym, że dla własnego dobra ma trzymać się z dala od rzeczy, które w jakikolwiek sposób mogą mu zaszkodzić. Większą jej część Harry spędził dziękując w duchu jakimkolwiek tam bóstwom odpowiedzialnym za to, że Syriusz nie był świadomy, co działo się w ciągu większości czasu, jaki Potter spędził w Hogwarcie.

Po prostu… z doświadczenia wiedział, że dorośli nie byli na tyle kompetentni, aby okazywać swoje dobre chęci. A przynajmniej nie w odpowiedni sposób.

Więc ostatecznie po prostu przytakiwał Syriuszowi, aby nie zepsuć mu nastroju.

Ciemnowłosy Huncwot zaczynał panikować z powodu tego wszystkiego, co mogło pójść źle przy jego procesie ułaskawiającym.

Harry jednak cieszył się z powrotu do Hogwartu, a do tego po Świętach ponownie czuł się bardziej związany ze swoimi przyjaciółmi. Miał też całkowicie świeży stek bzdur, z którymi musiał sobie poradzić, głównie obejmujący sprawy medalionu i nowego hobby Voldemorta, jakim było nawiedzenie go w nocy, jak gdyby Czarny Pan nie miał niczego innego do roboty.

Od tego czasu budzenie się w nocy stało się naprawdę żenujące i to nie tylko z powodu bólu… przebywanie wokół Toma zaczęło być niezmierne trudne, jako że Voldemort próbował zmieść pod dywan wszystkie różnice, jakie między nimi postrzegał, aż w końcu jedno spojrzenie na twarz Riddle'a powodowało, że jego żołądek zaczynał kurczyć się w oczekiwaniu na tortury.

Miał nadzieję, że Tom tego nie zauważył, chociaż wiedział, że prawdopodobnie dziedzic Slytherina zwrócił na to uwagę… już parę razy rzucił Harry'emu kilka podejrzliwie oceniających spojrzeń i Potter mógł już tylko skarżyć się na wzrastającą brutalność śmierciożerców tak mocno, żeby wyjaśniało to wzdryganie się i drżenie, które miało być niby powodowane przez wspomnienia raz za razem powracające do jego sponiewieranego umysłu.

Ale tak poza tym był szczęśliwy, zwłaszcza z powodu powrotu do Hogwatu. Taka przerwa może nie była najprzyjemniejsza, z całym tym wiszącym nad domem przygnębieniem spowodowanym śmiercią pana Weasleya, ale była dla niego… dobra.

Wraz z Remusem i Syriuszem obejrzał kilka wspomnień w myślodsiewni i śmiał się bez opamiętania z wybryków swojego ojca względem Lily.

Widząc niektóre rzeczy, nie był do końca pewien, jak dokładnie udało im się razem ze sobą skończyć, ale jednocześnie wiedział, że tak się stało i chwilę później zobaczył tego dowód.

Mógł obejrzeć ślub swoich rodziców. Ze względu na wojnę była to cicha ceremonia, ale jednocześnie wspaniała i przepełniona szczęściem. Lily wyglądała pięknie i beztrosko w białej sukni, był również śwadkiem przezabawnej sceny Syriusza klepiącego Jamesa po twarzy, kiedy jego ojciec dostał przed samą ceremonią tremy i prawie zwymiotował ze strachu, że źle wypowie słowa przysięgi.

Chciałby znać ich lepiej, ale był pewien, że w jego towarzystwie, w towarzystwie swojego dziecka, byliby inni niż wtedy, kiedy byli ze swoimi przyjaciółmi.


Reszta Ślizgonów czekała na nich, kiedy weszli do Pokoju Wspólnego; Zevi, Abraxas, Lestrange i Alphard natychmiast się do nich zbliżyli.

- Tom… ty wróciłeś! – wypalił Lestrange. – Mam dla ciebie prezent… chodź, dam ci go, myślę, że ci się spodoba…

- …mieliście dobre Święta? – Alphard.

- …Draco zaprosił nas, byśmy na Nowy Rok odwiedzili rodzinny dwór… chcecie iść? Mogę iść? – Abraxas.

