Wielki bukiet wiosennych kwiatów w ramach podziękowania za betowanie leci do Himitsu.

Veniti, och, w takim razie cieszę się, że udało mi sie trochę cię pocieszyć rozdziałem - a Pyrkonem się nie martw, będą jeszcze okazje ;). Wcale nie dziwię się temu, że nie potrafisz zebrać myśli. I cieszę z faktu, iż tak bardzo podobał ci się rozdział - myślę, że naprawdę był tego wart, ale jako tłumaczka raczej nie powinnam takich rzeczy mówić, więc lepiej umilknę ;). Jousette, tak źle życzysz naszemu kochanemu Tomowi? ;) Chociaż cie rozumiem twój punkt widzenia - facet zawsze manipuluje emocjami innych, bawi się nimi, przydało mu się to, że w końcu był w stanie na własnej skórze poczuć, jak to jest. Co do Lestrange'a - cóż, jak tu się nie zgodzić? ;) Co do 130 - właściwie nie wiem, czy bardziej się z tego powodu cieszyć i dziwić, czy czuć przerażenie... Ale z pewnością, cóż... łał :). Łatek jest jeszcze dużo, właśnie wysłałam kolejną miniaturkę do bety, zatem niedługo powinno się pojawić coś nowego. neko246, Harry ma plan, oczywiście, teraz tylko pytanie, czy plan Toma - bo Tom zawsze ma jakiś plan - przypadkiem nie będzie jakoś niszczył planu Harry'ego ;). Oczywiście proszę nic z tych słów nie wnioskować, ja jedynie pragnę zmusić do przemyśleń, chociaż nie jest powiedziane, że muszą być one zgodne z fabułą ;). O dalszych wydarzeniach nie będę nawet wspominała, bo znając siebie, pewnie skończyłoby się na tym, że bym coś wygadała - a tego przecież nie chcemy ;). Evolution, oj, cóż, aż nie wiem co powiedzieć. Po prostu cieszę się niesamowicie, że udaje mu się tak rozpogodzić twój tydzień :). I tak, rozumiem, co masz na myśli - sama też uwielbiam te momenty, kiedy nie muszę zawracać sobie głowy niczym innym, jedynie tym, co dzieje się z wymyślonymi, ale żywymi w mojej głowie postaciami :). Wewnętrzny spór Harry'ego jest, myślę, całkowicie zrozumiały - biorąc pod uwagę, co wiemy o poglądach Harry'ego na życie i ogólnie na horkruksy. I masz rację, chłopaki rozmawiały już o horkuksach wcześniej, o wspólnym spędzeniu wieczności - na Grimmauld Place oraz na wzgórzu w Little Hangleton, po akcji w kawiarni i z lizakiem, kiedy Tom próbował wyczaić, jaki stosunek ma Harry do jego planu, nie zdradzając go mu. I, cóż, ten fragment, który pokazałaś - tak, masz rację, wyrywanie niektórych słów z kontekstu i pokazywanie ich jako osobna całość jest absolutnie zabawne w tym wypadku :). co do twojej wypowiedzi na temat wspólnego życia i śmierci Toma i Harry'ego - bardzo kroci mnie, by coś o tym powiedzieć, ale powstrzymuję się z uwagi na fakt, ze mogłabym przez przypadek chociaż zasugerować możliwe zakończenie. Dlatego nic na ten temat nie powiem, nawet tego, czy uważam te uwagi za prawdopodobne, czy uważam to za prawdziwe niebezpieczeństwo. Co do "Każdego dnia i nigdy" - rozdział 111, sprawdź w nim, bo to tam pojawiło się już to wyrażenie :). Bardzo ważne, istotne zresztą. Które się kilka razy jeszcze powtórzy. Wciąż, mimo wszystko, obstawiam to, że Tom jest psychopatą - może i dziwnym, ale jednak psychopatą. Wystarczy spojrzeć na jego starszy odpowiednik, u którego ta psychopatia jest już całkowicie widoczna :). I taak, Harry z całą pewnością wywiera pewien wpływ na Toma. A Tom na Harry'ego - bo o tym również nie należy zapominać. I tak, Tom, który staje się taki ludzki z powodu Harry'ego, który czuje jego emocje - ach! :) Co do listu Lestrange'a - cóż, tak, Lestrange jest w nim odrażający, co zresztą zauważy dzisiaj jedna z postaci... Mangho, bardzo się z tego powodu cieszę! :) Co do twojego pytania na temat umów, które zawrze jeszcze Harry - z takich większych dwie, może trzy (w zależności od tego, jak spojrzeć na jedną sytuację). Mniejszych - będą jeszcze porozumienia, kompromisy, ale umów, w których udział będzie brało jakieś magiczne ich poparcie, będzie jeszcze dwie lub trzy. I na tego horkruksa zareagowałam bardzo podobnie do ciebie - z niedowierzaniem. Niestety w obliczeniach związanymi z umowami ci nie pomogę, by było ich trochę i trudno jest mi je wszystkie teraz zebrać - zastanawiam się, czy nie było większej ilości umów z Tomem ( Syriusza, nie będzie ranił jego przyjaciół, żeli uda mu się zabrać pierścień, będzie należał do niego, ście ta związana ze stworzeniem horkruksa - i pewnie było więcej, chociaż nad tym trzeba byłoby się zastanowić :)). Co do Toma rozrywającego duszę Harry'ego - miałby zrobić to przez ich połączenie. Tom i Harry są już związani, w pewnym sensie, duszami z powodu horkruksa, który jest w Harrym, a zatem Tom mógłby rozerwać dzięki temu duszę Harry'ego. Sam fakt tego, na ile prawdy było w tym, że Tom mógłby sam zabić i wykorzystać to do stworzenia horkruksa Harry'ego, mógł być raczej ohydną manipulacją, której celem było zmuszenie Harry'ego do zgodzenia się na warunki umowy. Oczywiście, Tom mógłby również poczekać na to, aż Harry sam kogoś zabije - choćby w bitwie - albo coś w tym stylu i dopiero wtedy, poprzez połączenie, cały proces rozrywania duszy Pottera wykonać samodzielnie. elain679, och, myślę, że Tom ma, mimo wszystko, bardzo wiele emocji - tylko po prostu ich nie rozumie. Poza tym wiele emocji przepływa do niego od strony Harry'ego - zresztą sama też myślę, że, jak na psychopatę, to czuje on bardzo wiele emocji względem Pottera. A co do Cygnusa, to się absolutnie zgadzam. A za przekleństwa nie ma co przepraszać, czasem są one niezbędne do wyrażenia emocji. I to nie tak, że w "Ulubieńcu", na przykład, w ogóle ich nie ma ;). virusci, po pierwsze, to bardzo miło jest mi cię poznać :). Nie masz co przepraszać za to, że komentujesz tak późno, absolutnie cieszę się, że to zrobiłaś i bez znaczenia jest dla mnie, w którym zrobiłaś to momencie całego opowiadania ;). Tak samo jak nie ma co dziękować za tłumaczenie, bo naprawdę, to czysta przyjemność :). No i tak, zdrada Cygnusa - tak, zgadzam się z tym, że kiedy wszystko wyjdzie na jaw, z całą jego kara nie będzie najprzyjemniejsza (jeżeli, oczywiście, tak się stanie, proszę nie wyciągać z moich słów jakichkolwiek faktów na temat dalszego przebiegu opowiadania ;)). Co do Voldemorta, to przyznam, że masz rację - nie zdradzę ci jego planu, ale z pewnością zgodzę się z tym, że nie rzuci tak po prostu Avady na Harry'ego. Albo przynajmniej nie ma na razie takiego zamiaru :). Nie mogłam nie uśmiechnąć się na to, co napisałaś w pierwszym nawiasie swojego komentarzu, o tych oświadczynach - genialne! :) Tego, jak się do dalej potoczy, oczywiście ci nie zdradzę, dlatego zręcznie, pozwól, że ominę ten temat, zanim powiem o jedno słowo za dużo :). Miło jest mi słyszeć, że spodobał ci się "Ulubieniec". Co do Rona, to usprawiedliwię cicho autorkę - przyznała kiedyś, że zupełnie nie czuje tej postaci, co skutkowało tym, że ograniczyła jej pojawianie się. Bo lepiej, by postać pojawiała się rzadko, niż pojawiała się często, ale w wersji nieco słabszej. I tak, absolutnie i całym sercem zgadzam się z twoją wypowiedzią na temat ich relacji (chociaż nie wiem, czy jako tłumaczka powinnam mówić takie rzeczy...).

