Rozdział betowała Himitsu - za co oczywiście z całego serca jej dziękuję.
Cookies. Alice, pytania pozostawię bez odpowiedzi, jak pewnie się domyślasz :). Ale rozwikłasz je jeszcze. Z czasem. Pytania będą, tak myślę, pojawiać się aż do końca, ale mam nadzieję, że na wszystkie uda ci sie znaleźć odpowiedzi :). I taak, nikt nie zrozumie logiki Czarnego Pana - prócz samego Czarnego Pana... Veritaseria, mam czas, co równa się z posiadaniem przetłumaczonych kolejnych rozdziałów, mogę szaleć ;). Co do twojego pytania - Dumbledore ma wpływy, dużo wpływów, może je wykorzystać. Albusowi, masz rację, bardziej opłacałoby się nie pomagać Harry'emu, tyle, że wtedy Harry na pewno nie zgodziłby się na jego plan. W innym przypadku. Gdyby nie obejmowało to umowy. Przysięga Wieczysta obejmuje to, że Dumbledore zrobi wszystko, by pomóc Harry'emu w realizacji jego celów. Nie ma w tej kwestii wyboru. Cały myk polega na tym, że jeśli Harry, biedny Harry zostanie pokonany przez kogokolwiek i nie dojdzie do celu, jaki sobie postawił, to Dumbledore będzie mógł zrobić wszystko na swój sposób. A Harry będzie zobowiązany mu w tym pomóc. Mam nadzieję, że udało mi się to wyjaśnić - jeżeli nie, to zapraszam na prywatną wiadomość, wtedy się o tym bardziej rozpiszę :). Co do związków, to odpowiedź pod moimi odpowiedziami na komentarze - bo więcej osób o to pytało :). MoaningMyrtle23, z początku oczywiście dziękuję za komentarz i już teraz mogę powiedzieć, że postaram się na niego odpowiedzieć najlepiej, jak potrafię. "Portretu Doriana Graya" niestety nie czytałam, więc trudno jest mi w jakiś sposób ustosunkować się do tej części twojego komentarza. Nie wiem też jakie były inspiracje The Fictionist przy pisaniu tego opowiadania, tak więc nie potrafię stwierdzić na ile twoja uwaga jest trafna. Co do wypaczenia postaci to mogę jedynie powiedzieć, że jest to już wpisane w świat fanfiction. Widać, że autorka starała się zachować kanoniczność postaci i w dużej mierze udało jej się to, gdyby porównać to z niektórymi innymi, naprawdę świetnymi fickami, ale mimo wszystko jest to tylko fanfick i niemożliwe jest, by jej spojrzenie na wszystkie postaci było dokładnie takie samo jak pani Rowling. Do tego dochodzi jeszcze spojrzenie na różnych bohaterów z punktu widzenia różnych postaci. Ale zostawię na razie ten temat, bo kanoniczność jest czymś, o czym, kiedy rozmawia się o każdym ficku, można rozwijać naprawdę obszernie i na który spoglądać można naprawdę w różny sposób. Jeżeli tylko masz ochotę szerzej o tym podyskutować, to z chęcią porozmawiam o tym przez prywatne wiadomości, tutaj mimo wszystko w pewnym stopniu ogranicza mnie ilość znaków :). Co do tłumaczenia, to tak, oczywiście zdaję sobie z tego sprawę - zresztą to właśnie jest powód dla którego nigdy nie opublikowałam go na żadnym bardziej poważnie podchodzącym do literatury portalu (chociażby Mirriel). Nie porównuję się z bardzo dobrymi tłumaczami, po prostu tłumaczę. Bóg jeden wie jak bardzo zestresowana byłam, kiedy publikowałam prolog - nigdy wcześniej nie podejmowałam się tłumaczenia, a tutaj rzuciłam się prosto w coś tak obszernego. Nie, tłumaczę, bo chcę podszkolić język, tłumaczę, bo sprawia mi to przyjemność i w końcu tłumaczę dlatego, że opowiadanie te naprawdę warte jest przetłumaczenia i nie mogłam znieść tego, że przetłumaczone nie jest. Co do twojego zwrócenia uwagi na moje przypisy - zazwyczaj mówię to, co myślę i nigdy nie ukrywam się ze swoimi uczuciami. Komentarze dodają chęci do tłumaczenia i nie