Ognista Whisky dla Himistu w podziękowaniu za zbetowanie rozdziału.
Ariano, bo autorka, podobnie jak ja, najwyraźniej lubi poznęcać się (tylko troszeczkę) nad czytelnikami ;). Ale wedle prośby, rozdział wrzucam jak najszybciej się da... elain679, Zevi był w bardzo korzystnej sytuacji - Tom nie sądził, by ktokolwiek prócz Harry'ego mógł mu zaszkodzić, zatem to na niego skierował całą swoją uwagę. Powiedziałabym, że plan Harry'ego pod tym względem był bardzo przemyślany i... Ślizgoński(?). I tak, w tym rozdziale listy - które osobiście uwielbiam, pomimo całej ich patetyczności i w ogóle wszystkiego innego. :) Tom jest dość zdesperowany, dlatego posunął się aż do dosłownego unieruchomienia Harry'ego - zresztą, wszyscy są teraz zdesperowani... Tina, myślę, że rozumiem twoją frustrację ;). Och, mam nadzieję, że finał ci się spodoba, naprawdę mam taką nadzieję... Niezwykle cieszę się słysząc, że to opowiadanie podoba ci się tak bardzo, iż uważasz je za jedno z najlepszych i... ach! tak się speszyłam, że nie wiem co powiedzieć. Po prostu bardzo miło mi słyszeć, że tak uważasz. Szczególnie życzony przez ciebie czas się przyda, bo to jego mi najbardziej ostatnio brakuje, zatem bardzo dziękuję :). Zetsubou Hime, bardzo miło jest mi ciebie znowu widzieć i cieszę się z tego, że wciąż w jakiś sposób byłaś z tym opowiadaniem :). Zeviego naprawdę da się kochać, to uroczy chłopak - chociaż chciałam zauważyć, że podobnie do przyjaciół Harry'ego, Zevi nie miał całkowitej kontroli nad swoimi decyzjami. Również na niego Harry rzucił jakieś zaklęcie. Co do konsekwencji tego czynu jednak - został on przedstawiony, ale nie wiem, czy zauważony, ewentualnie mogę później, pod koniec to dojaśnić... Niestety relację Zeviego ze Snape'em znamy jedynie z relacji słownych, krótkich napomknięć. Również boleję nad tym, że postać Snape'a nie miała żadnej ciekawej rozmowy z Prince'em... Trzymam kciuki za maturę! :) Evolution, cieszę się zatem, że poświęcasz się i mimo wszystko czytasz na bieżąco :). I masz rację, wszyscy pragną za wszelką cenę zrealizować swój plan. Bo to, który z nich wygra, zadecyduje o wszystkim. Taak, zakończenie bardzo blisko - nie wiem, czy to cię w jakiś sposób pocieszy, ale ja również nie potrafię w to uwierzyć. I jako tłumaczka przeżywam to chyba równie mocno jak czytelnicy (nie powiem, jednym z największych powodu takiego stanu są komentarze, przez które zostaję zarażana wszystkimi waszymi - czytelników - emocjami)... Wiele, naprawdę wiele dowiesz się z dzisiejszego rozdziału - och nie, nie wszystko. Ale jakąś część. Jakąś bardzo dużą i znaczącą część :). A na temat Dumbledore'a milczę jak grób. Na temat "planów" też. I w ogóle wszystkiego... I taak, błagający Tom - to fragment, który też bardzo lubię. Jest taki... absolutnie szczery. Rozpaczliwy... Co się tyczy listów - absolutnie zostały one - w dzisiejszym rozdziale! - przytoczone (uwielbiam je, naprawdę je uwielbiam...). Co do syku, masz niestety rację - możemy sobie tylko wyobrażać, co Harry mógł powiedzieć Tomowi. I, ach!, niech będzie - rozdział wrzucam dzisiaj. Mam nadzieję, że nie będę tego żałować :). Veritaseria, widzę, że plan Harry'ego całkowicie ci nie odpowiada - i, ach!, co mam powiedzieć, skoro wszystko okaże się w poniższym rozdziale? :) No, może nie wszystko - ale bardzo, bardzo duża część, przynajmniej na obecny moment. Dziękuję, że w ogóle napisałaś komentarz, nic nie szkodzi, że krótki - zawarłaś w nim to, co uważałaś za najważniejsze i to dla mnie liczy się najbardziej. Dziękuję również za wypowiedzenie się w sprawie tytułu :). Seshi, no to może na początek powiem, że bardzo miło mi jest cię poznać :). I proszę nie bić, ja tylko biedny tłumacz - gatunek zagrożony wyginięciem! :) Ale ze wrzuceniem rozdziału pośpieszyłam się jak tylko mogłam - aż sama się sobie dziwię... Keti, taak, możliwości nieskończone, a rozwiązanie tylko jedno ;). Oczywiście co się stanie dalej, tego nie zdradzę, chociaż wielu rzeczy przekonasz się dzisiaj - a potem tylko dwa rozdziały i będę gotowa odpowiedzieć na wszystkie pytania i wątpliwości :). Chociaż przyznam, że z ciekawością czytało mi się twoje przypuszczenia na temat tego, co się stanie :). neko246, nic nie szkodzi, każdemu się zdarza ;). Tom ogólnie jest niezwykle inny od Voldemorta, ale również niezwykle do niego podobny - mnie osobiście trudno zdecydować. Jeżeli chodzi o pogodę - dzisiaj było przepięknie, aż żal ściska serce, kiedy pomyśli się jak było na majówkę... veniti, chyba jednak pozostanę przy tym graczu ;). Tak, Harry pokazał w poprzednim rozdziale na co go stać - powalił mistrza! Taak, za to z pewnością należą mu się gratulacje :).
