Dziękuję z całego serca Himitsu, która zbetowała poniższy rozdział. :)
Na początku chciałam poinformować, że cheroine odezwała się niedawno do mnie, oficjalnie rezygnując z betowania "Ulubieńca". Jako, że wcześniej nie miałam do tego okazji, to teraz chciałabym podziękować jej za całą pracę, jaką włożyła w betowanie "Ulubieńca" i doprowadzanie go do stanu takiego, by nadawał się do czytania. Dziękuję!
Gościu, komentarz się chyba trochę uciął, ale na temat tego, co przeczytałam, to z całą pewnością zgadzam się co do faktu, że rubryczkę tą trzeba powiększyć - jeszcze się przyda ;). Cookies. Alice, Harry'ego chyba jednak nikt nie pobije, chociaż Lestrange na pewno się o to stara ;). Lestrange tak już ma, wyskakuje raz na jakiś czas nie wiadomo skąd, robi coś katastrofalnego i znika. Co do tego, czy w każdym opowiadaniu musi być osoba mniej inteligentna - cóż, tak jest w życiu. Poziom intelektualny ludzi jest naprawdę różny, nie wszyscy są, tak jak na przykład Tom, geniuszami ;). Nic nie szkodzi, że krótko, przekazałaś wszystko, co było najważniejsze :). Czy Tomowi uda się wyleczyć Harry'ego - to się okaże! :) Na pewno będzie coś z nią próbował zrobić... Mangha, ja zamiast się teraz uczyć, wrzucam rozdział - tak więc doskonale cię rozumiem. Co do Cygnusa, to chce on, by Tm stał się Voldemortem, tak więc zmienienie przyszłości w jego wypadku byłoby bardzo trudne... oczywiście mógłby zabić któregoś ze swoich przyjaciół, ale... Wydaje mi się, że do jednego punktu wszystko zacznie zmierzać dopiero pod sam koniec, chociaż nawet i wtedy nie do końca tak właśnie będzie... Planują wszyscy. Dosłownie. Ale tak, Harry na pewno zacznie planować. Poznamy też trochę planów Toma. Voldemorta i Dumbledore'a zostawimy sobie raczej na koniec... :) Hermiona i Tom to temat, który zacznie się teraz trochę bardziej pojawiać, ale nie zdradzę, jak się rozwinie relacja między nimi - chociaż na pewno nie będzie ona romantyczna, tak jak mówiłam ani Tom, ani Harry nie będą uwikłani w żaden romans. Za komentarz dziękuję, jak najbardziej zmotywował. Był wspaniały ;). Ariano, czyli ogólnie rzecz biorąc dobrze się bawiłaś ;). To dobrze. Niestety wspomnianego przez ciebie filmu nie widziałam, może kiedy (jeżeli znajdę trochę czasu) to nadrobię. Lestrange rzeczywiście nie ma zbyt wiele inteligencji, albo raczej nie jest zbyt spostrzegawczy - nie na tyle, by zrozumieć zawikłaną relację Toma z Harrym. Postać Rona może nie jest interesująca, ale chłopak mimo wszystko stara się być jak najlepszym przyjacielem - może nie zawsze mu to wychodzi, ale liczą się chęci ;). Co do następnych rozdziałów, to nie będą one może obfite w bardzo widowiskowe wydarzenia, ale myślę, że przyniosą trochę odpowiedzi i nieco rozjaśnią całą sytuację, stworzą grunt do dalszej akcji. Życzę w takim razie zdrowia i bardzo dziękuję z atak piękny komentarz! Alison, o Hermionie więcej dzisiaj, więc na jej temat się nie wypowiem. Co do Cygnusa, tona szczęście pojawia się on tylko raz na jakiś czas, a potem znika, tak więc niedługo będziemy mieli od niego trochę spokoju. Dziękuję ślicznie za komentarz, rzeczywiście sprawił mi on wiele radości i nieźle podbudował zapał do dalszej roboty, za którą muszę się wziąć ;). Evolution, Tom wyjaśni nam swoje rozumowanie w sprawie Cygnusa w dzisiejszym rozdziale, więc nie będę się na ten temat rozpisywała. Powiem tylko, że Tom mimo wszystko stara się być delikatny dla Cygnusa, bo nie może pozwolić sobie na wyrządzenie jakichkolwiek trwałych krzywd, które mogłyby rozwalić