Tri - tak, tutaj nie ma Voldemorta, Harry ma rodziców, jest normalnym dzieciakiem ( o ile to możliwe ) itd. Dziękuję za komentarz . Również pozdrawiam ;)
LadySuzanneMoore - oh, oczywiście odpowiem na te pytania. Darowałam sb wstęp..może to był mój błąd ;p
* bliźniacy faktycznie rzucili szkołę, ale obiecali matce, że jednak zdadzą egzaminy, soł powtarzają klasę ;)
* Voldemort w świecie alternatywnym .
dzięki za komentarz ;)
vilian - mój błąd. wybacz. jestem roztrzepana i źle wcisnęłam.. ;/
Rozdział 2
Następnego dnia Tom obudził się w świetnym nastroju. Myśl o utarciu nosa temu przemądrzałemu Gryfonowi, napawała go niesamowitą energią. Zajęcia rozpoczynał o dziewiątej i była to właśnie lekcja z szóstoklasistami, Ślizgonami i Gryfonami. Po wykonaniu porannych czynności, udał się na szybkie śniadanie do Wielkiej Sali, by następnie przygotować w odpowiedni sposób klasę. Zająwszy miejsce przy stole dla nauczycieli, skierował swój wzrok ku czarnowłosemu młodzieńcowi z blizną na czole. Chłopak rozmawiał właśnie z bliźniakami Weasley. Cała trójka miała nadzwyczaj poważny wyraz twarzy. Nagle Gryfoni równocześnie spojrzeli na stół znajdujący się w drugim końcu sali. Slytherin. Tom śledził wzrokiem, wymianę spojrzeń pomiędzy Potterem, a chłopakiem z jasnymi, platynowymi włosami. Było coś między nimi. Jakieś niezidentyfikowane napięcie, które powoli zaczynało go irytować. Doskonale widział, jak zielonooki posyła temu drugiemu uwodzicielski uśmiech, na co tamten skrzywił się z odrazą, ale na jego alabastrowych policzkach pojawił się zdradliwy rumieniec. Poczuł, jak krew w nim wrze, a magia niebezpiecznie drży.
- Albusie, jak nazywa się ten chłopiec z niespotykanie jasną cerą, który siedzi przy stole Slytherina? - zwrócił się ku dyrektorowi.
- Och, to pan Malfoy. Draco Malfoy. - w błękitnych oczach dało się zauważyć te nieznośne, wesołe iskierki. Tom miał ochotę go udusić. Skinął głową i wrócił do swojego posiłku. Malfoy. Jak mógł tego nie zauważyć? Dzieciak jest niezaprzeczalnie podobny do swojego dziadka. Złotooki, aż zadrżał z wściekłości na wspomnienie Abraxasa...cholerni Malfoyowie! Wstał szybko od stołu i skierował się ku sali lekcyjnej. Czas pokazać wszystkim, kto tutaj rządzi.
Harry Potter obudził się z myślą,że to będzie koszmarny dzień. Rozpoczynał poranek, obroną przed czarną magią. Trzeba przyznać, profesor Riddle przeraził go nie na żarty. Na dodatek była to lekcja ze zmorą Gryfonów, czyli Ślizgonami. Gorzej być już nie mogło...
Zielonooki powolnymi ruchami zszedł na śniadanie i usiadł na swoim stałym miejscu. Odruchowo spojrzał na stół węży. Od razu zauważył wpatrzone w siebie, szare tęczówki. Posłał Malfoyowi zalotny uśmieszek, na co ten odwrócił się ostentacyjnie i zajął rozmową z Blaise'em. Zadowolony chłopak, nałożył sobie jajecznicę i tosty.
- Cześć dzieciaku! - po obu stronach młodszego czarodzieja, rozsiedli się bliźniacy Weasley.
- Cześć. - odpowiedział wesoło czarnowłosy. Jego humor zdążył już ulec znacznej poprawie.
- Haaaarry... - Fred przeciągnął sugestywnie jego imię i wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
- Tak?
