Podziękowania za zbetowanie rozdziału wędrują do Himitsu.
Veniti, och, w takim razie jeszcze bardziej cieszę się, że ci się podobał :). I zgodzę się z tym, że wiosna za oknem jest po prostu cudna. Tom z pewnością ma teraz na głowie wielki problem związany ze skutkami rozdarcia duszy Harry'ego. Z pewnością, jak to Tom, będzie próbował je w jakiś sposób przezwyciężyć, chociaż na razie nie powiem, czy mu się to w ogóle uda. Harry, którego teraz widzimy, jest niemalże kimś zupełnie innym. I mówisz, że mieliście charakterystykę? Z tego co pamiętam, to u mnie też wszyscy woleli rozprawki, ale ważne, że dałaś sobie radę :). Co do Małego Księcia - myślę, że powinni go uznać. Postać z pewnością jest odważna - bo odwaga może objawiać się na naprawdę różne sposoby. Sama miałabym przy nim problem z wybraniem wystarczającej ilości przykładów tej odwagi, chociaż Mały Książę odważny był z pewnością. Alergii, przynajmniej na razie, na szczęście nie odczuwam - i mam nadzieję, że tak pozostanie :). AliceSz, tak, z pewnością trudno jest spostrzec powody tego optymizmu. Powiedziałabym o tym coś więcej, ale zwłaszcza teraz, pod koniec, nie chcę niczego zdradzać, zatem wybacz, ale się przed tym powstrzymam :). A co do ostatnich rozdziałów - jeszcze ich kilka przed nami jest, wierzę, że nie będzie tak źle jak może się wydawać. Ariano, nie masz za co przepraszać - emocje są całkowicie zrozumiałe. Od razu mówię, że moja odpowiedź może nie być najlepsza, gdyż na każdym kroku powstrzymuję się od zapisania jakichkolwiek insynuacji - dlatego, gdyby pojawiły się jakieś aluzje co do dalszej fabuły, to proszę, bierz je z przymrużeniem oka, gdyż z dalszą fabułą mogą nie mieć nic wspólnego. Wariacja Harry'ego jest całkiem zrozumiała, biorąc pod uwagę to, jak bardzo horkruksy są sprzeczne z wyznawanym przez niego systemem wartości. Czy Harry zamienia się w Toma... trudno powiedzieć. Myślę, że to zależy od punktu widzenia. Chociaż z pewnością powiedzieć można, iż Harry stracił wiele swoich bardzo charakterystycznych cech, które go od Toma odróżniały. I tak, nienawiść do samego siebie ma w tym dużą zasługę. Skoro nie chcesz zdradzić przypuszczeń, to oczywiście to uszanuję i tylko będę trzymała kciuki za to, by były jak najbliższe prawdy :). I mówisz, że Harry być może zamienia się w Lestrange'a? Na razie tego nie skomentuję :). I zgadzam się, pomysł zamienienia się duszami z pewnością jest dziwny. Chociaż nie jestem do końca pewna, czy dusze można przyrównywać do owoców, jako że nie mają one żadnych... cielesnych ograniczeń. Są materią, którą, jak sądzę po opisaniu tworzenia Harry'emu horkruksa, można modulować na wszelkie możliwe sposoby. Cieszę się niezwykle z tego, że tak często mogę zobaczyć twój wspaniały komentarz :). No i, oczywiście, przeczytać twoją opinię na temat aktualnych wydarzeń w opowiadaniu. I zobaczysz, doskonale dasz sobie radę po zakończeniu, jest tyle wspaniałych opowiadań, które można jeszcze przeczytać, poza tym ja z pewnością, jeżeli już chodzi o samego "Ulubieńca", zajmę się jego prequelem i sequelem, są też miniaturki, inne tłumaczenia. Zatem, spokojnie ;). Jukira, zmiana Harry'ego, mimo wszystko, myślę, że była do przewidzenia - chłopak nienawidził horkruksów z całego serca, czuł do nich moralną niechęć. Fakt stworzenia mu jednego nie mógł w żaden sposób się na nim nie odbić. Nowy Harry przeraża chyba wszystkich, którzy są świadomi jego zmiany - po prostu takie zachowanie