Rozdział zbetowany przez Himitsu, której bardzo za to dziękuję.

Cookies. Alice, mam nadzieję, że się przez weekend wyspałaś :). Syriuszowi właściwie należy trochę współczuć, ale doskonale rozumiem, dlaczego nie jest to silne uczucie, bo... no cóż, tak naprawdę Harry'emu będzie lepiej z Tomem. Oni się uzupełniają ;). Alison, powiem, że jest to dość rozsądne działanie, chociaż przyznam, że nie wiem, czy sama miałabym w sobie tyle samozaparcia, by poczekać na kolejny rozdział, kiedy wiem, że jeden mogę już przeczytać :). Veritaseria, cieszę się, że tak myślisz. Syriusza szkoda także i mnie, chociaż nie mogę przestać zastanawiać się, z kim byłoby Harry'emu lepiej - właśnie z nim, czy z Tomem? Nie wiem, czy Riddle jest zdolny do odczuwania smutku, przynajmniej takiego głębokiego, powiedziałabym bardziej, że próbuje opanować całą sytuację i, może, jest nią nieco zmęczony. O zakończeniu opowiadania nie powiem ani słowa, bo podejrzewam, że każde wypowiedziane przeze mnie słowo mogłoby w jakiś sposób na nie naprowadzić albo chociaż zasugerować, w którą stronę należy patrzeć, by próbować je odgadnąć. Nie. Chcę, by do samego końca pozostało całkowitą tajemnicą ;). Nanette, dodam tylko, że trzeba jeszcze brać pod uwagę planu Toma, a nie tylko te należące do Harry'ego. Oczywiście dużo z jego zachowania ma na celu zniszczenie planów Harry'ego, ale chłopak musi mieć też własne ;). Kłótnia była całkowicie zrozumiała i właściwie, według mnie, też nawet dość urocza. W każdym razie stworzona została z powodu uczuć Toma i jego... hmmm... zaborczości. No właśnie. Tak, Tom jest coraz bardziej zaborczy. I będzie dalej, och, będzie... Syriusz to sierotka, ale został podparty do muru - właściwie, tak naprawdę, nie może nic zrobić. Bo cokolwiek by nie wymyślił, skrzywdziłby tym Harry'ego. A jedyne, co jest dla niego ważniejsze niż jego własne dobro, to dobro właśnie Harry'ego. W związku z brakiem pamięci Voldemorta może być wiele teorii - i wszystkie mogą być równie prawdziwe ;). Dziękuję za wykazanie błędu - poprawię go, kiedy tylko uda mi się wygrać walkę z internetem :). Evolution, tak, był nieco dłuższy. Teraz pojawiać się będzie nieco więcej dłuższych (ale, oczywiście, bez przesady ;)) rozdziałów, a coraz mniej krótszych. Dzisiejszy rozdział także będzie bardzo związany z dwoma poprzednimi, ale będzie również niesamowicie ważny - bo poznamy całą specyfikę planu Harry'ego. I nawet, jeżeli będzie on się jeszcze nieco zmieniał (hipotetycznie, oczywiście) to ogólne założenia postawione w tym rozdziale pozostaną takie, jakie są mniej więcej do końca. Podejrzewam, że Syriusz bardzo pragnie wtrącić się w relację Toma i Harry'ego, ale zarazem wiem, wiem, że ponad wszystko zależy mu na dobru Harry'ego (do interpretacji własnej ;)). Tom posiada całkowitą uwagę Harry'ego i, tak jak mówili Ślizgoni, oni krążą wokół siebie, kiedy są obok siebie, cały świat zwęża się do ich dwójki. Cokolwiek by Syriusz - i ktokolwiek inny -nie chciał zrobić, ma naprawdę dużą konkurencję w Tomie. Pomysł, który zrodził się w głowie Harry'ego, to do końca ukształtowany plan, który w końcu będziemy