Gdy Ichigo znów się obudził, był w pomieszczeniu sam. Czuł się trochę zagubiony tą całą sytuacją. W szczególności brakiem wspomnień oraz faktem, że nie żyje i znajduje się w jakieś Soul Society. Nie miał pojęcia, co teraz powinien zrobić, ale miał cichą nadzieję, że Itsuki-san pozwoli mu tu zostać. W końcu nie znał tu nikogo oprócz niego i Senriego.
Westchnąwszy spojrzał na widok za oknem. Po chwili leżenia i patrzenia na zachodzące słońce podniósł się ostrożnie do pozycji siedzącej. Dalej czół ból w każdej komórce ciała, ale tym razem był on zdecydowanie mniejszy niż wcześniej. Rozejrzał się po pokoju. Nie był jakiś wielki. Prawdę powiedziawszy nieduży, a mebli praktycznie nie było. Tylko szafka, nieduża półka i jeszcze jedna mata oprócz tej, na której obecnie siedział. W pewnym momencie jego wzrok padł na swoją pierś i dopiero teraz zdał sobie sprawę, że cały tors ma ciasno obandażowany bandażami, a ubrany był w pomarańczowożółte, lekko wypłowiałe kimono.
Nagle usłyszał dźwięki głośnej rozmowy dochodzące z dołu. Powoli wstał i, podpierając się ściany, małymi kroczkami przeszedł do drzwi, a następnie schodami na dół. Znalawszy się tam skierował się do pomieszczenia, z którego dochodziły głosy. Kiedy wszedł do środka, zastał dość komiczny widok. Senri był podduszany przez niską dziewczynę o krótkich fioletowych włosach i tego samego koloru oczach. Miała na sobie różowe kimono za kolana. Jej mina wyraźnie wskazywała, że jest ostro wkurzona na chłopaka i łatwo mu nie odpuści.
Tej scenie przyglądał się Itsuki-san siedząc ze skrzyżowanymi rękami na piersi przy stole, na którym stał garnek parującej zupy i siedem misek. Obok niego po prawej stronie siedział najwyżej czteroletni chłopczyk o jasnych blond włosach oraz zielonych oczach. Jasnozielone kimono, które miał na sobie było na niego zdecydowanie za duże. O ścianę za nim opierał się wysoki, czarnowłosy chłopak o niebieskich oczach i czarnym kimonie z pomarańczowymi płomieniami u dołu. W przeciwległym krańcu pokoju, na dość szerokim parapecie siedziała niewysoka dziewczyna i patrzyła na zachodzące powoli za horyzontem słońce. Jej dość krótkie czerwone włosy były spięte w niedbałego, małego kucyka, a oczy miały kolor morskiego błękitu. Ubrana była w trochę już wyblakłe niebieskie kimono.
- Ichigo-san! – krzyknął uradowany Senri widząc nastolatka w drzwiach i próbował się wyrwać dziewczynie, ale nie wyszło mu to. – Puszczaj mnie, Sayuri!
- Najpierw mnie przeproś, bałwanie! – odparła dziewczyna.
- Nigdy!
- Oboje przestańcie w końcu – rozkazał Itsuki-san patrząc na dwójkę dzieciaków twardym wzrokiem. – Sayuri puść Senriego, a ty Senri przeproś Sayuri.
Przez chwilę oboje ani drgnęli, ale widząc, że mężczyzna nie ustąpi, dziewczyna z niechęcią puściła ośmiolatka i odsunęła się od niego kawałek, po czym spojrzała na niego wyczekująco. Senri widząc to prychnął cicho pod nosem i wycedził przez zaciśnięte zęby:
- Przepraszam.
- A teraz wszyscy siadać – zarządził Itsuki-san.- Ty również, Ichigo.
Nastolatek niepewnie podszedł do stołu i usiadł między Senrim i chłopakiem ubranym w czarnopomarańczowe kimono, a czerwonowłosa dziewczyna nalała każdemu na talerz porcję ciepłej zupy. Przez cały posiłek toczyły się wesołe rozmowy czasami przerywane przez koleją sprzeczkę między Senrim i Sayuri. Jak się dowiedział od czarnowłosego chłopaka, który miał na imię Makoto, takie kłótnie między tą dwójką były na porządku dziennym.
