Dziękuję Himitsu, dzięki której rozdział znajduje się w zdatnej do czytania postaci.
Tiuff, po pierwsze, to miło mi cię poznać. :) No i, oczywiście, słyszeć, że tak bardzo spodobało ci się to tłumaczenie. Mam nadzieję, że twoje zafascynowanie nim nie zmaleje aż do samego końca i że wciąż będzie ci się ono podobało :). Cookies. Alice, masz rację, niedługo wszystko się rozwiąże, ale przed tym jeszcze bardziej tylko pogmatwa… :) Na razie myślę, że nie należy martwić się końcem, mimo wszystko trochę nam jeszcze do niego zostało – jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, na początku maja pojawią się ostatnie rozdziały. Mimo wszystko jeszcze trochę czasu zostało :). No i właśnie, jest sequel, prequel, miniaturki (od razu odpowiadam na pytanie, które by się pewnie pojawiło – tak, robią się, robią, siedzą i cierpliwie czekają na betę :)), a później wiele innych ficków, które można jeszcze przeczytać :). Myślę, że bycie świadkiem jakiejkolwiek relacji między Tomem a Harrym byłoby dla mnie dosłownie oszałamiające… Nie mogłam się nie uśmiechnąć na twoje stwierdzenie, że ich trzymanie się za ręce i tak jest słodkie i puchate, i po prostu cały sposób, w jaki to ujęłaś :). Mam nadzieję, że ciekawość jednak zostawiła cię w spokoju. :) Evolution, tak, kiedy ujęłaś to w taki sposób to rzeczywiście, niezwykle wiele składa się na to opowiadanie… chociaż zarazem t wszystko i tak kręci się wokół Harry'ego i Toma ;). Niestety autorka scenę tą zupełnie pominęła, pozostaje tylko wyobrażanie sobie jej przebiegu… Luna, kochana Luna – nic o niej nie będę mówiła, bo podejrzewam, że cokolwiek bym nie powiedziała, powiedziałabym za wiele… Co do tego, dlaczego Harry wpadł tak szybko na plan Toma – autorka założyła, że postać ta jest w miarę inteligentna (no właśnie, już sam fakt, że Tom się z nim zadaje), ale zazwyczaj, przynajmniej kiedyś, to ukrywał. No i, oczywiście, także się już trochę wyrobił, tak długo będąc w towarzystwie Toma ;). Twój cytat… po prostu rozłożył mnie na łopatki. Dosłownie. I był to jeden z tych momentów, w których szczerzyłam się jak głupia, strasząc wszystkich w koło :). Brawo! I ani słowa nie zdradzę na temat tego oddalania się – czy w ogóle będzie, a jeżeli tak to na ile i jak to się skończy. Nie tym razem. :) Nic a nic. Już się zamykam. :)
Bardzo, bardzo mocno pragnę uściskać wszystkich komentujących w podziękowaniu za to, że ich komentarze tak wspaniale przyozdobiły poprzedni rozdział, a także wszystkich czytających, którzy równie mocno dają mi do zrozumienia, że warto tłumaczyć :).
I jeszcze takie małe, bardzo malutkie słówko z mojej strony, którego właściwie mówić nie muszę, ale myślę, że należy wam się usłyszenie tego… zapewnienia – będąc na obecnym etapie tłumaczenia myślę, że mogę zapewnić, iż z całą pewnością, absolutnie i bezwzględnie całkowitą, dojdzie ono do końca. :)
Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba.
Ulubieniec Losu
Rozdział sto szesnasty
Był środek nocy, kiedy Harry usiadł na swoim łóżku, drżąc na całym ciele.
Automatycznie skierował wzrok na łóżko Toma i z ulgą zauważył, że wciąż oddycha on głęboko.
Połączenie nie obudziło go, tak więc, odkładając na bok drwiny Toma, stawał się coraz lepszy w oklumencji.
Szybko rozejrzał się wokół siebie, nie chcąc koncentrować się na Riddle'u, wściekłość pokryła jego skórę tak samo jak uporczywe przerażenie koszmarami i… wizjami.
Wizjami korytarza wykładanego czarnym marmurem, tego, który widział już setki razy wcześniej, i to nie tylko we śnie, jak sądził. Miał to miejsce na końcu języka.
Skądś je znał. Kiedyś w nim był, i to nie tylko we śnie… tylko gdzie się ono znajdowało?
Starając się uspokoić zewnętrzną warstwę swoich myśli, wyślizgnął się z łóżka i wymknął do Pokoju Wspólnego. Bolała go głowa.