mogli w pełni poznać. I bez względu na to, czy nam się on podoba czy nie, wiemy przynajmniej, do czego próbuje zmierzyć jedna z postaci :). Twoje wytłumaczenie na temat zaznaczenia sequela było naprawdę interesujące i chociaż przyznam, że nieco mnie zdziwiło, stwierdziłam, że jest całkowicie logiczne :). Mangha, cóż, nie wiem, być może trochę przesadzam, ale sama pamiętam, że byłam w niezłym szoku, kiedy czytałam o planie Toma, tak więc... cóż, subiektywnie mówię, że będzie to kontrowersyjne :). Ale jedno mogę zapewnić, z czystym sumieniem - Tomowi z całą pewnością zależy. Co do spostrzegawczości... może trochę przesadziłam. Mnie wydaje się to oczywiste, ale nie wiem, na ile oczywiste będzie dla kogoś, kto nie zna całego ficka. Plan Toma zostanie powiedziany już niedługo wprost, po postu trzeba zauważyć, że mowa jest właśnie o planie :). Jestem pewna, że tobie się to uda :). Co do dat, to... cóż, przyznam, że nie zwróciłam na to uwagi, ale skoro tak mówisz, to pewnie rzeczywiście autorce musiały się nieco poplątać daty. Nie chcę się wypowiadać, bo niestety nie mam na ten temat zbyt dużej wiedzy, a przebijanie się w tej chwili przez internet, by to zweryfikować, byłoby całkowitą męczarnią. W każdym razie postaram się zwrócić na to autorce uwagę, kiedy znów do niej napiszę, być może stwierdzi, że błąd należy poprawić - albo wytłumaczy, dlaczego zastosowała takie daty, a nie inne ;). Ginny... cóż, nie będzie tragicznie. Chyba :). Syriusz skierował się do Alpharda, bo, no cóż, jest z nim połączony więzami krwi :). Hermiona nie ma wpływu na krąg Riddle'a i, szczerze mówiąc, spędza z nim zdecydowanie mniej czasu niż Ślizgoni. On nie tylko chciał, aby go uspokojono - chciał, by ktoś zadbał o Harry'ego, bronił go przed Tomem. Plan Toma już niedługo - radzę tylko uważać, by go nie przegapić, chociaż podejrzewam, że byłoby to bardzo trudne :). Pytasz się, czy to, co Tom planuje, może zranić Harry'ego i, cholera, naprawdę trudno mi jest na to pytanie odpowiedzieć. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :). Co do zapomnienia - tylko Tom może sprawić, że zapomni, ale należy pamiętać, że istnieją dwa jego odpowiedniki w tym czasie. Tyle powiem na dzisiaj. Więcej, kiedy dowiecie się, dlaczego Tomowi nie można wymazać pamięci i dlaczego tylko on może to zrobić :). Plan Harry'ego ukazany zostanie w pełni swojej okazałości dzisiaj, tak więc... teoria pierwsza - odpowiedź w dzisiejszym rozdziale, teoria druga - bez komentarza, aczkolwiek proszę nic z tych słów nie wnioskować :). Mam nadzieję, że dzisiejszy rozdział da ci kilka odpowiedzi :). Człowiek staje się socjopatą pod wpływem traumatycznych przeżyć, zachowania społeczeństwa (socjo-), natomiast psychopata psychopatą się rodzi (psycho-). Psychopata nie ma zdolności empatii, odczuwania jakichkolwiek emocji. W przeciwieństwie do socjopaty, nie ma wyrzutów sumienia i świadomości, że to, co robi, jest złe. Co do siostrzeńca masz absolutną rację, mój okropny i przerażający błąd, za który mam ochotę się schować... Oczywiście poprawię tak szybko, jak odzyskam panowanie nad Internetem, dziękuję. :)

