Pragnę z niezwykłym szczęściem i entuzjazmem ogłosić, iż znalazła się beta - bardzo dziękuję Himitsu, która zbetowała dzisiejszy rozdział.

Ariano, taak, nieładny Tom, nieładny ;). Wcale się nie dziwię twojemu rozbawieniu, ponieważ sytuacja naprawdę może być postrzegana jako niezwykle komiczna... Oczywiście nie zdradzę, jak potoczy się to dalej, sama zresztą się dowiesz ;). I mam nadzieję, że sprosta to twoim oczekiwaniom. deframbuesa, mogę się domyśleć... ale, cóż, mam nadzieję, że było tego warte ;). Tłumaczenie jak najbardziej mam zamiar doprowadzić do końca, tak więc myślę, że nie będziesz musiała sięgać po oryginał. Zgadzam się z twoim poglądem na postać Dumbledore'a i właściwie dość dobrze go, według mnie, oddajesz. Co do tego, czy przyjaciele Harry'ego zrozumieją jego sytuację, to dowiesz się w dzisiejszym rozdziale. Chciałam jednak powiedzieć coś o Ronie - autorka starała się przedstawić tą postać jak najbliżej sposobu, w jaki został przedstawiony w książce. Dlatego myślę, że można mieć w niego trochę wiary, bo chociaż często odwracał się od Harry'ego, to i tak wiernie pozostał jego przyjacielem. ;) A Święta były jak najbardziej udane, dziękuję. Mangha, dobrze, przypomnę ci to, kiedy znów będziesz chciała zabrać się za oryginał :). Chociaż skoro mówisz, że dotarłaś jedynie do rozdziału setnego, to nie jest tak źle ;). Szybko do niego dojdziemy i już niedługo znów będziesz miała nowe, niepoznane jeszcze rozdziały :). Co do sequela - dodam, że autorka zapierała się rękami i nogami przed napisaniem go, ale w końcu poddała się pod wpływem czytelników. Taką to mają siłę wybicia :). I powiem tylko, że bez względu na to, kogo plan uda się zrealizować, zawsze znajdzie się wątek, który można ciągnąć przez kolejny fick :). Tylko pytanie, czy charakter, jaki podczas tego ficka i z powodu wydarzeń, jakimi się on zakończy, nabiorą postacie będzie wszystkim odpowiadał... A co do histerii Rona i Hermiony - naprawdę wolę nie myśleć, co by zrobili, gdyby wiedzieli o wszystkich. W każdym razie Harry nie miałby u nich spokoju ;). Evolution, co do Pottera i jego reakcji na bycie horkuskem, to pojawiła się ona gdzieś na początku ficka, kiedy Dumbledore wyjawił mu ich istnienie - była znośna ;). Ach, i w ogóle cieszę się, że rozdział ci się podobał. Tak, myślę, że spodobają ci się nadchodzące rozdziały :). Co do przeprosin Toma - nic nie zdradzam, ale w pewnym sensie rozwiąże się to w dzisiejszym rozdziale i jestem ciekawa, co myślisz na temat jego zachowania. I słów. A jego zachowanie... tak, też jest dzisiaj specyficzne. Do pewnego momentu, w każdym razie :). Co do punktu widzenia Toma, to niestety pojawi się, o ile dobrze pamiętam, dopiero w rozdziale 99. Chociaż myślę, że i tak nie powinnaś być zawiedziona dzisiejszym rozdziałem oraz zachowaniem Toma ;). Och, i niesamowicie spodobało mi się ostatnie zdanie pierwszego akapitu twojego komentarza - jest takie... trafne :). Co do Rona i Hermiony, to zdradzę tylko, że będą się raz na jakiś czas pojawiać :). Veritaseria, na początku powiem, że bardzo miło mi cię poznać :). Bardzo cieszę się, że aż tak bardzo spodobał ci się ten fick. Zgadzam się, że rozdziały na Grimmauld były nieco dziwne, ale w każdym ficku muszą się takie znaleźć, czyż nie? Nic nie jest idealne ;). Cieszę się, że podoba ci się wykreowanie tutaj postaci Rona i Hermiony, bo naprawdę zasługują oni na podziw, biorąc pod uwagę to, w jaki sposób zachowuje się względem nich Potter :). Och, i mam nadzieję, że taka szybkość wrzucania rozdziału ci odpowiada ;). Cookies. Alice, nie, to nie będzie żaden problem :). Zgadzam się co do faktu, że święta minęły przerażająco szybko... Och, myślę, że jeszcze kilka rzeczy cię w tym ficku zaskoczy, chociaż doskonale rozumiem, dlaczego to uderzenie wywołało u ciebie taką reakcję. Po prostu nie było to coś, co spodziewalibyśmy się, że robiłby Tom... Co do twojego pytanie, to nie powiem nic a nic o tym, czego powodem będzie cała ta zaistniała sytuacja, bo zdradziłabym wątek kolejnego rozdziału ;). Co do długości kłótni - oni chyba raczej nie potrafią się na siebie zbyt długo gniewać, za bardzo poplątana jest ich relacja, aby było to możliwe ;). Keti, cieszę się, że rozdział ci sie podobał :). A Tom, racja, zaskakuje - zawsze i wszędzie! :) Nawet Harry'ego... Miyuki, taak, a też. Mnie również niesamowicie dziwne wydaje się teraz posiadanie chwili czasu wolnego... Nie wiem, co ze sobą zrobić! Czy Tom się ogarnie po tym wybuchu... tutaj zaczynam zastanawiać się, czy Tom w ogóle jest w stanie się ogarnąć ;). Chyba zależy to od tego, jak się na to wszystko spojrzy ;). Co do błędów, to niedługo przejrzy je Himitsu i myślę, że powinny one zniknąć - dziękuję za zwrócenie na to uwagi! :)

