Cała piątka padła na trawę. Byli cali zlani potem, zdyszani i kompletnie wykończeni. Przez ostatnie dwie godziny nie robili nic oprócz biegania wokół domu, a Itsuki-san razem z Nobu przyglądali im się. Kiedy tylko skończyli, mężczyzna podszedł do nich i powiedział:

- Dobra, macie kilka minut przerwy zanim przejdziemy do nauki Bakudō. Mam nadzieję, że nauczyliście się inkantacji.

- Oczywiście, że tak – odparł Makato, siadając w siadzie skrzyżnym i, drapiąc się w tył głowy, uśmiechał się przy tym głupkowato.

Shinoda spojrzał na niego uważnie, po czym wzruszył ledwo zauważalnie ramionami i odszedł od nich. Gdy był już w wystarczającej odległości by ich nie słyszeć, wszyscy spojrzeli na Makato podejrzliwym wzrokiem. Chłopak widząc to, uśmiechnął się jeszcze szerzej próbując tym zamaskować zawstydzenie.

- Nie nauczyłeś się, co nie? – zapytał Ichigo z cichym westchnieniem rezygnacji.

- Coś tam umiem, ale zapominam niektórych słów – szepnął Makoto, zwieszając ramiona. – Nie moja wina! Nie miałem czasu się uczyć! Poza tym to nudne. Wole używać mięśni niż jakiś zaklęć.

- Dlaczego mnie to nie dziwi? – mruknęła Yue z ironicznym uśmieszkiem na ustach.

- Sugerujesz coś? – warknął chłopak, patrząc na nią spod byka.

- Na pewno zamiast się uczyć, poszedłeś do miasta i podglądałeś dziewczyny jak się kąpią.

- To nieprawda!

- Tak, oczywiście – stwierdziła Sayuri, kiwając głową z wszystkowiedzącym uśmiechem.

- Ty…!

- Czas na odpoczynek minął! – krzyknął Itsuki-san. – Wstawać mi natychmiast i prezentować Bakudō #9.

Dzieciaki chcąc nie chcąc wstały i podeszły bliżej mężczyzny. Na pierwszy ogień poszedł Ichigo. Stanął przed nim na lekko rozstawionych nogach z wyciągniętymi przed siebie dłońmi i, zamknąwszy oczy, skupił w sobie reiatsu. Po chwili otworzył oczy i zaczął recytować inkantację:

- Obróć Się W Niwecz, Czarny Psie Rondanini! Przeczytaj Te Słowa, Spal Je Na Popiół I Rozerwij Swą Gardziel Własnymi Szponami! Bakudō #9. Geki!

Kiedy Ichigo narysował w powietrzu znak, otoczyła go lekko czerwona poświata, a zaklęcie sparaliżowało mężczyznę.

- Dobrze, ale następnym razem włóż w to więcej reiatsu – powiedział Shinoda, bez problemu uwalniając się z zaklęcia.

- Hai, Itsuki-san – zgodził się Ichigo.

- A teraz drugie zaklęcie.

- Hai.

Chłopak ponownie skupił reiatsu, po czym wyrecytował formułkę:

- Niech Rozkruszy Cię Czarny Pies Rondanini! Spójrz Na Siebie Z Przerażeniem I Wyrwij Sobie Gardło! Bakudō #9. Hōrin!

Z palców chłopak skierowanych w stronę mężczyzny wystrzeliła złota, trochę gruba linia energii i związała go dość mocno.

- Tym razem lepiej, ale musisz to jeszcze poćwiczyć – stwierdził Shinoda, ponownie uwalniając się z zaklęcia.

- Hai, Itsuki-san – odparł Ichigo i odszedł na bok.

Kolejne trzy osoby poradziły sobie lepiej lub gorzej z tymi zaklęciami, ale w ogólnym rozrachunku wyszło w miarę dobrze. Kiedy przyszła kolej Makoto, ten był cały zlany zimnym potem i aż się trząsł ze strachu przed tym co mu zrobi Itsuki-san jak się dowie, że nie nauczył się inkantacji. Przełknąwszy ze zdenerwowania ślinę, przyjął odpowiednią postawę i zaczął mówić:

- Obróć Się W Niweczy… Nie, to nie tak było. Jeszcze raz. Obróć Się w Niwecz, Czarny Psie Rondanini! Przeczytaj Te Słowa, Spal Je Na Popiół I Rozciągnij… Nie, to miało być rozerwij – mruknął do siebie. - Obróć Się W Niwecz, Czarny Psie Rondanini! Przeczytaj Te Słowa, Spal Je Na Popiół I Rozerwij Swą Gardziel Własnymi Szponami! Bakudō #9. Geki!

Zaklęcie owszem, sparaliżowało Itsukiego-san, ale moment później po prostu zniknęło. Mężczyzna widząc to, pokręcił z dezaprobatą głową. Nie mógł wprost uwierzyć, że Makoto znów nie nauczył się inkantacji. A myślał, że po ostatnim razie zaczął brać to bardziej na poważnie.

- Do końca dnia masz czas żeby się nauczyć formułki i w miarę dobrze wykonać zaklęcie – oznajmił, patrząc na niego surowym wzrokiem.

- Hai, Itsuki-san – mruknął chłopak.

- Dobra, poćwiczcie teraz te dwa zaklęcia na sobie, a ja będę was obserwował i w razie czego was poprawiał – powiedział Shinoda, po czym usiadł na ławce z skrzyżowanymi rękami i z uwagą przyglądał się swoim uczniom, którzy z zapałem zaczęli trenować albo, jak w przypadku Makoto, uczyli się inkantacji.