ukrywam, że sprawiają mi niezwykłą przyjemność, bo kiedy coś robię, zazwyczaj oczekuję jakiś widocznych efektów swojej pracy. Istnieje wiele, naprawdę bardzo wiele genialnych ficków, pod którymi komentarzy po prostu brakuje, a których aktualizacje są o wiele, wiele rzadsze niż u mnie. Dzieje się tak, jak sądzę, między innymi dlatego, że autorzy nie potrafią okazywać jak ważne dla nich te komentarze są. Ja nie mam takich oporów. Wiem, że w każdym tygodniu publikuję trzy rozdziały i czytelnicy również to wiedzą. Więc nie jest to nic w stylu "komentujcie, bo nie opublikuję rozdziału". To bardziej "komentujcie, a zobaczę, że wszyscy przeczytali już ten i jest sens, by szybciej wstawiać kolejny". Zauważ, że uwagi takie kieruję jedynie w przypadkach, kiedy z jakiegoś powodu mam przetłumaczone rozdziały do przodu i nie jestem ograniczona własnymi predyspozycjami czasowymi. Zapytałaś się "ileż można komentować pod każdym jednym rozdziałem?". Najwyraźniej można. Nigdy nie oczekiwałam niezwykle rozbudowanych komentarzy, też jestem człowiekiem i też mam ograniczony czas. Zresztą nie pod wszystkimi rozdziałami jest wiele komentarzy, zdarzają się takie, gdzie jest ich dwa, trzy czy cztery. Mnie zależy jedynie na krótkim stwierdzeniu, co o danym rozdziale się myśli i luźnym przemyśleniu tego, co się w nim wydarzyło. Jasne, niesamowicie cieszą mnie długie komentarze, ale nie oczekuję, że ktoś tylko takie będzie pisał i nie tylko takie biorę pod uwagę. Po prostu sama poświęcam swój czas na tłumaczenie i pragnę, by ktoś poświęcił chwilę, naprawdę niewielką na to, by samemu wypowiedzieć się na temat przeczytanego rozdziału. Mam nadzieję, że udało mi się wyczerpująco odpowiedzieć na wszystkie sprawy, jakie poruszyłaś w swoim komentarzu. Cieszę się, że mimo wszystko fakt przetłumaczenia tego ficka uważasz za pozytywny :). Evolution, doskonale oddałaś moje uczucia. Też nie mam pojęcia co sobie myślał Harry. On po prostu... próbuje grać. Tak jak Tom. Robi wszystko, by to jego plan wypalił i podobnie do Riddle'a po prostu nawet nie bierze pod uwagę tego, że może tak nie być. Jest uparty :). Wątek z Luną miał być niejasny, tak więc twoje uczucia są jak najbardziej poprawne. Luna jest okropna do tłumaczenia, ale mam nadzieję, że mimo tego ci się ona spodoba :). I zdradzę, że Hermiona i Tom będą mieli ze sobą jeszcze konfrontację - ale nic więcej na jej temat nie powiem. Co do znaku, to mam nadzieję, że się za bardzo nie zawiedziesz, chociaż osobiście pragnęłabym, by ten wątek został w tym ficku jeszcze bardziej rozwinięty :). Nie będę się więc nic na jego temat wypowiadać, bo wszystkiego dowiesz się dzisiaj... Masz rację, szkoła tuż za rogiem, kiedy tylko pomyślę ile będę miała do roboty... karolina. walasinska, bardzo miło jest mi ciebie poznać i niesamowicie cieszę się z tego powodu, iż uważasz, że udało mi się w tłumaczeniu oddać przynajmniej część z tego wspaniałego uroku, jaki jest w oryginale. Bardzo też miło jest mi słyszeć, że rozdział 93 tak bardzo cię poruszył - zgadzam się, na pewno miał w sobie coś magicznego :). Na pytanie o to, czy Harry lub Tom będą w jakimś związku odpowiedziałam trochę niżej, bo kilka osób o to zapytało :). Nic nie szkodzi, że nie posiadałaś w komentarzu polskich znaków, bez problemu byłam w stanie go odczytać, a to najważniejsze ;). Milka, nic nie szkodzi, bardzo cieszę się, że teraz napisałaś kilka słów :). Ważne, że czytasz i że ci się podoba - sama taka myśl jest wystarczająca, by przysporzyć mi ciepłych uczuć. Co do