Rozdział 3
Złotooki mężczyzna poderwał się z krzykiem i rozejrzał wokół dzikim wzrokiem. Jego oczy błądziły po całym pomieszczeniu, jakby szukając potwierdzenia, że już nic mu nie grozi.
Tom odetchnął z ulgą i pozwolił sobie na opadnięcie na posłanie. Jego myśli krążył chaotycznie wokół Salazara, zielonookiego Gryfona oraz Eliota. Zacisnął mocno powieki i pokręcił energicznie głową w próbie odegnania od siebie obrazów ze snu. Od tygodnia śnił o pięknych, zielonych oczach, pełnych ustach oraz subtelnym dotyku młodych, silnych dłoni. Gdy pierwszego dnia, Tom obudził się z erekcją i przypomniał sobie sen, był zaintrygowany. Drugiego był zaskoczony. Piątego obudził się przerażony. A teraz leżał w brudnej piżamie na mokrym łóżku i zastanawiał się co zrobić, żeby to zakończyć. Nagle uderzył otwartą dłonią w czoło. Eliksir Bezsennego Snu. Jak mógł nie pomyśleć o tym wcześniej? Wystarczy, że pójdzie do lochów i poprosi Snape'a o flakonik. Postanowił zrobić to jutro tuż po śniadaniu. Wiedział, że mimo wszystko sarkastyczny Mistrz Eliksirów mu nie odmówi. Odkąd plotka o dwóch dziedzicach Slytherina ogarnęła Hogwart, nauczyciel eliksirów przestał posyłać mu aż tyle nieprzyjemnych spojrzeń. Jak dla Toma, był to nie lada wyczyn.
Brązowowłosy westchnął z irytacją i podniósł się z posłania. Dzisiaj już nie uśnie, był tego pewien. Wstał i podszedł do swojego biurka, by jeszcze raz przejrzeć zgromadzony materiał. Od pamiętnej lekcji obrony, Tom zaczął prowadzić badania na temat życia Salazara i jego potomków. Już kiedyś to robił, ale jak widać popełnił znaczący błąd i teraz starał się go naprawić. Ale jak na razie w ogóle mu to nie wychodziło. W żadnych znanych mu zapiskach nie było danych o jakiejkolwiek osobie z rodziny Evans, która byłaby spokrewniona z jednym z założycieli Hogwartu. Oczywiście mógł poprosić o pomoc tego nieznośnego Gryfona, ale spotkania z nim na osobności napawały go pewnym przerażeniem. Po pierwsze, zawsze gdy na niego spoglądał, przypominały mu się jego nieprzyzwoite sny. Po drugie, wstydził się swojej ostatniej walki. Dzieciak dosłownie go powalił i mimo faktu, iż tak naprawdę był remis, Tom był zawiedziony swoimi umiejętnościami. Dlatego właśnie, podczas następnej lekcji nie zwracał większej uwagi na Pottera, wręcz go ignorował, a jemu zdawało się to nie przeszkadzać, więc lekcja minęła im w przyjaznej atmosferze. Tom potarł skronie w geście zamyślenia i rzucił krótkie 'Tempus'. Trzecia w nocy. Miał jeszcze pięć godzin do śniadania. Może wreszcie uda mu się coś znaleźć...
***
Reszta tygodnia minęła Harry'emu na otrzymywaniu dziwnych spojrzeń ze strony uczniów szkoły oraz na odpowiadaniu na najróżniejsze pytania dotyczące jego umiejętności. Tak jak się spodziewał, jego najbliższym nie spodobało się, że wydał tajemnicę swojej rodziny. Na nic nie zdały się jego przekonywania, że nic szczególnego się nie stało i jego nowy nauczyciel wcale nie krył się ze swoim dziedzictwem. Dlaczego, więc on miał się tego bać? Ale oczywiście jego matka i dyrektor wiedzieli lepiej i dali mu kilkogodzinny wykład na temat niebezpieczeństwa związanego z podawaniem takich informacji dla opinii publicznej. Dzień po pamiętnym pojedynku pomiędzy uczniem, a nauczycielem, w Proroku pojawił się artykuł na temat odnalezionego potomka dwóch założycieli Hogwartu. Sam Harry nie miał zamiaru udzielać wywiadu i w ostateczności reporterzy nie zostali wpuszczeni do zamku. W artykule była również wzmianka o drugim potomku Salazara oraz jego niedokładny życiorys. Profesor Riddle, ujrzawszy swoje zdjęcie w gazecie, skrzywił się tak mocno, że mógłby w tym momencie konkurować nawet ze Snape'em. Nie obyło się również od pogadanki Hermiony oraz zmartwionych spojrzeń posyłanych mu przez Rona. Po tygodniu tego dziwnego zachowania wszystkich wkoło, Harry miał dość. Jedynym pocieszeniem był dla niego fakt, iż profesor obrony zaczął go unikać, co napawało go zaskakującą satysfakcją, a Malfoy rumienił się na jego widok jak jakaś pierwsza, lepsza dziewica. Plotki dotyczące ich domniemanego związku zdecydowanie wzrosły na sile i teraz nie było w szkole ucznia, który nie dogryzłby w jakikolwiek sposób, młodemu wężowi. Blond włosy chodził wściekły przez cały czas i rzucał wszystkim mordercze spojrzenia. To zdecydowanie poprawiało Gryfonowi humor.
