Jeżeli ktoś jeszcze nie zauważył, to z przyjemnością informuję, że na moim profilu pojawiło się kolejne tłumaczenie związane z „Ulubieńcem Losu", a mianowicie zbiór miniaturek do niego. Jego pojawienie związane jest z tym, iż liczba komentarzy pod „Ulubieńcem" właśnie przekroczyła 500! To niesamowite, zwłaszcza, że nigdy nie spodziewałabym się takiego odzewu. Tu i teraz chciałam wam już podziękować za wszystkie komentarze, jakie kiedykolwiek napisaliście do tego opowiadania i jakie kiedykolwiek jeszcze do niego – mam nadzieję! – będziecie pisać. Jesteście naprawdę niesamowitymi ludźmi i cieszę się, że tłumacząc to wszystko miałam możliwość poznać was chociaż w takim niewielkim stopniu jak teraz. Dziękuję :).
Cookies. Alice, w takim razie dam znać, kiedy ten rozdział się pojawi – w ogóle, jeżeli chcesz, to mogę wskazywać rozdziały, które z różnych powodów bardziej sobie upodobałam :). Co do Białego Pana, to jedyne, co chyba mogę powiedzieć, to że nie będzie jakoś nagminnie używane – nie powiem, czy się jeszcze pojawi, bo nie znam dokładnie wszystkich szczegółów wszystkich rozdziałów, ale jeżeli nawet tak będzie, to ja tego nie pamiętam :). Pisałaś, że jesteś na piernikach, czyli rozumiem, że Święta przebiegają dobrze? ;) Dziękuję za życzenia. Mangha, nie biję, nie biję :). Podziwiam, że do tej pory wytrzymałaś, mnie się to nigdy nie udaje ;). Cieszę się, że mimo wszystko dalej będziesz czytała to tłumaczenie – co do czytania oryginału to powiem tylko, że z czasem idzie coraz lepiej, bo większość słów mniej więcej się powtarza :). Co do Białego Pana, to myślę, że rozumiem twój punkt widzenia i jego uzasadnienie. Według mnie nie bredzisz, Tom naprawdę wywołuje niezłą mieszankę emocji :). I o to właśnie chodziło w sprawię z Dumbledore'em – aby pokazać i jego spojrzenie na całą sytuację. On nie jest Voldemortem, nie jest całkowicie i czysto zły, po prostu… ma na swoich barkach duży ciężar. I myślę, że nie do końca potrafi sobie z nim poradzić. Ale nic więcej nie będę o tej postaci mówiłam (dlaczego ja zawsze tak wiele gadam?). I, oczywiście, dziękuję ślicznie za życzenia :). Ariano, z całego serca dziękuję za życzenia. :) Alishacet, co o twoich wątpliwości w sprawie porównania tych dwóch par – rozważając to należy pamiętać, że widzieliśmy to oczami subiektywnego Dumbledore'a. Miało to służyć wytłumaczeniu jego logiki. Do tego dochodzi fakt, że, mimo wszystko, dyrektor nie do końca wie dokładnie jak wygląda relacja Harry'ego z Tomem. Wszystko przesłaniają mu obrazy własnej przeszłości. Nawiązałaś do tego, jak to się wszystko może skończyć, czy Tom stanie się Voldemortem – oczywiście wiesz, że na to nie odpowiem. Ale masz rację mówiąc, że mając przed sobą dotychczasowe fakty dochodzi się do wniosku, że wszystko właśnie tak się musi skończyć. Chociaż wszyscy planują – każdy plan jest nieco inny i każdy zmierza do nieco innego zakończenia. Jakkolwiek niemożliwe może być jego spełnienie. I jakkolwiek destrukcyjne. Karasu-mae, proszę bardzo ;). Masz rację, poprzedni rozdział doskonale ukazał podstawy zachowania Dumbledore'a. Tak jak powiedziałaś, nikt nie jest doskonały – każdy po prostu dąży do tego, co myśli, że będzie najlepsze. I ma swoje tego motywy. Te motywy właśnie albo już znamy, albo będziemy powoli poznawać. Odpowiedź na twoje drugie pytanie będzie w dzisiejszym rozdziale, więc ją przemilczę :). Chociaż cieszę się, że spodobały ci się te