zachowania Luny to jest ono... przemyślane, ale w żaden sposób nie będę się o tej postaci wypowiadała więcej, bo jest ona przedstawiona w dość interesujący sposób i jeszcze nie raz się w tym ficku pojawi. I słowa Toma, które zauważyłaś - na pewno mogły się spodobać, wierzę w to ;). Molik, rozdziały niestety są dość krótkie, nic na to nie poradzę - chociaż przynajmniej jest ich dużo ;). Co do Luny, to tak, jej rola będzie bardzo ważna i bardzo ciekawa. W każdym razie na pewno warto jest zwrócić uwagę na tą postać. Rozmowa Hermiony z Tomem jeszcze będzie, trzeba po prostu uzbroić się w cierpliwość :). Co do reakcji na znak, to będzie ona w dzisiejszym rozdziale, tak więc nic się na jej temat nie wypowiadam... Nanette, proszę bardzo ;). Spojlery są złe, a ja już i tak mam wrażenie, że powiedziałam zbyt wiele o różnych wydarzeniach - wszystkiego dowiesz się w trakcie czytania ;). Postać Toma nie jest łatwa czy prosta, ale na pewno da się lubić. Więc na razie, skoro daje nam taką możliwość, to jak najbardziej jestem za tym, aby to robić. I będzie się (czasami) zachowywał jak człowiek. Człowiek będący psychopatą, ale jednak człowiek ;). Co do Cygnusa to... dzisiejszy rozdział? :) Luna jest bardzo ciekawą postacią i jedną z najtrudniejszych w tym ficku. Ale z cała pewnością niezwykle wartą uwagi... Zgadzam się, że nie ma podziału na złych i dobrych bohaterów (no, może gdyby przyjrzeć się Voldemortowi...). :) Mangha, taak, Przysięga Wieczysta. A ona zazwyczaj wprowadza trochę zamieszania... Trochę wiele zamieszania. Już mi szkoda Harry'ego ;). Co do Luny i jej tekstu w poprzednim rozdziale - niestety muszę zmartwić, tak łatwo jego sensu się nie odnajdzie ;). Doskonałe jest twoje porównanie do relacji braterskiej - bardzo trafne! Tak, Harry i Tom są w pewnym sensie jak bracia, i to jeszcze tacy badzo ze sobą zżyci. Nie powiem tego, czym się staną Harry i Tom, jak się skończy ich historia, bo musiałabym zdradzić zakończenie ;). Co do Hermiony i Toma - spokojnie, ta rozmowa jeszcze nadejdzie! Po prostu trzeba być cierpliwym... Tak, rozdział dzisiejszy jest rozdziałem Sylwestrowym i jakoś tak nie mogłam oprzeć się pokusie wstawienia go właśnie na Sylwestra :). Gościu, smutno mi słyszeć, że tak mówisz, ale to przyjmuję. Wiem, że tłumaczenie nie jest idealne i zapewne można by w nim naprawdę dużo naprawić, jednak staram się, by dać z siebie wszystko co mogę i by wypadło ono jak najlepiej. Byłabym jednak niesamowicie szczęśliwa, gdybyś zwróciła mi uwagę na wszystkie błędy, jakie zauważyłaś, wtedy mogłabym je poprawić, by nikogo nie raniły w oczy i by całość prezentowała się lepiej niż teraz. :) ellyy, tak, Luna to bardzo ciekawa postać, na którą z całą pewnością warto zwrócić uwagę :). Co do Toma i przysięgi to milczę, wszystkiego się dowiesz z czasem ;).
Kilka osób pytało, tak więc odpowiadam: nie. Harry nie będzie w żadnym związku. Tom nie będzie w żadnym związku. Co do ewentualnych związków, to miniaturki. Tylko miniaturki. :)
Oczywiście dziękuję za wszystkie komentarze, które wywołały u mnie takie niezwykle ciepłe uczucia pod sam koniec tego roku (uroczyście oświadczam, że przeszłam dzisiaj samą siebie i moja notka przed rozdziałem osiągnęła rozmiar monstrum – przysięgam, że to ostatni raz, Boże, jestem przerażona…). Mam nadzieję, że Sylwester minie wam jak najbardziej przyjemnie i że będziecie pełni sił, by stawić czoła nowemu, nadchodzącemu, miejmy nadzieję jak najbardziej miłemu i pełnemu dobrych wydarzeń Nowemu Roku. Szczęśliwego Nowego Roku!
