Za zbetowanie rozdziału wielkie podziękowania składam Himitsu.
neko246, być może masz rację, trudno stwierdzić. Chociaż raczej chyliłabym się ku opcji, że Tom już miał w głowie taki pomysł, a Luna, jak to Luna, jakoś się o tym dowiedziała. Oczywiście, jej słowa mogły sprawić, że Tom z większą łatwością wpadł na ten pomysł, ale trzeba się też zastanowić, czy nie wpadłby na niego nawet wtedy, gdyby tej rozmowy z nią wcześniej nie przeprowadził. Bo w końcu horkruks to jedna z najważniejszych części jego planu... ;) Veniti, cóż, facet zawsze coś naknoci i wykombinuje, co? ;) Co do horkuksa Harry'ego i tego, czy chłopak w ogóle się na niego zgodzi i czy, ostatecznie, go stworzy, nie będę się nic wypowiadała. Chociaż przyznam, że mnie sam fakt pomysłu, by stworzyć Harry'emu horkruksa, wprowadził w tak wielki szok, że pamiętam go do dzisiaj ;). Cookies. Alice, Cygnusa właściwie powinno być nam żal, jest to dość biedna i zagubiona postać, jednak... masz rację, to przechodzi. Bo, ostatecznie, zawsze robi coś, co we wszystkim wprowadza zamęt... I taak, szantażysta Harry - jak sama powiedział, dość kiepski w porównaniu z Tomem, ale dla Lestrnage;a z pewnością wystarczy. A Harry i Tom, Tom i Harry... oni rządzą się na zupełnie innych zasadach ;). I Lestrange'a rzeczywiście było bardzo dużo - ale było to konieczne, niezbędne dla fabuły. Zatem trzeba mu wybaczyć to pojawienie się ;). Nie będę odpowiadać na ostatnie zadane przez ciebie pytanie, po dzisiejszym rozdziale powinno to być jasne :). Trzeba mieć trochę wiary również w Harry'ego i jego umiejętności ;). Himitsu, cóż to ja się dowiaduję, ja zła i niedobra? ;) Okrutna? W życiu! :) I tak, to litowanie się - i tak uważam, że Cygnusowi należy się wszystko to, co najgorsze. Być może jest biedny w tym swoim szaleńczym pragnieniu zaimponowania Tomowi, zyskania jego uwagi, ale mimo wszystko... jednak mówię tej postaci stanowcze "nie"... I niestety cokolwiek, co się z nim dzieje, nigdy zbytnio nie wywołuje u mnie współczucia. Może, mimo wszystko, jednak jestem złą kobietą...? ;) elain679, kombinujący Harry to bardzo ciekawy przypadek, zgadzam się. Chociaż wydaje mi się, że zawsze przynajmniej próbował kombinować - po prostu przy Tomie nie jest to takie proste jak przy Lestrange'u. A i tak, mimo tego, zyskał sobie miano sabotażysty ;). Co do horkruksa, to moja reakcja na tą wieść była niezwykle podobna :). Evolution, w takim razie cieszę się, że nie było tak źle ;). I no tak, nie pomyślałam o tym, że przecież bardzo wiele w tym rozdziale było Harry'ego - i nawet dość wiele Toma. Harry w tym rozdziale jest niemal kwintesencją samego siebie - pokazuje siebie dokładnie takim, jakim jest. Dobrym, ale bezwzględnym. Zdecydowanym. Doskonale to zanalizowałaś :). Co do Cygnusa, to całkowicie się z tobą zgadzam - ja także nie potrafię zmusić się do tego, by go żałować. Rozumiem, dlaczego mogłabym to robić, ale... nie potrafię. Masz rację, rozdział był pełen umów, ale umów niezwykle ważnych. Przed nami jeszcze kilka umów, bardzo, bardzo ważnych, jeżeli nie powiedzieć by, że najważniejszych. W końcu wszystko musi stać się... bardziej skomplikowane ;). Co do umowy, którą zaproponował Tom w ostatnim rozdziale i tego, czy Harry na