Bardzo dziękuje za wszystkie komentarze, które mimo świątecznego czasu napisaliście pod ostatnim rozdziałem – to niezwykłe wiedzieć, że tyle osób czyta tego ficka i że u tylu osób wywołuje on tak niesamowicie ciepłe uczucia. To był bardzo miły prezent świąteczny :).

A teraz zapraszam was z przyjemnością na kolejny rozdział!


Słowniczek: wężomowa


Ulubieniec Losu

Rozdział dziewięćdziesiąty trzeci

Nie powiedział im o wszystkim; było tego zbyt wiele i po prostu wiedział, że części z tego nie byliby w stanie pojąć - jak na przykład specyfiki potyczek o władzę i zwichniętych placów - ale odrobinę zaspokoił ich ciekawość.

Zwłaszcza na temat Dumbledore'a i horkruksów.

Oboje zareagowali na to z absolutnym przerażeniem i obrzydzeniem, które połączone z bólem były… satysfakcjonujące. To cudownie potwierdzało, że nie byli tacy Całkowicie Idealni oraz pocieszali go, kiedy wyraził swoją niepewność w sprawie opinii Toma na temat tego, że horkruksy są wspaniałe i naprawdę nie powinien mieć z nimi problemów.

Teraz czuł się, jakby jego obawy naprawdę miały jakieś uzasadnienie, a on nie oszalał tylko dlatego, że je miał.

Powiedział im także, dlaczego spowodowało to w końcu jego zamknięcie się na Grimmauld Place… i o efektach, jakie swoim zdaniem wywoływał u Ginny.

- To… To niemożliwe. – Ron potrząsnął z determinacją głową. – Nie zamierzasz nas skrzywdzić. Nie mógłbyś. Nigdy nie skrzywdziłbyś swoich przyjaciół.

- Ja bym nie mógł – powiedział cicho Harry. – Ale Tom tak… horkruks tak. Ginny… Ginny może być na to podatna… już wcześniej pozwoliła jednemu na siebie wpłynąć, będąc do niego emocjonalnie przywiązana i zależna…

- Nie – upierał się Ron. – Tak nie może być, prawda Hermiono? – Dziewczyna zawahała się.