Dziękuję za wszystkie komentarze - są bardzo, bardzo interesujące i niezwykle wielką przyjemność sprawia mi ich czytanie. Nie potrafię chyba wyrazić słowami jak wiele znaczy dla mnie możliwość poznania waszej opinii. Jesteście wspaniali :).
Pod wpływem tak wielu komentarzy i lekkiej namowy Evolution oraz kilku innych komentujących, nie miałam serca nie wrzucić dzisiaj rozdziału - wprawdzie jest już dość późno, ale mam nadzieję, że i tak wystarczająco wcześnie ;).
Szybko przypomnę o ankiecie na moim profilu - osoby niezarejestrowane, które nie mogą w niej zagłosować, zachęcam do wyrażenia opinii w komentarzu, jak najbardziej ją uwzględnię.
Miłego czytania!
Słowniczek: wężomowa, listy
Ulubieniec Losu
Rozdział sto czterdziesty siódmy*
Zevi, kiedy pierwszy raz cię spotkałem, oczekiwałem, że będziesz, tak jak Snape, zgorzkniałym, zimnym sukinsynem z talentem do eliksirów. Teraz już wiem, że tylko to ostatnie jest prawdziwe i chcę – teraz, kiedy jeszcze mogę – przeprosić cię za to, jak cię traktowałem, kiedy się po raz pierwszy spotkaliśmy.
Zawsze byłeś po mojej stronie, kiedy chodziło o Toma (mniej lub bardziej, ale z całą pewnością bardziej niż ktokolwiek inny) i chciałbym ci za to podziękować. Nie mógłbym prosić o lepszego przyjaciela i przepraszam za rzucenie na ciebie zaklęcia przymusu – jeżeli Tom spróbuje cię z tego powodu skrzywdzić, przypomnij mu o przysiędze, jaką mi złożył. Będzie wiedział, o co chodzi.
W każdym razie, nie jest to prawdziwy powód, dla którego teraz do ciebie piszę. Szczerze mówiąc, zawsze byłeś wystarczająco spostrzegawczy, aby wychwycić to, czego nie powiedziałem, nie czując potrzeby, bym wyraził to za pomocą słów albo otworzył się tak, jak to robię teraz.
Nie wiem, co wiesz na temat mojego planu, ale mam dla ciebie zadanie…
Tom zamrugał, jęcząc, zanim jego ciało ogarnęło ekstremalne zaniepokojenie.
Och nie. Co się stało…? Z większym zdecydowaniem otworzył oczy, ale jedynym, co zobaczył, były czarne włosy. Harry? Czekaj, nie, niestety nie…
- Black…? – zaczął gorączkowo, próbując się pozbierać. Wszystko powoli do niego powracało. Salazarze... Harry! Zaczął zbierać się na nogi, zauważając tylko leżących wokół niego oszołomionych Zeviego, Abraxasa i, co ważniejsze, Granger oraz Weasleya.
W jego polu widzenia pojawiły się kolejne, tym razem blond włosy - Lovegood.
Alphard postawił go pewniej na nogi, a w jego oczach lśniła troska. Nie mógł zawracać sobie teraz tym głowy i do diabła z tym, że było to upokarzające.
List opadł z jego ubrania i podniósł go gwałtownie, odwracając, by przeczytać zapisane na nim pismem Harry'ego swoje imię. Harry. Nie miał teraz czasu na czytanie! Wepchnął kopertę do kieszeni, napotykając spojrzenie Alpharda i Lovegood.
Został ogłuszony. Wiele razy. Przez Prince'a – miał zamiar zabić tego małego durnia! Zakładał, że to oni go obudzili. Musiał upewnić się, że im później podziękuje.
- Harry i Voldemort są tam – powiedział szybko Alphard, wskazując poza zamek. – A przynajmniej tak zakładam po odgłosach.
W głosie dowcipnisia nie było teraz nic z jego zwykłej beztroski. Tom skinął z roztargnieniem głową, podnosząc różdżkę, absolutnie wściekły. Jak Harry mógł być taki głupi?!