całą linię czasu. O katastrofie, której dokona Lestrange, nie mogę być na niego za bardzo zła, bo uwielbiam rozdział, który jest z nią powiązany. W najbliższych rozdziałach powinniśmy trochę więcej dowiedzieć się zarówno o planie Harry'ego, jak i (w pewnym sensie) planie Toma. Mam nadzieję, że to dobra wiadomość ;). Bardziej mrocznego Harry'ego będzie więcej (nieco) później, chociaż przyznam, że nie wiem, czy ci się to spodoba... Ale Tom i Harry będą się jeszcze zamieniać miejscami. Ron nie jest tutaj negatywną postacią, jest po prostu sobą, stara się robić dobrze, ale jego pełna negatywnych emocji natura czasami daje się we znaki. Hermiony i Toma konfrontujących ze sobą będzie odtąd nieco więcej, może nie nadmiar, ale więcej ;). I tak, w pewnym sensie zacznie się to już w tym rozdziale... Nanette, co do pytania Toma, to dowiesz się wszystkiego dzisiaj ;). Cieszę się, że podoba ci się kreacja Rona oraz Hermiony. Harry jest Harrym, trudno go zrozumieć, go po prostu trzeba zaakceptować (tak jak Toma, w pewnym sensie). Kompleksu bohatera w każdym razie bardzo trudno będzie go oduczyć... Każda postać może się jeszcze zmienić całkowicie, absolutnie całkowicie, tak więc też nie będę nic na ten temat zdradzała ;). Veritaseria, o Hermionie nic nie powiem, chociaż myślę, że nie powinnaś się zawieść. Przynajmniej nie za bardzo ;). Ale cieszę się, że przynajmniej Ron ci się podoba… Wspomnianą książkę postaram się przeczytać, kiedy tylko znajdę trochę czasu, bo skoro rozmowy są tam podobne do tych Toma i Harry'ego, to myślę, że może mi się spodobać ;). Może później, kiedy skończę czytać, skuszę się na film... Keti, tak więc niesamowicie się z tego cieszę. Uroczy Tom chyba wszystkich powala na kolana, ale cóż, nie ma co się dziwić ;). A kto inny miałby powiedzieć Harry'emu prawdę prosto w twarz, jak nie on? Cieszę się, że Ron i Hermiona ci się tutaj podobają, bo wiem, że często ficki przedstawiają ich w bardzo negatywny sposób, co niestety - co wiem z własnego doświadczenia - zmienia sposób patrzenia czytelników na te postaci już trwale ;). Malwina, cieszę się, że tak uważasz. Cygnusa bardzo trudno jest zrozumieć, myślę, że należy spojrzeć na niego jako na człowieka, który po prostu nie jest w stanie zrozumieć relacji między Harrym a Tomem. I który przez to błędnie ją interpretuje. Bardzo cieszę się, że podoba ci się Ron i Hermiona. Doskonale opisałaś też Toma, no właśnie, jego sposób zachowania się względem Harry'ego jest po prostu tak zniewalający, tak uroczy, że nie można przejść koło niego obojętnie. Luna zagadką pozostanie jeszcze długo, długo. Hermiony i Toma razem będzie teraz nieco więcej, w każdym razie będą mieli ze sobą kilka przeprowadzonych rozmów. Lestrange na jakiś czas zniknie, będzie kombinował (prawie) na własna rękę, Dumbledore ma teraz je niestety nieco związane z powodu obietnicy, którą związał się z Harrym. Dziękować nie ma za co, to dla mnie czysta przyjemność ;). Ale bardzo cieszę się, że tak właśnie odbierasz "Ulubieńca" ;). Milka, sceny tortur (no, mniej więcej) jeszcze będą, a do tego dotyczyć będą różnych postaci - i zadawane będą przez różne osoby. W każdym razie Harry - między innymi z powodu kompleksu bohatera - jeszcze będzie trochę poobijany. :) Ja także ciepło witam krajankę. Cieszyn kojarzę mapowo, niestety widokowo już nie - ja jestem bliskich z okolic Gliwic, tak więc mogło być gorzej, chociaż całkiem blisko też nie jest... ;) Zetsubou Hime, doskonale powiedziane! Cygnus jest cwany, bardzo cwany. Jeszcze na to