Za doprowadzenie rozdziału do użytku podziękowania należą się Himitsu.
Cookies. Alice, zgadzam się, na stos z Lestrange'em! Masz rację co do tego, że przegiął, zdecydowanie... Pytałaś się, od jak dawna to planowałam - od czwartku. Kiedy wysłałam rozdział do sprawdzenia Himitsu i zorientowałam się, na jaki mniej więcej okres wypada jego wstawienie. Nie mogłam się powstrzymać przed wrzuceniem go właśnie w Sylwestra i tak właśnie jakoś wyszło :). Masz trochę racji, jeżeli chodzi o reakcję Rona, szczególnie, kiedy spojrzy się na jego postać w innych fickach. Ron stara się być dobrym przyjacielem i na swój sposób zrozumieć zachowanie Harry'ego. Jest bardzo impulsowy i często działa na podstawie swoich emocji, a nie umysłu, ale z całą pewnością stara się być jak najlepszym przyjacielem. :) Twoją wypowiedź jak najbardziej zrozumiałam i właściwie sądzę, że jest ona bardzo trafna. :) Mangha, nie ma sprawy, wystarczy, że wiem, iż to właśnie ty piszesz ;). Dziękuję za wykazanie literówki, poprawiłam ją kiedy tylko przeczytałam twój komentarz :). Zagrywki Voldemrta często są poniżej pasa, a ta, w pewnym sensie, taka właśnie była dla biednego Toma. Lestrange chyba zyskał sobie kilku nowych wrogów po ostatnim wydarzeniu, ale, szczerze powiedziawszy, cóż się dziwić? ;) Także zgadzam się z tym, że Tom po alkoholu jest bardzo ciekawą, pozytywną wręcz osobom. Na szczęście zdarza mu się to również czasami, kiedy jest trzeźwy, tak więc nie traćmy nadziei ;)... Mam nadzieję, że nie zostawiłam w tej niepewności zbyt długo ;). I, oczywiście, dziękuję za Wenę, przyda się. Karasu-mae, Tom oferujący swoją pomoc już sam w sobie jest dość interesujący :). Nie wiem, czy rozmowa sprosta oczekiwaniom, ale Tom z pewnością trochę ją rozświetli ;). Co do dostania się do Moody'ego, to niestety muszę stwierdzić, że odpowiedź na to pytanie o ile dobrze pamiętam nie została udzielona, tak więc możemy sobie to tylko wyobrażać... I, cóż, problemy Harry'ego z przyjaciółmi są zazwyczaj wywołane przez Toma, tak więc myślę, że cała wina za to powinna zostać zrzucona na niego ;). A co do spisku Toma, to Riddle zawsze spiskuje - wszystkie jego działania to jeden wielki spisek i manipulacja emocjami czytelników ;). I taak, Harry pada nieprzytomny na podłogę - z powodu, który zostanie dość wyraźnie dzisiaj wytłumaczony. Tak więc wszystkie wątpliwości względem tego wydarzenia powinny zostać rozwiane :). Dziękuję za tak piękne życzenia :). Ariano, obiecuję, że w takim razie od dzisiaj moje odpowiedzi do ciebie będą dłuższe, dobrze, że zwróciłaś na to uwagę, ja po prostu nigdy tego nie zauważyłam. Zazwyczaj plotę co mi ślina na język przyniesie i nie zwracam uwagi na ilość, ale w takim razie postaram się u ciebie napisać trochę więcej :). Co się stało Harry'emu, to dowiesz się dzisiaj, chociaż zgadzam się co do faktu, iż było to zaskakujące - szczególnie biorąc pod uwagę jego wcześniejszą, spokojną i sentymentalną rozmowę z Tomem :). Dziękuję za życzenia, ja uważam, że były wspaniałe, bo od serca, no i oczywiście mam nadzieję, że wszystkie moje marzenia się spełnią - chociaż nie obraziłabym się, gdyby było to chociaż jedno ;). Wybacz, że zostawiłam cię w takiej niepewności, mam nadzieję, że dzięki Sylwestrowi nie