nie jest dla niego ani trochę naturalne. I mówisz, że Tom ma dobry plan? :) Na razie tego nie skomentuję... Cieszę się, że sądzisz, że każdy kolejny rozdział jest coraz bardziej ciekawy i pełen napięcia. :) elain679, Luna i to, na ile jej słowa są prawdziwe, wyjaśni się już niedługo. Chociaż cieszę się, że podobała ci się akcja ze Snape'em... Zakres zmian Harry'ego to coś, o czym nie chcę na razie mówić. Chociaż te zmiany z pewnością, w mniejszym bądź większym stopniu, tam są. Luna, tak jak wszyscy inni, nie do końca rozumie relacji między Harrym a Tomem - chociaż przyznam, że sadzę, iż daje sobie z tym radę najlepiej niż wszyscy. Miło mi również słyszeć, że spodobała ci się ta wypowiedź Toma oraz przyznam, że twoja dotycząca jej wypowiedź była bardzo ciekawa :). Evolution, masz rację, rozdział był pełen emocji, które siedzą teraz w Potterze - och biedny, biedny Harry. Niezwykle cieszę się, że pomimo braku słów udało ci się coś napisać - bardzo ci za to dziękuję. Bardzo interesująca wypowiedź dotycząca Harry'ego i tego, czy to dalej on, czy może już ktoś inny - ach, tak bardzo pragnę teraz tutaj coś napisać, ale z jakiejkolwiek strony nie złapałabym moich myśli, zdradzałyby one przyszłe zachowanie Harry'ego. A tego nie chcę... Jedyne, co chyba mogę powiedzieć, to że z pewnością mamy do czynienia z nową odmianą Harry'ego, kimś, kogo wcześniej jeszcze nigdy nie widzieliśmy. Na ile Harry wciąż jest Harrym... to trzeba będzie ocenić samemu. A o nauczycielach, dyrektorze i wszystkich innych jeszcze będzie, zatem nie będę w tej chwili odpowiadała na to pytanie :). Nie powiem, czy słowa Luny ziszczą się, skupię się jedynie na tym, co było w opublikowanych juz rozdziałach, zatem proszę nie brać moich słów jako zapowiedzi przyszłych wydarzeń - Luna jest bardzo mądra, zauważa rzeczy, na które nie zwracają uwagi inni ludzie. Jej słowa jak dotąd zawsze się sprawdzały, udowodniła nam też, że zależy jej na Harrym. A Tom... Tom jest Tomem. Wierzy w swoją nieomylność. Nie zapominajmy, że nigdy nie miał powodu, by w nią nie wierzyć - nawet, kiedy się pomylił, otoczony był przez swoich zwolenników, którzy tych pomyłek mu nie wypominali, a jedynie przyjmowali na siebie ich konsekwencje. I jeszcze chciałam powiedzieć o jednym - o wyrzutach sumienia Harry'ego. Bo one są. Harry odczuwa ogromne wyrzuty sumienia, które z pewnością wystarczyłyby do przywrócenia mu kawałka duszy. cały problem polega na tym, że Tom spodziewał się, iż tak będzie i zadbał o to, by niemożliwe było, by horkruks powrócił do Pottera. Nie tylko zmodyfikował całe zaklęcie i rytuał, na domiar wszystkiego jeszcze trzyma swoim własnym umysłem horkruksa, nie pozwalając mu na wydostanie się z "pojemnika". Zatem z wyrzutami sumienia Harry'ego wszystko jest w porządku... mniej więcej. W każdym razie są wystarczające. I rozumiem twoje zdumienie planem Toma - chociaż nie jestem do końca pewna, czy można nazwać to planem. Może raczej... pomysłem? :) Ale z pewnością jest to strasznie pokręcone, tak jak powiedziałaś - miałby w sobie cząstkę Voldemorta i Toma. Czy pomysł Toma wypali, to się oczywiście niedługo dowiesz :).
Dziękuję za wszystkie wasze komentarze, bardzo się cieszę, że mogę przeczytać to, co sądzicie o aktualnych rozdziałach, zwłaszcza, że zbliżamy się do końca... Cieszę się, że rozdziały wciąż wam się podobają i po prostu dziękuję, że czytacie to tłumaczenie :).
Mam nadzieję, że poniższy rozdział się wam spodoba.