ukaże, ale mimo swojej słabości względem Toma, to jest on w stanie wyrządzić wiele, naprawdę wiele złego, czego nie byliby w stanie wyrządzić inni - i tu nie chodzi tylko o chęci. Jest odważny, zgadzam się, i zdesperowany. A jak wiadomo, ludzie zdesperowani potrafią naprawdę wiele... Tak, przebywanie w towarzystwie Toma wpływa na psychikę, a Harry mimo wszystko jest też Ślizgonem - posiada swoją "mroczna stronę", chociaż może nie chcieć tego ukazywać. Zresztą, o tym będzie też później ;). Hermiony będzie nieco więcej od tego momentu, szczególnie w związku z Tomem - bo jest chyba jedyną osobą, która może bronić przed nim Harry'ego, która może czuć, że ma szansę cokolwiek uzyskać... karolina, nic nie szkodzi, bardzo cieszę się, że w ogóle napisałaś :). Co do kolejnej próby Cygnusa, to będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. Po sto trzydziestce na pewno, przynajmniej ta, która najbardziej zapadłą mi w pamięć, niestety nie pamiętam dokładnie w którym... Chociaż możliwe, że będzie się jeszcze raz na jakiś czas pokazywał... Wątek współpracy Harry'ego i Dumbledore'a właściwie pojawi się dość niedługo i będzie coraz bardziej się powiększał. Już w następnym rozdziale będziemy mieli jego zalążek.
Ślicznie dziękuję za komentarze – widzicie, ile ich jest? To Niesamowite – tak, pisane z dużej litery. Jesteście wspaniali, sprawiacie, że po prostu nie mam serca do tego, aby leniuchować. Dlatego obiecany rozdział już dzisiaj – chociaż, cholera, naprawdę powinnam się uczyć… ;)
Miłego czytania! :)
Ulubieniec Losu
Rozdział dziewięćdziesiąty ósmy
Harry zamarł, kątem oka zauważając błysk znajomych blond włosów. Nie myśląc o tym, co robi, pobiegł za nimi.
- Hej… Luna… Luna?
Dziewczyna zatrzymała się i obróciła do niego z uprzejmym wyrazem twarzy, jak gdyby w ogóle nie zaskoczyło ją lub przejmowało to, że zna jej imię.
- Harry Potterze – przywitała się spokojnie z uśmiechem.
- Um, cześć – powiedział, zaczynając czuć się niezręcznie.
Jasne, chciał z nią porozmawiać, ale nigdy tak naprawdę nie planował tego, jak zamierza to zrobić.
- Mogłabyś… Co to znaczy… Co miałaś na myśli poprzez to uderzenie od Losu i pocałunek od Szczęścia? – W końcu jego rozterki skończyły się tym, że najzwyczajniej w świecie prosto z mostu to z siebie wykrztusił i poczuł, jak jego policzki rumienią się z powodu zażenowania i wspomnienia tamtej sytuacji.
- Los chciał, abym cię uderzyła, a Szczęście pragnęło, abym cię pocałowała – stwierdziła, jak gdyby to wszystko wyjaśniało.
- Cóż, taak – oparł Harry. – Ale co masz na myśli mówiąc Los i Szczęście? One nie… - Urwał tuż przed tym, jak miał powiedzieć, że nie są one prawdziwe. – Nie rozumiem – oświadczył zamiast tego.
Dziewczyna w zamyśleniu pokiwała głową.
- Wokół twojej głowy roi się od nargli – zauważyła pełnym zrozumienia tonem. – Może zrobić ci naszyjnik, który mógłby coś na to poradzić?
- Och – mruknął Harry. – Byłoby wspaniale, Luna, dziękuję… errr, co to są nargle? – zapytał i zaczął zastanawiać się, kiedy jego myśli stały się tak bardzo pogmatwane.
- Są stworzonkami, które unoszą się wokół ciebie i mieszają ci w umyśle.
- Czy którykolwiek z nich nazywa się Tom? – zapytał żartobliwie Harry, zanim mógłby się powstrzymać. Dziewczyna wyglądała na zamyśloną.
- Nie, nie sądzę – oznajmiła. – Chociaż jeden to Mottie, a to prawie to samo.
Zamrugał.
- Cóż, w każdym razie mogłabyś wyjaśnić mi, czym jest Los i Szczęście w taki sposób, w jaki zrobiłaś to z narglami? – zapytał, podejrzewając, że i tak walczy na straconej pozycji.