Zaczął iść we wskazanym kierunku, ale Lovegood złapała go za ramię. Prawie na nią warknął, gotów zabić kolejną osobę, która stanie między nim a jego przyjacielem. Dziewczyna jednak jedynie patrzyła na niego przez chwilę tymi swoimi błękitnymi oczami.
- Musisz wypełnić dziurę – rzekła poważnie, po czym go popchnęła. – Idź! Przynieś go z powrotem.
Z sercem w gardle, pobiegł.
…powiedziałem to także Zeviemu i Alphardowi, ale jeśli mój plan się powiedzie, Voldemort zostanie wysłany z powrotem do roku 1942 na miejsce Toma. Dzięki temu oś czasu nie eksploduje.
Jednakże, wraz z występowaniem osi czasu, stało się dla mnie oczywiste, że Abraxas Malfoy i w ogóle wy wszyscy istnieliście w przeszłości. Daliście życie swoim potomkom – prócz Zeviego, który jednak stworzył eliksir umożliwiający naszym znajomym poczęcie dziecka (wiedziałeś, że Leonard Potter był tak właściwie bezpłodny?). Jego siostra, Eileen, urodziła dupka o nazwisku Snape, który dał życie swojemu synowi charłakowi – Hadrianowi(!), z czego oboje wkrótce zginęli. To sugeruje, że musicie wrócić.
Myślę jednak, że niesłusznym byłoby skazywanie moich największych przyjaciół na przeznaczony wam los, zmuszanie was do sprzymierzenia się z Voldemortem. Dlatego obmyśliłem plan. Jeśli chciałbyś wprowadzić go w życie, do czego nie będę i nie mogę cię zmusić, załączyłem u dolnej części tego listu Zaklęcie Sobowtóra.
Jeśli zechcesz pozostać w tym czasie razem z Tomem, po prostu rzuć je i wyślij w przeszłość alternatywną wersję samego siebie, dzięki czemu linia czasu przebiegnie prawidłowo. Niemniej jednak, możesz także wrócić, jeśli tego pragniesz. Rozumiem, że macie tam swoich przyjaciół i rodziny…
Harry przyglądał się przez chwilę Voldemortowi, który nasłał na zamek każdego swojego śmierciożercę.
- Aby nikt nam nie przerywał – stwierdził chłodno Czarny Pan.
Harry zmrużył oczy, ale nie poruszył się, póki ostatni śmierciożerca nie zniknął. Voldemort wiedział, że nie może pozwolić sobie na uzyskanie z ich strony pomocy.
Dla nich obu dogodne było, że ta bitwa rozegrana zostanie prywatnie. Strach powodował u niego mdłości, jego ręce drżały, a zaciśnięte wokół różdżki palce zbladły. Szkarłatne oczy zauważyły to i zalśniły z rozbawienia.
- Boisz się, Harry? Możesz się teraz poddać, jeśli chcesz.
- Nigdy – splunął.
Voldemort wzruszył leniwie ramionami, a następnie, bez zbędnych ceregieli, w kierunku Harry'ego pognało mordercze zaklęcie. Jego cel był oczywisty. Voldemort nie musiał bawić się z nim lub go torturować, konsekwencje choćby jednego z tych zaklęć mogłyby okazać się katastrofalne.
Przełknął ślinę, usuwając się z drogi zaklęcia. Następnie wskazał różdżką na wroga, zbierając w sobie każdy skrawek odwagi i determinacji, jaki posiadał, wszystkie wyrzuty sumienia, jakie powinien mieć. Zaczął tonąć w poczuciu winy, a łzy zamgliły mu wzrok w żalach zbierających się w nim przez lata i z powodu ostatecznego pożegnania.
- Empathio Reformio! – wrzasnął wyraźnie, atakując równocześnie także poprzez połączenie, mimo że kolejne mordercze zaklęcie minęło go zaledwie o włos.
Jego cel był jasny i oczy Voldemorta rozszerzyły się niemal komicznie.
- Co to jest? – splunął. – Co ty wyrabiasz?
Łzy wciąż spływały mu po twarzy, a różdżkę trzymał nieruchomo w dłoni. Modlił się, by zadziałało. Nie wiedział, co by się stało, gdyby tak nie było.
Pierścień otworzył się, czerń szarżowała na Voldemorta jak zaabsorbowany cień, a potem medalion, puchar, diadem, wąż… i on sam.
Runął na ziemię sekundę po Voldemorcie, krzycząc.
Ból był gorszy od tego, kiedy tworzył horkruksa, gorszy niż wszystko, co kiedykolwiek wcześniej czuł.
Umierał, był tego pewien... albo miał taką nadzieję, sam już nawet nie wiedział. Agonia rozrywała jego płuca, jego serce, rozrywała samą jego duszę. Wzrok mu się rozmazał, a oczy Voldemorta zamrożone zostały na jego postaci z absolutną nienawiścią, kiedy dotarła do niego prawda tego, co się stało. Wszystko to wydawało się trwać wiecznie.
