Betowała Himitsu - dziękuję! :)
Cookies. Alice, na wszystkie pytanie poznasz w końcu odpowiedzi :). Jestem niesłychanie ciekawa twojej teorii - i tego, czy jest bliska prawdy... Zapominanie o szczegółach jest całkowicie zrozumiałe - nie masz się co martwić ;). Zresztą Toma ostatnio właściwie w dużej mierze widzieliśmy tylko oczami, trzeba przyznać nieco zaślepionego, Harry'ego. Mangha, ani Voldemorta, ani Toma w Hawajskiej koszuli sobie nie wyobrażam, skoro już o to pytasz :). Voldemort nie był zbyt kanoniczny w ostatnich rozdziałach i trzeba to, niestety, przetrwać - potem jest lepiej... Co do horkuksa to... cóż, no tak, to będzie dość duży błąd, jaki popełniła autorka, chociaż przyznam, że zawsze sama byłam przekonana, że Nagini horkruksem stała się gdzieś w 5 tomie - aczkolwiek człowiek całe życie się uczy i dobrze dowiedzieć się czegoś nowego ;). Co do całej sceny Syriusza, to osobiście odbieram ją jako toczącą się w jakimś prywatnym pomieszczeniu obok Wielkiej Sali i tak też ją sobie zawsze wyobrażałam :). Punktu widzenia Toma będzie zdecydowanie więcej, to mogę obiecać :). Działania Toma budzą niepokój, zgadzam się, i bardzo możliwe, że w najbliższym czasie staną się jeszcze nieco bardziej... kontrowersyjne. O ile, oczywiście, zwrócicie uwagę na szczegół, który tą kontrowersję może wywołać :). Plany, plany - plan Harry'ego już w pewnej części poznaliśmy. Niedługo poznamy go w bardziej szczegółowy sposób i chociaż ulegnie on jeszcze kilku poprawką, to mniej więcej w takiej formie zachowa się do samego końca. Co do planu Toma - o ile go zauważycie, to pojawi się niedługo. Plan Dumbledore'a pozostanie tajemnicą do końca, Voldemorta natomiast... cóż, jeżeli jeszcze nie jest zauważalny, to niedługo powinien taki się stać :). Cygnus jeszcze będzie i wtedy też wyjaśnione będzie, dlaczego go teraz nie ma. Evolution, no cóż, może tak się stanie? Oczywiście nie zdradzę, czy tak będzie, ale nie można tego wykluczyć ;). W każdym razie sprawa zapomnianych wspomnień Voldemorta zostanie bardzo dokładnie wytłumaczona pod sam koniec. Dlatego też nie powiem, czy tylko wspomnienia, czy wspomnienia wraz ze wpływem wydarzeń zostały usunięte z jego świadomości ;). Nic mi nie przeszkadza, że dzielisz się teoriami - bardzo mi się to podoba :). I jest niezwykle ciekawe. Co do twojej teorii - oczywiście nie powiem, czy jest prawdziwa, ale na pewno jest bardzo logiczna i dobra :). Takie rozwiązanie sprawy byłoby możliwe. I właściwie uzasadnione jest to, że przychodzi do głowy. Syriusza jest mi, osobiście, niesamowicie tutaj żal - został dosłownie przygnieciony przez zaborczego Toma... Whovian, nic nie szkodzi, cieszę się, że teraz jestem w stanie zobaczyć twój komentarz :). Dziękuję za wykazanie literówki, natychmiast ją zmieniłam i mam nadzieję, że już nikogo nie pokuła w oczy... Głos w sprawie dalszego tłumaczenia oczywiście sobie zapisałam i wezmę go później pod uwagę :). Co do bękarta - też się nad tym zastanawiałam, ale w końcu zdecydowałam się na sukinsyna, gdyż, cóż, tak jak powiedziałaś, Syriusz by tak nie powiedział, do tego raczej - przynajmniej ja - nie znam ludzi, którzy na co dzień krzyczeliby do innych "bękarcie". Tego się już po prostu... za