- Harry ją uratował – zauważyła ostrożnie, nieśmiało. – Przywiązanie do bohatera, zależność i oczekiwanie tego, że Harry zawsze będzie ją chronił nie byłyby niespotykaną reakcją… Harry jest jak współczesny Książę dla każdej dziewczyny. Jest bohaterem, jest bogaty i sławny, i…

- On jest tutaj – wymamrotał pod nosem przypominająco Harry.

- Ale Harry nawet nie interesuje się dziewczynami! – krzyknął Ron.

- Słucham? – zażądał głośno. Oboje odwrócili się, spoglądając na niego, a twarz Rona poczerwieniała, kiedy jego umysł zrozumiał, co przed chwilą powiedział. – Nie jestem gejem! Na litość boską! – wybuchnął Harry.

Ron podniósł ręce, kapitulując.

- Okej! Mam na myśli, w porządku, jeśli jesteś, ale…

- Nawet jeśli jesteś, to nie powstrzyma jej od myślenia w taki sposób – oznajmiła Hermiona z entuzjazmem, który jasno wskazywał na to, że próbuje oddalić się od potencjalnie drażliwego tematu.

- Nie jestem! – powtórzył Harry z oburzeniem, spoglądając także i na nią. – Dlaczego nikt mi nie wierzy?

- Z powodu sposobu, w jaki zachowujesz się z Riddle'em – mruknął Ron. – Bez urazy, ale, errr, heteroseksualni chłopacy naprawdę nie dotykają się tak często. Albo nie mówią na siebie pseudonimami, jakie mają pary, na przykład „skarbie" albo „kochanie".

- Ale… - Hermiona przerwała mu szybko, zauważając jego ciemniejący, rozwścieczony wyraz twarzy - …wierzymy ci, jeśli mówisz, że nie jesteś, prawda? Ron?

- Jasne, taak, oczywiście, stary – oznajmił promiennie rudzielec. Był pewien, że tak, do kurwy nędzy, było.

- Cóż, dobrze. Bo zamierzam zabić tego kogoś, kto zaczął tę plotkę – stwierdził. Nastąpiła niezręczna cisza. Hermiona zakaszlała.

- Chodzi o to, że… możliwe, iż to jest powód tego, dlaczego Ginny zachowuje się tak… nienaturalnie.

Ron przełknął z trudem ślinę i Harry naprawdę miał nadzieję, że rudzielec nie ma zamiaru zacząć krzyczeć albo rozkazać mu trzymać się od niego z daleka.

- Więc co w takim razie możemy zrobić, aby to naprawić? – zapytał.


Harry i Tom unikali się przez cały dzień.

Sytuacje, w których jeden z nich unikał drugiego nie były całkowicie niezwykłe, ale rzadkie było, by robili to w tym samym czasie. Szepty lotem błyskawicy rozniosły się po stole Slytherinu, kiedy Harry każdy posiłek tego dnia spędził przy stole Gryffindoru, a nie na swoim normalnym miejscu obok Toma.

Co było jeszcze bardziej niezwykłe, a może nawet niespotykane w historii „Ślizgońskiego Duetu", to fakt, że nie wydawali się robić tego pod wpływem wiru swojej kłótni.

To nie były subtelne szturchnięcia albo szyderstwo, Tom nie zasygnalizował Lestrange'owi, aby zajął miejsce Harry'ego, zamiast tego pozostawił je puste i rzucił Cygnusowi gniewne spojrzenie, kiedy ten przesunął się, jakby próbował na nim usiąść.

To było… dziwaczne.

Zevi mógł się jedynie zastanawiać, co się, do diabła, stało i psychicznie żałować, że nie był tego świadkiem.

Inna rzecz wskazująca na to, że było to coś zupełnie innego od jakiejkolwiek z ich wcześniejszych kłótni, to fakt, że wciąż na siebie patrzyli – każdy co jakiś czas zerkał na stół drugiego, chociaż zawsze robili to w różnym czasie. Normalnie, gdyby siebie unikali, niesamowicie wiele wysiłku wkładaliby w to, aby NIE ukazywać jakichkolwiek oznak zainteresowania, a teraz… to było dziwaczne.

