Z całego serca dziękuję Himitsu za zbetowanie rozdziału i zadbanie o to, by nadawał się do czytania.
Ariano, cóż... trudno mu się z tobą nie zgodzić :). Evolution, mam nadzieję, że taka nagła zmiana zachowania Harry'ego ci pasuje :). Harry po prostu czasami w mniejszym bądź większym stopniu ukrywa swoją prawdziwą naturę, w poprzednim rozdziale musiał bardzo udawać, gdyż sytuacja, w jakiej został postawiony, wymagała mocnych środków. Oczywiście, Tom go niesamowicie zmienił, zatem ta bardziej niebezpieczna natura jest teraz dla niego bardziej prawdziwa, niemniej jednak trzeba pamiętać o tym, że Harry wciąż jest Harrym :). I zgadzam się z tobą co do Narcyzy - tak, również cieszę się z tego, że przedstawiona została jako silna i niezależna kobieta. Co do czasu i jego określenia - akcja ficka rozgrywa się teraz mniej więcej wczesną wiosną, zatem do końca roku szkolnego, a zarazem terminu realizacji umowy między Harrym a Dumbledore'em, zostało jeszcze kilka miesięcy. Voldemort ze swojej strony w pewien sposób narzuca chłopakom termin, w którym muszą dopiąć swoje plany na ostatni guzik, gdyż w momencie, w którym zaatakuje, muszą być w pełni przygotowani na ich realizację. Oczywiście Tom ma o wiele większą swobodę, gdyż jego plan polega na przeciągnięciu Harry'ego do innych czasów i zniszczeniu całego przyszłego świata, w tym Voldemorta, zatem Riddle zrealizować go może w momencie, kiedy tylko ukończone będzie miał odpowiednie zaklęcie. No i kiedy Harry będzie miał horkruksa, który zapewni mu to, że nie zniknie wraz z rozpadającą się przyszłością. To było takie zebranie w jednym miejscu wszystkich znanych nam do tej pory faktów :). Oczywiście, wszystko może się jednak jeszcze zmienić. Cieszę się, że podoba ci się sposób, w jaki toczy się akcja tego opowiadania, że wydaje ci się ona prawdziwa i naturalna... Wymiana różdżek rzeczywiście jest bardzo interesującym gestem, chociaż sama przyznam, że nigdy nie poświęcałam jej aż tak wielkiej uwagi :). Ale, cóż, czas to zmienić! Oczywiście nie wyjawię ci dalszego postępowania Toma - będzie interesujące, tyle powiem. I tak, elokwencja Harry'ego jest powalająca... Kradzież notatnika rzeczywiście jest ciosem poniżej pasa, ale na wojnie i w miłości wszystkie chwyty dozwolone, czyż nie? I chcę jeszcze tylko powiedzieć, że również cieszę się z nadejścia wiosny :). neko246, dokładnie! Taki jest właśnie plan Toma - przywiązać duszę Harry'ego do jakiegoś przedmiotu, by chłopak nie rozpadł się wraz z zanikającym z powodu zmiany przeszłości światem, i wziąć go z powrotem do czasów Riddle'a. Ocenę tego planu pozostawiam tobie, bo można to zrobić na naprawdę różne sposoby - wszystko zależy od punktu widzenia. Z całą pewnością Harry będzie miał dość dużą niechęć do rzucenia Avady - chociaż, czy będzie musiał ją znów rzucać, tego nie powiem. Notatnik Toma na razie przemilczę... I mówisz, że Nagini traktuje Toma podobnie do Voldemorta? Trudno powiedzieć... Chociaż z całą pewnością woli go od Harry'ego. Mimo wszystko, jest to ta sama osoba co Czarny Pan. Podejrzewam jednak, że mając do wyboru Toma i Voldemorta, wybrałaby tego drugiego - to w końcu jego kawałek duszy w sobie nosi, o ile oczywiście w ogóle można mówić o Voldemorcie jako o kimś innym niż Tom pod względem duszy... Ale tak, Tom wciąż ma pełną duszę, a to bezpośrednia cząstka Voldemorta znajduje się w Nagini. I mnie również niesamowicie cieszy fakt, że za oknem pojawiła się wiosna :). Veniti, taak, to trochę niezwykłe - zwłaszcza, że mówimy o Tomie. Myślę, że jeżeli się nad tym głębiej zastanowić, to fakt wymiany różdżek był czymś o wiele większym niż początkowo mogłoby się wydawać. Była to chyba jedna z najbardziej wyraźnych oznak tego, że Tom naprawdę ma do Harry'ego niezwykle wiele zaufania... Tom! Przyszły Czarny Pan! O tym, czy Harry będzie potrafił zabić, co się stanie jeżeli tego nie zrobi, z myślą o czym byłby w stanie... o tym nic nie powiem. Dowiesz się niedługo :). I zgadzam się, Harry nieźle się wkopał ;).