Obaj wylądowali na ziemi, a ich tortura była wspólna i wzajemna.
Ręka trzymająca różdżkę trzęsła się mu teraz gwałtownie. Z trudem zaciskał uścisk i całymi swoimi siłami utrzymywał połączenie, nawet jeśli zwiększona agonia Voldemorta oznaczała większy ból również dla niego.
A w następnej sekundzie coś w niego uderzyło.
Tom!
…jednak ostatecznie wybór należy do ciebie, Alphardzie.
Jeśli wrócisz albo którykolwiek z was zdecyduje się to zrobić, zamiast wysłać swojego sobowtóra, musisz mieć pewność, że bez względu na wszystko Voldemort nigdy nie dowie się prawdy.
Włożę jego wspomnienia do przypominajki - mogłeś widzieć ją u Toma. Wspomnienia z tego roku. On nigdy nie może dowiedzieć się, co się stało. Harrison Evans nie żyje.
Nie było podróży w czasie, w ogóle nic.
Tak musi być, bo Voldemort musi istnieć w moim świecie, a Tom zapewnił mnie, że gdyby mnie znał, nigdy nie mógłby się nim stać. Dlatego też nie może o tym pamiętać. To by wszystko zniszczyło.
Przepraszam.
Może to samolubne z mojej strony, ale wiem, że zrobiłbyś na moim miejscu to samo. Po prostu spójrz na to jak na kolejną grę, Alphardzie, i wiedz, że wszystko się ostatecznie ułoży.
Tom również tutaj zostanie albo, jeśli będzie w szczególnie złym nastroju, zabije Voldemorta i wróci do domu z wami wszystkimi. Jeśli tak się stanie, nie będzie niczego, co mógłbym zrobić… prócz poproszenia ciebie, abyś, gdziekolwiek skończycie, tu czy z powrotem tam… proszę, zaopiekuj się nim dla mnie.
Nie pozwól mu stać się czymkolwiek mniejszym niż pozwala na to jego największy potencjał, on jest wart o wiele więcej.
Nie mam zbyt wiele czasu, wciąż pozostaje tyle rzeczy, które muszę zrobić.
Jeszcze raz dziękuję. Nie jestem zbyt dobry w tych całych pożegnaniach, ale podejrzewam, że tym to właśnie jest - pożegnaniem.
Szczerze życzę ci w życiu wszystkiego najlepszego i mam nadzieję, że uda ci się osiągnąć wszystkie te wspaniałe rzeczy, które chcesz osiągnąć. Nie opłakuj mnie, nie warto, i, jeśli zapragniesz ponownie mnie zobaczyć, kiedy to wszystko się zakończy, proszę tylko, byś pamiętał mnie takim, jakim byłem, a nie jakim się stanę.
Wszystkiego dobrego,
Z czułością i na zawsze,
Harry.
Powodzenia!
- Och, och, kogo my tu mamy… szukasz swojego chłopaka, pięknisiu?
Tom zatrzymał się niechętnie poza zamkiem i jego barierami, bez emocji stając twarzą w twarz ze śmierciożercami i stojącą przed nimi suką - Bellatriks.
Ignorował Lucjusza; wszystkie rozkazy zostały mu już wydane i wszystko dokładnie omówione. Wspaniała, przerażająca bitwa spustoszyła obszar wokół nich, z członkami Ministerstwa i Zakonu Feniksa biegającymi we wszystkich kierunkach i spanikowanymi uczniami, którzy, mimo wszystko, starali się utrzymać nadchodzącą mroczną falę z dala od swojej szkoły.
Ich drogocennego dyrektora nigdzie nie było widać.
- Właściwie to tak – odparł chłodno. – Więc zejdźcie mi z drogi albo was zniszczę.
Zarechotała.
- No już, skarbeńku, wiesz, na kogo się porywasz? – spojrzała na niego pożądliwie, posuwając się do przodu. Na jej ustach rozmazana była krew. Przejechała paznokciem po jego policzku, a on czuł jej gorący oddech na swojej twarzy. – Nie wiem, za kogo się uważasz – syknęła, nagle wściekła – albo jaka łączy cię relacja z naszym Panem, ale nie sądzę, by znaczyło to wiele, kiedy nie ma go tutaj i kiedy nie może cię przed nami chronić. Kim jesteś, co? Riddle nie jest czystokrwistym nazwiskiem.
Twarz Lucjusza zbladła.
- Bella... – zaczął.
W odpowiedzi Tom uśmiechnął się milutko.
A następnie sprawił, że Mroczy Znak zapłonął. Zaczął kroczyć między nimi, kiedy upadli na ziemię, krzycząc, ściskając swoje ramię, wyglądając, jakby chcieli wyrwać sobie skórę, aby tylko uciec przed ogarniającym ich bólem.