Wszystkim komentującym i czytającym pragnę z całego serca podziękować. Komentarze były, oczywiście, niezwykłe i dlatego niezwykle przepraszam, że rozdział dopiero dzisiaj – miałam problemy z Internetem i po prostu nie dało się wstawić rozdziału. Próbowałam. Długo. Naprawdę…

Dzisiaj... dzisiaj przedstawiony nam zostanie plan Harry'ego. Chciałam tylko zwrócić na to uwagę, bo wiem, że niektórzy - jak zresztą i ja, kiedy po raz pierwszy czytałam ten fick - mają problem z dostrzeżeniem całej specyfiki planów. :)

Mam nadzieję, że rozdział się wam spodoba...


Słowniczek: wężomowa


Ulubieniec Losu

Rozdział sto szósty

- Tom… - zaczął wolno, w jego głowie szalały myśli.

Riddle wydawał się zauważyć zmianę w jego wyrazie twarzy, ponieważ, tak jak wtedy, kiedy Potter był pewien siebie na Grimmauld, będąc jej świadomym w jakiś sposób stał się jeszcze bardziej skoncentrowany i uważny.

- Aby przyszłość się wydarzyła, Voldemort musi się narodzić, prawda? – upewnił się. Tom zamrugał.

- To właśnie staram ci się powiedzieć – wycedził. – Czy twoje pytanie miało jakiś cel, czy może po prostu tak wolno zajarzyłeś o co chodzi?

- Tak, miało cel – odwarknął łagodnie Harry. – W takim razie ktoś musi stać się Voldemortem, ale… czy tą osobą musisz być ty? – zapytał, modląc się cicho, aby odpowiedź była taką, jaką chciałby ją usłyszeć.

Tom zmarszczył brwi.

- Jeśli sugerujesz, abyśmy uwarzyli Eliksir Wielosokowy i zmusili jakiegoś przypadkowego czarodzieja z ulicy do tego, by mnie udawał… - zaczął niebezpiecznie.

- Nie! – Harry z zaangażowaniem pochylił się do przodu, jego kręgosłup był dziwacznie wyprostowany. – Mam na myśli, że musisz być Voldemortem, ale… czy nie ma tu teraz dwóch ciebie? Jak sam powiedziałeś.

Oczy Toma rozszerzyły się.

- Sugerujesz, byśmy wysłali Voldemorta z powrotem w czasie na moje miejsce? Utworzyli pętlę czasową?

- To mogłoby działać, czyż nie? – Harry był w stanie domyślić się, że jego oczy błyszczą, wypełnione nadzieją. - Technicznie rzecz biorąc, macie taką samą duszę. To mogłoby działać, a ty byłbyś wtedy wolny i od momentu, w którym zostałby odesłany, mógłbyś robić to, co tylko chcesz, ponieważ twoje życie byłoby niezależne od jego.

- On nigdy się na to nie zgodzi – stwierdził Tom, ale jego ton nie był stanowczy, a raczej zamyślony.

- Nie. – Harry poczuł, jak gdyby wszystko ułożyło się w jedną całość, myśli pędziły w jego głowie jak tornado. – Ale przecież nie potrzebujemy jego zgody, prawda? Może to dlatego on tego wszystkiego nie pamięta. W końcu to, że przypominajka zawiera wspomnienia z tego roku, było tylko twoją teorią, prawda? – zauważył. Jego serce waliło. – Cóż, a co, jeśli jest tylko właśnie tym, teorią, czy kiedykolwiek naprawdę ją sprawdziłeś? Co, jeśli to nigdy nie były twoje wspomnienia, a Voldemorta? Wszystkie wspomnienia z tej niekończącej się pętli czasowej… i z powodu tego, że jest ich tak wiele, przypominajka pęka z wysiłku utrzymania ich w sobie? – zaproponował Harry.

Wzrok Toma był nieobecny, kiedy ten pogrążył się w głębokim zamyśleniu.

Oczywiście, istniała jedna rzecz, która nie podobałaby się dziedzicowi Slytherina w tym planie, ale jeśli Harry po prostu by mu o niej nie powiedział… Teraz Tom zaczął mu się przyglądać z ostrożnym błyskiem w oku, nadzieją, napiętymi ramionami.

- Voldemort w niczym nie jest do mnie podobny – kontynuował Tom, wypowiadając na głos swoje wątpliwości, ale nie nieustępliwie, bardziej, jak gdyby robił to tylko dla zasady. – Nie może zrobić on wszystkiego, czego wymaga historia… jego dusza jest prawdopodobnie zbyt niestabilna, by mógł stworzyć więcej horkruksów…

Tom urwał nagle w połowie, spoglądając na niego.

- Nie. – Ramiona Toma wydawały się na nowo opaść, a wyraz jego twarzy wyostrzył się. – Nie.

- Co „nie"? – zapytał niewinnie Harry.

- Nie, nie użyjesz horkruksów, aby ponownie poskładać Voldemorta w jedną całość, poskładać go we mnie – syknął Tom. – To wiąże się z uszkodzeniem twojego mózgu, kiedy horkruks wyrwany zostanie z twojego umysłu. Nie pozwolę na to.

Cholera jasna.