Bardzo dziękuję za komentarze, które czytało mi się z prawdziwą ciekawością i na które odpowiadało ze szczerą przyjemnością. To dzięki nim zmusiłam się dzisiaj do tego, by znaleźć chwilę czasu i wrzucić ten rozdział :).
Słowniczek: wężomowa
Ulubieniec Losu
Rozdział sto trzydziesty ósmy
Harry zamarł bez ruchu w absolutnym przerażeniu, jego wzrok zatrzymał się na otwartych oczach Toma.
Niemal krzyknął z zaskoczenia. Cieszył się jednak, że tego nie zrobił.
Po dokładniejszym przyjrzeniu się, doznał uczucia całkowitego niedowierzenia, histerycznej ulgi i zdziwienia.
To było Glamour. Oczy Toma zostały zaczarowane w taki sposób, by wyglądały na otwarte i śledzące każdy jego ruch.
On tak naprawdę się nie obudził.
Większość ludzi krzyknęłaby, zaczęła wyjaśniać lub w jakiś sposób hałasować z powodu tej pozornej konfrontacji, otwartych oczu, co naprawdę obudziłoby dziedzica Slytherina. To był mechanizm obronny.
Harry poczuł, jak jego bijące oszalałym tempem serce znowu zwalnia i skierował swoją uwagę, z nawet jeszcze większą ostrożnością, z powrotem na notatnik. Chciał się szaleńczo roześmiać. Z powodu zaufania Toma co do „spania" z otwartymi oczami.
Wzdrygnął się, w jakiś sposób to spojrzenie nawet jeszcze bardziej zaczęło go teraz niepokoić. Naprawdę myślał, że dostanie ataku serca.
Nie wiedział, czy Tom miał jakiś inny egzemplarz tego zaklęcia, prawdopodobnie tak, ale Harry wciąż czuł, że musi coś zrobić. Poza tym, być może uda mu się zbałamucić Hermionę lub Marvola do spojrzenia na te notatki i powiedzenia mu, w jaki sposób mógł sabotażować przewidywane przez nie wydarzenia. Westchnął.
Nie pozostało mu zbyt wiele czasu.
Lucjusz twierdził, że Voldemort zaatakuje w ciągu miesiąca, a na podstawie tego, co wywnioskował po zachowaniu Toma, oznaczało to, że koniec czasu wybije dla nich za jakieś dwa tygodnie.
Miał tak wiele do zrobienia. I musiał ostrzec Dumbledore'a. Jakkolwiek wygodnie wyglądało jego łóżko, ubrał się i, wraz z notatnikiem oraz kilkoma innymi rzeczami, bardzo wczesnym rankiem wymknął się z dormitorium.
Zeviego wyrwała brutalnie ze snu gwałtowna magia, która wypełniła pokój, śmiertelna i niebezpieczna.
Natychmiast stał się czujny, napięty, jego wzrok skierował się na Toma, nawet jeśli nie ośmielił się ruszyć.
Oczy jego Pana płonęły ze wściekłości, jego pięść zaciskała się na różdżce tak mocno, że jego kłykcie pobielały. Zadrżał i tak dyskretnie, jak tylko był w stanie, głębiej schował się pod swoją kołdrę. Zerknął na łóżko Harry'ego.
Puste. Dawno opuszczone. Znów na Toma.
Och, bogowie. Co tym razem zrobił Harry?
Harry podniósł wzrok, kiedy Tom wtargnął do Wielkiej Sali, kierując się prosto do jego miejsca przy stole Ślizgonów, uderzając dłońmi o stół. Harry był lekko zaskoczony.
Oczekiwał, że Tom poczeka, by załatwić to prywatnie albo przynajmniej w Pokoju Wspólnym, co było powodem, dla którego zdecydował się udać do Wielkiej Sali na długie śniadanie. Na szczęście, większość uczniów wciąż była w swoich łóżkach. Chociaż kilku nauczycieli i uczniów wciąż jednak się tutaj znajdowało, gapiąc się na nich.