Ulubieniec Losu
Rozdział dziewięćdziesiąty piąty
Harry rozmyślnie podwinął swoje rękawy do góry, kiedy się ubierał, z lekką ostrożnością przypatrując się zamaskowanym znakom, które wyglądały, jakby czyjeś paznokcie wbiły się w jego skórę, tworząc na niej maleńkie, karmazynowe, idealnie ukształtowane rogaliki księżyca.
Miał nadzieję, że Tomowi spodoba się jego „prezent urodzinowy", chociaż, prawdę mówiąc, nie widział jego przydatności i uzasadnienia wymyślenia takiego właśnie życzenia.
Próbował wymyśleć, czy zmieniło się coś, co spowodowałoby, że Tom nagle zechciał odsłonić jego ramię. Zamiast tego nie mógł się tylko oprzeć uczuciu przerażenia na samą myśl o tym, że Tom mógłby przypadkowo zdecydować się, niezręcznie, ale mając doskonałą wymówkę, zamienić „ślady paznokci" na węża, kiedy zacznie się nudzić… co sprawiło, że Harry desperacko próbował wymyśleć jakiś argument, który udowodniłby, że to nie jest Mroczny Znak albo coś w jego stylu, chociaż właśnie to doskonale było widać.
Pragnął, by Tom po prostu powiedział mu, do czego może używać węża; Harry wiedział więcej o tradycjonalnym czaszka-i-żmija modelu niż o tym! To było niedorzeczne… ale całkowicie w stylu Toma.
Salazarze. Oparł się pokusie ponownego opuszczenia swoich rękawów na ramię, zamiast tego starając się wyglądać tak jak zawsze, chociaż jego serce waliło jak młot, kiedy wchodził do Wielkiej Sali i usiadł na swoim zwyczajowym miejscu.
Jak się tak teraz zastanowił… to ile lat miał Tom? Z tym całym burdelem spowodowanym podróżą w czasie? Czy dzisiaj technicznie w ogóle był o rok starszy?
Cholera, było zbyt wcześnie, aby o tym myśleć.
Alphard z szybkością karabinu maszynowego paplał do dziedzica Slytherina coś o imprezie-dzisiaj-w-nocy-w-Pokoju-Wpólnym-z-powodu-twoich-urodzin-i-nadchodzącego-Nowego-Roku-oraz-będą-tam-sztuczne-ognie-i-dostaniesz-wtedy-swoje-prezenty-i-absolutnie-ci-się-to-spodoba, podczas gdy Lestrange boczył się jak dziecko z powodu tego, że nie miał możliwości, aby samemu coś do niego powiedzieć.
Tom z pogardą podniósł brew na dziedzica Blacków.
- Nie zrozumiałem z tego ani jednego słowa – oznajmił, chociaż nie jakoś wyjątkowo okrutnie.
Alphard westchnął, ale nie wyglądał, jakby mu to przeszkadzało. Wiedząc, że Tom mógł sformułować to w o wiele bardziej bezwzględny sposób, gdyby naprawdę go to irytowało, ponownie zaczął gestykulować rękoma z podnieceniem, zaczynając mówić od początku. Harry oparł się pokusie jęknięcia do swojego kubka.
Po chwili głowa Toma odwróciła się w jego kierunku, prawie natychmiast zerkając na jego odsłonięte ramiona, po czym na jego ustach pojawił się jeden z najmniejszych uśmieszków aprobaty.
Harry skrzyżował ręce, czując się nieswojo i całkowicie odsłonięty – co było całkowicie absurdalne i irracjonalne, wiedział o tym!
- Wszystkiego najlepszego – powiedział zamiast tego, a pytanie wymsknęło się z jego ust, zanim mógłby je zatrzymać: - Um… ile masz teraz lat?
Reszta Ślizgonów gapiła się na niego, zbulwersowana jego pytaniem.
- To nie jest zbyt uprzejme pytanie – oświadczył Tom, wyglądając na rozbawionego.
- Kiedy zadaje się je starej kobiecie – odparł defensywnie Harry. – To podróż w czasie! Nawet nie wiem ile sam mam lat – przestałem mieć matematykę w szkole podstawowej.