nią przystanie - i, jeżeli tak, na jakich warunkach - dowiesz się dzisiaj. Dlatego też nie będę nic o tym mówiła. Miło słyszeć, że spodobał ci się odwet Toma, bałam się, że zostanie uznany za zbyt mało... krwawy. Co do odwetu Voldemorta, to również milczę, wszystko okaże się już niedługo. Marvolo będzie miał jeszcze swój wkład w wydarzenia, chociaż nie będzie on postacią pierwszoplanową, a raczej pojawiał stosunkowo rzadko, chociaż w bardzo istotnych celach. Ale będzie jeszcze kilka okazji na podziwianie różnic pomiędzy zachowaniem jego, a Tomem lub Voldemortem. Co do iskrzenia pomiędzy Tomem a Harrym - dokładnie, takie samo wrażenie mam ja. Wraz z postępującymi rozdziałami ich relacja staje się coraz bardziej mocna. I szczególnie widać to i Toma, który robi się coraz bardziej... ach, powiedziałabym uroczy, ale zupełnie, zupełnie mi to słowo nie pasuje. Ale tak, w pewnym sensie uroczy. Ale mówię tutaj o relacji, ani słowa nie wspominam o jakimkolwiek romatycznym czy seksualnym związku - tak jak powiedziałam, nie powiem nic na temat możliwych zakończeń "Ulubieńca", zatem na ten temat również nie będę się wypowiadała. A co do moich zaprzeczeń - możesz tylko zgadywać, niczego nie wyjawię. Niczego :). A ostatni cytat rzeczywiście jest jednym z lepszych :). Mnie twoje długo komentarze w ogóle nie przeszkadzają, cieszę się, kiedy je widzę - chociaż absolutnie nie zazdroszczę z powodu angielskiego. Ja z kolei mam problem z rozpisywaniem się wszędzie - nigdy nie potrafię zmieścić się w ograniczeniach na języku angielskim, na szczęście na polskim przynajmniej nie muszę się tym już martwić... Ale myślę, że rozumiem twój ból :). Ariano, absolutnie nie zazdroszczę zepsutego komputera - sama nienawidzę takich sytuacji, chociaż, na szczęście, nie pojawiają się u mnie często... Więcej pojawia się dopiero dzisiaj, ale mam nadzieję, że wcale nie musiałaś tak długo czekać i że szybko minął ci ten czas :). A komentarze zawsze, zawsze chce mi się czytać - są niezwykle motywujące, naprawdę! :) Ale miło słyszeć, że dalej równie mocno podoba ci się to opowiadanie - wezmę sobie te słowa głęboko do serca ;).
Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, które napisaliście. Część domowników zaczyna zastanawiać się, czy aby nie jestem trochę szalona, bo kiedy je czytam, na mojej twarzy pojawia się tak wielki uśmiech, że pewnie mógłby zasilić całe miasto :). W każdym razie, chciałam po prostu podziękować wszystkim komentującym i czytającym.
Dzisiejszy rozdział, jak myślę, jest dość ciekawy – a co za tym idzie, ja również jestem bardzo, ale to bardzo ciekawa waszych opinii na jego temat.
Życzę wszystkim miłego czytania.
Słowniczek: wężomowa, listy
Ulubieniec Losu
Rozdział sto trzydziesty
- Żartujesz sobie chyba – stwierdził tępo Harry, pragnąc rozpaczliwie, aby tak właśnie było, ale gdzieś w głębi serca wiedząc, że chłopak mówił całkowicie poważnie.
Tom jedynie spojrzał na niego.
- Uważaj to za inwestycję – powiedział cicho dziedzic Slytherina. – Potwierdzenie, że jesteś dla mnie niezastąpiony i że jestem skłonny do tego, by spędzić z tobą resztę mojego życia.
Harry przełknął ślinę, czując rodzącą się w nim histerię, ogarnięcie panicznym strachem. Osunął się pod ścianą.