Zielonooki podążał z przyjaciółmi na eliksiry z niezbyt ciekawą miną. Ostatnie czego teraz potrzebował to Snape'a drwiącego z jego domniemanej popularności. Dotarłszy przed salę, rzucił okiem na Ślizgonów stojących z boku. Malfoy stał oparty z gracją o ścianę i obserwował wszystkich w zamyśleniu. Czarnowłosy założył ręce na pierś i obrzucił blondyna taksującym spojrzeniem. Kosmyki blond włosów delikatnie opadały na alabastrową twarz o arystokratycznych, ostrych rysach. Długie, ciemne rzęsy rzucały cienie na jasną skórę, a srebrnoszare oczy zwróciły się właśnie ku niemu. Źrenice rozszerzyły się lekko, jakby w zdziwieniu, ale twarz nadal nie wyrażała żadnych emocji.
- Potter.
- Malfoy.
- Musimy porozmawiać. - przez jego twarz przebiegł niezidentyfikowany grymas. Harry skinął tylko głową i oddalił się od przyjaciół, by po chwili dołączyć do stojącego już w kącie, Ślizgona.
- To się musi skończyć. - wysyczał blond włosy.
- Nie rozumiem o czym mówisz. - odpowiedział niewinnie Draco.
- Nie wiesz o czym mówię, Potter? To może Cię oświecę. - złapał ramię Gryfona i nieznacznie pochylił się do przodu. - Cała szkoła śmieje się ze mnie, śmieje się z NAS, bo uważa, że jesteśmy parą! A ty nic sobie z tego nie robisz i nadal grasz w tę głupią grę! O co Ci chodzi do cholery?! - Harry po raz pierwszy mógł zobaczyć na twarzy młodego węża, aż tyle różnorakich emocji. Od nienawiści, poprzez smutek i ból, aż do rozgoryczenia. Zielonooki z fascynacją przyglądał się jak ta zazwyczaj pokryta maską obojętności twarz, zmienia się pod wpływem tych emocji. To było coś niesamowitego, nadzwyczajnego oraz intymnego. Dopiero teraz zauważył jak blisko jego twarzy znajduje się twarz Ślizgona. Odchrząknął.
- To tylko mała gierka...nie rozumiem z czym masz problem. - na twarz zielonookiego wypłynął leniwy uśmiech. W szarych oczach zapłonął ogień.
- Wiesz co, Potter? Masz rację. To tylko mała, nieszkodliwa gra. - wysyczał, a następnie wpił się w wargi czarnowłosego Gryfona. Harry stał przez chwilę jak sparaliżowany, pozwalając swojemu wrogowi na badanie swoich ust, własnymi. Dopiero po chwili uświadomił sobie, co tak naprawdę się dzieje. Pocałunek był czuły, delikatny, jakby niepewny, tak bardzo sprzeczny ze słowami Malfoya. Szarooki polizał subtelnie wargi Harry'ego, na co ten jęknął i otworzył usta w niemej zachęcie. Blond włosy czarodziej wydał odgłos zdziwienia, ale już po chwili zatonął we wnętrzu tych rozkosznych ust. Zielonooki jęknął i wplótł palce w te idealne, jasne włosy. Poczuł na swoich biodrach ręce, a następnie uderzył plecami w ścianę. Wydał z siebie pomruk aprobaty i ich języki splotły się w namiętnym tańcu. Harry z zaskoczeniem musiał stwierdzić, że ten pocałunek zaczął go podniecać. I to nie tylko jego, sądząc po czymś twardym, wbijającym mu się w brzuch. Jakby z oddali usłyszeli głośne chrząknięcie, które sprowadziło ich na ziemię. Niechętnie oderwali się od siebie i ciężko dysząc, odwrócili się. Za nimi stał Snape'a w towarzystwie profesora Riddle, który patrzył na nich z dziwnym wyrazem twarzy.
- Panie Potter, panie Malfoy, co za interesujące przedstawienie. Mam nadzieję, że gdy następnym razem zechcecie połknąć się nawzajem, oszczędzicie mi tego przykrego widoku. - Mistrz Eliksirów uśmiechnął się drwiąco.
- To. Było. Gorące. - Pansy Parkinson wyszła z cienia i ostentacyjnie poczęła wachlować się dłonią.
