Rozdział zbetowany został przez Himitsu.
Wybaczcie proszę, że rozdział dopiero dzisiaj, ale byłam niesamowicie zajęta przez ostatnie dni i dzisiaj po raz pierwszy jestem w stanie na dłużej gdzieś przysiąść :). Bardzo dziękuję za komentarze, gdyż przysporzyły mi one dużo motywacji do nie poddawania się w czasie załatwiania tych wszystkich spraw, a także wiele radości w tych nerwowych dniach :).
Ariano, racja, zachowanie Cygnusa było naprawdę bardzo, bardzo nieprzemyślane. Głupie, trzeba by powiedzieć. I taak, Harry Toma był w niebezpieczeństwie - i przyznam, że zastanawiam się czy reakcja Toma nie powinna być to niepokojąca, biorąc pod uwagę, że Harry właściwie cały czas pakuje się w niebezpieczeństwo ;). Nie wiedziałam, że są osoby, które interesują się truciznami, chociaż to może być naprawdę niezwykle interesujące :). Tom nie torturował Lestrange'a, bo to właściwie przysporzyłoby mu więcej radości niż bólu - większą karą będzie, jeżeli Riddle nie będzie zwracał na niego w ogóle uwagi ;). Mam nadzieję, że czujesz się już lepiej :). Sylwester był wyjątkowo udany, dziękuję. A jak twój? ;). Cookies. Alice, Cygnus jeszcze coś zrobi, coś chyba jeszcze bardziej niebezpiecznego - ale to dopiero później, znacznie później ;). Ja także nie byłabym w stanie bronić kogoś, kto mnie niemal zabił, aby to robić, to chyba naprawdę trzeba mieć ten dar kompleksu bohatera ;). Zadałaś mi pytanie na temat mojej opinii na jego temat i, cóż... zdecydowanie uważam to za wadę. Oczywiście, jest on uroczy, ale myślę, że jest również zbyt niebezpieczny, by móc uważać go za zaletę. Kompleks bohatera jest czymś, co powoduje, że Harry niemal z uśmiechem na twarzy rzuca się w autodestrukcję, samobójstwo czy cokolwiek innego, równie niebezpiecznego. Tak więc Tom ma rację, próbując się tego pozbyć :). Według mnie. Lestrange - dzisiejszy rozdział. karolina. walasinska, cały fick koncentruje się raczej głównie na Tomie i Harrym, tak więc reakcje innych postaci na różne sprawy jesteśmy zazwyczaj w stanie poznać niestety tylko pobieżnie. Co do możliwych zakończeń... O planie Toma wiemy na razie bardzo mało. Wiemy, że chce on, by Harry się do niego przyłączył, wiemy też, że pragnie, by pozostał on Harrym takim, jakim jest teraz, ale nie wiemy jak chce rozwikłać całą tą sprawę. Plan Harry'ego jest dość autodestrukcyjny i prowadzi, jak sama powiedziałaś, do śmierci Harry'ego. Z nią nie będzie sobie w stanie poradzić Tom, który będzie miał dwie drogi wyjścia: wymazać sobie pamięć, nie pamiętać o Harrym i stać się Voldemortem lub pamiętać o Harrym, ale z powodu jego braku nie posiadać nikogo, kto mógłby powstrzymać go od stania się Voldemortem, przez co się nim stanie lub stanie się nim dlatego, że chce, by istniał Harry, bo by istniał Harry konieczny jest Voldemort, który tworzy jego historię. Tom nie będzie pamiętał o Harrym, jeżeli zostanie na niego rzucone Obliviate (albo sam je na siebie rzuci). Emm... nie wiem, czy udało mi się to wytłumaczyć... W każdym razie mam nadzieję, że tak ;). Mangha, zazdroszczę bliskich ferii, ja niestety (Śląsk) trochę sobie jeszcze poczekam... Nie wiem kto wymyślił tak wczesne zajęcia po Sylwestrze, ale czuję, że jest absolutnie znienawidzony przez nasz kraj ;). Co do Lestrange'a, to myślę, że nigdy tak naprawdę nie rozumiał on Toma. Zevi jest naprawdę niezwykłą postacią i jeszcze będzie się co jakiś czas pojawiał, komentując zachowanie Toma i Harry'ego ;). Co do wężomowy, to zawsze jest ona używana wtedy, kiedy słowa Toma są w pewien sposób... uczuciowe. Chłopak