- Uważaj, zaczynasz brzmieć tak, jak gdybyś się mi oświadczał – zażartował słabo. Wzrok Toma nie opuścił go ani na chwilę, przyglądając mu się uważnie ze zdeterminowaniem.
- Jeśli myślenie o tym w taki sposób ci pomaga – powiedział tylko. – Chociaż nie spodziewaj się ślubu, pierścionka lub czegokolwiek równie tradycyjnego… to tylko analogia.
Harry roześmiał się, całkowicie pewien, że w jego głosie rozbrzmiewało napięcie i zdenerwowanie.
- Prosisz mnie, bym odrzucił każdą zasadę moralną, jaką posiadam! – warknął. – Ja, Salazarze, doskonale wiesz, że uważam, iż są złe.
- Moralność to taka niezwykle uciążliwa rzecz, śmiem twierdzić, że będziesz szczęśliwszy, swobodniejszy bez niej – odparł Tom, jak gdyby postawiony przez Pottera argument nic nie znaczył. Harry zacisnął pięści.
- Prosisz mnie, bym rozdarł swoją duszę!
- Jestem całkowicie świadomy natury tego procesu.
Harry przymknął oczy, czując ból pulsujący nieustannie w jego skroniach.
- I nie widzisz w nim niczego złego? – zapytał.
- Psychopata – przypomniał mu cierpliwym tonem Tom. – Zło i dobro nic nie znaczy dla mnie pod względem moralnym, a moralność sama w sobie jest tylko kolejnym ograniczeniem, którego nie mam zamiaru i nie będę tolerować… jak sam doskonale wiesz.
- Ja… nie – stwierdził z niedowierzaniem Harry. – Nie mogę się na to zgodzić.
Tom wciąż wpatrywał się w niego.
- Rozumiem. Spędzenie ze mną wieczności naprawdę jest dla ciebie takie odrażające?
Harry poczuł ukłucie straszliwej winy, po czym zazgrzytał zębami, próbując pozbyć się go wraz z utraconym zdecydowaniem w tonie Toma. Emocjonalną manipulacją.
- Przestań – warknął. – To nie fair, a ty wiesz, że to nie jest prawda… Ja po prostu… tu nie chodzi o ciebie, chodzi o mnie.
Brwi Toma uniosły się na to wyrażenie i Harry oparł się chęci wpełznięcia do jakiejś nory i ukrywania się w niej przez resztę życia.
- Chodzi o to – kontynuował spokojnie – że to ty jesteś tym, który pragnie nieśmiertelności, ja nigdy jej nie chciałem, i to te horkruksy są dla mnie odrażające! Jasne, byłbym niezmiernie szczęśliwy, gdybym mógł spędzić z tobą czas, jaki pozostał mi do śmierci, Salazarze, myślisz, że w przeciwnym wypadku borykałbym się z Lestrange'em lub próbował wprowadzić w życie mój plan, który, na wypadek, gdybyś nie zauważył, ratuje twoje życie? Ale to, co sugerujesz? Nie. Odmawiam przedłużenia swojego życia w taki sposób. To. Jest. Chore.
- No cóż, żaden z nas nie przeżyje zbyt długo, jeśli tego nie zrobisz – stwierdził rozsądnie Tom, utracone zdecydowanie zniknęło jak zaniechany projekt. – Linia czasu eksploduje w ciągu miesiąca, jeśli żaden z naszych planów nie zacznie działać. Nigdy nie będę w stanie dokończyć swojego planu, jeśli odmówisz zrobienia tego, a ty również nie będziesz mógł ruszyć ze swoim, jeśli nie będę współpracować.
- Brzmi jak sytuacja patowa – zauważył Harry.
Tom przykucnął, zrównując się z nim, wyciągając rękę, unosząc owinięty wokół jego gardła Złoty Medalion, szarpiąc nim tak, że łańcuch wbił się w jego skórę, ale nie wykazując chęci zdjęcia go z jego szyi.