myślałaś o tym zbyt intensywnie, a sama postarałam się wrzucić rozdział od razu, kiedy tylko ogarnęłam się i byłam w stanie to zrobić. :) Nanette, bardzo miło mi to słyszeć :). Wprawdzie dziwię się temu, że lubisz tą postać, ale całkowicie to akceptuję :). Może i ma swoje wady, ale na pewno wprowadza do akcji dużo ciekawych wydarzeń. Zresztą sama go doskonale scharakteryzowałaś. Nie wiem, czy to, co wydarzy się w dzisiejszym rozdziale będzie podobne do tego, co myślałaś, że się wydarzy, chociaż mam nadzieję, że będzie równie ciekawe ;). Tom, bez względu na to co mówi, jest mimo wszystko dość ludzki i na pewno czuje wiele różnorodnych emocji względem Harry'ego. Co do zachowania Gryfonów, to się dowiesz już całkiem niedługo, chociaż myślę, że nie będzie ono zaskakujące... No i Voldemort - niesamowicie rozbawiło mnie to przesyłanie życzeń dzieciakowi ;). Bardzo się cieszę, że podoba ci się tłumaczenie, to wiele dla mnie znaczy :). Ciąg dalszy już dzisiaj, mam nadzieję, że spełniający oczekiwania :). Evolution, a całe to wyczucie czasu było całkowicie przypadkowe - z tej zbieżności zdałam sobie sprawę dopiero w czwartek! Chociaż nie mogłam się oprzeć temu, by wrzucić go właśnie w Sylwestra :). Voldemort i Tom właściwie tak, przekomarzają się. Walczą. Chociaż (na razie) jest to walka dość łagodna, bardziej taka... potyczka :). I Voldemrt, mimo wszystko, jest starszym Tomem, a Tom właściwie jest w stanie się przekomarzać, przynajmniej je jestem w stanie wyobrazić go sobie w takie sytuacji, dlaczego więc Voldemort miałby taki nie być? ;) Zachwycanie się czarnymi charakterami jest urocze i absolutnie jak najbardziej pozytywne :). Tak już jest, że nad nimi także musi się ktoś zachwycać, w przeciwnym razie byłyby przecież tak bardzo pokrzywdzone ;)... Zresztą później, kiedy pojawią się znów punkty widzenia Toma, to będzie na to o wiele więcej okazji. Co do przyjaciół Harry'ego, to na pewno będą oni... zaniepokojeni. Któż by nie był? Nic więcej nie zdradzę, bo ich rozmowa to bardzo niedaleka przyszłość :). Zresztą osobiście uważam fakt, że Tom w dniu urodzin został przedstawiony jako postać pozytywna jako bardzo, bardzo miły :). Co się stało Harry'emu, to przemilczę, bo o tym dzisiaj będzie bardzo dokładnie - chociaż z całą pewnością było to bardzo niespodziewane. Także dziękuję za życzenia, były wspaniałe i mam nadzieję, że chociaż po części się spełnią :). Miyuki, taak, reakcja Toma na pewno będzie bardzo interesująca, myślę, że dość warta tego, by zwrócić na nią uwagę. Myślę, że zdradzanie szczegółów nie ma sensu, skoro i tak odpowiedzi znajdą się wszystkie w dzisiejszym rozdziale - chociaż jeżeli miałabyś jakiekolwiek pytania później, to bez wahania je zadaj :). Zgadzam się z tym, że rozdział przyjemnie zgrał się w czasie (jak Boga kocham, to był prawie - bo zaplanowany od czwartku - zupełny przypadek!). Cieszę się z tego, że wytrwałam żywa do tej pory, no i mam nadzieję, że wszyscy przeżyjemy kolejne końce świata ;). Bardzo dziękuję za życzenia :). Veritaseria, taak, wiele wydarzyło się w ostatnim czasie i o wielu rzeczach szkoła będzie mogła mówić. Biedny Harry stracił możliwość wykorzystania sytuacji i napadnięcia na pijanego Toma (tak, ja także jestem z tych, które doszukują