- Teraz wiecie, kim jestem? – zapytał drwiąco, nie zwracając uwagi na ich skomlenie. Machnął w powietrzu różdżką, pisząc litery. Czuł, że wszyscy kierują na niego szczególną uwagę.
Tom Marvolo Riddle.
I am Lord Voldemort.
Wszyscy wstrzymali oddech, zszokowani, i stali się bardziej ulegli. Fantastycznie. Następne - Harry.
- A teraz – odezwał się surowo – gdzie jest Harry? I kto pragnie być moim ochotnikiem?
- On już nie będzie żył – wychrypiał jeden ze śmierciożerców. Planując wszystko, wściekle, bez zastanowienia, wystrzelił mordercze zaklęcie, po czym zaklęciem lewitacji usunął sprzed siebie ciało.
- Możesz być moim ochotnikiem – powiedział do trupa. – Reszta niech tu zostanie i wstrzyma atak.
- A więc Potter naprawdę jest Harrisonem Evansem? – zapytał cicho inny Lestrange. Nie zawracał sobie głowy tym, aby mu odpowiedzieć.
Biegł.
Miał wkurzającego bohatera do uratowania.
Hermiono,
Nie sądzę, bym kiedykolwiek wcześniej powiedział ci, jak bardzo cię podziwiam, co?
Jesteś genialna. Jesteś najgenialniejszą czarownicą w naszym wieku i szczerze wierzę, że mogłabyś być dla Toma niezłym przeciwnikiem. Nigdy w to nie wątp.
Ale, co ważniejsze, jesteś jednym z najlepszych przyjaciół, jakich kiedykolwiek miałem i zawsze będę cię za to kochać. Zmieniłaś się tak bardzo z tej nieśmiałej kujonki z kędzierzawymi włosami, która walczyła ze mną z trollem i uratowała kamień. Nigdy bym tego bez ciebie nie zrobił.
Jesteś bohaterem.
Nigdy nie będę w stanie wystarczająco mocno podziękować ci albo powiedzieć, jak niesamowita jesteś.
Przepraszam za momenty, w których cię okłamałem albo nawet do czegoś zmusiłem i nie oczekuję, że mi za to wybaczysz, bo to, co zrobiłem, było niewybaczalne.
Nie wiem, czy będę w stanie ukończyć zaklęcie, które mi dałaś, a jeśli Tom odmówi zrobienia tego, muszę prosić cię, abyś je rzuciła. Zamierzam wysłać Voldemorta z powrotem w czasie na miejsce Toma.
Nie martw się, wszystkim innym się zajmę.
Prawdopodobnie zastanawiasz się, dlaczego piszę do ciebie ten list, zamiast po prostu powiedzieć ci to osobiście… w tej chwili siedzisz naprzeciwko mnie, kłócąc się z Ronem o zadanie z eliksirami dla McGonagall.
Zawsze chciałaś dla nas wszystkiego, co najlepsze, prawda? Dziękuję ci za to i przepraszam, że nigdy wcześniej nie usłuchałem twojej rady.
Obiecałem, że za ciebie nie umrę i to prawda, ale… jestem horkruksem, Hermiono. Odkąd byłem dzieckiem, miałem w sobie jego duszę i według Toma (a on wie, jak to wszystko działa) oznacza to, że mój umysł i wszystko inne rozwijało się wokół tego odłamka… kiedy naprawię Voldemorta i ponownie stworzę z niego Toma, aby wysłać go w czasie, ten odłamek duszy zostanie wyrwany.
Nie sądzę, aby posiadanie umysłu rocznego dziecka było dla mnie czymś bardzo złym, prawdopodobnie będzie tak nawet łatwiej. Po prostu przepraszam, że nigdy ci o tym nie powiedziałem.
Chodzi o to, że to moje pożegnanie.
Być może, pewnego dnia, mój umysł się naprawi, nigdy nie wiadomo, biorąc pod uwagę, jak szybko rozwija się magia lecznicza, ale nie mogę być tego pewien i nie chcę odejść, nie żegnając się z tobą.
Więc: żegnaj, Hermiono. Jeszcze raz dziękuję ci za wszystko. Życzę ci w życiu wszystkiego dobrego i mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa i spełniona, chociaż akurat tego jestem pewien.
Nie pozwól nikomu wmówić sobie, że nie możesz czegoś zrobić, bo możesz. Mam nadzieję, że pewnego dnia zdołasz zaakceptować to, co zrobiłem, ale jeśli tak się nie stanie, zrozumiem.
Tylko nie pozwól mi tym razem skończyć u Dursleyów… myślę, że chciałbym dorastać z Syriuszem i Remusem, jeśli będą mnie chcieli. W każdym razie – dość tego.
Jeszcze raz, ostatni, ci dziękuję.
Z wyrazami całej swojej miłości,
Harry, twój najlepszy przyjaciel.