Zatrzymał się na krawędzi Pokoju Wspólnego, powstrzymywany od udania się dalej, pragnąc, nie po raz pierwszy, posiadać intelekt Toma. On byłby w stanie rozpracować to wszystko w kilka sekund – jasne, sam Harry nie był głupi, miał swoje momenty, tak jak te z kamieniem filozoficznym i Komnatą, na przykład, ale zazwyczaj potrzebował jakiejś pomocy. Nie wspominając o tym, że znajdował się pod dość dużą presją i planował przeciwko wspomnianemu geniuszowi, któremu zazdrościł intelektu.
Przynajmniej zawsze dobrze radził sobie z presją.
Okej.
Miejsca, w których był, a które mogą być w posiadaniu czegoś, co interesuje Voldemorta… miejsce o korytarzach wykładanych czarnym marmurem. To nie był Hogwart, chyba że była to jakaś postać Pokoju Życzeń, a raczej w to wątpił. Gringott…? Możliwe. Nie było to żadne miejsce w świecie mugoli… Malfoy Manor? Znów, możliwe.
Czekaj, Malfoy… Lucjusz. Coś mignęło w zakamarkach jego pamięci i zmarszczył brwi. Widział Lucjusza Malfoya w tym ciemnym korytarzu… podczas swojego przesłuchania.
MINISTERSTWO!
Cholera. Jak mogło zająć mu to tak długo? Ministerstwo, w którym pan Weasley miał… Pan Weasley był tam, kiedy napotkał Nagini, być może stał na straży czegoś, cokolwiek to było, co było tam ukryte? I, na początku tego lata, Syriusz powiedział mu, że Voldemort szuka jakiejś broni.
Był w tym czasie nieco zaniepokojony myślą, że wciąż istniał jeszcze Voldemort, ale to brzmiało znajomo. Broń w Ministerstwie Magii. Coś, czego nie miał ostatnim razem.
Czuł się taki głupi z powodu tego, że nie pomyślał o tym wcześniej, ale właściwie był głupi w całej tej kwestii, prawda? To było głupie z jego strony brać wszystko, co mówił Tom, za prawdę albo coś bardzo jej bliskiego.
Salazarze.
Ukrył twarz w dłoniach, pocierając oczy. Wiedział, że nie może ufać dziedzicowi Slytherina, wiedział, że niebezpieczne jest myśleć, iż może to robić, tak więc dlaczego wydawał się ciągle powracać do myślenia, że mógł to robić? Przeprowadzać te wszystkie rozmowy.
Czasami sam się siebie brzydził.
Zawsze twierdził, że różni się od Lestrange'a albo wszystkich tych, którzy tłoczyli się wokół Toma i myśleli, że naprawdę znaczą coś dla młodego Czarnego Pana, ale czy naprawdę był od nich taki inny? Nie miał gwarancji tego, że Tom po prostu nie grał z nim dokładnie tak, jak robił to ze wszystkimi innymi… kłamstwami wymieszanymi z kłamstwami z odrobiną prawdy, która to wszystko ze sobą sklejała.
Po dokonanym poprzedniego dnia odkryciu spodziewał się czuć wściekłość i był zły, ale, bardziej niż cokolwiek innego, po prostu czuł jedynie zmęczenie i niepewność. Lekki strach.
Nikt nigdy wcześniej nie zwracał na niego uwagi tak jak Tom, z tą bezlitosną intensywnością i, być może, to właśnie sprawiło, iż był łatwą ofiarą. Zainteresowanie było pochlebne, miłe, kiedy nie było przerażające i, Salazarze… jak bardzo tak naprawdę różnił się od Lestrange'a?
Przysiągł sobie, że nigdy nie uzależni się od Toma, a teraz oto, proszę, był chyba najgorszy z nich wszystkich, zaintrygowany pomimo własnych chęci i oszukujący samego siebie, wierząc, że był mu „równy", bez względu na to, jak wielką było to bzdurą.
Myśl o przezwyciężeniu czasu i zapomnieniu była przerażająca, szalona… zostanie „uratowanym" było o wiele trudniejsze niż poświęcenie się, przynajmniej w przypadku, kiedy walka zostanie skończona, kiedy zawiedzie. Jeżeli teraz wygrywał, oznaczało to tylko, że ma kolejną szansę na to, aby zawieść.
Spójrzcie na niego, czuł lęk! Był żałosny.
Musiał wymyśleć jakieś rozwiązanie.
W Ministerstwie było coś, czego pragnął Voldemort, coś, co mógłby użyć. Zaczął spacerować w stronę kominka, ruch pomagał mu zebrać myśli, po czym zamarł.
Spacerował… ograniczenie się zmieniło.
Odwrócił się, zauważając ukrywającego się w cieniu Toma, którego oczy wpatrzone były w niego. Zacisnął szczękę. Nie miał ochoty na to, by teraz sobie z tym jakoś poradzić. Był zbyt… zdezorientowany, a do tego zbyt zajęty.