się slashu ;)) - tak więc Tom raczej też nie będzie miał się co nudzić. Ron, jak to Ron, jest postacią impulsywną, ale wierzę, że w głębi kocha Harry'ego jako przyjaciela - chociaż co do tego, jak zareaguje, to się dopiero przekonasz ;). Ja nic nie zdradzam ;). Dziękuję za życzenia :). karolina. walasinska, całkowicie rozumiem fakt sięgnięcia do oryginału, sama nigdy nie mam na tyle siły, by bazować jedynie na tłumaczeniach - chociaż naprawdę się staram! ;) O reakcji przyjaciół Harry'ego nic nie powiem, chociaż jest ona do odgadnięcia, raczej nie powinna zadziwić ;). Ja także uwielbiam pijanego Toma, chociaż niestety niezbyt często nadarza się okazja do zobaczenia go w takim stanie... Bardzo się cieszę, że podoba ci się to tłumaczenie, to dla mnie niesamowicie ważne. Tłumaczyć oczywiście będę dalej, skoro już się za to wzięłam, to ani myślę skończyć - kiedy już się za coś biorę, to staram się doprowadzić to do końca ;). Mam nadzieję, że tłumaczenie rozdziału dzisiejszego, szczególnie tych niektórych fragmentów, cię usatysfakcjonuje :).shanica. ss, ja bym stawiała na jedno i drugie, niestety ;). Lestragne w ogóle jest trudną do zrozumienia postacią, bo jego psychika jest dość nieźle... spaczona. Jak się potoczy los Ślizgonów, to nie będę zdradzała, bo mamy jeszcze w przybliżeniu 50 rozdziałów, a w tym czasie naprawdę wiele może się zdarzyć :). Dziękuję za tak wspaniałe życzenia, a Wena i Czas na pewno się przydadzą. :)
Pięknie dziękuję za wszystkie komentarze, bo było ich niesamowicie dużo i naprawdę niesamowicie podniosły mnie one na duchu. Bardzo przyjemnie rozpoczęły rok 2013 :).
Dzisiaj pierwszy rozdział w nowym roku – zapraszam!
Słowniczek: wężomowa
Ulubieniec Losu
Rozdział dziewięćdziesiąty szósty
Głowa Zeviego obróciła się natychmiast pod wpływem całkowicie niebezpiecznej, śmiertelnej aury, która ogarnęła pokój, przekształcając swoim chłodem jego oddech w smoczy dym.
Jego oczy rozszerzyły się, zanim mógłby cokolwiek na to poradzić, a każdy będący wyrazem świętowania okrzyk, który miał na języku, cofnął mu się gdzieś do gardła.
Harry.
Tom.
Młodszy chłopiec wyglądał na nieprzytomnego, jego skóra stała się alarmująco blada, a ciało wisiało kilka cali nad podłogą w uścisku Toma – który wydawał się instynktownie go złapać.
Impreza całkowicie się zatrzymała i zapadła cisza.
Przełknął ślinę; nagle pragnął nie pić tak dużo. Czuł mdłości, ale zrobił kilka zdecydowanych kroków do przodu, w pełni świadomy, że był prawdopodobnie najlepszym bazującym na eliksirach uzdrowicielem w pomieszczeniu i że wszyscy będą martwi, jeśli Harry został zraniony w bardziej… trwały sposób. Nie mieli też zagwarantowanego bezpieczeństwa w razie jego tymczasowego uszkodzenia.
Kurwa.
- Mój Panie? – zapytał niepewnie, zwracając się do niego przez tytuł, tak jak zawsze zresztą, kiedy Tom nie był w najlepszym nastroju. – Co się stało?
Tom pokręcił głową, przez chwilę nie wypowiadając ani słowa, wciąż na wpół kołysząc na kolanach głowę Harry'ego i jego tors. Druga ręka dziedzica Slytherina sięgnęła na oślep do stłuczonej szklanki, naprawiając ją bezróżdżkowym Reparo. Następnie przyjrzał się jej z maniakalnym cieniem swojej analizartości.
- On po prostu zwalił się na ziemię… nie wiem dlaczego.