jest niezwykle cwany i nigdy nie pozwoliłby, by ktokolwiek usłyszał, jak się tak wyraża, tak więc nawet wtedy, kiedy nie istnieje taka możliwość, on dla bezpieczeństwa przenosi się na wężomowę. Cieszę się również, że nie znalazłaś żadnych błędów w tłumaczeniu oraz, że ci się ono podoba :). Zetsubou Hime, bardzo miło jest mi ciebie poznać i już teraz dziękuję za wszystkie miłe słowa. Zachowanie Toma, zgadzam się, było niesamowicie nietypowe, przepełnione uczuciami i właściwie nigdy wcześniej aż tak bardzo nie widzieliśmy go od tej strony... Lestrange'a powinno być szkoda, dobrze, że tak czujesz - on wszystko robi po prostu z głupoty, chorej obsesji na punkcie Toma. Nie jest całkowicie złą postacią - jest po prostu mniej sprytny i inteligentni niż pozostali. Harry nie lubi mówić o uczuciach, tak jak powiedziałaś, czuł się nieswojo... Długość komentarza jest dla mnie bez znaczenia, ważne, by przekazywał wszystko, co potrzeba ;). Dziękuję za piękne życzenia, mam nadzieję, że wszystkie się spełnią. :) Evolution, racja, on nie jest zdrowy na umyśle ;). On jest po prostu... no cóż, głupi. Nie rozumie relacji Harry'ego z Tomem, przez co źle ją ocenia. Sadystyczny Tom jeszcze kiedyś będzie, spokojnie ;). Chociaż, przyznam, że słaba reakcja Riddle'a spowoduje, że Lestrange kiedyś coś jeszcze zrobi - coś, co będzie miało okropne konsekwencje. Widzę, że tobie również spodobała się niesamowicie taka odsłona Toma, ale ani trochę ci się nie dziwię :). Tom, kiedy obserwuje się jego zachowanie względem Harry'ego, może wywoływać naprawdę dużo pozytywnych emocji - bo on się rzeczywiście o niego troszczy. A przy okazji jest sadystą - co tylko pogłębia u nas odbieranie tego uczucia ;). Dziękuję za życzenia :). Nanette, w tym, co mówił Cygnus, myślę, że jest bardzo wiele prawdy :). Koniec Lestrange'a będzie... cóż, nie wiem. Sama ocenisz pod sam koniec tego ficka. Ja nazwałabym go raczej dobrym... Zevi jest wspaniałą postacią, osobiście bardzo ją lubię - zresztą będzie ona się pojawiała trochę częściej ;). Jak Harry zareaguje na Cygnusa, to już w dzisiejszym rozdziale, więc nie będę nic mówiła na ten temat ;). Och, i oczywiście cieszę się, że nie zauważyłaś błędów :). Niestety także boję się tego, że moje notki niedługo staną się jeszcze bardziej wielkie - niezwykle się w ostatnim czasie poszerzyły ;). Ale, jak sama powiedziałaś, powinnam się z tego tylko cieszyć ;). Veritaseria, och! to bardzo się cieszę, że udało mi się sprezentować ci taki prezent :). Ja stawiam na to, że Cygnus po prostu jest głupi - nie potrafi dostrzec niuansów relacji Harry'ego i Toma, przez co błędnie ją odbiera... Troczący się Tom spowodował wiele pozytywnych emocji i cieszę się z tego powodu, bo także uwielbiam taką jego odsłonę :). Syriusz będzie niedługo, wprawdzie nie na długo, ale się pojawi :). Rozmowa z Ronem i Hermioną już dzisiaj, chociaż coś mi się zdaje, że niestety nie sprosta oczekiwaniom... Milka, cieszę się, że czujesz takie emocje względem poprzedniego rozdziału - doskonale cię rozumiem, bo także bardzo lubię Toma w takiej odsłonie, a był on po prostu uroczy ;). Tak jak sama powiedziałaś, był on ludzki. Mogliśmy zobaczyć, jak bardzo na jego zachowanie wpływa Harry - jak bardzo je zmienia ;)... Alison, bardzo się cieszę, że cię znowu widzę! :) Także uwielbiam troszczącego się Toma, szczególnie, że zazwyczaj wypiera się robieniu tego ;). Nic nie szkodzi, że nie będziesz komentować każdego rozdziału, doskonale to rozumiem i cieszę się, że w ogóle się odezwałaś. :).