bardzo nie używa. ;) Veritaseria, właściwie to tak, Voldemort był smutny. Próbuje rozgryźć tą całą zagadkę swojej niepamięci. Nie wie, co w związku z tym czuć, bo nie wie, co spowodowało, że nic nie pamięta. Jestem ciekawa twoich wymyślonych zakończeń Ulubieńca, ale podejrzewam, że nie będziesz chciała się nimi podzielić - chociaż oczywiście do tego zachęcam! ;) Nanette, oczywiście, że w końcu wybuchnie - tylko teraz pytanie, co pierwsze ;)? Rozmowa Syriusza i Toma, zgadzam się, warta uwagi - szczególnie, że Tom ukazuje bardzo ciekawą część samego siebie. Konfrontacja między Voldemortem i Tomem będzie. A także między Voldemortem, Tomem i Harrym :). Dziękuję za wykazanie błędów, szybko je poprawiłam. Postaram się bardziej zwracać na nie uwagę i mam nadzieję, że dzisiaj pod tym względem będzie lepiej :). Nie ma za co przepraszać, doskonale rozumiem zabieganie i nie mam absolutnie nic za złe :). tina, nic nie szkodzi, pomyłka jest zrozumiała, biorąc pod uwagę, że "Wybraniec" to jeden z członów tytułu miniaturek do tego opowiadania ;). Niesamowicie cieszę się, że tak bardzo ten fick cię wciągnął - rozumiem też przemyślenia na jego temat, bo sama często żyję w świecie opowiadania, które właśnie czytam ;). Kłopoty się, oczywiście, niedługo pojawia, chociaż nadchodzące rozdziały to bardziej teoretyczne wytłumaczenie wszystkiego, co możliwe - w każdym razie wiele one powinny w najbliższym czasie rozjaśnić. :) Co do wzbudzającego w Voldemorcie wyzuty sumienia Harry'ego - powiem tylko, że rozwiązanie może okazać się bardzo zaskakujące i... proste :). Tom jest mroczny, cóż... jest Ślizgonem. Praktycznie posiada swój własny Wewnętrzny Krąg. Jest niebezpieczny. I chociaż często sprawia, że o tym zapominamy, to jednak trzeba zawsze mieć to na uwadze (chociaż te słowa właściwie powinno się skierować do Pottera ;)). Chyba cię naprawdę źle w ostatnim komentarzu zrozumiałam i cieszę się, że mnie poprawiłaś :).
Dziękuję, oczywiście, za wszystkie komentarze, które pojawiły się pod ostatnim rozdziałem. Dziękuję też wszystkim, którzy mają w sobie tyle samozaparcia, że w czytaniu doszli aż do tego momentu. Chcę tylko powiedzieć, że wszyscy jesteście niesamowici :).
Miłego czytania!
Słowniczek: wężomowa
Ulubieniec Losu
Rozdział sto piąty
Syriusz czuł emocje wirujące w jego głowie i sercu jak poniewierany przez sztorm statek; wielkie huragany zmieszania i gniewu - i pochłaniającą go bezradność, jakiej nie czuł od Halloweenowej nocy w 1980 roku.
Wpatrywał się w oddalającą się postać, oniemiały, po czym zmusił się do ruszenia za nią, czując, jak nogi pod nim miękną. Ból ścisnął jego żołądek.
Był tu dla Harry'ego! Pomógłby swojemu chrześniakowi w czymkolwiek, gdyby ten tylko się z tym do niego zwrócił… tyle, że Harry się z tym do niego nie zwrócił. Zwrócił się do Toma.
A stało się tak tylko dlatego, że nie miał okazji pokazać szmaragdowookiemu chłopcu tego, że jego ramiona nie załamią się pod ciężarem przygnębienia i desperacji.
Był teraz wolny, prawda? Ale nie mógł robić tego, czego tylko chciał. Został zmuszony do zachowania dystansu i usunięcia się, kiedy tylko ten sukinsyn tak rozkaże. Nie mógł wyrwać Harry'ego od dziedzica Slytherina.
Był… bezradny.
