Rozdział zbetowany został przez wspaniałą Himitsu.
W końcu udało mi się pozaliczać wszystko na koniec semestru, rozdział ten więc wstawiam dla wszystkich równie zmęczonych głów. Mam nadzieję, że tydzień mija wam mniej pracowicie niż mnie samej ;). Dziękuję też za wszystkie komentarze, które mimo tego, iż jest środek tygodnia, wciąż pojawiły się pod rozdziałem i dodały mi siły potrzebnej do zaliczenia wszystkiego :).
Veritaseria, cóż, w pewnym sensie tak, Luna pełni tutaj rolę filozofa :). Co do pytania - Harry może nie do końca należy do Ciemnej Strony. Jest przez nią - albo przynajmniej przez jej część - uznawany za swojego, chociaż, tak jak wiemy, w życiu nie wykonałby rozkazu Toma ;). Na całą rozmowę należy patrzeć trochę z przymrużeniem oka i skupić się na Tomie i jego intencjach. Ogólnie rozmowa nie należy do tych niesamowicie ważnych ;). Co do Dumbledore'a - jedyną obietnicą, jaką związał się z Harrym, a jakiej musi przestrzegać z powodu potwierdzenia jej magicznie, jest obietnica, że pomoże Harry'emu zrealizować jego plan - a ten nie do końca wiąże się z przeciągnięciem Toma na Jasną Stronę, chłopiec jest zbyt wielką indywidualnością, nigdy by się na to nie zgodził. Harry chce powstrzymać Toma od stania się Voldemortem, a co to dokładnie znaczy... o tym już mówić nie będę, nie będę nic zdradzała :). Cookies. Alice, doskonale powiedziane - upartości i cierpliwości Tomowi nie brakuje. Harry'emu też (a przynajmniej na pewno nie tego pierwszego). Teraz tylko pytanie, kto w tej całej potyczce wygra ;). Luna jest specjalnie tak wykreowana, mówi wiele, naprawdę wiele rzeczy, ale nie są one jasne. W każdym razie jest ciekawą, śmieszną i bezpośrednią postacią. :) W tajemnicy możemy używać w stosunku do nich słowa "słodcy", trzeba tylko uważać, by któryś z nich się o tym nie dowiedział, bo jestem pewna, że zabiliby, gdyby to usłyszeli ;). Evolution, Luna jest okropną postacią, ponieważ wszystko jeszcze bardziej miesza. A mieszanie to coś, w czym jest naprawdę dobra. I dezorientowanie ludzi :). Ale odpowiedzi, w pewnym sensie, chociaż nie dosłownym, poznamy. Co do tego, czy Hermiona się zgodzi, to nie zdradzę tego, nie będę więc odpowiadała na twoje spekulacje, chociaż bardzo przyjemnie mnie się je czytało :). Co do Toma, to podejrzewam, że było to bardziej droczenie się niż prawdziwie wciągnięcie Harry'ego do Ciemnej Strony. A właśnie, bo miałaś wątpliwości co do uważania Toma za jej przywódcę - Tom nie jest Voldemortem, zgadza się, ale jest odrębną, bardzo charyzmatyczną postacią, która wpływa na istniejących wokół siebie ludzi i gromadzi ich. Tom także, mniej lub bardziej, jest liderem swojej własnej, Ciemnej Strony. Tom i Voldemort mają zupełnie odrębnych zwolenników, różnią się nawet niektóre ich poglądy, ale z całą pewnością można stwierdzić, że obaj są swego rodzaju przywódcami. Tom nie jest Jasny, nie jest też neutralny. Tak więc skłaniałabym się ku stwierdzeniu, że po prostu istnieją dwie Ciemne Strony. Rywalizujące ze sobą, ale zarazem i ze sobą współpracujące. Harry został zaakceptowany przez Stronę Toma, chociaż sam nie przejawił chęci do dołączenia do niej - Tom otworzył mu raczej furtkę, dając do zrozumienia, że jeżeli tylko Potter będzie chciał dołączyć do jego strony wojny, zostanie tam przywitany jak u swoich. Dziękuję za zwrócenie uwagi