Za zbetowanie rozdziału dziękuję Himitsu.

Veritaseria, Tom coś planuje, ale, jak na razie, jedyne, co mogę powiedzieć z czystym sumieniem to fakt, iż z całą pewnością nie chce on, by coś stało się Harry'emu. Co do pomysłów Pottera - zwariowane, masz rację. ;) I tak, znowu Dumbledore, który zacznie pojawiać się teraz nieco częściej - co w końcu musiało się stać, bo jest jedną z bardzo potężnych stron tej wojny i także posiada cele, do których pragnie dążyć... Jousette, po pierwsze miło mi poznać. Bardzo cieszę się, słysząc to, naprawdę :). Przyznam, że bardzo zdziwiłam się słysząc, że fick tak bardzo na ciebie wpłynął, że aż pojawił się w twoich snach, chociaż odetchnęłam z ulgą słysząc, że były to sny przyjemne :). Tak, dokładnie do tego dąży Harry - do sprawienia, że Tom nie stanie się Voldemortem, a zamiast tego pozostanie w jego czasach... Mangha, musiały być to w takim razie błędy, innego rozwiązania nie widzę :). Ale cieszę się, że można je wybaczyć - chociaż i postaram się napisać jej o tym, zobaczymy, czy może coś odpowie. Zaborczość Toma - przyznam, że uwielbiam ten aspekt tego opowiadania ;). Plany Toma najbliżej, gdzieś w tym/następnym tygodniu. Voldemorta... no cóż, trudno tak naprawdę stwierdzić, kiedy dokładnie zostają one ukazane :). Marvola można by ożywić, tyle że wtedy jego ludzka forma posiadałaby tylko ułamek duszy, a nie pełną, jaką posiada teraz na przykład Tom, tak więc nie można by wysłać go na miejsce Toma, bo za bardzo by się od niego różnił. Chociaż, oczywiście, nie twierdzę, że tak się nie stanie - zostawiam, oczywiście, bez komentarza ;). Nie będę nic mówiła o umiejętności odczuwania wyrzutów sumienia przez któregokolwiek z Riddle'ów, a jedyne, co mogę podkreślić, to fakt, że każde jego ja jest psychopatą. Co do tego fragmentu, to czuję się w obowiązku bronić Harry'ego: on zna Toma. I wie, że Tom, bez względu na to, który plan wypali, nie zgodzi się na to, by zostać kimś śmiertelnym. Harry próbuje znaleźć z tej sytuacji jak najlepsze rozwiązanie i ponad wszystko pragnie, by Tom, jego przyjaciel, nie stał się będącym masowym mordercą Czarnym Panem. Oczywiście sposób myślenia Harry'ego w tym fragmencie był chory, ale przez to ukazywał, jak zdesperowany jest Harry w znalezieniu z tego wszystkiego jakiegoś wyjścia. Czy Harry zaczyna schodzić w Mrok? Znów, bez komentarza ;). Co do związków Harry'ego - powiem tylko brak romansu. Jakiegokolwiek. :) Ewentualnie kochane miniaturki - przyznam, że pod tym względem akurat one są dość ciekawe... Co do podzielenia się informacją o powodach zachowania tak a nie inaczej względem Ginny - im mniej osób wie, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś coś wygada i sprawi, że nie będzie dla niej odwrotu. Co do pytania na temat zgromadzenia horkruksów - tak, podczas hipotetycznego odczuwania wyrzutów sumienia przez Voldemorta muszą być one w jednym miejscu, dość niedalekim, jeżeli chce się, by znów złączyły się w jedno. Evolution, bardzo dobrze, że zwróciłaś na to uwagę. Zastanawiam się, czy powinnam to wytłumaczyć, czy nie byłoby to za dużo... ale niech będzie: plan Harry'ego zakłada wymazanie Voldemortowi pamięci. Posiadając duszę taką, jaką posiada Tom (z lekkim marginesem związanym ze zniszczonym już Dziennikiem) oraz takie same wspomnienia, jego działania teoretycznie powinny być takie same, jak byłyby działania Toma. Cały plan opiera się na tym, że Voldemort właśnie nie będzie posiadał tej wiedzy o przyszłości. Nic więcej nie powiem, wszystkie konkrety związane z planem Harry'ego zostaną jeszcze przedstawione :). Co do twoich przemyśleniach na temat znajomości Insygniów - fick z całą pewnością napisany został po ich przeczytaniu, a zabieg przywołania kanonicznej "śmierci" Harry'ego był jak najbardziej celowy - i cieszę się niezmiernie, że zwróciłaś na niego uwagę! :) Jesteś kolejną osobą, której nie podoba się tej fragment i właściwie rozumiem taki punkt widzenia. A także zgadzam się, że była to lekka przesada ze strony autorki ;). Co do Ginny, to chyba, niestety, muszę stwierdzić, ze watek zostanie w pewnym sensie pominięty - chociaż zawsze można, jeżeli chcesz, wyjść z propozycją o miniaturkę na ten temat ;). Zgadzam się, że plan Harry'ego jest... kontrowersyjny. Zresztą sama wcześniej mówiłam, że punkt spojrzenia na ten plan zależy od punktu siedzenia. Harry chce się w pewnym stopniu poświęcić. I nie można powiedzieć, czy jest to całkowicie dobre, czy całkowicie złe. To wszystko jest bardzo subiektywna sprawa do ocenienia :).