Dziękuję wszystkim za przecudowne komentarze, które czytało mi się z wielką przyjemnością, i na które z jeszcze większą się odpowiadało. Wasze opinie, jak zwykle, były niezwykle ciekawe. Dziękuję, że wciąż jesteście z tym opowiadaniem.

Cicho i szybko przypominam o ankiecie na moim profilu. Osoby zarejestrowane nie powinny mieć problemów z zagłosowaniem, natomiast te nieposiadające konta zachęcam do wyrażenia swojej opinii w komentarzu.

Miłego dnia!


Słowniczek: [rozmowa poprzez połączenie], listy


Ulubieniec Losu

Rozdział sto trzydziesty pierwszy

Voldemort wpatrywał się beznamiętnie w list spoczywający w jego dłoniach, podekscytowanie ogarniało jego myśli.

To było… dobre.

Chociaż Lestrange i tak był głupcem. Naprawdę myślał, że uda mu się bez szwanku przeżyć konsekwencje takiego postępowania? Idiota. Zanim spotkał Harry'ego, nigdy nie wydawał się on aż tak głupi, ale jak przypuszczał, Potter był, niestety, bardziej niż większość ludzi dopasowany do niego i innych jego odpowiedników.

To z powodu horkruksa – niczego innego. Jego wargi wykrzywiły się z niesmakiem.

Mój Lordzie Voldemorcie... twój przyjaciel... czy ten odrażający dzieciak naprawdę myślał, że jest w tym chociaż trochę prawdy? Cygnus Lestrange był dla niego niczym, a manipulowanie nim było tak łatwe, że wręcz żałosne.