- Los jest wszystkim, co jest i powinno być z góry określone. Szczęście jest jego siostrą i przeciwnikiem w ich grze.
To naprawdę nie wyjaśniało zbyt wiele.
- Ale czy są oni prawdziwi? – zapytał. Luna spojrzała na niego dziwnie.
- Oczywiście, że są prawdziwi, Harry Potterze. Tylko dlatego, że nie są tak prawdziwi jak ty czy ja, nie znaczy, że nie są prawdziwi lub nie istnieją. W końcu tobą rządzą, prawda?
Racja.
Oparł się pokusie wybicia bólu ze swojej głowy.
To będzie długa rozmowa.
Hermiona spojrzała nerwowo na stojącego tuż przed nią ciemnowłosego i, trzeba przyznać, całkiem przystojnego nastolatka.
Już powiedziała „nie" w sprawie złożonej przez niego oferty, chociaż zrobiła to bardziej ze względu na sposób, w jaki Harry i Ron się na nią patrzyli, niż dlatego, że miałaby cokolwiek przeciwko torturowaniu Lestrange'a, tego dupka. Jak on śmiał!?
Więc dlaczego on tu teraz był?
Stał naprzeciw niej ze zniewalającym uśmieszkiem na ustach i magnetycznym błyskiem w oku. A mimo tego i tak zrobiła krok do tyłu, pragnąc, by był z nią tutaj ktoś jeszcze.
Było późne popołudnie, które dopiero co zaczynało płynnie przechodzić we wczesny wieczór, tak więc nie myślała, że będzie jej potrzebny ktoś, kto trzymałby ją za rękę, ale… zostanie wyśledzonym przez samego Toma Riddle'a nie było do końca czymś, czego by oczekiwała.
Chłopiec w dużej mierze ignorował ją i Rona, nie licząc przypadków, w których miał jakiś szczególny interes w porozmawianiu lub komunikowaniu się z nimi. W każdym razie z całą pewnością nigdy wcześniej nie była z nim sam na sam.
- Czego chcesz? – zapytała, po czym natychmiast skrzywiła się, słysząc niemal oskarżycielską nutę w swoim głosie. Była po prostu…
- Wyglądasz na oszołomioną – wycedził. – Co z pewnością nie jest moją sprawką. Zawsze wydawałaś się rozsądna.
- Nie jestem oszołomiona! – warknęła, próbując pozbyć się ciepłego rumieńca, który zaczął palić jej policzki. – Masz zbyt duże mniemanie o sobie. Jestem po prostu zaskoczona, że raczyłeś z nami porozmawiać… ze mną.
Leniwie skrzyżował ręce na klatce piersiowej, opierając się o ścianę po jej stronie z niesamowicie charyzmatycznym, irytująco swobodnym wyrazem twarzy.
- Nie mogłem nie zauważyć, że twoje serce tak naprawdę nie wydaje się zgadzać z twoją wcześniejszą odmową… a kim ja jestem, by odbierać ci szansę bronienia twojego przyjaciela? Chciałabyś zmienić swoją odpowiedź?
- Dlaczego cię to obchodzi? – zapytała ostrożnie. – Z tego co słyszałam, sam posiadasz sadystyczne skłonności i pragniesz go zranić.
Jego uśmieszek rozszerzył się, ale stał się też okrutniejszy, chociaż nie mniej atrakcyjny… i na miłość boską! Musi nad sobą zapanować.
To nie tak, że go lubiła. Nie lubiła go. Po prostu była oszołomiona jego uwagą i intensywnością jego osobliwej, krytycznej oceny, którą był w stanie sprawić, że wszyscy czuli się oszołomieni – widziała, jak dzieje się to również ze wszystkimi innymi (za wyjątkiem Harry'ego) którym dziedzic Slytherina poświęcał swoją uwagę.
Prawie ją to uspokoiło.
- Po pierwsze dlatego, że Lestrange byłby bez wątpienia zadowolony ze wszelkiej uwagi, jaką bym mu w tym momencie poświęcił i mógłby w pewien sposób przyjąć to jako nagrodę, co przyniosłoby efekt przeciwny do zamierzonego w odwodzeniu go od ponownego choćby tylko spojrzenia na Harry'ego w nieodpowiedni sposób… - W jego głosie było coś groźnego i lodowatego, co wywołało u niej chęć ucieczki, ale z determinacją pozostała mocno na swoim miejscu. – Z tego też powodu potrzebuję kogoś, kto zrobiłby to za mnie, a kto byłby w tym lepszy niż ty?
