Bardzo Was przepraszam! Miały być dwa tygodnie, a wyszedł miesiąc. Naprawdę przepraszam! Koniec roku szkolnego wypełnił mi cały wolny czas. W dodatku rozdział był już gotowy już długi czas temu, a z mojego zapominalstwa zapomniałam go po prostu opublikować... T_T Nie jestem jakoś mocno z niego zadowolona, ale był potrzebny taki, powiedzmy, filler. W następnym rozdziale na pewno będzie się więcej działo!
Dziękuję za wszystkie recenzje!
someone - dziękuję i postaram się :)
Raylie - wybacz, że cię zawiodłam :c
Cerryn - Dzięki za uwagi! Na pewno nie spocznę na laurach, według mnie mój styl zostawia baaaaaaaardzo dużo do życzenia. Zwrócę większą uwagę na opisy, ale tutaj ciężko dogodzić. Niektórzy mówią, żeby zostawić więcej dla wyobraźni, inni wolą mieć dokładnie pokazany obraz. Mam nadzieję, że dalej będziesz śledzić historię :D Potem zrobi się ciekawiej, obiecuję/mam nadzieję :)
Zapraszam do czytania!
Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Meili wróciła do klasztoru!
-Meiliye – wyrwało mi się cicho. Natychmiast pobiegłem ją przytulić, a ona uklękła z uśmiechem na ustach.
-Pamiętałeś mnie! I strasznie wyrosłeś, Omi – oznajmiła pogodnie uważnie mi się przyglądając.
Zrobiłem to samo. Nie zmieniła się za wiele od naszego ostatniego spotkania. Jej blada cera mniej przypominała porcelanę. Była delikatnie opalona. Co prawda na część czoła opadała długa grzywka zgarnięta na prawo, ale dalej dało się ją rozpoznać. Czarne niczym dwa węgielki spoglądały spod gęstych rzęs z radością i spokojem na świat.
Nie puszczałem jej ręki. Miałem wrażenie, że jeśli to zrobię, Meili znowu zniknie na parę lat. Ale w końcu musiałem to zrobić.
- Przyjaciele -zacząłem. – Pozwól, że ci ich przedstawię – dodałem patrząc na Meili i widząc wycofującego się mistrza Funga. – Oto Smok Ziemi, Clay Bailey z Teksasu.
- Miło mi – powiedział kowboj, na co Meili uśmiechnęła się promiennie.
- Kimiko Tohomiko, Smok Ognia z Japonii – wskazałem na dziewczynę.
- Jedyna, co? Pewnie musiało być ciężko – oznajmiła pogodnie. – Też to przeżyłam.
- Teraz będzie łatwiej – stwierdziła Japonka.
Podszedłem do przodu. Moją porażkę zostawiłem na sam koniec.
- A to Raimundo Pedrosa z Brazylii. Smok Wiatru i… nasz przywódca, wojownik Shoku.
Z pewnością nikt nie zauważył tej krótkiej chwili wahania. Nikt oprócz niej. Meili rzuciła mi szybkie, badawcze spojrzenie. Sekundę potem spojrzała na Brazylijczyka, a jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech.
- Shoku? Nie spodziewałam się kogoś takiego – powiedziała pokazując wszystkie białe zęby. – Wyglądasz na niezłe ziółko.
- Niestety ty wręcz przeciwnie – mruknął chłopak wykrzywiając usta w kpiący uśmieszek. –To co, będziemy cię trenować?
Narosło we mnie oburzenie przez to jego bezczelne zachowanie. Dlaczego to właśnie on został naszym przywódcą? Jest irytujący i taki niedokształcony w podstawowych dziedzinach! Ale przynajmniej zaraz ktoś mu utrze nosa.
- Czemu nie – zaśmiała się Meili potrząsając jego dłonią.
- Przecież! – Zacząłem.
- Przecież mogę się od was wiele nauczyć – stwierdziła z uśmiechem na ustach. Jej spojrzenie mówiło, że jest więcej niż rozbawiona. Najwyraźniej postanowiła robić go w kucyka, czy jak to Clay mówi.
- Rai, jesteś strasznym zarozumialcem – krzyknęła Kimiko lekko uderzając pięścią jego ramię. – Niemniej jednak dziewczyny powinny trzymać się razem, więc to ja będę ją trenować.
Poczułem pukanie na moim ramieniu. Spojrzałem w górę i ujrzałem poważną Meili. Kiwnęła głową w bok. Szybko przemknęliśmy obok reszty Smoków, żeby usiąść gdzieś sami.
- Jestem z ciebie dumna – usłyszałem w końcu.
- Ale… nie zostałem przywódcą – wymamrotałem. Czułem okropny wstyd. Zawsze miałem nadzieję, że gdy wróci, będę potężnym wojownikiem, niemal legendarnym Smokiem Wody… i że będę wyższy.
- Omi, posłuchaj – zaczęła Meili ujmując moją dłoń. – To nie ma znaczenia, czy jesteś przywódcą, adeptem czy jeszcze kimś innym. Określają cię twoje czyny. Postawa, którą przyjąłeś, jest naprawdę godna podziwu. Może nie do końca pogodziłeś się z decyzją mistrza Funga, ale jej nie podważasz. Choć twoje marzenie legło w gruzach, nikt nie widział twoich prawdziwych odczuć.
Nawet nie wiem kiedy moje oczy zapełniły się łzami.
- Rozumiem, o co ci chodzi. Chcesz być najlepszy we wszystkim. Też bym chciała. Ale tak się nie da, wiesz? – Mówiła ciągle. – Wierz we własne możliwości, Omi. Wbrew pozorom jesteś bardzo dojrzały. Dlatego napełniasz mnie dumą.