Dziękuję za wszystkie komentarze, które pojawiły się pod ostatnim rozdziałem. Były niezwykle przyjemne do czytania. Wciąż nie mogę nadziwić się tym, z jakim entuzjazmem podchodzicie do tego ficka, ale jest on, oczywiście, jak najbardziej pozytywny i przyjemny. :)

Przypominam jeszcze krótko o ankiecie na moim profilu oraz tym, że każdy, kto nie jest zarejestrowany, może oddać swój głos w komentarzu.

W rozdziale wykorzystane zostały fragmenty z książki „Harry Potter i Książę Półkrwi" autorstwa JK Rowling i tłumaczenia Andrzeja Polkowskiego.

Miłego czytania! :)


Słowniczek: wężomowa


Ulubieniec Losu

Rozdział sto siódmy

Miesiąc jako tako minął, styczeń zamieniał swoje kolory na barwy lutego, który charakteryzował się szarymi ścianami deszczu, który niczym dementor wysysał z całego otoczenia wszelkie kolory.

Miesiąc ten zapamiętał jako czas zupełnego braku snu, pełnego całych dzbanków wypełnionych kawą i przeżyty w gorączkowym poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby pomóc mu na nowo napisać historię.

Harry prawie że w ogóle nie wychodził na słońce – wyjątkami były quidditch i zielarstwo – przez co jego opalona skóra stała się blada. Drugi mecz miał odbyć się w przeciągu tygodnia – przeciwko Krukonom.

Także Dumbledore pracował, ale do tej pory wydawał się nie odnieść w tym żadnych rezultatów, chociaż widać było, że ma jakiś pomysł. Tak, jak powiedział, unikał jakichkolwiek potyczek o władzę i był bardzo pracowitym wsparciem. Harry nie wiedział czy powinien być mu za to wdzięczny, czy zacząć być bardzo podejrzliwym. Domyślał się jednak, że dyrektor naprawdę nie miał wyboru z powodu Przysięgi Wieczystej.

Wiedział, że Tom był nieco rozdrażniony jego zachowaniem, ale jak dotąd nie wykonał żadnych ruchów w celu powstrzymania go, jeśli nie liczyć okazjonalnego zmuszania go do odpoczynku.

Mimo wszystko, Tom nie był z natury tolerancyjnym człowiekiem i Harry nie był na tyle głupi, by oszukiwać samego siebie, że Tom nie był całkowicie świadomy tego, co dokładnie starał się zbadać i zrobić. Niemniej jednak, za dobry znak wziął fakt, że dziedzic Slytherina nie doszedł jeszcze do etapu ingerencji w jego czyny.

Był późny wieczór, a on po raz kolejny opuścił Pokój Wspólny, udając się do Dumbledore'a.