Druga część tego stwierdzenia absolutnie go przeraziła: zarówno w treści, jak i w sposobie, w jaki Tom otwarcie przyznał się do niewiedzy na środku ich Pokoju Wspólnego.
Tom syknął coś krótko w wężomowie.
- Trucizna – kontynuował młody Czarny Pan, którego umysł z niesamowitą szybkością analizował sytuację. – Aktywowana magicznie, Harry uważa, co pije. Nikt prócz Ślizgonów nie może się tu dostać… - Napięcie w pokoju szybko się zwiększyło. - Abraxasie, sprawdź inne butelki, trucizna musiałaby być w nich nieaktywna… Bezoar… Accio Bezoar.
Chwilę później antidotum na trucizny przyleciało brutalnie szybko z innego pokoju i Tom natychmiast wepchnął je do gardła Harry'ego, nie relaksując się.
Żadnych zmian, a Harrym zaczęły wstrząsać drgawki.
- Bezoar… - mruknął Tom. – Większość trucizn… Zevi, jakie trucizny nie są neutralizowane przez bezoar?
Jego umysł rzucił się do działania, nawet jeśli jego ciało zamarło, kiedy to śmiertelne spojrzenie skupiło się na nim.
- Tojad. Cyjanek. Cykuta. Botulina.
Kolejny jadowity syk w wężomowie.
- Pozostałe butelki są skażone – przerwał Abraxas.
Szczęka Toma zacisnęła się i nikt nie był na tyle głupi, by otwarcie zacząć panikować, aby nie zwrócić na siebie jego uwagi.
W następnej sekundzie wzrok jego Pana jeszcze raz skierował się w jego stronę i czaiło się w nim coś mrocznego oraz zdesperowanego.
Błaganie.
Rozkaz.
PomóżMu-NaprawGo-ZróbCoś!
Zevi niemal udusił się jego intensywnością i przycisnął palce do skroni, gorączkowo starając się, mimo paniki, zebrać myśli.
Tojad zabija w 2-6 godzin, Cyjan… kurwa, to był Cyjanek.
Skóra Harry'ego była czerwona.
Cyjanek powodował, że ciało nie było w stanie przetwarzać tlenu, przez co krew wypływała na powierzchnię… Utratę przytomności przy dużych, gwałtownych dawkach.
- To Cyjanek - powiedział szybko, robiąc krok do przodu. – Został zatruty Cyjankiem… musimy wywołać wymioty; jeśli spożył truciznę niedawno…
- Czy to zadziała? – zażądał Tom, chociaż już celował różdżką w młodszego chłopca i nie tracił czasu, rzucając zaklęcie powodujące wymioty, przesuwając swój uścisk w taki sposób, by Harry nie zadławił się własnymi wymiocinami.
W następnej sekundzie alkohol rozbryzgał się o podłogę. Więcej i więcej, i więcej. To nie działało!
- Prince – wręcz dosłownie warknął Tom z groźbą w głosie.
Zevi prawie czuł, jakby miał się zaraz rozpłakać, zamykając oczy na rozgrywającą się przed nim scenę, starając się myśleć logicznie. I szybko. Magia w pokoju, magia Toma nagle przesunęła się i jego oczy ponownie rozwarły się szeroko.
- Aktywowanie magiczne – powiedział stanowczo Tom. – Sprawca wciąż podsyca magię.
A następnie rozległo się powolne, szydercze klaskanie.
Jego Pan uniósł głowę, przerywając ten odgłos.
Lestrange. Zevi poczuł, jak jego wnętrzności się skręcają.
- Łał, to było… rozczarowujące – oznajmił Lestrange. – Normalnie doszedłbyś do tego wniosku w ciągu pięciu sekund od chwili zdarzenia… czy nie widzisz, że on sprawia, że jesteś słaby? Emocjonalnie upośledzony?
- Zrobiłeś mu to. – To nie było pytanie, a w głosie dziedzica Slytherina nie było żadnej intonacji albo uczucia. – Napraw go.