na "nastolatkowaty", od razu poprawiłam ten błąd :). Harry będzie się jeszcze w późniejszych rozdziałach zastanawiał nad całującym go Tomem, tak więc ten wątek i jego zachowanie na razie przemilczę. Nie, żebym w was nie wierzyła, zawsze w was wierzę, ale wątpię, by udał się dotrzeć to takiej liczny komentarzy w tak niewielką liczbę rozdziałów - chociaż absolutnie podziwiam wasz pomysł i spowodował on w moim sercu takie miłe, ciepłe uczucie :). Nanette, bardzo mi miło, że wywołałam u ciebie taką radość :). O zmianach w postaciach nie będę więc więcej mówiła, ciekawość rozbudzona, to wystarczy. Jeszcze bym za dużo powiedziała ;). Hermiona... cóż, Hermiona będzie sobą, nie zdradzę, jak się zachowa, ale myślę, że będzie to ciekawe. Myślę, że jej reakcja powinna być... do przewidzenia ;). Harry zawsze jest najbardziej poszkodowany, biedak tak się wszystkim przejmuje, że nie ma chwili spokoju - a do tego żyje w towarzystwie Toma, który tego spokoju na pewno mu nie dostarcza. Cieszę się, że przynajmniej do Toma czujesz tak wielką sympatię . Co do reputacji Toma, to racja, jest ona właściwie że nienaganna - poza faktem, że jest młodszym odpowiednikiem Czarnego Pana ;). Cieszę się, że błędów nie zauważyłaś, mam nadzieję, że i tym razem się nie pojawią :). Wolnego czasu niestety było mało, ale i tak dziękuję za życzenia - mam nadzieję, że się spełnią! Mangha, rozumiem, że nie chodziło ci o romantyczną relację między Tomem a Hermioną, chciałam to tylko podkreślić, bo poprzedni rozdział mógł wprowadzić mylne wrażenie ;). Ale masz rację, Ron z całą pewnością kroku w stronę Toma nie zrobi, pozostaje tylko Hermiona... tylko czy Tom jej na to pozwoli? ;) I tak, Luna będzie do czegoś potrzebna, oj będzie. Na pewno należy zwracać na nią uwagę. Ona jest... ciekawa. Luna będzie tylko jeszcze bardziej zadziwiać, nie łatwo będzie ją rozgryźć - ale myślę, że zostanie polubiona przez ciebie i innych czytelników ;). Hermiona niestety nie widzi niuansów zachowania Toma, ale dzięki temu możemy spostrzec, jak bardzo Tom widziany przez Harry'ego różni się od tego widzianego przez innych. Jak bardzo Tom się przy nim zmienia. Co do określenia czwartoroczniak, to przyznam, że nie patrzałam na to w ten sposób, chociaż, właściwie, możesz mieć racje ;). Lestrange jest niesamowicie wierny, zrobi dla Toma wszystko. Poza tym, tak jak mówiłaś, taka postać jest potrzebna, a fakt, że jest częścią Ślizgonów z przeszłości... a do tego, podejrzewam, że Tom mógłby chcieć zatrzymać go choćby tylko dlatego, że Cygnus niesamowicie denerwuje Harry'ego (przynajmniej na początku)... Nie miałam problemów ze zrozumieniem, wszystko napisane zostało jak najbardziej jasno :). Ariano, i zdradzę, że Luna będzie taka pokręcona. Do końca. Absolutnie i całkowicie. A właściwie tylko jeszcze bardziej będzie nas zadziwiać (i dodam też, że nienawidzę tej postaci tłumaczeniowo). Wzbudzenie Harry'ego w związku z całowaniem kiedyś zostanie jeszcze poruszone, tak więc nie będę się na jego temat rozpisywała - chociaż na pewno było komiczne ;). Co do twojego pytania - zero slashu między Tomem a Harrym. Jedynymi homoseksualnymi bohaterami są tutaj Cygnus i Dumbledore. Slash pojawi się w miniaturkach "Wybrańca Przeznaczenia". Jedyny łączący ich związek to niesamowicie pokręcona przyjaźń ;). Za rozdział nie ma co dziękować, tak