- Nie wiesz ile masz lat? – wycedził Abraxas, brzmiąc na rozbawionego. Harry skrzywił się.
- Wiecie co, nieważne, jest zdecydowanie zbyt wcześnie i…
- Mam szesnaście – przerwał mu spokojnie Tom, a ten uśmieszek znów pojawił się na jego twarzy. – W naszych czasach miałbym siedemnaście, gdyby była taka sama jak teraz data, ale tutaj zostało mi jeszcze kilka miesięcy. Ty masz szesnaście, chociaż miałbyś piętnaście bez podróży w czasie. – Harry zamrugał.
- Czy siedemnaste urodziny nie są ważnym wydarzeniem w Czarodziejskim Świecie?
- Są. Naprawdę powinieneś już to wiedzieć – zadrwił Lestrange. Harry zignorował go, z namysłem przyglądając się Tomowi, już mając się odezwać, kiedy nadleciała poczta.
Duży, czarny jastrząb wylądował na ich stole, kładąc elegancko zapakowany przedmiot w kształcie walca przed Tomem. Sowa Voldemorta.
Harry przesunął się nieznacznie do tyłu. Dumbledore wstał gwałtownie przy stole nauczycielskim, spoglądając na przesyłkę, po czym kłykcie jego palców zbladły i opadł on powoli na swoje krzesło, wpatrując się w Toma.
Głowa Harry'ego odwróciła się od tego, co, jak sądził, było „prezentem". Tom spojrzał na niego kątem oka, zauważając to, podczas gdy reszta Ślizgonów wyciągała szyję, by zobaczyć co to jest.
- Od kogo to? – zakwestionował Abraxas. – Jeśli mogę spytać.
- Czarnego Pana, jeśli się nie mylę – stwierdził Tom.
- Cóż, nigdy się nie mylisz – powiedział natychmiast Lestrange. Harry parsknął, czując się nieswojo.
- Będę przy stole Gryfonów – oznajmił cicho, ruszając się, by wstać, tylko po to, aby Tom po chwili z grymasem szarpnął go z powrotem na miejsce, zaciskając za pomocą znaku, który zadrżał pod wpływem dotyku dziedzica Slytherina, po czym puścił go, odwracając się do prezentu.
Tom z łatwością odwinął papier, pozwalając mu się ześlizgnąć. W środku znajdowała się kopia Proroka Codziennego. Sala nagle ucichła. Harry pochylił się, aby przeczytać.
Były Auror martwy – Alastor „Szalonooki" Moody znaleziony zmasakrowany w swoim domu.
Na stronie był Mroczny Znak zarysowany nad tytułem i pajęczo zapisane słowa: Wszystkiego najlepszego, dzieciaku.
Gardło Harry'ego ścisnęło się mocno, oczy rozszerzyły, dziwna pustka pojawiła w brzuchu… a następnie pięść Toma uderzyła o stół, powodując, że wzrok Harry'ego przeniósł się na niego, a całe ciało napięło.
Tom wyglądał na absolutnie wściekłego. I Harry nie był pewien dlaczego… Riddle nie pałał miłością do posiwiałego aurora, do diabla, kłócili się z nim ostatnim razem, kiedy się widzieli…
- Jak on śmiał – syknął pod nosem Tom, wściekle, po czym obrócił się do Harry'ego. – Widziałeś, jak to się wydarzyło?
- Nie… naprawdę! – dodał pośpiesznie, kiedy Tom nadal wpatrywał się w niego z przerażająco pozbawionym emocji wyrazem twarzy. – Próbowałbym go zatrzymać… dlaczego zachowujesz się w taki sposób, ty nie… nawet nie lubiłeś Moody'ego? – zapytał niepewnie, wiedząc, że reszta Ślizgonów nie ważyła się nawet teraz głośno oddychać, nie mówiąc już o odzywaniu się.
- Bo on mnie sprowokował – mruknął mrocznie Tom. Harry podniósł brwi, nie rozumiejąc.
- Wytłumaczysz mi zaraz, jak pracuje twój umysł – nakłonił. Tom zacisnął szczękę, wstając gwałtownie i wychodząc z sali. Harry poczuł szarpnięcie swojego lewego ramienia i także wstał, tylko po to, by zatrzymać się z powodu zszokowanych spojrzeń, jakie wysyłali inni Ślizgoni w kierunku jego ramienia.
