Za zbetowanie rozdziału bardzo dziękuję cheroine.

Alishacet, rozumiem, że chcesz czytać po kolei, w końcu nie zostało ci tak wiele ;). Pamiętaj, że teorie zawsze mogą się sprawdzić – to, że na dzień dzisiejszy nie są możliwe nie znaczy, że nie wydarzy się coś, co to zmieni. Co do wolnego czytania – zawsze można się wtedy wczytać w szczegóły, a wiem, że czasami występują tutaj takie… podpowiedzi… które, tylko zauważone, mogłoby naprawdę wiele, wiele powiedzieć. Co do pocałunku, to chyba już wiesz jak to się skończyło – chociaż przypomniałaś mi o pewnej bardzo sympatycznej miniaturce, którą być może kiedyś bym wam przetłumaczyła… Co do niespokojności w czasie nieobecności Toma – cóż, spora część ostatnich rozdziałów była wyłącznie z perspektywy Harry'ego, tak więc całkowicie usprawiedliwione jest przejmowanie jego emocji. I masz rację – to wszystko jest wręcz niemożliwe. I to jest ten cały paradoks. Niemniej jednak mogę zapewnić, że nikt tak łatwo się nie podda – zresztą zobaczysz. :) Jedno, bardzo ważne dla dalszej fabuły słowo: planyCookies. Alice, myślę, że w pewnej chwili będzie miał na to okazję :). Ale, cóż, tak jak powiedziałaś, dopiero się okaże… I niestety nie wiem, czy Tom pożyczy ci te swoje urządzenie wyliczające „niewygodny czas do przerwania", ale spytam się go, kiedy tylko go spotkam ;). Evolution, w takim razie mam nadzieję, że ucieszysz się z faktu, że o Ślizgonach zacznie być trochę więcej. Szczególnie o strukturach w Slytherinie. Co do przeniesienia Harry'ego do Slyherinu (dzięki tobie wpadłam, notabene, na genialny pomysł…) – odsyłam do rozdziału 26, Harry nie jest w Slytherinie oficjalnie, wciąż jest Gryfonem, po prostu… można powiedzieć, że jest pół na pół. :) Sprawę poprzedniego rozdziału postarałam się pokrótce wytłumaczyć po odpowiedziach na wasze komentarze, zajrzyj tam. Niestety nie mogę zdradzić nic więcej. Co do Draco – boi się Toma, bo Tom jest na szczycie hierarchii Slytherinu, do tego jest przyszłym Czarnym Panem, a ma już z nim na pieńku z powodu przypominajki… Tom w ogóle jest straszną osobą. Okrutną. I nie martw się, zadawaj pytania – z chęcią na nie odpowiadam. Jak potrzebujesz jakiś szerszych odpowiedzi, to pisz na priv – tam będę w stanie bardziej się rozpisać :). Ariano, nie ma sprawy, także mam urwanie głowy – poza tym niedługo święta, trzeba zacząć przygotowania! :) Mangha, sytuację z poprzedniego rozdziału wyjaśniłam trochę za odpowiedziami na wasze komentarze. Tom był nieznośny bo… cóż, Zevi przyzwyczaił się już do obecności Harry'ego i jego wpływu na Toma. Chociaż z całą pewnością miał i na to wpływ fakt, że nie mógł wytrzymać bez Harry'ego. Cóż, pozostaje mi życzyć tylko tobie dobranoc – wyśpij się! :) Milka, myślę, że jest się czego bać, Harry, kiedy chce, potrafi być bardzo uparty… Dziękuję za życzenia, tobie również wszystkiego najlepszego. Tosia, cieszę, że ci się spodobał :). Lestrange'a więcej będzie później… To, jak Tom odkrył, że Harry jest podróżnikiem w czasie dowiesz się, jeżeli (kiedy) przetłumaczę prequel Ulubieńca – który opowiada właśnie o czasach, kiedy Harry przeniósł się w czasie do Toma. A czy Tom wróci do swoich czasów – na to ci już nie odpowiem :). Mad, nie ma sprawy, bardzo się cieszę, że komentujesz teraz. :) Większe akcje będą… cóż, może nie niedługo, ale za jakiś czas będzie się dużo, dużo działo :).