Wstał, mocniej owijając swój płaszcz wokół ramion. Przez większość nocy miał lekcje oklumencji i powoli zaczął robić postępy. Mógł teraz powstrzymać Toma przez około minutę, co uważał za cholernie imponujące osiągnięcie, nawet jeśli Tom, pieprzony perfekcjonista, nie stwierdził, iż jest to godne pochwały.

Przybył do okrągłego gabinetu, pieszcząc Fawkesa, odmawiając przyjęcia cytrynowego dropsa i kierując się do myślodsiewni, która ułożona została na stole. Jego serce rozdarte było między podnieceniem, strachem i nieufnością.

Jakkolwiek niegrzeczne to było, nie był tam, by pogaworzyć sobie z Dumbledore'em o niuansach tego, jak minął mu tydzień.

Zanurkował we wspomnieniu.


Harry nie rozpoznał tego miejsca, ale było one nieopisanie obrzydliwe. Sufit obrośnięty był pajęczynami, podłogę pokrywała gruba warstwa brudu, na stole, wśród stosu potłuczonych talerzy, walały się spleśniałe resztki jedzenia.

Jedynym źródłem światła był migoczący płomień świecy stojącej u stóp mężczyzny, tak zarośniętego, że nie można było dostrzec ani jego oczu, ani ust.

Siedział nieruchomo w fotelu przy kominku i Harry przez chwilę myślał, że jest martwy.

Na jego palcu znajdował się pierścień, złoty i mosiężny, z czarnym kamieniem posiadającym na sobie oznaczenia, którym nie był w stanie przyjrzeć się zbyt dokładnie z miejsca, w którym stał.

Rozległo się pukanie do drzwi, które spowodowało, że mężczyzna wzdrygnął się i uniósł w jednej ręce różdżkę, a w drugiej krótki nóż.

Harry wpatrywał się w chłopca, który przeszedł przez próg, trzymając w ręku staromodną lampę.

Wysokiego, bladego i przystojnego – Toma.

Spojrzał na Dumbledore'a, chcąc zaprotestować, że złamał zasady ich umowy, ale następnie zmarszczył brwi… ponieważ dyrektor nie mógł tego zrobić, bo wtedy byłby martwy. To nie było drażnienie się. To było, na to wyglądało, zupełnie całkowicie istotne.

Stłumił dreszcz.

Przez parę sekund Tom i, jak do tej pory, bezimienny mężczyzna patrzyli na siebie, a następnie mężczyzna skoczył na nogi.

- TY! – zagrzmiał – TY! – Ruszył chwiejnym krokiem w stronę Toma, trzymając wysoko różdżkę i nóż, a dłoń Harry'ego automatycznie drgnęła w kierunku jego własnej, cisowej z piórem feniksa, po czym jego umysł zdał sobie sprawę z tego, co robi.

To było wspomnienie.

On nie mógł zrobić niczego, a Tom nie mógł umrzeć… i to nie był Tom, tak sądził. W każdym razie nie jego Tom, podobny, ale nie całkowicie taki sam.

To musiało zdarzyć się wkrótce po jego powrocie do jego czasów… albo raczej jego odpowiednika. Nie pozwoli Tomowi stać się Voldemortem. Nie zgadzał się na to.

- Stop.

Wężomowa? Dlaczego Tom używał jej w obecności tego mężczyzny, aby go przestraszyć? Z całą pewnością przyniosło to efekt, bo mężczyzna cofnął się i wpadł na stół, po czym nastąpiła długa cisza.

- Mówisz tym?

- Tak, mówię tym – syknął Tom.

Obaj mówili wężomową, a to oznaczało… Salazarze. To była rodzina Toma. Gauntowie. Mimo wszystko, poszedł ich znaleźć. Harry nagle poczuł się bardzo, bardzo nieswojo, jego brzuch zacisnął się.

Nie powinien tego widzieć, kiedy Tom jeszcze tego nie przeżył.

To było złe na tak wiele sposobów, ale… musiał to zrobić, prawda?