- Jedynie Itsuki-san jest w stanie ich uspokoić – powiedział Makoto krzywiąc się na coraz głośniejsze tony dwójki dzieciaków. – A tak poza tym to ten blondynek obok Itsuki-san to Nobu, a ta czerwonowłosa dziewczyna to Yue. Mimo, że nie jesteśmy spokrewnieni to żyjemy jak rodzina. W sumie gdyby nie Itsuki-san, żadnego z nas by dziś tu nie było.
- O czym ty mówisz? – zdziwił się Ichigo.
- Itsuki-san nas wszystkich uratował. No oczywiście nie naraz, ale jednak każde z nas zawdzięcza mu swoje życie i dach nad głową. Tak po prawdzie jest dla nas kimś w rodzaju ojca. Zawsze, gdy mamy jakiś problem możemy zwrócić się do niego o pomoc, ale jak zrobimy jakąś głupotę czy coś to zawsze się wścieka i często daje nam wtedy szlabany– wyjaśnił Makoto.
- Rozumiem.
Kiedy wszyscy skończyli jeść Itsuki-san wstał od stołu i podszedł do drzwi. Stanąwszy na ich progu odwrócił głowę i, spojrzawszy na Ichigo, powiedział:
- Ichigo, choć na chwilę. Chciałbym z tobą porozmawiać na osobności.
- Oczywiście, proszę pana – odparł nastolatek również wstając od stołu i ruszył za mężczyzną.
Obaj wyszli na podwórko. Dom znajdował się na niedużej polanie w środku lasu i z niewielkim jeziorkiem. Obok chatki znajdowała się ławka, na której Itsuki-san usiadł i, skrzyżowawszy ręce na piersi, spojrzał w dal z zamyślonym wyrazem twarzy. Po chwili przeniósł wzrok na Ichigo i powiedział:
- Masz moc. Na razie jest dość słaba, ale na pewno w przyszłości będzie rosnąć. Jeśli chcesz mogę nauczyć cię jak ją kontrolować. Mogę również nauczyć cię kilku ciekawych technik. Makoto, Sayuri, Senri, Yue i Nobu również mają moc. Nobu jest jeszcze za mały, ale pozostała czwórka już uczy się jak walczy i wykorzystywać swoją moc. Są jeszcze na etapie początkujących, więc szybko byś ich dogonił. Poza tym Senri najwyraźniej bardzo cię polubił i Makoto również, więc jak chcesz możesz tu zostać.
- I tak nie mam gdzie iść i znam tu tylko was, więc myślę, że zostanie tu to będzie najbardziej rozsądna decyzja – odparł Ichigo wzruszając lekko ramionami, ale w głębi duszy był bardzo szczęśliwy, że może tu jednak zostać.
- Rozumiem – mężczyzna uśmiechnął się lekko.
Przez chwilę obaj milczeli, aż w końcu nastolatek ponownie się odezwał z lekką niepewnością w głosie:
- Itsuki-san, czy mógłbyś mi trochę bardziej szczegółowo opowiedzieć o Soul Society i shinigami?
- No dobrze – zgodził się Shinoda i zaczął opowiadać.
Kiedy Itsuki-san i Ichigo wyszli z domu, Makoto spojrzał po tych, którzy zostali w kuchni. Senri i Sayuri znowu się kłócili. Tym razem poszło o ostatnie trzy cukierki, które Senri ukradł Sayuri i zjadł. Makoto widząc to pokręcił z rezygnacją głową i przeniósł spojrzenie na Nobu bawiącego się swoją jedyną zabawą, Panem Misiem. Pluszak ten był dość osobliwy, bo był prawie cały fioletowy nie licząc zielonych łatek i czerwonych górnych łapek. Chwilę później chłopak spojrzał na Yue, która dalej siedziała przy stole i kończyła swoją porcję cukierków.
- Ej, ludzie, posłuchajcie mnie przez chwilę – odezwał się, a kiedy uwaga wszystkich skupiła się na nim, zapytał: – Co myślicie o Ichigo?
- Ichigo-san wydaje się miły i fajny – odparł trochę nieśmiało Nobu przytulając do siebie misia.