Słowniczek: wężomowa, [rozmowa przez połączenie]
Ulubieniec Losu
Rozdział sto czterdziesty drugi
Zevi czuł się wytrącony z równowagi.
Harry zmienił się; z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu wydawało się, że przeszedł ogromną transformację. Próbował zachowywać się normalnie i, zwłaszcza w otoczeniu swoich Gryfońskich przyjaciół, bez zarzutu odgrywał swoją rolę, ale czasami miewał potknięcia.
Oczy Toma bardzo uważnie go śledziły, co kilka minut podnosząc się, by sprawdzić stan chłopca, chociaż jego Pan roztargniony był z powodu wściekłego bazgrolenia w swoim nowym notatniku.
Słyszał, co stało się z tym starym i nie był do końca pewny czy powodowało to, że był przerażony, zszokowany, czy pod wrażeniem. Być może czuł po trochu wszystkie trzy uczucia, chociaż ani słowem nie pisnął na temat tego ostatniego.
Najstraszniejszą rzeczą była nagła umiejętność Harry'ego do wykonywania rozkazów oraz jego przygnębienie.
Och, wciąż przekomarzał się z Tomem, oczywiście, i wciąż robili to, co zazwyczaj, ale… coś się zmieniło. To znaczy, chociaż Harry przekomarzał się i drażnił, po prostu gdy dochodziło do bardziej poważnych spraw lub kiedy Tom wypowiadał swoje komentarze na temat moralności, to chłopiec całkowicie zamykał się w sobie, wyglądając na nieco zagubionego i niepewnego.
To sprawiało, że kiedy zaczynał myśleć o tym, co się stało, przechodził go dreszcz. Nie potrafił dokładnie określić wszystkich zmian, ale one były. Harry zachowywał się normalnie, ale krzyczący z niego pewien rodzaj desperacji wskazywał na to, że było to raczej udawanie „normalności", niż prawdziwe jej odczuwanie.
Jego oczy… czasami po prostu stawały się takie zimne.
Co dziwne, łatwiej było zauważyć tę różnicę poprzez zwracanie uwagi na ostrożne przyglądanie się chłopcu przez Toma i to, że nie zaczął szydzić z niego z powodu tej nagłej uległości.
Normalnie, gdyby Harry z jakiegoś szalonego i osobliwego powodu zaczął okazywać jakąkolwiek, choćby najmniejszą posłuszność, dziedzic Slytherina drażniłby go i podjudzał do czasu, kiedy ten znów byłby praktycznie najeżony przekorą.
Westchnął, po czym zamarł.
Harry wstał i wymknął się z pokoju.
Riddle, marszcząc brwi, wydając się być w swojej pracy w momencie, który wymagał nadzwyczaj wzmożonej, intensywnej koncentracji, nie zauważył tego. Zeviemu zaschło w ustach i wymienił spojrzenia z Abraxasem, zastanawiając się, czy powinien coś powiedzieć. Alphard znów flirtował z Greengrass.
Powiedzenie czegoś wydawało się być zdradzeniem Harry'ego, ale jeśli coś było nie tak… z drugiej strony, Tom nie wydawał się być w nastroju do tego, by mu przerywać. Wahał się, bezradnie.
- Co jest? – nadszedł głos ich Pana, który nie podniósł wzroku.
- Ja… - Abraxas wydawał się zbierać w sobie. – Czy Harry miał sobie pójść?
Głowa dziedzica Slytherina wystrzeliła w górę.
Harry wszedł do Pokoju Życzeń, przez całą drogę do tego pomieszczenia jego żołądek zwijaj się ze strachu, że na kogoś wpadnie.
Na przykład Snape'a. Dumbledore'a. Lub Rona, Hermionę albo Lunę.
Wiedział, że nie ma zbyt wiele czasu, aż Tom go dogoni (jasne było, że Riddle w ogóle mu nie ufał! Chociaż, z drugiej strony, sam Harry też sobie nie ufał…) i z tego też powodu zażądał od pokoju, by powstrzymał on przed wejściem kogokolwiek innego.
A następnie zsunął Medalion ze swojej szyi.