jak prosiłaś, dzisiaj już wstawiam kolejny ;). Mam nadzieję, że poprawił humor ;) Keti, mam nadzieję, że szybkość czytania rozdziału to mimo wszystko komplement, chociaż wiem, że denerwujące może być to, jak szybko mija akcja... Luna jest dziwna, zgadzam się, a stanie się jeszcze dziwniejsza! :) Cieszę się, że podobała ci się rozmowa Harry'ego i Toma - i tak, Harry'emu na pewno należy współczuć, biedaczek ;). Milka, całkowicie się z tobą zgadzam, Śląsk to jednak Śląsk ;). Bardzo cieszę się, że tak bardzo spodobała ci się scena i w ogóle cały rozdział. Decyzji Hermiony nie zdradzam, chociaż przypuszczam, że nie będzie ona wielkim zaskoczeniem ;). Wspólne sceny Toma i Hermiony jeszcze się pojawia, nie trzeba się o to martwić ;). Dziękuję za piękne słowa. Malwina, co do Hermiony, to nie powiem ani słowa, dzisiaj się dowiesz. :) Tom naprawdę pragnie, by Harry był po Ciemnej Stronie i irytuje go fakt, że tak jeszcze nie jest - myślę, że jego reakcja wywołana była bardziej właśnie irytacją niż zdziwieniem... Ale właściwie masz rację, Tom znów pokreśla to, że Harry do niego należy. :) Zgadzam się co do slasu, szczególnie, że często kończy się on tak, że wszelkie inne wątki znikają i pozostaje tylko seks ^^.
Życzę wam miłego pogrążenia się w lekturze dzisiejszego rozdziału!
Słowniczek: wężomowa
Ulubieniec Losu
Rozdział dziewięćdziesiąty dziewiąty
Następnego dnia Dumbledore podszedł do niego podczas obiadu, jak gdyby zwiększona ilość wysyłanych w jego i Toma kierunku szeptów, chichotów oraz ukradkowych spojrzeń nie była już i tak wystarczająco okropna.
Ze złością zmrużył oczy na czwartoroczniaku.
- Harry – powitał go wesoło Dumbledore, po czym upuścił kilka przedmiotów na stół naprzeciwko niego.
Tom i reszta Ślizgonów zesztywniała, nawet nie zadając sobie trudu, by zamaskować niechęć, jaką promieniowali w stosunku do podstarzałego dyrektora. Dumbledore zignorował ich, a Harry zerknął na książki, które pojawiły się teraz na jego stole.
„Opracowanie czasu i dotyczących go czarów"… „TARDIS"… „Alternatywne Wszechświaty – czy mogą istnieć?".
Jego rozdrażnienie zniknęło niemal całkowicie, chociaż nie mógł nic poradzić na to, że wciąż pozostał nieznacznie zirytowany tym, iż Dumbledore tak bezceremonialne ujawnił ich umowę tuż przed wzrokiem Toma – poszedł zaproponować mu ją w środku nocy z jakiegoś powodu! Westchnął.
Dumbledore po prostu musiał kontynuować swoje manipulacje, nawet jeśli dotyczyły one pomocy, którą mu obiecał.
- Ministerstwo poprosiło mnie także, bym to tobie przekazał – stwierdził cicho starzec, podając mu list i ulotkę. Następnie skierował się z powrotem do stołu nauczycielskiego.
Szepty stały się jeszcze głośniejsze.
Rozdarł kopertę i otworzył list, nie zważając na dość znacząco skierowaną na niego uwagę Toma.
Proces Syriusza. List był o procesie Syriusza – najwyraźniej miał się on odbyć pod koniec tygodnia, a jako nieletniemu zabroniono mu uczestniczenia w nim, polecając, by przesłał im istotne dla sprawy wspomnienia.
Brwi Harry'ego zmarszczyły się z irytacją. Był całkowicie pewien, że powinni ostrzec go o tym więcej niż kilka dni przed sprawą. Musiało być to coś w stylu tego, jak zmienili miejsce jego rozprawy rankiem tego dnia, którego miała się ona odbyć.
Zacisnął usta i schował list, przez całą salę kiwając znacząco głową do Rona i Hermiony.