- To najlepszy z możliwych scenariuszy – wypluł Harry, wciekły na to, że jego pomysł po raz kolejny został odrzucony (i do diabła, Tom był nawet gotów go wesprzeć!). – Poza tym wspomniałeś wcześniej, że istnieje właściwy sposób wyciągania horkruksów! Jeśli po prostu byś mnie go nauczył

- Właściwym sposobem byłoby, gdyby Voldemort rzucił na ciebie kolejną Avadę Kedavrę, przy czym ty nie zrobiłbyś nic, by się obronić, co jest niedopuszczalne, skoro nawet nie jesteśmy pewni, co by się wtedy stało. Poza tym, on nie może ponownie pochłonąć horkruksa, umarłyby one, tak więc nie byłbyś w stanie grać w tę swoją gierkę polegającą na patchworkowaniu ludzi – odparł Tom.

Słyszącemu te słowa Harry'emu, nagle bardzo przypomniał on Marvolo.

- Nie masz fragmentów, które umożliwiłyby ci dokonanie tego – kontynuował Tom, tym razem mniej surowym tonem. – Zniszczyłeś Dziennik, i tak, w takim razie, zawsze czegoś będzie mu brakować, to niewykonalne.

- Mógłbyś wypełnić puste miejsce… - zaczął Harry, nienawidząc siebie za to, że sugeruje Tomowi zrobienie jednego, małego horkruksa, ale… jak tak dalej pójdzie, to i tak będzie on zamierzał go zrobić…

- … a ty wciąż skończyłbyś z umysłem na poziomie jednorocznego dziecka! - przerwał mu z wściekłością Tom, zaciskając pięści. – Więc jaki miałoby to sens? Równie dobrze mogę po prostu wrócić i wytrzeć cię sobie w zapomnienie, to prawdopodobnie byłaby przyjemniejsza alternatywa.

- I tak rozwinąłbym się do siedemnastoletniej mentalności, mój umysł odbudowałby się i rozwinął – nalegał uparcie Harry.

- Jako ktoś obcy – odparł chłodno Tom. – To doświadczenia sprawiają, że jesteśmy tym, kim jesteśmy, a ty nigdy nie byłbyś w stanie ponownie odtworzyć swojego życia. Nie byłoby takie same. Nie. Nie pozwolę ci tego zrobić.

- Ale…

- Nie będę się z tobą o to kłócił – przerwał mu cicho Tom. – To strata czasu. Wystarczy.

Niewypowiedziana świadomość tego, że Tom odnosił się do czasu pozostałego do końca roku, kiedy to Los rozłoży ich na łopatki, unosiła się ciężko w powietrzu między nimi. Harry zacisnął szczękę.

Zapanowała niezręczna, bolesna cisza.

- Przykro mi, Harry – powiedział Tom łagodnie, nieznośnie łagodnie. – Ale nie istnieje nic, co mógłbyś zrobić.

Nie - poprawił go w myślach Harry – nie istniało nic, co mógłby zrobić za zgodą Toma.

Ale od kiedy jej w ogóle potrzebował?


Ginny poczuła palące łzy, napływające jej do oczu, kiedy patrzył na nią lodowato, bez ciepła czy życzliwości występujących w nienawistnym wyrazie twarzy, który wydawał się być zarezerwowany jedynie dla niej.

Miała ponownie rzucić mu jakiś komentarz, jakiś głupi komentarz, ponieważ dla własnego dobra nie powinien on przebywać w towarzystwie Riddle'a – był zły! Próbował ją zabić! – ponieważ potrzebowała jego uwagi… ponieważ miała nadzieję, że tym razem zauważy.

Zauważy, że umierała, krzyczała, zanikała i stawała się kimś zupełnie innym.

Dokładnie tak samo, jak na pierwszym roku.

Z powodu Niego… myślała, że może się tak stać, jeśli w jakiś sposób uda jej się zwrócić na siebie na dłuższy czas uwagę Harry'ego tak, aby mógł to zauważyć i ją uratować. Uratować, jak to robił zawsze.

Zamiast tego… on po prostu rzucił się na nią, stwierdzając bezbarwnym tonem, że była najbardziej żałosnym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek widział.

- Przestań za mną łazić, nawet się do mnie nie odzywaj – kontynuował bezlitośnie Harry, zaciskając pięści. – Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Nigdy nie chciałem! Komnata… myślisz, że cokolwiek z tego zrobiłem dla ciebie? To nigdy nie chodziło o ciebie, byłaś po prostu głupią dziewczynką, która otworzyła swoją duszę przed kimś cię, Ginevro? – zadrwił. – Nawet cię nie lubię.