Postanowił, że teraz zapamięta po prostu każdą zasadę moralną, jaką kiedykolwiek wcześniej uważał za ważną i będzie się do niej stosował, nawet jeśli nie będzie uważał tego za coś słusznego. Z pewnością będzie mógł dzięki temu postępować właściwie, prawda?
Będzie imitować chłopca, którym kiedyś był.
Jakkolwiek bardzo chciał się ukryć przed światem do czasu, kiedy będzie się czuł bardziej tak, jak kiedyś… i znów, dlaczego tego chciał? Stary Harry Potter był żałosny w tym, jak nieugięty był w sprawie moralności… Salazarze. Nie wierzył, że właśnie o tym pomyślał. Przebiegł palcami po bliznach niedokończonych „wyrzutów sumienia", wbijając w nie paznokcie.
Starał się czuć wyrzuty sumienia, naprawdę się starał, i wiedział, że je czuje, ale oczywiste było, iż nie wystarczyły do tego, by powróciła do niego jego dusza. Być może odłamek był nim zbyt zniesmaczony. Odłamek. Jak wyglądał jego horkruks? Zastanawiał się, czy Tom otworzył go, by to sprawdzić.
Cóż, nie miało to znaczenia. To mu teraz nie pomoże.
Chodziło o to, że nie miał jeszcze czasu na to, aby rozbić się na kawałki.
Zsunął Medalion z szyi, jak zawsze ignorując Nagini.
- Otwórz się.
Marvolo rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym się znajdowali, po czym ponownie spojrzał na niego. Głowa horkruksa natychmiast przechyliła się oceniająco na bok, podczas gdy ten do niego podpłynął.
- No, no, no, nigdy nie wspomniałeś o takiej zmianie – wymruczał cień, przebiegając czymś, co przypuszczał, że było jego dymnymi knykciami, po jego policzku. – Jak podoba ci się bezduszne życie, bohaterze?
- Nie jestem bezduszny! – niemal wrzasnął. Knykcie Marvola zamarły.
- Zastanawiałem się, dlaczego mnie wczoraj nie wezwałeś, to wszystko jest wciąż świeże, co? Wciąż próbujesz znaleźć równowagę?
- Wiesz o tym? Działo się to również w twoim wypadku?
- Jeszcze intensywniej – stwierdził Marvolo. – My musimy się bardziej przyzwyczaić, tak więc nie marudź, dzieciaku.
- Nazwij mnie tak jeszcze raz, a nadam ci jakiś nowy kształt za pomocą Szatańskiej Pożogi – warknął z irytacją. Horkruks tylko roześmiał się okrutnie, okrążając go w spekulacyjny sposób, po czym znów się przed nim zatrzymał.
- Och, jak bardzo musisz sobą teraz gardzić – mruknął Marvolo. Oczy Harry'ego zwęziły się niebezpiecznie.
- Mam dla ciebie ofertę – powiedział zamiast tego. Szkarłatne oczy zabłyszczały.
- Mów, dzieciaku.
Rzucił się na niego wściekle, tylko po to, by przejść przez niematerialną formę Horkruksa, sycząc z bólu, upadając na podłogę. Mavolo roześmiał się ponownie, siadając obok niego, głaszcząc jego głowę.
- Nie przechodziłbym przeze mnie, gdybym był tobą, to sprzeczne z prawami natury, by takie same dusze, lub nawet dwie różne od siebie, napotykały się w taki sposób.
Harry próbował usiąść, ignorując palce bawiące się jego włosami.
- Nie nazywaj mnie dzieckiem, nie jestem nim. I przestań mnie dotykać.
- Ale to cię tak wspaniale drażni, jak mógłbym się temu oprzeć? – zripostował cień. Harry nie był pewien, czy mówił o przezwisku, czy dotykaniu. Oba były okropne. – A teraz daj spokój, no dalej, co to za oferta?
Harry zjeżył się, słysząc taki protekcjonalny ton. Wiedział, że Marvolo robił to celowo, jakikolwiek miał tam ku temu powód.
- Naprawdę prowokujesz kogoś przechodzącego przez etap równowagi? – zapytał, próbując wyciągnąć z niego odpowiedź. – Mógłbym cię w tej sekundzie zniszczyć, bez chwili wahania.