- Gdzie on jest? – zażądał młody Czarny Pan.
- Gdzie jest co? – odparł spokojnie Harry.
- Mój notatnik. Który ukradłeś. Gdzie go dałeś? – Tom wyraźnie z trudem panował nad swoim głosem i to wystarczyło, by zwiększyć jego już i tak spore zdenerwowanie. W odpowiedzi uśmiechnął się pod nosem.
- Być może powinieneś mieć więcej niż jeden egzemplarz ważnych dla siebie dokumentów, nie uważasz? – odparł, doskonale wiedząc, że zaczarował swój egzemplarz tak, by zniszczył jakiekolwiek inne dokumenty, z którymi również był powiązany.
Próbował spalić oryginał, ale był on ognioodporny. A także odporny na rozerwanie.
W następnej sekundzie ręce owinęły się wokół jego gardła, dusząc go, a twarz Toma przybrała niemal pusty wyraz. Ręce Harry'ego automatycznie uniosły się, ale siłą powstrzymał się on przed próbą odsunięcia od siebie duszących go palców.
Tak spokojnie, jak tylko był w stanie, odwzajemnił spojrzenie, ignorując przerażone jęki, które potoczyły się po całym pomieszczeniu.
- Powiedz mi, gdzie go umieściłeś!
- Zabieraj swoje łapy z mojego gardła – odparł zdyszany Harry, jego głowa zaczynała wirować.
- Powinienem cię zabić.
- Nie zrobisz tego.
Przed oczami zaczęły mu się pojawiać czarne plamy, a wzrok Toma był przeszywający, morderczy, a następnie… chłopak puścił go, jak gdyby z obrzydzeniem odpychając go od siebie, opadając na miejsce obok niego. Harry prychnął, nie mogąc się powstrzymać, wciągając mocno powietrze, mając zawroty głowy, ale będąc z siebie zadowolonym.
McGonagall wahała się, czy podejść do ich stołu – widziała ich zachowanie w przeszłości, tak wiele razy, podejrzewał, że naturalny instynkt mówił jej, by zostawiła ich w spokoju, jako że inni ludzie, mieszający się w ich spawy, zazwyczaj tylko wszystko pogarszali i żaden z nich nie doceniał tego, że ktoś ingeruje w ich gierki - wyraźnie rozdarta pomiędzy swoimi obowiązkami jako nauczyciela, w oczach którego musiało wyglądać to na dość poważną próbę morderstwa, której normalnie, prawdopodobnie, niezwłocznie by zapobiegła, a chęci zostania tam, gdzie była.
W końcu widząc, że Harry został uwolniony, wycofała się, ostro skupiając na nich swoją uwagę.
Harry potarł swoje gardło, odchrząkając, po czym wyprostował się, otrząsając z doświadczenia bliskiej śmierci.
- Możesz podać mi herbatę? – zapytał niewinnie. Oczy Toma zwęziły się, ale w następnej sekundzie dzbanek uderzył o stół obok niego. – Dzięki. – Nalał sobie trochę herbaty, uważnie popijając wywar, który działał kojąco na jego zmaltretowane gardło. Był w stanie wyczuć na sobie spojrzenie Toma.
- Gdzie on jest? – zażądał ponownie Riddle. – Coś ty zrobił?
- Gdybym ci powiedział – odparł spokojnie Harry – zabieranie ci go w ogóle nie miałoby żadnego sensu. Od jak dawna, przy okazji, zaczarowujesz się tak, by zdawało się, że twoje oczy są otwarte w czasie snu? To cholernie dziwaczne.
- Mógłbym rozedrzeć twój umysł legilimencją – ostrzegł nieustępliwie Tom, nie chwytając przynęty.
- Jasne, że byś mógł – zgodził się Harry. – Ale to unieważniłoby twoje zastrzeżenia co do mojego planu, czyż nie?
- Twój plan… - mruknął Tom, sięgając do przodu z błyskawicznie szybkim refleksem, ciągnąc za medalion tak, że wbijał się on w skórę na jego szyi, chociaż go nie przyduszał. – Jeśli nie zwrócisz mi mojego notatnika, upewnię się, że twój plan nigdy się nie uda.
Harry zamrugał.