Nawet kiedy dorósł, jedyne, co musiał zrobić, by sprawić, że mężczyzna zrobi dla niego wszystko, to okazać mu zwyczajną wdzięczność, tolerancję lub przychylność. To tylko ukazywało, jak niebezpieczny i powodujący słabość był sentymentalizm.

A mimo tego, chłopiec był teraz przydatny, tak więc pozwolił temu zuchwalcowi zwracać się w taki sposób względem siebie, nie besztając go za to i nie karcąc, zamiast tego wręcz zachęcając go do tego we wszystkich swoich ostatnich listach, zanim w końcu znów to ukróci. Po prostu zbyt zabawne było obserwowanie tego, jak chłopiec się rozpada tuż po tym, jak udało mu się znowu zacząć zbierać się do kupy.

Wkrótce… także z Riddle'em będzie musiał sobie poradzić, jego młodszy odpowiednik stawał się zdecydowanie zbyt kłopotliwy. Jego armia straciła miażdżącą ilość ludzi, a to, że reszcie oszczędzone zostało przeciągnięcie do Ministerstwa, miało na celu jedynie wyszydzenie z niego.

Wściekłość rozpaliła jego serce.

Sprawi jeszcze jednak, że Tom za to zapłaci i ten… postęp był doskonałą okazją do tego, by pozbyć się trzech problemów jednocześnie. Mógł porwać Pottera, kiedy wyjdzie on za granice bezpiecznych murów Hogwartu, użyć go przeciwko Tomowi, by ukazać swoją wyższość, złamać wiążącą ich życia więź, zabić Chłopca, Który Przeżył i panować przez wieki nad wszystkimi, nie martwiąc się o to, że znajdzie się ktoś, kto zdolny będzie rzucić mu wyzwanie, nie będzie żadnego dziecka z przepowiedni i żadnych cieni z czasów, o których pragnął zapomnieć.

Starannie złożył list, wracając do własnych planów uwolnienia swoich zwolenników z rąk bezsilnego Ministerstwa.

Można było ich zastąpić, ich wszystkich, ale pozwolenie Ministerstwu na przetrzymanie ich byłoby zbyt wielkim ustępstwem i oznaką słabości.

Populacja czarodziei wciąż zbierała się po utracie swojego Szpitala i już wkrótce cały świat opadnie przed nim na kolana.

Ponury uśmieszek wykręcił jego usta.

W tylnej części swojego umysłu poczuł łaskotanie.

Potter.

Nie sądził, że dzieciak będzie miał czelność jeszcze raz skontaktować się z nim w taki sposób, poprzez ich połączenie, ale na to wyglądało, że się mylił.

Rozważał zignorowanie tego, ale ostatecznie ciekawość zwyciężyła.

[Jeśli mam być twoim regularnym terapeutą, to będę musiał zacząć pobierać za to opłatę, zdajesz sobie z tego sprawę?]


Harry nie mógł uwierzyć, że robi to jeszcze raz, ale nie mógł się powstrzymać.

Nie miał innego wyjścia, tak więc zacisnął pięści i wyszukał znajdującego się na końcu jego psychicznego połączenia Czarnego Pana. Nie był głupi, nie ufał Tomowi na tyle, by wiedzieć, że nie będzie on majstrował przy jego horkruksie, aby bezlitośnie uwięzić go w jakiś sposób i postawić na swoim.

Ponadto, co jeśli nie będzie czuł później wyrzutów sumienia? Nie mógł tego ryzykować… zawsze coś szło nie tak, kiedy chciało się tego uniknąć.

Czuł mdłości.

[Jeśli mam być twoim regularnym terapeutą, to będę musiał zacząć pobierać za to opłatę, zdajesz sobie z tego sprawę?] – Nadeszła myśl. Harry prychnął mimowolnie, nie bacząc na to, że wbijający nóż w plecy Voldemort odpowiedział w tak Tomowaty sposób.

[Zapewniam cię, gdybym pragnął jakiegoś terapeuty, czego nie robię, nie wybrałbym ciebie nawet wtedy, gdybyś był ostatnią żywą istotą na ziemi.]

[To dość zjadliwe słowa jak na kogoś, kto chwilę temu poszukiwał mojej rady.]

[Mam dla ciebie ofertę.] – Gwałtownie wysłał myśl, szybko męcząc się pogawędką. Nie miał na nią czasu.

[A co sprawia, że myślisz, iż w ogóle jestem zainteresowany negocjowaniem z tobą?]

[To, że pragniesz mojej śmierci, a to, co chcę ci zaproponować, jak śmiem twierdzić, sprawi, że krucjata, która ci się do tej pory nie udawała, stanie się dla ciebie łatwiejsza.] – Nastąpiła cisza.

[No, no, czyżbyśmy w końcu pchnęli cię do samobójstwa? Nie mogę powiedzieć, że nad tym ubolewam.]