- Czy mi się wydaje, czy naprawdę masz węża na ramieniu? – zapytał skrzekliwie Draco.
Do diabła.
Harry zacisnął zęby i wyszedł za dziedzicem Slytherina, nie odpowiadając, czując zażenowanie.
Niejasne uczucie ciągnięcia zaprowadziło go do pobliskiej pustej klasy i wszedł do niej, zatrzaskując za sobą drzwi.
Tom chodził w kółko jak uwięziony tygrys, z brutalną energią, która wywoływała dreszcz przebiegający po kręgosłupie Harry'ego. Zatrzymał się, czekając w milczeniu. Tom obrócił się do niego po chwili. Jego oczy błyszczały mrocznie.
- Jeśli mógł dostać się do domu ciągle paranoicznego i utalentowanego aurora - wnioskował zaciekle Tom - to jak myślisz, czy sugeruje to, że będzie musiał wkładać dużo wysiłku, aby odebrać… inne moje rzeczy?
- Jak Moody mógłby być twój? – zapytał zakłopotany Harry, po czym uciął, czując wyczerpanie. – Czy znów mówisz o ludziach w kategoriach swoich zabawek i własności? – dopytał się.
Tom spojrzał na niego bez emocji. Jasne. Taak. Oczywiście, że to robił.
- Więc, zasadniczo, tylko wyjaśniając, jesteś zdenerwowany tym, że Voldemort zabił Moody'ego, ponieważ to ty się z nim sprzeczałeś?
- To była potyczka o władzę, po prostu to zostaw, Złoty Chłopcze – powiedział po chwili Tom, nagle wyglądając na znacznie spokojniejszego i tylko jego źrenice płonęły tworzącymi się w jego głowie planami.
Harry podążył za jego wzrokiem, dochodząc do swojego ramienia, na które patrzył Tom. Ponownie skrzyżował ręce.
- Czy jest coś, co mogę zrobić? – zapytał ostrożnie. Prawdziwe urodziny czy nie, Tom nie powinien mieć dzisiaj do czynienia z takimi pierdołami.
- Nie odchodź…
Wraz z rozwojem dnia Tom wyglądał na coraz bardziej spokojnego, przynajmniej na zewnątrz. Jego chłodna postawa analizowania wszystkiego zastąpiła początkowe… gwałtowne… reakcje.
Alphard wciąż paplał o imprezie w Pokoju Wspólnym, powodując, że wszyscy wydawali się być nią coraz bardziej podekscytowani.
Harry spostrzegł Lunę kilka razy, ale nigdy nie miał okazji do podążenia za nią… a porzucenie Toma w jego urodziny byłoby trochę niesprawiedliwe.
Po kolacji, kiedy zmierzał w kierunku Pokoju Wspólnego Ślizgonów, dogonili go Hermiona i Ron.
- Harry, stary - zaczął z podnieceniem Ron - przyjdziesz później do wieży Gryffinforu? Kiedy zegar wybije dwunastą – Nowy Rok - Fred i George mają zamiar wystrzelić kilka sztucznych ogni, to będzie niesamowite, sami je zrobili! Nie mam pojęcia, skąd wzięli na to pieniądze, ale to genialne.
- Właściwie… - zaczął Harry.
- Jest zajęty. Impreza w Slytherinie – powiedział radośnie Abraxas. Zbyt radośnie. Harry przewrócił oczami.
Weasleyowie i Malfoyowie; no naprawdę, niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają.
- Och. – Hermiona przygryzła wargę. – Okej, ale przyjdziesz nas na chwilę odwiedzić? Mam na myśli, jeśli jesteś ze Ślizgonami cały… czy to tatuaż?
Wzrok Harry'ego opadł na ramię, a następnie chłopak oparł się pokusie natychmiastowego spojrzenia na Toma. Wąż syknął na Hermionę, która wyglądała na zdumioną, a następnie błyskawicznie skierowała wzrok na Riddle'a.
Nikt nie mówił, że nie była inteligentna i wąż w pewnym sensie wskazywał na Toma, tak więc wywnioskowanie tego raczej nie wymagało zbyt wielkiej inteligencji.
Oddech zamarł jej w gardle, usta zadrżały, po czym ponownie spojrzała na Harry'ego, tym razem ze łzami w oczach.