wszystkie bariery ;). Co do nazwania Harry'ego Chimerą – nigdy, nigdy tak o tym nie myślałam, ale właściwie masz całkowitą rację! To świetne! I, och, dziękuję za życzenia :). Winy jak najbardziej odkupione, cieszę się, że jesteś. Deframbuesa, jestem po absolutnym wrażeniem przeczytania tego wszystkiego w jeden dzień. :) Bardzo cieszę się, że spodobało ci się tłumaczenie, to wiele dla mnie znaczy. Co do zakończenia, to niestety siedzę cicho jak myszka i nic a nic nie zdradzę, chociaż twój pomysł jest bardzo ciekawy. Co do twojego pytania – może Dumbledore miał nadzieję, że Harry odwoła te lekcje? I zwróci się o nie do kogoś innego – na przykład właśnie samego dyrektora. Trudno powiedzieć – w każdym razie ja bym sobie tak to właśnie tłumaczyła :). Evolution, mam nadzieję, że reszta twoich prezentów byłą o wiele, wiele lepsza i przyniosła naprawę wiele radości :). Zgadzam się z faktem, że oczami dyrektora tak właśnie cała sytuacja może wyglądać – w końcu nie zna on jej szczegółów… Czy porównanie jest trafne – myślę, że zależy od jednostki, która to ocenia. Ja się tego nie podejmuję, bo nie chcę narzucać swojego zdania. :) Toma, jego zachowania i motywy myślę, że będziemy poznawali coraz bardziej, szczególnie, że po wprowadzeniu – ponownym – punktów widzenia i z jego perspektywy oczywiście muszą dziać się wydarzenia. :) Rozdział, jak obiecałam, przed czwartkiem ;).
Rozdział wciąż bez bety – w dalszym ciągu mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto mimo tego niezbyt dogodnego czasu świątecznego skłonny będzie zbetować najbliższe rozdziały.
Nie będę się już więcej dzisiaj rozpisywać, bo moje emocje zostały rozdarte na strzępki i zmienione w jedną wielką kulkę. Po prostu mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba :).
Słowniczek: wężomowa
Ulubieniec Losu
Rozdział dziewięćdziesiąty drugi
Tom milczał, wpatrując się w niego z nieczytelnym wyrazem twarzy.
Oczywiście skierował swoją uwagę prosto na jego spotkanie z Dumbledore'em i to, co ono za sobą pociągało, a Harry nie za bardzo był w stanie cokolwiek na to poradzić, skoro Riddle nieszczególnie umożliwił mu rozpoczęcie od poziomu podstawowego osób blokujących intruzów atakujących umysł.
Robił wszystko, co w swojej mocy, aby jego spojrzenie pozostało zdecydowane; poruszenie się albo odwrócenie wzroku nie byłoby teraz najlepszym ruchem.
- Myślałem, że cieszyłbyś się z każdej okazji dowiedzenia o mnie więcej – stwierdził po chwili Tom. Harry jedynie wzruszył ramionami i brwi Riddle'a nieznacznie się na to podniosły. – Oczekuję słownej odpowiedzi, skarbie – zasugerował z jedwabistą nutką niebezpieczeństwa w głosie.
- A ja zastanawiam się, dlaczego jest ci potrzebna słowna odpowiedź - odparł, starannie panując nad swoim głosem - skoro i tak znasz już moje uczucia oraz odpowiedź na to pytanie.
Tom ruszył odrobinę niebezpiecznie do przodu, stając w niedbałej pozycji obok kanapy. Harry zaczął jedynie ostrożnie zataczać koła, chcąc trzymać się od dziedzica Slytherina na odległość, dopóki nie uda mu się lepiej ocenić jego intencji.
- Ciekawe – mruknął Tom, przyglądając mu się oceniająco z uśmieszkiem. – Naprawdę wierzysz, że Dumbledore miałby tylko jeden powód pokazania ci tego wspomnienia – aby zatruć twój umysł przeciwko mnie?
- A czy nie to właśnie próbował zrobić? – zakwestionował ostrożnie Harry, nagle czując się głupio i nieswojo. Czyżby zupełnie niewłaściwie ocenił sytuację?