- Bo przecież jesteś teraz tak pomocny – oznajmił, spoglądając na pierścień znajdujący się na palcu Toma, niedaleko od medalionu. Nagini znajdowała się w klatce obok nich, ignorując ich, obrażona (nie odważył się zostawić węża bez nadzoru lub oddaleniu od niego, ku niezadowoleniu wielu ludzi), a puchar owinięty był w moleskin* i odpowiednio zaczarowany.
Sam owinął dłoń wokół medalionu na wypadek, gdyby Tom próbował wyszarpać go z jego szyi, i spróbował złagodzić sposób, w jaki łańcuch wbijał się nieprzyjemnie w jego skórę.
- Mogę go zniszczyć, wiesz? – oświadczył Tom, wymieniając z nim spojrzenia, nawet nie zerkając na wspominanego horkruksa. – Twój plan roztrzaskałby się na kawałki.
- Obiecałeś nie krzywdzić tych, na których mi zależy, a obecnie uważam, że mi na nim zależy.
- Zależeć – stwierdził Tom. – Być czymś zainteresowanym, czuć miłość, sympatię i zaniepokojenie o coś, dbać o coś. Twoja relacja z Marvolem nie pasuje do tych kryteriów, jakkolwiek cię on interesuje i jak, bez wątpienia, jesteś o niego zaniepokojony z powodu swoich planów, doskonale wiem, że nie czujesz do niego miłości czy sympatii.
- Nie możesz klasyfikować wszystkiego poprzez słownikowe definicje – powiedział Harry. – Na przykład: miłość. Możesz kochać kogoś na różne sposoby, a zatem nie musisz spełniać wszystkich części słownikowych definicji i wszystkich kryteriów miłości, by kogoś kochać. A zatem, możesz kochać swoją rodzinę, nie mieszając w to uczucie w żaden sposób, errr, seksu.
- Nie według Freuda. – Tom uśmiechnął się krótko, po czym wyraz jego twarzy stał się bardziej poważny. – Ale, niemniej jednak, sposób w jaki „zależy" ci na „Marvolu" nie jest wystarczający, by powstrzymać mnie przed zniszczeniem go. Możesz sobie na to pozwolić?
- Jeśli zniszczysz moje plany, nigdy nie zwrócę ci notatnika – oświadczył ze wściekłością Harry. – A wtedy czas imploduje, chcesz tego? Nie? Chyba w takim razie walkowerem skończymy na moim planie.
Tom roześmiał się chłodno.
- Ponieważ zamierzasz oddać mi moje zaklęcie – którego, na wypadek, gdybyś chciał wiedzieć, wymyślenie zajęło mi wieki – jeśli obiecam mu nie zaszkodzić, tak? Nie. Oddaj mi mój notatnik albo będziesz mógł patrzeć na to, jak czas imploduje i cieszyć się wiedzą, że mogłeś temu zapobiec – powiedział Tom, a jego głos niemal syczał z kontrolowanej wściekłości.
- Blefujesz.
- Och, przeciwnie, kochanie, mówiłem ci, wolałbym raczej, byśmy obaj odnieśli porażkę, niż byś ty mnie pokonał.
- To po prostu małostkowe – warknął. – Czy pozostanie w przyszłości jest dla ciebie tak straszne?
- Czy udanie się do przeszłości jest dla ciebie tak straszne? – zripostował natychmiast Tom. – A to, co uznaję w twojej metodzie za nie do przyjęcia, to ty kończący ze zniszczonym umysłem na poziomie jednorocznego dzieciaka.
- No cóż – odparł ze wściekłością Harry. – Twoje metody są złe.
- Proszę cię – prychnął Tom z całkowicie protekcjonalnym wyrazem twarzy. – Nie bądź tak czarno-biały, to ci naprawdę nie pasuje. Nie ma czegoś takiego jak dobro i zło.
- Jest tylko władza i potęga, i ci, którzy są zbyt słabi, aby je osiągnąć? – zapytał szorstko. – Poza tym, skoro tak bardzo lubisz słownikowe definicje. Zło: a) niemoralność, b) coś, co umyślnie powoduje ogromne szkody, ból lub emocjonalny wstrząs, c) złośliwość. Twój plan ma w sobie to wszystko, a więc, co za tym idzie, jest zły.
- A twój plan? – zripostował Tom, przyglądając mu się bezlitośnie. – Niemoralny – samobójstwo jest grzechem śmiertelnym… definicja samobójstwa: zabicie się i/lub świadome działanie przeciwko temu, co dla siebie najlepsze… skończenie jako warzywo, bohaterze? Powiedziałbym, że to sprawia, że twój plan jest niemoralny.