- Cent za twoje myśli – zaproponował po chwili Tom.
- Nie są nawet tego warte – odparł Harry, odwracając wzrok. – Wracaj do łóżka. Przepraszam za obudzenie cię.
Ku jego irytacji, Riddle jedynie wszedł głębiej do Pokoju Wspólnego, przyglądając mu się z nieczytelnym wyrazem twarzy.
- Przypuszczam, że to nawet dobrze, iż twoje myśli nie są warte centa, ponieważ nie mam żadnego przy sobie, tak więc i tak możesz mi je wyjawić – powiedział dziedzic Slytherina.
- Wracaj do łóżka – powtórzył Harry, tym razem bardziej ostro.
- Hmmm... – Głowa Toma przechyliła się. – Spacerowanie… próbujesz coś wymyśleć. Jesteś na nogach o tej godzinie, tak więc obudziłeś się z powodu koszmarów albo wizji… biorąc pod uwagę to, że nie drżysz, nie byłeś torturowany, tak więc może koszmary? Emocje… pogmatwane. Złość. Zdezorientowanie. Co cię zdezorientowało, Harry?
- Naprawdę nie wiesz, kiedy się wycofać, co nie?! – wywarczał. – Zostaw. Mnie. Samego.
- Bo co? – wyzwał go Tom, a jego oczy błyszczały, kiedy podszedł bliżej.
Harry oparł się pokusie rzucenia zjadliwej odpowiedzi - choć była ona kusząca - trzymając w ryzach swój temperament. Jego dłonie zacisnęły się w pięści z powodu wkładanego w to wysiłku, a jego wzrok wlepiony został w podłogę, kiedy oddychał głęboko.
Kiedy powiedział, że był bardziej zdezorientowany i zmęczony niż zły? Kłamał. Myślał, że jest bardziej spokojny, że nie zareaguje aż tak źle, ale teraz… może to dlatego, że Tom ujawnił przed nim swój plan. Zuchwałość.
Jakie prawo miał Tom do tego, by wybierać i dyktować jego życiem? Porzucił Jasną Stronę właśnie po to, by tego uniknąć i on doskonale o tym wiedział!
- Wiesz co? – powiedział cicho. – Nie zamierzam teraz na to przystać. Odmawiam. Jeśli szukasz tylko jakiejś dobrej gry i przysparzającej wyzwań reakcji, możesz zacząć gdzieś indziej szukać ich nowego źródła. Skończyłem grać. Powstrzymam cię i na tym koniec. Nigdy więcej twoich potyczek o władzę albo umów, albo psychoanalizy. Od teraz, aż do czasu, kiedy to wszystko się skończy, pomiędzy nami nie ma nic innego, jak tylko biznes.
Zadowolony, że w końcu to z siebie wykrztusił, przeszedł obok Riddle'a, skupiając się jedynie na dostaniu do bezpiecznego łóżka. Dłoń mocno złapała jego ramię, chociaż Tom w żaden inny sposób nie poruszył się, zmuszając go do zatrzymania się tuż przed dziedzicem Slytherina, przy jego boku, spoglądając na jego ramię. Jego mięśnie napięły się.
- A co, jeśli nie chcę zachować z tobą biznesowych relacji? – zapytał niebezpiecznie Tom i Harry miał wrażenie, że doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak niektórzy ludzie mogliby zrozumieć to oświadczenie i robił to celowo, aby podkreślić swoje słowa.
- Nie obchodzi mnie to – odparł. – Oczywiste jest to, że masz głęboko gdzieś moje opinie i chęci, w takim razie dlaczego ja miałbym zawracać sobie głowę twoimi? A teraz wybacz.
Uścisk wzmocnił się i Harry był w stanie poczuć powagę Toma w sposobie, w jaki mocno i bezwzględnie ściskał jego rękę, w tym, jak jego kciuki nie przesuwały się po jego skórze, zaznaczając gwałtowne kręgi tak, jak robiły to normalnie oraz w przesuwaniu się jego dłoni, kiedy próbował zsunąć obręcz z jego nadgarstka.
Nigdy nie potrafił się zdecydować, co dokładnie czuje, kiedy Tom zachowywał się w taki sposób, nie pozwalając mu nawet kontrolować pieprzonej rozmowy. Z jednej strony było to irytujące, raczej lubił swoją wolność, wielkie dzięki, i nie za dobrze przyjmował uległość w jakiejkolwiek postaci… a z drugiej strony, był to również znak tego, że Tomowi naprawdę zależało na nim na tyle, by nie ustępować albo jakikolwiek tam był Tomowy odpowiednik uczucia troski… nikt inny nigdy tak naprawdę nie naciskał na niego w taki sposób, tak bezlitośnie.