- Rzeczywiście, i zniszczyć samego siebie w głębi swojej rozpaczy – odpowiedział rozbawionym tonem Marvolo. – Nie byłbyś w stanie znieść braku możliwości grania w tę swoją całą grę polegającą na patchworkowaniu ludzi, a nie będziesz jej miał, jeśli stracisz jakąkolwiek kolejną część, niszcząc mnie. Twoja ostateczna rozgrywka jest w końcu powodem, dla którego zgodziłeś się na dokonanie takich zmian; kiedy się ona skończy lub zdezaktualizuje, stracisz wszystko, co masz.
Harry przymknął oczy. Racja.
Dlaczego Horkruks mu to mówił? By jeszcze bardziej go torturować, jako że Marvolo wiedział, iż tak naprawdę nie może się teraz zbytnio kontrolować, a także przewidując, że jeśli pęknie i zrujnuje wszystko, będzie to o wiele gorsze. Zacisnął pięści.
Podwinął rękawy swojego lewego ramienia, po raz pierwszy ujawniając mu znak.
- Chciałbym, abyś się tego pozbył – stwierdził. Postawa Marvola nie zmieniła się, chociaż Harry wiedział, że ten go rozpoznał, kilkakrotnie widząc już tego węża w akcji w czasach, kiedy towarzyszył im Tom. Przesunął po nim swoją zniekształconą ręką.
- A co dostanę w zamian?
- Ciało w ciągu dwóch tygodni. Opuścisz medalion, znów będziesz żyć.
Horkruks zamarł. Oferował pozorne negocjacje, ale ostatecznie Harry wiedział, że cień nie będzie się w stanie temu oprzeć.
- W ciągu dwóch tygodni odbędzie się twoja konfrontacja z Voldemortem – zauważył Marvolo. – Ponowie się z nim połączę. I tak byś to zrobił, dlaczego powinienem zgodzić się na to, by ci pomóc?
- Naprawdę wierzysz, że Tom nie powstrzyma mnie od stanięcia z nim twarzą w twarz lub zrobienia tego, skoro posiada możliwość, by z taką łatwością ograniczyć moje ruchy? – odparł. Jego plan mógłby się nigdy nie powieść, gdyby nie mógł oddalić się od Toma na odpowiednio dużą odległość.
- Zniszczyłby mnie, gdyby się dowiedział, że to zrobiłem – odpowiedział Horkruks.
- Wolisz zatem na całą wieczność pozostać w medalionie? – zapytał delikatnie, okrutnie. – Bo obaj wiemy, że to wieczność mamy. Takie rozwiązanie jest równie korzystne dla nas obu.
Marvolo milczał przez moment, mrużąc oczy. Harry nie wątpił, że miał swoje własne plany.
- W takim razie uznaj to za umowę, dzieciaku.
Jakiś czas później Harry wyszedł z Pokoju Życzeń (zarysował swoje przedramię znakami paznokci, aby przynajmniej trochę ukryły brak obecności znaku), napotykając siedzącego przy jego wejściu Toma, bazgrolącego w swoim notatniku.
- Nie powinieneś się oddalać – zauważył dziedzic Slytherina z zimną nutką gniewu.
- Robiłem to wcześniej.
- Nie jest wcześniej. Jesteś psychicznie i emocjonalnie niestabilny.
Martwił się. Jak osobliwie.
- Tak jak ty, psychopato, czy to znaczy, że przez resztę życia powinienem trzymać cię na smyczy?
Tom wysłał mu ostre spojrzenie.
- Poza tym – dodał Harry, idąc korytarzem – jeśli martwisz się o to, że się załamię, to nie powinieneś tego w ogóle najpierw powodować.
- Gdzie teraz idziesz? – zażądał Tom.
- Zabić się, mamusiu.
Ręka młodego Czarnego Pana wystrzeliła, uderzając nim o ścianę. Przewrócił oczami.
- To był żart – stwierdził pogodnie.
- Wymyśl jakiś zabawniejszy – syknął w odpowiedzi Tom. – Od kiedy wypowiadasz do mnie jakiekolwiek żarty dotyczące roli rodziców? Kilka miesięcy temu nie mogłeś nawet znieść tego, jak wypowiadałem ich imiona.
Harry nagle poczuł paraliżujące ukłucie przerażenia i zamrugał. Wiedział, że Tom wyczuł to, biorąc pod uwagę, że rozluźnił swój uścisk. To była obrzydliwa, chora rzecz do powiedzenia. Dlaczego to zrobił?