PS Jeśli Tom zostanie tutaj, pomożesz mu, prawda? Jest w porządku, kiedy już się go pozna. Myślę, że nawet dobrze by wam zrobiło spędzenie ze sobą trochę czasu.
Harry otworzył szeroko oczy, kiedy kolejne zielone światło uderzyło w ziemię, na której jeszcze chwilę wcześniej stał.
Jego spojrzenie powędrowało do Voldemorta, który rozpaczliwie próbował teraz rzucić w jego kierunku mordercze zaklęcie; z pobladłą twarzą, zaciśniętymi zębami, krzycząc, prawie ślepego z bólu i po prostu na oślep rzucającego w jego kierunku klątwy. Robiącego wszystko, by przerwać połączenie, zatrzymać to wszystko.
Świat przed jego oczami był zamglony, czarne plamy pojawiały się i znikały.
Voldemort także opadł, wyczerpany z jakiejkolwiek energii, prawie szlochając i Harry nie wiedział, co o tym myśleć.
Wężowa twarz stawała się czymś o wiele bardziej ludzkim, nos rósł, a oczy wyglądały, jakby wykrwawiał się z nich szarłat.
Blade pięści były zaciśnięte, a następnie mężczyzna został wyrzucony w powietrze, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jego ramiona rozwarły się, gdy krzyczał.
Harry także krzyczał, pragnąc, by to się skończyło. Chcąc zrobić cokolwiek, by to zatrzymać. Zastanawiał się, czy jego halucynacje przedstawiały Toma tylko dlatego, że – co było dziwne, bo nie mógł znieść myśli, że Tom miałby zobaczyć go w tak bezbronnym stanie – pragnął, aby tu był. Byłoby to… pocieszające. Harry pragnął, by ktokolwiek tu był, tylko po to, by przypomnieć mu, kim jest.
Czuł, że oczy mu się zamykają, a oddech świszczy z udręki. Podtrzymywał zaklęcie, różdżka prawie zwisała z jego ręki, chociaż pokładał w niej wszystko, co miał.
Po tym, jak skończy, będzie mógł odpocząć. Ale jeszcze nie, jeszcze nie…
Prawie krzyknął, kiedy poczuł, że jest ciągnięty po trawie. Uchwyt był ledwie brutalny i otworzył gwałtownie oczy, uderzony myślą, że jakiś śmierciożerca mógł próbować go zatrzymać.
Tom.
Och. Wyglądało na to, że chłopak rzeczywiście tutaj był. Jak śmiesznie.
Podejrzewał, że Zevi go w końcu odoszołomił… czy odoszołomił było w ogóle słowem? Obudził? Oczarował? Odczarował?
- Tom… - wymamrotał. – Wśpaniale cię 'u widzieć.
- Zamknij się, Złoty Chłopcze, i zostań w tym cholernym okręgu. Wziąłbym ci różdżkę, ale wszystko mi jedno, więc nie waż się na mnie zemdleć.
Okrąg…? Rozejrzał się wokół siebie.
Otaczały go pierścienie krwi, niesamowicie skomplikowane wzory i pentagramy, które Tom rysował z zabójczą prędkością. Znał je skądś.
Chwila…
- Tworzysz horkruksa?! Teraz?! – wychrypiał niewyraźnie, kierując wzrok na drugiego chłopca, choć nie całkiem będąc w stanie za nim nadążyć.
Ból przeszył jego ciało i nie mógł robić niczego prócz leżenia, leżenia i koncentrowania się na tym, by przenosić wyrzuty sumienia na Voldemorta.
- Przepraszam za oszołomienie cię – dodał szybko.
- Powiedziałem: zamknij się – syknął Tom, po czym jego ton złagodniał. – Oszczędzaj siły.
- Dlaczego tworzysz horkruksa…?
- Uparty – mruknął Riddle, ale potem, w następnej sekundzie, intonował.
Ron,
Wiem, że prawdopodobnie jesteś teraz na mnie wkurzony i przepraszam. Niestety nie istnieje żaden sposób, bym naprawił to, co już zrobiłem, ale bez względu na to - przepraszam.
Jesteś moim najlepszym przyjacielem, stary, i, szczerze powiedziawszy, jesteś pierwszym przyjacielem, jakiego kiedykolwiek miałem. Kiepsko, co? Wiem, że nie jesteś osobą lubiącą listy, więc nie będzie on długi.
Dzięki. Dziękuję tysiąckroć za bycie moim przyjacielem, za bycie przy mnie zawsze, gdy tego potrzebowałem i za nie odwrócenie się ode mnie plecami, kiedy poszedłem do Ślizgonów.
Wiem, że ich nie lubisz i wiem, że nie lubisz Toma, ale daj mu szansę. Naprawdę myślę, że może coś zmienić. Ale ten list nie jest po to, bym mówił ci o Tomie.
Po prostu chciałem się pożegnać i powiedzieć dziękuję, dziękuję, dziękuję, i tak w nieskończoność. Wątpię, bym mógł powiedzieć to zbyt mało razy.