Nienawidził urodzin.
- To długa historia – mruknął.
Tom oparł rękę na jego ramieniu i tym razem Harry wysłał mu zirytowane spojrzenie, urodziny czy nie. Riddle po prostu uśmiechnął się do niego złośliwie.
- Podoba się wam? Myślę, że do niego pasuje – wycedził młody Czarny Pan.
Twarz Rona zrobiła się czerwona.
- Czy to jest to, co ja myślę, że jest? – zażądał jego najlepszy przyjaciel. Harry zesztywniał.
- To będzie zależeć od tego, co…
- Mroczny Znak, Harry? Od kiedy? Cały ten czas… ty…
- Och uspokój się, rudzielcu. – Tom uśmiechnął się szyderczo. – Harry nie jest po Ciemnej Stronie… jeszcze. Pracuję nad tym.
- Cóż, w takim razie pracuj, do kurwy nędzy, nad kimś innym – warknął Ron, chwytając ramię Harry'ego, jakby chciał go odciągnąć.
W następnej sekundzie Ron oderwał rękę jak poparzony i ochronnie przyłożył palce do klatki piersiowej, wydając ze swojego gardła dziwnie bolesny odgłos. Jego skóra została oparzona.
Spokój, którym się maskował i który nakładał warstwowo na niebezpieczeństwo i psychopatyczną tendencję do atakowania najmniejszej motywacji, jeśli Tom nie miał ochoty na kontrolowanie swoich pragnień, to wszystko rozbiło się w jednej chwili… i nie chciał, by jego przyjaciele znaleźli się w pobliżu tego.
Stanął między nimi z tak rozłożonymi ramionami, by uniknąć jakiejkolwiek możliwości poparzenia ich.
- Przestańcie – warknął. – Nie chcę, by mój rok skończył się złymi wydarzeniami. Ron… nie jestem po Ciemnej Stronie. Nigdy nie będę po Ciemnej Stronie, on cię po prostu drażni, ignoruj to. Tom, po prostu… nie. Hermiona, przepraszam, ale zobaczę się z wami jutro, obiecuję. Ja po prostu… - Przeczesał palcami włosy. Był zestresowany i czuł, jak jego skóra mrowi nieprzyjemnie.
Ron gapił się na niego przez chwilę. Harry myślał, że zamierza go zaraz uderzyć, ale wtedy rudzielec tylko odwrócił się i odszedł z opuszczonymi ramionami.
- Szczęśliwego pieprzonego Nowego Roku, Harry.
Harry stał w cieniu w rogu pokoju, obserwując jak Ślizgoni dają młodemu Czarnemu Panu prezent za prezentem.
Lestrange wyraźnie szukał jakiegoś prywatnego momentu sam na sam z Tomem, aby dać mu pierścień rodzinny. Harry miał mściwe pragnienie, by ten moment naszedł, kiedy Lestrange będzie już zmarnowany, aby potem Potter mógł zobaczyć, czy w swoim odurzeniu alkoholowym chłopak opadnie na jedno kolano.
Kołysał w ręku Ognistą Whisky, zastanawiając się, co też się może dziać u Gryfonów. Było około pół godziny do północy, do Nowego Roku i czuł się naprawdę parszywie.
Rozwiązanie jego problemów prawdopodobnie nie leżało na dnie butelki, ale zabawnie było spróbować.
Po chwili tłum rozproszył się w mniejsze grupki i Harry zauważył, że butelka została mu wyrwana z rąk. Tom uśmiechnął się do niego całkowicie przyjaźnie, jego zły nastrój zniknął.
- Spokojnie, pięknisiu, jesteś przerażająco pijany. Płakałeś na mnie, kiedy ostatni raz tak było.
Harry westchnął.
- Pięknisiu? To nowe – zauważył. Głowa Toma przechyliła się.
- Jesteś przygnębiony… zdajesz sobie sprawę z tego, że zgodziłeś się ujawnić znak? Mam na myśli… - Tom poklepał dłonią jego ramię, śmiejąc się lekko - …szczerze mówiąc, zrobiłem ci przysługę, kochanie. Teraz możesz się dowiedzieć czy naprawdę są dobrymi przyjaciółmi, czy nie. Jeśli nie zostaną w pobliżu, wtedy nie będą ciebie warci, prawda?