Ponieważ ostatni rozdział nie był do końca jasny, postaram się go trochę wytłumaczyć i, miejmy nadzieję, nie zdradzić przy tym niczego. Skoncentruję się jedynie na tym, co działo się w Pokoju Wspólnym. Aby wszystko zrozumieć, trzeba uświadomić sobie, że cały Slytherin dzieli się na swego rodzaju klasy, z czego najważniejszą i najbardziej wpływową w nim osobą – „królem" – jest Tom. Poza „królem" istnieją również inne… struktury społeczne. Tak więc mamy najbardziej zaufanych ludzi „króla" – Wewnętrzny Krąg – który ma dostęp do Toma i który się z nim zadaje. Kiedy normalna osoba chce uzyskać coś od Toma, zamiast zwracać się z tym bezpośrednio do niego, zwraca się właśnie do „pośredników" (Zeviego, Alpharda, Abraxasa…). Co do sytuacji zaistniałej w rozdziale: wszystkie grupy są swego rodzaju zamknięte, nie przenikają się i trzymają razem. Tak więc Harry, kiedy jako członek „elity" usiadł przy zupełnie zwyczajnych Ślizgonach, wprowadził małe zamieszanie. Następnie Pansy – proszę pamiętać, że jest Ślizgonką – postanowiła… wykorzystać to w pewien sposób (nie powiem jeszcze jaki, to będzie później). Reszta Ślizgonów domyślała się, o co chodziło i… byli w różny sposób do tego nastawieni. Jedni byli rozbawieni, jedni próbowali jej przerwać…

W razie większej ilości pytań co do tego, co wytłumaczyłam – pisać najlepiej na priv, chociaż można też w komentarzach. Dziękuję za wszystkie wasze komentarze, motywują one do dalszej pracy (szczególnie w tak mroźne i przepełnione nauką wieczory).

Rozdział miał być wczoraj, ale tak pochłonęła mnie nauka, że dopiero dziś o 1.00 zdałam sobie sprawę która godzina – tak więc rozdział stał się prezentem mikołajkowym, mam nadzieję, że przyjemnym :).


Słowniczek: wężomowa


Ulubieniec Losu

Rozdział osiemdziesiąty szósty

- Harry!

Ręce potrząsały nim mocno, zmuszając go do odzyskania świadomości.

Harry poczuł, jak krzyk zamiera mu w gardle, kiedy otworzył szeroko oczy, ale zimny jak metal ból utrzymywał się w jego kościach. Cholerny Voldemort.

Różdżka w ułamku sekundy znalazła się w jego ręce, przygotowując go do obrony przed wynurzającym się przed nim Czarnym Panem, ale zrobił to zbyt wolno i została ona wyszarpnięta z jego dłoni.

- Spokojnie, to ja… Harry…

Jego umysł był zamglony, rozmazany. Zatrzymał wzrok na znajdujących się ponad nim oczach.

Tom. Racja. Tom. Już nie Voldemort. Obudził się. Kurwa.

Pozwolił opaść swojej woli walki, po czym odepchnął się chwiejnie od podłogi, podciągając się do pozycji siedzącej. Mgła powoli opadała, jego ciało ledwie powstrzymywało drżenie.

Tom. Nie Voldemort. Tom.

- Przepraszam – wykrztusił, odgarniając włosy z twarzy, rozglądając się po pokoju i stojących obok Ślizgonach, którzy przyglądali mu się z wyrazami irytacji, rezygnacji, litości i niezaprzeczalnej sympatii rozmazanych jak mokre farby akwarelowe.

Spojrzał z powrotem na Toma, spostrzegając, że wzrok chłopaka zatrzymał się na jego twarzy. Oparł się pokusie natychmiastowego odwrócenia wzroku i zamiast tego zakaszlał lekko, z zakłopotaniem pocierając głowę i uśmiechając się drżąco.

- Ee, ja po prostu, no wiecie… wróćcie teraz do łóżka… może trochę poczytam… prześpijcie się jeszcze trochę.

W odpowiedzi Tom postawił go na nogi, zaciskając mocno szczękę, ciągnąc go w kierunku Pokoju Wspólnego. Harry skrzywił się.

- Um, Tom…

- Musimy porozmawiać – oznajmił niebezpiecznie młody Czarny Pan, popychając go w kierunku kanapy. Mięśnie Harry'ego bolały z powodu Cruciatusa, który niedawno został na niego rzucony.

- Dopiero co wróciłeś… jesteś pewny, że nie wolisz się przespać…?

- Siadaj – warknął Tom, popychając go na fotel, a następnie szybko i groźnie się nad nim nachylając.

Harry przybrał wyraz twarzy, który miał nadzieję, że wyglądał na niewinny. W żaden sposób nie spowodował on uspokojenia się mrocznej furii Toma.

- Więc… - wycedził dziedzic Slytherina. – Jak przypuszczam, kolejne spotkanie śmierciożerców?