To była jeszcze bardziej niewygodna prawda. Skoro sam Tom powiedział, że nie chciałby ukryć swojej duszy w czymś, co nie miało większego znaczenia, w czymś przeciętnym, zwyczajnym. To było wielkie, tak niesamowicie wyjątkowe i powiązane z Tomem w sposób, który wystarczająco go urzekał.

To było trofeum.

A to oznaczało, to oznaczało, że musiał się w to wgłębić albo inaczej ich nie znajdzie.

Cóż, to po prostu powiększało jego długą historię rzeczy zrobionych bez jego aprobaty lub zgody, prawda?

- Gdzie jest Marvolo? – zapytał Tom i Harry podskoczył na to imię. To było zbyt dziwne.

- Umarł – odpowiedział mężczyzna. – Wiele lat temu, co, nie wiesz?

- Więc kim ty jesteś? – Tom zmarszczył brwi.

- Jestem Morfin, bo co?

- Syn Marvola?

- No pewnie, a ty… - A więc był wujem Toma. Przypuszczalnie ze strony rodziny jego matki, Dziennik-Tom stwierdził, że jego ojciec był „nędznym mugolem". - Myślałem, że jesteś tym mugolem – szepnął Morfin. – Bardzo jesteś podobny do tego mugola.

- Jakiego mugola? – zapytał ostro Tom.

Czy Tom o tym nie wiedział? Musiał wiedzieć, teraz wiedział… tak więc Tom próbował zdobyć więcej informacji na temat swojego ojca… i to miało być… Wnętrzności Harry'ego nagle zmroziły się, jak gdyby przyłożono do nich lód.

Tom mówił, że planował zabić swoją rodzinę, swojego ojca, w czasie lata, podczas którego zamiast tego udał się w podróż w przyszłość. To było to… to było… to musiało być to lato, pod koniec tego roku Toma.

To był Tom za kilka miesięcy, jeśli wszystkie jego próby poszłyby do diabła, źle. Jeśli „Los" by wygrał.

Jego gardło ścisnęło się nagle bardzo mocno, dusząc go. Dumbledore zniknął, jego wzrok skoncentrował się całkowicie na toczącej się przed nim scenie, nie zwracając uwagi na nic innego.

- Wyglądasz kropka w kropkę jak on. Riddle. Ale on jest teraz starszy, co nie? Musi być starszy od ciebie…

Morfin wyglądał na oszołomionego, chwiał się w miejscu, w którym stał, jak gdyby miał się zaraz przewrócić.

Powiedział coś jeszcze, ale Harry obserwował teraz Toma, z trudem odwracał wzrok od tej tak niesamowicie znanej twarzy… ale nie należała ona do Toma, którego znał. Do prawie-Toma.

Młody Czarny Pan przyglądał się Morfinowi z badawczym skupieniem i Harry natychmiast zauważył ten szczególny niuans.

Tom oceniał możliwości. Życie, śmierć… wszystko, co możliwe, los stojącego przed nim człowieka.

Morfin nie wydawał się nawet zdawać z tego sprawy i kontynuował swoja tyradę, ignorując te ciemne oczy, jak gdyby ktokolwiek w ogóle kiedykolwiek mógł to zrobić. Były przeszywające.

- … gdzie jest nasz medalion? Gdzie jest medalion Slytherina?

Palce Harry'ego swędziały go od tego, by skierować je w stronę szyi, na której wspomniany medalion spoczywał, pod jego ubraniami, przy jego sercu, ciepły i żywy. Marvolo.

Mężczyzna kontynuował swoje krzyki i Harry zamknął oczy, widząc zdecydowanie w oczach Toma.

Dziedzic Slytherina ruszył ku niemu i wszystkie światła zgasły.

Chwilę później był z powrotem w gabinecie.


- Medalion Slytherina jest horkruksem – oznajmił cicho Harry, z determinacją starając się ignorować czystą ironię faktu, że udawał zrozumienie tego, podczas gdy horkruks, nagle wyraźniej, zdawał się przycisnąć mocniej do jego skóry. – Dlaczego zrobiło się ciemno… Co zrobił Tom? – Myśli Harry'ego wirowały, brwi zmarszczyły się. – Morfin nie pamiętał?