Nie był pewien czy podoba mu się to, czy nie. Łamało to szablon i oznaczało, że wracali do początku, z resztą świata desperacko próbującą za nimi nadążyć i przewidzieć, co jest dopuszczalne oraz jak potoczą się sprawy.

Zauważył, że dyrektor wyglądał na rozradowanego z powodu tego konfliktu małżeńskiego. To był fascynujący rozwój wydarzeń i jakikolwiek był tego powód, potrafił on zgadnąć, jak się to skończy – coś miało skończyć się dobrze albo źle w ich relacji, coś rzeźbiło sobie drogę w coś głębszego (czy to było jeszcze w ogóle możliwe?) albo tworzyło przepaść między nimi zbyt szeroką, by można było ją przeskoczyć.

Zevi wziął drżący oddech, wpatrując się w ciszy w swoją duszoną wołowinę.

Obserwował. Zawsze obserwował. I wiedział, że reszta także to robiła.


Harry uniósł wzrok, kiedy drzwi do Pokoju Życzeń otworzyły się i wszedł przez nie Tom. Dziedzic Slytherina zatrzymał się na jego widok, przypatrując mu się z nieczytelnym wyrazem twarzy.

- Harry – przywitał cicho.

- Tom.

Nagle poczuł się nerwowy. Tom fizycznie zaatakował go ostatniej nocy i to bolało. Siniaki szpecące jego skórę znajdowały się pod zaklęciem Glamour, które wiedział, że już wcześniej zwróciło uwagę młodego Czarnego Pana.

Wcześniejsze sny z Voldemortem wirowały obrzydliwie w jego głowie – godziny tortur zadawanych przez kogoś z twarzą Toma. Jego palce zacisnęły się, a paznokcie wbiły głęboko w skórę.

- Nie spodziewałem się, że przyjdziesz – powiedział Tom.

Harry wzruszył niezręcznie ramionami, ponownie podnosząc wzrok, przykuwając swoją uwagę na twarz Riddle'a i rozszyfrowując każdy wyraz, jaki udało mu się na niej znaleźć.

- Twoje uderzenie mnie pięścią w twarz nie za bardzo zmniejszyło moją potrzebę na znalezienie nauczyciela oklumencji – odpowiedział ostrożnie. Tom wyglądał nawet na jeszcze bledszego niż normalnie i, niemal niepewnie, zaczął się do niego zbliżać.

Mięśnie Harry'ego napięły się mimowolnie i z powodu szybkiego cienia, jaki przebiegł przez twarz Toma wiedział, że chłopak to zauważył.

- Masz na sobie Glamour – stwierdził Tom głosem w jakiś sposób jeszcze bardziej miękkim niż wcześniej. Harry bez słowa machnął różdżką, ujawniając siniaki.

Wstrząśnięty Tom wciągnął głęboko powietrze i Harry poczuł chore poczucie triumfu, walczące z jego niepokojem.

W następnej sekundzie Tom znalazł się obok niego, powodując, że Potter cofnął się, zanim zdał sobie sprawę z tego, co robi. Riddle zamarł w miejscu, po czym, nie zważając na to, kontynuował swój ruch, chociaż tym razem na tyle powoli, by Harry miał możliwość uniemożliwienia mu tego.

Palce przechyliły jego głowę na bok z jedynie najmniejszym z uścisków i niewielką siłą. Harry przełknął mocno ślinę.

- Ludzie prawdopodobnie by mówili, gdybym pojawił się na korytarzach wyglądając w taki sposób – powiedział na wpół wyjaśniająco, a na wpół po to, by wypełnić ciszę.

Tom nie odpowiedział, opuszkiem palca delikatnie śledząc poranioną skórę, ale doprowadzając go do mrugnięcia. W następnej sekundzie różdżka Toma pojawiła się w jego ręce i Harry wyszarpał głowę z nieszczególnie mocnego uścisku.

Ruchy dziedzica Slytherina zamarły ponownie, a oczy pociemniały.

- Chciałem to tylko uleczyć – oznajmił.

- Wiem – odparł Harry i to spowodowało, że wzrok Toma oderwał się od jego siniaków i przeniósł, aby jeszcze raz napotkać jego spojrzenie.