Został trafiony przez lawinę różnych sposobów, w jakie mogła zostać spowodowana jego śmierć i ledwie powstrzymał nudności na graficzność obrazu, który stworzył Voldemort, przedstawiającego nóż przechodzący przez jego żołądek.

[Potrzeba ci dziewczyny, skoro to o tym fantazjujesz w wolnym czasie.]

Natychmiast poczuł obcą falę wstrętu i uśmiechnął się złośliwie.

[Jaka jest twoja oferta?] – nadeszła odpowiedź, zabarwiona wściekłością i odrazą.

Harry natychmiast spoważniał.

[W ciągu najbliższych czterech miesięcy może pojawić się moment, w którym mój charakter… ulegnie zmianie. Chcę, abyś… gdybym odwrócił się od moich przyjaciół i zaczął zachowywać się psychotycznie oraz nie panował nad sobą albo w ogóle moja osobowość ogromnie się zmieniła… gdybym, zasadniczo, stracił swoją moralność…]

[Dojdź do sedna.]

[Jeśli tak się stanie, wtedy chciałbym, byś przyrzekł mi, że mnie zabijesz.]

Szok. Absolutny szok.

Harry poczuł mściwą satysfakcję z powodu tak gwałtownego wstrząśnięcia Mrocznym Lordem, nawet jeśli jego wnętrzności ściskały się z powodu jego żądania. Ale… nie pozwoli sobie na to, by się zagubić.

Nie mógł stać się tym, czego nienawidził i wiedział, że Tom nigdy nie zgodziłby się na takie zabezpieczenie – nie ufał Tomowi nawet na tyle, by wierzyć, że nie pozwoli on mu się zagubić.

Bardziej niż oczywiste było to, że Tom nie miał żadnych problemów z utratą jego sumienia, najprawdopodobniej uważał to wręcz za usunięcie niedogodności. Udoskonalenie go.

Czasami wydawało mu się, że Tom zawsze chciał coś w nim zmienić… a najbardziej jego moralność. A jednak, bez niej nie byłby sobą, czy Tom w ogóle to rozważał?

Będąc samemu psychopatą, dziedzic Slytherina prawdopodobnie nie rozumiał, jak moralność i etyka mogła być tak fundamentalna w czyimś charakterze, jako że sam nie mógł sobie wyobrazić posiadania ich i różnicy, jaką wywoływały.

Cholera, Tom pewnie naprawdę myślał, że robi mu przysługę!

[Co to dokładnie jest za sytuacja?]

[Przyrzekniesz mi to czy nie?]

Z drugiej strony nastała cisza i Harry wstrzymał oddech.

To było pokręcone, tak bardzo pokręcone i złe, ale potrzebował odpowiedzi twierdzącej…

[Wypowiedz Śmiertelną Przysięgę, że pozwolisz mi się zabić, jeśli obowiązywać będą warunki, zasugerowałbym Wieczystą, ale wymagałaby ona Gwaranta.

Harry zamrugał. Podwójna gwarancja.

Świetnie.

[Ja, Harry James Potter, przysięgam, że pozwolę Lordowi Voldemortowi zabić mnie, jeśli spełnione zostaną wymienione wcześniej warunki naszej umowy – ergo, poddany zostanę ogromnej zmianie osobowości, zwrócę się przeciwko moim przyjaciołom i stracę swoją moralność. Niech tak będzie.]

Nastąpiła cisza. Jego głowa pulsowała z powodu tego długotrwałego kontaktu, w ustach czuł miedź.

[Ja, Lord Voldemort, przysięgam zabić Harry'ego Pottera, jeśli poddany zostanie ogromnej zmianie osobowości, zwróci się przeciwko swoim przyjaciołom i/lub straci swoją moralność. Niech tak będzie.]

A następnie połączenie nagle zostało przerwane.


Tom usiadł wieczorem do kolacji, czując się całkowicie zadowolony z tego, jak minął ten dzień. Harry zgodził się na horkruksa, na życie, czuł się zatem bezpiecznie, kontynuując pracę nad swoim zaklęciem czasu.

W sumie, był to produktywny dzień.

Uprzejmie zignorował bolesne i okazjonalne wybuchy emocji przychodzące od Harry'ego. To nie było… po prostu w taki sposób działał Harry.

Wściekał się, szarpał i walczył ze wszystkim, wyczerpując się tak bardzo, że w końcu ulegał… albo przynajmniej w każdym razie tak bardzo, na ile Harry był w stanie to zrobić. Kiedy już będzie miał horkruksa, był pewny, że wątpliwości Harry'ego znikną.

Będzie szczęśliwszy.

Tom go wyzwalał.

To nie tak, że chłopiec nie znajdzie żadnego innego wyzwania, jakie może mu rzucić, kiedy skończą się już te całe dyskusje o etyce jego planów. To nie tak, że Harry stanie się nagle uległy względem każdego, najmniejszego drobiazgu. Prawda?

Jego oczy zmrużyły się z irytacją.