Dumbledore wyglądał na zaskoczonego, ale skinął głową. Harry po raz kolejny pomyślał z goryczą, że tak, jak wszyscy, zakładał on, iż był głupi.

Jasne, to była jego własna wina, to on był tym, który nigdy nie przykładał się na lekcjach, ponieważ nie chciał czuć dodatkowej presji i otrzymywać więcej uwagi.

Przed wycieczką do przeszłości nie miał z tym problemów… ale w Tomie było coś, co powodowało, że chciałeś dawać z siebie wszystko. Może to dlatego, że był to jedyny sposób na to, by mieć szansę na dotrzymanie mu kroku.

Dumbledore mówił dalej, odnosząc się do historii skandalicznego małżeństwa i romansu Meropy Gaunt z Tomem Riddle'em seniorem.

Jednym uchem słuchał historii o tym jak Tom zamordował swojego ojca i jego nową rodzinę.

To było coś, co go zaniepokoiło.

Nie mógł powiązać tego z Voldemortem.

To był… Tom.

Za wyjątkiem tego czy był to Tom, ponieważ był to Tom, czy Tom, ponieważ wiedział, że to się stanie i chciał zapewnić istnienie przyszłości? Nie chciał o tym myśleć.

Harry skinął w potwierdzeniu głową, wypowiadając przed wyjściem kilka słów, po czym jego umysł zaczął wirować.

Ten pierścień…


Było już po północy, kiedy wrócił do Pokoju Wspólnego, tak więc Harry naprawdę nie oczekiwał tego, że kogokolwiek spotka – szczególnie, że była to noc w samym środku tygodnia, w środę.

Tom wciąż tam był, przy kominku, wpatrując się w niego, a płomienie oświetlały rysy jego twarzy, sprawiając, że wyglądała na starszą, a Tom i tak nigdy nie wyglądał młodo jak na swój wiek.

Reszta Pokoju Wspólnego była pusta i Harry nie był do końca pewien czy było tak przez przypadek i z własnego wyboru, czy z rozkazu Toma.

Podszedł do niego, ale Riddle nie podniósł wzroku, chociaż Harry wiedział, że był świadomy jego obecności.

- Trochę późno jak na ciebie, by wciąż być na nogach, nie uważasz? – zakwestionował w końcu Harry, od niechcenia krzyżując ramiona, kiedy opadł na drugim końcu kanapy.

- Wybacz, musiałem przegapić czas, w którym wyznaczone mi zostało, przez kogoś młodszego ode mnie, jeśli mogę dodać, udanie się do łóżka – wycedził Tom.

Usta Harry'ego zadrżały.

- Nie jestem wiele od ciebie młodszy – powiedział.

Tom spojrzał na niego, przyglądając mu się. Umysł Harry'ego przypomniał sobie zobaczone wspomnienie.

- Czy istnieje jakikolwiek szczególny powód, dla którego nadal nie śpisz?

- Jak tam twoje spotkanie ze starcem? – zapytał w odpowiedzi Tom.

- Nieznacznie pouczające – stwierdził neutralnie Harry, biorąc przykład z Toma i również zaczynając się mu przyglądać. Tom przechylił głowę z ciekawością.

- Nie wydajesz się być z tego powodu tak szczęśliwy, jak można by przypuszczać… złe wieści? Albo osiągnąłeś kolejny szczebel na drabinie akceptacji?

- Wiesz – odpowiedział powoli Harry, spokojnie. – Myślę, że ta cała akceptacja działałaby lepiej, byłaby bardziej przekonująca, gdybyś faktycznie sam w to wierzył.

Był to z jego strony kompletny blef, ale gdyby w żaden sposób nie odpowiedział, byłaby to o wiele większa porażka, chociaż wiedział, że w pewnym momencie może to się na nim odbić.

Spojrzenie Toma stało się ostrzejsze, jego ciało przesunęło w taki sposób, by jego twarz skierowana była bardziej w stronę Harry'ego niż ognia.

- Och? – Tom uniósł brwi, a w jego głosie pobrzmiewała niebezpieczna nutka.

- Gdybyś to zaakceptował, już byś odszedł i stawił czoła swojemu losowi albo włożył przynajmniej więcej starań w to, aby mnie powstrzymać.