- Co jest między tobą, a Malfoyem?
- A co ma być?
- No nie wiem... - rozpoczął George.
- ...krążą plotki...
- ...że ty i on...
- ...pieprzycie się jak dwa króliki wielkanocne! - zakończył wesoło Fred i posłał mu ironiczny uśmieszek.
- CO?! - Harry zdawał sobie sprawę, że w tej chwili musi wyglądać jak idiota, ale nie potrafił pozbierać swojej szczęki z podłogi. Przecież on nic takiego nie robił! Posyłał Malfoyowi dwuznaczne spojrzenia, ale one nic nie znaczyły! Merlinie!
Bliźniacy zachichotali.
- Haaaarry...
- ...czym ty się przejmujesz?
- Przecież to nic strasznego...
- ...że jesteś gejem.
- Nie jestem! - połowa uczniów zgromadzonych w Wielkiej Sali, spojrzała na niego z zainteresowaniem.
- Nie jestem gejem. - powtórzył ciszej i wbił wzrok w jajecznicę. Wjedenj chwili stracił apetyt.
- Jaaaaasne. - powiedzieli chórem bliźniacy i znowu zachichotali. Zielonooki spojrzał na nich ze złością, na co tamci od razu spoważnieli. Oczywiście na tyle, na ile jest to możliwe w ich przypadku.
- Tylko obiecaj nam, że nie skończysz tego, co robisz z Malfoyem...
- ...on zawsze tak słodko się rumieni...
Harry instynktownie spojrzał w stronę Ślizgonów. Wyłapał szare, przeszywające oczy, na co zielone tęczówki rozbłysły drapieżnym blaskiem, a na usta wkradł się zalotny uśmieszek. Na bladych policzkach młodego węża, pojawiły się zdradliwe rumieńce, a szczęka zacisnęła się w niesamowicie silny uścisk.
- Macie rację chłopaki. - odezwał się z namysłem. - On jest uroczy. - I już po chwili, cała trójka zaśmiewała się do łez, zapominając o wcześniejszym napięciu.
Harry, stojąc ze swoimi przyjaciółmi przed salą OPCM-u i czekając na profesora Riddle'a, czuł się niesamowicie dobrze. Z każdą kolejną minutą jego pewność wzrastała. Pokaże temu mężczyźnie! Sprawi, że ten uwierzy w jego umiejętności i już nigdy nie będzie z niego kpić. Przeklinał swój wcześniejszy, irracjonalny strach. Doskonale wiedział, jak tego dokonać, ale nie był pewny, reakcji swoich przyjaciół, rodziców oraz dyrektora. Uśmiechnął się w duchu. I tak to zrobi!
Z zamyślenia wyrwał go odgłos zbliżających się kroków. Już po chwili, zza rogu wyłonił się nowy nauczyciel. Drzwi otworzyły się samoistnie, a za nimi rozbrzmiał chłodny głos:
- Wejdźcie.
Ślizgoni i Gryfoni niepewnie weszli do środka i rozejrzeli się po klasie. Co roku, każdy nowy nauczyciel tego przedmiotu, wprowadzał własne zmiany, więc byli ciekawi tego, co mogą tutaj ujrzeć. Dlatego, jakież było ich zdziwienie, gdy ujrzeli prawie pustą salę. Wszystkie ławki zostały wyrzucone, ściany ogołocone z obrazów, które były tutaj przed rokiem, a biurko profesora zostało przesunięte pod ścianę.
Znikąd, na środku klasy zmaterializował się złotooki i obrzuciwszy wszystkich przelotnym spojrzeniem, powiedział:
- Jak już wiecie, nazywam się Tom Riddle i od dzisiaj będę nauczał was Obrony przed czarną magią. Na moich lekcjach wymagam idealnego przygotowania, skupienia i koncentracji. Nie toleruję ignorancji i lenistwa. Czy to jasne? - wszyscy energicznie pokiwali głowami. Tom zaśmiał się w duchu. - Świetnie. Na dzisiejszej lekcji chciałem sprawdzić wasze umiejętności, ale po wydarzeniach z wczorajszego wieczora, musi to poczekać. Widzicie... - przerwał, a jego spojrzenie powędrowało w stronę zielonookiego Gryfona i na nim się zatrzymało. - ...wczoraj poznałem osobę, która stwierdziła, że nie nadaję się na nauczyciela tego przedmiotu. Pozwólcie więc, że to udowodnię. - uśmiechnął się ironicznie. - Panie Potter, czy zechciałby pan stoczyć ze mną pojedynek?