Kolejny rozdział pojawi się prawdopodobnie w poniedziałek lub wtorek. A jak na razie mam nadzieję, że spodoba wam się rozdział dzisiejszy. Życzę wam miłego czytania! :)
Słowniczek: wężomowa
Ulubieniec Losu
Rozdział dziewięćdziesiąty siódmy
Następnego ranka na śniadaniu Harry wciąż czuł się niepewnie i paranoicznie.
Poza granicami Hogwartu próbował go zabić Czarny Pan. Kilku Gryfonów miało ochotę go uderzyć (Ginny, McLaggen), a jakby tego było mało, teraz jeszcze próbowano zamordować go w Slytherinie.
Nigdzie nie był bezpieczny i nie istniało żadne bezpieczne miejsce, do którego mógłby uciec.
Nie sądził, by był dziś w ogóle w stanie przełknąć swoją kawę. Sam jej widok przyprawiał go o mdłości.
Jego wnętrzności zaciskały się, a umysł roił od zagraconych stosów różnych rzeczy i piętrzących się na nich chwiejnie problemów.
Lestrange'a nie było nigdzie widać i Harry otworzył swoje usta, aby o to zapytać, ale Tom odezwał się, zanim mógłby wydobyć z siebie choćby słowo.
- Nie waż się.
Harry zamrugał.
- Nawet nie wiesz, co zmierzałem powiedzieć – powiedział, oburzony. Reszta Ślizgonów zerknęła na nich, oczywiście się im przysłuchując. Głowa Toma pochyliła się w jego kierunku, gdy skończył swój tost kilkoma szybkimi, schludnymi gryzami.
- Gdzie Lestrange? Czy wszystko z nim w porządku? Nie zraniłeś go zbyt poważnie, prawda? – zaproponował szyderczo Tom.
Harry zmarszczył brwi. Tom spoglądał na niego tym swoim dziwnym wzrokiem – na wpół rozdrażnionym i na wpół nieokreślonym.
- Więc nawet nie próbuj. I nie mrucz pod nosem tego swojego sarkastycznego „teraz to dopiero jestem zmartwiony" – on na to nie zasługuje.
Usta Harry'ego zamknęły się ponownie, po czym po chwili jeszcze raz zwrócił się do Toma, tylko po to, by znów umilknąć, kiedy zauważył włóczącego się powoli w stronę stołu Lestrange'a.
Jego palce zacisnęły się ledwie zauważalnie na sztućcach. Glamour.
Chłopiec miał na sobie zaklęcie Glamour. Harry mógł tylko przypuszczać, że ukrywa pod nim obrażenia.
Zarówno Alphard, jak i Zevi przesunęli się, blokując normalnie zajmowane przez Lestrange'a miejsce. Oczy Abraxasa zmrużyły się, ale Tom nie ukazał po sobie żadnej reakcji ani nawet nie spojrzał w górę. Lestrange drżał lekko.
- M-mogę z tobą porozmawiać, Tom?
Cisza.
Lestrange stał się zauważalnie bardziej nerwowy, wykręcając sobie z niepokojem palce.
- Um, może w takim razie p-po prostu zacznę… – wyjąkał.
- Wolałbym, abyś tego nie robił - przerwał mu cedzącym głosem Tom. – Prawdopodobnie sam dźwięk twojego głosu mógłby sprawić, że zdrowi, dorośli mężczyźni zabiliby się z nudów, a ja z pewnością na nic takiego nie miałbym ochoty. – Lestrange przełknął ślinę.
- Tom – syknął ostrzegawczo Harry, zbyt cicho, by ktokolwiek prócz dziedzica Slytherina był w stanie to usłyszeć, nie będąc w stanie się powstrzymać.
Jasne, Lestrange był całkowitym dupkiem, który próbował go zabić, ale… taki przecież od początku był scenariusz Toma. A on był tak przyzwyczajony do próbowania ratowania ludzi - co spowodowane było faktem, że nikt nigdy nie uratował jego - że nie obchodziło już go to, kogo ratował. Lestrange był po prostu… żałosny.
Wzrok Toma skierował się na niego, upewniając go, że ten go usłyszał, ale nic nie wskazywało na to, żeby zamierzał zastosować się do ukrytej sugestii „graj ładnie". Zamiast tego jego aura stała się jeszcze bardziej niebezpieczna.