To było wyczerpujące i jednocześnie fascynujące, ale już wcześniej zorientował się, że potyczki o władzę wywoływały u niego chore uczucie przyjemności.
- A więc to o to chodzi – stwierdził cicho Tom i poczuł, jak jego przenikliwy wzrok kieruje się na jego twarz. – Myślałem, że to możliwe.
- Cóż, gratuluję, wygląda na to, że już całkowicie mnie rozpracowałeś – powiedział beznamiętnie Harry. – Co sprawia, że zaczynam zastanawiać się, dlaczego w ogóle zawracałeś sobie głowę tym, aby zadać mi te pytania.
- Lubię myśleć, że cię rozpracowałem, przynajmniej w niektórych sprawach – stwierdził Tom. – Na przykład wiem, że jesteś zdezorientowany i tak ostro reagujesz dlatego, że nie lubisz słabości swojej niepewności, jesteś rozdarty między próbą wycofania się a nabraniem dystansu czy zyskaniem ponownej kontroli i wpadnięcia w to po uszy, ponieważ jesteś ciekawy tego, jak daleko możesz się posunąć, i dlatego, że wpadnięcie w to po uszy jest jedynym sposobem, aby dowiedzieć się więcej.
Harry zacisnął zęby, zauważając, że palce Toma ścisnęły mocniej jego ramię w prostym sygnale, że pod stosunkowo złożoną powłoką swoich myśli, chłopak ukryte miał własne zdanie na ten temat.
- Co, mój drogi, jest powodem, dla którego nie będę przystawać na zgodzenie się bądź zachęcenie tych twoich… biznesowych relacji. Zawsze rozwijałeś się z powodu braku… przewidywalnych ograniczeń społecznych, jakie są na nas nakładane, nawet jeśli czasem cię to przerażało…
- To mnie nie przerażało! – warknął Harry, na chwilę zapominając o swoim postanowieniu pozostania spokojnym. Tom uśmiechnął się tym podobnym do rekina uśmieszkiem, który zaczął się coraz częściej pojawiać na jego twarzy.
- Tak, przerażają cię, gdyby tak nie było, nie okazywałbyś tak wspaniałych reakcji za każdym razem, kiedy jestem blisko ciebie. Uspokój się, to odwzajemnione, tyle, że z mojej strony normalne jest uważanie kontaktu osobistego za obrzydliwy.
Wzrok Harry'ego po raz pierwszy uniósł się szybko na to wyznanie, napotykając spojrzenie, które do tej pory ani na chwilę go nie opuściło jego twarzy.
- Dlaczego mi to mówisz? – zażądał, zanim Tom mógłby kontynuować.
- Chcesz, abym przestał?
I to wtedy Harry zrozumiał; głębsze znaczenie tego pytania uderzyło w niego, sprawiając, że poczuł się tak, jak gdyby rozbił się o ścianę.
Gdyby powiedział „tak", Tom znowu nałożyłby na siebie te swoje bariery i naprawdę ustąpiłby, dając Harry'emu „biznesową" relację, jakiej tak naprawę nie pragnął, tracąc zarówno dobre, jak i złe strony ich interakcji, przynajmniej na chwilę.
Wciąż mógłby realizować swój plan, ale zostałby odcięty od jakiejkolwiek pobłażliwości, przychylności czy możliwości wymiany myśli oraz informacji.
Jeśli Harry powiedziałby „nie"… wtedy ustąpiłby do nie posiadania z Tomem „biznesowej" relacji i chłopak zapewne przesunąłby wszystkie ich gierki i potyczki o władzę na kolejny poziom, stając się jeszcze bardziej bezwzględnym, gdyby tylko miał taką możliwość, ale zarazem bardziej otwartym w sprawie planu.
I… Nie… Chodziło o coś więcej.
Slazarze…
Tom dawał mu szansę do całkowitego wycofania się… i podejrzewał, że była to jedyna szansa pod tym względem, jaką kiedykolwiek dostanie.
Wcześniej tak naprawdę nigdy nie było to problemem, ponieważ nie było to coś, co Harry mógłby dostać sam, gdyby naprawdę tego chciał… a teraz… jeżeli zdecyduje się na kontynuowanie tego, nie będzie już odwrotu.
Tom nigdy nie złoży mu już takiej oferty, jeżeli zdecyduje się kontynuować ich grę.
To była oferta jednorazowa… i całkiem możliwe, że również kolejny test…
Przełknął ślinę.
Uścisk uwolnił go i czuł, jakby jego ramię stało się nagle dziwnie puste, tylko mrowiąc z powodu złudnego nacisku.
- Czekam na twoją odpowiedź do końca tego tygodnia – poinformował cicho Tom.