Następnie skierował swoją uwagę na książki i szybko dowiedział się, że Tom już je podniósł i badał z nieczytelnym wyrazem twarzy. Harry w milczeniu wytrzymał przez moment jego spojrzenie, wyciągając dłoń.
Szczęka Toma zacisnęła się, a Harry uśmiechnął się promiennie, chociaż tym razem w jego spojrzeniu pojawił się błysk żądania tego, by Tom oddał mu je z powrotem.
Ślizgoni przyglądali się im ostrożnie, a oczy tych, którym udało się dostrzec tytuł książki rozszerzyły się, natomiast ich oddechy zamarły w klatce piersiowej.
Tom nie przerywał studiowania ksiąg i Harry sięgnął, by samemu je sobie zabrać. Młody Czarny Pan pozwolił mu na to - nie zrobił wprawnie niczego, by pomóc mu w tym pomóc, ale też mu tego nie utrudniał.
- Jestem ciekawy, na jakie ustępstwo musiałeś pójść, by je zdobyć, Złoty Chłopcze… - Było wszystkim, co mruknął po chwili głosem posiadającym nutę, która wskazywała na to, że była to kolejna rozmowa, którą będą musieli w późniejszym czasie przeprowadzić.
Harry zignorował go, ze stanowczą determinacją otwierając pierwszą stronę „TARDIS", a jego wargi drgnęły nieznacznie z rozbawienia wywołanego tytułem książki.
Tom zmierzał pod wieczór w kierunku Pokoju Wspólnego Ślizgonów, kiedy w drogę weszła mu znajoma postać – Granger.
Nie zmienił wyrazu swojej twarzy, podnosząc jedynie brew.
Ze wszystkich lwiątek Harry'ego i członków Jasnej Strony, ją tolerował najbardziej, chociaż biorąc pod uwagę ogólną pogardę, jaką odczuwał do nieślizgońskich (a nawet i niektórych ślizgońskich) przyjaciół Harry'ego, to nie była to tak wielka pochwała, jaką się początkowo wydawała.
- Muszę z tobą porozmawiać – oznajmiła, a jej policzki poróżowiały nieznacznie, zapewne ze wstydu.
Umiejętnie wstrzymał swoją irytację; to on był tym, który decydował, kiedy powinni rozmawiać. Och, no dobrze. To dla dobra sprawy.
Im więcej powiązań, jakie Harry utrzymywał z Jasną Stroną zostało zerwanych lub przeszło na Ciemną Stronę, tym mniej powodów chłopak miał do tego, by ją wspierać lub kiedykolwiek do niej wrócić.
To było proste, naprawdę.
A Lestrange pewnie spaliłby się ze wstydu, gdyby jego miejsce zajęła szlama, a do tego dziewczyna.
- Zdecydowałaś się już w takim razie? – zapytał.
Przygryzła wargę, przeżuwając ją, nie do końca wydając się świadomą swoich czynów.
- Potrzebuję więcej danych – stwierdziła, przynajmniej brzmiąc na przekonaną.
Zdradziła ją jednak przygryzana warga. Gryfoni.
Więcej danych? Dość Krukońskie; analizować każdy szczegół swojej decyzji, dopóki się jej nie wybierze i nie będzie się czuło z tym wyborem komfortowo.
- Więcej danych poza faktem, że chciał zabić twojego najlepszego przyjaciela? – zripostował.
W jej oczach zabłysła wściekłość spowodowana przypomnieniem tego wydarzenia, jak zresztą doskonale wiedział, że się stanie, ale po chwili ponownie ochłodziły się one do bardziej racjonalnego stanu emocjonalnego.
- Tak – oświadczyła pewnym głosem, ale tym razem otwarcie okazała swoją nerwowość, przez co wiedział, że na pewno nie spodoba mu się jej kolejne pytanie.
Z roztargnieniem zastanawiał się, czy uciszenie jej i odrzucenie bardzo zdenerwowałoby Harry'ego. Prawdopodobnie tak.
- Czy… czy lubisz go?
Harry'ego, nie Lestrange'a.
- Czy gdybym go lubił, chciałbym go torturować? – odrzekł spokojnie.