W międzyczasie Lestrange wydawał się ponownie pozbierać w kupę marne resztki swojej odwagi, a może raczej skłonności samobójczych… Czy to w taki właśnie sposób czuli się Ślizgoni, kiedy nieustannie drażnił się z Tomem? Byli absolutnie zszokowani głupotą jego zachowania i zdumieni, jak bardzo mógł być nieświadomy zagrożenia?
- Nie rozumiem, co on ma takiego, czego ja nie mam – kontynuował Lestrange.
Draco wpatrywał się prosto w bruneta, ostrożnie wyczekując jakiegokolwiek znaku, że ten mógłby chcieć zaatakować. Powstrzymał się od skrzywienia i wymienił spojrzenie z Abraxasem, niedowierzając w to, że Cygnus wciąż naciskał, mimo iż oczywiste było, że nie jest mile widziany. Mimo tortur.
Jasne, Harry robił to przez cały czas, ale… ale Harry był Harrym i trudno był mu sobie wyobrazić Harry'ego i Toma nie zachowujących się w taki sposób… a Riddle, Riddle promieniał dzięki wyzwaniom Harry'ego. Lestrange to kopiował.
Choć nie wiedział, czy chłopak był do końca świadom tego, jak bardzo stara się naśladować Pottera w swoim podejściu do dziedzica Slytherina.
Tom prychnął i to był jedyny znak tego, że był świadomy stojącego ledwie dwie stopy od niego chłopca. Draco był w stanie stwierdzić, że panująca cisza nie odpowiadała także i Lestrange'owi, na którego policzkach zaczynały pojawiać się czerwone plamy.
Wraz z rozwojem rozmowy Harry wyglądał na coraz mniej spokojnego i rozluźnionego, a coraz bardziej jak ktoś, kto miał wielką ochotę kogoś uderzyć.
Nikt, kto nie znał Złotego Chłopca, nie był w stanie tego zauważyć, jako że z czasu spędzonego w przeszłości przyniósł on ze sobą pewne nieczytelne cechy charakteru i maski, ale Draco ostatnie pięć lat spędził na dręczeniu go – oczywiście, że wiedział, kiedy Potter był choć troszeczkę zdenerwowany.
- On próbuje cię zmienić, jak możesz się na to godzić? – zażądał Lestrange, praktycznie wyjąc te słowa, zauważając, że wciąż jest odrzucany.
Głowa Toma drgnęła na to i Lestrange kontynuował pośpiesznie, chociaż zesztywniał, a jego palce przesuwały się nerwowo po jego skórze.
- Sprawia, że rezygnujesz dla niego ze wszystkich swoich celów! Przez niego będziesz niczym, tylko Tomem Riddle'em…
Draco wciągnął szybko powietrze, a oczy Lestrange'a rozszerzyły się w przerażeniu.
Och, Riddle zwracał na niego teraz uwagę.
- Niczym, tylko Tomem Riddle'em? – powtórzył młody Czarny Pan całkowicie niebezpiecznym tonem. – Być może uważasz, że nie mogę niczego osiągnąć bez mojego… pseudonimu?
- N-nie miałem tego na myśli…
- Tak, miałeś – powiedział stanowczo Riddle. Lestrange wzdrygnął się, liżąc suche wargi i Draco zauważył, że kiedy konfrontacja się nasiliła, reszta Wielkiej Sali obróciła się, aby ją obserwować.
Teraz to już Harry wydawał się chcieć go raczej zamordować niż uderzyć, albo sprawić, by ziemia pochłonęła go w całości.
Dumbledore zwrócił na nich uwagę, tak samo jak Weasley i szlama.
- Jesteś genialny, mógłbyś osiągnąć wszystko, cokolwiek zechcesz… po prostu, cóż, Riddle nie jest do końca czystokrwistym nazwiskiem, a Potter zapewne byłby najszczęśliwszy, gdybyś zaczął pieprzyć się z mugolami i rozpoczął jakieś typowo amerykańskie życie…
- Słucham? – prawie syknął Harry. Wyglądało na to, że jego furia zwyciężyła nad zażenowaniem. Lestrange odwrócił się do Gryfona, wydając się o wiele pewniejszym, niż kiedy stawiał czoła Riddle'owi.
- Słyszałeś. Zresztą i tak do nas nie należysz z tymi swoimi ideałami Jasnej Strony. Naprawdę myślisz, że wystarczy tylko, iż dobrze całujesz albo coś w tym stylu? Obudź się!