- Uspokój się, Harry - praktycznie wymruczał Tom. - To także było jego celem. Powinieneś mieć więcej zaufania do swoich percepcyjnych umiejętności. W końcu nie na darmo jesteś Ślizgonem.
- Ale ty uważasz, że jego działania miały więcej motywów?
- Działania ludzi zawsze mają więcej celów niż tylko te widoczne na pierwszy rzut oka, a zwłaszcza Dumbledore'a – odpowiedział Tom.
- I twoje? – rzucił wyzywająco Harry. Usta Toma wygięły się promiennie, a oczy zabłyszczały.
- I moje – zgodził się łagodnie, uważnie się mu przyglądając. – On poluje na horkruksy, Złoty Chłopcze.
Harry'emu dopiero teraz udało się odzyskać swój automatyczny wyraz twarzy i zachować spokój.
- W twoim sierocińcu?
- W mojej przeszłości – poprawił go Tom i tym razem jego głos nie był już tak żartobliwy, twardniejąc pod wpływem tematu i zamiarów dyrektora. – Albo… mojej przyszłości, jakkolwiek tam zechcesz na to patrzeć. Myślisz, że mógłbym umieścić swoją duszę w czymś trywialnym, bez znaczenia? On szuka tego czegoś znaczącego i tych kryjówek.
Harry zamarł w połowie swojego kolejnego koła, kilka stóp dalej i Tom również się zatrzymał.
- Dlaczego mi to mówisz? – zapytał, maskując niepewność swojego podejrzenia, chociaż w żadnym wypadku ona nie zniknęła.
- Bo przyjaciele powinni dzielić się ze sobą tajemnicami – oferował Tom, szyderczo, Harry był tego pewien. Jego szczęka zacisnęła się.
- Bo przecież ty zawsze byłeś aktywnym zwolennikiem zwyczajów towarzyskich i tego, co powinieneś robić – prychnął. Na twarzy Toma jeszcze raz pojawił się uśmieszek.
- Może się zmieniłem.
- Wątpię w to – zaszydził Harry. – Nienawidzisz zasad i ograniczeń, wliczając w to tradycyjne standardy w społeczeństwie, nie mówiąc już o twojej pogardzie do kodeksu moralnego.
- Jak dobrze mnie znasz – stwierdził Tom.
Harry skrzyżował ramiona, czekając na odpowiedź i wyjaśnienia.
Usta Toma wykręciły się w rozbawieniu, groźbie, czułości i zniecierpliwieniu.
- Pomyśl, Harry. Znasz odpowiedź oraz wszystkie fakty i kropki, które cię do niej zaprowadzą.
Potter zacisnął usta, ale mimo tego zmusił swój umysł do wyruszenia w gorączkowe poszukiwania odpowiedzi.
Okej. Więc – horkruksy. Dlaczego Tom chciał upewnić się, że jest świadomy tego, iż Dumbledore poluje na horkruksy? Aby przekonać go do szpiegowania dyrektora?
Tom wiedział, że temu odmówi, podobnie jak Dumbledore powinien już do tej pory wiedzieć, że odmówi szpiegowania Toma dla Jasnej Strony – był Szary, do cholery, czy to naprawdę było tak trudne do zrozumienia?
Nieważne. Tom. Dumbledore. Horkruksy.
Och. Polowanie na horkruksy.
- On poluje na horkruksy… a ja jestem… jednym z nich – powiedział cicho Harry. – Tom, on nie zamierza mnie zabić. Ale dzięki za ostrzeżenie.
- Oczywiście, że zamierza. – Tom stracił nad sobą panowanie. – Nie bądź tak naiwny. On chce, by Voldemort umarł, a to wiąże się z końcem twojego istnienia…
- A raczej – uciął stanowczo Harry – on nie zamierza mnie jeszcze zabić.
To zatrzymało Toma, który krytycznie przechylił głowę.
- Co sprawia, że tak sądzisz?
- Bo z jakiegoś powodu wydaje się myśleć, że potrzebuje mnie do zabicia Voldemorta.
- Tak, kochanie – zaszydził Tom - potrzebuje jako ofiary.
- Nie, tam jest coś więcej. Czuję to – oznajmił Harry. Tom roześmiał się z niedowierzaniem.