- Zrobiłem to dla ciebie, Tom – stwierdził Lestrange. – Dla twojego własnego dobra.
- Mojego własnego dobra? – zakwestionował cicho Tom. Zdecydowanie zbyt cicho. Zevi zauważył, że jego wzrok niesamowicie szybko kieruje się w dół, oceniając pogarszającą się sytuację Harry'ego, po czym ponownie obraca się w stronę twarzy Lestrange'a. – Rozumiem… ty, być może, czujesz, że moje priorytety nie są takie, jakie powinny być?
- On zajmuje cały twój czas, to nie jest zdrowe – poinformował Lestrange i tym razem w jego głosie pojawiła się marudna nutka. – Mam na myśli, jestem pewien, że jest wystarczająco dobry w łóżku, ale na to możesz po prostu wynająć dziwkę. Dajesz mu złudzenie, że jest dla ciebie czymś wyjątkowym.
Tom wpatrywał się w chłopaka przez chwilę, wciąż bez żadnego wyrazu. Zevi czuł się rozdarty między grozą, przerażeniem a poczuciem gotującego się w nim gniewu. Jak on śmiał?!
- To nie złudzenie. – Dziedzic Slytherina powiedział te słowa bardzo spokojnie, cicho, ale jego oczy… Salazarze, jego oczy płonęły, paliły. Lestrange cofnął się o krok, nagle uświadamiając sobie, że być może źle ocenił sytuację, podczas gdy Tom położył Harry'ego na bok, podnosząc się na nogi, kręcąc różdżką groźnie w palcach.
- Ja… co? – wyszeptał Lestrange. Tom uśmiechnął się okrutnie.
- Harry jest dla mnie wyjątkowy, Lestrange – wyjaśnił ich Pan. – Ale rozumiem, że możesz czuć się trochę… zaniedbany? Napraw go, a później o tym porozmawiamy.
Twarz Lestrange'a napięła się.
- Nie – tchnął. – Porozmawiamy o tym teraz, kiedy rzeczywiście mam twoją uwagę.
- Och, zapewniam cię – wymruczał Tom, podchodząc do chłopaka i przyciskając usta do jego ucha, powodując, że Lestrange zadrżał i przestał się cofać. – Od teraz z całą pewnością będziesz miał moją uwagę.
Tom zatrzymał się, odchylając do tyłu. Jego głos był niski, a jego magia… uwodzicielska, niebezpieczna, ale nagle tak bardzo uwodzicielska. Szybkie rozejrzenie się po pokoju uświadomiło mu, że wiele osób rzeczywiście było przyciąganych i pochylało się, zaczarowana magnetyczną aurą.
- Napraw Harry'ego, a obiecuję, że dam ci całą uwagę, na jaką zasługujesz. Chciałeś tego, prawda?
- Ty… obiecujesz? – zapytał Lestrange, nagle słabym głosem. Zevi poczuł, jak jego wnętrzności się ściskają, scena przed nim była bolesna do oglądania.
Uwielbienie na twarzy Lestrange'a bolało i bolało też to, że gdyby nie Harry, to wielu innych ludzi w pokoju być może także próbowałoby wykorzystać ten chwyt w celu zwiększenia swojej pozycji.
- Przysięgam, jeśli tego sobie życzysz – odparł Tom.
- Ja… - Lestrange zawahał się.
- Dla mnie? – dodał Tom, uśmiechając się uroczo i kładąc dłoń na ramieniu drugiego chłopca.
Lestrange uśmiechnął się chwiejnie, nie patrząc tam zupełnie. Jego źrenice rozszerzyły się i Zevi zamknął oczy.
W następnej sekundzie zaczerwienienie zniknęło z ciała Harry'ego i ten ponownie rzucił się do góry, po czym zadrżał i całkowicie się uspokoił.
Alphard rzucił się, badając palcami puls Harry'ego, po czym spojrzał na Toma i kiwnął głową.
Został uleczony.
W jednej chwili Tom odrzucił Lestrange'a, jak gdyby był on brudny w dotyku, przechodząc i opadając obok Harry'ego, własnymi palcami wyszukując tętna.