- Naprawdę potrafią spieprzyć niesamowicie dużo rzeczy – poinformował nonszalancko Harry, wytrzymując krytyczny wzrok Toma, aby udowodnić swoją „prawdomówność", po czym odwrócił wzrok, ponieważ Tom wyglądał na bardzo skłonnego do zastosowania na nim legilimencji lub czegoś równie paskudnego.

- Myślisz, że jestem idiotą? – syknął Tom blisko jego ucha. Harry odpowiedział bez zastanowienia, uśmiechając się złośliwe, z nadmiernym zainteresowaniem wpatrując się w kominek.

- Nie sądzę, byś chciał, abym odpowiedział na to pytanie – urwał, czując jak wzrok Toma wypala dziury w jego skórze. – A teraz, jeśli wybaczysz, mam zamiar pójść do łóżka.

Harry ruszył się, aby wstać, prawie oślepiony paniką, ale Tom nie poruszył się, co spowodowało, że dzieliły ich jedynie cale. Przełknął ślinę, odsuwając go, po prostu wiedząc, że musi wydostać się z tej sytuacji, zanim wszystkie jego wcześniejsze uniki trafi szlag.

Palce owinęły się wokół jego nadgarstka w uścisku, który zmiażdżył jego kości, gwałtownie rzucając go z powrotem na miejsce. Jego spojrzenie podniosło się na twarz drugiego chłopca, płonącą, wściekłą. Serce waliło mu w piersi.

Tom nie mógł dowiedzieć o Voldemorcie, po prostu nie mógł… to było zbyt… osobiste, jeszcze przy ich aktualnych problemach… i… co jeśli był po prostu… zwierzaczkiem? To wszystko było tak popieprzone.

- Jesteś naprawdę cudowny, Złoty Chłopcze – powiedział cicho Tom, groźnie. – Jak możesz mieć wizje spotkań śmierciożerców związanych z ich niepowodzeniami, skoro nie było żadnych spotkań, które pasowałoby do tego, co się ostatnio z tobą dzieje? – zapytał stanowczo Riddle. Och. Cholera.

- Może jestem jasnowidzem – zaproponował wesoło.

- A może kłamiesz mi prosto w twarz – zripostował chłodno Tom.

Harry westchnął ciężko, opuszczając wzrok na podłogę.

- Po prostu… wróć do łóżka, okej? To nie ma znaczenia, mogę sobie z tym poradzić.

- Poradzić sobie z czym? – zażądał Tom. Harry nie odpowiedział, sprawiając, że chłopak odchylił jego głowę zdecydowanie do góry, palcami naciskając lekko na pulsujące punkty na jego gardle, nie na tyle mocno, aby go zranić, ale wystarczająco, by ostrzec.

- Twoja oklumencja nie jest jeszcze wystarczająco dobra, Harry, mogę wyrwać z ciebie te informacje, jeżeli nie zechcesz mi ich udzielić.

- Albo - odpowiedział lekceważąco Harry - możesz zachować się jakbyś był zdolny do odczuwania ludzkich uczuć i zostawić to w spokoju, jeżeli nie chcę się tym z tobą dzielić.

Uścisk Toma wzmocnił się odrobinę, ale Potter nie drgnął. Przywykł już do spędzania nocy w bólu.

- Próbowałem stosować tę metodę przez ostatni tydzień, mając nadzieję, że zaufasz mi na tyle, by z własnej woli mi o tym powiedzieć – oznajmił cicho Tom. Harry zesztywniał. Ostatni tydzień? – Co… - Tom uśmiechnął się szyderczo. – …naprawdę myślałeś, że tylko dlatego, że założysz sobie na twarz tę szczęśliwą maseczkę, przeprowadzisz ze mną symboliczną walkę, a następnie „odpuścisz", mówiąc mi to, co według ciebie chciałbym usłyszeć, to nie będę drążyć tego dalej? Że nie będzie mnie to obchodziło? Och, Harry, no, no…

- To nie twoja walka… - zaczął Harry.

- Jesteś wspaniałym kłamcą, skarbie – przerwał mu Tom, przyglądając się i po chwili uwalniając jego szczękę, ale wciąż nie uchodząc z jego drogi. – Ale nie tak dobrym jak ja. Nigdy nie będziesz. Jesteś zbyt ludzki.

- Nie miałem na myśli czegoś takiego – mruknął Harry. – Po prostu… to moja walka, mój problem i nie twoja sprawa, żebyś miał się w to mieszać.