- Ty… ty i tak mnie uratowałeś! – wykrzyknęła ze złością. Prychnął.

- O nie, byłaś jedynie moją wymówką na to, bym mógł spotkać dziedzica Slytherina, a także nie chciałem, by zamknęli Hogwart, co jest powodem, dla którego przejmowałem się tym, by powstrzymać ataki. W głębi serca, szczerze mówiąc, nie obchodziłoby mnie to, że umarłaś. Cholera, prawdopodobnie byłoby lepiej, gdyby tak się stało, wtedy nie kręciłabyś się bez przerwy wokół mnie.

Zerkając na oniemiałego Rona, który to obserwował, Harry odwrócił się szybko na pięcie, znikając w tłumie swoich Ślizgońskich przyjaciół.

Wszyscy gapili się na nich, niektórzy zszokowani, ale reszta ukrywała w dłoniach swoje okrutne chichoty albo nie ukrywała ich w ogóle.

Jej policzki płonęły, a łzy zaczęły opadać na nie, mimo tego, jak wiele prób włożyła w to, by zatrzymać je za powiekami, starając się ich pozbyć, zachować swoją głupią dumę.

Zsunęła się na podłogę, ukrywając twarz w dłoniach; teraz już wiedziała jak to jest mieć złamane na kawałki serce.

Nie widział. Nawet nie zauważył tego, jak bardzo go potrzebuje, jak bardzo pragnie by on… wszystkich… jej zbawiciel zauważył to, jak marniała, jak życie wymykało jej się między palcami i jak zapada się w bagnie.

Nigdy nie czuła się tak zagubiona, jak gdyby cała ziemia, na której się opierała, została jej nagle brutalnie wyrwana.

Była taka głupia! Co, jeśli to wdział? Co, jeśli go to po prostu nie obchodziło? Wyglądało na to, że nie obchodziło go w Komnacie.

Może była bezwartościowa.

Niewidoczna, bo nikt nie był w stanie zobaczyć blizn, jakie Tom Riddle brzydkimi, czarnymi plamami wydrapał na jej duszy. Nikt tak naprawdę nie myślał o tym, jaki wpływ miała na nią jego obecność w szkole, wszyscy byli nim zauroczeni.

Był dokładnie taki, jakim go zapamiętała: uroczy i czarujący, z uśmiechem, który mógł swoim blaskiem przyćmić słońce, z szybką ripostą, zdolnością do stwierdzenia, co i kiedy należy powiedzieć… z błyskotliwą inteligencją, doskonałym wyglądem i tym… tym brakiem troskliwej cierpliwości, co po prostu jeszcze bardziej wbijało jej sztylet w serce, ponieważ szydził z tego, jaka była naiwna myśląc, że ktoś taki jak on mógłby kiedykolwiek polubić lub troszczyć się albo pragnąc kogoś takiego jak ona.

Przycisnęła gwałtownie dłonie do swoich oczu, pragnąc, by ziemia pochłonęła ją w całości i pozwoliła jej na zawsze pogrążyć się w ciemności.

Mrocznej, jak on.

Harry był jej bohaterem – kiedyś, kiedy zachowywał się jak Tom, którego znała, chociaż nie był tak ostry jak brzytwa.

Był czarujący i uroczy, z uśmiechem, który mógł swoim blaskiem przyćmić słońce, z szybką ripostą, a także sławą i bogactwem… był księciem z bajki. Takim słodkim, tak miłym i z tą troskliwą cierpliwością, która sprawiła, że stała się zależna od Toma.

Oni nawet wyglądali podobnie.

Czyżby tak mocno przywiązała do Harry'ego swoją miłość dlatego, że był najbardziej przypominającą Toma osobą, jaką była w stanie znaleźć?

Chłopca, którego pokochała, zanim ten odwrócił się od niej i ją zniszczył, robiąc to wszystko z uśmiechem i tym pasjonującym błyskiem w oczach…

Nie miała odwagi do tego, by teraz o tym myśleć – dlatego, że obaj już odeszli, zostawiając ją złamaną, by sama siebie naprawiła.

- Ginny? – odezwał się z wahaniem jej najmłodszy brat. – Wszystko w porządku? – Niepewnie położył dłoń na jej ramieniu i ona przywarła do niego, szlochając, nie zwracając uwagi na swoich najlepszych przyjaciół. Oddech uwiązł jej w gardle.