Koncentracja w jego oczach była… uderzająca. Lestrange wyglądał na zaskoczonego, po czym jego twarz wykrzywiła się.
- Powiedziałeś, że dasz mi…
- Lacero.
Mroczna klątwa została rzucona od razu. Powodowany przez nią atak bólu był mniej uderzający niż ten przez Cruciatusa i Zevi miał wrażenie, że gdyby Tom nie był w Hogwarcie oraz nie był świadomy tego, że Dumbledore zauważyłby naruszenie Barier Zaklęć Niewybaczalnych, przychodząc tutaj i powstrzymując go, to właśnie pod klątwą torturującą byłby teraz Lestrange.
Tom nie spojrzał w górę, spokojnie obserwując proces leczenia się Harry'ego.
Spokojnie… ale nie był spokojny. Ukazywał to krzyk Lestrange'a – i sposób, w jaki jego skóra była rozdzierana i rosła na nowo, w kółko rozdzierając się na kawałeczki. Kości pękały i szybko leczyły się, by złamać ponownie, siniaki wściekle tańcowały na jego skórze.
Po chwili Tom cofnął przekleństwo i spojrzał bezbarwnie w górę na dyszące oraz skomlące na podłodze ciało.
- Jak podoba ci się moja uwaga, Lestrange? – zapytał milutko.
- M-mój Panie…
- Chciałbym cię zabić, ale to zakłóciłoby linię czasu wydarzeń i wymazało rzeczywistość – kontynuował Tom, a w jego głosie pobrzmiała nutka bezwzględnej furii. – I z wielką przyjemnością torturowałbym cię dalej, ale uwaga, na jaką ode mnie zasługujesz, nie istnieje. Nie chciałbym tracić czasu na splunięcie na ciebie, nie mówiąc już o zniżeniu się do robienia tych rzeczy, których pragniesz. – Tom uśmiechnął się, ale to nie był miły uśmiech. – Jesteś niczym innym jak obrzydliwym, żałosnym karaluchem. Bezwartościowym.
Łzy spływały po twarzy Lestrange'a; był miażdżony.
Tom rozejrzał się po pokoju, przyglądając się nienawiści i złości skierowanej na Lestrange'a przez każdego lokatora. Alphard wyglądał, jakby chciał wykastrować drania.
Nikt z nich nie lubił bruneta, naprawdę, szczególnie po tym dzisiejszym… zaatakowaniu Harry'ego? Zatruciu go? Obrażaniu go tuż przed nimi?
Dziedzic Slytherina rozłożył ręce, oddając go każdemu posiadaczowi zielonego krawatu.
- Zaimponujcie mi, ale zostawcie go przy życiu – rozprawię się z nim, kiedy załatwię swój najwyższy priorytet. Jak na razie, jest wasz.
Lestrange rzucił jedno spojrzenie na dziesiątki złowrogo wycelowanych w niego różdżek i zemdlał.
Harry zamrugał. Jego głowa pulsowała, a coś miękkiego znajdowało się pod nim. Jego łóżko.
Poruszył się, aby usiąść, ale po chwili czyjeś ręce nacisnęły mocno na jego ramię, spowolniając jego ruchy, chociaż nie popchały go z powrotem na łóżko.
Miał suchość w gardle, jego żołądek ścisnął się, kiedy na wpół oparł się w pozycji siedzącej, ale siła nie pozwoliła mu dalej się podnosić. Tom. Młody Czarny Pan siedział obok niego, odkładając książkę.
Poza nimi w dormitorium nie było nikogo i panowała dziwna cisza… również odgłosy z Pokoju Wspólnego zostały zablokowane. Wyciszone. Miał nagłe, dziwne uczucie déjà vu i sięgnął ślamazarnie po swoją różdżkę.
- Przysięgam na boga, jeśli znów mnie odurzyłeś… - zaczął ostrzegawczo, ale kaszel przerwał jego wywód. Salazarze.
Tom w milczeniu podał mu szklankę z wodą, wpatrując się w niego ostro. Harry wziął parę łyków, na tyle doświadczony już, by wiedzieć, że nie powinien pić zbyt szybko.