- To Voldemort – powiedział Tom. – On jest jedyną osobą, od której dostajesz wizje. Oczywiście, że to mój problem i moja sprawa – nawet bardziej moja niż twoja. Więc zacznij mówić albo wyciągnę to z ciebie za pomocą legilimencji.

Harry powiedział. Bo, kiedy już przychodziło co do czego, łatwiej było wydawać z siebie słowa niż wspomnienia.

Dziesięć minut później Tom był cichy, zdecydowanie zbyt cichy, patrząc na niego bez żadnego wyrazu.

A potem nagle podniósł się z kanapy, na której się wylegiwał, kilkoma machnięciami różdżki przemieniając swoje ubrania nocne w szatę. Oczy Harry'ego rozszerzyły się.

- Dokąd idziesz? – domagał się, chwytając ramię dziedzica Slytherina.

- Tak boleśnie wstrząsnąć sukinsynem, aby przez następny miesiąc nie był w stanie poradzić sobie z własną głową, nie mówiąc już o czyjejkolwiek innej – odpowiedział miło Tom.

- I to właśnie dlatego nie chciałem ci powiedzieć – warknął Harry, szarpiąc Riddle'a z dala od drzwi. – Po prostu to zostaw.

- Zostawić cię, byś mógł być torturowany do utraty zmysłów? – zakwestionował delikatnie Tom, z cieniem czegoś paradoksalnie twardego na swojej twarzy.

- Nic nie możesz z tym zrobić – odpowiedział sfrustrowany Harry. – Paradoks się rozpada. Niezależnie od tego, co zrobisz, będę kończyć w jego umyśle tak długo, aż nie nauczę się w tym samym momencie oklumentować i spać.

- W takim razie nie powinno zrobić ci różnicy to, czy na niego zapoluję, czy nie.

- Tom!

Riddle spojrzał wymownie na swoje ramię, wciąż ściskane przez Harry'ego, po czym z powrotem na jego twarz, nieczytelnie, ale w jakiś sposób mniej surowo niż dotychczas.

- Jaki jest prawdziwy powód tego, że się z tym do mnie nie zwróciłeś, Harry?

- Z nikim się tym nie podzieliłem, nie traktuj tego tak osobiście – odparł Harry, pozwalając swojej dłoni ponownie opaść u swojego boku.

- Ale to jest osobiste – sprzeciwił się Tom, uważnie mu się przypatrując, wyglądając na gotowego do pozostania w miejscu, kiedy jego ciekawość zwyciężyła. – Zapomniałeś, że wiem, jak Voldemort myśli… mniej więcej… i to jest osobiste. Nie marnowałby swojego czasu z nudów, bawiąc się twoją porąbaną psychiką, bez względu na to, co ty możesz sobie myśleć o naszych zdolnościach do obsesyjnej koncentracji na jednej rzeczy.

Harry z wielkim trudem spróbował nie wzdrygnąć na słowo „naszych" w tym zdaniu i zamiast tego jedynie przewrócił oczami.

- Myśl, co chcesz – mruknął w końcu, opadając na duchu. – Idę do łóżka.

- Czy on coś mówi podczas tych sesji tortur? – zapytał Tom za jego plecami, z nieokreśloną nutką w głosie. Harry zawahał się, odwracając ponownie.

Pokój Wspólny wydawał się zbyt cichy, zbyt typowy dla takiej… nietypowej rozmowy.

Czuł się przekrzywiony i to nie tylko z powodu powoli zanikającego bólu, tej rozmowy czy wyczerpania… wiecznego wyczerpania.

- Ma też trochę inną… cechę, którą z tobą dzieli – odpowiedział Harry. Tom skrzyżował ramiona, powoli się do niego zbliżając.

- Kolejną jest zamiłowanie do gierek na umyśle – wycedził Tom. – Co powiedział?

- To nie ma znaczenia – powiedział Harry, potrząsając głową.

- Dla mnie ma – syknął Tom, a w jego głosie po raz pierwszy pojawiła się furia.

- Posłuchaj… - zaczął Harry, a jego temperament bardzo zbliżył się do granicy wytrzymałości - …nie masz prawa domagać się wiedzenia o wszystkim, co się dzieje w moim życiu, znasz praktycznie całą historię mojego życia, podczas gdy w zamian nie powiedziałeś mi o swoim praktycznie nic. Zaufanie obowiązuje obie strony.

Tom zamrugał i Harry wykorzystał tę okazję, aby wrócić z do dormitorium, gdzie był względnie bezpieczny, przebywając między innymi Ślizgonami.

Miał straszne przeczucie, że ten temat się jeszcze nie skończył.

Chociaż rozmowa tak, przynajmniej na tę chwilę.