Była także mowa o jakimś źle przeprowadzonym eksperymencie, co wywołało u Toma zaciśnięcie warg, i o rozpadających się palcach, co spowodowało, że Harry spojrzał na nich z niedowierzaniem.

- Palce? – powtórzył ostrożnie, przekrzykując się przez hałas i zerkając na Toma. – Co wy do cholery robicie, kiedy nie ma mnie w pobliżu? Lepiej, żeby nie należały do pieprzonego człowieka!

Tom machnął lekceważąco ręką.

- Palce dementora – powiedział, jak gdyby to wszystko wyjaśniało. – Eksperymentowałem… Zignoruj to.

Młody Czarny Pan posłał Alphardowi (który o tym wspomniał) lodowate spojrzenie, które spowodowało, że Black zbladł, nie mówiąc nic więcej, spoglądając przez ramię na… Daphne Greengrass?

Harry zauważył, że potem nikt już nie wspomniał nic o palcach i eksperymentach.

Raczej dziwnie było otrzymać tak pełny obraz systemu pracy pozycji Toma.

A mowa było zaledwie o jego pierwotnej grupie… Wewnętrznym Kręgu… a Riddle przecież rozwiązywał problemy i pytania zgłaszane przez wielu innych Ślizgonów. W umyśle Harry'ego pojawiło się mgliste wspomnienie Patronatu i struktury organizacji państwa królewskiego, o których czytał na mugolskiej lekcji historii, kiedy miał dziewięć lat. Czy coś w tym stylu.

Trudno było zobaczyć podstawę statusu Toma, jeśli nie liczyć tego, że większość ludzi ubiegała się o jego uwagę, chociaż kończyło się to uzyskiwaniem jej za pośrednictwem pełnomocnika… zwanego inaczej Zevim, Abraxasem, Alphardem albo Lestrange'em.

Nigdy nie pojął tej całej polityki śmierciożerców, tak więc wyślizgnął się, kierując w stronę Draco i teraźniejszych Ślizgonów z jego roku, starających się uniknąć charakterystycznej aury hierarchii.

Zevi złapał jego ramię, dyskretnie wymykając się i na chwilę przyciągając go bliżej siebie.

- Wszystko z tobą w porządku? Słyszałem o tym, co się stało z patriarchą Weasleyów – mruknął Prince. Harry posłał w jego stronę uśmiech.

- Taak, nic mi nie jest… dzięki za książkę.

Zevi przez chwilę przyglądał mu się spokojnie.

- Proszę bardzo – odpowiedział cicho, ponownie uwalniając go z krótkim uśmiechem. – Wspaniale mieć cię tu z powrotem… Tom doprowadzał wszystkich do skraju wytrzymałości.

Harry roześmiał się na to, kontynuując swoją drogę w kierunku rogu pomieszczenia. Obecni Ślizgoni spojrzeli na niego, kiedy zatrzymał się przy ich stole.

- Dobre Święta? – zapytał, kiedy się nie odezwali.

- W porządku – odpowiedział Draco, wyglądając na zaskoczonego jego próbami przeprowadzenia niezobowiązującej rozmowy.

- A co z tobą? – zagadnęła Pansy, uśmiechając się do niego słodko, kładąc mu rękę na udzie, kiedy usiadł. – Dobre Święta? Wiesz, mam dla ciebie prezent.

Draco zacisnął szczękę, tak samo jak Nott, chociaż Potter nie wiedział dlaczego.

- To… eee… miło z twojej strony – oznajmił, jakby od niechcenia delikatnie odsuwając swoją nogę. Blaise Zabini wyglądał na nieznacznie rozbawionego.

- Dlaczego z nami rozmawiasz? – zapytał po chwili niepewnie Draco. – Czy ty i Riddle mieliście już sprzeczkę kochanków…?

- Nie jesteśmy… - zaczął wściekły Harry, po czym poddał się i tylko pokręcił z rozpaczy głową. – Nie, Tom i ja nie pokłóciliśmy się. A co? Chcecie, abym z wami nie rozmawiał?