- Miałam na myśli Harry'ego – powiedziała, zerkając na niego.
Oparł się pokusie, aby zamknąć oczy. Czy naprawdę musiał przeprowadzać tę rozmowę? Czy byłaby w stanie zauważyć, że rzucił na nią Obliviate? Chociaż sama znalazła go w celu przeprowadzenia tej konwersacji… to pytanie i ten temat długo już musiały kręcić jej się po głowie.
Elegancko wzruszył ramionami.
- Czasem tak – odpowiedział – czasem nie.
Oczywiście, że tak! Głupia dziewczyna; naprawdę myślała, że mógłby tolerować Harry'ego i jego jawny brak szacunku, gdyby nie odczuwał w stosunku do niego żadnych uczuć?
Dziewczyna ponownie ugryzła swoją wargę.
- Jako, um, więcej niż tylko przyjaciela? – sprecyzowała.
- Nigdy nie myślałem, że jesteś jedną z tych, która wierzy plotkom – powiedział, ponownie ruszając. Niemal przeklął ją za śmiałość, kiedy pospiesznie dołączyła do jego boku.
- Nie jestem! – warknęła, a jej magia zapłonęła - dość żałośnie w porównaniu do Harry'ego. – Ale to nie znaczy, że nie jestem w stanie sama dostrzec ewidentnych dowodów, które są powodem plotek, a które są bardziej niż tylko nieznacznie sugestywne.
Odwrócił się w jej stronę ostro. Gdyby szedł dalej, dziewczyna po prostu podążyłaby za nim prosto do akademików Slytherinu, a nie powinna mieć świadomości, gdzie znajduje się do nich wejście.
- Och? – zakwestionował z niebezpieczną nutką w głosie, uśmiechając się. Przestań za mną iść.
Jej palce bawiły się nerwowo rąbkiem rękawa.
- Dotykasz go przez niemal cały czas – powiedziała szybko – i wołasz na niego „skarbie" czy „kochanie", a także w każdej chwili zawsze kierujesz na niego przynajmniej ułamek swojej uwagi i…
- Czy kiedykolwiek próbowałaś utrzymać uwagę Harry'ego na rozmowie, której nie chce prowadzić? – zapytał nagle. Dziewczyna zamarła, a na jej twarzy pojawiło się zdezorientowanie.
- Tak, on… - Jej oczy rozszerzyły się nieznacznie. – On się od niej wymiguje.
Cóż, nie potrzebowała wiele czasu na zrozumienie.
- Trzymanie go zatrzymuje go przed ucieczką – odpowiedział – a jednocześnie gwarantuje jego skoncentrowanie się i poświęcenie uwagi omawianej sprawie, zwłaszcza ze mną.
- Dlaczego zwłaszcza z tobą? – zażądała szybko.
Jego szczęka zacisnęła się nieznacznie, ale uśmiechnął się złośliwie, robiąc krok w jej kierunku. Położył dłoń na jej ramieniu, podobnie jak dzień wcześniej, a drugą ręką chwycił jej szczękę w taki sam sposób, jak zwykł to robić Harry'emu, chociaż w tym przypadku poczuł natychmiastową chęć puszczenia jej i wytarcia o coś rąk lub innego ich umycia.
Z reguły generalnie nie lubił dotykać ludzi, no chyba że czuł, iż jest to konieczne. A już z całą pewnością nie lubił, kiedy inni dotykali go bez jego wyraźnego na to przyzwolenia… Harry był tego wyjątkiem.
Zakładał, że było to spowodowane horkruksem, a jeśli nie było… cóż, horkruks wydawał mu się bardzo dobrym wyjaśnieniem, tak więc nie czuł potrzeby głębszej analizy powodu, dla którego Harry po raz kolejny wydawał się inny niż ktokolwiek, kogo znał.
Mięśnie dziewczyny natychmiast napięły się, a jego palce przesunęły się po jej punktach akupresury*.
- Czujesz się komfortowo, będąc tak blisko psychopaty, który mógłby w kilka sekund skręcić ci kark? – zapytał retorycznie, wpatrując się w nią.