Po co w ogóle zagłębiał się w te przemyślenia? Nie zamierzał powiedzieć Harry'emu, aby tego nie zniósł. Pragnął tego. Oczywiście, że pragnął. Śmieszna była myśl o tym, że powinien czuć pod tym względem jakiekolwiek wyrzuty sumienia.

Harry będzie nieśmiertelny.

To nie tak, że nie będzie miał czasu, by rozpracować wszelkie potencjalne usterki i, żyjąc wiecznie, nawet jeśli Harry ucieknie nadąsany i wściekły, w końcu będzie musiał wrócić.

Poza tym, jeśli Harry odejdzie, będzie po prostu rozkoszował się wyzwaniem wyśledzenia go, a następnie upewni się, że pozostanie przy nim. Złoty Chłopiec bez wątpienia byłby fascynującym więźniem, gdyby do tego doszło.

Oczywiście wolał, aby tak nie było, ale gdyby jednak tak się stało, byłby to… ciekawy eksperyment. W zamyśleniu nakłuł na widelec swojego pieczonego ziemniaka.

- O czym myślisz?

Harry.

Zerknął na bok, słysząc to pytanie, rozbawiony reakcją, jaką wykazałby Potter, gdyby z brutalną szczerością opowiedział o swoich procesach myślowych. Stłumił uśmiech, zamiast tego potrząsając lekceważąco głową.

- Po prostu kontempluję przyszłość – stwierdził prosto. Brwi Harry'ego podniosły się z ciekawością.

- Brzmi złowieszczo.

Tym razem pozwolił sobie na uśmieszek, zauważając, że postawa jego przyjaciela zamienia się na bardziej ostrożną.

Więcej osób napłynęło do Wielkiej Sali w wielkich tłumach, jeden po drugim. To właśnie dlatego zawsze przychodził albo wcześniej, albo później, aby uniknąć większości z nich.

Zevi siedział naprzeciw Harry'ego, bardziej dlatego, że wiedział, iż dobrze się dogadują, niż z powodu hierarchicznego znaczenia, Alphard siedział zatem naprzeciwko niego, Abraxas natomiast był po jego lewej i Draco – niestety – obok swojego dziadka.

Harry, oczywiście, był po jego prawej.

Lestrange zbliżył się do stołu, próbując napotkać jego spojrzenie, ale on jedynie zrobił drobny gest w kierunku dziewczyny, Daphne Greengrass, siedzącej obok Alpharda, aby przesunęła się lekko, by zrobić miejsce.

Spojrzał na Harry'ego.

Chłopiec napiął się niemal niezauważalnie, ale nie okazał żadnego innego potwierdzenia. Abraxas, Zevi i Alphard gapili się na niego, ale wiedział, że nie ośmielą się skomentować zmiany rozmieszczenia.

Lestrange wyglądał na niesamowicie z siebie zadowolonego; i to wystarczyło, by sprawić, że Toma naszła ochota na zmiażdżenie go jak irytującą pluskwę. Rozejrzał się, by coś powiedzieć, tylko po to, by zatrzymać się, kiedy czarny jastrząb po raz kolejny wylądował na ich stole. Natychmiast puścił w niepamięć dramat jego wewnętrznego kręgu, rzucając kilka zabezpieczeń, po czym złapał list. Teraz to już Harry z całą pewnością zesztywniał i było to zauważalne.

- To jego odwet?

Prawdopodobnie martwił się, że kolejna osoba jest martwa lub zarżnięta.

Rozciął kopertę, jak zawsze ignorując uwagę, jaka skierowana została na niego od strony stołu nauczycielskiego, czytając w milczeniu. Wężomowa.

Zapytaj Harry'ego o umowę, jaką dopiero co ze mną nawiązał, dzieciaku. Szach.


Hermiona uważnie przyglądała się stołowi Slytherinu.

Wydawało się, że jeśli ktoś z nich tego nie robił, wiele tracili. Na przykład głowę nauczyciela wysyłaną w paczce. Na wspomnienie o tym wydarzeniu gula zacisnęła się w jej gardle.

Powodowało to, że trochę trudniej przychodziło jej śledzenie wszystkiego, co działo się przy stole Gryfonów, ale wynagrodziła jej to natychmiastowa wiedza o tym, że coś było nie tak, na kilka sekund przed tym, zanim coś się wydarzyło.

Podleciał tam czarny jastrząb, ptak Voldemorta – kolejne morderstwo? Do kogo był ten list, Harry'ego czy Toma? – i Riddle podniósł go po chwili, czytając. Była zbyt daleko, by zauważyć jego wyraz twarzy, ale nawet z daleka odniosła nagle wrażenie, że włosy na jej rękach stają dęba. Zadrżała.

Całkowicie znieruchomiał, zamarzając w miejscu, a Harry promieniał niepokojem. Ręka jej najlepszego przyjaciela sięgnęła po list, podczas gdy Tom, wydawałoby się, pozostał całkiem obojętny, a następnie rzucił się do działania.

Złapał ramię Harry'ego w czymś, co musiało być bolesnym uściskiem, mówiąc albo raczej sycząc coś do niego. Ręka Harry'ego wycofała się, wyrywając z uścisku, jego postawa gwałtownie stała się obronna.