Draco zerknął na Riddle'a, ale ten tylko zastygł we wściekłości i teraz obserwował tę dwójkę z nieczytelnym wyrazem twarzy.
- Powinienem martwić się twoim zainteresowaniem i pozorną wiedzą na temat moich umiejętności całowania? – zapytał matowym głosem Harry. Lestrange splunął, ale Harry kontynuował, zanim chłopiec mógłby się odezwać. – I, tylko wyjaśniając, nie, nie wierzę, bym kiedykolwiek twierdził, że należę do Ciemnej Strony. Obaj wiemy, że tak nie jest. – Po twarzy Riddle'a, kiedy ten to usłyszał, przez ułamek sekundy przebiegł cień, zbyt szybki, by można go było odczytać. – Ale czy naprawdę wierzysz, że ma to choćby najmniejszy wpływ na moją opinię i cele dotyczące przyszłości Toma?
- Och, nie kłam, zabiegasz o jego względy…
- I kto to mówi? – zakpił Harry, uśmiechając się słodko, ale w jego obliczu było teraz coś śmiertelnego i intensywność, która sugerowała, że celowo patrzył wszędzie, byle nie na Riddle'a. – Istnieje pętla czasu, głąbie. Jeśli on nie stanie się tym, kim chcesz, aby był, ja i mój świat zostaniemy wymazani poza płaszczyznę istnienia.
Na twarzy Lestrange'a widniał tylko szok i cień zmieszania.
- Tak więc wrzuć na luz, Cygnusie, i zejdź mi do cholery z drogi albo zniszczę cię ja i moje ideały Jasnej Strony.
Wstał gwałtownie ze swojego miejsca i wyszedł z Wielkiej Sali.
Zapanowała cisza, inna niż wcześniej, kiedy oczy wszystkich znajdujących się w pomieszczeniu osób spoczęły na odchodzącej postaci.
- Czy tylko ja mam wrażenie, że ten dzieciak wydaje się być nieco zestresowany? – powiedział Alphard.
Draco i Abraxas wymienili niedowierzające spojrzenia.
Między ich czwórką zapadła niewygodna cisza, blokując drogi rozmowy, które kiedyś wydawały się tak proste i naturalne do przebycia.
Czuł mdłości. I to nie tylko z powodu posmaku trucizny, jaki towarzyszył mu przez cały ten gówniany poranek.
Żałował teraz swojego wybuchu; był zbyt emocjonalny, zbyt… ciemne oczy przypatrywały się mu, prawie zupełnie się od niego nie odrywając i to było bardziej niż tylko trochę niepokojące.
Ron skrzyżował ponuro swoje ręce, ale był tutaj… musiało to coś znaczyć, prawda?
- Co on tutaj robi? – zażądał rudzielec, kiwając głową w kierunku Toma. Dziedzic Slytherina w odpowiedzi spojrzał na niego bez wyrazu i Harry po prostu wiedział, że powstrzymuje się od rzucenia zjadliwej odpowiedzi.
- Jak myślisz, dlaczego tu jestem, Weasley? – odpowiedział zamiast tego Tom. Jego ton był zbyt spokojny, by mógł być naturalny.
Hermiona przesunęła się niezręcznie, bawiąc się kosmykiem swoich włosów.
- Przypuszczam, że chcesz się upewnić, że Harry nie wygada nam zbyt wiele tajemnic śmierciożerców – splunął Ron.
- Ale ten znak nie jest podobny do Mrocznego Znaku – wybuchła Hermiona, najwyraźniej nie będąc w stanie nad sobą zapanować.
- To dlatego, że Harry nie jest śmierciożercą – odpowiedział Tom. – I nie mam żadnych oporów mówić, że nigdy nie będzie… i to nie tylko dlatego, że byłby okropnym.
Kiedy Harry usłyszał te słowa, jego wargi drgnęły w powściągliwym uśmiechu, ale Ron wyglądał na jeszcze bardziej wściekłego.
- Co nie zmienia faktu, że dałeś mu znak! To bez znaczenia, jak on wygląda!
- Jestem pewny, że dla Harry'ego ma – odpowiedział Tom z uśmieszkiem. – Mogłoby być dla niego dosyć kłopotliwe, gdybym sprawił, że wygląda jak ludzie uprawiający grupowy seks.
- Co on w takim razie robi? – zakwestionowała Hermiona, ignorując toczącą się rozmowę, nieznacznie pochylając się do przodu z ciekawości, jak gdyby chciała chwycić go za ramię.