Kiedy zbliżali się do Harry'ego, chłopak przesuwał pomiędzy nimi swoje spojrzenie; bez wątpienia zastanawiając się, o czym, u diabła, mogli mówić. Jego chrześniak podniósł pytająco brwi, kiedy żaden z nich się nie odezwał.
- Twój drogocenny ojciec chrzestny próbował mnie jedynie przekonać, abym zlikwidował twoje ustępstwa i to jego zobowiązał do spłacenia długu – wycedził gładko Tom, bez chwili wahania. Harry zacisnął szczękę i Riddle uśmiechnął się leniwie. – Uspokój się, bohaterze. Odmówiłem.
Syriusz z trudem mógł uwierzyć, jak płynnie kłamstwo wypowiedziane zostało przez tego nastolatka, ale Harry nie przyglądał się teraz Tomowi, patrzył ponuro na Syriusza.
- Kłamiesz – stwierdził Harry z nutką gniewu, ponownie spoglądając na Toma.
Młody Czarny Pan wzruszył elegancko ramionami.
- Tak więc mnie pozwij, tak naprawdę sprzedał mi duszę w twoim imieniu. Chciałbyś ją odkupić? – zapytał z uśmieszkiem Riddle. Harry zacisnął pięści i syknął coś.
Syriusz oparł się pokusie odskoczenia od tak jawnego przejawu tradycjonalnie mrocznego talentu: jego chrześniak nie był zły! Uśmieszek Riddle'a nie zmienił się – chociaż zaszła jakaś różnica, której nie był w stanie konkretnie sprecyzować, kiedy odsyczał coś w odpowiedzi.
Dziwaczne było myślenie o sobie, jako o kimś nieistniejącym, jakkolwiek arogancko mogło to zabrzmieć, zawsze, kiedy był w pobliżu, przyciągał sobą uwagę otaczających go ludzi, ale przez moment wydawało się, jakby to właśnie tym się stał – kimś nieistniejącym, kiedy świat ograniczył się do ich dwójki (Riddle'a i Harry'ego) z intensywnością, która sprawiała, że każdy obserwator czuł się nią przytłoczony.
Syriusz przełknął z trudem ślinę, po czym rozpromienił się, bo dziś był przecież taki szczęśliwy dzień, prawda? Ścisnął ramię Harry'ego, przyciągając go do uścisku.
- Najlepiej, jeśli pozwolę wrócić ci teraz na lekcje. Napiszę wkrótce i, bez obaw, w każdej chwili odezwij się do mnie przez lusterko – oznajmił, napotykając wzrok Harry'ego, zastanawiając się czy jego desperacja była bardzo widoczna.
Odezwij się do mnie przez lusterko. Proszę, proszę, odezwij się do mnie przez lusterko. Pozwól mi być tu dla ciebie.
Harry uśmiechnął się w odpowiedzi, bolesna nieświadomość coraz bardziej przesiąknięta była bolesną, zdezorientowaną spostrzegawczością, która wskazywała na to, że jego chrześniak dość łatwo odczytał jego emocje, ale nie miał zielonego pojęcia, co chciał mu przez nie przekazać.
Napotkał na moment wzrok Riddle'a i z roztargnieniem uświadomił sobie, że w jego uśmieszku nastąpiła zmiana. Kiedy kierował go do niego, zarówno jego oczy, jak i rysy twarzy były twarde oraz zimne… kiedy jego odbiorcą był Harry, wszystko to było odrobinę bardziej miękkie. Było w nich okrucieństwo, o tak, z Riddle'a wręcz wyciekało czarujące okrucieństwo i urok osobisty, ale kiedy miał do czynienia z Harrym, pojawiało się coś jeszcze, co ktoś inny mógłby określić jako sentyment lub coś podobnego.
Fascynację, z całą pewnością.
Obsesję.
Stłumił dreszcz.
Musiał znaleźć sposób na to, by dać Harry'emu coś lub kogoś o wiele zdrowszego, coś lub kogoś, na kim mógłby polegać.
I porozmawiać z Alphardem.
Harry pomyślał, że powinien przywyknąć już do okłamującego go Toma albo tego, że Tom wcale nie robił tego tak wiele razy… chociaż zawsze starał się pamiętać, że słowa Toma powinny być odbierane z pewną dozą krytycyzmu.