Kąciki ust czarnowłosego podniosły się lekko.
- Z ogromną przyjemnością, profesorze. - sarkazm w jego głosie był wręcz namacalny. Hermiona, widząc przebiegły uśmieszek błąkający się na ustach przyjaciela, wykrzyknęła:
- Harry, nie! - wszyscy spojrzeli na nią ze zdziwieniem i konsternacją, ale ona nie przejęła się tym w ogóle i kontynuowała:
- Obiecałeś, Harry. Nie wolno ci.
- Czego panu nie wolno, panie Potter? - wyraźne zainteresowanie pojawiło się w głosie nauczyciela, ale zielonooki zignorował to.
- Spokojnie, Miona. Przecież go nie zabiję. - prychnął i zwrócił się ku nauczycielowi, który uniósł jedną brew, słysząc ostatni komentarz dzieciaka. - Zaczynajmy więc.
- Z największą przyjemnością pokażę panu, gdzie pana miejsce. - wyznał szczerze mężczyzna i ustawił się w odpowiedniej pozycji. Harry podążył w jego ślady. Cała klasa obserwowała ich poczynania w najwyższym skupieniu. Wszyscy byli pewni, że zaraz wydarzy się tu coś niezwykłego. Mężczyźni ukłonili się ostrożnie i unieśli różdżki w geście przygotowania.
- I na to liczę. - odpowiedział Harry, rzucając jednocześnie błyskawiczną, niewerbalną Drętwotę. Złotooki, jednym ruchem różdżki zablokował zaklęcie i zaśmiał się szyderczo:
- Tylko na tyle cię stać, dzieciaku?
- Sam sprawdź. - i zanim Harry zdążył się ruszyć, pomknęło ku niemu zaklęcie paraliżujące. Uniósł szybko lewą dłoń, wyczarowując tarczę ochronną, jednocześnie rzucając różdżką potężnego Expelliarmusa. Całkowicie zaskoczony Tom, przeleciał przez salę i boleśnie uderzył głową w ścianę. Przed jego oczami pojawiły się czarne plamy. Zdusił w sobie jęk, jaki cisnął mu się na usta. Potter wykorzystał chwilową przewagę i posłał w stronę leżącego mężczyzny zaklęcie wiążące. Grube liny oplotły jego ciało, skutecznie go unieruchamiając. Uczniowie wydali zduszone dźwięki. Harry uśmiechnął się zwycięsko. Spodziewał się czegoś lepszego po nauczycielu leżącym przed nim, ale cóż, przeliczył się. Niemniej jednak pokazał mu, na co tak naprawdę stać Harry'ego Pottera. Już miał odwrócić się w stronę przyjaciół, gdy nagle liny puściły, a Tom Riddle uniósł się w powietrze, by następnie stanąć z gracją przed zielonookim Gryfonem.
- Magia bezróżdżkowa. Zaskakujące. - warknął. - Levicorpus!
Harry intuicyjnie uskoczył w bok, krzycząc:
- Sectusempra!
Różnokolorowe zaklęcia przemieszczały się pomiędzy uczniem, a nauczycielem, tworząc nieziemski obraz różnorodnych barw. Gryfoni i Ślizgoni stali jak zaczarowani, wpatrując się w pojedynek toczący się tuż przed nimi. W pewnym momencie zaklęcia uderzyły w siebie, tworząc coś na kształt wielobarwnej błyskawicy, która rozprysła się niczym iskry, zmuszając niektórych uczniów do ucieczki.