Wymienili kolejnych kilka słów, a Ślizgoni wokół nich również zamarli, jak gdyby uwięzieni zostali pomiędzy dwoma walczącymi, dzikimi zwierzętami i bali się tego, że zwrócą na siebie ich uwagę, bo wtedy wyrządziliby oni szkodę swoim własnym sprzymierzeńcom.

Harry wykonał zuchwały ruch rękami, rzucając swoje sztućce na stół, po czym opuścił salę. Riddle, bez chwili wahania, podążył za nim, ale coś w tym wszystkim sugerowało, że nie było to wspólne odejście.

Harry poszukiwał teraz samotności, Tom… kontynuował konflikt. Walkę.

- Chodź – mruknął Ron, najwyraźniej też ich obserwując, jego ciepłe oczy błyszczały ze zmartwienia.

- Nie powinniśmy… - zaczęła.

- No chodź – upierał się, wstając. Próbując wyglądać naturalnie i nie wiedząc, czy jej się to udało, wstała wraz z nim. Ruszyli za nimi.

- Naprawdę nie powinniśmy podsłuchiwać ich w taki sposób, nie mamy do tego prawa… - zaczęła ponownie.

- Chcesz się dowiedzieć co robią, kiedy wymykają się w taki sposób czy nie? – zapytał. – Mówiłaś, że jesteś ciekawa. W każdym razie, Harry może potrzebować naszej pomocy, naprawdę ufasz Riddle'owi? Nie możemy mu pomóc, jeżeli nie wiemy co jest nie tak.

- Harry chciałby prywatności – szepnęła, ale, mając ogromne poczucie winy, zamarła w miejscu, kiedy Tom dogonił Harry'ego, chwytając jego ramię i ze złością oraz brutalnie zmuszając go do zatrzymania się w połowie.

Przez chwilę zastanawiała się, dlaczego oni, zwykle tak ostrożni – wręcz paranoicznie – nie zabrali tego ze sobą do zamkniętej, zablokowanej i dźwiękoszczelnej klasy, jak to mieli w zwyczaju. Musiało stać się tak w porywie chwili, do której doszło jeszcze przekonanie, że wszyscy byli na kolacji. To nie tak, że korytarz nie był pusty i znajdował się na uboczu.

Co wydarzyło się potem było niemal zbyt szybkie do zauważenia, ale okazało się, że Harry wykręcił się w uścisku, rzucając Toma o znajdującą się za nim ścianę, chwilę później ze wściekłością zaciskając dłonie na przedniej części jego koszuli.

- Odpuść – syknął. – Nie powiem ci, więc po prostu daj sobie spokój.

Dłoń Riddle'a zacisnęła się wokół nadgarstków Harry'ego, zdenerwowana, w przeciwieństwie do spokojnego tonu jego głosu.

- Uważaj, kochanie… przyszpilanie mnie do ściany w taki sposób może sprawić, że ludzie odniosą mylne wrażenie. – Ton jego głosu był bezgranicznie szyderczy, z nutką papugowania, która sprawiła, że stała się jeszcze bardziej ciekawa treści ich wcześniejszych rozmów. Harry zacisnął szczękę, ale go nie puścił.

- Mam to na myśli… - zaczął.

- Poza tym, czy to nie ty z nas dwóch powinieneś być tym masochistycznym? – kontynuował Riddle, sprawnie mu przerywając. – Chociaż bardzo ciekawe jest obserwowanie tak zadziornej części ciebie, być może czasem nawet moglibyśmy grać w ten sposób, ale, mimo wszystko, myślę, że zdecydowanie bardziej lubię to.

A następnie ich role się odwróciły, ich ciała zawirowały i plecy Harry'ego z dźwięcznym hukiem uderzyły o twardą powierzchnię, wypuszczając powietrze z jego płuc.

Zdała sobie sprawę, prawdopodobnie po raz pierwszy, jako że to Tom był zwykle tym, który ciągnął za sobą Harry'ego, że, pod względem fizycznym, byli oni bardzo wyrównani.

Harry mógłby prawdopodobnie podobną siłą z łatwością ponownie ich odwrócić, za wyjątkiem tego, że podczas gdy jego uścisk zaciskał się na koszuli Riddle'a, prawa ręka Tom przytrzymywała ramię jej najlepszego przyjaciela, a lewa przesunęła się do gardła Harry'ego. Uścisk Harry'ego był wynikiem gniewu, a kiedy go zaciskał, z założenia miał być on jedynie tymczasowy… ten miał na celu trzymanie go jak łańcuchu.

W głębi swojego umysłu Hermiona mimowolnie zastanawiała się czy Harry był w pełni świadomy choćby ich równości i co musiałby zrobić, by odwzajemnić ten gest.

Różnica między nimi wydawała się być taka, że Harry bardziej uważał na przebywanie tak blisko siebie i martwił się o granice nakładane przez społeczeństwo, był mniej skłonny do wywołania poważnych uszkodzeń, podczas gdy Riddle najwyraźniej w najmniejszym stopniu się tym nie przejmował.