- Rzeczywiście, a do tego… na przykład mógłbym go zniszczyć, a wtedy nie miałbyś szans. Już zawsze będzie ci brakować jednego kawałka, nie możesz pozwolić sobie na utratę kolejnego, prawda?
Harry zmrużył oczy.
- Wiesz, to śmieszne – oświadczył chłodno. – Twierdzisz, że twój plan uratuje mi życie, ale czy to naprawdę ja jestem tym, którego pragniesz uratować i z którym pragniesz spędzić resztę życia… czy może to jakaś mój niemoralny ideał, ponieważ, powiem to już teraz, nigdy nie będę w stanie spełnić takich oczekiwań. Wybacz, że cię rozczarowałem.
Po raz pierwszy od momentu, w którym Tom postawił swój warunek, prawdziwe emocje pojawiły się na twarzy Ślizgona, zniknęły jednak zbyt szybko, by mógł je rozszyfrować, ale mimo wszystko tam były.
- Naprawdę myślisz, że po tym, jak bym to zrobił, byłbym taki sam? – zapytał Harry, starając się jakoś pojąć zawiłe ścieżki myślowe Toma.
- Większość ludzi zabiłaby za możliwość, jaką ci oferuję.
- Taa, śmiem twierdzić, że dość dosłownie… nie mogę zabić kogoś z zimną krwią, nie mogę tego stworzyć, Tom, nawet, gdybym się na to zgodził, nie mogę.
- Jestem pewien, że mógłbyś – Tom oddalił jego wątpliwości. – I nawet, gdybyś naprawdę nie mógł, to posiadamy więź pomiędzy naszymi duszami, jestem pewien, że mógłbym jej użyć, manipulować zaklęciem i zrobić to dla ciebie.
- Co, zabić kogoś i rozedrzeć mi duszę zamiast swojej? – Harry był przerażony.
- Dokładnie. – Tom przyglądał mu się ponuro, zaczynając być nieco zirytowanym. – Więc przyjmij za znak miłosierdzia to, że w ogóle daję ci wybór, mógłbym po prostu zrobić to za twoimi plecami.
- Nigdy bym ci nie wybaczył – splunął Harry, zataczając się. – Przyjaciele nie robią sobie takich rzeczy, Tom.
- Przyjaciele… - Tom uśmiechnął się gorzko. – Oczekujesz, że się z tobą zaprzyjaźnię, otworzę się na takiego rodzaju słabość, tylko po to, byś się zestarzał – albo zachorował – i mnie opuścił? Nie ma mowy. Nie jestem na tyle głupi i nie jestem masochistą, by się na to pisać.
Harry westchnął, nagle zmęczony, czując gdzieś w sobie, że to ostatnie nie było udawane, że była to niesamowicie duża część bardziej osobistych motywacji Toma.
- Takie jest życie – mruknął. – Umieranie jest częścią życia. Nie możesz tak po prostu… konserwować i marynować ludzi, zamrażać ich jak na fotografii… to nie działa w ten sposób. Przykro mi, ale tak nie jest. Nie powinniśmy być nieśmiertelni.
- „Powinniśmy". – Tom roześmiał się. – Mamy magię i moc, i całe życie przed sobą, „powinniśmy" to tylko kolejne pręty tworzonego nam przez społeczeństwo więzienia. Jeśli istnieje sposób na zrobienie tego, czego pragniemy, pieprzmy to, co powinniśmy robić.
- A jednak, będąc wraz z tobą nieśmiertelnym – na co się zasadniczo nie zgadzam – będę musiał robić to tysiące razy. – Przeżyłby wszystkich swoich przyjaciół, przetrwał cykl pożegnań. To byłoby piekło.
- Zastanów się dobrze, zanim powiesz „nie" – ostrzegł Tom, miękko i niebezpiecznie. – I tak zrealizuję swój plan, w tym przypadku przynajmniej zdobędziesz również swoją koncesję i czas, w którym będziesz jej potrzebować.
Harry przełknął ślinę, czując nudności. Czy Tom naprawdę mógłby zrobić mu horkruksa bez jego zgody?