To po prostu przypomniało mu, jak bezbłędnie Tom był w stanie mieszać ze sobą kłamstwo oraz prawdę i jak to nie miał on żadnych skrupułów co do wykorzystania emocjonalnej manipulacji lub jak łatwo potrafił się z tego wszystkiego wywinąć.
Nie był w stanie stwierdzić, kiedy Tom kłamał, nie naprawdę, miał wtedy jedynie nieuchwytne uczucie w brzuchu, bo dość dobrze znał Toma… jedynym powodem, dla którego był tak pewny, że jego stwierdzenie nie było prawdą, było tym, że Syriusz nie był tak biegły w sztuce kłamania.
Jasne, Łapa był dobry… prawdopodobnie spędził wystarczająco dużo czasu na próbach uniknięcia szlabanów, by wyćwiczyć w sobie tą umiejętność, ale nie był w tym tak dobry jak Harry i z całą pewnością nie tak dobry jak Tom. Psychopata.
Harry usiadł w klasie, a jego palce zacisnęły się z pragnienia, by poczytać książkę o Czasie, zamiast powtarzać tematy, które przerobił już w przeszłości.
Istniały, oczywiście, różnice w pewnych sprawach, obalone i odkryte teorie, ale… szkoła, kiedy porównywało się ją z Czasem, miała dość kiepskie znaczenie.
Los i Szczęście. Stłumił westchnienie.
Miał nadzieję, że Los doświadczał wiecznych męczarni i trzymał się od niego z daleka.
Musiał także naprawić Ginny.
Już się tego bał.
W czasie lunchu odciągnął na bok Rona oraz Hermionę, zanim mogliby oni wejść do Wielkiej Sali, ignorując sposób, w jaki przechodzący koło niego Ślizgoni wysyłali mu dziwne lub nerwowe spojrzenia.
Zupełnie nie wiedział dlaczego, zgadywał, że ma to coś wspólnego z Tomem. A tak zazwyczaj było, kiedy atmosfera i prądy mocy unosiły się nad Ślizgonami.
Po prostu nie wiedział, dlaczego wysyłali mu dziwne spojrzenia – zapyta Pansy.
- Rozpracowałem sposób, w jaki można powstrzymać Ginny od zachowywania się tak dziwnie – oznajmił cicho. Oczy Hermiony rozszerzyły się, a twarz Rona wydawała się odzyskać dawny blask, który nawet nie zdawał sobie sprawy, że chłopak stracił.
- Jak? – dopytywał się rudowłosy. – Co mamy robić? To nie będzie jej bolało, prawda? Możemy zrobić to teraz…?
- Jak się tego dowiedziałeś? – zapytała Hermiona.
- Od jednego z moich wielu źródeł – poinformował z uśmiechem Harry. Hermiona zacisnęła usta.
- Nie zrobiłeś czegoś niebezpiecznego, prawda, Harry?
- Kogo obchodzi, jak się tego dowiedział?! – wykrzyknął Ron. – Możemy naprawić Ginny.
Jego najlepszy przyjaciel spojrzał na niego wyczekująco.
- Cóż, pamiętacie, jak przypuszczaliśmy, że ma to na nią wpływ z powodu jej emocjonalnej zależności względem mnie…?
- Taaak.
- Musimy zniszczyć tą zależność – oświadczył stanowczo. Ron skinął głową, ale brwi Hermiony zmarszczyły się.
- Co masz na myśli mówiąc o zniszczeniu tej zależności?
- Musimy sprawić, by naprawdę mnie znienawidziła i nigdy więcej nie oczekiwała tego, że zrobię cokolwiek, by jej pomóc lub ją uratować, i w pewnym sensie na dokładkę sprawić, by wszystko wskazywało na to, że nigdy szczególnie nie zależało mi na jej losie w Komnacie Tajemnic.
Nastąpił moment całkowitej, ciężkiej ciszy, przerywany jedynie brzdękiem sztućców i gwaru głosów wydobywającymi się z Wielkiej Sali.