- Chciałbym wyjaśnić, ale… tajemnica handlowa. – Na twarzy Toma widniał uśmieszek.
Hermiona spojrzała na niego, a w wyrazie jej twarzy kryło się coś zaciekłego. Harry natychmiast zabrał się za wyjaśnienia:
- Nie znam wszystkich jego tajników, ale może się poruszać, powodować ból, mówić i fizycznie paraliżować mi rękę, blokując ją w miejscu, a także ciągnąć mnie za sobą. A przynajmniej tyle na razie widziałem.
Ron zaczerwienił się jeszcze bardziej.
- I ty pozwoliłeś mu umieścić to na swoim ramieniu? Dlaczego? Aż tak bardzo jesteście w sobie zadurzeni?
Harry prawie warknął.
- Wierzę, że handlował się w tym czasie o życie swojego ojca chrzestnego. – Tom uśmiechnął się bezradosnym uśmiechem.
- Handlował… - Ron zmarszczył brwi, jego złość nie zniknęła, za to dołączyło do niej przerażenie. - I ty to wykorzystałeś? Ty draniu. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że go także regularnie bijesz.
- Oczywiście, że to wykorzystałem – powiedział chłodno Tom. – Jestem psychopatą. To właśnie robię. I nie było to nic, na co się nie zgodził. Jeśli chodzi o regularne bicie – jest go znacznie mniej, niż większość ludzi uważa, że powinno być, mając na względzie jego poważnie problematyczne nastawienie.
- W ogóle nie powinieneś go uderzyć – nie zasługujesz na niego! – warknął Ron.
Harry powrócił pamięcią do wydarzeń z poprzedniej nocy i poczuł silną potrzebę odezwania się.
- Odpuść, Ron – oznajmił cicho. Wzrok Toma wystrzelił w jego kierunku.
- Taa, bronisz go – splunął rudzielec. – Jak zawsze.
- Taa – natychmiast odwarknął Harry, tracąc jakiekolwiek opanowanie. - Wkurz się, tak jak zawsze, kiedy zrobię coś, z czym się nie zgadzasz…
- Chłopaki… - zaczęła rozpaczliwie Hermiona piskliwym głosem.
- …I co z tego, że go bronię? Broniłbym każdego mojego przyjaciela. Nie rzucałbyś się tak, gdybym bronił ciebie lub Hermiony.
- Cóż, my jesteśmy twoimi prawdziwymi przyjaciółmi! Ale, cóż, przypuszczam, że masz teraz lepszych przyjaciół, co? Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy, porzucasz nas dla tego kretyna, mimo że znasz go od zaledwie roku. Czy on kiedykolwiek coś dla ciebie zrobił?
- Byłbyś zaskoczony – syknął Harry.
- Przestańcie… - spróbowała ponownie Hermiona.
- Och tak? – rzucił mu wyzwanie Ron.
- Tak na początek, zaledwie ostatniej nocy uratował mi życie.
I nagle wszystko umilkło.
To, o zgrozo, stawało się coraz bardziej normalne.
Ron wyglądał na zdumionego, Hermiona miała łzy w oczach, a Tom… cóż, Tom tak jak zawsze chował swoje emocje za cholerną kamienną maską i wyglądał, jakby cała ta scena w ogóle na niego nie wpływała. A jednak wciąż tu był.
- C-co się stało ostatniej nocy? – dopytywał się Ron, tym razem cichszym, niepewnym głosem. Harry poczuł, jak przykrywa sobie dłonią usta.
- Ja… nieważne… - Zawahał się pod wpływem dwóch spojrzeń.
- Lestrange go otruł – poinformował ich Tom, kiedy Harry nic nie mówił.
- CO!? – krzyknęła Hermiona, wyciągając różdżkę. – Gdzie on jest? Jak śmiał… ach! Upewnię się, że nigdy nie będzie mógł mieć dzieci!
- To, niestety, wymazałoby linię czasu – stwierdził spokojnie Tom.
Hermiona wpatrywała się w dziedzica Slytherina. Ron był zmieszany, rozdarty. Dziewczyna wysunęła do przodu brodę.
- Torturowałeś go? – zapytała.
- Tak i będę więcej, kiedy go dopadnę – odpowiedział stanowczo Tom.
Hermiona skinęła głową.
- I dobrze.
Harry gapił się na nią, a Tom podniósł brew, po czym uśmiechnął się złośliwie.
- Chcesz pomóc?