- Wybrałeś tę chwilę na nagły przypływ życzliwości wobec dobroci intencji innych ludzi? – Tom przemierzył dzielący ich dystans, ściskając mocno jego ramiona. Potter czuł jego gorący oddech na swoim uchu. – Nie bądź takim głupcem.
- Taak… er, dlaczego tak w ogóle obchodzą cię horkruksy? – zapytał Harry z niebezpieczną lekkością. – Już tak bardzo jesteś przekonany, że nim jesteś?
Uścisk wzmocnił się miażdżąco.
- Nie chcę być Voldemortem, jakim wydaje się być teraz, jeśli o to właśnie pytasz – syknął Tom, cofając się, aby ich twarze znalazły się tuż naprzeciwko siebie.
Harry zamrugał, słysząc to nieoczekiwane wyznanie.
- W takim razie dlaczego…
- Ale, wiesz, nie zawsze dostajemy to, czego chcemy - kontynuował wściekle Tom. - I biorąc to pod uwagę, wolałbym raczej nie pomagać umyślnie w destrukcji mnie samego w swojej młodszej wersji samego siebie. To byłaby trochę kosmiczna ironia, co nie?
Harry przez chwilę przyglądał mu się uważnie.
- Myślałem, że zawsze dostajesz to, czego chcesz – powiedział, uśmiechając się bez radości. Uścisk na jego ramieniu zmalał nieznacznie. Ręce wróciły z powrotem na miejsce, chociaż Tom nie cofnął się.
- Już to przerabialiśmy, Harry…
- Możesz wybrać nie stanie się nim. Z łatwością – przerwał mu Potter. – Przyszłość jest w twoich rękach; masz możliwość zrobienia czegokolwiek zechcesz, Tom. Żadnych ograniczeń…
Dłoń zacisnęła się na jego ustach, uciszając go.
- Zapomnij o życzliwości wobec dobrych intencji innych ludzi – mruknął złośliwie Tom. – Znowu ukazuje się ten twój niepokojący zapał do śmierci.
Tom patrzył na niego długo, po czym gwałtownie uwolnił go i obrócił się na pięcie.
- Powinniśmy wrócić do Pokoju Wspólnego. Jutro możemy zająć się jakąś prawdziwą oklumencją.
Był w stanie poczuć sztormującą gwałtownie magię Toma, ale bez względu na to kontynuował, nie mogąc przestać.
- I ty mówisz, że to ja zaprzeczam samemu sobie? – zakwestionował wściekle Harry, sztormując w stronę dziedzica Slytherina. – Nie wykorzystuj mnie jako uzasadnienia do udawania, że nie masz wyboru w tym…
W następnej sekundzie Harry zatoczył się do tyłu od siły uderzenia Toma.
Obaj zamarli, oddychając ciężko. Oczy Toma rozszerzyły się z szoku spowodowanego utratą kontroli.
Harry podniósł się powoli na nogi. W jego głowie panował mętlik, a jego twarz piekła.
- Trafiłem w czuły punkt? – rzucił wyzywająco, głosem ledwie głośniejszym od szeptu. Patrzył na Riddle'a, który wydawał się zmagać z tym, co zrobił. – Tylko dlatego, że ty się poddałeś nie znaczy, że ja także muszę – skończył cicho, nagle przechodząc obok Toma, nie pozwalając zachwiać się swoim krokom albo ukazać jakichkolwiek oznak tego, że dotknęło go to, co chłopak zrobił.
- Harry… - zaczął Tom.
Mocno zatrzasnął za sobą drzwi do Pokoju Życzeń.
Następnego ranka znalazł Rona i Hermionę w bibliotece.
Kiedy tylko wszedł, oboje spojrzeli na niego z szerokimi uśmiechami, po czym wyraz twarzy Hermiony zmienił się na absolutne przerażony i dziewczyna rzuciła się w jego kierunku.
- Harry! Co ci się stało w twarz? – domagała się piskliwie.
W twarz? Jego ręka drgnęła do góry. Do diabła. Nie było na niej żadnych siniaków ani czegokolwiek, kiedy sprawdzał w lustrze, musiały dopiero co zacząć się pojawiać. Nie spodziewał się… szybko rzucił zaklęcie glamour, nawet jeśli Ron patrzył na niego z szeroko otwartymi oczami.