- Jeśli stworzysz mi jednego, zniszczę go – stwierdził.
- Jak gdybym kiedykolwiek planował pozwolić ci wejść w jego posiadanie – zripostował Tom, bez wahania napotykając jego spojrzenie. – Nigdy nie dałbym ci na to szansy.
Harry zacisnął usta.
Każdego dnia i nigdy.
Były momenty i słowa, które sprawiały, że tak łatwo było nienawidzić Riddle'a, ale zawsze były one splecione działaniami i motywacjami, które sprawiały, że jednocześnie było to niesamowicie trudne.
Mógł, w pewnym stopniu, zrozumieć tok rozumowania Toma, ale nie mógł akceptować jego metod i efektów końcowych. Wyrzuty sumienia.
Musiał czuć wyrzuty sumienia.
Prawdziwe, głębokie, szczere wyrzuty sumienia unieważniłyby każdy horkruks.
Mógł go zrobić – sama myśl o tym go przerażała – a następnie zaraz po tym go unieważnić? Był pewien, że tak. Chociaż to nie oczyściłoby jego rąk z krwi.
A jednak jego dłonie i tak będą poplamione krwią, prawda? I Toma także, gdyż chłopiec był tak bezwzględny i uporczywy w związku z tym tematem. Tom zamierzał zrobić wszystko, co mógł, by stworzyć mu horkruksa; to była, jakkolwiek było to straszne, bardziej kwestia tego, co mógł zyskać tak bardzo przeciwstawiając się swojej moralności, nawet jeśli robił to tylko tymczasowo.
Bezmyślnie Harry podejrzewał, że to właśnie to była ta „miłosierna" gałązka oliwna, którą sugerował Tom. Dla młodego Czarnego Pana było to niemal miłe… i to raniło go bardziej niż jakiekolwiek okrucieństwo, jakie mógł okazać mu Tom.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie – powiedział, patrząc na podłogę zamiast na chłopca. - Naprawdę myślisz, że byłbym po tym taki sam?
- Wierzę, że podstawowe aspekty twojej osobowości zostałyby takie same – odpowiedział bez wahania Tom.
Po chwili dłonie otuliły jego twarz, podnosząc ją do góry, by ich spojrzenia ponownie się spotkały, przeciągając kciukami po śladach paznokci na jego ramieniu.
- Cokolwiek o mnie myślisz, Harry, znam cię. Jesteś wystarczająco silny, by sobie z tym poradzić… - młody Czarny Pan zamilkł. – I przysięgam, że nie pozwolę ci się zagubić, nie pozwolę ci stać się czymś, czego nienawidzisz i czym nie jesteś… Voldemort ma siedem, ty będziesz miał jeden, to istotna różnica. Nie pozwolę ci się załamać.
- A ty? – zapytał Harry, mocno ściskając nadgarstki Toma, na tyle mocno, by wiedzieć, że jego uścisk musiał być bolesny dla dziedzica Slytherina. – Jeśli się na to zgodzę, musisz mi obiecać, że nigdy nie stworzysz więcej. Nie będę… nie mógłbym patrzeć na to, jak byś to sobie robił.
- Czy to znaczy, że się zgadzasz? – Oczy Toma błyszczały, na jego twarzy nie było uśmiechu, ale wydawał się promieniować szczęściem. Prawdziwym szczęściem.
Harry chciał zapłakać, krzyczeć. Powiedzieć „nie", że o tym pomyśli… cokolwiek, byle nie „tak".
- Pozwolę ci stworzyć mi horkruksa, jeśli nigdy nie zrobisz żadnego więcej i zgodzisz się od razu przywrócić Lestrange'a do swojego kręgu, a także często będziesz poświęcał mu pozytywną uwagę.
Tom przyglądał się mu przez chwilę i Harry oparł się pokusie wstrzymania oddechu.
- Jeśli pozwolisz mi stworzyć ci horkruksa możliwie jak najszybciej i nie będziesz próbował go później zniszczyć, nigdy więcej nie zrobię ci horkruksa i sam nie będę miał w tym samym czasie więcej niż jednego horkruksa.