Po moich policzkach potoczyły się łzy. Meili objęła mnie ramieniem i przytuliła do siebie.
- No już już – mruknęła pocierając moje ramię.
Szybko otarłem łzy i zgoniłem siebie za chwilę słabości.
- To może opowiesz trochę o waszych przygodach, co? – Rzuciła lekko Meili uwalniając mnie z uścisku. Przyjąłem tą zmianę tematu z wdzięcznością.
- Wszystko zaczęło się deszczowego wieczora…
Weszłam do swojego malutkiego pokoju. Byłam okropnie zmęczona i ledwie trzymałam się na nogach. Od razu opadłam na materac.
Ciekawy obrót zdarzeń.
To już ponad rok, odkąd ujawniło się ostatnie Wu. Rok, odkąd Rai został przywódcą. Rok od bitwy z Heylinem. I rok, odkąd myślałam, że już nic mnie nie zaskoczy. A wtedy pojawia się ona.
Tajemnicza kruczowłosa piękność, która z pewnością bywała tu nieraz. Wygląda na to, że Omi doskonale ją zna. Dlaczego więc nigdy nam o niej nie opowiadał? Widocznie istnieje jeszcze mnóstwo rzeczy, o których nie wiemy. Z jakiegoś powodu jej nie ufałam, chociaż nie miałam ku temu żadnych podstaw. Może po prostu zaczynałam czuć się…
- Zagrożona?
- Co? – Obróciłam się w kierunku, z którego dobiegał głos.
- Pytałem, czy czujesz się zagrożona – odpowiedział oparty o ścianę Raimundo. Na jego twarzy widniał kpiący uśmieszek, który miałam ochotę zmazać.
- Raczej zadowolona. W końcu będę mogła pogadać z kimś normalnym – stwierdziłam wzruszając ramionami.
- Normalnym? Przecież to dziewczyna – powiedział wyszczerzając zęby.
- Och, idź sobie! – Krzyknęłam. Rai ciągle tam stał, więc rzuciłam w niego poduszkę.
- Wpadnij na rundkę Błotnych Zombie – mruknął jeszcze i zniknął.
Gdy tylko wyszedł, odetchnęłam z ulgą. Najwyraźniej nowa nie robiła na nim wielkiego wrażenia. I wprawiało mnie to w bardzo dobry nastrój.
Czas na Błotne Zombie!
- Noo Clay, co myślisz o nowej? – Rzuciłem niewinnie.
Kowboj spokojnie wypił wodę ze swojej szklanki i dopiero przemówił.
- Wydaje się być w porządku.
- Serio? W porządku? Tylko tyle? – Nie dowierzałem własnym uszom. – Stary, nowa laska w klasztorze, a ty mówisz, że jest w porządku?
- Myślę, że powinieneś skupić się na jednej, kowboju – odpowiedział poważnie.
Westchnąłem ciężko. Rany, czemu tutaj nikt nie mógł być wyluzowany?
- Mogę lubić parę dziewczyn, prawda?
- Jak już zacząłeś z jedną, to lepiej to skończ. Poważnie, Rai, znacie się z Kimiko przeszło trzy lata, a jak było, tak jest. U nas w Texasie to takie sprawy załatwia się szybko. Po prostu wchodzisz…
- Nie mów tego, Clay!
- Na byka…
- Ostrzegam!
- I jazda – skończył chłopak poprawiając kapelusz.
- Jesteś okropny – wymamrotałem. Po tylu latach nadal nie przyzwyczaiłem się do tych kowbojskich powiedzonek. Ale trzeba przyznać, trafił w dziesiątkę. Nie ma pojęcia, jak rozwiązać sprawę z Kim.
- Zaproś ją chociażby na spacer – podrzucił pomysł.
- Łatwo powiedzieć – mruknąłem.
- Najlepiej uklęknij – zademonstrował Clay. Widać było, że zaczyna ze mnie kpić. – O najpiękniejsza gwiazdo, co jasno świecisz na mym niebie, zechciej spełnić mą prośbę…
Tak się wczuł, że zupełnie nie zauważył wchodzącej do pokoju nowej. Jej wzrok powędrował do klęczącego Claya. Ten kontynuował swą wielką przemowę z zamkniętymi oczyma. Nowa zakryła usta dłonią, aby nie wybuchnąć śmiechem. Zagryzłem wargę obserwując kowboja.
- I obdarzyć mnie zaszczytem, jakim jest towarzyszenie twej niezwykłej osobie przy przechadzce! – Zakończył Clay rozkładając ramiona.
- Nie wiem co powiedzieć, zaskoczyłeś mnie. To wszystko dzieje się zbyt szybko! – Wykrzyknęła nowa udając postać tragiczną. Przyłożyła zewnętrzną część dłoni do czoła i westchnęła głęboko. Chwilę potem spojrzała na minę Claya i zaśmiała się. – Co kombinujecie, chłopaki?
- Aaaa… nic ważnego – wymamrotał zawstydzony kowboj.
- Wiesz Clay, tak? Dobrze mówię? –Upewniła się. – Wysoki, blondyn, niebieskie oczy… a z tą mową to już w ogóle każdą możesz mieć – rzuciła z szerokim uśmiechem.
Zaśmiałem się. Wyglądało na to, że jednak to jest niezłe ziółko.
- Dobra, knujcie dalej, ja już idę. Omi chce pokazać mi jakąś grę – oznajmiła chwytając butelkę z wodą. –Dziwne, nazywacie przedmioty? Butelka ma na imię Raimundo. Ładnie –mruknęła oglądając etykietkę przy wyjściu.
Wyszczerzyłem zęby. Zapowiada się ciekawie.
Przesadziłam? :c