W tych fioletowych oczach pojawił się supernowy* potrzask , emocje wybuchły w nich zbyt szybko i zbyt intensywnie, by Harry był w stanie czuć się swobodnie przyglądając się im. Różdżka Toma obniżyła się nieznacznie i Potter poczuł się zdezorientowany tym, że ten ruch był tak prosty do zauważenia.

- Dlaczego ty tego nie uleczyłeś? – zapytał Tom, tym razem cierpko. – To musi być… bolesne. Myślałem, iż mówiłeś, że nie jesteś masochistą.

- Co to dla ciebie za różnica czy jest to dla mnie bolesne, czy nie? Przeszkadza ci to? – rzucił wyzywająco.

- Tak – przyznał bez wahania Tom, co spowodowało, że Harry zaczął czuć mocny ucisk w gardle. Uśmiechnął się, bez ciepła, ale także i bez zimna.

- W takim razie prawdopodobnie nie powinieneś tego najpierw powodować – powiedział. – Czy teraz przejdziemy do jakiejś prawdziwej oklumencji?

- Oferuję ci teraz uleczenie tego – oznajmił Tom, brzmiąc na sfrustrowanego, nawet zdenerwowanego, całkowicie ignorując ostatnią część jego wypowiedzi. – Dlaczego mi na to nie pozwolisz?

Harry wstał z kanapy, sprawiając, że ich twarze były teraz na mniej więcej równej wysokości i ruszył, a jego nie do końca uformowany plan, wywołany wcześniejszym „rozradowaniem" z powodu „dotknięcia czułego punktu", wzmacniał się z każdym jego krokiem.

Wzrok Toma ani na chwilę nie odwrócił się od niego.

Po chwili ponownie obrócił się twarzą do dziedzica Slytherina.

- Przypuszczam, że to sprawiłoby, iż poczułbyś się lepiej…

- Masz rację – zgodził się szybko Tom, jak gdyby myślał, że Harry zgodzi się na jego pomoc, ale Potter nie zrobił ani kroku bliżej.

- …w końcu, gdybyś nie mógł tego zobaczyć, mógłbyś prawdopodobnie po prostu zapomnieć, że kiedykolwiek straciłeś nad sobą panowanie. Rozumiem, dlaczego mogłoby to sprawić, że poczujesz się lepiej. – Wzrok Toma przechodził przez jego kości, płonąc.

- Harry… - zaczął.

- Tylko dlatego, że usuniesz błąd, Tom, tylko dlatego, że nie będzie on widoczny albo oczywisty, to nie będzie znaczyło, że nigdy go nie popełniłeś. Tylko dlatego, że uleczysz siniaki nie będzie znaczyło, że one nigdy nie zraniły.

To było sedno tej sprawy i Harry złagodził swój ton. Odgarnął na bok swoją grzywkę, odsłaniając bliznę w kształcie błyskawicy.

- Tylko dlatego, że masz dobre intencje nie znaczy, że wydrążone przez ciebie blizny nie są trwałe.

Tom patrzył na niego, dobrze wiedząc, że „dobre intencje", o których mówił Potter to on stający się Voldemortem w celu upewnienia się, że to wszystko się wydarzy, że Harry będzie istniał.

- To nie jest takie proste – powiedział.

- Dlaczego nie? – zapytał Harry. Tom zacisnął szczękę, a supernowa w jego oczach zamieniła się w czarną dziurę*, przyszpilając go i powodując, że nie był w stanie odwrócić wzroku.

- Ponieważ jedyny powód, dla którego nie stałbym się takim, jakim teraz jest Voldemort, jest powodem, dla którego taki się stanę – odpowiedział cicho Tom. Harry zmarszczył brwi.

- Nie rozumiem… - mruknął.

Tom roześmiał się gwałtownie, nagle kierując się w jego stronę, powodując, że Harry natychmiast zaczął ostrożnie się cofać. Riddle jednak nie wahał się tym razem i podobnie jak wczoraj ścisnął jego ramiona, pochylając się nieznacznie do przodu, by jego twarz znalazła się na wysokości twarzy Pottera.