- Jak to zrobimy? – zapytała Hermiona, jej głos stał się nagle nieco chrapliwy i cichy.
- Zostawcie to mnie – odparł Harry. – Po prostu pomyślałem, że wcześniej was ostrzegę i wytłumaczę się, dlaczego tak nagle zacznę traktować ją… inaczej.
Westchnął. To nie powinno być zbyt trudne; spędził w otoczeniu Toma i Ślizgonów wystarczająco czasu na to, by wiedzieć jak kilkoma słowami zgnieść swoich „przeciwników". Po prostu na co dzień się przed tym powstrzymywał. Przypuszczał, że „skłonności do okrucieństwa" mogą być w tym przypadku przydatne.
- Możemy jej powiedzieć, że naprawdę nie myślisz w taki sposób, prawda? – zapytał Ron, a zmartwienie wkradło się do jego głosu.
- Nie – powiedział cicho Harry. – To oznaczałoby, że zachowywałem się w stosunku do niej okropnie tylko po to, by ją uratować, a to mogłoby odwrócić cały proces, a wtedy my nie moglibyśmy niczego zrobić i ona by umarła. – Przełknął ślinę. – Tak długo jak ja... jestem jaki jestem, ona nigdy nie może się dowiedzieć.
Zarówno Ron, jak i Hermiona zbledli śmiertelnie.
Alphard spojrzał na stojącego przed nim mężczyznę.
Jego siostrzeńca.
Syriusza Blacka.
Gryfona.
Byłego skazańca.
Ojca chrzestnego Harry'ego.
Podróż w czasie była jednym wielkim praniem w mózgu; to właśnie dlatego zwykle unikał zbyt poważnego myślenia o tej sytuacji.
Łatwiej było traktować ją jak jakąś dziwną grę lub eksperyment i nie poszukiwać informacji o swojej przyszłości, bądź przywiązywać się do czegoś.
I tak wszyscy byli w tym czasie martwi – inaczej nie byliby w stanie przebywać tutaj z powodu paradoksu. Tom wydawał się trochę inny pod tym względem i nie był do końca pewny, dlaczego tak jest.
- Nie powinieneś się ze mną kontaktować – powiedział cicho.
- Chciałem podziękować…
- Nie! – uciął mu gwałtownie. – Nie dziękuj mi za coś, czego jeszcze nie zrobiłem. Nie chcę czuć nacisku. – Złagodził nieco swój ton z powodu mizernego spojrzenia mężczyzny, przyglądając się mu. – Wyglądasz jak ja… ale masz oczy Oriona.
- Cóż, ty wyglądasz jak Walburga, chociaż mniej kobieco – oświadczył Syriusz ze słabym uśmiechem, który próbował nieco powiększyć. Śmiech zaskoczył go.
- Mam nadzieję, że nie wyglądam jak dziewczyna… Zostawiłem to tobie, co?
- Nie wyglądam jak dziewczyna! – wykrzyknął jego bratanek oburzonym i nieznacznie wrogim głosem, ale jego oczy błyszczały dobrym humorem.
W odpowiedzi jedynie uniósł brwi, uśmiechając się złośliwie, po czym ten uśmieszek zniknął.
- Miło było cię poznać – poinformował szczerze – ale naprawdę nie powinienem z tobą rozmawiać.
- Co, Riddle ci zabronił, czy jak? – powiedział żartobliwie Syriusz, chociaż jego ton spochmurniał. Zatrzymał się natychmiast w miejscu, a żart spalił się. – On naprawdę zabronił ci ze mną rozmawiać… - jego bratanek brzmiał na wściekłego, mówiąc to z niedowierzaniem.
- Nie konkretnie z tobą, a z naszą przyszłością. Im mniej wiemy, tym lepiej – wyjaśnił.
- A jednak Riddle sam łamie te zasady bez żadnych konsekwencji? Co się stało z dawaniem dobrego przykładu?