Na dworze było jeszcze szarawo, gdy Itsuki-san wszedł do pokoju chłopaków z cichym skrzypieniem drzwi. Ichigo i Makoto spali w najlepsze, a mężczyzna pomyślał, że jakby zamiast niego przyszedł tu jakiś zabójca to ta dwójka byłaby już najpewniej martwa. Kręcąc z dezaprobatą głową, podszedł do nich bliżej, po czym, nabrawszy w płuca powietrze, krzyknął:

- Wstawać!

Chłopcy momentalnie zerwali się na równe nogi i, jeszcze trochę nieprzytomnym wzrokiem, rozejrzeli się po pomieszczeniu. Kiedy zauważyli stojącego z poważnym wyrazem twarzy i z założonymi rękami Itsukiego-san, wiedzieli, że zaspali na trening. Po raz trzeci w tym tygodniu.

- Chce was widzieć w trybie natychmiastowym na podwórku zwartych i gotowych na lekcję walki wręcz – powiedział mężczyzna.

- Hai, Itsuki-san – odparli potulnie Ichigo i Makoto, a Shinoda bez słowa wyszedł z pokoju by obudzić pozostałych.

Kilka minut później cała piątka trzymając drewniane atrapy katan stała na baczność na podwórku i wzrokiem śledziła chodzącego w tę i z powrotem z rękami na plecach Itsukiego-san, który aktualnie prawił im kazanie.

- Ostatnio ciągle spóźniacie się na treningi. Posunę się nawet do stwierdzenia, że zaczęliście je olewać i prawdę powiedziawszy nie podoba mi się to. Jeśli nie przyłożycie się w końcu do treningów, to będziecie bardzo łatwym celem dla Hollowa, a chyba nie chcecie jeszcze ginąć, prawda? – nie czekając na odpowiedź, kontynuował – Jeśli sami nie będziecie w stanie się obronić, to nikt wam nie pomoże. Shinigami nie przybędą ratować zwykłych dusz z Rukongai, gdy nie będzie to sprawiało, że równowaga między Światem Żywych, a Soul Society będzie zachwiana. Dlatego właśnie…

- Itsuki-san, dlaczego w takim razie nie możemy iść do Akademii? – przerwał mu Senri.

- Bo nie – odparł zimnym głosem Shinoda.

- Ale dlaczego nie? – zapytała Sayuri.

Mężczyzna przez chwilę w milczeniu przyglądał im się poważnym wzrokiem zastanawiając się czy powinien im wyjaśnić swoje powody. W końcu zdecydował, że mają prawo wiedzieć i zaczął im wyjaśniać:

- Jeszcze ponad dwieście lat temu sam byłem shinigami. I to nie byle jakim tylko kapitanem Dziesiątej Dywizji. Wszystko było fajnie, choć czasami miałem serdecznie dość tych wszystkich papierzysk, które ciągle musiałem wypełniać albo podpisywać. To była dla mnie istna mordęga, ale na szczęście część dokumentów mogłem dać do wypisania swojemu porucznikowi - przerwał, ale po chwili kontynuował: – Pewnie zastanawiacie się dlaczego więc znajduję się teraz w Rukongai zamiast w Seireitei? Odpowiedź jest dość prosta. W czasie jednaj z walk mój zanpakuto został bezpowrotnie zniszczony, więc musiałem się wynieś z Seireitei, bo, według prawa ustanowionego przez Centrale Czterdziestu Sześciu, ktoś nie posiadający zanpakuto nie może być shinigami, a tym bardziej jednym z kapitanów Gotei Trzynaście. Nie chcę żebyście skończyli tak jak ja.

- Naprawdę byłeś kapitanem? – zapytał Makoto z podekscytowaniem.

- Tak.

- To teraz wiemy skąd znasz Kido i umiesz walczyć kataną, Itsuki-san – stwierdziła Yue.

- Właśnie, skoro mowa o walce kataną to w tej chwili zrobić pięć okrążeni na rozgrzewkę, a potem zaczniemy – zarządził Shinoda, a cała piątka jęknęła cierpiętniczo, ale bez zbędnego marudzenia zaczęła biegać.

- Itsuki-san, a kiedy ja będę mógł zacząć się uczyć Kido? – zapytał Nobu podchodząc do mężczyzny ze swoim ukochanym misiem.

- Jak trochę podrośniesz.

- Ale ja chcę teraz!

- Jesteś jeszcze za mały.

- Nieprawda! Nie jestem za mały! Mam już pięć lat!

Itsuki-san spojrzał w jego zdeterminowane zielone oczy i zdał sobie sprawę, że dzieciak nie da mu spokoju dopóki się nie zgodzi. Dlatego, westchnąwszy z rezygnacją, odparł:

- No dobrze. Przynieś kartkę, atrament i pędzel.

- Hai! – krzyknął Nobu uradowany, po czym pobiegł do domu po wymienione przedmioty. Chwilę później wrócił i, szczerząc radośnie zęby, wręczył je mężczyźnie. – Proszę, Itsuki-san.

Shinoda szybko naskrobał na kartce inkantację niskiej rangi Bakudō, a następnie wręczył ją chłopcu mówiąc:

- Naucz się tego, a potem poćwiczymy kumulowanie i wypuszczanie reiatsu.

- Hai! – zgodził się Nobu i oddalił się by w spokoju nauczyć się formułki zaklęcia.

Tymczasem pozostała piątka skończyła właśnie biegać i stanęła przed Shinodą na baczność z cierpliwością czekając na następne instrukcje.

- Dobrze, teraz dobierzcie się w pary i rozpocznijcie walkę na katany, ale pamiętajcie, żadnego Kido – zastrzegł mężczyzna. – Ty Ichigo, będziesz z zemną.

- Hai – odparli i, dobrawszy się w pary, zaczęli trenować.