- To nic takiego – powiedział szybko.
- Harry… - syknęła Hermiona, a jej głos obniżył się, kiedy nerwowo zerknęła na panią Prince, która zaczynała marszczyć nos z irytacji wywołanej hałasem dobiegającym od strony ich stolika. – Co się stało?
- Riddle? – dopytywał się ze złością Ron.
- To nic takiego – powtórzył Harry. – Po prostu róbmy zadanie domowe…
- Nie – stwierdził stanowczo Ron. – Co się stało? – Harry milczał przez chwilę.
- Postęp… prawdopodobnie – przyznał.
Ani Ron, ani Hermiona nie wyglądali na ani trochę tym uspokojonych.
- Musisz komuś powiedzieć! – nalegała Hermiona, a jej palce przesunęły się delikatnie po ukrytych znakach na jego twarzy.
Harry był nagle wdzięczny, że nie wiedzą o zwichniętych palcach albo którejkolwiek z innych rzeczy, które wydarzyły się, kiedy za bardzo wkurzył młodego Czarnego Pana. Skrzywił się.
- Nie, nic mi nie jest. To…
- A właśnie, że coś ci jest. Uderzył cię…
- Co sprawia, że myślicie, że to był Tom? – zapytał ponuro Harry, poruszając się, aby rzucić swoją torbę na stolik.
- Ponieważ w twoim wypadku w dzisiejszych czasach to zawsze Riddle – oznajmił bez ogródek Ron. – Przysięgam na Merlina, zabiję za to tego psychicznego sukinsyna.
- Nie – zaprotestował stanowczo Harry. – Zostaw to. Obiecaj mi, że to zostawisz i nie powiesz ani słowa, nie powinieneś nawet…
- Dowiedzieć się o tym? – Głos Herminy stał się o oktawę wyższy. Harry odwrócił wzrok.
- Czy on cię, kurwa, często uderza? – warknął Ron. Harry pokręcił głową.
- Kłóciliśmy się… - zaczął wyjaśniać.
- Nie jest to zbyt pocieszające biorąc pod uwagę, że wydajecie się kłócić przynajmniej raz na tydzień… - mruknęła Hermiona. Harry ponownie skierował na nich swój wzrok.
- Powiedział mi, że nie chce być Voldemortem.
- Och… Harry… - zaczęła bezradnie dziewczyna.
- I wyglądał na dość zaskoczonego, kiedy mnie uderzył – kontynuował nieustępliwie Harry. – Przypuszczam, że po prostu stracił nad sobą panowanie.
- Cóż - warknął sarkastycznie Ron - to w takim razie w porządku, prawda? Żaden problem, jeśli następnym razem, kiedy straci nad sobą panowanie, będziemy mieli ciało do pochowania.
- Dotknąłem jego czułego punktu.
- Jestem poważnie zaniepokojony tym, z jaką radością o tym mówisz – powiedział stanowczo Ron. Harry westchnął.
- Posłuchaj, to Ślizgon…
- A my oczywiście jesteśmy zbyt tępi, kretyńsko Gryfońscy, aby to zrozumieć? – zakwestionowała delikatnie Hermiona.
- Nie! Ja po prostu… nie kretyńscy – mruknął.
Hermiona i Ron patrzyli na niego z całkowitym niedowierzaniem.
- Cóż, Harry, dlaczego nie spróbujesz tego wyjaśnić i nie pozwolisz nam samym osądzić, czy tak jest – poinstruowała go Hermiona drżącym głosem, wyraźnie starając się myśleć rozsądnie. – Być może przyda ci się jakieś świeże spojrzenie… gdy z nim jesteś… w pewnym sensie jesteś zupełnie pochłonięty przez te wszystkie szczegóły. My możemy być w stanie rozjaśnić ci obraz całości.
Harry spojrzał na nich ze zdziwieniem.
Było tak wiele rzeczy, których im nie powiedział. Ale… ale… może będą mogli pomóc. Hermiona była od niego z całą pewnością lepsza w analizowaniu, ale nie miał pojęcia, jak się zabrać za te wszystkie rzeczy, na które musiał znaleźć odpowiedzi…
- Od czego by tutaj zacząć… - Uśmiechnął się drżąco.