- Nie wiem... - odpowiedział ostrożnie Draco. - Czy Riddle będzie chciał nam za to urwać głowę? Na wypadek gdybyś nie zauważył, on mnie nie lubi… Co jest właściwie twoją winą.

- Bzdury – powiedziała beztrosko Pansy. – Jestem pewna, że zarówno Tomowi, jak i z całą pewnością mnie także nie przeszkadza to, że Harry z nami rozmawia, może przecież rozmawiać z nami, kiedy mu się to tylko podoba.

- Parkinson, nie masz do zrobienia jakiejś pracy domowej? – warknął Nott. Harry zaczynał czuć się zdezorientowany, ale był do tego na tyle przyzwyczajony, aby tego po sobie nie pokazywać.

Po prostu nieświadomie wszedł w sam środek Ślizgońskiej walki o władzę. W którą on, najwyraźniej, w jakiś sposób wydawał się być wplątany.

Przez chwilę debatował cicho nad swoją odpowiedzią, przyzwyczajony do tego bardziej niż przyznawałaby się do tego jego Gryfońska emocjonalność. Nie lubił rozkazywać ludziom wokół siebie, za wyjątkiem Toma, chociaż Tomowi ze względu na jego ogromne ego trzeba było raz na jakiś czas coś rozkazać… tyle że Pansy Parkinson była naprawdę irytująca, a do tego uważał, że, jak na jego gust, jej uśmiech był zbyt bliski zalotnemu… i niezareagowanie w żaden sposób byłoby oznaką słabości. Ale on przecież nigdy nie poddawał się naciskom grupy. Cholera.

- Praca domowa… - mruknął zamiast tego. – Mamy zadany przez Snape'a esej, prawda? Ten o wpływie skórki boomslanga na eliksiry? Skończyliście go już wszyscy?

Spojrzeli na niego z zastanowieniem, po czym Nott wzruszył ramionami.

- Zrobiłem go wieki temu, na eliksiry zawsze lepiej zabrać się za wszystko wcześniej, aby zdążyć ze wszystkimi pracami badawczymi. – Porozmawiali chwilę o zajęciach i Harry odetchnął z ulgą, kiedy rozmowa potoczyła się dalej bez problemów.

Szczerze mówiąc nie rozumiał, jak Tom mógł czerpać taką przyjemność z wiecznego kierowania biegiem rozmowy. To było męczące.

- Myślę, że Riddle chce, abyś podszedł – powiedział cicho Zabini. – Patrzy na ciebie.

- Masz rację – zgodził się Harry, ale mimo tego rozejrzał wokół siebie. Tom uniósł na niego pytająco brwi, subtelnie pochylając głowę w stronę głównej kanapy, którą zazwyczaj zajmowali. Harry zastanawiał się, jak pierwotni Ślizgoni czuliby się, gdyby zostali wykopani ze swoich miejsc.

Spojrzał z powrotem na obecnych Ślizgonów, którzy obserwowali tę wymianę z ukrytą ciekawością.

- Nie zamierzasz tam podejść? – zapytał nerwowo Draco. Czoło Harry'ego zmarszczyło się, kiedy usłyszał nutkę zaniepokojenia w tonie młodszego… w tym samym wieku, ale z obecnych czasów… Malfoya.

- Salazarze, on naprawdę sprawia, że robicie pod siebie ze strachu, prawda?

- Elokwentne – zadrwił Zabini, powodując, że Harry automatycznie się na niego skrzywił. Draco przesunął się, ale nie odpowiedział.

Wszyscy pozostali Ślizgoni również nagle dziwnie się uspokoili.

- Okej… naprawdę jest taki straszny? Mam na myśli, jasne, nie jest… milutki i ma swoje momenty, ale nie jest… Nie boję się go – stwierdził powoli Harry.

- To dlatego - mruknął Draco - że cię lubi.

- I próbuje cię zabić Czarny Pan, wszystko inne wypada w porównaniu z tym raczej blado – dodał spokojnie Zabini. Harry zamrugał.

Co dokładnie Tom wyprawiał, kiedy go nie było? Westchnął.