- Ja… - głos mu się załamał. Tom westchnął, przyglądając się mu. Odwrócił się od dziedzica Slytherina, poruszony i zmartwiony. Przełknął ślinę. – Czy to tak właśnie zawsze się czujesz? – zapytał cicho.
- Czyli jak? – zakwestionował Tom i Harry mógł tylko wyobrazić sobie zmieszanie na jego twarzy, chociaż nie odwrócił się, by je zweryfikować.
- Apatycznie, nie troszcząc się o nic. Miewając nagłe huśtawki temperamentu i emocji.
- W pewnym sensie – przyznał cicho młody Czarny Pan. – Chociaż moje emocje są bardziej stabilne. Mam rzeczy, o które zawsze się troszczę, a także rzeczy, które nie uważam za ważne, o ile zauważenie ich nie jest dla mnie korzystne. – Tom urwał. – Nie stałeś się nagle psychopatą, Harry.
Harry przeniósł nieznacznie spojrzenie, po raz kolejny mając swojego towarzysza w polu widzenia.
- Wiem, po prostu… - znów się zawahał. – Jak sobie z tym radzisz? Jak…
- Nigdy nie znałem niczego innego. – Tom wzruszył ramionami.
- Ale możesz wyczuć moje emocje, prawda?
- Tak, ale to nie znaczy, że je rozumiem lub że nie są one dla mnie zupełnie obce.
Harry milczał, przygryzając wargę.
- Gdzie go umieściłeś? – zapytał ponownie.
- Gdzie umieściłeś mój notatnik?
- Odpowiesz mi na moje pytanie, jeśli odpowiem ci na twoje? – spojrzał na niego, tym razem ostrzej.
- Tak – odparł Tom, przyglądając się mu równie uważnie.
Znów odwrócił wzrok. Bezsensowne negocjacje. Nie zrobił jeszcze wszystkiego. Tom będzie miał wszystko, czego potrzebował do realizacji swojego planu, jeśli odzyska swój notatnik. Najlepiej zostawić go u Hermiony.
Ponownie zaczął odchodzić, ale Tom chwycił go za rękę.
- Co robisz? – zażądał po raz kolejny chłopiec.
- Naprawdę wierzyłeś, że będę po prostu siedzieć i patrzeć na to, jak dokańczasz swoje plany, nic nie robiąc ze swoimi? – Harry uniósł brwi. – Myślałem, że miałeś być geniuszem.
Szczęka Toma zacisnęła się.
- A tak przy okazji, przeklnę cię, jeśli spróbujesz mnie powstrzymać – oświadczył Harry, gdy chłopiec otworzył usta, aby coś powiedzieć. Przez moment oczy Toma błyszczały czymś niemożliwym do rozszyfrowania, po czym uśmieszek wykrzywił jego wargi.
- Ty przeklniesz mnie, jak zamierzasz zdołać to zrobić, kochanie?
- To naprawdę dość proste, wskazuję różdżką i wypowiadam magiczne słowa – odparł sucho. – Czy teraz się przesuniesz? – Tom przyglądał mu się przez chwilę, zamyślony.
- Nie.
W następnej sekundzie miał różdżkę w ręce, machając nią w kierunku dziedzica Slytherina, i sekundę później Tom wykręcił go tak, że jego plecy przylegały do klatki piersiowej starszego chłopca, a jego ramię owinięte było mocno wokół nadgarstka dłoni, która trzymała różdżkę.
- Wciąż jeszcze musisz się trochę nauczyć o byciu bezwzględnym – mruknął do jego uszu młody Czarny Pan. – Jedną z dobrych wskazówek jest brak grożenia, bo to daje tylko czas twojemu przeciwnikowi na to, by zaplanować kontratak.
- Po prostu nie możesz przestać być sukinsynem, co? – Harry uśmiechnął się ironicznie.
- Nikt nie może, w końcu nie osądza się syna za grzechy ojca…
Harry fuknął z odrazą, kopiąc swoją nogą, łamiąc goleń Toma, powodując, że ten syknął z bólu, automatycznie go uwalniając. Wyprostował się, poprawiając swoje ubranie.