Poczuł, jak przełyka ślinę. Wręcz promieniowała strachem.
- Harry się ciebie nie boi – odpowiedziała wyzywająco, chociaż tym razem nieco ciszej. – A ty nie skręciłeś mu karku.
Była inteligentna i spostrzegawcza, musiał jej to przyznać. Najlepsza z najgorszych.
- Nie – mruknął, a jego uśmieszek się poszerzył. – Ale skrzywdziłbym go, jeśli pchnąłby mnie do tego i on o tym wie. A także nie uważa tego dotyku za przyjazny, instynktownie staje się względem niego ostrożny i skoncentrowany.
Zrobiła krok do tyłu, oddalając się od niego, a jego oczy rozbłysły. Tak było lepiej.
Miał przeczucie, że nie będzie już dłużej uznawała jego nieustannego „dotykania" za coś czułego – wprawdzie było to czułe, ale było też zarazem ostrzeżeniem i zdobyciem kontroli, a w przypadku Harry'ego również kokieteryjne na żartobliwym poziomie, który tak naprawdę nic nie znaczył. Ale, tak jak powiedział, działania drugiego chłopca bardzo rzadko motywowane były jednym czynnikiem.
Wszystko, co robili było wielowarstwowe i „dotykanie" nie było tego wyjątkiem.
- Nie pozwolę ci go skrzywdzić – niemal warknęła ostrzegawczo i z jadem w głosie.
- Och, proszę cię – zadrwił, kpiąco i lodowato. – Chcesz mnie powstrzymać… w jaki sposób? Czy mi pomożesz, czy nie, Hermiono, zarówno dla ciebie, jak i dla mnie korzystniej będzie, jeśli to zrobisz. Uwierz mi, nie chciałabyś nawet spróbować stanąć mi na drodze. Jesteś bardzo mądra i dość potężna… ale nie jesteś i nigdy nie będziesz mi równa.
Gapiła się na niego i prawie odchylił głowę z powodu zawziętości jej spojrzenia, zamiast tego się uśmiechając.
- Cieszę się, że przeprowadziliśmy tę rozmowę – oznajmił wesoło. – Czy masz już teraz wystarczająco dużo danych?
Nie czekając na odpowiedź, ruszył przed siebie z zadowoleniem, wiedząc, że tym razem dziewczyna za nim nie podąży.
- Tak, zależy ci na nim – zawołała, kiedy odchodził.
Przyśpieszył kroku, nie oglądając się.
Szlama.
Musiał również porozmawiać kiedyś z tą całą Lovegood.
Gdy Harry ostatni raz widział Ginny, wyglądała jeszcze bardziej blado i mizernie, marniejąc coraz bardziej. To sprawiło, że siedział teraz w jednej z pustych klas, obracając w dłoniach złoty medalion.
Zamknął się mocno w pomieszczeniu, a Tom wydawał się wcześniej na tyle zajęty, że raczej nie będzie miał czasu na to, by się do niego dobijać – dziedzic Slytherina myślał, że zajmuje się czytaniem tych książek, zresztą to również planował dzisiaj zrobić.
Wziął drżący oddech i nie dał swojemu umysłowi okazji do zastanowienia się nad tym, co tak właściwie robi. Czyżby miał zamiar zawiązać teraz kolejną umowę?
- Otwórz się.
JJeśli istniał ktokolwiek, kto mógł powiedieć mu coś o horkruksach i skutkach, jakie wywołują, był to... było to To.
Szczerze mówiąc, nie wiedział, jak to nazwać.
Czarny dym jeszcze raz wydobył się z medalionu, tworząc postać z zjadliwie czerwonymi oczami. Wydawały się one rozejrzeć po pokoju, po czym skierowały na niego całą swoją uwagę.
- Harry – przywitała się chłodno postać. – Zastanawiałem się, kiedy ponownie zechcesz ze mną porozmawiać.
- V… jak mam na ciebie mówić? W czasie tej rozmowy? – zapytał bez ogródek. – Nie jesteś Tomem, ale nie jesteś także Voldemortem.
Postać umilkła na chwilę, wpatrując się w niego chłodno z odrobiną… rozbawienia?