- Nienawidzę go – wymamrotała. – Nienawidzę go, nienawidzę go, NIENAWIDZĘ GO!

Nie była nawet pewna, co mu potem mówiła. Wszystko zamazywało się, gubiło ją i nie wiedziała już jak znaleźć drogę powrotną.

- Wiem – mruknął Ron. – Po prostu… Jesteś silna, nie potrzebujesz go.

- Nie potrzebuję? – wyszeptała. Jego uścisk na jej ramionach wzmocnił się, powodując, że jej głowa podniosła się, jego wzrok płonął z żalu, determinacji, pewności i czegoś jeszcze, czego nie potrafiła do końca zdefiniować.

- Nie, nie potrzebujesz. Jesteś moją małą siostrzyczką… a swoim upiorogackiem przerażasz nawet Freda i George'a… nie potrzebujesz Harry'ego do tego, by stanąć na nogi. Jesteś groźna i lojalna, i miła, i jestem całkowicie pewien, że Dean uważa, iż jesteś naprawdę ładna, co?

Zarumieniała się delikatnie.

- Naprawdę?

- Naprawdę – potwierdził stanowczo. – Zapytaj jakiegokolwiek Gryfona. Powiedzą ci. Możesz się z tym uporać, Gin.

- Jesteś bardzo słodki – mruknęła, na wpół zastanawiając się czy powinna stać się podejrzliwa, kiedy jej nietaktowny, bezmyślny, nieświadomy brat odszedł.

Z determinacją zacisnęła usta.

Była lepsza niż to wszystko.

Lepsza niż Harry. I Tom.

Wciąż żyła, prawda? Jej głowa rozjaśniła się na tą myśl.

Mogła to zrobić. Nie potrzebowała Harry'ego.

On ganiał za Tomem tak samo, jak kiedyś ona.

To on był tym żałosnym!

A następnie cały świat stał się czarny, a ona czuła w swojej głowie tylko ból.


Harry zamknął za sobą cicho drzwi do gabinetu Dumbledore'a, przyglądając się staremu dyrektorowi, który spojrzał na niego znad swoich półksiężycowych okularów, z piórem w dłoni i pochylonego nad dokumentami, głaszczącego wolną ręką Fawkesa.

- Harry – przywitał neutralnym głosem. – Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że panna Weasley upadła wkrótce po tym twoim wcześniejszym przemówieniu?

W niebieskich oczach pojawił się błysk oraz smutek.

- Czy wszystko z nią będzie w porządku? – zapytał cicho Harry, wina za powiedzenie tak okropnych rzeczy wciąż ściskała jego brzuch.

- Śmiem stwierdzić, że w pełni odzyska zdrowie. Od jakiegoś czasu wyglądała na dość chorą i, co zabawne, teraz wydaje się odzyskiwać kolor oraz – ośmielę się powiedzieć – życie?

Dumbledore rzucił mu przeszywające spojrzenie, to posiadające tę dziwaczną wiedzę, które przypominało mu, dlaczego młodsi uczniowie zakładali, że dyrektor naprawdę był wszechwiedzący.

Wydawał się wszystko rozumieć, nawet teraz, pomimo swoich wad, i po raz kolejny Harry był mu za to wdzięczny. Wdzięczny za to, że istnieje przynajmniej jeszcze jeden członek Jasnej Strony, który nie odwróci się przeciwko niemu z powodu jego „bezsensownego" okrucieństwa, które zmiażdżyło dziewczynę.

Ale mimowolnie, czuł jednocześnie rozdrażnienie; skoro Dumbledore był świadomy tego, co się dzieje, to dlaczego sam niczego nie zrobił? Kolejny test – umysł Harry'ego natychmiast dostarczył mu odpowiedzi.

Skrzyżował ręce, nie chcąc w tej chwili zajmować się tą sprawą, miał ważniejsze sprawy do załatwienia. Medalion parzył skórę przy jego sercu.

- Potrzebuję, by pomógł mi pan namierzyć horkruksy; chociaż wolałbym, by tym razem nie przydzielał mi pan szlabanu lub dodawał swoje niechciane opinie na temat Toma.

Dumbledore zamrugał, a następnie, powoli, uśmiechnął się.