- Tom jest Tomem. Lepiej, jeżeli nie będziesz mówił o nim źle w moim towarzystwie, nie pozwolę na to – ponownie oznajmił ostro. Jego lojalność zawsze była i zawsze będzie należała do dziedzica Slytherina. – Cieszę się, że jesteś wolny – kontynuował, znów łagodniej. – Azkaban nie jest dobrym miejscem dla naszej rodziny, chociaż zauważyłem, jak wielu z nas dostało rezydencję w otoczeniu dementorów. – Skóra jego bratanka pobladła na same ich wspomnienie i jego serce zacisnęło się. – Mam nadzieję, że spotkamy się w przyszłości… w przeszłości… w bardziej przyjemnych okolicznościach – oznajmił. – Słyszałem, że byłeś niezłym psotnikiem. Życzę miłego dnia.
Obrócił się na pięcie.
- Czekaj! – Ręka chwyciła go za ramię i niemal szarpnął się z powodu dotyku, na wpół obawiając się tego, że mógłby zniknąć z dymem lub paradoksem, lub jakąś inną czasowatą rzeczą… - Muszę…
Wiedział, że nie będzie w stanie uniknąć tej rozmowy. Cholera.
- Chciałeś porozmawiać ze mną o Tomie i Harrym – skończył, zmuszając swój głos do nietypowej dla niego obojętności.
Dowcipy i żarty na bok, jego rodzice bardzo dobrze nauczyli go etykiety Czystej Krwi. Wiedział jak trzymać na swojej twarzy wyciszoną maskę, mimo tego, że raczej mu nie pasowała.
- Co… co o nich myślisz? Czy Harry chce tego, proszę, nie jestem w stanie patrzeć na to, jak cierpi – Syriusz przyglądał mu się uważnie, niemal błagalnie.
- Nie do mnie należy komentowanie ich relacji – powiedział ostrożnie Alphard, wyplątując się z uścisku, czując palące uczucie hipokryzji, rodzące się w jego głowie – sam wielokrotnie wypowiadał się na ten temat.
Jego bratanek znów uparcie trzymał na swoim.
- Tak między Blackami – nalegał Syriusz.
Alphard zacisnął z niepokojem usta. Tom nie chciałby, aby o tym mówił, ale… przecież nie wyrządzi tym wielkiej krzywdy, prawda? Kilkoma starannie dobranymi słowami, uspakajającymi stojącego przed nim mężczyznę?
- Myślę, że zależy im na sobie, a próbowanie rozdzielić ich na siłę mogłoby wyrządzić więcej szkody niż pożytku – dla nich i dla osoby, która by tego próbowała. – Napotkał nieustępliwy wzrok Syriusza. – Nie próbuj wejść Tomowi w drogę. Zmiażdżyłby cię, a nie za bardzo pragnąłbym zobaczyć jak ci to robi, wydajesz się być dobrym człowiekiem.
- Więcej szkody niż pożytku? Masz na myśli ich… zależność? – Jego bratanek wyglądał na niesamowicie przerażonego, a nawet zranionego.
- Weź się w garść. Zależność to dość dziwne słowo na opisanie tego, ponieważ obaj są niezwykle niezależnymi ludźmi, którzy nie mają w zwyczaju polegać na kimkolwiek innym prócz samego siebie, a już na pewno nie zwracają się do siebie błagalnie o pomoc… chociaż, w pewnym sensie, jest to także odpowiednie słowo. Nie zrozum mnie źle, nie zdradzają sobie wszystkich tajemnic jak najlepsi przyjaciele, nie chodzi mi o ten rodzaj zależności. Ta jest…
- Toksyczna – zaproponował ponuro mężczyzna, bezradnie. – Niezdrowa. Obsesyjna.
Zerknął na niego, ale nic nie odpowiedział, uznając, że było w jego słowach trochę prawdy.
- Jeśli będzie to dla ciebie chociaż trochę pocieszające, to powiem, że jakakolwiek by nie była ich relacja, jest ona obustronna. Tom nie odrzuci go… ale również Harry nigdy nie odwróci się od Toma. Na twoim miejscu dałbym sobie spokój i cieszył się z tego, że Harry podejmuje próbę, jakkolwiek słaba ona jest, by mieć cię w swoim życiu. Świat zwęża się do ich dwójki, kiedy są razem, wszystko spychane zostaje na drugi plan, dopóki znów się od siebie nie oddalą, a stwierdzam to, mając świadomość jedynie małej części ich relacji między sobą.