- T…
- Coś, co umyślnie powoduje ogromne szkody, ból lub emocjonalny wstrząs… całkowicie jasno dałem ci odczuć swój wstręt odnośnie twojego planu, a twoje zachwycenie nim sprawia, że jestem dość emocjonalnie wstrząśnięty. Złośliwość… celowo powodujesz kolejny ból, ponowne scalenie ze sobą duszy w jedną całość jest dręcząco bolesne i często kończy się śmiercią. Spójrz na to – powiedział zbyt swobodnie Tom. – Twój plan jest zły.
Harry spojrzał na niego ostro. Jego plan NIE był zły!
- Cóż, twój plan jest bardziej zły – warknął. – Krzywdzi większą ilość ludzi.
- Właściwie nie krzywdzi nikogo – stwierdził Tom. – Przeciwnie, śmiem twierdzić, że sprawienie, iż nie będą istnieć, przysporzy im mniej cierpienia i mniej ich skrzywdzi. Cóż, przypuszczam, że ty będziesz nieco zaniepokojony, ale reszta… ale teraz, pozwól mi jeszcze raz spojrzeć na twój plan, dobrze? Jestem emocjonalnie wstrząśnięty, lepiej wyjdziesz martwy niż jako warzywo, Voldemort prawdopodobnie także lepiej wyjdzie martwy, tysiące ludzi umarło pod ciężarem pierwszej wojny z Voldemortem, wliczając w to twoich rodziców, a do tego wszyscy twoi przyjaciele pewnie również będą zrozpaczeni z powodu twojej ofiary. Brzmi to tak, jakby to twój plan był bardziej zły.
Harry nigdy wcześniej nie czuł się tak bardzo sfrustrowany.
- Tak, tak właśnie by było, gdybyśmy żyli w świecie słownikowych definicji. Prawdziwe życie jest jednak nieco inne…
- Oddaj mi mój notatnik – zażądał ponownie Tom, przerywając mu niebezpiecznie. – Albo prawdziwe życie się skończy.
Przyglądali się sobie. Czy Tom naprawdę pozwoliłby na to, by czas implodował, gdyby nie udało mu się zrobić wszystkiego po swojemu? Tak. Nie musiał się nawet nad tym zastanawiać.
Dziedzic Slytherina z całą pewnością był wystarczająco małostkowy. Jego pięści zacisnęły się.
Tom wydawał się wyczuć swoją przewagę, tak jak rekin wyczuwa krew, i napierał naprzód, upuszczając medalion tylko po to, by położyć dłoń na ramieniu Harry'ego, częściowo naciskając palcami wokół jego szyi, szyderczo łagodnie w porównaniu do tego, jak robił to niecałych dziesięć minut wcześniej, przyduszając go.
- Zrobiłem już wystarczająco rzeczy związanych z moim planem, Złoty Chłopcze, mogę poczekać – Tom urwał, przechylając głowę w szyderczo nonszalancki sposób, uśmiechając się z niefrasobliwą uprzejmością. – Oczywiście na twoim miejscu nie zwlekałbym zbyt długo ze zwróceniem mi mojego notatnika, zwarzywszy na to, że do końca czasu zostało nam jakieś cztery miesiące, bo wtedy świat samoczynnie ulegnie autodestrukcji z powodu paradoksu czasu. O ile, oczywiście, jesteś skłonny do tego, by patrzeć, jak to się dzieje, bohaterze?
Drań. Cholerny drań.
Myślał, że w końcu byli na jednym poziomie, jako że nie musiał martwić się o swoich przyjaciół (i z całą pewnością byli bardziej sobie równi), ale wyglądało na to, że tak nie było, Tom wciąż był skłonny do tego, by przekraczać granice, których on nie chciał i nie mógł przekraczać. Fuj. Moralność była uciążliwa, ale wciąż nie dawał sobie z nią spokoju i jej nie odrzucał.
Tom wrócił do śniadania, zachowując się jak gdyby nic się nie stało, ale kostki jego kłykci pobielały, a niebezpieczne napięcie unosiło się w powietrzu obok niego.
- Och – dodał młody Czarny Pan, wsypując płatki do miski. – Jutrzejszej nocy spełnisz swoją część tej umowy.
Tej umowy. Horkruksy. Jutro!
Jego filiżanka roztrzaskała się.
* moleskin – gruba, mocna tkanina bawełniana