- To fascynujące, jak nagle wydajesz się wiedzieć tak wiele o moich motywach, skarbie – odparł Tom z miękką nutą groźby. – I raczej aroganckie. Może nie powstrzymuję cię dlatego, że nie sądzę, byś dokądkolwiek doszedł i pozwalam ci, byś wyczerpał swoje wysiłki w czasie bezsensownych poszukiwań, które skończą się akceptacją. Zdajesz sobie sprawę z tego, że twoja wypowiedź sugeruje, że istnieje coś, przed czego zrobieniem powinienem cię powstrzymać? – zakwestionował delikatnie Tom.

Harry nawet nie drgnął, ale w myślach przyznał, że bez względu na to, o co toczyła się ich gra, Tom właśnie zdobył w niej punkt, łapiąc go za słówka.

- Znasz mnie, zawsze do czegoś zmierzam – powiedział promiennie Harry, z uśmieszkiem.

- Rzeczywiście – szepnął Tom, tym razem ponuro. – Mam tylko nadzieję, że to nie jest tym razem to, co myślę, że to jest.

- Zaczarowanie cię tak, byś przez tydzień mówił nic innego, jak tylko cytaty? Mugolskie? – Harry zrobił minę. – Cholera, naprawdę myślałem, że na to nie wpadniesz!

Oczy Toma błyszczały z rozbawieniem i jeszcze czymś zupełnie innym. Niebezpieczeństwem. Zawsze obecnym ostrzeżeniem.

- Mogę wyczytać ci to z myśli – stwierdził Tom.

- Nie możesz – oznajmił pewnie Harry. – Jesteś w stosunkowo dobrym nastroju. – Jego pewność siebie zniknęła na chwilę, zastąpiona zmartwieniem. – Nie torturowałeś nikogo, prawda?

Tom zamrugał jedynie w odpowiedzi, wyraźnie nie przejmując się tym, aby odpowiedzieć.

- W takim razie, dla dobra twoich planów, proponuję dołożyć wszelkich starań, aby utrzymać mnie w tym dobrym nastroju – zaproponował z małym uśmieszkiem Tom.

Harry przewrócił oczami.

- Jasne, zatrudnię klauna, by zapewnił ci rozrywkę.

- Och, ależ sam potrafisz być czasem niezłym błaznem. Mógłbyś mi wystarczyć – odparł Tom, a jego uśmieszek się poszerzył. Harry prychnął.

Myśli wciąż wariowały w jego głowie i czuł niejasne poczucie winy.

Uśmieszek Toma zniknął po chwili.

- Jesteś zmieszany. Teraz to jestem naprawdę ciekawy, o czym, tym razem, rozmawiałeś z Dumbledore'em.

- Ciekawość zabiła kota – zripostował Harry.

- A satysfakcja go wskrzesiła*. – Tom pochylił się nieznacznie do przodu.

Harry odwrócił wzrok, stając na nogi.

- Dobranoc, Tom, postaraj się tutaj nie zasnąć. Byłbyś wtedy rano nie do zniesienia.

Noga Toma przesunęła się w taki sposób, by zablokować mu drogę i Harry zatrzymał się, wiedząc, że chłopiec, gdyby szczególnie tego chciał, mógłby prawdopodobnie znaleźć inny sposób na to, by go tu zatrzymać.

- Jeśli polujesz na horkruksy, idę z tobą.

Harry stracił naglę jakąkolwiek chęć do ucieczki przed rozmową.


* teoretycznie powinnam przełożyć „curiosity killed the cat" jako „ciekawość to pierwszy stopień do piekła", ale… chciałam oddać słowa wypowiedziane później przez Toma, które są jakby „dokończeniem" tego przysłowia („satisfaction brought it back"), w taki sposób, by były one zrozumiałe. Niestety w przypadku „ciekawość to pierwszy stopień do piekła" nie było takiej możliwości – natomiast u Stephena Kinga w „Buick 8" tak właśnie zostało to samo wyrażenie przetłumaczone, więc w takiej formie postanowiłam je wrzucić.