- Tak więc sugerujesz, że powinienem porzucić Harry'ego bez względu na to, co planuje Riddle? – splunął Syriusz.
Oczy Alpharda zaszły mgłą na myśl o takim planie.
- Czy nie powiedziałem przed chwilą, że to obustronne? Tom nie ciągnie za sobą Harry'ego na siłę. Twój chrześniak nie jest bezradny, jest całkowicie zdolny do tego, by bronić się przed Tomem i robi to z największą zręcznością oraz sukcesem, jakie kiedykolwiek widziałem u kogokolwiek, z kim grał Tom.
- Nie rozumiem… - niemal jęknął Syriusz, z szaleńczym wzrokiem. Alphard westchnął.
- Do tanga trzeba dwojga, a ich gra nie jest grana jedynie przez Toma, bez względu na to, że większość osób tak właśnie wydaje się zakładać.
Pochylił wyimaginowany kapelusz i odszedł, zanim jego bratanek mógłby zapytać go o cokolwiek innego.
- Harry – rozbrzmiał głos. Toma. Harry zatrzymał się i dał znak Ronowi oraz Hermionie, aby nie zważali na niego i skierowali się do Wielkiej Sali.
- Cześć – przywitał się, czując się trochę niezręcznie. Jego kolano zakłuło na wspomnienie wcześniejszych wydarzeń.
Oczy Toma zerknęły na medalion wiszący na jego szyi, po czym znów je odwrócił, zaciskając szczękę, którą po chwili rozluźnił.
- Chodź, pójdziemy do kuchni. Mam wielką ochotę na coś słodkiego, a ty już i tak jesteś zbyt chudy na to, by pomijać posiłki, nawet, jeśli robisz to po to, by ze mną porozmawiać. – Harry uniósł brew, ale i tak podążył za nim.
- Masz ochotę na coś słodkiego?
To było nowe.
- To się czasami zdarza, chociaż nie jestem zbyt przyzwyczajony do tego, by tę ochotę zaspokajać. Racje żywnościowe i tak dalej.
Harry zamrugał, po raz kolejny uderzyły w niego dziwaczność i przerażający smutek wywołane tym, że Tom mieszkał w Londynie w czasie jego bombardowania i drugiej wojny światowej.
Nigdy nie wyobrażał sobie Toma mającego słabość do słodyczy, ale w pewien dziwaczny sposób miało to sens. Ci, którzy nie mieli zbyt wielu rzeczy, bardziej doceniali małe przyjemności życia i bardzo łatwo było zdefiniować Toma jako osobę posiadającą wiele hedonizmu*, kiedy tylko tego chciał.
Doszli do kuchni, Zgredek obsłużył ich, tak jak zawsze, bełkocząc o skarpetkach i innego tego rodzaju rzeczach, a następnie zaszyli się w ich znajdującej się niedaleko kuchni opuszczonej klasie.
Tom wpatrywał się w kilka niezwykle delikatnych czekoladek, które wyglądały na zbyt drogie na to, by je jeść, po czym z małym uśmiechem wrzucił je do ust.
Harry niechętnie ugryzł swoją kanapkę. Naprawdę nie miał teraz apetytu.
- Jak noga? Dobrze ją uleczyłeś? – zapytał Tom.
Harry podniósł wzrok, zaskoczony, ponieważ w tych słowach pobrzmiewało coś niemal przypominającego przeprosiny.
Tom nie chciał się z nim kłócić.
- Nic mi nie jest – odparł, chociaż wciąż pobolewała ona lekko mimo faktu, że ją uleczył. Przyglądali się sobie nawzajem, ich ostatnia rozmowa brzęczała w ciszy między nimi. – Marvolo powiedział mi jak naprawić Ginny. W zamian muszę z nim trochę rozmawiać, pozwalać mu wyjść z medalionu, by rozprostował nogi czy jakikolwiek tam jest ich odpowiednik w duszy.
- A ty nie masz względem tego żadnych podejrzeń?
