- Słucham, Stark Industries.

- Udawaj, że ze mną rozmawiasz.

- Kiedy właśnie z panem rozmawiam.

- Udawaj, że rozmawiasz ze mną na temat jakiejś straszliwej tragedii.

- I dlaczego miałabym to robić, szefie?

- Aby dać mi wymówkę do wymknięcia się z najnudniejszej na świecie firmowej kolacji.

- A, biorąc pod uwagę fakt, że to ja tę kolację zorganizowałam, dlaczego uważasz, że pomogę ci z niej uciec?

- Potts, musze stąd wyjść. Cormish właśnie zaczął opowiadać o swoich osiągnięciach w golfie. Handicap sześć?* Cokolwiek to znaczy, nie brzmi zbyt imponująco.

- W tym wypadku im niżej, tym lepiej.

- Myślę, że wyciągnął te numery ze swojej własnej dziury.**

- To chyba najgorszy golfowy eufemizm na świecie.

- Jestem pewny, że wszystko zmyślił, żeby tylko zaimponować.

- Ciekawe, że wypomina pan oszustwo innym w tym samym czasie, gdy próbuje mnie pan namówić do pomocy w wymyśleniu własnego.

- Jedno i drugie nie ma ze sobą nic wspólnego. Myślałem, żeby powiedzieć, że jedno z laboratoriów wybuchło…

- Panie Stark, proszę wrócić do sali, załatwić podpisanie umowy z Gruzją, a potem ewentualnie wyjść stamtąd jeszcze przed deserem. To potrwa góra jakieś trzy godziny.

- W porządku, dobry pomysł. Ale jeśli można, chciałbym trochę zmienić szczegóły. Co myślisz o tym: ty zajmiesz się tą umową z Gruzją, a ja ulotnię się stąd jeszcze przed daniem głównym?

- Dobranoc, panie Stark.

- Potts, nie możesz mnie tu zostawić. Ta kolacja jest niczym jeden z kręgów piekielnych Dantego. Jestem tu od dwudziestu minut i już zdążyłem zmienić swoje podejście do eutanazji. Jeśli Brooks jeszcze raz zacznie opowiadać o swoim kocie, mój mózg roztopi się i wypłynie uszami. Obadiah nie byłby zadowolony, gdyby prezes jego firmy nagle stał się roślinką.

- Nie jestem pewna, czy w ogóle zauważyłby różnicę.

- Cóż za wrogość. Czyżby brała się ona z jakiegoś głęboko skrywanego, traumatycznego zdarzenia z dzieciństwa?

- Nie, chodzi raczej o coś z całkiem niedalekiej przeszłości.

- To znaczy?

- Fakt, że ja również wybierałam się na tę kolację, do czasu, gdy paparazzi nakryli pana siedzącego w śmietniku i odtąd cały mój czas wolny poświęcam na załagodzenie stosunków ze wzburzonymi akcjonariuszami.

- Naprawdę? Miałaś zamiar znosić tę udrękę w moim imieniu?

- Tak. Specjalnie kupiłam sobie nawet sukienkę i w ogóle.

- Więc dlaczego nie jesteś tutaj, w tej sukience, by powstrzymać mnie przed zadźganiem Verne'a widelczykiem deserowym? Natychmiast złaź na dół Potts! To polecenie służbowe.

- Polecenie służbowe?

- Tak. Słyszałem jak inni szefowie mówią tak cały czas.

- …

- Proszę.

- Już ci mówiłam, że muszę posprzątać ten cały bałagan. Twój bałagan. Ember aktualnie szczyci się nagłówkiem „Od błyskotliwego bohatera do śmieciowego zera".

- Naprawdę? Trochę to wyolbrzymili…

- Panie Stark…

- Nie jestem pisarzem, ale jak dla mnie to brzmi to trochę kiczowato.

- Proszę pana, nie mam na to czasu. Muszę wracać do pracy, a pan – na przyjęcie.

- Dobra, czekaj może pójdziemy na taki kompromis: ty zejdziesz tu i pomożesz mi utrzymać się przy zdrowych zmysłach, a ja pomogę ci uspokoić akcjonariuszy. Podzielimy się pracą.

- Naprawdę?

- Padłbym na kolana i błagał, byś się zgodziła, gdyby nie to, że i tak tego nie zobaczysz dopóki rozmawiamy przez telefon.

- A mówiąc, że mi pomożesz masz na myśli prawdziwą pomoc? Nie z gatunku tych, gdy tylko siedzisz obok i wygłaszasz pseudożartobliwe uwagi, kiedy ja odwalam całą robotę?

- Tak. Podejdę do tego całkowicie inaczej niż do wszystkich moich zadań z angielskiego w liceum. Czyżbyśmy się dogadali, Potts?

- Jeszcze się nie zdecydowałam. Mógłbyś mi najpierw powiedzieć, co robiłeś w tym śmietniku?

- Mógłbym, ale i tak byś mi nie uwierzyła.

- Daj spokój. To nie może być aż tak niezwykłe.

- No cóż… to dotyczy pewnego szopa i mojego Rolexa.

- Zmieniłam zdanie. Jednak ci nie wierzę.


* - wiki/Handicap_%28golf%29 gdyby ktoś, podobnie jak Tony, nie wiedział o co chodzi(a chciał się dowiedzieć). Chociaż ja po przeczytaniu tego nadal nie wiele rozumiem.
** - W oryginale to zdanie brzmi "Well, I think he's pulling random numbers out of his whole-in-one." I jest to nawiązanie do terminologii golfowej, w której określenie „hole-in-one" oznacza trafienie do dołka w pierwszym uderzeniu. Przypomniało mi się jednak, że spotkałam się w naszymi języku z określeniem że jakieś informację są z d**py wzięte(to taka bardziej brutalna wersja „z kosmosu wzięte") czyli nie wiadomo skąd, wymyślone.