- Ichigo-san jest super! – krzyknął Senri wyrzucając rękę w powietrze i lekko podskakując w miejscu.
- Zamieniłeś z nim tylko kilka słów i już mówisz, że jest super? – Sayuri spojrzała na niego trochę sceptycznie.
- No i co z tego, że rozmawiałem z nim tylko przez chwilę? – oburzył się Senri. – I tak wiem, że jest super. To po prostu się czuje. Jeśli ty tego nie czujesz, znaczy, że jesteś głupią krową.
- Co ty powiedziałeś?!
- A co, głucha jesteś? Powiedziałem, że jesteś głupią krową.
- Natychmiast to odszczekaj!
- Nigdy!
- Odszczekaj to!
- Nie!
- Odszczekaj!
- Chyba po moim trupie!
- Odszczekaj, bo…!
- Przestańcie – odezwała się po raz pierwszy tego wieczora Yue patrząc na nich chłodnym, surowym wzrokiem. - Chyba nie chcecie, żeby Itsuki-san znów się na was zdenerwował i dał wam jakąś karę, co nie?
Senri i Sayuri spojrzeli na nią ze zgrozą, po czym wzdrygnęli się i mało nie zwymiotowali na wspomnienie swojej ostatniej kary. To, przez co w tedy przeszli było naprawdę straszne, więc praktycznie natychmiast się uspokoili i usiedli w dwóch przeciwległych kątach pomieszczenia z nietęgimi minami. Jakoś im się nie widziało znów masować stóp Itsuki-san.
Przez chwilę w pomieszczeniu panowała cisza, przerywana wyłącznie przez ciche dźwięki, które wydawał Nobu w czasie zabawy, do której wrócił nie bardzo już interesując się treścią rozmowy starszych.
- Wracając do tematu – wtrącił się Makoto – to myślicie, że Ichigo z nami zostanie?
- Znając Itsuki-san, na pewno teraz z nim o tym rozmawia, a decyzja czy tu zostanie czy nie będzie zależeć tylko od niego – odparła Yue wzruszając lekko ramionami.
- Pewnie masz rację, ale fajnie by było jakby Ichigo zdecydował się tu zostać. W końcu im więcej tym weselej, co nie? A poza tym miałbym, z kim gadać o dziewczynach, bo Senri jest jeszcze na to za młody i się na tym nie zna, a tym bardziej Nobu skoro ma dopiero cztery latka – stwierdził chłopak trochę zgryźliwie.
- Ty i dziewczyny? – zdziwiła się Yue. - Nie rozśmieszaj mnie.
Makoto już miał coś powiedzieć, kiedy do kuchni weszli Itsuki-san i Ichigo. Oczy całej piątki skierowały się na nowoprzybyłych i patrzyły wyczekująco. Shinoda widząc to uśmiechnął się lekko pod nosem. Dobrze wiedział, na co dzieciaki czekają. Przez chwilę milczał, trzymając ich w napięciu, aż w końcu się odezwał:
- Ichigo zostaje z nami.
- Ale super! – krzyknął Senri podskakując, a reszta pokiwała głowami z zadowolonymi uśmiechami na twarzach.
- I tak jak wy będzie się uczył kontrolować swoją moc – dodał Itsuki-san.
- To znaczy, że Ichigo również ma moc? – zapytał Makoto zdziwiony.
- Owszem. Teraz jest ledwo wyczuwalna, nawet dla mnie, ale w przyszłości będzie ona rosnąć – stwierdził mężczyzna siadając przy stole.
- Naprawdę, Ichigo-san? – Senri spojrzał na nastolatka z podekscytowaniem.
- Podobno tak – mruknął zapytany lekko wzruszając ramionami.
- Ale super!
- Dzień był pełen wrażeń. Na pewno jesteście zmęczeni, więc idźcie już spać, bo jeśli zaśpicie na trening to zrobicie dodatkowe ćwiczenia – oznajmił Itsuki-san z surowym wyrazem twarzy.
Dzieciaki trochę pomarudziły, że jest jeszcze wcześnie i nie chce im się spać, ale w końcu zrezygnowane udały się do pokoi, a gdy tylko ich głowy dotknęły poduszek momentalnie zasnęły.