- Myślę, że jest samotny – odpowiedział cicho Harry.
- Nie możesz go uratować. – Głos Toma był spokojny i ostry, a wzrok Harry'ego natychmiast napotkał jego fioletowe oczy.
Harry zaczął zastanawiać się, jak wiele z tej rozmowy było naprawdę o Marvolo.
- Mogę się upewnić, że już więcej nie będzie samotny… Mogę ponownie dać mu życie, nawet jeśli będę musiał mu je odebrać, kiedy zabiję Voldemorta.
- Nie możesz zrobić żadnej z tych rzeczy – stwierdził Tom, równie cicho. – On i ty spontanicznie wysadzicie się w nieistnienie albo sam po prostu zanikniesz, kiedy twoja własna dusza zostanie posiekana, i wszystko, co z ciebie pozostanie będzie rozbitym widmem chłopca, którym kiedyś byłeś.
Harry przełknął ślinę.
- A co, jeśli już jestem rozbity? – zakwestionował. – Nie będę bezczynnie patrzeć na to, jak się nim stajesz. Nie potrafię. Nie zmuszaj mnie. Prosz…
- Przestań – warknął ostro Tom jadowitym sykiem. Harry po raz kolejny uniósł wzrok. – Przestań… prosić mnie, bym pozwolił ci umrzeć.
- A ty oczekujesz ode mnie, bym sam właśnie na to ci pozwolił – zripostował, bez frustracji w głosie, czegokolwiek. – Voldemort jest podobny do ciebie w najmniej istotnych szczegółach. Nie jest tobą w każdym znaczeniu tego wyrażenia. Jeśli zamierzasz stać się nim tylko po to, by to mogło się wydarzyć, to jest bez sensu, ponieważ nie może! Nienawidzę Voldemorta i nigdy nie wybaczę ci stania się nim, tak samo, jak nie usunę się na bok i nie pozwolę na to.
- I znów wracamy do faktu, że to dlatego, iż nie jest to bajka ze szczęśliwym zakończeniem – powiedział gorzko Tom, tak niesamowicie gorzko.
- W takim razie dlaczego tu jesteś? – zakwestionował Harry, zastanawiając się, czy tym razem uda mu się uzyskać na to odpowiedź. – Równie dobrze mógłbyś stawić czoła swojemu Losowi. Zapomnieć o mnie. Zerwijmy nasze stosunki i nie przeciągajmy tego dłużej.
- Zapomnieć cię… - mruknął Tom. – Dlaczego miałbym cię zapomnieć? Tego właśnie nie rozumiem.
- Słucham? – zapytał Harry, mrugając. Tom spojrzał na niego.
- Voldemort powinien to pamiętać, a nie wydaje się tego robić, a nikt, z wyjątkiem mnie, nie wie jak minąć obronę przed psychiczną manipulacją i zaklęciem Obliviate, którą na siebie nałożyłem. W takim razie musiałem sam zdecydować się na zapomnienie. Co nie ma sensu – wyjaśnił Tom.
- Alternatywne Wszechświaty – zaproponował bezzwłocznie Harry. – Co oznacza, że bezpiecznie możesz nie stawać się Voldemortem.
- Nie, to nie to. – Tom zmarszczył brwi. – To coś innego.
- Nie możesz być pewien…
- … że Alternatywne Wszechświaty nie istnieją? Czytaj książki, Harry, jest tylko jedna linia czasu, a co za tym idzie, nie ma Alternatywnych Wszechświatów.
- Nie możesz być tego pewny – upierał się gniewnie Harry.
- Najlepiej znający się na tym ludzie tak orzekli. To dlatego tak niebezpieczne jest igranie z czasem. Nie może być on zmieniony, zapisany na nowo w zupełnie inny sposób.
- Cóż, kiedyś najlepiej znający się na tym ludzie orzekli także, że nikt nie może przeżyć Morderczego Zaklęcia.
Miał pomysł.
* hedonizm – pogląd, postawa życiowa, która uznaje doznawanie przyjemności i rozkoszy za najwyższe dobro oraz cel życia człowieka, źródło prawdziwego szczęścia.