- Mów na mnie Marvolo – powiedziała w końcu. Harry ostrożnie skinął głową.
Mimo największych wysiłków, jakie w to wkładał, miał mętlik w głowie, chociaż nie pozwolił przejąć nad sobą kontroli panice i obrzydzeniu.
- Dobra, erm, Marvolo, potrzebuję twojej pomocy.
- Wiem – oznajmił Horkruks, a gdyby zamiast mgły posiadał usta, Harry był pewny, że wykrzywiłyby się one w uśmieszek. – Chcesz wiedzieć, czy wpływamy jakoś na rudowłosą dziewuchę.
- Wpływamy…? – zakwestionował Harry, zastanawiając się, czy postać odpowie.
- Tak – oznajmił stanowczo Marvolo. – Ona jest na ciebie emocjonalnie otwarta, tak więc twoja mniejszość się na niej skupia.
Mniejszość… to musiało oznaczać znajdujący się w nim horkruks.
- Dlaczego? – dopytywał się Harry z przerażeniem, czując wzrastające mdłości.
- Ponieważ chcemy żyć – syknął Horkruks, robiąc kilka kroków w jego stronę, powodując, że Harry się cofnął; jego głowa pulsowała. – Spróbuj tak długo jak my żyć w jednym obiekcie, nie mając żadnej kontroli, towarzystwa czy zdolności do odczuwania wrażeń.
Harry poczuł, jak żółć i dziwaczne uczucie sympatii podchodzą mu do gardła.
- Zdolności do odczuwania wrażeń? – powtórzył.
- Nie możemy jeść, nie możemy pić, spać, śnić, nie możemy spacerować, gdzie tylko chcemy albo rozmawiać, nie będąc wzywanym… - wyjaśnił kwaśnym tonem.
Tak jak dziennik. Tom-Horkruks w dzienniku próbował wrócić do życia, odzyskać ciało.
- Dlaczego ona?
- Bo ona na to pozwala – wycedził z pogardą Marvolo. – Ze wszystkich ludzi, ty najlepiej powinieneś wiedzieć, Harry, że blizny, jakich doznajemy, są trwałe.
- Trwałe? – dopytywał się, robiąc krok do przodu. – Masz na myśli, że nie można tego powstrzymać? Że…
- Och. – Postać uśmiechnęła się kpiąco. – Można. Oczywiście, że można.
- Jak? – domagał się odpowiedzi. – Powiedz mi!
Nastąpiła cisza i Horkruks w żaden sposób się nie odezwał. Harry wziął głęboki oddech, rażąco się w niego wpatrując.
- Ty…
- Co dostanę w zamian za pomoc w tej sprawie?
Głos postaci był jedwabisty, gładki, śmiertelny.
I w tym momencie Harry zrozumiał, dlaczego Horkruks w ogóle bierze udział w tej rozmowie i że wiedza, którą tak podejrzliwie swobodnie się z nim dzielił, nie była do końca taka niewinna… była jak haczyk na ryby, na którym zawieszona była przynęta, której tak strasznie trudno było się oprzeć.
Jego mięśnie napięły się, a pięści zacisnęły.
- Masz na myśli cenę – stwierdził.
Cień skinął głową, podpływając do niego i tym razem Potter pozostał w miejscu.
- Jeśli pomożesz mi wrócić do życia i ciała, zajmę się tym dla ciebie. Wszyscy twoi przyjaciele i twoja rodzina będzie przed nami bezpieczna… i przed tobą – zaproponował przekonująco Horkruks.
Cień owinął się wokół niego, zatapiając go w sobie, otaczając go. Jego szkarłatne oczy były tak blisko, że był pewien, iż spalą siatkówkę jego oka.
Szepczący głos zabrzmiał blisko jego ucha, a jego ton i odczuwany oddech były zimne jak ciekły azot i arktyczne wiatry.
- Więc… kochanie… co ty na to?
* punkty akupresury, akupresura – pojęcie w medycynie niekonwencjonalnej; określone punkty na ciele ludzkim, które wierzy się, że przy odpowiednim dotyku, ucisku wykazują właściwości lecznicze dla ciała.