- W tym samym czasie? – zakwestionował Harry. „Próbowanie" nie wykluczało następstw i wyrzutów sumienia.
- Jeśli zostanie on w jakiś sposób zniszczony przez moich wrogów, nie mam zamiaru pozostać śmiertelny – odpowiedział stanowczo Tom. Harry wziął głęboki oddech, pogardzając sobą, kuląc się wewnętrznie, przerażony i zniesmaczony.
- W takim razie akceptuję. Umowa stoi.
- Umowa stoi – zgodził się Tom. Nastąpił przebłysk magii.
Uśmiech Toma był olśniewający, promienny.
- Nie będziesz tego żałował, skarbie… Chyba muszę zobaczyć się z Lestrange'em? Trzymaj się z dala od kłopotów, jeśli możesz, i ulecz swoją twarz…
- Do zobaczenia później – odparł cicho Harry.
Tom wyglądał na tak… szczęśliwego. Bardziej szczęśliwego niż Harry widział go kiedykolwiek wcześniej, był pełen życia. Potter wstał powoli.
Będzie tego żałował. O to chodziło.
I to złamało mu serce.
Tom nigdy mu nie wybaczy.
Toma Riddle'a można było opisać wieloma cechami, ale głupota nie była i nigdy nie będzie jedną z nich.
Wiedział, że część umowy Harry'ego była niejasna, „próbować" zamiast „odnieść sukces"… ale nie mógł pozwolić na to, by jego terminologia była bardziej precyzyjna, na wypadek gdyby pozostałości moralności Harry'ego utopiły go w wyrzutach sumienia i odwróciły horkruksa.
Gdyby tak było, to nie chciał, by Harry'emu stała się krzywda z powodu czegoś, na co chłopiec tak naprawdę nie mógł nic zaradzić.
Istniała spora szansa, że Harry planował wyrzuty sumienia… ale istniała także spora szansa, że zdolność Harry'ego do (ogólnie bezużyteczna, szczerze mówiąc, jeśli miałeś zamiar czegoś żałować, w ogóle nie powinieneś po prostu tego robić!) sentymentalizmu będzie znacznie zahamowana, do tego stopnia, że nie będzie on w stanie wezbrać w sobie niezbędnego do ściągnięcia swojej duszy z powrotem żalu.
A gdyby mógł – jeśli ktokolwiek by mógł, byłby to Harry – cóż, miał plan również na taki wypadek.
Przypuszczał, że mógłby zmanipulować zaklęciem, tylko dlatego, że wiedział, iż w pewnym stopniu Harry odrzuci myśl o tym, co zamierzał stworzyć, a więc nie zabije z zimną krwią (chociaż Tom był pewien, że mógłby) i manipulując zaklęciem, mógłby dodać pewne ograniczenia.
Większość horkruksów była w stanie latać i opętywać znajdujące się wokół nich rzeczy, ale Harry'ego, jego kawałek duszy mógłby zablokować w naczyniu, do którego go włoży.
Dlatego też, nawet jeśli Harry będzie czuł wyrzuty sumienia, jego dusza nie będzie miała możliwości powrócenia do niego.
Do tego proces zszywania duszy z powrotem w jedną całość często przynosił skutek śmiertelny, a więc to naprawdę było tylko i wyłącznie dla dobra jego przyjaciela.
Brak możliwości stworzenia więcej niż jednego samemu sobie był ograniczający, ale to go nie unieruchamiało.
Poza tym już wkrótce będzie miał całą wieczność na to, by znaleźć lepsze metody zapewniające nieśmiertelność jemu i Harry'emu. Miał do dyspozycji cały czas świata.
Oczywiście starzenie się wraz z czasem było problematyczne, ale był pewien, że znajdzie na to jakieś rozwiązanie… jako Pan Śmierci? Uśmiechnął się pobłażliwie na tą myśl.