- Dość! - Tom warknął i zablokował ostatnie zaklęcie. Kropelki potu delikatnie mieniły się na jego czole i powolnie spływały po lewej skroni. Jego oddech stał się szybszy i głębszy. Z niezbyt dużą satysfakcją zauważył, że młody przeciwnik nie wygląda lepiej. - Czas to zakończyć.
- Uśmiechnąwszy się triumfalnie, powiedział jakby od niechcenia:
- Serpensortia.
Średniej wielkości wąż pojawił się przed Riddle'em, sycząc wściekle na Harry'ego. Gdzieś z tyłu, jakaś dziewczyna krzyknęła, ale nikt nie zwrócił na to szczególnej uwagi. Złotooki skupił swoje spojrzenie na gadzie i wysyczał:
- Nastrasz tego chłopca.
- O, cholera. - wyrwało się Malfoyowi.
- Zgadzam się, fretko... - rudzielec stojący obok Hermiony, spoglądał niepewnie na profesora. Niemniej jednak, nie było to spowodowane strachem o przyjaciela, a raczej ostrożną ciekawością.
Harry przez chwilę stał jak sparaliżowany, patrząc na zbliżającego się gada, a myśli krążyły w jego głowie, niczym szalejące tornado. 'Dziedzic Slytherina? Nie, to niemożliwe...' Otrząsnął się jednak z tego dziwnego letargu i przekrzywił głowę z zaciekawieniem.
- Interesująca umiejętność, profesorze. - następnie zwrócił się do węża.
- Jak ci na imię?
- Nazywam się Issssak, człowieku.
- Miło mi cię poznać, Issssak. Ja jestem Harry. - uśmiechnął się szeroko i spojrzał na swojego profesora, który wyglądał jakby zobaczył hipogryfa z trzema głowami.
- C-co?! - wykrztusił.
- Sądzę profesorze, że wypadałoby się przedstawić. Harry James Potter, zaginiony potomek Salazara Slytherina i Godryka Griffindora. - ukłonił się lekko.
- T-to...niemożliwe...
Harry uśmiechnął się drwiąco. W tej samej chwili zadzwonił dzwonek. Uczniowie spoglądali na siebie niepewnie, nie wiedząc, czy mają wyjść, czy może zostać i czekać na to co jeszcze może się tutaj wydarzyć.
- Wyjdźcie. Pan Potter zostaje. - wykrztusił złotooki i podszedł do swojego biurka, żeby się podeprzeć. Kręciło mu się w głowie. Właśnie stoczył niezaprzeczalnie, jeden z lepszych pojedynków w swoim życiu, jego przeciwnik okazał się wężoustym, a na koniec dowiedział się, że badania, które prowadził mogą być omylne. Ten dzień zdecydowanie nie należał do najlepszych. Zamknął oczy i głęboko odetchnął. Musi jeszcze raz przejrzeć swoje zapiski. Może mógłby to nawet zrobić z pomocą tego zielonookiego Gryfona...
Skarcił się w myślach. Nie, nie poprosi go o pomoc. Przecież potrafi sam to znaleźć...
Poczekał, aż drzwi zamkną się za ostatnim uczniem, a następnie otworzył oczy. Chłopak stał przed nim z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Odetchnął jeszcze raz i powiedział spokojnie:
- Panie Potter, jestem pewien, że to musi być pomyłka. To ja jestem ostatnim dziedzicem Slytherina. I może być pan pewien, panie Potter, że na pewno nie jestem z panem spokrewniony w żadnym stopniu. - zdobył się na ledwie zauważalny, ironiczny uśmieszek.
Zielonooki spojrzał na niego z rozbawieniem.
- Profesorze, proponuję jeszcze raz sprawdzić linię rodu Salazara. Może być pan zaskoczony. - uśmiechnął się lekko i ruszył do wyjścia. Zanim jednak otworzył drzwi, dodał:
- To był dobry pojedynek, profesorze. Jest pan godnym przeciwnikiem. - po tych słowach, zniknął.