- Wiem, że zgodziłem się to zrobić – oznajmił Harry. – To dlatego nie rzuciłem ci się do gardła. No i dlatego, że to twoje urodziny. Po prostu w pewnym sensie miałem nadzieję, że w tej całej sprawie będziesz mniejszym sukinsynem. Głupie, naprawdę.
- Zawsze jestem sukinsynem, Harry – powiedział Tom i z powodu braku pseudonimu chłopak zakładał, że jego przyjaciel podjął próbę lekkiego wytrzeźwienia w czasie prowadzenia tej rozmowy. – To moje noworoczne postanowienie – dodał ufnie Tom.
Harry podniósł brew, czując mimowolnie wyginający jego zmęczone wargi uśmiech.
- Co, bycie sukinsynem?
- Nie. – Tom nachmurzył się. – Zaprzestanie bycia nim względem ciebie. Chociaż to świetna zabawa.
- Wyobrażam sobie, że to te sadystyczne tendencje.
- I zaborcze – mruknął Tom.
Oczy Harry'ego rozszerzyły się.
- Jak wiele drinków wypiłeś?
- Zbyt wiele. Zdecydowanie zbyt wiele, mój drogi. Nienawidzę tego okresu w roku… a im więcej piję, tym bardziej alkohol obniża moje zahamowania psychiczne. To interesujące. Powstrzymaj mnie od zrobienia czegoś głupiego i nie wypominaj mi rano tej rozmowy albo skrócę cię o głowę.
- Czasami zastanawiam się, dlaczego ciebie znoszę. – Harry westchnął ponownie.
- Tak jak większość ludzi. – Tom wzruszył ramionami. – Myślą, że jesteś zbyt dobry i miły dla kogoś takiego jak ja. To prawdopodobnie prawda.
Harry odwrócił wzrok.
- Jesteś dość miły, kiedy tego chcesz, kiedy tak postanowisz…
- Ach, ach – na wpół wyśpiewał Tom z ostrzegawczą nutą, zaciskając dłonią jego usta. – Nie spodobałaby mi się ta rozmowa, gdybym był całkowicie trzeźwy, nie zaczynaj jej teraz, bohaterze.
Nastąpiła chwila ciszy i ręka Toma opadła, ale jego oczy przyglądały mu się teraz z większą ostrością. Było kilka minut do północy.
Tom podał mu z powrotem, pojednawczo, butelkę Ognistej Whisky.
- Jeśli tego chcesz, pomogę ci jutro porozmawiać z twoimi przyjaciółmi – powiedział cicho. – Cywilizowanie.
Harry z dozą ostrożności przyjął oferowany napój, biorąc łyk, kosztując tę fajkę pokoju, skoro została mu podana.
Została minuta.
- Wszystkiego najlepszego – mruknął w odpowiedzi.
Tom z namysłem stuknął ze sobą ich szklanki.
- Za dobry rok – odparł Tom.
Harry roześmiał się niewesoło, ale również bez goryczy.
- O tak, będę za to pić.
Lestrange obserwował z zazdrosnym uściskiem w żołądku, jak Tom i Potter stoją blisko siebie w ciemnym rogu pomieszczenia, prawie się dotykając, stukając się swoimi napojami. Pochylili się jeszcze bliżej w swoim kierunku, przyciągając, jakby ten drugi był ich środkiem ciężkości.
To było obrzydliwe.
To on powinien tam być, dzielić te spojrzenia, skupiać tę kuszącą uwagę.
Nie… nie Evans. Głupi plebejusz.
Słyszał, jak wokół niego Ślizgoni wykrzykują ostatnie dziesięć sekund.
Kiedy zaczął się Nowy Rok, zacisnął rękę na pierścieniu w swojej kieszeni. Reszta wiwatowała wokół niego, tak nieodpowiedzialnie.
Jego Pan na chwilę przybliżył do siebie Pottera, jak gdyby nie byli już wystarczająco blisko siebie, owijając rękę wokół jego ramion, kiedy oboje opróżnili resztę swojego kieliszka, śmiejąc się. Tom przyłożył usta blisko ucha Pottera, mówiąc coś.
Podniósł w ciszy swoją szklankę, w toaście, a jego oczy błyszczały z podniecenia…
I patrzył, jak Potter gwałtownie opada nieprzytomny na podłogę.
Szczęśliwego Nowego Roku, ukochany.