Poczuł odległe ukłucie wyrzutów sumienia widząc ból, zasłonięty przez ręce chłopca, stan jego kostki. Zignorował je. Nie miał już na to czasu, do diabła z tym jakich środków sięgnie, by dopiec swego.
- Tym razem lepiej? – zapytał leniwie.
Tom patrzył na niego z dziwnym wyrazem twarzy. Ruszył korytarzem, nic więcej nie mówiąc.
- Naprawdę się zmieniłeś – szepnął za nim Tom. – Stałeś się… chłodniejszy. Mniej pogubiony.
Nagle stał się świadomy jego emocji. To właśnie to, bardziej niż cokolwiek innego, sprawiło, że się zatrzymał, znowu odwracając.
- Już za mną tęsknisz – stwierdził, marszcząc brwi. – Tęsknisz za Harrym.
Tom spojrzał na niego beznamiętnie. Harry wiedział jednak, że miał rację i uśmiechnął się nieznacznie, złośliwie.
- Naprawdę myślałeś, że będę taki sam, prawda?
- Brak duszy nie powinien zmienić cię tak bardzo – odparł Tom. Harry roześmiał się, nieco gorzko.
- Myślałeś, że nim będę, po prostu nieśmiertelnym, być może nieco bardziej przychylnym do niektórych praktyk, czyż nie? To nie działa w ten sposób. – Jego głos się załamał, wesołość zniknęła, zastąpiona przez smutek. – Odrzuciłeś na bok jako nic nieznaczące wszystko, w co wierzyłem, Tom. Błagałem cię, abyś przestał, błagałem. Czy to ci niczego nie powiedziało? NIE? – Praktycznie wykrzyczał to ostatnie, po czym potrząsnął głową. – Nie, oczywiście, że nie. Ponieważ twój sposób zawsze jest najlepszy, prawda? Idealny Tom Riddle nie mógł zgodzić się na to, by wziąć pod uwagę opinię kogoś innego i zawsze w końcu ma rację…
Tom wyglądał na dotkniętego.
- Harry…
Jego oczy rozszerzyły się, a umysł dogonił wypowiedziane słowa, ręka uniosła się do ust. Oczy zamknęły się, jęk przedarł przez zaciśnięte usta. Nie mógł uwierzyć, że to powiedział. Nigdy tak nie myślał.
- Mam horkruksa do upolowania – wyszeptał.
Tom patrzył jak Harry odchodzi, czując w swojej klatce piersiowej dziwnie uczucie.
Horkruks w nim znów się napiął, borykając się z nim, rozpaczliwie próbując powrócić i to, samo w sobie, coś mu powiedziało.
Naprawi to. Naprawi Harry'ego.
To on to zrobił.
Kiedy tylko będą w przeszłości, kiedy zwyciężą śmierć…
Minerva McGonagall próbowała zapomnieć, naprawdę, ale nie mogła. Już w przeszłości zauważyła, że mieszanie się w sprawy „Ślizgońskiego Duetu" nigdy nie było dobrym pomysłem.
Sami dobrze rozwiązywali swoje problemy, na swoich własnych zasadach, których nikt inny nie mógł mieć choćby nadziei zrozumieć. Nikt nie wiedział o nich wystarczająco, by móc pośredniczyć między nimi, a oni także nie zawracali sobie głowy taką ingerencją i osobą, która jej dokonywała.
A jednak obraz, którego była świadkiem, wciąż ją nawiedzał.
Złośliwość i brak kontroli nie były cechami, które przypisywała znanemu jej Harry'emu Potterowi lub Harrisonowi Evansowi, bo on zawsze był miły, miał dobre intencje. Nie był idealny, był w pełni zdolny do utracenia kontroli nad swoim temperamentem lub bycia brutalnym, ale… i ten sposób, w jaki przylegał do Riddle'a, jak ktoś złamany.
To ją przerażało.
Jak zbawca Czarodziejskiego Świata mógł zostać tak nagle złamany? Co między nimi zaszło, skoro nawet tortury Voldemorta nie wystarczały do tego, by tak bardzo go zniszczyć? Był blady jak ściana, przeskakiwał pomiędzy różnymi osobowościami, jak gdyby w jakiś sposób przysporzył sobie rozdwojenia jaźni.