- Co on zrobił kiedy… wyjechałem? – zażądał od nich. Tylko spojrzeli na niego. – Powiedzcie mi. Nie wspomnę mu o tym.

- Wspomnisz co komu? – zapytał głos za jego plecami.

Harry odwrócił na fotelu swoją głowę, zauważając przyglądającą mu się z nieznacznym rozbawieniem odwróconą do góry nogami twarz Toma. Oczywiście.

- Wspomnę Lestrange'owi, że mam dla niego psie herbatniki – wymyślił.

- Nie dałeś mu ich? – zapytał Tom z rozczarowaniem w głosie. – Wredny popsuj-zabawa.

- Wystarczyły mu twoje tortury, nie musiałem dodawać jeszcze swoich – powiedział Harry, zerkając na Lestrange'a, który szybko odwrócił wzrok.

Jak mógł nie zauważyć, że Lestrange durzy się w Tomie? Po prostu założył, że Lestrange to totalny podlizywacz, który ot tak przy okazji wgapia się w Toma.

- Ale wyraz jego twarzy byłby tak niesamowicie zabawny – odpowiedział Tom, uśmiechając się wilczo.

- Sadystyczny drań – skomentował Harry. Tom udał, że w potwierdzeniu przechyla wyimaginowany kapelusz, po czym opadł na miejsce obok niego.

Harry zauważył, że obecni Ślizgoni bardzo się spięli, ale nadal, mimo tego, każdy z nich pochylał się nieznacznie w stronę Toma, jakby byli przyciągani przez niego jak magnes.

Ślizgoni z przeszłych czasów spojrzeli w ich kierunku, podobnie jak wiele innych węży… kierując uwagę na Toma.

- Nie przerwałem wam, prawda? – zapytał nagle Tom, uśmiechając się, jak gdyby takie zachowanie było niezgodne z jego intencjami.

Czasami Harry zastanawiał się, czy Tom miał jakieś „niedogodny czas do przerwania" urządzenie, mówiące mu, kiedy jest „najbardziej dramatyczny moment" na to, aby wkroczyć.


Harry zatrzymał się przy drzwiach, kiedy znacznie później, w nocy, wszedł do swojego dormitorium. Było w nim dodatkowe łóżko.

- To razem od nas wszystkich, Ślizgonów – wycedził Alphard. – Wnieśliśmy petycję do Snape'a.

- I on się zgodził? – zapytał Harry, nie będąc w stanie uwierzyć, że Snape zgodził się na coś, na czym on skorzystał.

- Wydawał się zdegustowany faktem, że normalnie dzielisz łóżko ze mną – powiedział niewinnie Zevi. – Nie mam pojęcia dlaczego… ale jego twarz miała osobliwy kolor zieleni, to było całkiem fascynujące.

Harry prychnął z rozbawieniem.

- Przestał dawać ci już szlabany? – zapytał, przypominając coś sobie. Uśmieszek Zeviego powiększył się, ale chłopiec nie odpowiedział mu.

Harry roześmiał się, kierując się do łóżka, by rzucić na nie swoje rzeczy. Wsparte było tradycyjnie na czterech kolumnach, ale zasłony zamiast mieć kolory zieleni i srebra, były srebrno-złote. Ponownie na nich spojrzał, podnosząc brwi, zdziwiony, że dobrowolnie zaakcentowali jego Lwie korzenie.

Jego myśli powędrowały w stronę węża na jego ramieniu, mającego taką samą kolorystykę.

- Tom zasugerował połączenie kolorów – poinformował Abraxas, zerkając na wspomnianego chłopaka. To oczywiście oznaczało, że żaden z nich nie mógł nawet pomarzyć o zaprotestowaniu. Uśmiechnął się do siebie. – Chociaż to ja przemieniłem zieleń w złoto – dodał.

- Niezły urok – pochwalił go Harry, a przeszły Malfoy uśmiechnął się.

- Proszę bardzo.

Harry usiadł, czując się dziwnie jak w domu. Poczuł przypływ ciepłych uczuć do Ślizgonów.

Póki co, dobrze było wrócić do domu.