- Co się stało?
- Lestrange cię otruł.
Głowa Harry'ego wirowała. Otruł? Jak…?
- Naprawdę?
- Wygląda na to, że do swojej rosnącej listy bliskich spotkań ze śmiercią możesz dodać kolejne doświadczenie – odparł z napięciem Tom, z roztargnieniem zaciskając palce wokół jego nadgarstka… jego pulsu. Wąż na jego ramieniu ożył.
- Miał się zacząć dobry rok, a tu co, nie byłem nawet w stanie dokończyć imprezy? Los mnie nienawidzi. – Harry skrzywił się.
Ku jego zdziwieniu, śmiech wydarł się z ust jego towarzysza. Harry zawahał się, zerkając na niego.
- Gdzie, errr, gdzie jest teraz Lestrange? Ty nie…?
- Zabiłem go? To by rozsadziło linię czasową – stwierdził Tom, nie brzmiąc na zbyt zadowolonego z tego powodu.
- Czy ty… - Harry przełknął ślinę, biorąc kolejny łyk wody, czując się niezręcznie. – Ty nie… errr, torturowałeś go, prawda?
- Nie tak wiele, jak powinienem – oświadczył z niesmakiem Tom. – Cieszyłby się, gdybym to ja powodował te tortury… ale daj mi czas, już wkrótce wymyślę odpowiednie rozwiązanie.
- Nie, w porządku, nie… - zaczął Harry.
Tom spojrzał na niego ostrzegawczo.
- Nie torturuj go? Nie martw się o to? – zaproponował niebezpiecznie młody Czarny Pan. – On cię próbował zabić, bohaterze. Nawet nie próbuj bronić jego zachowania. Nie chcę tego słyszeć.
- Właściwie myślę, że po prostu desperacko chciał, abyś go dostrzegł – wymamrotał Harry. – Za wszelką cenę. – Tom podniósł brwi i Harry kontynuował szybko. – Powiedziałeś, że się w tobie durzy, a ty byłeś, no nie wiem…
- Lestrange jest potrzebującym, zazdrosnym, małym chujem, który nie ma w sprawie tego, jak cię traktuję absolutnie nic do powiedzenia – syknął nagle Tom, a Harry zamarł. – Tak więc w tej chwili pozbądź się tego poczucia winy i kompleksu bohatera, czy wyrażam się jasno?
- Ja…
- Czy. Wyrażam. Się. Jasno? – domagał się wściekle Tom. Harry przełknął ślinę.
- Ty… - zaczął jeszcze raz, uparcie.
- Nie będę nigdy ponownie patrzył na to, jak upadasz albo prawie umierasz na moich oczach, Harry – powiedział niemal szeptem Tom, patrząc na niego z góry, mocno zaciskając palce na jego ramionach. – I nie będę ani chwili dłużej tolerował twojego idiotycznego braku zwracania uwagi na własne bezpieczeństwo. Oficjalnie straciłeś prawo do proszenia o miłosierdzie w imieniu ludzi, którzy starali się ciebie skrzywdzić.
- Ja nie… - spróbował Harry.
- Zamknij się – rozkazał Tom. – Cholernie śmiertelnie przestraszyłeś mnie dzisiejszej nocy, więc nawet nie kłopocz się próbą kłócenia się ze mną w tej sprawie, bo tylko wystrzępisz sobie język.
Harry nie sądził, żeby był w stanie na to odpowiedzieć, nawet gdyby chciał, tak wielki wstrząsnął nim szok.
Cholernie śmiertelnie przestraszyłeś mnie dzisiejszej nocy… jego gardło zacisnęło się mocno.
Błysk w oku Toma zniknął, kiedy Potter nie powiedział nic więcej, a jedynie przeczesał ręką włosy.
Zamiast tego, Harry z trudem pokonał swoje opanowanie, wysyłając mu słaby uśmieszek.
- Alkohol naprawdę obniża twoje słowne zahamowania, co?
Tom przewrócił oczami.