Pragnę móc zobaczyć, jak prowadzisz Armaty z Chudley do sukcesu, jak ich niesamowicie opieprzasz, jak jesteś dupkowatym obrońcą (przy okazji, moja błyskawica jest teraz twoja) albo najlepszym aurorem, jakiego ten świat widział, ale nie mogę. Nie muszę jednak tego zobaczyć, by wiedzieć, że będziesz cholernie genialny, bo to taki zawsze byłeś.
Nigdy niczego bym bez ciebie nie zrobił i byłbym bez ciebie nikim, do diabła, gdyby nie ty i twoje szalone umiejętności gry w szachy (nigdy cię nie pokonałem, prawda?), wszyscy byśmy umarli i Voldemort rósłby w siłę od naszego pierwszego roku. A miałeś wtedy tylko jedenaście lat! Pomyśl, jak niesamowity jesteś teraz! Przepraszam, że brzmię tak oklepanie, ale to coś, co musiałem powiedzieć.
Niezależnie od tego, czy wybaczysz mi za moje liczne złe występki, czy nie, chciałem powiedzieć ci, byś nigdy nie myślał, że jesteś niczym, bo tak nie jest.
W pierwszym dniu, w którym cię poznałem, mówiłeś o tym, że cokolwiek byś nie zrobił, nie będzie w tym niczego specjalnego, bo przed tobą zrobili to już twoi bracia. Ale nie miałeś racji. To ty byłeś tym, który pokonał McGonagall w szachy, który, jak prawdziwy Gryfon, stawił ze mną w lesie czoła strachowi przed pająkami i podążył ze mną do Komnaty oraz zrobił tak wiele innych, głupich rzeczy. Ty, nie twoi bracia, ty. Po prostu mówię.
W każdym razie, powiedziałem, że list będzie krótki, więc będę już kończył.
Mam nadzieję, że będziesz miał niesamowite życie – traktuj Hermionę dobrze albo znajdę sposób, aby cię dopaść – i życzę ci wszystkiego, czego kiedykolwiek pragnąłeś.
Harry.
Weasley jest moim królem…!
Ból. Rażący ból.
Tom czuł, jak jego dusza rozrywa się na strzępy (i czy nie świadczyło to o tym, że te wszystkie suki mieszkające w sierocińcu się myliły? A jednak miał duszę!). Lovegood powiedziała mu, by wypełnił dziurę i na początku nie był do końca pewny, co miała na myśli.
A potem zrozumiał.
Dziurę w duszy Harry'ego… umysł Harry'ego się niszczył, bo tworzyła się w nim pusta przestrzeń, tak więc musiał to naprawić. Wiedział, że chłopiec wstrzymywał się ze względu na swoje zdrowie psychiczne i zaklęcie, więc jego dusza wciąż była na miejscu. Teraz musiał tylko, że tak to ujmie, wyprosić ją i włożyć swojego własnego horkruksa na jej miejsce.
Ból był rozdzierający.
Bardzo wyraźnie był teraz w stanie zrozumieć, dlaczego większość czarodziejów rezygnowało z tego rozwiązania.
Zacisnął zęby, świat wirował wokół niego. W końcu, zrobił to; fragment jego duszy zastąpił horkruksa Voldemorta, a kolejny załatał dziurę, którą sam stworzył w duszy Harry'ego.
Czy ktoś mógł być podwójnym horkruksem? Bo wyglądało na to, że Potter był. Technicznie rzecz biorąc był to jednak jeden horkruks, jako że jego pojemnik był taki sam, więc nie łamał zasad ich umowy. Prawda?
Nie będąc w stanie powstrzymać jęku uciekającego z jego ust, opadł na kolana, wyczerpany, drżący, nie mający wystarczająco sił, by podejść do miejsca, w którym leżał prawie nieprzytomny Harry.
Zamiast tego przeczołgał się do niego, drugi raz w swoim życiu będąc w takiej sytuacji. Palcami wyszukał tętna, prawie opadając na chłopca z wysiłku, jaki podejmował podtrzymując ciężar swojego ciała.
- Harry? – wyszeptał.
- Tom… co z'obileś?
- Uratowałem twoje żałosne życie i umysł, jak zresztą zawsze… dobrze z tobą?
- Tak myślę… ty? – Niewyraźny głos. Harry był tak samo zmęczony jak on… ale był Harrym.
Mógłby śmiać się ze szczęścia. Był Harrym! Jego Harrym!
- Spoko.
- Serio? Bo wyglądacie na raczej wyczerpanych – nadszedł lodowaty głos.
Obrócił leniwie głowę, prawie tracąc równowagę. Harry także zmagał się z tym, aby usiąść, drżąc z wysiłku, jakiego to wymagało. Ręka jego przyjaciela chwyciła mocno jego ramię, jego ciało przeniosło przed niego obronnie.