Wymieniła spojrzenie z Ronem, który wydawał się jednocześnie zamrzeć w miejscu.

To… nie było coś, czego się spodziewała.

Jasne, publicznie byli oni dość kontaktowi i intensywni, ale wiedziała teraz, że ich publiczna postawa była niczym – niczym – w porównaniu do tego. W towarzystwie wydawali się krążyć wokół siebie, instynktownie przesuwając się, jak gdyby z powodu równowagi grawitacyjnej, ale zachowywali pełną świadomość swojego otoczenia.

To… to było inne.

Byli skoncentrowani tylko na jednym i dotyk, który wcześniej łagodnie powstrzymywali, zyskał nową intymność. W jak wielkim zaprzeczeniu żył Harry, kiedy mówił, że nie durzy się w Tomie?

Być może nie był gejem, nawet interesując się tą jedną osobą, która była, na wszelki wypadek, znacząco, mężczyzną? Z drugiej strony, gdyby już nie myślała, że się w sobie podkochują… w kontekście Toma i Harry'ego, być może wielu zinterpretowałoby tą fizyczna bliskość jako kolejną potyczkę o władzę?

Oczywiście, był to dla nich kolejny poziom, na którym walczyli i dla jednego z nich fizyczna dominacja umożliwiała pozbawienie drugiego pewnego stopnia kontroli, a co za tym idzie, wszystko to było wielowarstwowe. Nawet, jeśli było to pożądanie, nie chodziło jedynie o nie. To było zbyt agresywne i absorbujące.

Harry spojrzał na niego ostro.

- Po raz kolejny wydajesz się odnosić fundamentalne, mylne wrażenie, że jesteś za mnie odpowiedzialny – powiedział chłodno. – To nie twoja sprawa.

- Nie moja sprawa? – Uścisk Riddle'a wzmocnił się. – Śmiem twierdzić, skarbie, że jeśli nawiązujesz umowy z moim przyszłym odpowiednikiem, to treść tych umów jest w znacznym stopniu moją sprawą… Voldemort również wydaje się tak myśleć.

- Voldemrot lubi powodować problemy.

- Co, na Salazara, mu obiecałeś? – warknął Tom, wydając się tracić cierpliwość.

- Nie powiem ci – odparł Harry, powoli i wyraźnie. – Zabieraj ze mnie swoje łapy.

- Dlaczego? – Głos Riddle'a zmienił się nagle na mruczenie, jego uścisk się zmienił. – Bo ludzie pomyślą, że jesteśmy parą? Bardziej niż już teraz wydają się tak sądzić? Dlaczego ta myśl sprawia, że czujesz się tak niezręcznie, Harry, to nie tak, że media regularnie nie drukują o tobie innych nieprawdziwych informacji… co w tym jest takiego, iż sprawia to, że stajesz się taki… podenerwowany?

- Ta taktyka nie zadziała – oświadczył jej najlepszy przyjaciel, chociaż zesztywniał. Skoro ona to zauważyła, wiedziała, że Riddle również.

- Jaką umowę nawiązałeś z Voldemortem?

- Nie powiem. - Harry przesunął się pod uściskiem i nastąpiła krótka walka, kończąc się gwałtownie, kiedy Riddle, cóż, zasadniczo oszukiwał, używając znaku.

Usta Toma wykrzywiły się.

- Hmmm, uparty – mruknął dziedzic Slytherina, wydając z siebie dziwny dźwięk. – Ale, wiesz, możemy stać tutaj do zakończenia kolacji, jeśli to ci pasuje… pasuje ci to, Harry? Podoba ci się to? To znaczy, już ustaliliśmy, że dreszczyk emocji powoduje u ciebie…

Syk, ostry, w odpowiedzi.

- Och, kocham, kiedy mówisz w wężomowie, ale może mógłbyś wyjaśnić, co miałeś na myśli… mam przestać? Co mam przestać, Harry? Co ci robię?

Nie miała pojęcia, skąd Tom wziął odwagę na to, by naciskać dalej, magia Harry'ego wrzała, jego temperament objawiał się w niebezpiecznym, lodowatym spojrzeniu. Nastąpiła cisza.

- Co, nie masz żadnej dowcipnej riposty, kochanie? Twój język zazwyczaj jest o wiele bardziej… zaangażowany.

Wyraz twarzy Harry'ego zmienił się, chłopak nagle uśmiechnął się w sposób zbyt słodki, by był szczery.

- Uważaj, Tom, jak tak dalej pójdzie, to ludzie mogą zacząć wierzyć, że posiadasz serce zdolne do odczuwania ludzkich uczuć i pragnień. Nie chciałbyś tego i, szczerze mówiąc, myślałem, że stać cię na lepsze panowanie nad sobą, bardziej przyzwoite, ale najwyraźniej się myliłem.

Riddle zmrużył niebezpiecznie oczy.

Na to wyglądało, że słabość, konsekwencje braku kontroli, wydawały się być podobną bronią, tak samo ostrą. Dłoń Toma opadła, ale chłopak nie cofnął się, a na jego twarzy pojawił się wyraz zamyślenia.