Chłopcy wytrzeszczyli na nią oczy. Wiedzieli już, że po tej lekcji cała szkoła zostanie utwierdzona w fakcie o ich rzekomym romansie. Westchnęli jednocześnie.
- Panno Parkinson, proszę sobie darować te infantylne komentarze na poziomie Gryfonów i udać się do klasy. - powiedział spokojnie, a następnie zwrócił się do mężczyzny stojącego obok:
- Riddle, przyjdź do mnie wieczorem. Powinien być gotowy. - Złotooki skinął głową, jeszcze raz obrzucił spojrzeniem chłopców stojących przed nim, skupiając swój wzrok na ręce blondyna, która ciągle znajdowała się na biodrze Gryfona, a następnie odwrócił się i odszedł. Harry spoglądał za oddalającym się nauczycielem i zastanawiał się o co ten się tak wściekł. A wściekł się na pewno, to było oczywiste. Delikatnie wzruszył ramionami i niepewnie spojrzał na Mistrza Eliksirów stojącego przed nimi i spoglądającego na nich z odrazą.
- Minus 20 punktów dla Gryffindoru za całowanie się w miejscu publicznym. - powiedział spokojnie. - A teraz biegiem do sali. - wysyczał i wymijając ich, ruszył w stronę sali od eliksirów.
- To nie fair. - jęknął zielonooki. Draco spojrzał na niego drwiąco.
- Życie jest nie fair, Potter. Chodź, zanim odbierze ci więcej punktów. - złapał jego rękę i jak gdyby nigdy nic, pociągnął za sobą skonsternowanego Gryfona.
***
Rozmowa z Severusem Snape'em zdecydowanie nie należała do najprostszych w życiu Toma. Mężczyzna był sarkastyczny, wredny i podejrzliwy. Jednakże złotooki profesor obrony miał w swoim rękawie tak zwanego asa i postanowił go wykorzystać. Wdał się z Mistrzem Eliksirów w dyskusję o nowym pomyśle hiszpańskiego mistrza, dotyczącą Eliksiru Wielosokowego. Czarnowłosy czarodziej okazał się być przyjemnym rozmówcą, gdy konwersacja schodziła na interesujące go tematy i już po chwili dwójka czarodziejów rozmawiała jak starzy znajomi. Nawet nie zauważyli, gdy zaczęli kierować się w stronę klasy eliksirów, gdzie miała właśnie się odbyć lekcja z szóstą klasą Gryfonów i Ślizgonów. Zaabsorbowani rozmową, mężczyźni spojrzeli przed siebie i stanęli jak wryci. Tuż przed ich oczami, Draco Malfoy namiętnie całował Harry'ego Pottera przyciskając go do ściany. Blond włosy chłopak obejmował Gryfona w pasie, a ten ochoczo przeczesywał jego jasne włosy. W głowie Toma pojawiło się milion przeróżnych myśli od zabicia Ślizgona w tej chwili, po wymyśle tortury, które może mu zadać, gdy będą na osobności. Jego wzrok zwęził się niebezpiecznie i przyglądał się chłopcom, którzy nawet nie zauważyli ich przyjścia. Mistrz Eliksirów, jakby wyrwał się z transu spowodowanego zaskoczeniem i głośno odchrząknął. Czarodzieje oderwali się od siebie i rozejrzeli wkoło nieprzytomnym wzrokiem. Źrenice zielonookiego rozszerzyły się nieznacznie, gdy spoczęły na profesorze obrony. Ten prychnął w myślach. Jego wzrok błądził po twarzy młodego czarodzieja. Twarz Pottera była zaczerwieniona, jego oczy zasnute mgłą pożądania i lśniły jakimś niezidentyfikowanym światłem. Następnie skierował swój wzrok niżej, gdzie klatka piersiowa unosiła się szybko i nierówno. W końcu jego oczy spoczęły na ręce należącej do blondyna, która ciągle spoczywała na biodrze Gryfona. Złotooki warknął w duchu. Obrzucił wściekłym spojrzeniem Ślizgona, pożegnał się szybko i odszedł w stronę swoich komnat. Magia wściekle wirowała wokół niego wprowadzając w drżenie każdą rzecz, która znalazła się w pobliżu. Profesor wpadł do swojego gabinetu, przeszedł szybkim krokiem przez drzwi znajdujące się po prawej stronie i wpadł do niewielkiego salonu, by po chwili dorwać karafkę Ognistej Whisky. Bursztynowy płyn rozlał się w jego gardle powodując przyjemne pieczenie. Tom usiadł na fotelu i przetarł dłońmi, oczy. W jego głowie wciąż pojawiał się obraz dwóch całujących się chłopców. Zazdrość, którą poczuł na ten widok była wręcz namacalna i złotooki nie miał pojęcia jak sobie z nią poradzić. Westchnął ciężko i spojrzał w kominek. To będzie ciężki rok...i on nie miał zupełnego pojęcia jak go przetrwa.