Nie rozumiała tego. Była pewna, że nie chce.
Albus chciał mieć ich obu w garści, bez względu na to, jak mocno się temu sprzeciwiała.
Tom Riddle był czarujący i przystojny, wiedziała o tym, ale wiedziała również doskonale czym się stał, a więc jaki mógł teraz być, nawet jeśli nie była tego pewna, kiedy był jeszcze tylko ich charyzmatycznym prefektem. Był okrutny, widziała jak bawił się ludźmi. Ale również mocno wierzyła, że jakimś cudem troszczy się o ich bohatera.
Bez względu na to, co się stało, jeśli zostawi się ich samych sobie, Riddle naprawi również i to.
Zauważyła wyraz jego twarzy, kiedy powstrzymywał Harry'ego od zaatakowania Severusa, równie ochronny, jak i powstrzymujący sposób zaciskania jego ramion na chłopcu, bladość jego twarzy, absolutną niepewność w jego oczach.
Wiedziała, że Albus wierzył, że chłopiec tylko udawał i nie negowała tego, że prawdopodobnie kłamał on, udawał i maskował swoją prawdziwą naturę zastraszająco wiele razy, składał obietnice, których nie miał zamiaru dotrzymać, jeśli nie były one przypieczętowane przysięgą, ale… nie zwiódł Pottera.
Wszyscy, których widziała w towarzystwie Toma Riddle'a, zawsze za nim podążali, za wyjątkiem Harry'ego. Na tyle, na ile widziała, Tom również nie podążał za Harrym, ale nie domagał się także od niego uległości i wydawał się rozkoszować buntem Harry'ego.
To było niezwykłe.
Nie, Riddle absolutnie o niego dbał, tak mocno, jak tylko Tom Riddle był w stanie.
Jego uczucie był obsesyjne, pokręcone i mroczne, była tego pewna, ale było tam, i to całkowicie zaangażowane.
Nie chciał, by Harry'emu stało się cokolwiek złego, tak więc szczerze wierzyła, co może być dziwne, że jej Gryfon był w stosunkowo bezpiecznych rękach.
Czymkolwiek było to okropne wydarzenie, oni przez to przejdą.
Nie mogła sobie wyobrazić, by było inaczej.
Harry szybko przerzucał strony książek o założycielach, rozpaczliwie szukając jakiejkolwiek wskazówki na to, czym mógł być ostatni horkruks.
Tiara Gryffindora… Miecz Gryffindora… Puchar Huffelpuff… Berło Huffelpuff… Diadem Ravenclaw… Ravenclaw… chwila.
Przekartkował z powrotem na diadem Rawenclaw.
To mógł być każdy przedmiot należący do założycieli albo, tak naprawdę, coś z nimi niezwiązanego lub znaczącego dla Toma, ale… już wcześniej widział ten diadem.
Gdzie go widział? Gdzie?
Boleśnie opuścił głowę na stół.
Voldemort potarł ręką czoło, emocje uderzały o jego bariery oklumencyjne, pozostawiając na nich słaby ślad. Pamiętał umowę, jaką miał z Potterem.
Czuł, że coś było nie tak, lekkie brzęczenie jego magii sugerowało, że w oczach Chłopca, Który Przeżył przysięga zaczęła obowiązywać.
Co się stało, że spowodowało tak drastyczną zmianę? Ostatecznie nie miało to znaczenia, ale był ciekawy.
Prawdziwe pytanie brzmiało, czy zająć się tym teraz, czy może poczekać aż w ciągu tygodnia rozpocznie się wojna i wtedy zniszczyć wraz z chłopcem całą Jasną Stronę.
Musiał pozbyć się również więzi życia i nie było sposobu, by Potter zgodził się na warunki jej zdjęcia… chyba że… jego oczy rozszerzyły się.
Te emocje, ta huśtawka, ten strach przed utratą moralności…
Zły uśmieszek pojawił się na jego ustach.
Właściwie, to było idealne…
Pięć minut później aportował się na krawędzi barier Hogwartu, własnym umysłem znajdując… rozszarpany(!) umysł chłopca.
[Twoja umowa domaga się spłacenia, bohaterze. Przyjdź i staw czoła swojemu Losowi.]