- Ponieważ bycie torturowanym przez dziewczynę mugolskiego pochodzenia byłoby dla niego całkowicie upokarzające – zakończyła.
Klasnął dłońmi, powoli, po części drwiąco.
- Mądra dziewczynka – powiedział i chociaż wiedziała, że prawdopodobnie oferuje tę pochwałę tylko w nadziei, że zgodzi się to zrobić, mimowolnie poczuła z jej powodu niebezpieczny triumf. Bez względu na wszystko był geniuszem.
Niemniej jednak jej sumienie szarpnęło się na myśl o torturowaniu kogoś. Była po prostu tak wściekła na Lestrange'a za to, że próbował zabić Harry'ego…
- Nie wiem – wykręciła się niepewnie. – Nie sądzę, by Harry'emu się to spodobało…
- Wiesz, że Harry'emu często nie podobają się rzeczy, które są dla niego dobre – na przykład nienawidzi Skrzydła Szpitalnego i wiele razy próbował uciec od niego, kiedy był ranny… - Riddle uśmiechnął się, tym razem bardziej szczerze. W jego oczach pojawił się błysk, który wcześniej nie był w nich obecny, a następnie zniknął, podczas gdy chłopak zrobił krok w jej stronę.
Jego ręka była mocna, ciepła, mrowiąca, kiedy poczuła jej wagę na swoim ramieniu. Chłopiec pochylił się nieznacznie do przodu, kontynuując:
- Ale nie spiesz się, rozumiem, to dla ciebie duży krok. Znajdź mnie, kiedy już to przemyślisz, dobrze, Hermiono? Myślę, że w tym przedsięwzięciu moglibyśmy stanowić niezły zespół.
- Okej…
Kiedy Riddle zniknął za rogiem, wypuściła oddech, który nie była nawet wcześniej świadoma, że wstrzymywała.
Harry spojrzał w górę, kiedy postać – Tom, oczywiście, nie wiedział, dlaczego w ogóle jest tym jeszcze zaskoczony – weszła do ponurego działu, w którym zaszył się w bibliotece.
- Jest trochę za późno, by ukrywać się w tym miejscu, Złoty Chłopcze. Przegapiłeś kolację. Byłeś tu cały czas od momentu, w którym zostawiliśmy twoje małe lwiątka?
- Głównie tak – odparł. – Czy sam nie powinieneś być teraz na kolacji?
- Nie było cię na niej. To było podejrzane. – Tom uśmiechnął się drwiąco. – Kto wie, co mogłeś robić… Czego tak łapczywie poszukujesz?
Harry zawahał się, a Tom podszedł bliżej, chwytając trzymaną przez niego aktualnie książkę. Pozwolił mu na to. Szukał informacji o różnego rodzaju powiązaniach, próbując dowiedzieć się czegoś więcej o znaku, skoro już i tak z taką klasą ujawnił jego obecność na swojej skórze.
Tom uśmiechnął się nieznacznie, spoglądając na niego wszystkowiedzącym spojrzeniem.
Harry skrzywił się, ale w żaden sposób nie odpowiedział, wiedząc, że dolałoby to tylko oliwy do ognia. Łagodnie, chociaż stanowczo wyciągnął księgę z uścisku swojego towarzysza.
Tom milczał przez chwilę, po czym znowu się odezwał, ale tym razem w jego głosie pobrzmiewała inna nuta.
- W sprawie tego, co powiedziałeś wcześniej, naprawdę miałeś to na myśli?
- Co powiedziałem wcześniej? – zapytał Harry, chociaż jego brzuch ścisnął się niewygodnie i przewrócił stronę swojej książki, naprawdę jednak skupiając swoją wytężoną uwagę na Riddle'u.
- To, że nie należysz do Ciemnej Strony – oznajmił Tom z niską nutą groźby w głosie.
Harry ucichł na chwilę, spoglądając w górę. Miał dziwne wrażenie, że ta rozmowa była prawdziwym powodem, dla którego dziedzic Slytherina wytropił go pod wymówką zaniepokojenia wywołanego ominięciem przez niego posiłku.