- Uwaga do samego siebie, nigdy nie ośmielaj się okazywać troski o swojego lekkomyślnego, najlepszego przyjaciela, nawet jeśli zwykle wykazuje on tendencję do samobójczych planów i programów.

- T…

- Wiesz, naprawdę powinieneś się w końcu zdecydować… chcesz, bym okazywał swoją „ludzką" stronę i troskę, jak twierdzisz, czy mam być pozbawioną emocji skorupą, kiedy zaprzątam sobie głowę tym, jakie zachowanie ci będzie odpowiadać?

- No cóż, nie wiem, myślę, że to zależy od tego, czy planujesz okazać mi swoje prawdziwe emocje, czy może po prostu używasz swoich niezwykłych umiejętności aktorskich, aby wymanipulować to, co chcesz osiągnąć – zripostował Harry, nie dając zbić się z tropu.

Patrzyli na siebie przez chwilę, obaj nie chcąc ustąpić. Właściwie była nieco zaskoczona, że trwa to tak długo, gdyż jasne było, że żaden z nich nie wykazywał chęci do pójścia na kompromis z jakąkolwiek drobnostką. Byli bardzo kochającą/nienawidzącą się parą… dwójką… duetem… parą.

Nie obchodziło ją, co mówił Harry, oczywiste było, że są parą!

- Umowa ta zawarta została tak szybko po naszej – głos Toma stał się bardziej biznesowy, wszelkie gierki zniknęły. – Co sprawia, że jestem przekonany, iż próbujesz przeciwstawić się złożonemu mi przyzwoleniu, całkowicie oczywiste jest to, że nie jesteś zbytnio zadowolony z moich planów. Już, bez wątpienia, myślałeś o tym, by wykorzystać wyrzuty sumienia, przeciągałbyś negocjacje, gdybyś nie widział przynajmniej jednej luki w czymś, co wywołuje u ciebie taką niepewność. Szczerze mówiąc, nie istnieją żadne inne luki, w przeciwnym wypadku uwzględniłbym je, co oznacza, że ta umowa jest zabezpieczeniem na wypadek, gdyby twoja aktualna luka cię zawiodła.

Ostrożnie się sobie przypatrywali, uważnie, znów przesuwając się, nie będąc tego nawet świadomym.

Mimowolnie była pod wrażeniem tego, jak szybko pracował umysł Riddle'a, był jak… jak Sherlock Holmes czy coś w tym stylu! Albo nie, bardziej jak Moriarty. Moriarty był tym złym, kryminalnym geniuszem.

Był Moriartym… ale czy to nie sprawiało, że Harry był Sherlockiem? To wydawało się być nieracjonalne, wcale nie dlatego, że jej przyjaciel był głupi, po prostu - i czuła się strasznie, myśląc tak – nigdy nie był on szczególnie błyskotliwy intelektualnie.

Merlinem, przy Tomie jako Mordredzie.

- Po prostu odpuść – powiedział znowu Harry, ale tym razem ciszej.

- Jesteś lekkomyślny i, podobnie jak ja, nie możesz znieść utraty. To, w połączeniu z twoim biernym pragnieniem popełnienia samobójstwa… - Harry wydawał się próbować temu zaprotestować, ale Tom nie pozwolił mu na przerwanie. - …i faktem, że jedyne, czego chce od ciebie Voldemort, to twoja śmierć, sprawia, że niewiarygodnie martwię się o twoją umowę i wymyślone przez ciebie rozwiązanie.

Oczy Hermiony rozszerzyły się ze zrozumieniem. O nie.

Harry odwrócił wzrok i było to potwierdzenie bardziej dosadne niż jakiekolwiek słowa, a także, przez ułamek sekundy, podczas której jej przyjaciel skierował swoją uwagę na coś innego, zauważyła, że ramiona Riddle zdawały się opaść, a chłopak wydawał się stracić trochę życia.

- Mam nadzieję, że się mylę, chociaż w to wątpię, ponieważ zawsze mam rację. – Nie było żadnego śladu po tym przygaśnięciu, kiedy wzrok Harry'ego wrócił na niego, jedynie ten śmiertelny wyraz. – Zaryzykuję stwierdzenie, że Voldemort musi żyć, aby twój plan awaryjny doszedł do skutku… tak więc zapewniam cię teraz, że kiedy następnym razem się z nim spotkam, będzie martwy. Wprowadzi to nieco bałaganu do twojego głównego planu, ale, no cóż, w takim razie prawdopodobnie w ogóle nie powinieneś zawierać takiej głupiej umowy.

Tom wycofał się, ale Harry się nie ruszył, wpatrując się w dziedzica Slytherina.

- Nie wybaczę ci.

- Nie musisz mi wybaczyć, chcę po prostu, byś został.

Riddle oddalił się bez słowa.


Lestrange rozwiązał kawałek pergaminu, dyskretnie rzucając okiem na wszystko wokół siebie.

Idziemy do Gringotta w piątek, za dwa dni.

Bądź gotów.