Lord Voldemort byłby wielkim, słynnym tytułem… ale Pan Śmierci był lepszym i należałby tylko do niego, zachowany w prywatności. Zabiłby Dumbledore'a dla różdżki (dwie pieczenie na jednym ogniu) i wyśledził Pelerynę Niewidkę.
Z całą pewnością wszechmocna różdżka byłaby w stanie przywołać jej siostrzany artefakt?
Ogólnie rzecz biorąc, był niezwykle zadowolony sposobem, w jaki wszystko się potoczyło.
Harry będzie… niestety zrozpaczony, był tego pewien, ale kiedy mówił, że Harry jest silny, to dokładnie miał na myśli. Czy ta Lovegood naprawdę myślała, że Harry był na tyle słaby, by całkowicie się złamać?
Jego Złoty Chłopiec miał żelazną wolę, która przed nikim się nie uginała, włączając w to niego. Harry przeżyje horkruks, a także przeżyje przeniesienie się do przeszłości. Tom był tego pewien.
Harry musiał przeżyć, bo Tom nie wiedział, co by zrobił, gdyby tak nie było.
Odszedł już kilka korytarzy, kiedy to poczuł.
Ból, paraliżujący ból.
Jego oczy rozszerzyły się, nogi zatrzymały. Nie fizyczny… nie był ranny… psychiczny.
Harry.
Niemal rzucił się do tego, by zawrócić, zanim się powstrzymał. Wciąż nie fizyczny.
Emocjonalny.
Umysł Harry'ego był w rozsypce.
Zachwiał się do pozycji siedzącej, chowając głowę w dłoniach, czując nieco przerażenia. Nie był pewien czy kiedykolwiek wcześniej tak mocno czuł emocje Harry'ego, jego tarcze oklumencyjne stały się mocniejsze i w ogóle, tak więc… co było z nim nie tak? Co się stało?
Z całą pewnością nie mógł w ciągu dwóch minut wpakować się w zbyt duże kłopoty lub walkę… zatem chodziło o rozmowę, którą dopiero co przeprowadzili. O horkruksy.
To była reakcja Harry'ego na ich umowę.
Nudności ścisnęły jego brzuch, jego umysł walczył z tym, by zracjonalizować te nagłe, obce poczucie mdłości. Zacisnął palce na włosach, oddychając głęboko.
To minie dość szybko, a w pobliżu nie było nikogo, kto mógłby zobaczyć, jak to na niego działało. Pieprzyć to.
Paznokcie wbiły mu się w dłonie aż do krwi, tak mocno zaciskał pięści.
Harry czuł tak wiele, to było niesamowite. Czy to było normalne, czy może miał tak po prostu tylko Harry?
Zamrugał, jego głowa łomotała z powodu nagłego ataku.
I sekundę później, to odeszło, tępy ból.
Harry odzyskał kontrolę, z powrotem zebrał swoje uczucia i opanował je własnymi myślami. Znów mógł oddychać.
Wstał chwiejnie, na wpół zastanawiając się, czy powinien zawrócić.
Nie.
Przełknął ślinę, otrzepując swój mundurek szkolny, wznawiając swoją wcześniejszą drogę.
Harry z pewnością się nie złamie?
Nigdy nie pozwoliłby mu się złamać.
Cygnus Lestrange wpatrywał się w wylatującą przez okno sowę, szybko stającą się zaledwie punkcikiem w oddali. Cieniem na horyzoncie.
Uśmiechnął się z ponurą satysfakcją.
Wkrótce Tom będzie jego, Potter odejdzie, Voldemort wynagrodzi go ponad wszystkimi innymi, a Dumbledore przeklnie dzień, w którym zaledwie pomyślał o tym, by zakwestionować jego wartość.
Jak mógł nie być szczęśliwy?
Mój Lordzie Voldemorcie,
Wkrótce będę mógł podać ci datę, w której Potter opuści ochronę Hogwartu i Toma.
Bądź gotów i czekaj na moją sowę.
Twój najwierniejszy przyjaciel i zwolennik,
Cygnus Lestrange.