- Ponieważ… - wyjaśnił Tom, głosem niebezpiecznym, jednak nie takim jak wcześniej - …jedyną osobą, która może sprawić, że myślę, iż pozostanie Tomem jest warte więcej niż stanie się Voldemortem, jest tobą.

Oczy Harry'ego rozszerzyły się.

- T…

- Jestem lepszy w twoim towarzystwie – syknął Tom. – Tylko twoim; czasami nienawidzę cię za to i pragnę wbić ci nóż w brzuch tylko po to, by się tego pozbyć i cię skrzywdzić. – Harry przełknął ślinę, kiedy oczy Toma jeszcze raz skierowały się na siniaki i z powrotem na jego oczy, po czym kontynuował, głosem paradoksalnie łagodniejszym niż jego słowa. – Ty… równoważysz moją osobowość. Wiem, że chciałbyś, abym pozwolił ci przestać istnieć i nie stał się Voldemortem… ale… jesteś jedyną osobą, powodem, dla którego nie stałem się jeszcze Voldemortem. Jest to w takim razie nieznacznie sprzeczne, jeśli nie będziesz w moim pobliżu przez następne pięćdziesiąt lat, aby mnie zatrzymać, nie sądzisz? Co, z natury rzeczy samego problemu, nie jest możliwe.

Harry'emu całkowicie zaschło w ustach.

- Cokolwiek to jest, Harry, to na pewno nie jest to prosty wybór.

Dłonie uwolniły jego ramiona.

- Więc co, zamierzasz się po prostu poddać, odpocząć i zaakceptować swój los? – domagał się z niedowierzaniem Harry. – Nie zamierzasz nawet spróbować znaleźć innego wyjścia?

- Nie zamierzam marnować ostatniego roku prawdziwej wolności, jaki mi pozostał, na bezsensowne poszukiwania nie wiadomo czego, nie – powiedział stanowczo Tom. Harry uniósł brwi.

- Nie sądzisz, że istnieje sposób na to, abyś nie stał się Voldemortem?

- Jestem pewien, że istnieje wiele sposobów na to, bym nie stał się Voldemortem – oznajmił spokojnie Tom. – Problem w tym, że wszystkie obejmują tą przyszłość i ciebie znikających w obłoczku nieistnienia, a zatem są nieodpowiednie dla moich kryteriów.

- Cóż, ja się nie poddam – warknął Harry, krzyżując ramiona. Tom skinął w potwierdzeniu głową.

- Nigdy tego nie robisz.

Nastąpił moment intensywnej ciszy i Harry złamał go z uśmieszkiem.

- Oczywiście, że nie, to wiązałoby się ze zgadzaniem z tobą…

- Bachor.


Później tej nocy, dużo później, kiedy minęła już północ, a godzina policyjna trwała od dawna, Harry podkradł się do gabinetu dyrektora.

Nie obchodziło go to, czy obudzi Dumbledore'a; to był jeden z niewielu momentów, w których mógł odbyć taką wizytę bez przedzierania się przez pytania, na które nie mógłby odpowiedzieć.

Był zaskoczony, kiedy zauważył, że starzec wciąż był na nogach i na jawie, a Dumbledore wyglądał na tak samo zaskoczonego zobaczeniem go, zanim wyraz jego twarzy szybko został opanowany.

Fawkes podleciał, siadając mu na ramieniu i śpiewając zachęcająco do ucha, kiedy wszedł głębiej w gabinet dyrektora, stając przed dużym, zagraconym biurkiem.

- Harry… - przywitał go Dumbledore, na tyle uspokojony, aby mówić dalej, kiedy Potter przerwał mu:

- Mam dla ciebie ofertę i myślę, że byłoby najlepiej dla nas obu, gdybyś ją zaakceptował…


* supernowa – w astronomii jest to bardzo jasny punkt na niebie, nie będący gwiazdą, a raczej wybuchem materii masywnej gwiazdy, tworząc mgławicę. Wybuch supernowej może kończyć się powstaniem gwiazdy neutronowej bądź czarnej dziury.