- Taak, miałem to na myśli – odparł spokojnie, po czym odrzucił obecnie trzymaną przez siebie książkę na inną.
W następnej sekundzie dłoń boleśnie mocno zacisnęła się na jego ramieniu, obracając go, podczas gdy druga ręka Toma oparła się na półce koło jego głowy. Harry uniósł brew.
- Przyszpilasz mnie do półek w ogarniętej ciemnością bibliotece, Tom? Ludzie mogliby odnieść mylne wrażenie, gdyby nas w tej chwili zobaczyli.
- Myślę, że musimy wyjaśnić między sobą kilka nieporozumień – mruknął niebezpiecznie Riddle.
- I dotyczy to przyciskania mnie do półek w bibliotece, jakbyśmy mieli zaraz zacząć się całować…? – Wolne palce Toma zacisnęły się w pięść, wściekle, gwałtownie.
- Jeśli naprawdę tego chcesz, mogę zacząć cię całować, o ile tylko sprawi to, że ta wiadomość przebije się przez tę twoją grubą czaszkę – warknął Tom. – Nieszczególnie obchodzi mnie, co będę musiał zrobić, abyś uświadomił sobie, że należysz do Ciemnej Strony. Serio, wyjaśnij mi, jak pracuje twój umysł, bo nie jestem w stanie sam obniżyć się do poziomu jego głupoty.
- Co, do cholery, masz na myśli mówiąc, że możesz zacząć mnie całować!? – krzyknął Harry, panikując. – Nawiasem mówiąc, nie chcę tego!
Tom skrzywił się, zaciskając i rozluźniając palce, co było jedyną oznaką braku spokoju, jaką akceptował młody Czarny Pan.
- Salazarze, jesteś tak cholernie dziecinny! Nie rozpraszaj się tak łatwo, nie o to mi chodziło… Dlaczego myślisz, że nie należysz do Ciemnej Strony?
Harry prychnął.
- To ty byłeś tym, który zagroził, że mnie pocałuje! To nie moja wina! Dlaczego miałbyś… Salazarze…
- Cóż, udało mi się zyskać twoją uwagę, czyż nie? – Tom przewrócił oczami, uśmiechając się. – Chociaż nie zdawałem sobie sprawy, że skończy się to taką irytująco nieistotną zmianą tematu. Pytanie. Odpowiedz. Teraz.
- Bo tak! – fuknął sfrustrowany Harry. – Nie jestem śmierciożercą. Nie jestem po Ciemnej Stronie, a także nie wierzę w jej ideały. A to sprawia, że absolutnego sensu nie ma dla mnie fakt, dlaczego tak bardzo zawracasz sobie tym wszystkim głowę – no, może poza twoim umiłowaniem do manipulacji - a moja przynależność do Ciemnej Strony jest jeszcze bardziej absurdalna!
Kiedy tylko to powiedział, Harry poczuł, jak krzywi się z powodu bezceremonialności swojego oświadczenia. Uścisk Toma na jego ramieniu napiął się, jego wzrok stał się przenikliwy, a następnie zamienił się na zamyślony.
- Jestem przywódcą Ciemnej Strony, zgadzasz się?
- Tak… - powiedział ostrożnie Harry.
- Tak więc to do mnie należy przywilej wybierania, kto należy do mojej strony, a tym samym, co za tym idzie, do Ciemnej Strony?
- Umm… - Harry zmarszczył brwi.
- Jesteś po Ciemnej Stronie, Złoty Chłopcze – stwierdził stanowczo Tom.
Harry przełknął ślinę, ale zmusił się do uśmieszku.
- Nie mam w tej kwestii wyboru?
- Nie – rzucił wesoło Tom, ale coś poważnego zabłysło w jego oczach i to coś sugerowało, że ta rozmowa była zakończona tylko tymczasowo i będą ją jeszcze kontynuować.
Nastąpiła chwila ciszy, którą przerwał grzechot przewracanych książek.
W ułamku sekundy różdżka znalazła się w jego dłoni, tak samo jak Toma, po czym obaj zamrugali.
Czwartoroczniak zapiszczał i uciekł z szeroko otwartymi oczami.
Harry jęknął.
- Cholera jasna – mruknął. – Teraz ludzie będą jeszcze bardziej o nas gadać.
Tom parsknął.
- Za bardzo przejmujesz się opinią publiczną, skarbie.