Tom natomiast zdecydował, że wyjątkowo dziwne było patrzenie na samego siebie.
Spojrzał na Harry'ego, zauważając, że szmaragdowe oczy już na nim spoczywały.
Voldemort uśmiechnął się.
Jak na znak, podnieśli różdżki.
Tom,
Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co tutaj napisać, co jest śmieszne, biorąc pod uwagę, jak wiele jest rzeczy, które chciałbym ci powiedzieć i tak wiele rzeczy, o których nigdy ci nie powiedziałem.
Mógłbym ci powiedzieć, byś przestał marszczyć czoło jak ktoś, kto nie potrafi przegrywać, bo mój plan bił twój na głowę, ale nie chcę teraz wchodzić w to całe „zwycięstwo".
Mógłbym ci powiedzieć, abyś nie był draniem, a następnie skończył z tą swoją nieskończoną złością dotyczącą stanu małżeńskiego swoich rodziców.
Mógłbym nawet powiedzieć ci, że przepraszam, naprawdę bardzo przepraszam, że musiało się to tak skończyć. Chyba po prostu nie jest nam przeznaczone skończyć jak w bajce, co? Mimo to, przepraszam, Tom, tak bardzo jak nienawidzisz przeprosin i uważasz, że nie są nic warte.
Kto wie, być może już z zniesmaczeniem odłożyłeś ten list, kiedy, w gruncie rzeczy poprawnie, zaszufladkowałeś go jako mój „samobójczy list pożegnalny".
To dziwne. Kiedy pierwszy raz cię spotkałem, nigdy nie wyobrażałem sobie, że skończy się to tym wszystkim; właściwie, szczerze mówiąc, myślałem, że byłeś całkowicie aroganckim, złym dupkiem.
Cóż, nadal uważam, że jesteś aroganckim dupkiem, ale nie jesteś zły.
Tak właściwie jesteś najbardziej genialną, niesamowitą, wspaniałą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałem – i mogę powiedzieć to teraz, z pełną świadomością, że następstwa moich słów nigdy nie dotkną mojego spójnego umysłu.
Wiem też, że masz zamiar dokonać wielkich rzeczy, o wiele większych niż Voldemort. Do diabła, jeżeli istnieje ktoś, kto mógłby z powodzeniem rządzić światem, założę się o całe moje złoto u Gringotta, że tym kimś byłbyś ty. Tylko nie zgłupiej z tego, okej?
Pozwól ludziom sobie pomóc. Każdy potrzebuje czasem pomocy i nic ci się złego nie stanie tylko dlatego, że ją zaakceptujesz.
Nigdy nie skończyliśmy naszego manifestu, a wiesz, wątpię, byś chciał opinii jednolatka o swoim nowym ustanowieniu, ale i tak nie sądzę, by miało to znaczenie, bo zawsze znałeś mnie lepiej niż ktokolwiek inny... i nie mów Ronowi albo Hermionie, że to powiedziałem!
Mówiąc o planach dotyczących panowania nad światem, uznaj to za niemiłą uwagę rzuconą przed odejściem: równouprawnienie.
Obaj wiemy, że równość nigdy nie będzie działać, że społeczeństwo nie będzie się rozwijać, jeśli wszyscy będą z góry tacy sami, nie dostając wynagrodzenia za pracę czy cokolwiek.
Ale i tak – zmierzaj do równouprawnienia, dla mnie. Ustaw wszystkich w tym samym punkcie wyjścia, niezależnie od ich statutu krwi albo rodziny czy gatunku, a następnie oceń za sam talent. Okej?
Powodzenia.
Dbaj dla mnie o nasz świat i, co najważniejsze, dbaj o siebie.
Staraj się nie przepracować do wycieńczenia i, na litość boską, nie zacznij nagle opłakiwać mnie albo coś w tym stylu!
Pewnego dnia mnie zapomnisz, będziesz tylko mgliście wspominał chłopca, którego znałeś, i to będzie okej. To dobrze. Chciałbym, byś znalazł kogoś innego, albo co tam preferujesz, nikt nie zasługuje na to, aby być sam, w szczególności ty.
Zasługujesz na wszystko, Tom.
Powinienem to kończyć, pewnie wychodzisz teraz z siebie, jeśli nadal czytasz… to całe sentymentalne cholerstwo. Haha.
Może będzie przynajmniej dobrą podpałką?
Ale nie, poważnie, dziękuję ci, Tom, za wszystko.
Bądź szczęśliwy,
„Z miłością" albo cokolwiek, co powinniśmy tutaj umieścić,
Harry.
* „Jeśli chodzi o trzy pierwsze listy, do Zeviego, Abraxasa i Alpharda, to są one bardzo do siebie podobne, zatem po prostu przechodziłam na kolejne ich części tak, jak robiłam to z przepowiednią. Mam nadzieję, że udało mi się to." – adnotacja autorki.