Tom patrzył jeszcze przez chwilę przed siebie całkowicie oszołomiony, by następnie udać się na bardzo poważną rozmowę z dyrektorem. Musi wreszcie dowiedzieć się kim tak naprawdę jest Harry Potter.
Mogłoby się wydawać, że Draco Malfoy miał piękne i wspaniałe życie. Był bogaty, atrakcyjny, inteligentny oraz miał niesamowity dar zjednywania sobie ludzi. Nikt nie wiedział, że tak naprawdę czystokrwisty spadkobierca rodziny Malfoyów był niesamowicie samotny i nieszczęśliwy. Od najmłodszych lat wychowywany na 'prawdziwego' Malfoya, mogący bawić się tylko z dziećmi z czystokrwistych rodów, zaczął po pewnym czasie wierzyć w przekonania swojego ojca. Dlatego właśnie, gdy spotkał Harry'ego Pottera, czarodzieja półkrwi, stanął przed wyborem, albo on albo ojciec. Jego wybór stał się oczywisty w chwili, gdy wyciągnął rękę w stronę czarnowłosego chłopaka. Po raz pierwszy zaproponował komuś przyjaźń...i po raz pierwszy został odrzucony. W tamtej chwili stało się jasne, że Harry James Potter stał się jego wrogiem numer jeden.
Walka z Gryfonem stała się dla niego odskocznią od szarości dnia codziennego. Pojedynki z Potterem przyprawiały go o chorobliwą radość, co momentami bywało wręcz niepokojące. Ciągłe dążenie do celu, chęć pokonania czarnowłosego dupka stała się jego sensem życia, czymś, co odciągało go od obowiązków spadkobiercy fortuny. Ale jednocześnie była też jego przekleństwem. Choćby nie wiadomo jak się starał, zawsze okazywał się tym gorszym. Nienawidził tego. Nienawidził Pottera. A teraz, gdy zaczął się szósty rok nauki, nienawidził go jeszcze bardziej. Odkąd Gryfon zaczął posyłać mu te głupie, zalotne uśmiechy, młody Ślizgon nie mógł nic poradzić na to, że to po prostu go zawstydzało... Przecież Malfoyowie się nie czerwienią, jak jakieś pospolite wiewióry z domu Gryffindora! Co się z nim działo, do cholery?! A teraz to! Pierwsza lekcja obrony przed czarną magią z nowym, przerażającym nauczycielem, który na pewno w przeszłości był Ślizgonem i jego nemezis staje do pojedynku z tym człowiekiem. Draco wręcz czuł jak magia pulsowała wokół tej dwójki, omiatając sobą całą klasę. Patrzył jak zahipnotyzowany na niesamowity spektakl przed sobą... I nagle bum! Tom Riddle, profesor obrony, nagle wyczarowuje węża i używa jednego z najbardziej czarnomagicznych języków w świecie czarodziejów, wężomowy. Młody Ślizgon patrzył z przerażeniem na czarnowłosego Gryfona, która stał jak oniemiały i nie potrafił się nawet poruszyć...
Po raz pierwszy mógł szczerze przyznać: bał się o tego idiotę.
I nagle jego świat runął. Wszystko, co stało się do tej pory nie miało żadnego znaczenia. Najpierw usłyszał wężomowę Pottera...a potem to oświadczenie... Czy to możliwe, by młody Gryfon był dziedzicem dwójki założycieli Hogwartu? Zawsze był potężny...ale to co pokazał w pojedynku okazało się ogromną mocą... Tak, to jest możliwe. - stwierdził pewnie Draco.
Ruszył prędko do łazienki prefektów. Musiał szybko pozbyć się problemu w spodniach, który powstał, gdy Potter zaczął gadać z tym głupim wężem. A następnie zastanowi się co zrobić z zielonookim Gryfonem...przecież nie może czerwienić się przy nim, jak jakaś pieprzona dziewica! Wszedł do łazienki i trzasnął drzwiami. To był ciężki dzień.
